Systemy wyparcia

Rozdział artykułu naukowego dr. Jema Bendella (lipiec, 2018). Autor jest założycielem Instytutu na rzecz Przywództwa Zrównoważonego Rozwoju Uniwersytetu Cumbrii.

Systemy wyparcia

Najnowsze dane dotyczące wymierania planetarnego i zmiany klimatu mogą wywołać wielki niepokój i smutek, ponieważ potwierdzają nieuchronność upadku społecznego wywołanego chaosem klimatycznym. Doświadczymy niekontrolowanych poziomów zaburzenia klimatu, które przyniosą głód, zniszczenie, migracje, epidemie i wojny. W ostatnim czasie usłyszałem z ust wielu osób tę oto racjonalizację: Nie może być za późno na powstrzymanie zmiany klimatu. Gdyby tak było, skąd czerpalibyśmy energię, by nie ustawać w swoich dążeniach do zainicjowania i wprowadzenia zmian? Ludzie negują rzeczywistość, gdyż nie chcą zaprzestać swoich starań. Co nam mówi taka postawa? „Starania” opierają się na potrzebie ocalenia tożsamości zdefiniowanej przez kultywowaną etykę. Nietrudno zrozumieć, dlaczego tak się dzieje. Jeśli ktoś odnajduje poczucie własnej wartości w promowaniu dobra publicznego, to przyswojenie informacji, które początkowo zdają się je odbierać, nie jest rzeczą łatwą.

Praktykę strategicznego wyparcia podyktowanego obroną tożsamości i sensu podejmowanych starań można zaobserwować w internetowych debatach na temat najnowszych badań klimatycznych. Posłużę się wyjątkowym tego przykładem. W 2017 r. New York Magazine zamieścił artykuł, który zebrał dane i przedstawił detaliczny obraz wpływu szybkiego ocieplenia klimatu na ekosystemy i ludzkość. W przeciwieństwie do wielu beznamiętnych publikacji naukowych ten popularny tekst przybliżył toczące się procesy w sposób ekspresywny (Wallace-Wells, 2017). Niektórzy ekolodzy w swoich reakcjach nie skupili się ani na poprawności tych opisów, ani na skuteczności ewentualnych środków zaradczych wymienionych przez autora. Zamiast tego zadawali sobie pytanie, czy takie treści powinny być przekazywane ogółowi społeczeństwa. Klimatolog Michael Mann ostrzegł przed prezentowaniem kryzysu jako nierozwiązywalnego, co zaraża fatalizmem i karmi poczuciem beznadziei (u Beckera, 2017). Dziennikarz środowiskowy Alex Steffen (2017) napisał na Twitterze, że ujawnienie okropnej prawdy nieprzygotowanym odbiorcom nie stymuluje działań, tylko budzi lęk. W blogowym wpisie Daniel Aldana Cohen (2017), profesor socjologii zajmujący się polityką klimatyczną, nazwał publikację katastroficznym porno. Przekaz tych komentarzy powraca w wypowiedziach niektórych znanych mi profesjonalistów z kręgów ochrony środowiska. Argumentują oni, iż dyskusja o prawdopodobieństwie i przebiegu upadku społecznego wskutek zmiany klimatu jest nieodpowiedzialna, bo może pozbawić społeczeństwo nadziei. Od zawsze uważałem za dziwną gotowość do ograniczania naszej eksploracji rzeczywistości i cenzurowania naszych poszukiwań sensu wyobrażeniami o tym, jak sformułowane przez nas wnioski mogą zostać odebrane przez innych. Apele o narzucenie cenzury rozbrzmiewały w świecie ochrony środowiska w 2017 r. z taką regularnością, że zasługują na bardziej wnikliwą analizę.

