Kaszmir i widmo wojny o wodę

Na wniosek indyjskiego rządu prezydent Ram Nath Kovind unieważnił dekretem z 5 sierpnia 2019 r. artykuł 370 konstytucji, gwarantujący specjalny status indyjskiego stanu Dżammu i Kaszmir, który w większości zamieszkują muzułmanie. Region utracił w ten sposób prawo do własnej konstytucji i samostanowienia we wszystkich sferach z wyjątkiem obronności, komunikacji i spraw zagranicznych. Kaszmir został formalnie częścią Indii. W komentarzach na temat tego zdarzenia nie wspomina się o zmianie klimatu i sytuacji hydrologicznej Indii i Pakistanu.

Poniższe zestawienie aktualizacji z ostatnich trzech lat pochodzi z opracowania Globalne niedobory wody i ich konsekwencje.

Kaszmir: Szykuje się wojna o wodę?

Skrót artykułu The Diplomat z 9 czerwca 2016 r.

Pakistan i Indie, państwa będące w posiadaniu arsenału nuklearnego, znajdują się w stanie konfliktu o wodę. Choć zabiegi dyplomatyczne zapobiegły poważnej jego eskalacji, kraje toczą batalię prawną o kolejne zapory wodne i projekty energetyczne realizowane w Kaszmirze. Strony zgodziły się na podpisanie w 1960 r. negocjowanego przez Bank Światowy Traktatu o Wodach Indusu (Indus Water Treaty – IWT). Dokument nie mógł jednak uwzględnić wszystkich związanych z rzeką zmian, które ma przynieść przyszłość. W samym Kaszmirze politycy i grupy społeczeństwa obywatelskiego domagają się rewizji IWT, który określają mianem „szkodliwego” dla gospodarki regionu. Pakistan i Indie zmagają się z niebezpiecznymi niedoborami energii i są dalekie od porozumienia. Zdaniem wielu komentatorów połączony wpływ zmiany klimatu i przyrostu demograficznego może doprowadzić do wojny o wodę.

Zapora Salal w stanie Dżammu i Kaszmir.

IWT nie przydziela ściśle określonej objętości wód, tylko całe rzeki i ich dopływy. Jednak długoterminowa skuteczność zapisów traktatu stoi pod znakiem zapytania ze względu na napięcia między Pakistanem i Indiami wywołane sporem o Kaszmir. Jest wysoce wątpliwe, czy IWT będzie w stanie poddać regulacjom coraz większą ilość wody eksploatowaną przez hydroelektrownie Indii oraz rosnący apetyt rolnictwa Pakistanu na tę samą wodę. Dochodzi już do poważnych wykroczeń. Indie mają w planach 155 elektrowni wodnych na terenie Kaszmiru i nie udostępniają żadnych informacji o szczegółach projektowych, schematach i obliczeniach konstrukcyjnych. Swoje pierwsze budowy w Kaszmirze Hindusi rozpoczęli w 1970 r. Obecnie trwa realizacja 33 projektów.

W obu głodnych energii krajach trwa pęd ku zaspokojeniu zapotrzebowania na prąd za pośrednictwem hydroelektrowni. Jeśli Indie wybudują na Indusie wszystkie planowane tamy, Nowe Delhi będzie mogła wstrzymać miesięczny przepływ rzeki podczas krytycznej dla Pakistanu pory suchej. To wystarczy, by zniweczyć cały sezon sadzenia. Stabilności IWT zagraża nieufność. Potęguje ją zauważalny spadek przepływu – nie jest istotne, czy odpowiadają zań poczynania władz indyjskich, czy zmiana klimatu.

Zmiana klimatu zagraża Kaszmirowi pogrążonemu w wyniszczającej, wieloletniej konfrontacji zbrojnej między ponad pół milionem żołnierzy indyjskich i kilkunastoma lokalnymi grupami rebeliantów, które walczą o niepodległość terytorium lub przyłączenie go do Pakistanu. Zmiana klimatu wpływa na stan śniegów i lodowców zasilających górny Indus, powiedział glacjolog Shakil Ahmad Romshoo. Od wód Indusu uzależnione jest około 90% produkcji rolnej Pakistanu. Naukowcy twierdzą, że zlokalizowane na tym obszarze lodowce wycofują się w szybkim tempie wskutek zaburzenia klimatu. Strumień przepływów pochodzących z regionu znacząco zmalał. Należy tu nadmienić, iż IWT nie zawiera żadnej klauzuli na temat oddziaływania zmiany klimatu na strumień przepływów, dodał Romshoo.

Projekt Połączenia Indyjskich Rzek i niewłaściwe zarządzanie zaopatrzeniem wodnym wywiera coraz większą presję na oba państwa. Zdaniem glacjologów tamy na Indusie to wodne bomby”, ponieważ zlokalizowane są w strefie trzęsień ziemi. Ekspert ds. wody, który był współautorem raportu Banku Światowego na ich temat, ostrzegł, iż około 15 dużych indyjskich zapór w Himalajach to konstrukcje „wadliwe”. Nasz przegląd ustalił, że dwie spełniały wymogi w dostatecznym stopniu, ale nie były odporne na trzęsienia ziemi. 13 pozostałych zapór nie powinno było uzyskać zgody na budowę. Stwierdzono rozległą korupcję w indyjskim systemie zatwierdzania i realizacji projektów hydrotechnicznych. Mimo to Bank raportu nie opublikował, powiedział inżynier chcący zachować anonimowość.

Woda nadaje nowy wymiar długoletniej potyczce o Kaszmir. Niektórzy pakistańscy urzędnicy winę za niedobory wody przypisują swojemu sąsiadowi. Indie odrzucają te oskarżenia. W tamtejszych mediach często pojawiają się artykuły i analizy zespołów eksperckich sugerujące, iż kraj „powinien wykorzystać tę naturalną przewagę, tymczasem ugrupowania rebelianckie zapowiadają walkę z „terroryzmem wodnym” Indii. Gdybyś dziesięć lat temu rozmawiał o napięciach w relacji indyjsko-pakistańskiej, w podsumowaniu powiedziałbyś, że woda stanowi jej jedyny pozytyw. W ciągu ostatniej dekady nastąpił zwrot. Jest więcej ludzi, więcej konsekwencji zmiany klimatu. Z jednej strony mniej deszczu, z drugiej więcej powodzi – więcej ingerencji, wyjaśnił Gareth Price, starszy pracownik naukowy Chatham House. Sprawozdanie Komisji Spraw Zagranicznych Senatu Stanów Zjednoczonych z 2011 r. również ostrzega, że niezdolność Pakistanu i Indii do polubownego rozwiązania kwestii podziału zasobów wodnych może sprowokować wojnę.

Jezioro w Ćennaj wyschło w ciągu roku.

Jak wynika z raportu Instytutu Zasobów Świata (World Resources Institute – WRI) opublikowanego w sierpniu 2019 r., poziom stresu wodnego w Indiach, które są domem dla ponad 1,3 miliarda ludzi, jest oszałamiający. W lipcu 2019 r. w 7-milionowym Ćennaj (ang. Chennai) – szóstym największym mieście kraju – wyschły krany, a internet obiegły zdjęcia satelitarne pustego koryta tamtejszego jeziora. Kryzys wodny w Ćennaj nie umknął uwadze świata, ale z chronicznymi niedoborami wody zmaga się wiele obszarów Indii, powiedział Shashi Shekhar, były sekretarz indyjskiego ministerstwa zasobów wodnych.

W czerwcu 2018 r. zespół ekspercki rządu indyjskiego ostrzegł, że w konsekwencji zmiany klimatu i dramatycznego wzrostu populacji do 2020 r. wyczerpane zostaną rezerwuary wód podziemnych w Nowym Delhi (populacja: 21,75 mln.). Według analizy przeprowadzonej przez Narodowy Instytut na rzecz Przemian w Indiach (NITI), opartej na danych z 24 stanów (ich łączna liczba to 29), najgorsze niedobory wody w historii kraju dotkną wkrótce około 600 milionów ludzi. Oprócz Delhi do 2020 r. wody gruntowe mogą zaniknąć w 20 miastach – m.in. w globalnych centrach informatycznych takich jak Bangaluru i Hajdarabad – które liczą ponad 120 milionów mieszkańców.

Analiza zdjęć satelitarnych odkryła, że ponad jedna czwarta powierzchni lądowej Indii zamienia się w pustynię, a tempo degradacji terenów uprawnych przyspiesza. Raport Indyjskiej Organizacji Badań Kosmicznych (ISRO) z 17 sierpnia 2016 r. stwierdził, iż utrata produktywności rolnej obejmuje 96 milionów hektarów, czyli blisko 30% indyjskiej ziemi. Jako państwo powinniśmy być więcej niż zaniepokojeni tymi danymi, powiedział S. Janakarajan, przewodniczący Konsorcjum Azji Południowej na rzecz Interdyscyplinarnych Badań nad Zasobami Wodnymi. Nie ma żadnego spójnego planu, aby ten proces odwrócić lub złagodzić jego skutki. Badanie, którego inicjatorem było Ministerstwo Środowiska, Leśnictwa i Zmiany Klimatu, zostało przeprowadzone przez 19 instytutów. Jego przedmiotem były obrazy satelitarne utrwalone na przestrzeni 8 lat. Po raz pierwszy przyglądamy się cyfrowemu atlasowi degradacji, który wskazuje nowe obszary postępującego pustynnienia, powiedział A.S. Rajawat z Centrum Zastosowań Kosmicznych. Analiza mapowania satelitarnego pokazuje, że nowe obszary północnych stanów Dżammu i Kaszmir oraz wschodnich stanów Orisa i Dźharkhand stają się jałowe – dziewięć stanów odpowiada łącznie za prawie 24% tego procesu. W Dźharkhandzie, Radżastanie, Delhi, Gudżaracie i Goa pustynnienie dotyka już 50% gruntów. Presja ze strony rosnącej populacji przyniosła rezultat w postaci nadmiernej eksploatacji gruntów pod kątem upraw, wypasu bydła, deforestacji i korzystania z zasobów wodnych, co prowadzi do degradacji terenów suchych, napisał w raporcie indyjski minister Jitendra Singh.

