Dodatnie sprzężenia zwrotne klimatu uruchomione przez silnik cieplny cywilizacji przemysłowej (aktualizacja: 10.03.2017)

Spis treści:

I. Wstęp.

II. Lista dodatnich sprzężeń zwrotnych klimatu.

I.

Dodatnie sprzężenie zwrotne to proces, w którym początkowa zmiana powoduje dodatkową zmianę w tym samym kierunku. Istnieją również ujemne sprzężenia zwrotne – procesy, w których początkowa zmiana powoduje dodatkową zmianę w przeciwnym kierunku. To właśnie dodatnie, a nie ujemne sprzężenia przyczyniają się do gwałtownych zmian klimatycznych. Przy sprzężeniach dodatnich niewielkie zaburzenia początkowe mogą wywołać ogromne zmiany. Przykład: gdy topniejący lód odsłania ziemię lub wodę, ich powierzchnie wchłaniają więcej promieniowania słonecznego, co podnosi poziom temperatur i powoduje dalsze topnienie lodu.

Literatura badawcza zidentyfikowała do lipca 2016 roku 67 samonapędzających się, dodatnich sprzężeń zwrotnych, które są nieodwracalne w skali czasowej istotnej z perspektywy gatunku ludzkiego. Nie uwzględnia ich w pełnym zakresie obecne modelowanie klimatu, które nie nadąża za tempem zmian zachodzących w systemie klimatycznym Ziemi.

Nasze początkowe rozumienie, iż zwiększona koncentracja gazów cieplarnianych, która z kolei zwiększa zatrzymanie energii i tym samym prowadzi do globalnego ocieplenia, było ogromnym uproszczeniem. Odkryliśmy, że zwiększona koncentracja dwutlenku węgla zmniejsza tempo absorpcji CO2 – nazywamy to degradacją pochłaniania dwutlenku węgla (ang. sink degrade). Im wyższe są stężenia, tym szybciej zaczynają one rosnąć przy tym samym poziomie emisji. Dlatego mamy do czynienia ze sprzężeniami zwrotnymi w obrębie cyklu dwutlenku węgla, które przyspieszają zmianę klimatu. I stanowi to aż 50% dynamiki globalnego ocieplenia w porównaniu z wcześniejszymi, modelowanymi oczekiwaniami. Następnie przy dalszym wzroście temperatury inicjowane są inne dodatnie sprzężenia zwrotne. Proces ten przyspiesza. Im wyższa temperatura, tym szybciej dynamika sprzężeń napędza silnik cieplny, który zaczyna stopniowo podnosić wartość temperatury. Ta z kolei przyspiesza ‚obroty’ silnika cieplnego itd. Wówczas pojawia się możliwość, iż ten delikatnie dostrojony pod względem dynamiki sprzężeń system przestawi się nie tylko na przyspieszoną zmianę, ale na drugi porządek przyspieszenia. Przeszliśmy obecnie do nowego rozumienia systemu klimatycznego, jakim zarządzają dynamiczne procesy nieliniowe.” David Wasdell, klimatolog [styczeń 2012]

Czy pojawi się jakiś mechanizm samoregulacji, który uratuje przed konsekwencjami wywołanego przez ludzi ocieplenia i topnienia lądolodów? Ogromne ogrzanie oceanów, będące następstwem spotęgowanego w minionych dekadach efektu cieplarnianego, odbiera jakąkolwiek nadzieję, że ujemne sprzężenia zwrotne, a nawet zmiany w promieniowaniu słonecznym, zapobiegną znacznemu ociepleniu świata. Nieliczne ujemne sprzężenia zwrotne, jakie odkryliśmy studiując lód – więcej śniegu w wyniku ocieplenia klimatu, bardziej odblaskowy szron, bardziej wydajne przenoszenie wody podlodowcowej – wyraźnie przegrywają. Na poziomie globalnym, pomimo pewnych ujemnych sprzężeń zwrotnych, nie obserwujemy chłodzenia netto. Sprzężenia zwrotne, dodatnie czy ujemne, robią swoje dopiero po efekcie początkowym. Ujemne sprzężenia zwrotne nie cofają zaburzenia.” Jason Box, glacjolog [8 kwietnia 2015]

