Rozpad systemowy: zmierzch kultury, upadek imperium, neofeudalizm, Orwell i społeczna nieświadomość

Fragmenty wywiadu z Chrisem Hedgesem i Morrisem Bermanem w audycji „Extraenvironmentalist.”

Chris_hedgesChris Hedges

Krytyk społeczny, ekspert z zakresu polityki i społeczeństw obu Ameryk i Bliskiego Wschodu. Jako dziennikarz, pisarz i korespondent wojenny (spędził 20 lat w 50 krajach Ameryki Centralnej, Afryki, Bliskiego Wschodu i Bałkanów) otrzymał wiele nagród m.in. Pulitzer Prize (Nagroda Pulitzera) oraz Global Award for Human Rights Journalism (Globalna Nagroda za Dziennikarstwo w Obronie Praw Człowieka) przyznawaną przez Amnesty International. Wybrane książki: „What Every Person Should Know About War” („Co każda osoba powinna wiedzieć o wojnie”), „War Is A Force That Gives Us Meaning” („Wojna jest siłą, która nadaje nam znaczenie”), „American Fascists: The Christian Right and the War on America” („Amerykańscy faszyści: chrześcijańska prawica i wojna z Ameryką”), „Empire of Illusion: The End of Literacy and the Triumph of Spectacle” („Imperium iluzji: koniec piśmienności i triumf widowiska”).

Dostępne przekłady esejów autora:

Nowa wspaniała dystopia”, “Odnajdując wolność w kajdankach”, “Na wojnie morderstwo nie jest anomalią”, “Karierowicze”, “Wojna w cieniu”, “Mit ludzkiego postępu”, “Dni zniszczenia, dni rewolty”, „Co Obama miał na myśli”, „Witajcie w domu wariatów”, „Złamane serca mieszkańców gazy”, „Niekończąca się wojna”, „O psychologii pozytywnej”, „Zabij wszystko, co się rusza, „Wszystkie formy życia są święte”

Morris Berman

Uznany historyk kultury i krytyk społeczny. Wykładał na uniwersytetach w Europie i Stanach Zjednoczonych. Zdobył m.in. Nagrodę Pisarzy Stanu Waszyngton (1990), Nagrodę Neila Postmana za osiągnięcia w zakresie publicznej aktywności intelektualnej (2013). Jest autorem trylogii o ewolucji ludzkiej świadomości: „Świat odtworzony” (1981), „Idąc po rozum do głowy” (1989), „Wałęsający się Bóg: Studium duchowości nomadycznej” (2000). Jego książka „Zmierzch amerykańskiej kultury” uzyskała w 2000 roku wyróżnienie The New York Times Book Review.

20 maja 2013

Chris Hedges: Każde społeczeństwo zaangażowane w konflikt dostosowuje się do wymagań państwowego aparatu bezpieczeństwa i inwigilacji. Od końca I wojny światowej Ameryka znajduje się w stanie wojny permanentnej. To psychoza niekończącego się konfliktu, w którym stale próbuje się wyeliminować wrogów zewnętrznych i wewnętrznych. Najpierw chodziło o komunizm, teraz o terroryzm. Ta psychoza jest bardzo skutecznym sposobem na zniszczenie jakiegokolwiek otwartego społeczeństwa, uczyniła kalekim Bliski Wschód, zniszczyła Izrael, Syrię, Egipt. Nie jesteśmy wyjątkiem. Spowodowało to oczywiste wydrążenie kraju od wewnątrz. Powstanie korporacyjnych monolitów, które nie są lojalne wobec państwa narodowego oznacza, że podobnie jak wszystkie imperia ulegamy rozpadowi od wewnątrz. Bardziej bezwzględne reformy kontroli obowiązujące na obrzeżach imperium przeniesione zostają do samego imperium. Jest to kolejny klasyczny przykład imperialnego scenariusza. Pisał o nim Tukidydes, kiedy mówił o zniszczeniu demokracji ateńskiej. Dlatego jesteśmy świadkami militaryzacji sił policyjnych, podpisania National Defense Authorization Act (Ustawa o Upoważnieniu Obrony Narodowej), przyjęcia FISA Amendment Act (NDAA: Ustawa o Inwigilacji Obcego Wywiadu). Istnieje wiele przykładów z historii ludzkości, które są dobrym wskaźnikiem późnego stadium choroby trawiącej imperium amerykańskie.