Dostrzegam cztery konkretne wyjaśnienia tego, co się dzieje, gdy ludzie twierdzą, że nie powinniśmy przekazywać społeczeństwu informacji o prawdopodobieństwie i charakterze katastrofy, z którą się konfrontujemy. Po pierwsze, dość typową odpowiedź często determinuje preferowana wizja przyszłości indywidualnej lub zbiorowej, a nie bieg wypadków sugerowany przez materiał dowodowy. Takie podejście do rzeczywistości i społeczeństwa może być tolerowane w czasach względnego dostatku, jednak w warunkach piętrzących się zagrożeń przynosi skutki odwrotne do zamierzonych. Po drugie, złe wiadomości i ekstremalne scenariusze odciskają piętno na psychice człowieka. Pytanie o sposób, w jaki to czynią, bywa ignorowane, a powinno stać się obiektem rzeczowej debaty odwołującej się do psychologii i teorii komunikacji. Istnieją przecież czasopisma naukowe poświęcone psychologii środowiskowej. Dowody z zakresu psychologii społecznej wskazują na to, że koncentrowanie się na zauważalnych oznakach urealnia zjawisko zmiany klimatu i zwiększa poparcie dla inicjatyw je łagodzących (McDonald i in., 2015). Konkluzja ta nie jest ostateczna, a sama dyscyplina stanowi wdzięczny obszar poszukiwań. Fakt, iż poważni uczeni lub aktywiści wyrokujący o konsekwencjach komunikowania nie powołują się na teorie lub dowody każe przypuszczać, że nie motywuje ich chęć zdobycia wiedzy o autentycznym oddziaływaniu na społeczeństwo, tylko przywiązanie do określonej argumentacji, która wyjaśnia ich punkt widzenia.

Po trzecie, w sporach o to, czy należy donosić o prawdopodobnym upadku naszych społeczeństw eksperci w dziedzinie ochrony środowiska wyrażają swój paternalistyczny stosunek wobec ludzi, których kategoryzują jako „opinię publiczną”. Ma to związek z nie-populistyczną, antypolityczną postawą technokratyczną, która przenika współczesny ruch ekologiczny. Jest to perspektywa, która w odpowiedzi na wyzwania zachęca nas, byśmy byli grzeczniejsi i nie jednoczyli się w akcie solidarnego podkopania lub obalenia systemu domagającego się naszego udziału w degradacji przyrody.

Po czwarte, „beznadziejność” i związane z nią emocje konsternacji i rozpaczy rodzą zrozumiałe obawy, ale błędnym jest założenie, iż są one całkowicie negatywne i trzeba wystrzegać się ich w każdej sytuacji. Alex Steffen ostrzegł, że rozpacz nigdy nie jest pomocna (2017). Jednak dawne tradycje mądrościowe przypisują im szczególne znaczenie. Współczesne refleksje na temat emocjonalnego, a nawet duchowego rozwoju jako rezultatu odczuwania beznadziei i rozpaczy są zbieżne z ideami starożytnymi. Doświadczenie śmiertelnej diagnozy, utraty danej sprawności, ukochanej osoby lub stylu życia w wielu relacjonowanych przypadkach służy za katalizator nowego postrzegania siebie i świata, a beznadzieja i rozpacz są nieodzownym krokiem w tym procesie (Matousek, 2008). W takich kontekstach zachowywanie „nadziei”, które zależy od tego, co stanowi jej przedmiot, nie jest czymś dobrym i pożądanym. W trakcie burzliwej polemiki o wartości artykułu New York Magazine wybrani komentatorzy poruszyli ten wątek. Porzucając nadzieję, że znany nam model życia przetrwa, otwieramy przestrzeń dla nadziei alternatywnej, napisał Tommy Lynch (2017).

Pojęcie uzasadnionej i użytecznej nadziei zasługuje na bliższe zbadanie. Teoretyk przywództwa Jonathan Gosling szuka odpowiedzi na pytanie, czy potrzebujemy „bardziej radykalnej nadziei” w obliczu zmiany klimatu i rosnącej świadomości „postępującego rozpadu” (Gosling, 2016). Uczony zaprasza nas do zidentyfikowania lekcji, jakie możemy wyciągnąć z historii innych kultur, które spotkała katastrofa. Analizując sposób, w jaki Indianie radzili sobie z przesiedleniem do rezerwatów, Lear (2008) przyjrzał się „martwemu punktowi” każdej kultury: niezdolności do wyobrażenia swojej zagłady. Konieczne okazało się zgłębienie roli tych form nadziei, które były wolne od wyparcia i ślepego optymizmu. O radykalności tej nadziei świadczy to, że jest ona zogniskowana na przyszłej dobroci, która wykracza poza obecną zdolność zrozumienia swojej istoty (tamże). Niektórzy wodzowie indiańscy posiadali coś w rodzaju „doskonałości wyobrażeniowej” – próbowali wyobrazić sobie, jakie zasady etyczne będą niezbędne podczas egzystencji w rezerwacie. Autor podkreśla, że obok standardowej alternatywy w postaci wolności lub śmierci (w służbie własnej kultury) dostępna jest inna postawa, mniej wzniosła, lecz wymagająca tyle samo odwagi: „kreatywna adaptacja”. Ta forma twórczo skonstruowanej nadziei może mieć znaczenie dla naszej cywilizacji zachodniej, jako że zderzamy się z destrukcyjnym zaburzeniem klimatu (Gosling i Case, 2013).