Nasze społeczeństwo wpadło w rwące bystrza, czego przykładem jest zmiana klimatu. W pewnym okresie mieliśmy sposobność, by w jakimś stopniu wpłynąć na przyszły klimat poprzez decyzje dotyczące wykorzystania paliw kopalnych. Czas ten minął. W zmianie klimatu coraz bardziej dominującą rolę odgrywa seria dodatnich sprzężeń zwrotnych – takich jak cykl metanu i topnienie arktycznej pokrywy lodowej – które są poza kontrolą człowieka. Stały się one czynnikami napędowymi systemu klimatycznego. Czynnikami tymi nie są ludzie usiłujący podczas wspólnych posiedzeń uzgodnić, który z kilku prawdopodobnych rezultatów preferują najbardziej.” Dennis Meadows, profesor emeritus zarządzania systemowego, były dyrektor Instytutu Badawczego Nauk Strategicznych i Społecznych przy Uniwersytecie New Hampshire, główny autor przełomowej pracy badawczej Instytutu Technologicznego w Massachusetts pt. Granice wzrostu(1972) [grudzień 2015]

„Konfrontujemy się z nagłą zmianą klimatu Ziemi. Doświadczamy jej mniej więcej od 2010 roku.” Dr Jim Salinger, główny autor z nagrodzonego Noblem w 2007 Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu [listopad 2015]

II.

Lista dodatnich sprzężeń zwrotnych opracowana przez Guy’a McPhersona, profesora emeritusa zasobów naturalnych, ekologii i biologii ewolucyjnej Uniwersytetu w Arizonie.

Fragmenty poprzedzone [ ] są aktualizacjami autora przekładu.

1. Poniższy opis łączy podwodną wieczną zmarzlinę i hydraty metanu w Arktyce. Te dwa źródła metanu są wystarczająco podobne, aby uzasadnić rozpatrywanie ich we wzajemnym powiązaniu. Korporacja MSNBC doniosła o uwolnieniu metanu z dna Oceanu Arktycznego w roku 2007. Zadziwiające jest to, że dzisiaj fakt ten jest przez redakcję ignorowany. Tymczasem raport o metanie autorstwa Dahra Jamaila, laureata wielu dziennikarskich nagród, znalazł się na 6 miejscu w kompilacji Project Censored podsumowującej rok 2015. (Jest to lista artykułów poruszających najważniejsze tematy zignorowane przez media nurtu głównego.)

Około 250 pióropuszy hydratów metanu wydostaje się z płytkiego arktycznego dna morskiego, prawdopodobnie w wyniku wzrostu regionalnej temperatury o 1°C, o czym poinformowano 6 sierpnia 2009 w Geophysical Research Letters.

Metan wydobywający się z Oceanu Arktycznego opisano dodatkowo w Science z marca 2010.

W kolejnej analizie zamieszczonej w Geophysical Research Letters z czerwca 2010 stwierdzono, że niewielki wzrost temperatury spowoduje uwolnienie do 16.000 ton metanu rocznie.

Burze przyspieszają emisje według pracy badawczej opisanej 24 listopada 2013 w Nature Geoscience. Ostatnia analiza konkluduje również, że Wschodni Syberyjski Szelf Kontynentalny uwalnia rocznie do atmosfery co najmniej 17 teragramów metanu; 7 lat wcześniej wartość ta wynosiła zaledwie 0.5 teragramów (teragram to 1 milion ton).

Według projektu NASA CARVE pióropusze metanu miały szerokość do 150 km w połowie lipca 2013.

Spodziewany jest wzrost średniej globalnej temperatury o ponad 4°C przed rokiem 2030 i 10°C przed 2040 wyłącznie na podstawie emisji metanu z Oceanu Arktycznego – wykazała to analiza Sama Carany (proszę przyjrzeć się szczególnie ilustracji nr 24).