Sześćdziesiąt procent wód podziemnych w dorzeczu zaopatrującym ponad 750 milionów ludzi w Pakistanie, Indiach, Nepalu i Bangladeszu nie nadaje się do picia i nawadniania. Praca badawcza zamieszczona 29 sierpnia 2016 r. w Nature Geoscience ujawniła, że zanieczyszczenie jest największym zagrożeniem dla Indo-Gangesu. Dwa główne powody do niepokoju to zasolenie i arsen, napisali autorzy. Nadmierną ilość soli na głębokości do 200 metrów odnotowano w 23% wód zlewni, natomiast toksyczne koncentracje arsenu w 37%. W regionie Indo-Gangesu znajduje się od piętnastu do dwudziestu milionów studni. Eksploatuje się tam jedną czwartą światowego wydobycia wód podziemnych – są one magazynowane pod ziemią w szczelinach i przestrzeniach gleb lub skał, a zasilają je rzeki i opady. Antropogeniczne przyczyny zasolenia to nieefektywne nawadnianie pól uprawnych i niskiej jakości kanalizacja. Za wysoki poziom stężenia arsenu odpowiada nawożenie i górnictwo.

Według najbardziej wszechstronnej z dotychczasowych prac badawczych topnienie lodowców himalajskich spowodowane wzrostem średniej temperatury Ziemi przyspieszyło gwałtownie od początku XXI w. Zestawienie rezultatów 40-letnich obserwacji satelitarnych w Indiach, Chinach, Nepalu i Bhutanie pokazało, że od 2000 r. lodowce tracą rokrocznie warstwę o grubości około 0,5 metra – dwukrotnie więcej niż w latach 1975-2000. W ciągu ostatnich czterech dekad mogły zmniejszyć się aż o jedną czwartą swojej ogromnej masy, powiedział Joshua Maurer z Obserwatorium Ziemi Lamont-Doherty na Uniwersytecie Columbia. W analizie wykorzystano zdjęcia 650 lodowców pokrywających obszar 2000 kilometrów, który rozciąga się z zachodu na wschód. Wiele z tych obrazów dostarczyły satelity szpiegowskie – pochodzą z niedawno odtajnionych zasobów wywiadu USA. Badanie opublikowano 19 czerwca 2019 r. w czasopiśmie Science Advances.

Cytat z raportu Biuletynu Naukowców Atomowych z 4 maja 2016 r.: Armie Pakistanu i Indii prowadzą ćwiczenia nuklearne na polu bitwy. Niedawne idee i scenariusze planistów wojskowych i strategów jądrowych preferujących rozwiązania militarne stały się wyraźnymi zdolnościami i zobowiązaniami. Kiedy nadejdzie odpowiedni moment, politycy i obywatele po obu stronach konfliktu będą oczekiwać – a może nawet domagać się – użycia broni jądrowej.

Tajny raport Pentagonu, upubliczniony w 2004 r., ostrzegł, że do 2025 r. zmiana klimatu może doprowadzić do globalnej katastrofy, która sprawi, że na całym świecie pojawią się ogromne klęski żywiołowe, głód, zamieszki i konflikty nuklearne.

Relacja z nagłej zmiany klimatu zarejestrowana w czerwcu 2017 r.:

Jeśli jest Pani/Pan subskrybentem/stałym czytelnikiem bloga i uznaje moją pracę za wartościową i zasługującą na symboliczne wsparcie, proszę rozważyć możliwość zostania moim Patronem już za 5 zł miesięcznie. Dziękuję.

Opracował: exignorant

Reklamy
Opublikowano Klimat, Woda i żywność

Nagła zmiana klimatu: Lipiec 2019 r. najgorętszym miesiącem w historii meteorologii

Komentarz klimatologa Sama Carany.

Fala upałów: 25.07.2019 r.

Światowa Organizacja Meteorologiczna (WMO) podała, że średnia temperatura lądu i oceanów Ziemi w lipcu 2019 r. była nieco wyższa od 16,67°C, historycznego rekordu odnotowanego trzy lata wcześniej, i tym samym przekroczyła średnią preindustrialną z 1750 r. równą 13,42°C o 3,25°C.

Między średnimi wartościami temperatur miesięcy najcieplejszych i najchłodniejszych jest różnica ponad 3°C. Na półkuli północnej dominuje powierzchnia lądowa, która nagrzewa się szybciej niż oceany. Lipiec zwykle jest najgorętszym miesiącem w roku. Z tych powodów należy się spodziewać, że średnia temperatura roczna wyniesie 15,25°C, czyli znajdzie się 1,83°C powyżej poziomu przedprzemysłowego. Trend długoterminowy pokazuje, że granica 2°C może zostać pokonana w 2020 r.

Zanikanie pokrywy śnieżnej i lodowej świata przyspiesza i coraz mniej światła słonecznego odbija się z powrotem w przestrzeń kosmiczną. Zmiany zachowania prądów strumieniowych mogą przyczynić się do dalszego spotęgowania burz, co grozi wprowadzeniem dużych ilości ciepłej, słonej wody do Oceanu Arktycznego, które zwiększyłyby emisje metanu z dna morskiego.

Na naszych oczach rozgrywa się niewyobrażalna katastrofa. Ziemskie życie znika. Jego większość zginie, gdy glob ogrzeje się w szybkim tempie o 5°C. Wymarcie gatunku ludzkiego może nastąpić wcześniej wskutek ocieplenia planety o 3°C. Kolejne badania opisujące ogrom zagrożenia są ignorowane.

Ku Ziemi cieplejszej o ~10°C

Na przestrzeni ostatnich 400 000 lat temperatury interglacjałów (tj. epok międzylodowcowych) spadały i rosły zgodnie z cyklami Milankovicia o ~10°C w przedziale 16°C–6°C. Na paleomapie autorstwa Chrisa Scotese widnieją średnie temperatury okresów ciepłych i chłodnych z ostatnich 2 miliardów lat. Średnia temperatura Ziemi minionych 400 000 lat wynosiła ~11°C. Wartość typowa dla okresu chłodnego to 12°C; w okresie ciepłym sięga 22°C.

Około 7 000 lat temu średnia temperatura globalna osiągnęła naturalne maksimum ostatniego cyklu Milankovicia – oscylowała w granicach 15°C–16°C. Od tego czasu nastąpiła jej redukcja. W 1966 r. znalazła się na poziomie 14°C. Gdyby nie cywilizacyjne emisje gazów cieplarnianych, byłaby niższa, a jej spadek postępowałby nadal.

Wzrost atmosferycznych koncentracji dwutlenku węgla o ~100 ppm [części na milion] i metanu o ~300 ppb [części na miliard] koresponduje ze wzrostem średniej temperatury planety o ~10°C. Innymi słowy, dzisiejsze wysokie stężenia gazów cieplarnianych w atmosferze gwarantują, że Ziemia będzie cieplejsza o ~10°C – pułap bezprecedensowy w jej dziejach.

Autorzy badania zamieszczonego 10 grudnia 2018 r. w Proceedings of the National Academy of Sciences cofnęli się do głębokiej geologicznej przeszłości planety, by porównać aktualny stan klimatu z sześcioma okresami geologicznymi i historycznymi z ostatnich 50 milionów lat. Uzyskany rezultat – który nawet nie uwzględnia wyników najnowszych analiz, obserwacji i pomiarów – sugeruje, iż warunki klimatyczne pliocenu będą dominować na Ziemi już w 2030 r. Średnia temperatura planety była wtedy wyższa od obecnej o 2–3°C.

Międzynarodowa Agencja Energetyczna (International Energy Agency) zapowiada skok temperatury o co najmniej 6°C przed 2050 r. Według doniesień z 27 października 2017 r. analitycy koncernu Shell i BP spodziewają się, że do połowy wieku Ziemia będzie cieplejsza nawet o 5°C. Dokumenty firmowe pozyskane podczas nagrodzonego Pulitzerem dochodzenia dziennikarskiego ujawniły, iż w latach 70. i 80. przemysł naftowy dysponował najlepszymi modelami klimatycznymi – przewyższały one symulacje opracowane przez społeczność naukową.

Zespół klimatologa Sama Carany, który uwzględnia wpływ dodatnich sprzężeń zwrotnych klimatu i śledzi wydarzenia w Arktyce, za prawdopodobny uznaje wzrost średniej temperatury planety o > 8°C do 2026 r. Oto składowe kalkulacji:

1. Ustalono, że od 1750 r. do 1900 r. wartość średniej temperatury globalnej wzrosła o 0,3°C.
2. Dwutlenek węgla wyemitowany w okresie 2016–2026 może podwyższyć temperaturę globalną o co najmniej 0,5°C.
3. Zanik maskującego efektu aerozoli przemysłowych, będący np. konsekwencją załamania gospodarki świata, może dodać 2,5°C.
4. Zmiany albedo w Arktyce – m.in. spowodowane topnieniem lodu morskiego – mogą być odpowiedzialne za kolejne 1,6°C.
5. Emisje metanu z dna Oceanu Arktycznego mogą ogrzać atmosferę o 1,1°C.
6. Dodatnie sprzężenie zwrotne pary wodnej może dołożyć 2,1°C.
7. Pozostałe dodatnie sprzężenia zwrotne mogą podnieść poziom ocieplenia o 0,3°C.

Wpis powiązany tematycznie: 2018 najgorętszym rokiem w historii. Oceany ocieplają się szybciej, niż sądzono.

Oprac. exignorant

Jeśli jest Pani/Pan subskrybentem/stałym czytelnikiem bloga i uznaje moją pracę za wartościową i zasługującą na symboliczne wsparcie, proszę rozważyć możliwość zostania moim Patronem już za 5 zł miesięcznie. Dziękuję.