Morris Berman: Logika przeciwstawienia i psychozy wojennej ma bardzo głębokie, przed-korporacyjne historyczne korzenie. Kiedy w XVI i XVII wieku zasiedlany był amerykański kontynent, osadnicy także reprezentowali logikę przeciwstawienia. Innymi słowy przybyli w przeświadczeniu, że stary kraj, porównywany z biblijnym Egiptem, jest dekadencki i skorumpowany; zbudują Nowe Jeruzalem. Zatem od początku obecna była psychologia opozycji. A potem, po opuszczeniu Europy i pozostawieniu za sobą ‚nikczemników’, nieposzlakowani zdobywcy natrafiają na rdzennych Amerykanów, którzy są dzikusami i nie mają cywilizacji. Należy ich zgładzić. Realizujemy tę logikę od bardzo dawna. Prawdziwym problemem jest według mnie nie tylko wymiar gospodarczy i korporacyjny, o którym mówi Chris, ale także pewien rodzaj psychologii. Hegel nazwał ją tożsamością negatywną. Używając pojęcia „negatywna” nie miał na myśli „zła”. Chodziło mu o pozyskanie tożsamości poprzez opozycję. Wzmacnia granice ego – wiesz kim jesteś, mówiąc kim nie jesteś. Taki był zamysł. Problem polega na tym, że – jak zauważył Hegel – nigdy nie zdołasz poznać strony afirmatywnej. Znasz siebie poprzez tożsamość negatywną, tożsamość pozytywna nie istnieje. Gdy tak się dzieje, wypełniona zostaje treścią kultury – w Stanach Zjednoczonych mamy konsumpcjonizm, wszelkie odmiany komercjalizmu. Wątła tożsamość. Żadna. Przechodzimy końcowe stadia tej przypadłości, tak naprawdę nie mając pojęcia o tym, kim jesteśmy. Po krachu roku 1929 było wiele samobójstw, ponieważ ludzie w USA nie wiedzieli kim są bez pieniędzy, kupowania. Obecnie dzieje się coś podobnego – jeden na pięciu Amerykanów pozbawiony jest pracy i perspektyw na jej znalezienie. USA przenika pewnego rodzaju pustka – to pochłaniający wszystko wir. Zatem nawet koncerny takie jak Halliburton toczą tę samą grę, tkwią w tym samym rodzaju logiki. Zysk czy nie, nazywam to nieświadomym programowaniem, które czyni ludzi pokroju Obamy czy Lloyda Blankfeina zwyczajnymi marionetkami. Pociąga ono za sznurki i niemożliwa staje się refleksja: Co tu się wyrabia? Co my właściwie robimy? Pamiętam, jak podczas kampanii prezydenckiej w 2008 roku pojawił się nieopatrznie moment szczerości, kiedy podczas przemówienia Obama wspomniał, że bezrobotni w Pensylwanii zwrócili się ku broni i religii. To takie oczywiste. John McCain i Hilary Clinton natychmiast skoczyli mu do gardła: „Religia jest dobrem absolutnym, a ludzie potrzebują broni!” Pora na debatę o substytutach zadowolenia? Ależ skąd! Nigdy o tym nie rozmawiajmy! Obama zrozumiał bardzo szybko: gra o władzę się toczy, a to oznacza, że nie mówi się prawdy. Mówi się to, co poprawi ludziom samopoczucie. A zatem żadnych odwołań do nieświadomych programów być nie może.

Prowadzenie otwartych wojen jest wyjątkowo szkodliwe. Trwonione są surowce, a całe populacje pozbawiane tak wielu istotnych praw i rzeczy, które powinno zagwarantować państwo. Dlaczego przywódcy naszego kraju decydują się poruszać w tym kierunku, zamiast zadbać o wykorzystanie tych zasobów w bardziej wydajny sposób?

Chris Hedges: Dlatego, że dla garstki korporacji jest to bardzo wydajne i bardzo opłacalne. Koncernu Halliburton nie obchodzi, że przegrywamy wojnę w Afganistanie. Stara opowieść: dla elity władzy i dla tych, którzy czerpią zyski z przedsięwzięć wyniszczających naród to bardzo intratny interes. I dlatego wciąż mamy niekończące się wojny. Nie cieszą się społecznym poparciem.

Chris, chciałbym przyjrzeć się twojemu dziennikarstwu wojennemu i przykładom wizyt w krajach rozdartych wojną. Byłeś świadkiem rozpadu systemów gospodarczych. Czy mógłbyś opowiedzieć nam trochę o tym doświadczeniu?

Chris Hedges: Egzystencja w społeczeństwie znajdującym się w stanie dezintegracji odwraca porządek moralny. Powstaje gangsterska klasa polityczna. Wszyscy ludzie, którzy harowali przez całe życie, oszczędzali, regularnie dokładali się do społeczeństwa są bankrutami i stoją w kolejkach po darmowy chleb, a ludzie, którzy handlują bronią i strzelają do obywateli suną ulicami w sportowych autach z przyciemnionymi szybami. Tak się właśnie dzieje. Kiedy społeczeństwo rozpada się, elity wysokiego szczebla ulegają całkowitej kryminalizacji. Zarówno klasa polityczna, jak i gospodarcza. W miarę postępującego rozkładu społeczeństwa amerykańskiego obserwujemy uwolnienie władzy od wszelkich ograniczeń. Powiela ona ten sam rodzaj przestępczości, czy to na Wall Street, czy to w ramach państwa bezpieczeństwa i inwigilacji, które zapewniło sobie prawo do zabijania obywateli amerykańskich, zakładania podsłuchu bez nakazu sądowego, wykorzystania ustawy o szpiegostwie, aby zamknąć usta informatorom; paragraf 10-21 NDAA zezwala wojsku na aresztowanie obywateli amerykańskich, odarcie ich z właściwych procedur prawnych, bezterminowe zatrzymanie. Jest to cecha upadających społeczeństw. Sądzę, że znajdujemy się w dalece zaawansowanym stadium tego procesu.