Kolejne ujawnione informacje – zwłaszcza z projektu CARVE – wskazują, że istnieje poważne zagrożenie katastrofalnymi emisjami metanu. Szybkie uwalnianie metanu w Arktyce dodatkowo potwierdza wyczerpująca analiza Nafeeza Ahmeda na łamach Guardiana z 5 sierpnia 2013 oraz Natalii Szakowej (badaczka Wschodniego Syberyjskiego Szelfu Kontynentalnego) w wywiadzie z Nickiem Breeze z 29 lipca 2013.

Wydanie Geophysical Research Letters z 16 sierpnia 2013 zawiera raport z syberyjskiego Morza Karskiego, gdzie „region arktycznego szelfu z rozległymi emisjami gazu z dna morskiego sugeruje, iż wieczna zmarzlina doświadczyła znacznie poważniejszej degradacji niż wcześniej sądzono.” Na początku listopada 2013 poziomy metanu o wartości znacznie przekraczającej 2.600 ppb odnotowano na różnych wysokościach Arktyki. W tym samym miesiącu zespół Szakowej opublikował w Nature Geoscience analizę, która sugeruje, iż „ze Wschodniego Syberyjskiego Szelfu Kontynentalnego uwalniane są znaczące ilości metanu” i podkreśla, że ‚erupcja’ metanu o wartości pięćdziesięciu miliardów ton może ogrzać Ziemię o 1.3°C. Takie zdarzenie jest wysoce prawdopodobne w każdej chwili.”  Tymczasem według interpretacyjnego przeglądu literatury badawczej, opublikowanego 8 lutego 2017 przez Amerykańską Służbę Geologiczną i Uniwersytet Rochester, spowodowany ociepleniem klimatu rozkład hydratów nie powinien doprowadzić do uwolnienia ogromnej ilości metanu do atmosfery.

Do 15 grudnia 2013 metan ulatniający się z dna Oceanu Arktycznego miał dość siły, aby zapobiec tworzeniu się lodu morskiego na tym obszarze. Prawie dwa lata po swojej wstępnej, często lekceważonej analizie, Malcolm Light sformułował 22 grudnia 2013 wniosek, że „przekroczyliśmy punkt krytyczny hydratów metanu i obecnie przyspieszamy w stronę wymarcia, ponieważ ‚działo klatratu’ wystrzeliwuje salwy metanu do atmosfery Arktyki.” Według analizy Lighta z końca 2013 temperatura atmosfery Ziemi będzie przypominać atmosferę Wenus jeszcze przed rokiem 2100.

Literatura badawcza mierzy się z tematem cieplarnianej Ziemi w pracy opublikowanej 9 lutego 2016 w Nature Communications: „Bogate w wodę planety takie jak Ziemia ostatecznie stają się niezdolne do utrzymania życia, ponieważ znajdująca się na powierzchni ciekła woda traci stabilność ze względu na wzrost temperatury związany ze wzrostem jasności słońca. Nie było wiadomo, czy wzrost stężenia gazów cieplarnianych w atmosferze takich jak CO2 również może zniszczyć zdolność bogatych w wodę planet do utrzymania życia. Za pomocą trójwymiarowych symulacji pokazujemy w niniejszym badaniu, że wywołane przez CO2 wymuszanie destabilizuje klimat równie łatwo, jak wymuszanie słoneczne. Niestabilność klimatu spowodowana jest dodatnim sprzężeniem zwrotnym chmur i prowadzi do nowego stanu równowagi ze średnią globalną temperaturą powierzchni morza powyżej 330 K.” (330 kelwinów to około 57°C; temperatura obecna to mniej więcej 15°C.)