Zestawienie aktualizacji: czerwiec/lipiec 2019 r.

Dodatnie sprzężenia zwrotne klimatu uruchomione przez silnik cieplny cywilizacji przemysłowej:

Badanie opublikowane 8 lipca 2019 r. w Proceedings of the National Academy of Sciences potwierdziło, że wzrost temperatur, jakiego doświadcza tundra, sprawi, iż zamieszkujące ją drobnoustroje zwiększą produkcję metanu i dwutlenku węgla. Bliso połowa podziemnego węgla jest zmagazynowana w glebach występujących w wysokich szerokościach geograficznych. To ponad dwukrotnie więcej od aktualnych atmosferycznych koncentracji CO2. Naukowcy wykorzystali metagenomikę, by zanalizować zmiany w społecznościach mikrobiologicznych Alaski poddanych eksperymentalnemu ociepleniu. Zobaczyliśmy, że mikroby reagują dość szybko – w ciągu czterech lub pięciu lat – na nawet umiarkowany wzrost temperatur, powiedział Kostas T. Konstantinidis, autor pracy badawczej i wykładowca w Szkole Inżynierii Cywilnej i Środowiskowej oraz Szkole Nauk Biologicznych Instytutu Technologicznego Georgii. Gatunki drobnoustrojów i ich geny zaangażowane w uwalnianie dwutlenku węgla i metanu zwiększyły swoją liczebność w odpowiedzi na ocieplenie. Wynik nas zaskoczył, dodał uczony. Mimo tej szybkiej i wyraźnej reakcji na zmianę klimatu, mikroby glebowe z dalekiej północy i ich aktywność nie są uwzględniane w modelach klimatycznych. W 2019 r. na Syberii i Alasce po raz kolejny padły rekordy średniej temperatury miesięcznej – była wyższa od średniej długoterminowej nawet o 10°C.

Ziemskie życie wyewoluowało miliardy lat temu z mikroorganizmów. Bakterie, plankton i wirusy nadal stanowią fundament biosfery. Odpowiadają za obieg minerałów i składników odżywczych w glebie, wodzie i atmosferze. Pomagają w uprawie i trawieniu naszego pożywienia. Kolejne badania ujawniają, że globalne ocieplenie zaburza cykle z udziałem mikrobów i tym samym napędza dodatnie sprzężenia zwrotne klimatu. Wzrost temperatur planety sprawia, iż bakterie żerują na większej ilości materiału organicznego i wytwarzają dodatkowy dwutlenek węgla. W Arktyce rozprzestrzeniające się glony pochłaniają latem więcej promieni słonecznych, co przyspiesza topnienie lodu. Zabójcze patogeny przemieszczają się na północ, gdzie zabijają rośliny uprawne, ludzi i inne zwierzęta. Tak wiele udokumentowanych zmian i innych alarmów mikrobiologicznych skłoniło grupę 30 wybitnych mikrobiologów do wydania oświadczenia na łamach Nature Reviews Microbiology – uczeni ostrzegają w nim przed skutkami obserwowanych zmian. W swoim badaniu Tom Crowther, naukowiec zajmujący się środowiskiem na Politechnice Federalnej w Zurychu (ETHZ), wykazał, iż przyspieszona aktywność drobnoustrojów glebowych znacznie zwiększy emisje węgla. W innej pracy przedstawił, w jaki sposób globalne ocieplenie sprzyja grzybom, które uwalniają coraz więcej CO2 poprzez szybkie rozkładanie martwego drewna i liści. Mikroby składają się na około 90% biomasy oceanicznej, co w skali mikroskopowej czyni ją gęstą, żywą zupą. Globalne ocieplenie wywołuje kolejne burze biologiczne o nieznanych nam konsekwencjach, powiedział Antje Boetius, mikrobiolog morski z Instytutu Maxa Plancka. Naukowiec wyraził też zaniepokojenie z powodu innych niezbadanych punktów krytycznych takich jak erozja organicznej gleby permafrostu w oceanach (bakterie wodne trawią ten materiał i uwalniają CH4 i CO2) czy potencjalna gwałtowna eksplozja toksycznych zakwitów glonów w Arktyce. Dla każdego, kto studiuje mikrobiologię oceaniczną, zjawiska te są naprawdę przerażające, dodał.

78. Jeziora borealne, które występują na północy, odgrywają znaczącą rolę w globalnym obiegu węgla. Często są one aktywne biologicznie ze względu na obecność materii organicznej w słupie wody i osadach dennych. Jako że mikroby rozkładają tę materię, stężenie dwutlenku węgla przekracza poziom nasycenia w wielu akwenach. W konsekwencji część gazu jest uwalniana do atmosfery. W swojej pracy badawczej zamieszczonej w czerwcu 2019 r. przez Uniwersytet Jyväskylä absolwent uczelni Petri Kiuru przyjrzał się obiegowi węgla w jeziorach borealnych za pomocą modelu, który opisuje czasową ewolucję rozkładu temperatury, a także jakości wody. Analiza skupiła się w szczególności na wymianie CO2 między słupem wody a atmosferą. Kolejnym jej celem było też oszacowanie wpływu zmiany klimatu na dynamikę jeziornego węgla. Postępujący wskutek globalnego ocielenia wzrost temperatury powietrza i rocznych opadów rozgrzewa jeziora i zwiększa ilość materii organicznej trafiającej do nich z zewnątrz. Wynik badania wskazuje na to, że czynniki te zwiększą koncentracje dwutlenku węgla w jeziorach i tym samym jego emisje do atmosfery.

79. W 2017 r. na 1000-kilometrowym odcinku północnego wybrzeża Australii obumarły rozległe połacie lasów namorzynowych. To wywołane zmianą klimatu zdarzenie zaszokowało naukowców. Jednak jego skutki były poważniejsze od spodziewanych. Uczeni z Uniwersytetu Southern Cross odkryli, że uśmiercone drzewa wprowadziły do atmosfery znaczne ilości metanu. Po raz pierwszy udało się skwantyfikować emisje z łodyg tych roślin. Zgodnie z wynikami analizy przedstawionej 17 czerwca 2019 r. w New Phytologist martwe mangrowia uwalniają około osiem razy więcej CH4 niż żywe. Systemy namorzyn sekwestrują też „niebieski węgiel” – magazynują CO2 wchłaniany z powietrza. Autorzy badania nie kryją zaniepokojenia. Przypadek katastrofalnej śmierci lasów namorzynowych w australijskiej Zatoce Karpentaria może stać się normą, powiedział doktorant Luke Jeffrey. Według obserwacji z 2000 r. całkowity globalny obszar mangrowii wynosi 137 800 kilometrów kwadratowych.

Globalne niedobory wody i ich konsekwencje:

Według najbardziej wszechstronnej z dotychczasowych prac badawczych topnienie lodowców himalajskich spowodowane wzrostem średniej temperatury Ziemi przyspieszyło gwałtownie od początku XXI w. Zestawienie rezultatów 40-letnich obserwacji satelitarnych w Indiach, Chinach, Nepalu i Bhutanie pokazało, że od 2000 r. lodowce tracą rokrocznie warstwę o grubości około 0,5 metra – dwukrotnie więcej niż w latach 1975-2000. W ciągu ostatnich czterech dekad mogły zmniejszyć się aż o jedną czwartą swojej ogromnej masy, powiedział Joshua Maurer z Obserwatorium Ziemi Lamont-Doherty na Uniwersytecie Columbia. W analizie wykorzystano zdjęcia 650 lodowców pokrywających obszar 2000 kilometrów, który rozciąga się z zachodu na wschód. Wiele z tych obrazów dostarczyły satelity szpiegowskie – pochodzą z niedawno odtajnionych zasobów wywiadu USA. Badanie opublikowano 19 czerwca 2019 r. w czasopiśmie Science Advances.

Badanie: Fragmentacja wyrokiem śmierci dla lasów i ich mieszkańców:

Badanie zamieszczone 20 marca 2019 r. w PLOS ONE odkryło, że obszary wylesione wprowadzają do sąsiednich lasów dodatkowe ciepło. Wskutek zmiany klimatu na całym świecie rosną średnie temperatury w lasach. Dodatkowe porcje ciepła potęgują problem i przyspieszają lokalne wymieranie gatunków. Generując dodatkowe ocieplenie, deforestacja pogarsza w tropikach wpływ zmiany klimatu na różnorodność biologiczną i sam las, powiedział Barry Sinervo, współautor analizy, ekolog i biolog ewolucyjny z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Santa Cruz. Uczeni ustalili, że utrata połowy pokrywy leśnej w strefie tropikalnej podwyższa temperaturę lądową w przyległym lesie o około 1,08°C . Jedną z kluczowych funkcji, jakie pełnią lasy, jest chłodzenie. Inna praca badawcza opublikowana 1 kwietnia 2019 r. w Nature wykazała, iż las obniża temperaturę powierzchni średnio o 4°C. Odpowiada za to efekt albedo (ziemia pozbawiona lasu ma ciemniejszy kolor i pochłania więcej promieniowania słonecznego) i transpiracja (drzewa pobierają wodę gruntową i kierują ją w górę do maleńkich porów w liściach, gdzie paruje i pomaga chłodzić okolicę).

Nagła zmiana klimatu: Rozpad lądolodu Grenlandii przyspiesza:

W wywiadzie z 22 kwietnia 2019 r. prof. Harold Wanless – dyrektor wydziału nauk geologicznych Uniwersytetu w Miami i czołowy specjalista ds. wzrostu poziomu morza, który od kilkudziesięciu lat bada tempo, w jakim na przestrzeni tysiącleci podnosiły się i opadały oceany – powiedział: Moja praca nad starożytnym klimatem ujawniła zjawisko gwałtownych skoków, podczas których poziom morza wzrasta o 10 metrów w ciągu stulecia. Mówimy o dramatycznym, ekspresowym rozpadzie lodu. Obserwujemy początkową fazę ocieplenia wód Arktyki, które z pewnością doprowadzi do takiego skoku. Dodatnie sprzężenia zwrotne przyspieszają topnienie. Wiele z nich łączy się i tym samym wzmacnia wzajemnie. Ciepła woda dostająca się pod fiordy ujściowe Grenlandii i Antarktydy ostatecznie powoduje oderwanie lodu od podłoża. W efekcie może dojść do automatycznej dezintegracji lodu przypominającej upadek ułożonego na stole stosu książek.

