Nagła zmiana klimatu pozbawia północny Pacyfik pożywienia

Analiza danych Berkley Earth przeprowadzona przez Washington Post wykazała, że obszar Morza Ochockiego położony między Syberią a Japonią ocieplił się nawet o 3°C w porównaniu z epoką przedindustrialną. Nagły wzrost temperatury zaczyna wyłączać tę najbardziej dynamiczną fabrykę lodu morskiego na Ziemi. Północno-zachodnie Morze Ochockie produkuje go znacznie intensywniej niż którekolwiek miejsce na Oceanie Arktycznym lub Antarktydzie. Pokrywa ta dociera do najniższych szerokości geograficznych planety. Jej redukcja ma poważne konsekwencje – klocki klimatycznego domina zaczynają padać.

Morze Ochockie.

Formujący się w tym rejonie lód morski wydala ogromne ilości soli, tworząc jedne z najgęstszych wód oceanicznych. Po zatonięciu przemieszczają się one na wschód, przenosząc tlen, żelazo i inne kluczowe składniki odżywcze do północnego Oceanu Spokojnego. Od tego procesu zależy przetrwanie morskiego życia. Kiedy bogaty w pożywienie lód wycofuje się, potężny prąd konwekcyjny słabnie, co wyniszcza zdrowie biologiczne akwenu. To jeden z najbardziej zaskakujących i najmniej dyskutowanych skutków zmiany klimatu, jakie do tej pory zaobserwowano.

Morze Ochockie nazywamy sercem północnego Pacyfiku, powiedział Kay Ohshima, oceanograf polarny w Instytucie Nauk o Niskiej Temperaturze Uniwersytetu Hokkaido. Ocean ociepla się tam gwałtownie – trzy razy szybciej od średniej światowej. Puls tej jego części zanika, dodał uczony. Co więcej, strefy znajdujące się na głębokości 400–700 metrów doświadczają dramatycznego spadku poziom tlenu. Planeta rozgrzewa się o wiele szybciej, niż się spodziewałem, skomentował nowe odkrycia Masahide Kaeriyama, emerytowany profesor w Centrum Badań Arktycznych Uniwersytetu Hokkaido, którego alarmujące prognozy do niedawna uznawano za przesadzone.

Wpisy powiązane tematycznie.

Jeśli jest Pani/Pan subskrybentem/stałym czytelnikiem bloga i uznaje moją pracę za wartościową i zasługującą na symboliczne wsparcie, proszę rozważyć możliwość zostania moim Patronem już za 5 zł miesięcznie. Dziękuję.

Tłum. exignorant

Opublikowano Klimat, Oceany

Niezdolni, by widzieć

Wypowiedź Chrisa Hedgesa dziennikarza, pisarza, korespondenta wojennego, eksperta z zakresu polityki i społeczeństw obu Ameryk i Bliskiego Wschodu.

Uczestnicy cywilizacji i kultur nie radzą sobie z dostrzeganiem ich upadku. W ostatniej jego fazie egzystują w fantazji. Chociaż wszystko dookoła się sypie, nie potrafią tego dostrzec. Pisali o tym kronikarze dawnych imperiów, chociażby Cyceron i Joseph Roth. Sam byłem tego świadkiem w Jugosławii. Najbardziej wyrafinowani Bośniacy z Sarajewa – ludzie z wyższym wykształceniem, władający obcymi językami – do końca nie wierzyli, że może wybuchnąć wojna. W jej przeddzień każdy z moich albańskich znajomych z Kosowa powtarzał z niezachwianym przekonaniem, że do konfliktu zbrojnego nie dojdzie. Kiedy przybyłem do Prisztiny i opowiedziałem im, jak zostałem zatrzymany 10 kilometrów od miasta przez posterunek Armii Wyzwolenia Kosowa, odpowiadali, że AWK nie istnieje; że wylegitymowali mnie serbscy policjanci, którzy przebrali się za żołnierzy, by usprawiedliwić swoje represje. Nie rozumieli, co się dzieje aż do chwili, gdy paramilitarne oddziały wyprowadziły ich z domów, załadowały do wagonów i wywiozły do obozów dla uchodźców w Macedonii. Jest nam niezwykle trudno pojąć, jak kruche są otaczające nas struktury i jak straszliwe potrafią być konsekwencje ich dezintegracji. Wszystkie fakty ekologiczne, finansowe i gospodarcze są jawne. Rozgrywający się upadek nie jest tajemnicą. Jadnak uleganie urojeniom, wycofanie w świat magicznego myślenia poprawia samopoczucie i gasi zdrowy rozsądek nawet u tej części społeczeństwa, która uchodzi za najbardziej światłą.

Artykuły C. Hedgesa.

Jeśli jest Pani/Pan subskrybentem/stałym czytelnikiem bloga i uznaje moją pracę za wartościową i zasługującą na symboliczne wsparcie, proszę rozważyć możliwość zostania moim Patronem już za 5 zł miesięcznie. Dziękuję.