Widzimy ten sam rodzaj gangsterskiej klasy politycznej wyłaniający się tutaj na wiele sposobów. Chris, w swojej książce („Dni zniszczenia, dni rewolty” przyp. tłum.) ilustrujesz położenie niereprezentowanych, biedniejszych klas Ameryki. Mocno kontrastuje z pozycją gangsterskiej elity. Czy uważasz, że podobne klasowe dychotomie staną się częstsze i bardziej wyraźne wraz z przyspieszającym systemowym załamaniem?

Chris Hedges: Tworzy się forma neofeudalizmu, która replikuje struktury władzy umiejscowione w literackiej dystopii Orwella „1984”. Mamy tam partię wewnętrzną stanowiącą od 2 do 4% populacji i partię zewnętrzną, którą jest aparat bezpieczeństwa, oficerowie korporacyjni, public relations – w rzeczywistości propagandyści – a pozostałe 85% kraju zredukowane jest do statusu nędzarzy-padlinożerców egzystujących na krawędzi. Właśnie taką strukturę budujemy, zarówno w kraju, jak i na świecie. Tworzymy globalny system, w którym elity nie odczuwają już szczególnej lojalności wobec państwa narodowego, z zadowoleniem eksploatują USA i resztę globu dla zysku. Dlatego słyszymy, jak mówi się pracownikom, że muszą być konkurencyjni na rynku globalnym, co oczywiście oznacza bycie konkurencyjnym w charakterze pracownika sweatshopu w Bangladeszu lub osadzonego z więzienia pracy w Chinach. Zatem oszałamiającej dysproporcji pod względem zamożności dorównuje oszałamiająca dysproporcja władzy i obywatelskiej niemożności wpływania na ośrodki władzy. Całe prawodawstwo pisane jest przez lobbystów. Forma zalegalizowanej łapówki – nie zdołasz wygrać wyborów, jeśli nie służysz interesom korporacji. W ten sposób otrzymujesz postać taką, jak Obama, który funkcjonuje w istocie jako marka – bardzo skuteczna marka korporacyjnego państwa. Zabrnęliśmy bardzo daleko. Tego rodzaju rekonfiguracja, zniszczenie klasy robotniczej – która jest już w zasadzie skończona – atak na klasę średnią: oto obraz USA.

Mówisz o rozwijającym się neofeudalizmie. Powrócimy do upadku feudalizmu. Morris, jakie obserwujemy podobieństwa między rozpadem obecnego systemu a upadkiem feudalizmu?