2018 najgorętszym rokiem w historii. Oceany ocieplają się szybciej, niż sądzono.:

W ostatnich dziesięcioleciach na sile przybrały wiatry wiejące nad Oceanem Południowym. Powodem jest dziura w warstwie ozonowej nad Antarktydą i rosnąca ilości gazów cieplarnianych w atmosferze. Ekipa brytyjskiego statku badawczego Boaty McBoatface odkryła, że wraz z siłą wiatrów rosną turbulencje morskie. W rezultacie denne warstwy wód zimnych mieszają się z wyższymi warstwami wód cieplejszych. Gorąca woda rozszerza się i podnosi poziom morza. Nowy mechanizm ocieplenia nie jest uwzględniony w aktualnych modelach obliczeniowych, które prognozują wpływ zmiany klimatu na oceany. Wyniki obserwacji opublikowano 17 czerwca 2019 r. w Proceedings of the National Academy of Sciences.

Badanie: Wymarcie gatunków morskich przed rokiem 2048:

Koralowce Sri Lanki są niszczone bezpośrednio przez zmianę klimatu, zanieczyszczenia i nielegalne metody połowów. Nie żyje już 90% raf, a pozostałe 10% zginie w ciągu kolejnej dekady, poinformował dr Terney Pradeep Kumara, dyrektor generalny Urzędu Ochrony Środowiska Morskiego (Marine Environment Protection Authority – MEPA).

Badanie: Cywilizacja przemysłowa jest silnikiem cieplnym:

Streszczenie pracy badawczej dr. Timothy’ego Garretta zamieszczonej 5 stycznia 2012 r. w Earth System Dynamics.

W swoim poprzednim badaniu (Garrett, 2011) przedstawiłem prosty model wzrostu gospodarczego zgodny z ogólnymi prawami termodynamiki. W przeciwieństwie do tradycyjnych modeli ekonomicznych cywilizacja jest w nim postrzegana jako globalna całość – bez rozróżnienia między poszczególnymi narodami, sektorami gospodarki, siłą roboczą czy inwestycjami kapitałowymi. Bazę modelu stanowi hipoteza, iż bieżąca stopa zużycia energii pierwotnej w gospodarce światowej jest powiązana za pośrednictwem stałej z bardzo ogólną reprezentacją historycznie nagromadzonego bogactwa. Obserwacje potwierdzają tę hipotezę i wskazują, że wartość stałej wynosi λ = 9,7 ± 0,3 miliwatów na 1990 USD (dolarów amerykańskich). Właśnie to połączenie pozwala traktować pozornie złożone systemy gospodarcze jako proste systemy fizyczne. W niniejszej analizie ten model wzrostu jest zintegrowany z liniową formułą ewolucji globalnych koncentracji CO2 w atmosferze. Mimo że jest on bardzo prosty, model zintegrowany zapewnia wierne długookresowe odwzorowania trajektorii produktu światowego brutto (PŚB) i CO2. Model pokazuje, że znane scenariusze Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu (IPCC SRES) znacznie zaniżają poziom wzrostu CO2 dla danego poziomu przyszłego dobrobytu gospodarczego. Po pierwsze globalnych wskaźników emisji CO2 nie da się oddzielić (ang. decouple) od bogactwa poprzez poprawę wydajności. Po wtóre przyszłe ocieplenie będzie działało jak inflacyjny hamulec faktycznego wzrostu światowego bogactwa – typowy efekt każdej długotrwałej klęski żywiołowej. Ażeby stężenia CO2 w atmosferze pozostały poniżej „niebezpiecznego” poziomu 450 ppmv (Hansen i in., 2007) [w 2019 r. łączne koncentracje gazów cieplarnianych przekroczyły już pułap 560 ppm; przyp.tłum.], model prognozuje, iż musiałaby zaistnieć pewna kombinacja nierealistycznie szybkiego tempa dekarbonizacji energii i niemal natychmiastowej redukcji bogactwa cywilizacji globalnej. Wygląda na to, że cywilizacja przemysłowa znajduje się w sytuacji bez wyjścia. Jej trwanie gwarantuje wzrost poziomu CO2 powyżej 1000 ppmv; z kolei tenże wzrost gwarantuje stopniowy upadek cywilizacji.

Komentarz: Należy zwrócić uwagę, że autor nie uwzględnił nawet dodatnich sprzężeń zwrotnych klimatu i maskującego efektu aerozoli przemysłowych.

Od czasu porozumienia paryskiego w sprawie klimatu kraje G20 niemal potroiły dotacje przekazywane elektrowniom węglowym. Blok największych gospodarek świata zobowiązał się dekadę temu, że skończy z dofinansowywaniem paliw kopalnych. Według danych, jakie opublikował w swoim raporcie z czerwca 2019 r. Zamorski Instytut Rozwoju (Overseas Development Institute – ODI), największe kwoty na wydobycie węgla przeznaczają Chiny i Indie. Na trzecim miejscu jest Japonia, a za nią Republika Południowej Afryki, Korea Południowa, Indonezja i Stany Zjednoczone. Wielka Brytania, która sama sporadycznie wykorzystuje energię węglową, współfinansuje zagraniczne elektrownie zasilane kopalinami. Analitycy obliczyli całkowitą kwotę dotacji i ulg podatkowych na eksploatację węgla oraz budowę i utrzymanie elektrowni opalanych węglem – uwzględnili nawet inwestycje przedsiębiorstw państwowych. Okazało się, że średnia roczna suma wzrosła z 17 miliardów dolarów w 2014 r. do 47 miliardów w 2017 r. W rzeczywistości wsparcie rządów dla sektora węglowego jest znacznie większe, ponieważ kraje G20 nadal nie ujawniają wielu sposobów dofinansowywania węgla, powiedziała Ivetta Gerasimchuk z Międzynarodowego Instytutu na rzecz Zrównoważonego Rozwoju (International Institute for Sustainable Development), współautorka dokumentu.

Boom łupkowy w USA finansowany przez śmieciowe zadłużenie:

Cywilizacja przemysłowa funkcjonuje dzięki piramidzie finansowej, jaką jest produkcja ropy łupkowej w USA [Investing.com, 19.06.2019]

Niewielu analityków zdaje sobie sprawę, że od 2008 r. cywilizacja przemysłowa funkcjonuje dzięki amerykańskiej ropie łupkowej, której eksploatację umożliwia piramida finansowa. Bez ogromnej ekspansji wydobycia tego surowca wzrost gospodarki światowej osiągnąłby swój szczyt, po czym nastałyby realia głębokiej depresji ekonomicznej. Zgodnie z danymi Statystycznego Przeglądu Energetycznego BP 2019 za roczny przyrost podaży ropy w 2018 r. odpowiadały w 84% Stany Zjednoczone.

Od 2008 r. USA i Kanada zapewniły aż 90% światowego wzrostu produkcji, który wyniósł 11,6 milionów baryłek dziennie (mbd) – USA dostarczyły 8,5 mbd, Kanada 2,0 mbd, a reszta krajów dodała zaledwie 1,1 mbd.

Zmiana netto w poziomie produkcji ropy

Od 1997 r. gospodarka industrialna zderza się z konsekwencjami Peak Oil.

Globalna produkcja ropy minus produkcja w USA i Kanadzie

Wzrost PKB zależy bezpośrednio od wartości konsumpcji ropy naftowej. Po 2008 r. podtrzymał go wkład łupkowy, mimo że do systemu dodano mnóstwo zadłużenia.

Poziomy światowego PKB, konsumpcji ropy i energii

Amerykańska produkcja ropy z łupków najpewniej osiągnie swój szczyt znacznie wcześniej, niż przewidują to eksperci ds. energetyki – nastąpi to podczas najbliższego spowolnienia gospodarczego i recesji/depresji.

Rewolucja łupkowa tak naprawdę jest katastrofą dla niemal wszystkich inwestorów, którzy kierują się strategią ‚kup i trzymaj’. Nie znam innego przypadku destrukcyjnej zmiany technologicznej, która wyrządziła tak wielką szkodę przemysłowi, który ją stworzył. Podczas gdy setki milionów ludzi zyskały miliardy dolarów, straty akcjonariuszy idą w miliardy. Ten przemysł jest autodestrukcyjny. W ciągu dekady większość firm wydobywczych zniszczyła bardzo duży procent wartości, którą posiadała u progu rewolucji łupkowej. Skala tego zniszczenia jest niewyobrażalna. I trwa ono nadal, powiedział 22 czerwca 2019 r. Steve Schlotterbeck, były prezes EQT, giganta branży łupkowej.

Węglowodory o niskim współczynniku zwrotu energii zainwestowanej (EROEI) wymagają „dotacji”, dzięki której stają się „opłacalne”. Zatem energia śmieciowa o niskiej jakości (m.in. ropa łupkowa i bitumen) jest subsydiowana poprzez akumulację zadłużenia, wzrost stopy bezrobocia, niskie płace, rozpadającą się infrastrukturę, dysfunkcyjne rządy i ubożejącą ludność.

Energia jądrowa, biopaliwa i gaz łupkowy są niedochodowe. Te reklamowane jako przyjazne dla środowiska (sic!) źródła energii miały uratować społeczeństwo przemysłowe. Stany Zjednoczone i inne kraje są zależne od upadającego reżimu energetycznego – fakt ten stoi za desperackimi próbami przejęcia kontroli nad polami roponośnymi Wenezueli i Iranu.

