Niebezpieczeństwo związane z przekroczeniem ekologicznych punktów krytycznych i uruchomieniem dodatnich sprzężeń zwrotnych zostało znacznie zaniżone

Konsensus naukowy powoli zaczyna uznawać realia chaosu bezpowrotnie ogarniającego biosferę.

Praca badawcza zamieszczona 21 grudnia 2018 r. w Science określiła, w jakim stopniu zaniżono poziom niebezpieczeństwa związanego z osiągnięciem ekologicznych punktów krytycznych. Autorzy odkryli, że 45% wszystkich potencjalnych upadków środowiskowych potęguje się wzajemnie. Rezultat ujawnił, iż przeciążone systemy przyrody łączą się ze sobą, co w konsekwencji mnoży niepożądane niespodzianki. Ryzyko jest dużo większe, niż zakładano, ponieważ interakcje są bardziej dynamiczne, powiedział Juan Rocha ze sztokholmskiego Centrum Wytrzymałości [systemów społeczno-ekologicznych].

W badaniu zestawiono dotychczasowe analizy takich przeobrażeń ekosystemów, które mogą wywołać nieodwracalne ich przejście w inny stan – przykładem jest blaknięcie raf koralowych (wypieranych potem przez glony), zamiana lasów na sawanny, topnienie pokryw lodowych (trafiających ostatecznie do oceanów). Uczeni porównali 30 rodzajów transformacji, aby przyjrzeć się wpływowi, jaki mogą wywrzeć na siebie nawzajem i na społeczeństwa ludzkie. Tylko 19% z nich trwało w całkowitej izolacji. Kolejne 36% miało wspólną przyczynę, lecz prawdopodobieństwo wzajemnego oddziaływania było niewielkie. Pozostałe 45% posiadało potencjał, by zapoczątkować efekt domina lub uruchomić splecione ze sobą we wzmacniającym się uścisku, dodatnie sprzężenia zwrotne.

Pożary na Syberii

Do tych ostatnich zalicza się lód arktyczny i lasy borealne. Kiedy pierwszy z nich topnieje, zmniejszeniu ulega biała powierzchnia odbijająca promienie słoneczne, zatem temperatura planety wzrasta. Zwiększa to ryzyko wybuchu pożarów lasów, które emitując węgiel, intensyfikują efekt cieplarniany i tym samym przyspieszają topnienie. Chociaż oba zjawiska występują z dala od siebie (w sensie geograficznym), jedno nasila drugie. Z kolei jednokierunkowy efekt domina powstaje pomiędzy rafami koralowymi i lasami namorzynowymi. Zniszczenie tych pierwszych pozbawia wybrzeża ochrony i wystawia mangrowia na uderzenia sztormów i fal oceanicznych. Wylesianie Amazonii jest odpowiedzialne za liczne skutki kaskadowe – osłabia opady deszczu, przemienia lasy w sawannę, redukuje zasoby wodne miast (np. w São Paulo) i terenów rolniczych (np. u podnóża Andów). Wymuszają one dalszą wycinkę.

Badanie punktów krytycznych wyjaśnia, dlaczego zmiany w systemie klimatycznym zachodzą o wiele gwałtowniej, niż przewidywały to modele komputerowe. Utrata zarówno raf koralowych, jak i arktycznego lodu morskiego przekroczyła już granicę ocalenia. W tę samą stronę coraz prędzej zmierza Antarktyda. Garry Peterson, współautor analizy, wyjaśnił, że jeszcze 10 lat temu wielu naukowców nie zwracało uwagi na lądolód Antarktydy Zachodniej. Dzisiaj istnieją niepodważalne dowody na jego postępującą dezintegrację – w tym na możliwe oddzielenie fragmentów lodu o rozmiarach Nowego Jorku. Inne badania sugerują, iż Antarktyda południowa podobnie znajduje się już poza punktem krytycznym i najpewniej wprowadza do atmosfery węgiel.

Jesteśmy zaskoczeni tempem zmian w systemie Ziemi. Tak wiele dzieje się jednocześnie i nieporównanie szybciej, niż zakładaliśmy jeszcze dwie dekady temu. To naprawdę niepokojące, przyznał Peterson.

Tłum. exignorant

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Klimat, Lasy, Oceany, Upadek biosfery, Wymieranie gatunków. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.