Takie rozważania pojawiają się sporadycznie w sferze badań nad środowiskiem lub zarządzaniem. Pisząc niniejszą pracę, usiłuję przyczynić się do przystopowania inklinacji do wyrywkowej cenzury, jaką zdradza nasza społeczność specjalistów od zrównoważonego rozwoju. Zjawisko wyparcia inspiruje dociekania badawcze. Czerpiąc z dorobku socjologa Stanley’a Cohena, Foster (2015) rozpoznaje i nazywa dwie subtelne odmiany wyparcia – interpretacyjną i implikacyjną. Gdy akceptujemy pewne fakty, ale interpretujemy je w sposób „bezpieczny” dla naszej osobistej psychologii, korzystamy z mechanizmu „wyparcia interpretacyjnego”. Gdy uznajemy wagę niepokojących następstw tych faktów, lecz nasze późniejsze poczynania nie są rezultatem gruntownej oceny sytuacji, wówczas praktykujemy „wyparcie implikacyjne”. Foster dowodzi, że w ruchu ochrony środowiska wyparcie implikacyjne jest wszechobecne – obok inicjatyw lokalnych w ramach Transition Towns, petycji internetowych i rezygnacji z podróżowania samolotem są inne niezliczone sposoby „zajmowania się czymś”, które pozwalają ludziom zastąpić poważne mierzenie się z realiami zmiany klimatu.

Trzy główne czynniki mogą skłaniać zawodowych obrońców środowiska do tego, by nie dopuszczać myśli o upadku naszych społeczeństw w nieodległej przyszłości. Pierwszym jest samo funkcjonowanie środowiska naukowego. Wybitny klimatolog James Hansen w swoich analizach i przewidywaniach zawsze wyprzedzał panujący konsensus. Posługując się studium wzrostu poziomu morza, rzucił światło na procesy prowadzące do „naukowej powściągliwości” w formułowaniu konkluzji i przedstawianiu scenariuszy, które zaniepokoiłyby pracodawców, sponsorów, rządy i społeczeństwo (Hansen, 2007). Bardziej szczegółowy rozbiór tego fenomenu w kontekście różnych ujęć i instytucji wykazał, iż badacze zmiany klimatu rutynowo zaniżają szacunki i nadają swoim odkryciom najmniej dramatyczny wydźwięk (Brysse i in., 2013). Skłonność ta w połączeniu z normami analizy naukowej i raportowania (nakazującymi zachowanie dystansu i unikania patosu), a także czasem przeznaczonym na pozyskanie środków finansowych, badania, napisanie i opublikowanie zrecenzowanej pracy naukowej powoduje, że trafiające do ekologów informacje o stanie systemu klimatycznego planety nie przerażają tak, jak powinny. Aby udowodnić, że zmiana klimatu i jej skutki wkroczyły już w fazę nieliniową, musiałem w niniejszym artykule zestawić poddane recenzji odkrycia z danymi, które udostępnili ostatnio indywidualni naukowcy i ich instytucje badawcze.