Morris Berman: To bardzo ważne pytania, ponieważ dotyczą dużych formacji społeczno-gospodarczych. W swoich licznych argumentacjach odwoływałem się zazwyczaj do szkoły analizy systemów światowych Immanuela Wallersteina i Christophera Chase’a-Dunna. Stwierdzają, że kapitalizm na serio pojawił się około roku 1500. I wygląda na to, że „pożyje” 600 lat. Innymi słowy prawdziwa historia XXI wieku to powolna dezintegracja kapitalizmu na całym świecie. W rezultacie mogą wydarzyć się różne rzeczy, które czynią zjawisko fascynującym. Pod koniec średniowiecza nie tylko pojawiła się alternatywa – czyli kapitalistyczna formacja społeczno-gospodarcza – lecz także upadek innych instytucji w obliczu reformacji: kościoła katolickiego, praw boskich i tak dalej. Holenderski historyk Johan Huizinga napisał książkę „Jesień średniowiecza,” w której mówi o powszechnym zjawisku depresji psychologicznej u kresu epoki. Można je także odnaleźć w sztuce Szekspira „Burza,” napisanej około roku 1600 – każda z postaci zdaje się balansować na skraju przepaści. Błyskotliwy dramat. Szekspir uchwycił to bardzo trafnie, był tego naocznym świadkiem. Realia wyglądają tak, że życie i mentalność definiowane są przez systemy, a systemy ulegają rozpadowi i ludzie tracą wszelkie poczucie znaczenia, czego rezultatem jest wszechobecna depresja. Kiedy jestem w USA, czuję to w powietrzu. Nie czuję tego na przykład w miejscu zamieszkania – Meksyku. Ale kiedy przechadzam się po USA, niemalże namacalne jest poczucie duchowej klęski. A to dlatego, że Amerykański Sen przeminął i nikt nie wie, co to oznacza. Nikt nie wie, gdzie ma się zwrócić. Tak się dzieje u schyłku. Sądzę, że jesteśmy świadkami identycznego procesu w odniesieniu do kapitalizmu. Jego przebieg dopełni się pochłaniając większą część stulecia. Jednakże otwiera to możliwość wyłonienia alternatywy. Jedną z nich jest według mnie zjawisko, które nazywam ustalonym tokiem. W miarę dezintegracji kapitalizmu powstają eksperymenty alternatywne. Na przykład Hiszpania – która cierpi z powodu programu drakońskich „oszczędności fiskalnych” – ma prezydenta, który o niczym nie ma pojęcia. Jego wiedza ogranicza się do pożyczania pieniędzy z UE i przekazania ich finansjerze. Co raczej nie sprzyja rozwiązaniu problemów gospodarczych kraju. Podobnie jak większość przywódców krajów kapitalistycznych nie ma żadnej wizji. Będą dalej robić to, co robili dotychczas: jedyną odpowiedzią jest wzrost gospodarczy. Tymczasem to on stanowi problem. W wyniku klęski hiszpańskiego przywództwa rok temu było już 325 alternatywnych eksperymentów lokalnych z zakresu energii, waluty, czasowych banków itd. Oczywiście uaktywniły się ruchy secesyjne w Kraju Basków i Katalonii. To alternatywne eksperymenty, w ramach których ludzie próbują obmyślić inny sposób na życie. To obiecujący znak na horyzoncie – przedsięwzięcia promujące zrównoważony rozwój, non-profit etc. To jedna z możliwości. Inną jest to, że 1%, o którym mówił Chris, nie obchodzi systemowe nazewnictwo. Nie dbają o to, czy system zowie się kapitalizmem czy wegetarianizmem czy komputeryzmem. Chcą jedynie utrzymać stosunki władzy, chcą dzierżyć władzę. Etykieta systemu gospodarczego jest bez znaczenia. Zatem model neofeudalny z nimi u steru i realizacją opisanego przez Chrisa scenariusza orwellowskiego jak najbardziej im odpowiada. Aby porządek ten utrzymać, musisz jedynie dysponować szwadronami dronów, które krążą nad amerykańskimi miastami i z wysokości pół kilometra potrafią odczytać godzinę z ręcznego zegarka; taką formą kontroli. A następnym krokiem będzie powstrzymanie rozpowszechnienia alternatywnych eksperymentów. Powstanie najskuteczniejsze państwo totalitarne. Zapowiada to batalię między konfiguracją neofeudalną i eksperymentami alternatywnymi. Może być o wiele bardziej znacząca niż sam zmierzch kapitalizmu, który z perspektywy czasu może wyglądać jak spacer po parku.

Rzucamy określeniami „elity”, „1%” mówiąc: „Hej to tylko korporacja, to tylko 1% ultra-bogaczy.” Kim są ci ludzie? Dlaczego im nie zależy? Czy możemy opracować system pozwalający na ich asymilację? W sposób oczywisty prowadzą wszystkich i siebie na zatracenie. Czy musimy utrzymać dotychczasowe systemy polityczne, aby zbudować coś nowego? Czy musimy odkryć na nowo znane nam polityczne idee? Jak z upływem czasu będzie wyglądać ten proces?