Brudne sekrety „czystej energii”:

Postępujące globalne ocieplenie wyłączy elektrownie jądrowe [US.News, 1.07.2019]

Nie bez przyczyny elektrownie jądrowe są budowane w pobliżu akwenów. Ujarzmiwszy moc rozszczepienia jądra atomowego, zakłady te wytwarzają parę, która obracając turbinami, generuje sporą ilość energii elektrycznej. Aby uniknąć niebezpieczeństwa przegrzania, jednostki pobierają wodę z rzek, jezior lub oceanów. Niestety, coraz częstsze fale intensywniejszych upałów rozgrzewają je do tego stopnia, że chłodzenie jest ograniczone lub niemożliwe.

W ignorowanych, choć publicznie dostępnych raportach, jakie otrzymuje Komisja Dozoru Jądrowego USA (Nuclear Regulatory Commission – NRC), właściciele elektrowni ujawnili, iż w ubiegłym roku wysokie temperatury zmusiły ich do zredukowania podaży prądu ponad 30 razy – najczęściej latem, kiedy zapotrzebowanie nań jest największe. Na przestrzeni ostatnich dekad liczba tych incydentów wzrosła gwałtownie: 2009 r. było ich 9, zaś w 1988, 1989 i 1991 r. odnotowano tylko jeden. Dramatyczny skok podąża za trendem globalnego ocieplenia w USA i na świecie. Zwiększanie i zmniejszanie produkcji poważnie obciąża elektrownie, które nie reagują dobrze na takie naciski, mówi Dan Kammen, profesor inżynierii jądrowej z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley.

Zmiana klimatu uderza w sektor nuklearny na różne sposoby. Nawet gdy temperatury wody jedynie zbliżają się do ustalonych progów bezpieczeństwa, elektrownie są zmuszone uszczuplać dostawy elektryczności, ponieważ wykorzystane chłodziwo dodatkowo rozgrzewa obszary wodne, co zagraża siedliskom ryb i roślinom. Wyzwaniem są też nasilające się susze, które prowadzą do spadków poziomu wód w lokalnych akwenach. Z kolei upalne warunki na zewnątrz sprawiają, iż elektrownia staje się w środku zbyt gorąca, by funkcjonować. Podczas zeszłorocznych upałów we Francji pracownicy próbowali zapobiec nadmiernemu nagrzaniu poprzez polewanie budynku. Tymczasem w USA zakłady regularnie obniżały swoją produkcję o 3-60%.

Każde dodatkowe 10°C skraca żywotność urządzeń elektrycznych. Sprzęt odpowiadający za bezpieczeństwo może się wówczas usmażyć, wyjaśnia David Lochbaum, emerytowany inżynier nuklearny, autor raportów NRC i były dyrektor Projektu Bezpieczeństwa Jądrowego w Unii Zatroskanych Naukowców. Słyszę, że wielu zwolenników energii jądrowej twierdzi, że stanowi ona częściowe rozwiązanie problemu globalnego ocieplenia, kontynuuje uczony. Jest odwrotnie: przetrwanie elektrowni zależy od rozwiązania problemu globalnego ocieplenia.

W 2019 r. rekordowe upały wyłączyły elektrownie jądrowe m.in. w Niemczech i Francji.

Raport UBS: Pora przestać wierzyć w bajki o powstrzymaniu katastrofalnej zmiany klimatu [Financial Times, 17.07.2019]

Analitycy UBS, jednej z najważniejszych instytucji finansowych świata, przyznają, że nie ma szans na konieczne, natychmiastowe potrojenie liczby budowanych elektrowni wiatrowych i słonecznych oraz na utrzymanie tego wymaganego tempa wzrostu przez dziesięciolecia bez jakichkolwiek potknięć i przestojów. Czas minął, a świat jest zbyt zadłużony, by błyskawicznie wdrożyć istniejące technologie odnawialne. Poza tym jesteśmy bardzo daleko od znalezienia z dnia na dzień technicznych rozwiązań, które uporałyby się z wieloma innymi problemami i wyzwaniami związanymi z transformacją energetyczną. Bez nich o opracowaniu czystego w 100% systemu energetycznego nie może być mowy.

Te realia nie powstrzymują nas od opowiadania sobie bajek, kontynuuje współautor raportu. Pierwsza bajka: uratuje nas wydajność energetyczna. Fakty pokazują coś wręcz przeciwnego. Od ponad 50 lat wydajność energetyczna rośnie niemal we wszystkich dziedzinach życia. Mimo to w tym samym czasie popyt na energię i emisje dwutlenku węgla uległy potrojeniu. Druga bajka: deus ex machina, czyli boska interwencja w ostatnim akcie sztuki. Słyszymy, że w tę rolę wcieli się technologia wychwytywania dwutlenku węgla, synteza jądrowa lub inżynieria klimatyczna. Inne sugestie to zawieszone w przestrzeni kosmicznej zwierciadła odbijające promienie słoneczne lub pokruszone, rozsypane na polach skały wulkaniczne pochłaniające dwutlenek węgla. Zastosowanie którejkolwiek z nich nie jest teraz realne, a przy zadłużeniu rządowym na poziomie odpowiadającym zobowiązaniom z okresu po II wojnie światowej nie można liczyć na to, że program inwestycji sektora publicznego cokolwiek przyspieszy.

Wcześniejsze aktualizacje.

Oprac. i tłum exignorant

Jeśli jest Pani/Pan subskrybentem/stałym czytelnikiem bloga i uznaje moją pracę za wartościową i zasługującą na symboliczne wsparcie, proszę rozważyć możliwość zostania moim Patronem już za 5 zł miesięcznie. Dziękuję.

Opublikowano Aktualizacje

Nagła zmiana klimatu: Rekordowe, katastrofalne pożary w Arktyce w 2019 r.

Czerwiec 2019 r. był najcieplejszym czerwcem w historii pomiarów temperatur w Arktyce i na świecie. To sygnał antropogenicznego zaburzenia klimatu. Daleka północ Ziemi ociepla się najszybciej. Rosnącym temperaturom towarzyszą zmiany we wzorcach opadów. Niezwykle suche warunki sprzyjają pożarom, które szaleją od Morza Śródziemnego po koło podbiegunowe.

Arktyka znajduje się w trakcie rekordowego sezonu pożarowego w dziejach. Płomienie trawią obszary Syberii, Alaski i Grenlandii. Od początku czerwca 2019 r. w regionie arktycznym widzimy pożary, które są bezprecedensowe (pod względem położenia, intensywności i czasu trwania), poinformowała podczas konferencji ONZ w Genewie Clare Nullis, rzeczniczka Światowej Organizacji Meteorologicznej (World Meteorological Organization – WMO). Tylko w czerwcu wprowadziły one do atmosfery 50 megaton dwutlenku węgla – tyle co Szwecja w ciągu roku. Wynik ten jest nawet wyższy od zbiorczych emisji wywołanych przez arktyczne pożary w czerwcu w latach 2010–2018.

Pożary: Wyżyna Środkowosyberyjska

Na Syberii już w maju tysiące strażaków i ochotników zmagało się z ognistym żywiołem w pobliżu jeziora Bajkał. 28 lipca 2019 r. w Jakucji, Krasnojarsku i Irkucku pożary zajmowały ponad 3,2 miliona hektarów. Wyrządzają one nieodwracalne szkody tundrze i tajdze – krainom wiecznej zmarzliny. Dymy utworzyły chmurę rozciągającą się na 4,5 miliona kilometrów kwadratowych; w wielu miastach nastąpił gwałtowny spadek jakości powietrza. 25 lipca 2019 r. tamtejsze koncentracje tlenku węgla (CO) wynosiły 80 665 ppb [części na miliard], natomiast dwutlenku węgla (CO₂) aż 1 205 ppm [części na milion]. W czerwcu średnia syberyjska temperatura była o niemal 10°C (!) wyższa od średniej długoterminowej. W bieżącym sezonie spłonęło tam 12 milionów hektarów.

Według Służby Monitoringu Atmosferycznego Copernicus (Copernicus Atmosphere Monitoring Service – CAMS) rozmiary największych pożarów w kole podbiegunowym odpowiadają łącznej powierzchni 100 000 boisk piłkarskich. Jeden z nich, zlokalizowany w kanadyjskiej Albercie, miał wielkość Luksemburga, czyli 300 000 boisk. Do czerwca 2019 r. Alaskę nawiedziło ponad 400 pożarów. Codziennie wybuchają nowe. Dotychczas zamieniły tam w popiół ponad 2 miliony hektarów. W niektórych przypadkach doszło do zapalenia torfowisk, które mogą tlić się przez wiele miesięcy i emitować znaczne ilości gazów cieplarnianych. Oprócz tego pożary pokrywają arktyczny śnieg warstwą czarnej sadzy, dzięki czemu światło słoneczne nie odbija się z powrotem w kosmos, tylko jest absorbowane, co przyspiesza topnienie permafrostu i uwalnianie metanu.

Obserwowane wydarzenia zbliżają nas do sytuacji, przed którą ostrzegał prof. Peter Wadhams, były dyrektor Grupy ds. Fizyki Oceanu Polarnego przy Uniwersytecie Cambridge: Uwolnienie 50 miliardów ton metanu (z syberyjskich hydratów) wznieciłoby pożary na całej półkuli północnej, które nie tylko wprowadziłyby do atmosfery ogromne ilości gazów cieplarnianych i sadzy, ale prawdopodobnie wyłączyłyby sieć energetyczną, co zatrzymałoby przemysł, ruch drogowy etc. To z kolei sprawiłoby, że aerozole, które znajdują się aktualnie w powietrzu za sprawą tych industrialnych działań i blokują faktyczną wartość globalnego ocieplenia, opadłyby na ziemię w kilka tygodni. 

Pomimo interwencji rosyjskich sił powietrznych pożary na Syberii stają się coraz większe. W swoim komunikacie organizacja Greenpeace Rosja podała, że ich powierzchnia w dniu 6 sierpnia 2019 r. osiągnęła 4,5 miliona hektarów – w przeddzień wynosiła 4,3 miliona.

Wpisy powiązane tematycznie.