Dwa tygodnie po analizie z 2013 roku, w eseju akcentującym wyginięcie gatunku ludzkiego w bliskiej przyszłości, Light stwierdza: „Tempo przenoszenia prądu zatokowego uruchomiło w Arktyce ‚działo klatratu metanu’ w 2007 roku, kiedy jego energia/rok przekroczyła 10 milionów razy ilość energii/rok niezbędnej do dysocjacji arktycznych hydratów metanu.” Nic dziwnego, że nastąpiło to w 2007 roku, kiedy zasięg arktycznego lodu morskiego osiągnął punkt krytyczny.

Uruchomienie ‚działa klatratu metanu’ potwierdza również Örjan Gustafsson z Uniwersytetu w Sztokholmie, który 23 lipca 2014 podzielił się raportem z rejsu po Morzu Łaptiewów: „Wyniki wstępnych analiz próbek wody morskiej wykazały poziom rozpuszczonego metanu, który jest od 10 do 50 razy wyższy niż poziom tła.”

[Glacjolog] Jason Box odpowiada na tę wiadomość w zachowawczy sposób – niczego innego nie spodziewam się po naukowcach akademickich – w dniu 27 lipca 2014: „Jakie znaczenie ma według mnie ta wiadomość? Podwyższony poziom atmosferycznego węgla ze spalania paliw kopalnych jest mechanizmem spustowym szturchającym klimatycznego smoka. Trajektoria, którą zdążamy, prowadzi do obudzenia niekontrolowanego ogrzania klimatu, które zdewastuje globalne systemy rolne, powodując masowy głód i konflikty. W porównaniu z nimi wzrost poziomu morza będzie drobnostką.” Podczas późniejszego wywiadu z Vice, opublikowanego 1 sierpnia 2014, Box nieco się rozluźnił mówiąc: „Nawet jeśli niewielki ułamek arktycznego węgla zostanie uwolniony do atmosfery, mamy przesrane.” Zaufaj mi Jason, jest po wszystkim.

Równolegle z misją na Morzu Łaptiewów na Syberii odkryto kilka ogromnych kraterów. Wstępna reakcja w literaturze naukowej, analiza opublikowana 31 lipca 2014 w Nature, wskazuje na poziom atmosferycznego metanu 50.000 razy wyższy od normalnego. Artykuł z 4 sierpnia 2014 w TruthOut rozważa kwestię kraterów: „Jeśli kiedykolwiek zastanawialiście się, czy może zobaczycie koniec znanego nam świata za swojego życia, prawdopodobnie nie powinniście czytać tego artykułu, studiować wykresów, ani patrzeć na zdjęcia utworzonych przez metan kraterów zwanych ‚smoczym oddechem’.”

Jeden z autorów dwóch prac badawczych dotyczących syberyjskiego Morza Karskiego 22 grudnia 2014: „Jeśli temperatura oceanów wzrośnie o dwa stopnie, jak sugerują pewne raporty, to nastąpi ekstremalne przyspieszenie topnienia. Ocieplający się klimat może doprowadzić do wybuchowego uwolnienia gazu z płycizn.” Jak już wiadomo od kilku lat, wzrost o 2°C jest już przesądzony.

Pod koniec lutego 2015 w mediach popularnych powróciła saga o syberyjskich kraterach, które są „liczniejsze i bardziej przerażające niż ktokolwiek przypuszczał”. Oczywiście raporty koncentrują się na skutkach gospodarczych i potrzebie kontynuowania obserwacji i analiz.

Według badaczy cytowanych 22 września 2015 przez Siberian Times – wyjątkową publikację, która gotowa jest poruszać kwestię nagłej zmiany klimatu w znaczący sposób – te ogromne jamalskie kratery zostały faktycznie utworzone przez uwolnienie metanu. Ponadto można spodziewać się większej ich liczby ze względu na erupcje spowodowane przez dalsze topnienie wiecznej zmarzliny.