Chris Hedges: Niezbyt dobrze. Znajdujemy się w stanie upadku, tak jak inne, znane z historii cywilizacje. Sięgnijmy raz jeszcze do prac Redmana lub Taintera. Cywilizacje powstają, osiągają dojrzałość i upadają. Różnica sprowadza się do tego, że tym razem pociągniemy za sobą całą planetę. W trakcie rozpadu cywilizacje ulegają fizycznemu załamaniu i fragmentacji. Obserwujemy, jak bardzo przestraszone społeczeństwo wycofuje się z rzeczywistości – to niezdolność do konfrontacji z realiami, niemożność uznania oczywistej kruchości systemu i zbliżającego się upadku. W tym momencie elity uciekają się do rozwiązania notorycznie powielanego w historii ludzkości – opisując rzeczywistość sięgają po zwroty i żargon, które nie korespondują z realiami świata. Otrzymujemy bezdenną przepaść między językiem i faktami. Jednocześnie sami separują się fizycznie, zaszywają w odizolowanych twierdzach, Wersalu i Zakazanym Mieście. Redaktor ‚New Yorkera” napisał, że elity żyją tak, jakby Stany Zjednoczone były Bogatostanem. Nie korzystają z komercyjnych linii lotniczych, angażują się w niekontrolowany hedonizm. 1% akumuluje coraz więcej bogactwa, a dolne 80% Amerykanów żyje za coraz mniej. Odłączają się od rzeczywistości, nie rozumieją cierpienia mas, które są represjonowane z coraz większą zaciekłością. Zasoby są eksploatowane z coraz większym zapamiętaniem. Tym są piaski bitumiczne i szczelinowanie horyzontalne. Topnienie arktycznego lodu postrzegają jako biznesową sposobność. Wrzucają tam pół miliona wierteł, aby wydobyć resztki ropy naftowej, gazu ziemnego i minerałów. To szaleństwo. Imperium Rzymskie upadło w ten sposób, Imperium Sumerów, Imperium Majów. Nie jest to nowe zjawisko. Nowością jest to, że nie ma dokąd migrować. Nie ma innego, zastępczego adresu. Kiedy rozpoczną się globalne niedobory żywności i wody, nastąpi hobbesowska szamotanina o przetrwanie, która będzie bardzo przerażająca. W połączeniu – oczywiście – z ociepleniem klimatu, wzrostem poziomu mórz. W tym kierunku zmierzamy. Kiedy złożone systemy – jak określa je Tainter – upadają, następuje ich rozczłonkowanie, podział na pewnego rodzaju monastyczne enklawy; niektóre z nich poradzą sobie lepiej niż inne. Jeżeli nie dojdzie do radykalnej rekonfiguracji naszego stosunku do ekosystemu i jeśli nie odrzucimy absurdalnego przekonania, że nieograniczona ekspansja – która jest motorem kapitalizmu – to napędowy model cywilizacji przemysłowej, to jesteśmy skończeni, ponieważ te same techniki, które są wykorzystywane do rozrostu gospodarki – czyli przede wszystkim zadłużenie i eksploatacja coraz bardziej brudnych surowców wydobywanych z coraz większym trudem – przyspieszają rozpad. Systemy te stały się systemami śmierci. Faktem jest, że większość ludzi nie zdaje sobie sprawy z tego, co się dzieje. Pogrążeni są w transie elektronicznych halucynacji, które nie tylko mają zdolność tworzenia fałszywej rzeczywistości, ale są bardzo skuteczne w powstrzymywaniu ich przed myśleniem. Dlatego nie posiadam telewizora, nie używam tweetera, nie mam profilu na Facebooku, witryny internetowej. Wokół swojego życia buduję mur, aby każdej nocy czytać. Zerwaliśmy z kulturą opartą na słowie pisanym na rzecz kultury zdominowanej przez obrazy tworzone głównie przez korporacje. Stworzyły one – z pewnością w USA – kraj wyedukowanych idiotów.

Morris Berman: Jedną z interesujących kwestii dotyczących elektroniki – sprzętu, obrazów itd. – jest towarzysząca jej propaganda, która mówi: „To jest postęp!” Posiadanie sprzętu i dostępu do tych obrazów oznacza, że wiesz, co się naprawdę dzieje, słyszysz ostatni krzyk techniki. Ludzie na ulicach przyklejeni są do smartfonów. Wszystko stanęło na głowie. Jeśli naprawdę chciałbyś funkcjonować w sposób inteligentny, pozbyłbyś się tych śmieci, odciął od nich, usiadł i przeczytał prace antropologów o rozpadzie społeczeństw, czy nawet niedawny artykuł Davida Stockmana z „The New York Timesa” zatytułowany „Zachód słońca w Ameryce.” Byłem oszołomiony, że Times opublikował taki esej! A przecież wśród mediów wypierających się rzeczywistości publikacja ta okupuje szczyt listy. Rzeczywistość została całkowicie odwrócona, a ludzie są w transie: „Zamiast władzy politycznej mam władzę osobistą, bo dzierżę gadżet!” Czy można ulegać większym urojeniom?

Chris Hedges: To nie jest władza osobista. To iluzja władzy. Tak jak głosowanie w „Mam talent”. Ktoś nazwał to „partycypacyjnym faszyzmem”. Głosujesz i uczestniczysz w tym, co nieistotne i bez znaczenia. Zostajesz całkowicie odcięty od rzeczywistego uczestnictwa i rzeczywistych mechanizmów władzy, które determinują bieg twojego życia.

Morris Berman: Ale żargon prawi o osobistej emancypacji, wolności i władzy, ponieważ możesz sięgnąć po gadżet i zamówić parę dżinsów. Posiadasz osobistą władzę kontrolowania swojego życia w bardzo ograniczony sposób. Na tym polega złudzenie. Masz rację – to żadna władza.