Tłum. exignorant

Opublikowano Poza nadzieją

Ostatni rozdział rozbioru Afryki

Skrót wywiadu z Maurice’m Carney’em, współzałożycielem i dyrektorem wykonawczym organizacji Przyjaciele Konga.

Koszmaru ciąg dalszy

Maurice Carney: „Zainteresowanie”, jakie Afryce okazują mocarstwa, nie słabnie od blisko 500 lat. Zapoczątkował je handel niewolnikami. Miliony Afrykańczyków uprowadzono, by zasilić nimi projekt kapitalistyczny w tzw. Nowym Świecie. Później przyszła kolej na Konferencję Berlińską (1884–1885). W jej trakcie europejscy hegemoni ustalili granice sfer swoich wpływów na kontynencie.

Wydarzenia, których jesteśmy świadkami, są ostatnią odsłoną drapieżnej eksploatacji Czarnego Lądu przez rywalizujące państwa oraz równoczesnej walki o wyzwolenie i samostanowienie, prowadzonej przez jego [młodych] mieszkańców. W przeciwieństwie do sytuacji z końca XIX w. dzisiejsza Afryka składa się z narodów realizujących własne interesy. Problemem pozostaje ich zjednoczenie, bez którego konkurowanie z resztą świata jest wykluczone.

Normą stało się postrzeganie kontynentu z zewnątrz. Biały Dom mówi wprost, że jest on krajobrazem rywalizacji potęg gospodarczych – w szczególności USA, Chin i Rosji. Wypadałoby przestawić pryzmat, by zobaczyć, jak Afryka opiera się tej ofensywie. Zapanowała moda na afrykańskie konferencje. Kilka tygodni temu gospodarzem takiego zjazdu była Japonia. Wcześniej zorganizowały go Chiny i Turcja. Pod koniec 2019 r. dołączy do nich Rosja. Każdy z 50 afrykańskich krajów uczestniczy w spotkaniach indywidualnie.

Afrykański objazd Emmanuela Macrona w 2018 r. Prezydent dokonuje przeglądu wojsk w Czadzie.

Czy małe państwa – populacje niektórych z nich nie przekraczają miliona osób – są w stanie samodzielnie mierzyć się z gospodarczymi gigantami? Wielu strategów postulowało utworzenie jednolitego ich bloku. Przewidzieli oni nadejście neokolonializmu – aktualną fazę, w której przywódcy krajów Afryki kontrolują aparat polityczny, lecz nie sterują gospodarką. Dowodem jest „relacja” zachodniej części kontynentu z Francuzami. Establishment Francji to jedna z dominujących sił w Afryce. Strefa franka zrzesza 14 narodów: ich waluty są powiązane z frankiem francuskim i euro, a „pieczę” nad połową rezerw walutowych sprawuje Bank Francji. Poza zwierzchnictwem monetarnym jest jeszcze obecność wojsk. To ona zdecydowała chociażby o wynikach ostatnich wyborów na Wybrzeżu Kości Słoniowej. Armia francuska wspomogła obecnego rezydenta pałacu prezydenckiego, bombardując jego oponenta. Francuscy żołnierze interweniowali i zadomowili się w Mali. Z kolei w Czadzie wielokrotnie wybawiali z opresji tamtejszą głowę państwa.

Przypomnę, że jednym z głównych architektów napaści na Libię był Nicolas Sarkozy. Wspierało go Dowództwo Afrykańskie Stanów Zjednoczonych (United States Africa Command – AFRICOM). Pokazało wówczas swoje prawdziwe oblicze, przesłaniane wizerunkiem instytucji od wyzwań humanitarnych. AFRICOM zniszczyło stabilny rząd libijski i wywołało chaos w regionie Sahelu. Zdestabilizowany został m.in. Czad, Niger, Mali i Burkina Faso. Od 2008 r. do dzisiaj amerykański personel militarny powiększył się o 2000%. Wraz z nim wykładniczo mnoży się terroryzm i brak bezpieczeństwa. Wnioski są jednoznaczne.

Wszystkie kraje odrzuciły AFRICOM. Od początku chodziło o rozmieszczenie baz wojskowych na całym kontynencie. Przystały na to tylko władze Liberii. Operacja USA odbywa się w kontekście zwiększającego się wpływu Chińczyków. Pod względem inwestycji gospodarczych nie jest zdolna dotrzymać im kroku ani Europa, ani Stany Zjednoczone. Z punktu widzenia tych ostatnich rolę oczywistej przeciwwagi pełni armia. To ona broni strategicznych interesów Waszyngtonu na Czarnym Lądzie.