Okazuje się, że te gigantyczne, emitujące metan kratery w regionie jamalskim Syberii mają swoje podwodne odpowiedniki. Badanie zamieszczone 7 sierpnia 2015 w Journal of Geophysical Research: Earth Science łączy kratery naziemne z tymi, które znajdują się w sąsiednim, płytkim Morzu Karskim. Według streszczenia w Siberian Times: „Duże kopce – określane mianem ‚pingów’ – zidentyfikowano na dnie morza u wybrzeży Półwyspu Jamalskiego, a ich powstawanie postrzegane jest jako konsekwencja topnienia podwodnej wiecznej zmarzliny, które powoduje ‚wysoką akumulację’ metanu.”

Wagi metanu nie sposób wyolbrzymić. Coraz więcej dowodów wskazuje na emisje metanu jako główną przyczynę Wymierania permskiego, o czym informuje Proceedings of the National Academy of Sciences z 31 marca 2014. Jak poinformował 14 lipca 2014 Malcolm Light: „W podmorskich hydratach Arktyki zalegają tak ogromne rezerwy metanu, że nawet jeśli uwolnionych zostanie tylko kilka procent, doprowadzi to do wzrostu średniej temperatury atmosfery Ziemi o 10°C i wywoła masowe wymieranie na skalę permskiego, które zakończy życie nas wszystkich.”

Dyskusja na temat uwolnienia metanu z Oceanu Arktycznego stała się gorąca (gra słów zamierzona). [Fizyk-klimatolog] Paul Beckwith został skrytykowany przez zachowawczą witrynę Skeptical Science. Jego odpowiedź z dnia 9 sierpnia 2013 znajduje się tutaj.

24 lutego 2014 Robert Scribbler przedstawia porażające podsumowanie i kończy: „W Oceanie Arktycznym zaobserwowano dwa szczególnie duże i niepokojące wybuchy metanu z morskiego dna do atmosfery.” Takie zdarzenie nie miało miejsca w ciągu ostatnich 45 milionów lat. Ostateczna konkluzja Scribblera: „Wygląda na to, że nadszedł czas niebezpiecznego i wybuchowego przebudzenia.”

methane-concentration

Koncentracja metanu: Globalna dystrybucja [źródło: NASA]

Sam Carana w analizie z 10 września 2014 zamieścił poniższy wykres. Sporządzony na podstawie danych z kilku wiarygodnych źródeł [Międzyrządowy Zespół ds. Zmian Klimatu, Amerykańska Narodowa Służba Oceaniczna i Meteorologiczna, Światowa Organizacja Meteorologiczna, Meteorologiczny Operacyjny program satelitarny], wyraźnie pokazuje, że trwa wykładnicze uwalnianie metanu. Robert Scribbler w końcu dochodzi do tego samego wniosku 8 grudnia 2014.

Globalne poziomy emisji metanu [źródło: Arctic News]

Globalne poziomy emisji metanu [źródło: Arctic News]

Badanie opublikowane 22 grudnia 2015 w internetowej edycji Proceedings of the National Academy of Sciences donosi, „że emisje w czasie zimnej pory roku (od września do maja) stanowią ≥50% rocznego ujścia metanu z tundry Alaski, co ustalono na podstawie strumieni uzyskanych z miejsc kowariancji wirowych oraz strumieni regionalnych obliczonych na podstawie danych z samolotów. […] Dominacja emisji z sezonu zimowego, wrażliwość na warunki glebowe i znaczenie suchej tundry nie są obecnie symulowane w większości globalnych modeli klimatycznych.”

Podczas rozpoczętej we wrześniu 2016, 40-dniowej ekspedycji na Morze Łaptiewów zespół badaczy pod wodzą profesora Igora Semiletowa odkrył, że rozkład tamtejszej podwodnej zmarzliny mocno przyspieszył. Z dna wydobywają się coraz większe ilości metanu. „Obszar rozprzestrzeniania się potężnych emisji metanu odnotował znaczny wzrost w porównaniu z danymi, jakie zebrano w latach 2011-2014,” powiedział badacz. „Obserwacje mogą wskazywać na szybsze tempo degradacji podwodnej zmarzliny.”