Oprac. exignorant

Jeśli jest Pani/Pan subskrybentem/stałym czytelnikiem bloga i uznaje moją pracę za wartościową i zasługującą na symboliczne wsparcie, proszę rozważyć możliwość zostania moim Patronem już za 5 zł miesięcznie. Dziękuję.

Opublikowano Klimat

Lodowce szelfowe topnieją 100 razy szybciej, niż sądzono

Zastosowanie nowej metody pomiaru topnienia lodowców zanurzonych w wodzie dało zaskakujący wynik: zjawisko przebiega 100 razy szybciej, niż wskazywały na to wcześniejsze szacunki.

Ablacja lodowców to normalny fenomen towarzyszący zmianie pór roku. Jednak ocieplenie klimatu przyspiesza go na całym świecie. Na Grenlandii lodowce topnieją powierzchniowo i od spodu. Na Antarktydzie występuje wyłącznie topnienie podwodne.

W badaniu opublikowanym 26 lipca 2019 r. w Science zespół oceanografów i glacjologów pogłębił zrozumienie dynamicznych procesów, którym podlegają lodowce szelfowe. Wyższe od spodziewanych wskaźniki ich topnienia podwodnego mówią nam, że są dużo bardziej wrażliwe na zmiany zachodzące w oceanach, niż sądziliśmy, przyznaje Ellyn Enderlin z Uniwersytetu Stanowego w Boise.

Woda roztopowa spływa z wierzchu lodowca pływowego do fiordu, gdzie podmywa i niszczy jego czoło. Z kolei obfita ablacja podwodna ma miejsce tam, gdzie lód wchodzi w kontakt z ciepłym oceanem, wyjaśnia Jason Amundson, glacjolog z Uniwersytetu Alaski i współautor analizy.

Lodowiec szelfowy na Alasce

Lodowce szelfowe – tworzące pionowe klify – tracą lód zarówno poprzez topnienie, jak i proces zwany cieleniem, ponieważ duże ich fragmenty odłamują się i wpadają do morza. Cielenie nasilone topieniem kruszy podstawę lodowca. Stopniowe usuwanie tego fundamentu prowadzi do oderwania gór lodowych. Rezultaty przełomowej eksploracji tych zjawisk, podczas której po raz pierwszy wykorzystano sonar, radar i fotografię poklatkową, sugerują, że obecne obliczenia tempa wzrostu poziomu morza są w znacznym zakresie zaniżone – będzie ono zdecydowanie gwałtowniejsze.

Teoretyczne modele, na których polegaliśmy, by ustalić szybkość topnienia, są błędne, stwierdza Rebecca Jackson, oceanograf z Uniwersytetu Rutgersa. Niektóre nasze dotychczasowe założenia zupełnie odbiegają od realiów, dodaje Twila Moon, glacjolog z Narodowego Centrum Danych o Śniegu i Lodzie przy Uniwersytecie Kolorado w Boulder.

Wpisy powiązane tematycznie.

Oprac. exignorant

Jeśli jest Pani/Pan subskrybentem/stałym czytelnikiem bloga i uznaje moją pracę za wartościową i zasługującą na symboliczne wsparcie, proszę rozważyć możliwość zostania moim Patronem już za 5 zł miesięcznie. Dziękuję.

Opublikowano Klimat

Pozostało niewiele czasu

Wywiad NBL z meteorologiem Nickiem Humphrey’em, który od kilku lat analizuje ekstremalne zdarzenia pogodowe w kontekście nagłej zmiany klimatu. Nick jest członkiem Amerykańskiego Towarzystwa Meteorologicznego i stowarzyszenia Pogoda Narodowa USA. Emisja audycji: 11 czerwca 2019 r.

W jednym ze swoich artykułów napisałeś, że wzrost średniej temperatury globalnej o 1°C/2°C prowadzi do potężnych zmian lokalnych i regionalnych. Czy mógłbyś to wyjaśnić?

Skalę zmiany klimatu określa się poprzez pomiary i śledzenie globalnych przeobrażeń atmosferycznych. Jednak tym, co ujawnia rzeczywisty „rozmach” tego planetarnego zjawiska, są poważniejsze jego następstwa obserwowane i rejestrowane na poziomie lokalnym lub regionalnym. Zależą one od lokalizacji – czy dany obszar położony jest w pobliżu oceanu, w głębi kontynentu czy w strefie podbiegunowej. Wzrost średniej temperatury planety o 1°C/2°C przekłada się na gwałtowniejsze i większe skoki temperatury na terenach znajdujących się z dala od wybrzeży. To one doświadczają bardziej skrajnych warunków pogodowych takich jak susze i ulewy. Wystarczy spojrzeć na to, co dzieje się aktualnie w Europie środkowej czy w środkowej Ameryce Północnej, gdzie tej wiosny Wielkie Równiny były pod wodą, a latem ubiegłego roku Oklahomę trawiły megapożary. To samo ma miejsce w Australii – tamtejszą wyjątkową suszę przerywają rekordowe opady i powodzie o zasięgu tysięcy kilometrów. Z kolei najszybciej ocieplają się regiony zimne, czego przykładem jest arktyczna amplifikacja, a także redukcja objętości i powierzchni lodu morskiego.

Informowanie o rozwoju sytuacji lokalnej i regionalnej przemawia do wyobraźni ludzi skuteczniej od doniesień o przekraczanych pułapach średniej temperatury Ziemi. Znaczenie mają nie liczby, lecz fakt, że nagła zmiana klimatu niszczy infrastrukturę i uprawy, od których zależy nasza egzystencja.

W Argentynie powodzie właśnie zalały 600 tysięcy hektarów pól uprawnych. Australia musiała po raz pierwszy od niepamiętnych czasów importować pszenicę. Ważne jest, by podkreślić zależność między zanikiem lodu morskiego na biegunie północnym i zaburzonym zachowaniem prądów strumieniowych, które wpływa na spadek produkcji rolnej.

Queensland, Australia [2019 r.]

Rzeczywiście trzeba to rozpatrywać w szerszym kontekście. Mamy do czynienia z serią symptomów fenomenu, którym jest nagła zmiana klimatu. Zapoznałem się z raportami strat w plonach lub wstrzymanych zasiewów m.in. w Stanach Zjednoczonych, rejonach Ameryki Środkowej, Kanady, Afryki Wschodniej, Chin, Indii, Tajlandii, Kambodży, Wietnamu, Australii i Europy. Ich ogólną przyczyną jest oczywiście wzrost temperatury otoczenia. Ale jak wspomniałeś, pionierskie, prowadzone przez dr Jennifer Francis z Uniwersytetu Rutgersa badania nad dynamiką prądów strumieniowych – tzw. fal Rossby’ego – pokazują, że raptowne ogrzanie Arktyki burzy równowagę sił decydujących o charakterze cyrkulacji tych wiatrów. Zaczynają zwalniać i meandrować – fale wydłużają się, dzięki czemu zabierają ze sobą masy ciepłego powietrza z południa, które po wprowadzeniu do Arktyki potęgują jej ocieplenie powodowane przez emisje dwutlenku węgla i metanu. Jednocześnie dochodzi do wyprowadzenia zimna w kierunku południowym, co sprawia, iż Arktyka traci zdolność zachowania bardzo niskich temperatur i chłodzenia średnich szerokości geograficznych. Dlatego w większości lokalizacji poziom słupka rtęci oscyluje znacznie powyżej średniej, a na kilku obszarach jest od niej dużo niższy. Ze względu na swoje ogromne rozmiary fale nie przemieszczają się szybko z zachodu na wschód. W rezultacie określona pogoda utrzymuje się przez długie tygodnie. Przykładowo w maju nad Wielkimi Równinami ciągle wisiały deszczowe chmury, podczas gdy południowy wschód zmagał się z rekordowym ciepłem. Na północnym zachodzie też rozwija się susza. W Albercie szaleją pożary, których dym dociera do Nebraski. Takie skrajności nie zaistniałyby, gdyby ocieplenie nie spowolniło prądów. Identyczne efekty pojawiły się już na biegunie południowym. Od kilku lat lód morski otaczający Antarktydę wycofuje się gwałtowniej niż pak lodowy na Oceanie Arktycznym. Wody Oceanu Południowego ocieplają się. Wiatry prądu strumieniowego nad półkulą południową wytracają prędkość, stąd wielotygodniowe, niespotykane upały i powodzie w Australii, Ameryce Południowej i Afryce Południowej.

Jesteś najuczciwszym ze znanych mi meteorologów. Rzetelnie opisujesz swoje spostrzeżenia. Mówisz wprost o nieliniowości transformacji systemu klimatycznego planety. Nie próbujesz łagodzić dramatyzmu wydarzeń. Inni przedstawiciele twojej profesji usiłują zachować pozory normalności. Niektórzy z nich nie wspominają o antropogenicznym globalnym ociepleniu – przyczynie rosnącej częstotliwości i intensywności klęsk żywiołowych – a nawet je negują.

Za takim stanem rzeczy stoi kilka problemów. Powszechne zdziwienie budzi wiadomość, iż gros meteorologów nie ma nic wspólnego z klimatologią – nie przeszli żadnego szkolenia w tym zakresie. Podczas studiów na Uniwersytecie w Nebrasce byłem na kierunku meteorologiczno-klimatycznym. Drugi człon swojej nazwy profil zawdzięczał przedmiotowi klimatologii fizycznej, który zapoznaje słuchacza ze strukturą systemu ziemskiego, równowagą cieplną planety i szeregiem pokrewnych zagadnień istotnych z punktu widzenia zmiany klimatu. Licencjat z meteorologii wystarczy, by znaleźć zatrudnienie w telewizji. Jeżeli licencjonowany meteorolog przejawia jakiekolwiek zainteresowanie klimatem, zazwyczaj oddaje się lekturze streszczeń raportów Międzyrządowego Zespołu ds. Zmiany Klimatu (Intergovernmental Panel on Climate Change – IPCC) błędnie przedstawianych jako najbardziej aktualne zestawienia kluczowych ustaleń naukowych. Niedostatki pożądanej wiedzy nie pozwalają tym osobom na samodzielnie analizowanie najnowszych prac badawczych. W początkowym okresie swojej przygody zawodowej również odwoływałem się do wniosków panelu ONZ.