Drugi typ czynników warunkujących wyparcie może mieć charakter osobisty. George Marshall podsumował koncepcje psychologiczne o denializmie klimatycznym, w tym wyparcie interpretacyjne i implikacyjne stosowane przez osoby, które mają świadomość, ale nie nadają jej statusu priorytetu. Jesteśmy istotami społecznymi i na naszą ocenę tego, co robimy z uzyskanymi informacjami wpływa kultura. Dlatego ludzie często unikają wyrażania myśli sprzecznych z otaczającymi normami lub tożsamością społeczną. Zwłaszcza w okolicznościach kolektywnej bezsilności zaniechanie krytyki wymierzonej w status quo i okazywanie bierności uchodzą za bezpieczniejsze. Marshall tłumaczy również, jak nasz naturalny lęk przed śmiercią sprawia, że nie poświęcamy pełnej uwagi wiadomościom, które nam o niej przypominają. Według antropologa Ernesta Beckera (1973) strach przed śmiercią leży u podstaw wszystkich ludzkich wierzeń. Marshall wyjaśnia: Wypieranie faktu istnienia śmierci jest ‚ważnym kłamstwem’, które prowadzi do tego, że inwestujemy wysiłki w naszą kulturę i grupy społeczne, aby uzyskać poczucie ciągłości i trwania po śmierci. Kiedy coś przypomina o śmierci – przywraca jej wagę – naszą reakcją jest obrona tych wartości i kultur, uważa Becker. Pogląd ten został objaśniony niedawno w ramach „teorii zarządzania grozą” przedłożonej przez Jeffa Greenberga, Sheldona Solomona i Toma Pyszczyńskiego (2015). Chociaż Marshall nie rozważa tego bezpośrednio, to opisane procesy odnoszą się bardziej do „negowania upadku”, ponieważ ostateczny koniec obejmuje zarówno naszą egzystencję, jak i wszystko, w co moglibyśmy wnieść swój wkład.

Te osobiste procesy mają nader intensywny przebieg u ekspertów od zrównoważonego rozwoju z uwagi na standardową wierność, z jaką klasa profesjonalistów służy ustalonym strukturom społecznym. Badania ujawniły, iż ludzie, którzy posiadają wyższe wykształcenie, wspierają istniejące systemy społeczne i gospodarcze z większym zaangażowaniem niż ludzie mniej wykształceni (Schmidt, 2000). Rozumowanie jest takie, że osoby, które przeznaczyły czas i pieniądze na zdobycie wyższego statusu wewnątrz funkcjonujących struktur społecznych, mają naturalną tendencję do wyobrażania sobie ich reformy, a nie demontażu. Podobna orientacja utrwala się, gdy nasze zarobki, tożsamość i poczucie własnej wartości zależą od spojrzenia, że postęp w obszarze zrównoważonego rozwoju jest możliwy i że jesteśmy częścią progresywnej ewolucji.

Trzeci czynnik sprzyjający wyparciu ma zabarwienie instytucjonalne. Przez ponad 20 lat udzielałem się zawodowo w organizacjach pracujących nad programem zrównoważonego rozwoju w sektorach non-profit, prywatnych i rządowych. Żaden z nich nie ma oczywistego instytucjonalnego interesu w tym, by zapoznać kogokolwiek z prawdopodobieństwem lub nieuchronnością upadku społecznego – członków organizacji charytatywnej, konsumentów czy wyborców. Garstka niszowych firm czerpie korzyści z dyskursu o upadku, ponieważ zaopatrują one ludzi szykujących się na nadejście nowych realiów. Jednak wewnętrzna kultura grup ekologicznych zdecydowanie opowiada się za tworzeniem pozorów skutecznego działania, nawet jeśli kilkudziesięcioletnie inwestycje i liczne kampanie nie przyniosły pozytywnego wyniku netto w odniesieniu do klimatu, ekosystemów lub wielu konkretnych gatunków.

Przyjrzyjmy się największej ekologicznej organizacji charytatywnej World Wildlife Fund (WWF) jako przykładowi roli, jaką odgrywają organizacyjne czynniki wyparcia implikacyjnego. Będąc pracownikiem WWF, w 1995 r. uczestniczyłem w inicjatywach zmierzających do tego, by produkty drzewne importowane do Wielkiej Brytanii pochodziły z lasów użytkowanych w sposób zrównoważony. W 2000 r. mówiliśmy już o lasach „dobrze zarządzanych”. Wkrótce potem o zamierzonych celach po cichu zapomniano – pozostała jedynie retoryka rozwiązania problemu wylesiania dzięki innowacyjnym partnerstwom. Gdyby pensje etatowców zatrudnianych przez czołowe grupy ochrony środowiska zależały od uzyskanych rezultatów, najpewniej byliby oni poważnie zadłużeni u swoich członków i darczyńców. Fakt, że niektórzy czytelnicy mogą uznać taki komentarz za niegrzeczny i niepomocny unaocznia, jak wrażliwość profesjonalistów na punkcie uprzejmości, komplementowania i przynależności usprawiedliwia cenzurowanie głosów, które starają się sugestywnie formułować niewygodne prawdy (należy do nich chociażby dziennikarz New York Magazine).