2. Ciepła woda Atlantyku rozmraża Arktykę, przebijając się przez Cieśninę Frama (Science, styczeń 2011).

Zasięg arktycznego lodu morskiego przekroczył punkt krytyczny w 2007 według badania opublikowanego w The Cryosphere w lutym 2013.

Według oceny NASA z 17 grudnia 2014 „ilość wchłanianego w Arktyce promieniowania słonecznego w czerwcu, lipcu i sierpniu wzrosła o pięć procent” w stosunku do roku 2000. „Ta uśredniona w skali globalnej zmiana albedo stanowi ekwiwalent 25% bezpośredniego wymuszania [ang. forcing] ze strony CO2 w ciągu ostatnich 30 lat,” stwierdza badanie opublikowane 17 lutego 2014 przez Proceedings of the National Academy of Sciences.

Destabilizacja głębokiej cyrkulacji w Atlantyku może odnotować „raczej spazmatyczny i nagły, a nie bardziej stopniowy wzrost”, którego oczekiwano, czytamy w Science z 21 lutego 2014.

Modele wciąż zaniżają skalę i intensywność zjawisk w porównaniu z obserwacjami, podaje 10 marca 2014 Geophysical Research Letters.

Szybkie topnienie lodu w regionie wyjaśnione jest jako „produkt adwekcji powietrza, transformacji ciepłych mas powietrza i mgły” w Geophysical Research Letters z czerwca 2015.

3. Rozgrzana Arktyka powoduje falowanie prądu strumieniowego, który wprowadza do jej atmosfery więcej ciepła i wilgoci (grudzień 2016).

4. Torf w światowych lasach borealnych rozkłada się w oszałamiającym tempie (Nature Communications, listopad 2011).

Profesor Sergiej Kirpotin, dyrektor Centrum Doskonałości w Badaniach nad Zmianą Klimatu BioClimLand w Tomsku, ostrzegł na początku maja 2016, że topnienie torfowisk, które stanowią aż 80 procent lądu Syberii Zachodniej, wprowadzi do atmosfery miliardy ton metanu. Dodał, że proces ten znacznie przyspieszy globalne ocieplenie z potencjalnie katastrofalnymi skutkami.

5. Ozon, gaz o wysokim współczynniku potencjału cieplarnianego, przyczynia się do śmiertelności drzew. (Global Change Biology, listopad 2011)

Śmiertelność drzew zmniejsza absorpcję dwutlenku węgla w atmosferze i tym samym przyspiesza jego emisje atmosferyczne. Zamieranie lasów będące rezultatem ozonu jest głównym zagadnieniem, które analizuje Gail Zawacki.

Analiza danych troposferycznych powiązała podwyższony poziom ozonu z indonezyjskimi pożarami lasów; jej szczegóły opublikowano 13 stycznia 2016 w Nature Communications. Podobnie jak metan, ozon jest silnym, choć utrzymującym się krótko gazem cieplarnianym. We fragmencie pracy czytamy: „Badanie sugeruje, że spalanie biomasy w lasach tropikalnych zachodniego Indo-Pacyfiku odgrywa większą rolę w wymuszaniu radiacyjnym klimatu niż się powszechnie szacuje.”

6. Inwazja wysokich krzewów ogrzewa glebę i destabilizuje wieczną zmarzlinę (Environmental Research Letters, marzec 2012). Dodatkowe wyjaśnienie tego zjawiska zawarto w badaniu 25 gatunków – blisko 42.000 rocznych zapisów rozwoju 1.821 roślin – opublikowanym w internetowym wydaniu Nature Climate Change z 6 lipca 2015.

7. Lód Grenlandii ciemnieje (The Cryosphere, czerwiec 2012). Jak podano 8 czerwca 2014 w Nature Geoscience „zmniejszenie albedo świeżego śniegu o 0.01 prowadzi do rocznej utraty masy powierzchniowej o wartości 27 gigaton [27 miliardów ton metrycznych].”

Każde zmniejszenie albedo jest katastrofą,” mówi Peter Wadhams, dyrektor Grupy ds. Fizyki Oceanów Polarnych przy Uniwersytecie w Cambridge.