Gdybyśmy sporządzili listę potrzeb krajów afrykańskich, wsparcie militarne nie znalazłoby się w pierwszym tysiącu zestawienia. Właściwa i szczera pomoc koncentrowałoby się na edukacji, opiece zdrowotnej, dostępie do czystej wody itd. Zamiast tego, pęcznieje kontyngent wojskowy. Administracja Donalda Trumpa przynajmniej nie ukrywa, że priorytetem Ameryki nie były i nie są względy humanitarne.

Rabujmy dopóki się da

USA, Chiny, Rosja, Francja, Wielka Brytania, Arabia Saudyjska, Niemcy, Japonia, Turcja, Izrael i inni toczą batalię strategiczną, dyplomatyczną i militarną o prymat. Afryka jest najzasobniejszym w surowce naturalne kontynentem świata. Kongo posiada 60% globalnych rezerw kobaltu. Bez tego metalu ziem rzadkich nie poradziłby sobie przemysł zbrojeniowy, lotniczy i kosmiczny. Warunkuje on również istnienie rozwijającego się prężnie sektora zielonej energii. Kobalt umożliwia produkcję m.in akumulatorów solarnych i samochodowych. Koltan to fundament branży elektronicznej. Zawierają go m.in. iPhone’y, laptopy, elektryczne auta. Aż 64% światowych pokładów tej kopaliny zalega w Afryce Południowej. Jeżeli chodzi o platynę, to liczba ta wynosi 90%. Potężnymi złożami boksytu dysponuje Gwinea, nazywana Małym Kongo. Rosja od dawna sprowadza stamtąd ten materiał. W Nigrze występuje uran. Przejmują go przede wszystkim Francuzi.

Wymień którykolwiek metal, rudę czy paliwo kopalne – w Afryce znajdziesz każde z nich. Panujące wśród jej ludności skrajne ubóstwo jest po prostu rezultatem plądrowania tych bogactw. Walter Rodney opisał w swojej klasycznej analizie, w jaki sposób Europa powstrzymała rozwój Czarnego Lądu. Tymczasem rozpowszechnia się obraz „kontynentu w permanentnej potrzebie”. Biednych Afrykańczyków należy nieustannie wspierać. Oczywiście muszą spełniać oczekiwania Zachodu, bo inaczej zostaną porzuceni na pastwę losu. Faktycznie sprawy mają się tak: dziesiątki milionów dolarów pomocy są wnoszone przez drzwi frontowe, a setki miliardów zysków są wynoszone „od podwórka”.

Połowa afrykańskich górników to dzieci. W samym Kongu branża wydobywcza wykorzystuje co najmniej 40 000 nieletnich. Na zdjęciu: Chłopcy pracujący w kopalni kobaltu.

500 lat temu głównym surowcem były afrykańskie ciała. Ich „wydobywanie” było niezbędne do budowania i rozkręcania kapitalistycznych przemysłów na Zachodzie. Dzisiaj pozyskuje się diamenty, żelazo, miedź, kobalt, uran, ziemie uprawne, tarcicę itd. Główna zasada nie uległa zmianie: Afryka jest traktowana jako strefa wydobywcza, karmiąca modernizację reszty świata kosztem rdzennych żebraków.

Masy są pod pręgierzem. Nieliczna elita władzy bogaci się bez opamiętania. To gang wynajemców. Inkasują czynsz za bazy. Ci neokolonialni prominenci zabezpieczają profity zagranicznego kapitału finansowego. Zostali zainstalowani przez Amerykanów, Chińczyków, Francuzów itd. dzięki przemocy użytej wobec prawdziwych afrykańskich patriotów. Jej przykłady są liczne. Patrice’a Lumumbę zabili Belgowie. Félix-Roland Moumié zginął z rąk Francuzów. Rząd Kwame Nkrumah pomogła obalić Centralna Agencja Wywiadowcza. Innym klasycznym przypadkiem jest Thomas Sankara. Ten autentyczny patriota został pierwszym prezydentem w historii Burkina Faso. Zwiększył udział kobiet w gospodarce, zaczął inwestować w infrastrukturę i chronić środowisko. Lider działający dla dobra obywateli musi zostać usunięty. Sankarę wyeliminowali Francuzi za pośrednictwem swojego klienta Blaise’a Compare.

Przedstawiciele klasy skorumpowanych kompradorów odwiedzają swoje prywatne, górskie rezydencje w Szwajcarii. Do ich grona zalicza się Paul Biya. Ten półetatowy prezydent Kamerunu większość czasu spędza na Starym Kontynencie. Kiedy członkowie elit chorują, nie leczą się w lokalnych placówkach służby zdrowia. Prezydent Ali Bongo nie zgłosił się do szpitala w Gabonie. Udał się za morze. Tak samo postąpił Muhammadu Buhari, prezydent Nigerii. Wylądował w Anglii. Agenci neokolonializmu ignorują Afrykę do tego stopnia, że nie zadbali o odpowiednie wyposażenie pojedynczej kliniki, by zapewnić opiekę zdrowotną sobie i swoim rodzinom. Skupiają się wyłącznie na akumulowaniu majątków i pacyfikowaniu wierzgającego społeczeństwa przekazaną im bronią. Amerykanie dostarczają jej najwięcej. A rosnącą militaryzację kontynentu afrykańskiego usprawiedliwia się w mediach zwalczaniem terroryzmu. Niektórzy dowódcy wojskowi AFRICOM-u, szkoleni przez USA, stoją za ostatnimi zamachami stanu w Mali (2012 r.) i Burkina Faso (2015 r.).