Chris Hedges: Masz władzę konsumenta. Nie masz władzy obywatela. Sheldon Wolin bardzo trafnie uchwycił to w swojej książce „Demokracja S.A.” Pisał o naszym systemie odwróconego totalitaryzmu, najskuteczniejszej formie kontroli politycznej. Właśnie to złudzenie prowadzi do politycznej bierności. Podparte dostępem do kredytu – który teraz w oczywisty sposób wysycha – i masowej produkcji tanich artykułów konsumenckich. Są to dwa najważniejsze polityczne „smoczki.” Autor bardzo choruje, lecz zapytałem go kilka lat temu, co się wydarzy, kiedy nie będzie kredytu, a masowo produkowane towary przestaną być tanie. Czy system odwróconego totalitaryzmu przekształci się w bardziej klasyczną formę totalitaryzmu? Powiedział, że tak zapewne się stanie. I myślę, że obserwowaliśmy do tej pory dystopijną wizję Huxleya, która traktuje o hedonizmie, konsumeryzmie i konsumpcji jako formie kontroli politycznej. Jako że nie można jej już dłużej utrzymać, ustępuje dystopijnej wizji Orwella, która jest o wiele bardziej bezwzględną i jawną formą kontroli, rodzajem żelaznej pięści: tortury, bezzałogowe samoloty na niebie, odarcie z praw obywatelskich, kryminalizacja wszystkich form sprzeciwu. Często debatowano, który z pisarzy miał rację – okazuje się, że obaj.

Morris Berman: Masz słuszność mówiąc, że ewoluujemy w tym kierunku. Ale sądzę, że wciąż dominuje model Huxley’a. Jako blogger otrzymuję dużo komentarzy typu: „Czuję się bardzo odizolowany, ponieważ każda próba poruszenia tych kwestii w pracy lub w domu, z rodziną, przyjaciółmi lub sąsiadami – przy założeniu, że taka relacja w ogóle istnieje – natychmiast spotyka się z reakcją: ‚Masz takie negatywne nastawienie. Do niczego to nas nie zaprowadzi.’” Zatem krytyka, a nawet samo postawienie pytania lub uniesienie brwi zdaniem co najmniej 90% społeczeństwa amerykańskiego oznacza pesymizm i „Nie chcemy o tym słyszeć!” W tej sytuacji użycie dronów zakrawa na dużą przesadę, bo każdy stał się swoim osobistym dronem! Nad każdym unosi się napis „Nie będziemy o tym rozmawiać!” Ostatecznie bez znaczenia jest fakt, że niewielki skrawek populacji czyta w nocy, nie posiada telewizora i pozostaje w oderwaniu; ludzie ci nie są w stanie niczego zmienić, bo kiedy wyjdą z domu i zapytają pierwszą spotkaną osobę, „Czy wiesz, kim jest Bradley Manning?” – w odpowiedzi zobaczą puste spojrzenie. Kobieta z „CounterPunch” przeprowadziła miesiąc temu podobną sondę: nikt nie miał bladego pojęcia.

Chris Hedges: Nikt też nie wie, czym jest NDAA. Ale to nie znaczy, że sytuacja nie eksploduje. Zdarzy się to, co nastąpiło, kiedy relacjonowałem wojnę w Jugosławii – dochodzi do eksplozji i nie ma racjonalnego zrozumienia dlaczego. A to jest bardzo niebezpieczne. Myślę, że elity doskonale wiedzą, że status materialny, materialna konsumpcja przeciętnego Amerykanina i przeciętnego obywatela uprzemysłowionego świata będzie pogarszać się w coraz szybszym tempie. Marks miał w tym sensie rację: nieskrępowany, nieuregulowany kapitalizm jest siłą rewolucyjną, nie zna granic. Wszystko zamienia w towar aż do wyczerpania i upadku. Istoty ludzkie są towarem, świat przyrody jest towarem. Problemem jest to, że w system ten wbudowane jest – i znów odwołajmy się do Marksa lub Poglianiego – nieuniknione samounicestwienie. Dosłownie skonsumujemy ekosystem, aż nie pozostanie już nic do skonsumowania: w tym momencie wszyscy pójdziemy na dno. A gdy społeczeństwo się wymeldowuje – wystarczy przyjrzeć się okresowi zmierzchu imperiów, pracom Cycerona czy Josepha Rotha opisującego koniec Cesarstwa Austro-Węgier – proces przebiega tak samo: problemy, w obliczu których stoi imperium są tak ogromne i nie do pokonania, że ludzie dobrowolnie szukają schronienia w fantazji. Zatem wszystko staje się powiększoną repliką Wyspy Wielkanocnej. Przybysze osiedlają się na obszarze 165 km kwadratowych. W pierwszym wieku jest mnóstwo wody, mogą więc przetrwać dzięki owocom morza i palmowym winie. Następnie tworzą hierarchię – kastę duchownych i szlachty. Populacja pęcznieje, zasoby naturalne zaczynają znikać, lasy są pożerane, gleba ulega erozji. Coraz większe połacie ziemi karczuje się na opał. Następuje eksplozja populacji szczurów. Eksploatacja przyrody prowadzi do unicestwienia ekosystemu. Na koniec wyspiarze cały swój czas poświęcają na tworzenie czegoś, co antropologowie nazywają kultem kryzysowym – wznoszą gigantyczne, kamienne monolity i zabijają się nawzajem. Myślę, że ze względu na to, że nie jesteśmy w stanie skonfrontować się z tym, co się z nami dzieje, tworzymy w zasadzie – wspomniałeś elektroniczne halucynacje i fałszywe poczucie upodmiotowienia – bogów, aby ich czcić, podczas gdy świat rozpada się wokoło. To przeraża mnie najbardziej: gdy upadek dopełni się i będziesz nieprzygotowany emocjonalnie i psychologicznie, zaatakujesz w gwałtownym amoku i obłędzie. Raz jeszcze powróćmy do wojny w Jugosławii: tak właśnie się stało. Wojnę wywołało załamanie gospodarcze Jugosławii; tak samo było w Weimarze. Ale ludzie nie rozumieli otaczających sił. Wówczas zatracasz się w myśleniu magicznym. Niestety, ze względu na woal nowoczesnej technologii powielamy tradycyjny upadek nie tylko w sensie fizycznym, lecz także psychologicznym. (…) Eksplozja kultury broni, masowych zabójstw i strzelanin – zdaje się, że od czasu masakry w szkole w Connecticut byliśmy świadkami ponad 500 strzelanin – jest objawem bezsilności, wściekłości i polaryzacji przebiegającej wzdłuż linii podziału rasowego.