Tak, niemałą grupę w moim środowisku stanowią sceptycy i denialiści klimatyczni. Decyduje o tym głównie światopogląd – ludzie ci pochodzą z regionów USA zdominowanych przez ideologię konserwatywną. Jak widać nie różnimy się od innych grup społecznych. Szkopuł w tym, że meteorolodzy są „oficerami naukowymi” kanałów TV, którzy cieszą się zaufaniem opinii publicznej. Z ankiety przeprowadzonej kilka lat temu przez Amerykańskie Towarzystwo Meteorologiczne wynika, że około 40% jego członków nie uznaje faktu, iż zmianę klimatu zainicjowali ludzie. Skoro poruszanie kwestii zmiany klimatu jest problematyczne, to omawianie panujących realiów nagłej i wykładniczej zmiany klimatu jest po prostu niemożliwe. Nie ma na nie miejsca. Nie robi tego żaden z moich kolegów i koleżanek po fachu. Być może powodem jest brak czasu na zebranie i przestudiowanie danych, których nie uwzględnił jeszcze IPCC.

Myślę, że chodzi też o zwyczajną uczciwość. W przeciwieństwie do etatowych prognostyków występujących w mediach nie uprawiasz autocenzury. Komunikujesz, jak się sprawy mają. W jednym z wywiadów podkreśliłeś, że nagła zmiana klimatu trwa od lat 80. XX w.

Morze Beringa [2019 r.]

Inni badacze przyznają, że w latach 80. nastąpiło coś, co można porównać z „przesunięciem przełącznika”. Przyspieszyło ocieplenie atmosfery nad kontynentami. Przyspieszyło ocieplenie oceanów i topnienie lodu morskiego w Arktyce. Granica tolerancji cieplnej koralowców została przekroczona i rafy zaczęły blaknąć. Susza zadomowiła się w Amazonii, czemu towarzyszyło wzmożone wylesianie. Wzrosła globalna liczba pożarów lasów. O przekroczeniu punktu krytycznego dowiadujemy się, gdy jego oznaki pojawią się w „lusterku wstecznym”. Następna dramatyczna zmiana zaszła około 2014 r. Każdy kolejny rok należy do pięciu najcieplejszych w historii pomiarów. Mamy więcej susz, więcej „bomb deszczowych”, coraz większe ubytki lodu morskiego w Arktyce i na Antarktydzie. W lutym na morzu Beringa pak ma kondycję właściwą porze majowej. Lód dryfujący na północ od Grenlandii kruszeje w lutym i marcu. Kiedy porównamy okoliczności sprzed mniej więcej czterdziestu lat z trendami obecnymi, zrozumiemy, że ich przebieg kreśli krzywą superwykładniczą. Nowy, raptowny skok zapoczątkował superprzyspieszenie.

Przed kilkoma dekadami ruch ochrony środowiska często przywoływał pojęcie punktów krytycznych. Dzisiaj, kiedy ewidentnie doszło do ich przekroczenia, o czym świadczą przytoczone przez ciebie przykłady oszałamiającego pomnożenia negatywnych efektów, nikt już o nich nie dyskutuje. Czy milczenie zapadło dlatego, że stoimy w obliczu rzeczywistości tak przerażającej, iż wszyscy udają, że nie istnieje? To nie fair wobec młodzieży świata, która ma prawo usłyszeć prawdę.

Przekroczenie punktu krytycznego oznacza, że twoje wysiłki, by temu zapobiec, spełzły na niczym. Niełatwo jest pogodzić się z tą świadomością. Niełatwo jest przyznać, że wprawionego w ruch sprzężenia zwrotnego, które karmi się sobą, nie zatrzymasz. Każdy słusznie przejmuje się skazanymi na spotęgowanie emisjami metanu z podmorskiej zmarzliny Wschodniego Syberyjskiego Szelfu Kontynentalnego. Jeszcze parę lat temu nikt nie przypuszczał – ze mną włącznie – że zmarzlina lądowa będzie stanowić niemal analogiczne zagrożenie. Niestety, jej dezintegracja również weszła w fazę wykładniczą: osunięcia ziemi odsłaniają zlodowacenia, które ulegają rozpadowi i topnieniu na przestrzeni tygodni/miesięcy! Opisy najnowszych obserwacji i badań wprawiają w osłupienie. Nawet w sprzyjających warunkach ocieplenia proces powinien zająć wiele dziesięcioleci. Trudno o bardziej jaskrawą ilustrację zmiany w wydaniu nieliniowym.

Żeglarze dostrzegą tu paralelę z erozją wybrzeża. Osunięcia pozwalają powietrzu i promieniom słońca penetrować permafrost.

Tak. Destrukcja wiecznej zmarzłoci obejmuje wielkie obszary. Nie potrafię znaleźć odpowiedniego przymiotnika, by opisać ogrom niektórych aktywnych sprzężeń zwrotnych. Aktywiści ekologiczni najwyraźniej nawet nie próbują go sobie wyobrazić. Mówimy o ziemi, która była skuta lodem od tysięcy lat. Mówimy o pożarach i śmierci całych lasów i biomów świata. (Pominę bezpośrednie ich wyniszczanie przez deforestację związaną z ekspansją rolnictwa i operacji wydobywczych.) Gdyby ludzie zadali sobie trud i ruszyli wyobraźnią, uzmysłowiliby sobie, że człowiek i jego technologia nie poddadzą tych procesów swojej kontroli. Można im było kiedyś zapobiec jedynie poprzez zrezygnowanie z eksploatacji większości dostępnych zasobów naturalnych.

Nasze społeczeństwo, przeświadczone o tym, że „wszystko jest możliwe i wykonalne”, ubliża tym, którzy ośmielą się przyznać, iż sprzężeń nie da się zatrzymać. Nic więc dziwnego, że są one ignorowane, przemilczane lub bagatelizowane.

Mamy skłonność do wybiegania myślami w przyszłość, kiedy nie chcemy konfrontować się z przeszłością i jej oddziaływaniem na teraźniejszość lub przyszłość. Zespoły eksperckie formułują i udostępniają szczere, ponure oceny. Australijskie Narodowe Centrum Odnowy Klimatu Breakthrough w swoim najnowszym dokumencie ostrzega, że cywilizacja zniknie przed 2050 r. Autorzy nawet nie wzięli pod uwagę dodatnich sprzężeń zwrotnych! „Normalny”, dotychczasowy bieg spraw gwarantuje ten rezultat. Wybrane media nurtu głównego i alternatywne zauważyły publikację, ale nie wywiązała się żadna dyskusja. Nikt nie próbował wysuwać swoich kontrargumentów. Nikt się specjalnie nie przejął. Rodzi się nowa odmiana negacjonizmu klimatycznego. Osoby, które akceptują naukowy konsensus, nie przyjmują do wiadomości tego, że katastrofalne skutki zmiany klimatu są już z nami. Jesteśmy świadkami zjawisk, które według panelu ONZ miały uderzyć dopiero w 2050 i 2100 r. Niebawem zaskoczą nas inne zarezerwowane dla przyszłych pokoleń kataklizmy.

Rolnictwo dostaje w kość na całym świecie. Tymczasem internauci zamieszczają na facebooku posty z baraszkującymi kotami lub pienią się, kiedy emisję ich ulubionego serialu przerywa ostrzeżenie przed nadciągającym tornado, które pozbawi życia lub dobytku mieszkańców sąsiedniej miejscowości. [śmiech] Z równie agresywnymi reakcjami spotyka się każde napomknięcie o zmianie klimatu przy okazji kolejnej z serii rekordowych ulew czy wichur. Naukowcy także pozwalają sobie na żartobliwe komentarze – nie chcą przyznać przed sobą i innymi, że pełny obraz sytuacji jest zatrważający. Nietrudno usprawiedliwić taką postawę. Ja również odcinam się periodycznie od tych informacji, bo sobie z nimi nie radzę.

Huragan Harvey [2017 r.]

Wkrótce negowanie i udawanie nie będzie możliwe. Moment ten jest coraz bliżej. W krajach rozwijających się już nadszedł. Tropiki duszą się, a w pacyficzne wyspy wgryza się ocean. Od paru lat Stany Zjednoczone czują „gniew” nagłej zmiany klimatu. Mnie przekonał o tym huragan Harvey. Żywioł przerósł moje najbardziej odważne wyobrażenia. Teraz jest uznawany za normę. Megapowódź w Australii – norma. Megapowódź na Wielkich Równinach USA – norma. Megapowódź w Iranie – norma. Megapowódź w Paragwaju – norma. Monstrualne tajfuny – norma. Zdarzenia te dzielą dni, tygodnie. W relacjach telewizyjnych nie słyszymy tonu zdradzającego niedowierzanie i grozę. Ludzka zdolność do oswajania niekomfortowej anormalności i postrzegania jej jako nowej normalności jest fascynująca.

Kontynuując wątek huraganu Harvey chciałbym przytoczyć ważną statystykę. Otóż 95% zdewastowanej przezeń infrastruktury przeciwpowodziowej nie doczekało się napraw. Zniszczenia nie są usuwane na bieżąco. Wykładnicza zmiana klimatu dopiero się rozkręca. Branża ubezpieczeń nie pociągnie długo. Myślę, że będzie to pierwszy filar systemu finansowego, który runie pod ciężarem piętrzących się zobowiązań.