Narracja o Afryce jako „beznadziejnym przypadku” jest tendencyjna. To bogaty kontynent będący obiektem wyzysku. To kontynent niezłomnej młodzieży, która w każdym jego zakątku stawia heroiczny opór. Rewolucję w Sudanie zapoczątkowały inicjatywy oddolne. Ludzie młodzi powstali przeciwko represyjnemu reżimowi i jego sponsorom w Arabii Saudyjskiej, Stanach Zjednoczonych i Europie. Wszystkie przejawy buntu są wspomagane solidarnie przez garstkę organizacji (np. Czarny Sojusz na rzecz Pokoju). Wzmacniajmy te rewolucyjne i antyimperialistyczne głosy.

W brytyjskich rajach podatkowych, takich jak Kajmany i Bermudy, może być ukrywana nawet połowa globalnego bogactwa offshore. Afryka ma status dłużnika netto, siedzącego w kieszeni reszty świata. Pod koniec 2008 r. jej zadłużenie obliczono na 177 miliardów dolarów. Dochodzenie Léonce’a Ndikumana i Jamesa K. Boyce’a ujawniło, że szacowana całkowita fortuna elit krajów afrykańskich, wysłana zagranicę w latach 1970–2008, wynosiła 944 miliardy dolarów – pięciokrotnie więcej od sumy zobowiązań. Większość tych pieniędzy trafiła do krajów Zachodu, co wzmocniło ich waluty. Czarny Ląd jest de facto wierzycielem netto reszty świata. Gdy rodzimy kapitał odpływał, narody afrykańskie pożyczały od międzynarodowych instytucji finansowych na wysoki procent. Długi urosły do tego stopnia, że nigdy nie doczekają się spłaty. Tak oto zagłodzono „państwa rozwijające się”.

Na ratunek gospodarce śmierci

Cory Morningstar: Mobilizacje na rzecz klimatu zostaną strategicznie i desperacko wykorzystane przez najpotężniejsze instytucje świata, by uratować Wielki Kapitał i globalny wzrost gospodarczy. Celem jest zainaugurowanie nowego przemysłu wzrostu na Globalnym Południu i stworzenie nowych rynków. Team B, Fundacja Społeczeństwa Otwartego (Open Society Foundation), Oxfam i wiele innych podmiotów, które są humanitarną maską okrutnego systemu, otworzyły lub przeniosły swoje biura do Afryki i Ameryki Łacińskiej, ponieważ zapowiadana przez klasę rządzącą „czwarta rewolucja przemysłowa” wymaga nieprzerwanego dostępu do afrykańskich minerałów i metali ziem rzadkich.

Organizacje pozarządowe, które służą swoim korporacyjnym dobroczyńcom, pomogły wywołać wirtualną burzę. Ma ona zainicjować „rewolucję klimatyczną”. Zbiorowa energia obywateli Zachodu, generowana przez wzbierające niezadowolenie społeczne, jest przechwytywana i zamieniana w broń, mającą umożliwić dalszą kolonizację Globalnego Południa. Pospolite ruszenie klimatyczne to rewolucja tylko z nazwy – nie ma nic wspólnego z ochroną Ziemi i klimatu. Jej rzeczywistą intencją jest podtrzymanie ekspansji gospodarki i kapitału kosztem planety. Gdyby doszło do tego planowanego ataku na środowisko naturalne, cała dotychczasowa przemoc cywilizacji przemysłowej wobec przyrody – przyczyna szóstego wielkiego wymierania gatunków – przypominałaby dziecinne igraszki.

Globalna Elita Władzy chce opakować ucisk rewolucyjnym papierem i odsprzedać go nam – ofiarom. Posłuży się niewinną młodzieżą, która przemawia do emocji i obaw. System, który uwodzi obietnicami, dawno temu wrzucił przyszłość tych młodych ludzi do pieca. Oto kwintesencja obiegowej gospodarki śmierci.