Skoro mówimy o przemocy, mam pytanie: dlaczego tak wielu ludzi kieruje swoją agresję na sąsiadów, osoby z otoczenia, a nie przekuwa jej w dążenie do systemowej zmiany?

Chris Hedges: Freud rozumiał to doskonale. Zabijasz ze względu na to, co nazwał narcyzmem małych różnic. Potrzebny jest ten właśnie rodzaj absurdalnej cechy. Powróćmy do wniosku, który sformułowałem wcześniej: nie rozumiesz, co się dzieje i następnie chwytasz się tych irracjonalnych, niedorzecznych przyczyn upadku – weimarska kampania przeciwko Żydom, atak Serbów na muzułmanów lub nasza agresja wobec muzułmanów i homoseksualistów (ci ostatni zdają się padać ofiarą bez względu na miejsce i czas, intelektualiści podobnie) – funkcjonują protofaszystowskie siły, które winą za moralny i fizyczny upadek państwa narodowego obarczają te społeczności, które zawsze są marginalizowane, kruche i praktycznie bezbronne. Mamy zatem w USA potężną siłę skupioną wokół chrześcijańskiej prawicy, Tea Party i frakcji milicyjnych, bardzo dobrze finansowaną przez braci Koch i innych; są gotowi do konfrontacji. Jeżeli centrum nie będzie już w stanie utrzymać wszystkiego w ryzach, siły te mogą zostać spuszczone ze smyczy. Wykonają swoją robotę w imię państwa, skierują uzasadniony gniew i poczucie zdrady nie tam, gdzie powinny, ale na gejów, nielegalnych pracowników, liberałów, feministki; lista pogardzanych przez nie osób jest długa. Tak było Jugosławii, tak jest w większości państw, które nie są w stanie funkcjonować; to także potężny element wydarzeń zachodzących w skorodowanym ciele politycznym USA.

(…) Kiedy odczuwasz bezradność, swoje poczucie władzy odnajdujesz poprzez identyfikację z kulturą militarną. Ludzie, którzy kwestionują słuszność i sprawiedliwość ‚wojskowej sprawy’ w istocie spychają cię do miejsca, w którym czułeś całkowitą impotencję, dlatego w odpowiedzi atakujesz z taką furią. Tak się dzieje na początku każdej wojny. Oczywiście z czasem ulega to przeobrażeniu. Ale w fazie początkowej każdy krytyk wojny lub osoby, które powstają i kwestionują militarny projekt traktowane są z niebywałą wściekłością. Furia to jedyne właściwe określenie. Kiedy (przed naszą napaścią na Irak) wracałem do swojego biura w „The New York Timesie”, zastawałem automatyczną sekretarkę po brzegi wypełnioną najbardziej jadowitymi, przepełnionymi nienawiścią epitetami rozmówców z całego kraju. Byłoby ich więcej, ale pojemność kasety była ograniczona. Zawsze jest tak samo. Jeśli spojrzymy na kulturę wojny – zwłaszcza na początek wojen, kiedy to armia jest sakralizowania – każdy, kto zabiera głos mówi nie tylko o słusznej sprawie i narodzie, ale komunikuje coś naprawdę głęboko osobistego – tak było z ludźmi, którzy do momentu rozpoczęcia wojny w Iraku czuli całkowitą bezsilność.

Z pewnością zmienia się tok narracji. Nasze media i nasza machina polityczna jest bardzo dobra w konstruowaniu tej narracji. Ale pod spodem słychać już dudnienie zachodzących zmian. Co powinniśmy robić w obliczu upadającej kultury? Jakie obrać cele myśląc o znaczącym działaniu? Chris byłeś w wielu upadających państwach – jaką lekcję powinniśmy wyciągnąć i przenieść na rodzimy grunt?