Spory procent populacji nie wie, że firmy ubezpieczeniowe mają ubezpieczycieli. A oni swoich. Przejmują ryzyko innych podmiotów i jednocześnie zabezpieczają się przed nim. Gdy nie ma już ekonomicznie uzasadnionego sposobu na ochronię cudzego ryzyka, akceptacja takich okoliczności grozi przegraną wszystkich. Możesz zwinąć interes, podnieść składki lub zaprzestać ubezpieczania osób mieszkających w regionach najbardziej zagrożonych. Powraca scenariusz Dzikiego Zachodu. Najbiedniejszych nie będzie stać na ubezpieczenie i remonty. Ekonomiczna podpora ryzyka przepadnie. Nie ubezpieczysz się od zmiany klimatu. Woda zatapia ziemie uprawne lub wyparowuje z nich. Czytam, że wielu biznesmenów związanych z sektorem rolniczym wyprowadza się z Wielkich Równin – tegoroczny potop uniemożliwia im prowadzenie interesów. Musisz bezzwłocznie decydować, bo nie zarabiasz.

W ubiegłym tygodniu wybrałem się na przejażdżkę. Rozległe połacie gruntów ornych rodzinnej Nebraski zamieniły się w jeziora. Kultywacja wymaga stabilności. Poradzi sobie ze sporadycznymi ekstremami w pogodzie. Od kilku lat trwa huśtawka nagłej zmiany klimatu. W ubiegłym sezonie susza, w bieżącym powódź. Wszystko się kumuluje. Szczupleją zasoby finansowe, produktywność gleb i wola rolników, by nie skapitulować.

Jaką widzisz przyszłość i swoją w niej rolę?

Dokonałem prostej analizy zmiany nieliniowej. Ewolucja upałów, susz, powodzi, pożarów i innych destrukcyjnych zjawisk będzie miała zawrotne tempo. Nie jest wykluczone, że jakaś niewiadoma zdoła je podkręcić. W baku cywilizacji nie ma dość paliwa, by posprzątać po ostatnich bezprecedensowych katastrofach. 60, 70 lat temu uchodziły za niewyobrażalne. Widzę świat, w którym będzie ich 20 razy więcej. Ta abstrakcyjna liczba zamienia ideę jakiejkolwiek adaptacji w absurd. Nikt nie nadąży z odbudową autostrad i mostów. (Kwietniowa powódź w Iranie uszkodziła 36% dróg; przyp. tłum.) Nikt nie uleczy terenów nie nadających się do zasiewów. Megapowodzie – takie jak w Teksasie po przejściu Harvey’a – topią je w zanieczyszczeniach przemysłowych. Tutaj w Nebrasce zostały w ostatnich miesiącach pokryte piaskiem przyniesionym przez wezbrane rzeki. (Milenijne ulewy nawiedzają regiony USA regularnie; przyp. tłum) Nie zapominajmy, że obok niekontrolowanej zmiany klimatu i wymierania planetarnego galopuje nadmierna eksploatacja zasobów wodnych, roślin, zwierząt itd. Lista nie ma końca.

Uważam, że przyszłość będzie krótka. Naszemu gatunkowi pozostało niewiele czasu. Nie wiem, czy parę lat, czy dziesięć. Nawet gdyby cywilizacja zginęła za trzy dekady, to i tak większość z nas nie dożyłaby do 2040 r. Przetrwanie dużej części ludzkości zależy w niemałym stopniu od zaplecza technologicznego, jakie powstało w XX w. Dotyczy to także gospodarek wschodzących. Upadek ekonomiczny pozbawiłby chorych dostępu do leków przedłużających życie. Sam cierpię na astmę.

Moja rola polega na informowaniu ludzi. W tej materii nie mogą liczyć na politycznych liderów i rządy. Muszą wiedzieć, co się dzieje i dlaczego tak szybko.

Pytania zadawali: Kevin Hester i Guy R. McPherson

Oprac. exignorant

Jeśli jest Pani/Pan subskrybentem/stałym czytelnikiem bloga i uznaje moją pracę za wartościową i zasługującą na symboliczne wsparcie, proszę rozważyć możliwość zostania moim Patronem już za 5 zł miesięcznie. Dziękuję.

Opublikowano Klimat, Wymieranie gatunków

Nagła zmiana klimatu przyspieszyła: „Szalone” tempo zanikania lodu morskiego Antarktydy po 2014 r.

Nagłe zaburzenie planetarnego systemu klimatycznego znalazło się poza kolejnym punktem krytycznym. Od 2014 r. ilość lodu krążącego wokół Antarktydy doświadcza gwałtownej redukcji. Fakt ten ujawniły pomiary satelitarne NASA – wyniki ich analizy opublikowano 1 lipca 2019 r. w Proceedings of the National Academy of Sciences. Tempo procesu jest po prostu szalone, mówi Mark Serreze, dyrektor Narodowego Centrum Danych o Śniegu i Lodzie (National Snow and Ice Data Center).

Bieguny Ziemi różnią się od siebie zasadniczo. Arktyka to ocean otoczony przez kontynenty i wystawiony na działanie ciepłego powietrza. Tamtejsze zanikanie lodu morskiego wyraźnie podąża za wzrostem temperatur. Antarktyda to lodowy kontynent otoczony przez oceany i chroniony przed rozgrzanym powietrzem przez krąg silnych wiatrów. Obiegające kontynent wiatry zachodnie sprawiają, iż antarktyczny lód morski nie reaguje bezpośrednio na uśrednione globalne ocieplenie, wyjaśnia Kaitlin Naughten, ekspert ds. lodu morskiego w Brytyjskiej Służbie Antarktycznej (British Antarctic Survey). Na wiatry wpływa nie tylko zmiana klimatu, lecz także dziura ozonowa i cykle krótkoterminowe takie jak El Niño. A na sam lód oddziałują również wody roztopowe spływające z lądolodu Antarktydy. Do 2014 r. zbiorczym efektem tych składowych była ekspansja lodu morskiego. Jednak w 2014 r. trend odwrócił się raptownie.

W 2014 r. pokrywa pływająca u wybrzeży Antarktydy miała 12,8 miliona kilometrów kwadratowych. W 2017 r. obszar ten skurczył się do 10,7 miliona kilometrów kwadratowych. Wynikła różnica jest większa od terytorium Meksyku. Ocean Arktyczny potrzebował aż 34 lat, by stracić identyczną powierzchnię paku lodowego. Po nieznacznym przyroście lodu w 2018 r., który i tak dał drugi najniższy zasięg od 1979 r., sytuacja w 2019 r. uległa pogorszeniu – poziomy spadków w maju i czerwcu 2019 r. były najniższe w historii i bez trudu pobiły rekord z 2017 r. Obserwowane topnienie nie ma precedensu, przyznaje autorka badania Claire Parkinson z Centrum Lotów Kosmicznych im. Goddarda (NASA), która przyjrzała się zachowaniu antarktycznego lodu morskiego z ostatnich 40 lat.

Lód morski Antarktydy

Środowisko badawcze przekonało się, że lód dryfujący może zniknąć nieporównanie szybciej, niż sądzono. Jego znaczenia nie sposób przecenić – rozprzestrzenia się na ogromnych obszarach i decyduje o stabilności globalnego systemu klimatycznego. Rozpad paku lodowego w Arktyce stanowi jeden z czynników generujących ekstremalne warunki pogodowe na niższych szerokościach geograficznych – ich przykładem są fale upałów w Europie, czy okresowe ataki zimy w USA. Gdy znika lód, słabnie albedo Ziemi. Promieniowanie słoneczne nie odbija się od białej powierzchni – ogrzewa ciemne wody oceanu, co wzmaga topnienie. Powstałe dodatnie sprzężenie zwrotne potęguje ocieplenie planety. Błyskawiczy spadek zasięgu nas zaskoczył i całkowicie zmienił obraz panujących realiów, tłumaczy prof. Andrew Shepherd z Uniwersytetu Leeds w Wielkiej Brytanii. Teraz lód morski wycofuje się na obu półkulach, co oznacza więcej ocieplenia.

Ogromna zmiana zaszła w niewiarygodnie krótkim czasie. Należy ją postrzegać jako wskazówkę, że Ziemia jest zdolna do nagłych, potężnych przeobrażeń, ostrzega Waleed Abdalati z Uniwersytetu Kolorado. Uczeni obawiają się, iż wkrótce możemy być świadkami równoległego przyspieszenia w Arktyce.

Komentarz Paula Beckwitha, badacza systemu klimatycznego Ziemi, eksperta od nagłych zmian klimatu (paleoklimatologia) i wykładowcy na Uniwersytecie Ottawskim (klimatologia).

Do 2014 r. uważano, że Antarktyda jest „odseparowana” od reszty planety i globalnego ocieplenia okalającym ją „murem” prądu strumieniowego i prądów morskich. Bariera ta właśnie została rozbita. Globalne konsekwencje tego zdarzenia będą dramatyczne.

Arktyka traci lód morski, wskutek czego ciemnieje i ociepla się, a to spowalnia prąd strumieniowy na półkuli północnej. Uzyskane w ten sposób dodatkowe ciepło powoduje arktyczną amplifikację temperatury. W związku z tym od strony równika napływa tam mniej rozgrzanego powietrza – jego część trafia na południe. Dotychczas za sprawą efektu Coriolisa antarktyczne wiatry okołobiegunowe odbijały w lewo i odciągając pak lodowy od kontynentu, powodowały jego rozrost na otwartych wodach w tempie 1% na dekadę. Jednak ilość ciepła docierającego na południe jest tak duża, że zaczyna kruszyć ten „mur” cyrkulacji atmosferycznej. Prąd strumieniowy nie trzyma się już z dala od Antarktydy – zwolnił i mocno faluje, co pozwala mu na przekroczenie granic lądolodu. Wiejące teraz w różnych kierunkach wiatry łamią lód morski i powodują gwałtowną jego redukcję.

Jeśli jest Pani/Pan subskrybentem/stałym czytelnikiem bloga i uznaje moją pracę za wartościową i zasługującą na symboliczne wsparcie, proszę rozważyć możliwość zostania moim Patronem już za 5 zł miesięcznie. Dziękuję.

Wpisy powiązane tematycznie.

Oprac. i tłum. exignorant

Opublikowano Klimat