Afryka, która napędzała rewolucję przemysłową, jest jedną z pierwszych ofiar wywołanego przez nią wymierania gatunków. Trwa już upadek ekosystemów strefy tropikalnej. Badanie opublikowane 20 listopada 2019 r. w Science Advances potwierdziło, że proces „biologicznej zagłady” obejmuje swoim zasięgiem 33% roślinności kontynentu. Nagła zmiana klimatu znacznie go przyspieszy. Ponure żniwo zbierają coraz gwałtowniejsze ekstrema pogodowe i pożary. W ostatnich miesiącach i tygodniach do setek milionów głodujących Afrykanów dołączyły kolejne miliony – mieszkańcy Somalii i Zimbabwe. W krajach ogłoszono stan klęski żywiołowej. Katastrofę spowodowała bezprecedensowa susza i powodzie.

Jeśli jest Pani/Pan subskrybentem/stałym czytelnikiem bloga i uznaje moją pracę za wartościową i zasługującą na symboliczne wsparcie, proszę rozważyć możliwość zostania moim Patronem już za 5 zł miesięcznie. Dziękuję.

Oprac. exignorant

Opublikowano Imperializm, militaryzm i [neo]kolonializm

Bakterie spotęgują ogrzanie Ziemi szybciej i bardziej, niż sądzono

Dodatnie sprzężenie zwrotne o trudnej do wyobrażenia skali.

Badanie zamieszczone 12 listopada 2019 r. w Nature Communications odkryło, że bakterie adaptują się do wyższych temperatur poprzez przyspieszenie oddychania. W ten sposób uwalniają więcej węgla, co z kolei przyspiesza zmianę klimatu.  Zjawisko spotęguje ocieplenie Ziemi o wiele gwałtowniej, niż prognozowano.

Bakterie i archeony, inaczej prokarionty, występują na każdym kontynencie i stanowią około połowę planetarnej biomasy, tzn. całkowitej masy ziemskiego życia. Większość prokariontów zużywa energię i podobnie jak my wydycha dwutlenek węgla. Jego ilość zależy od temperatury otoczenia.

Prokarionty

Naukowcy z londyńskiego Imperial College zestawili dane zmian częstości oddechów u 482 prokariontów. Wynik pokazał, że gros gatunków będzie produkować dużo więcej węgla, niż sądzono wcześniej. Dr Samraat Pawar, główny badacz z Wydziału Nauk Przyrodniczych uczelni, powiedział: Na przestrzeni godzin i dni poszczególne prokarionty zwiększają swój metabolizm i wytwarzają więcej dwutlenku węgla. Istnieje maksymalna temperatura, w której metabolizm traci wydajność. Jednak w dłuższej perspektywie, na przestrzeni lat, społeczności będą ewoluować i poprawią tę wydajność. Pozwoli im to dalej zwiększać metabolizm i tym samym wydychanie węgla. Rosnące temperatury wywołują efekt ‚podwójnego uderzenia’: usprawniają funkcjonowanie licznych społeczności prokariotycznych zarówno w perspektywie krótko-, jak i długoterminowej. W rezultacie wzbiera ich wkład w globalne emisje węgla powodujące wzrost temperatur.

Uczeni dysponowali rezultatami reakcji prokariontów na wahania temperatury zarejestrowanymi na całym świecie i w każdych warunkach – w słonych jeziorach antarktycznych (poniżej 0°C) czy basenach termalnych (powyżej 120°C). Okazało się, iż gatunki, które żyją w średnim zakresie temperatur – do 45°C – silnie reagują na ich skoki. Proces oddychania przybiera na intensywności w krótszym i dłuższym czasie – nieważne czy są to dni i tygodnie, czy miesiące i lata. Prokarionty egzystujące już w warunkach ekstremalnych – powyżej 45°C – nie wykazują takiej wrażliwości.

Aktualne modele ekosystemów i klimatu nie uwzględniają tego dodatniego sprzężenia zwrotnego. Ich autorzy założyli, że relacja między tempem oddychania a temperaturą jest taka sama dla wszystkich organizmów.

Wpisy powiązane tematycznie.

Jeśli jest Pani/Pan subskrybentem/stałym czytelnikiem bloga i uznaje moją pracę za wartościową i zasługującą na symboliczne wsparcie, proszę rozważyć możliwość zostania moim Patronem już za 5 zł miesięcznie. Dziękuję.

Tłum. exignorant

Opublikowano Klimat

Wizje przyszłości

Arthur Keller jest inżynierem i naukowcem. Na początku swojej działalności zawodowej pracował nad technologiami kosmicznymi. Od niemal dwóch dekad analizuje zagadnienia z zakresu dynamiki systemów złożonych. Jest członkiem francuskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych i Strategicznych. Jako konsultant wspiera społeczności, które chronią ekosystemy i budują swoją odporność i samowystarczalność. Poniższy wykład zarejestrował w czerwcu 2019 r.

Materiał uzupełniający: wypowiedzi Arthura Kellera zaczerpnięte z wywiadu, którego udzielił we wrześniu 2019 r.