Chris Hedges: Jeżeli nie zajdzie błyskawiczna zmiana w sposobie wykorzystania ekosystemu i naszej z nim relacji, nie będzie żadnej przyszłości. Dla nikogo. Skończymy w strugach kwaśnego deszczu. W tę stronę zmierzamy. Moje małe dziecko, najmłodszy syn, ma pięć lat. Jego ulubioną książką jest „Out of the Blue” ze zdjęciami Norwell. Kiedy widzę, jak je przegląda, krwawi mi serce. Bo wiem, że jeśli nie wyrwiemy kontroli nad naszą polityką energetyczną z rąk przemysłu paliw kopalnych, każde z tych zwierząt wyginie za jego życia. Destrukcja klimatu jest spowodowana przez drapieżny, korporacyjny kapitalizm. Złamanie totalitarnych, autokratycznych systemów następuje tylko wtedy, kiedy żołnierze elit zaprzestają użycia przemocy niezbędnej do ochrony ich pracodawców. Relacjonowałem z byłego NRD. Honecker wysyła oddział komandosów do Lipska, aby otworzył ogień do tłumu. Żołnierze odmawiają wykonania rozkazu. Honecker wypada z gry w ciągu tygodnia. To samo wydarzyło się w Piotrogrodzie. Podczas zamieszek żywnościowych władze wysyłają Kozaków z misją pacyfikacyjną. Ci bratają się z tłumem. Car kończy w wagonie kolejowym. Nigdy nie dotrze do Piotrogrodu – abdykuje na kolejowej bocznicy. Tak działa rewolucja. Nie jestem na tyle naiwny, aby stwierdzić, że to coś zmieni. Jednakże czuję pewnego rodzaju moralny imperatyw, aby powstać i walczyć z tymi siłami, bo jestem ojcem. Nawet jeśli poniosę klęskę – i jeśli mnie zapytasz, w chwili racjonalnej refleksji przyznam, że szanse na powodzenie są znikome – to uważam jednak, że tak dalece zdradziliśmy następne pokolenia, że chciałbym przynajmniej, aby moje dzieci mogły spojrzeć wstecz i powiedzieć: „Próbował”. Zatem nie mam zamiaru się poddać. I choć czasem dopada przygnębienie, będę próbował. Właśnie pozwałem Obamę w Sądzie Najwyższym i nawet wygrałem. Nie udaję, że ma to wielkie znaczenie. Wychodzę na ulicę i daję się zaaresztować z protestującymi z ruchu Okupuj Wall Street przed siedzibą banku Goldman Sachs i Białym Domem. Nie położę uszu po sobie. Nie zamierzam im niczego ułatwiać. Odwołamy się przynajmniej do Camus i samej idei buntu – nawet w obliczu ostatecznego fiaska – jako sposobu na wyrażenie własnej indywidualności, własnej godności i sprzeciwu wobec sił zdeterminowanych, aby wykończyć nas w imię zysku. Dlatego rurociąg Keystone XL jest tak istotnym projektem. Nie ma wątpliwości, że Obama podpisze budowę północnego odcinka. Naprawdę musimy skonfrontować się z wyborem formy oporu. W jaki sposób wyrazimy bunt, kiedy formalne mechanizmy władzy zignorują potrzeby, niepokoje, zdrowie i prawa zwykłych obywateli? Jakie będą mechanizmy reakcji? Wszystkie pochodzić będą spoza formalnych systemów władzy i ostatecznie mogą okazać się nieskuteczne. Ale uważam, że bunt jest powinnością i dlatego to robię.

Morris Berman: Robert N. Bellah, socjolog z Berkeley, ukuł sformułowanie zależność od ścieżki. Następuje ona wówczas, kiedy system osiąga punkt, w którym zwrot, wycofanie nie jest już możliwe. Sądzę, że tak jest w przypadku USA. I dlatego w moim odczuciu większy sens miało opuszczenie kraju. Żyda, który pozostał w Niemczech po roku 1936 nie nazwałbym odważnym, tylko chorym psychicznie. Musi przebiegać granica, po przekroczeniu której stwierdzasz: „Zwijam manatki, to po prostu nie ma sensu.” Moses Maimonides w „Przewodniku dla skonfundowanych” zapisał znakomite zdanie, które zawsze lubiłem: „Charakter definiuje gotowość zejścia z drogi głupcom, a nie podbicia ich.” Nie mogę podbić tych głupców. Pytanie o życie brzmi: Co chcesz sensownego w nim zrobić? Praca, którą wykonuje Chris ostatecznie ma ogromne znaczenie. Nie dlatego, że coś zmieni – nie sądzę, aby zmieniła cokolwiek. Jej waga zawiera się w pozostawionym dla potomnych zapisie historycznym.

Tłumaczenie: exignorant

Ten wpis został opublikowany w kategorii Imperialne wojny, militaryzm i terror państwowy. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.