Wskutek kombinacji czynników osobistych i instytucjonalnych zawodowi obrońcy przyrody zaliczają się do zbiorowości, które najwolniej uzmysławiają sobie znaczenie najnowszych informacji o stanie klimatu. Podczas badania sondażowego z 2017 r. poproszono ponad osiem tysięcy obywateli Australii, Brazylii, Chin, Niemiec, Indii, RPA, Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych, by w kontekście zagrożeń globalnych ocenili poziom swojego bezpieczeństwa na tle sytuacji sprzed dwóch lat. 61% respondentów stwierdziło, że czuje się mniej bezpiecznie. O poprawie bezpieczeństwa zapewniło tylko 18%. Jeżeli chodzi o zmianę klimatu, to 48% ankietowanych wyraziło silne przekonanie, iż jest ona katastrofalnym zagrożeniem o wymiarze globalnym, zaś 36% po prostu zaakceptowało taką klasyfikację. Tylko 14% uczestników nie zgodziło się z nią w pełni (Hill, 2017). Taki stosunek do zaburzenia klimatu może pomóc w interpretacji innych sondaży, które świadczą o zadziwiających zmianach, jakie zaszły w postrzeganiu technologii, postępu, społeczeństwa i perspektyw dla potomstwa. Ankieta obejmująca swoim zasięgiem cały glob ustaliła w 2017 r., że zaledwie w oczach 13% społeczeństwa świat staje się lepszym miejscem. Sentyment ten ostro kontrastuje z sądem wyrażonym dziesięć lat wcześniej (Ipsos MORI, 2017). Wiara amerykańskich respondentów w technologię jako siłę pozytywną zanika (Asay, 2013).

Informacje te mogą odzwierciedlać szersze zakwestionowanie idei, iż postęp jest zawsze czymś dobrym i możliwym. Na taką zmianę perspektywy wskazują podsumowania badań opinii publicznej. W porównaniu z minioną dekadą o wiele mniej rodziców uważa dzisiaj, że ich dzieci będą mieć lepszą przyszłość (Stokes, 2017). Kolejnym wskaźnikiem stosunku ludzi do przyszłości jest ich zaufanie do fundamentów społeczeństwa. Wyniki ankiet konsekwentnie potwierdzają, iż coraz więcej osób traci wiarę w demokrację wyborczą i system gospodarczy (Bendell i Lopatin, 2017). Zwątpienie w główny nurt życia i postęp znajduje też swoje odbicie w przejściu od wartości świeckich i racjonalnych do wartości tradycyjnych, które nastąpiło na całym świecie po 2010 r. (Przegląd wartości świata, 2016). A jak widzą swoją przyszłość dzieci? Nie znalazłem przekrojowego, międzynarodowego opracowania o ich wyobrażeniach, ale gdy jeden z dziennikarzy poprosił swoich małoletnich rozmówców w wieku od 6 do 12 lat, by wyjawili, czego spodziewają się po świecie w następnym półwieczu, usłyszał przeważnie apokaliptyczne opisy (Banos Ruiz, 2017). W świetle zaprezentowanych dowodów przeświadczenie o tym, że „my” („eksperci”) powinniśmy uważać na to, co mówimy „im” („nieprzygotowanym odbiorcom”) może być narcystycznym urojeniem, które wymaga natychmiastowego leczenia.

Emocjonalne trudności towarzyszące zdaniu sobie sprawy z rozgrywającej się tragedii są zrozumiałe. Niemniej trzeba je przezwyciężyć, by zyskać możliwość zbadania jej implikacji dla naszych działań, społeczności i życia.

Tłum. exignorant

Jeśli uzna Pani/Pan moją pracę za wartościową i zasługującą na symboliczne wsparcie, proszę rozważyć możliwość zostania moim Patronem. Dziękuję.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Poza nadzieją. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.