Dynamika systemów złożonych

Arthur Keller: Dynamika systemów jest bardzo użytecznym narzędziem, które pozwala zrozumieć, jak ewoluują systemy złożone. Niestety, sama dyscyplina jest zbyt skomplikowana, by objaśnić ją w formie skrótowej. Trzeba byłoby wyjść od pojęcia systemu. Jest on zbiorem elementów. Każdy z nich ma swoje własności. Składowe istnieją w wielu wzajemnych relacjach. Interakcje przebiegają zgodnie z określonymi regułami i prawami. Mogą to być prawa fizyczne, a nawet społeczne i kulturowe. Te ostatnie są niezbędne w modelowaniu ludzkich społeczeństw. Dynamika systemów próbuje interpretować te zależności, posługując się różnymi zasadami. Zapoznanie się z efektami zachodzącymi w systemie (np. odbicia czy pętli) pomaga w dużym stopniu przewidzieć kierunek, w jakim ów system zmierza. Nie da się ustalić trajektorii pojedynczego elementu, ale możliwe jest zrozumienie przyszłego zachowania całego systemu.

Upadek

Moje dochodzenie pokazuje, że upadek globalny dokona się na przestrzeni najbliższych dziesięcioleci, czyli dość szybko. Mam na myśli średnią światową i duże liczby, które niewiele mówią. Każdy chce wiedzieć, co stanie się z nim/nią, jego/jej społecznością czy krajem. Tego nie mogę sprecyzować, bo będzie to uzależnione od danego miejsca, jego odporności. Postrzegam to zagadnienie inaczej niż większość komentatorów. Kiedy mówię o tym kluczowym warunku, nie nawiązuję do odporności w obliczu określonego zdarzenia – np. klęski żywiołowej lub ataku terrorystycznego. Różne lokalizacje mogą być wytrzymałe na wpływ różnych zjawisk i zdarzeń. Chodzi mi o systemową odporność społeczności lokalnych na załamanie ogólnego systemu gospodarczego, politycznego, społecznego i kulturalnego.

Żaden z systemów świata nie jest odporny na upadek. Wyjątkiem są inicjatywy miejscowe, które mogą być wytrzymałe w kontekście upadku ogólnego. Los każdego z nas podyktują przygotowania lokalne. Oznacza to tworzenie silnych więzi z innymi ludźmi i przyrodą. Upadek przebiega stopniowo. Ostatecznie przekroczy wiele punktów krytycznych. Przyjrzyjmy się systemowi złożonemu – np. ekosystemowi, aucie czy ciału – który poddawany jest naciskowi w postaci ograniczeń. System ulegnie deformacji i będzie się przystosowywał, aż osiągnie określoną granicę wytrzymałości. W sposób oczywisty zdrowy system poradzi sobie z adaptacją lepiej niż system osłabiony. Jednak każdy system ma swój punkt krytyczny. Po jego przekroczeniu upadek przebiega raptownie.

Wydarzenia nabiorą tempa w ślad za implozją systemu bankowego i energetycznego. Oba są ze sobą zintegrowane. Charakter późniejszego efektu domina i jego następstw zostanie narzucony właśnie przez miejsce geograficzne. Bez względu na to, gdzie mieszkamy, stykamy się z licznymi problemami: politycznymi, etnicznymi, religijnymi czy zaopatrzeniowymi, które związane są z dostępem do zasobów takich jak woda i paliwa kopalne. Żadna lokalizacja nie jest od nich wolna. Załamanie, czyli kolejne przyspieszenie upadku, spotęguje te problemy tak dalece, że system zacznie się sypać. Wielu analityków widząc jedynie to, co dzieje się na powierzchni, nazywa te problemy, ale nie rozumie, co leży u podstaw kryzysów. Wspólnym ich mianownikiem jest i będzie niedomaganie systemu energetycznego lub degradacja środowiska naturalnego.

W moim śledztwie nie było momentu, w którym nagle zdałem sobie sprawę, że tkwimy po uszy w bagnie. Temat zgłębiam od blisko dwóch dekad. Zrozumienie nieuchronności upadku było procesem stopniowym. Nie koncentrowałem się na studiowaniu prac naukowych, które potwierdzały tę konkluzję. Wręcz przeciwnie. Zapoznawałem się szczegółowo z rozprawami, które próbowały dowieść, że teorie upadku są fałszywym alarmem. Okazało się, że zawierają one poważne, dyskwalifikujące błędy metodologiczne. Nie były też wolne od uprzedzeń natury ideologicznej. Osobiste przekonania nie powinny mieć znaczenia – najważniejsza jest badawcza poprawność i dyscyplina, której zabrakło.

Wymieranie

Nie mam wątpliwości, że nasze wyginięcie jest wysoce możliwe. Zniknąć może całe planetarne życie. Nie jestem biologiem i kwestię stopnia prawdopodobieństwa pozostawiam specjalistom. Wymieranie gatunków jest w toku. To planetarny upadek ekologiczny, który trwa i przyspiesza teraz. Kiedy o nim mówimy, mamy w wyobraźni jego antropocentryczną wizję. Co się stanie z nami?, pytamy. Tymczasem ogarnia on biosferę, atmosferę, hydrosferę, kriosferę i pedosferę. Co więcej, wydobywając paliwa kopalne, metale i rudy żelaza, przekraczamy geologiczne granice wydajności życiosfery, czyli skorupy ziemskiej. Ostatnie raporty i badania dotyczące zużycia surowców potwierdzają, iż całkowite oddzielenie wzrostu PKB od destrukcji ekologicznej jest po prostu niemożliwe. Im więcej produkujemy, tym więcej niszczymy. Kropka. Wzrost nie zmieni koloru na zielony. Dzisiaj rozumiemy, że nasza cywilizacja jest niczym innym jak tylko potężną machiną zagłady życia. Większość ludzi nie ma pojęcia, że jest jej częścią.

Razem

Najwyższa pora rozstać się z przekonaniem, że jesteśmy niepokonani. Gdy tak uważamy, nie zajmiemy się przygotowaniami. Muszą one odbywać się zbiorowo. Indywidualnie poniesiemy klęskę. Na czym polega budowanie odporności? Nie próbujmy rozwiązywać problemów, bo mają one charakter systemowy. Nie zmienimy całego systemu. Nie zmienimy cywilizacji. Musimy formować jak najwięcej alternatywnych społeczności lokalnych, terytorialnych. Odporność budujemy z ludźmi, których znamy. Tylko tak uzyska się równowagę między społecznościami i ekosystemami. Trzeba pracować razem. Odporność ma swoje zasady i podstawy. Konieczna jest świadomość okolicznych zagrożeń. Ochronią nas przed nimi wszelkiego rodzaju zabezpieczenia – np. rozsądny zapas żywności na wypadek okresowych niedoborów lub wał chroniący przed osunięciem ziemi.

Szczególnie istotny jest przepływ informacji. W tym celu należy opracować system, który ułatwia zdobywanie i dzielenie się wiadomościami. Kiedy zdarzy się coś złego lub dobrego, będziemy w stanie bezzwłocznie zareagować – np. udamy się z pomocą sąsiadom lub uzyskamy ją sami. Nie zapominajmy o redundacji: pozbywajmy się tego, co nie jest niezbędne. Nie polegajmy przesadnie na czymkolwiek. Co będzie, kiedy się popsuje? Dublujmy to, bez czego nie możemy się obejść. Akumulacja metali szlachetnych i sprzętu nie powinna być priorytetem. Spróbujmy ograniczyć udział technologii. Jest ona użyteczna tylko wtedy, gdy nas od siebie nie uzależnia. Mądrze zachowujmy proporcje.

Twórzmy naszą sieć w oparciu o komplementarność i solidarność. Róbmy to na odpowiednią skalę. Rodzina i kilkoro przyjaciół to stanowczo za mało. Zabraknie nam umiejętności i wiedzy, by zbudować odporność. Z kolei miasto jest zbyt duże. Działajmy w obrębie osiedla, miasteczka, sąsiadujących wiosek. Jeśli zaczniemy mówić o upadku, zamiast go negować lub przemilczać, być może przejdziemy do czynów i zdołamy zapewnić sobie i innym zrównoważoną, godną egzystencję.

Arthur Keller nie mógł uwzględnić w swoim scenariuszu konsekwencji nagłej zmiany klimatu, zaniku maskującego efektu aerozoli przemysłowych i emisji radioaktywności z przechowalników wypalonego paliwa jądrowego, które utracą chłodzenie w wyniku awarii sieci energetycznej.

Jeśli jest Pani/Pan subskrybentem/stałym czytelnikiem bloga i uznaje moją pracę za wartościową i zasługującą na symboliczne wsparcie, proszę rozważyć możliwość zostania moim Patronem już za 5 zł miesięcznie. Dziękuję.

Oprac. exignorant

Opublikowano Kluczowe badania, Poza nadzieją, Ziemia

Nagła zmiana klimatu: Rekordowy wzrost liczby pożarów latem 2019 r.

Nagłówki o pożarach nie znikają z pierwszych stron gazet i portali informacyjnych. W ostatnich dniach i tygodniach można było przeczytać chociażby o pożogach w Indonezji, Libanie, Kalifornii i Australii. Stanowią one zaledwie wycinek tegorocznego obrazu globalnego.

Pożary w Ameryce Południowej: sierpień 2019 r.

Dane satelitarne dostarczone 25 października 2019 r. przez Światowy Atlas Pożarniczy Sentinel-3 pokazują, że w sierpniu 2019 r. było 79 000 pożarów – prawie pięć razy więcej niż w tym samym miesiącu w 2018 r. Najwięcej wybuchło ich w Azji (49%), Ameryce Południowej (28%) i Afryce (16%). Na kolejnych miejscach uplasowała się Ameryka Północna, Europa i Oceania. Takiego wzrostu liczby pożarów nie odnotowaliśmy od chwili utworzenia atlasu w 1995 r., przyznał Olivier Arino z Europejskiej Agencji Kosmicznej.

Rozległe pożary dodają do atmosfery ogromne ilości dwutlenku węgla (CO2), tlenku węgla (CO), metanu (CH4), podtlenku azotu (N2O) i czarnego węgla (BC – sadza). Chociaż CO i sadza nie są zaliczane do gazów cieplarnianych przez Międzyrządowy Zespół ds. Zmian Klimatu (IPCC), ich wysokie koncentracje wywierają silny wpływ na ocieplenie. CO „zbiera” hydroksyl i tym samym przedłuża żywotność metanu. BC jest efektem spalania biomasy, który – jak wykazało badanie – w ciągu 20 lat ogrzewa glob o ~0.4 K. Ponadto BC osiada na śniegu i lodzie. W konsekwencji odbijają one znacznie mniej światła słonecznego, co podnosi średnią temperaturę Ziemi.

Wpisy powiązane tematycznie.

Jeśli jest Pani/Pan subskrybentem/stałym czytelnikiem bloga i uznaje moją pracę za wartościową i zasługującą na symboliczne wsparcie, proszę rozważyć możliwość zostania moim Patronem już za 5 zł miesięcznie. Dziękuję.

Tłum. exignorant

Opublikowano Klimat

Nagła zmiana klimatu: Gleby Arktyki uwalniają więcej węgla, niż pochłaniają

Pierwsze (niepełne) szacunki potwierdzają (wzmagającą się) aktywność jednego z najważniejszych dodatnich sprzężeń zwrotnych klimatu – „bomby permafrostu”. Skrót artykułu The Canadian Press.

Gleba arktyczna ogrzała się do tego stopnia, że ilość węgla uwalniana przez nią zimą jest większa od ilości węgla pochłanianej przez roślinność latem. Odkrycie to oznacza, iż rozległy pas tundry, jaki pokrywa północne regiony Ziemi – ogromny rezerwuar węgla, którego zawartość dosłownie miażdży obecne koncentracje atmosferyczne – stanowi już źródło emisji gazów cieplarnianych netto.

Odnotowujemy stratę węgla netto, powiedziała Jocelyn Egan z Uniwersytetu Dalhousie, jeden z 75 autorów raportu opublikowanego 21 października 2019 r. w Nature Climate Change. Badanie naukowców z 12 krajów i kilkudziesięciu instytucji dowiodło, że naturalne systemy planetarnej północy przestały magazynować węgiel.

Do tej pory niewiele było wiadomo o zimowych emisjach gazów cieplarnianych z wiecznej zmarzliny i znajdującej się nad nią gleby. Nawet naukowcy zakładali, iż mróz „wyłącza” generujące je procesy mikrobiologiczne. Większość ludzi sądzi, że w zimie nie ma oddychania, a drobnoustroje wydalające węgiel nie są aktywne. Realia obnażyły, jak błędne jest to przekonanie, wyjaśniła Egan.

Arktyczna tundra

Uczeni rozmieścili mierniki stężenia dwutlenku węgla w ponad 100 lokalizacjach okołobiegunowych, ażeby sprawdzić, co się właściwie dzieje. Dokonano ponad 1000 pomiarów. Okazało się, iż rocznie „ucieka” z tundry 1,7 miliarda ton węgla – dwukrotnie więcej, niż szacowano dotychczas.

W okresie wegetacyjnym rośliny arktyczne absorbują ponad miliard ton CO2. Wynik netto jest taki, że podłoże Arktyki wprowadza do atmosfery > 600 milionów ton dwutlenku węgla rocznie. Egan podkreśliła, że liczba ta jest zaniżona, ponieważ w ramach dochodzenia nie rejestrowano uwalnianego jednocześnie metanu (!). W skali dekady CH4 ogrzewa klimat ~100 razy bardziej niż CO2.

Nowe rezultaty potwierdziły wcześniejsze ustalenia. W 2018 r. wykazano, iż większe i intensywniejsze pożary zamieniają lasy borealne świata w źródła węgla netto. Z kolei inna analiza podała, że wieczna marzłoć nie topnieje powoli i równomiernie, tylko zapada się nagle, co znacznie przyspiesza tempo emisji węgla. Egan przyznała, że żadne działania łagodzące nie zatrzymają już tego dodatniego sprzężenia zwrotnego.

Wpisy powiązane tematycznie.

Jeśli jest Pani/Pan subskrybentem/stałym czytelnikiem bloga i uznaje moją pracę za wartościową i zasługującą na symboliczne wsparcie, proszę rozważyć możliwość zostania moim Patronem już za 5 zł miesięcznie. Dziękuję.

Tłum. exignorant

Opublikowano Klimat