Jak zauważa Robert Scribbler 1 sierpnia 2014, usunęliśmy zatyczkę i trwa przyspieszenie przypominające odpływ wody z wanny: „Rozległe ciemnienie powierzchni lądolodu, zwłaszcza w pobliżu jego krawędzi, sprawia, że pochłania on więcej energii słonecznej. Ostatnie badania wykazały, iż konsekwencją topnienia obrzeża jest destabilizacja i przyspieszenie prędkości odpływów z lodowca ze względu na fakt, że jego krawędź tradycyjnie działa jak ściana powstrzymująca bardziej centralną i gęstszą pokrywę lodową.”

Badanie zamieszczone 15 grudnia 2014 w Proceedings of the National Academy of Sciences przedstawia pierwszy kompleksowy obraz zanikającego lodu Grenlandii i konkluduje, że „Grenlandia może w najbliższej przyszłości utracić lód szybciej niż dotychczas sądzono.”

Analiza przedstawiona 17 grudnia 2015 w Nature oblicza przestrzenną utratę masy lodu wokół pokrywy lodowej Grenlandii od roku 1900 do chwili obecnej i stwierdza, że „wiele zmieniających się teraz obszarów nie różni się od tych, które doświadczyły znacznej redukcji w XX wieku.” Według jednego z współautorów pracy „w ciągu ostatniej dekady średnie tempo utraty masy było znacznie wyższe niż w jakimkolwiek okresie minionych 115 lat.”

Szybkość topnienia lodu Grenlandii potęgowana jest przez efekty zachmurzenia. Praca opublikowana 12 stycznia 2016 w Nature Communications pokazuje, że chmury odgrywają większą rolę w ogrzewaniu lądolodu grenlandzkiego niż zakładano dotychczas. Zatrzymują one ciepło i tym samym odpowiadają za 30% nieprzerwanego topnienia pokrywy lodowej.

8. Antarktyda także uwalnia metan (Nature, sierpień 2012). Zgodnie z raportem opublikowanym w Scientific Reports 24 lipca 2013 tempo topnienia wiecznej zmarzliny w Antarktyce zrównało się z Arktyką.

Zachodnia Pokrywa Lodowa Antarktydy traci ponad 150 kilometrów kwadratowych lodu rocznie według obserwacji CryoSat opublikowanych 11 grudnia 2013, natomiast kruszący się Lodowiec Szelfowy Larsena B zmierza ku ostatecznemu upadkowi według Teda Scambosa, glacjologa Narodowego Centrum Danych o Śniegu i Lodzie [the National Snow and Ice Data Center], który poinformował o tym podczas dorocznego spotkania Amerykańskiego Związku Geofizycznego [American Geophysical Union].

Badanie zamieszczone 12 września 2014 w Nature stwierdziło, że poważne załamanie Lodowca Szelfowego Larsena B w 2002 roku było wynikiem ciepłych, lokalnych temperatur powietrza, co wskazuje na znaczący wpływ globalnego i lokalnego ocieplenia na zdynamikę lodu. Dwa dni później badanie w Nature Climate Change wykazało, iż ta wrażliwość na temperaturę unaocznia, „że przyszły wzrost intensywności opadów raczej nie zdoła zrównoważyć wywołanego ogrzaniem atmosfery topnienia peryferyjnych lodowców Półwyspu Antarktycznego”.

Analiza opublikowana 1 czerwca 2015 przez Earth and Planetary Science Letters ustaliła, że ostatnia część Lodowca Szelfowego Larsena B, który zapadł się częściowo w 2002 roku, szybko słabnie i prawdopodobne ulegnie całkowitej dezintegracji przed końcem dekady. Tymczasem Lodowiec Szelfowy Larsena C jest gotowy do upadku, o czym informuje artykuł The Cryosphere z 13 maja 2015.

Badanie przedstawione 8 lutego 2016 w internetowej edycji Nature Climate Change wzmacnia wcześniejsze ustalenia o upadku dużych szelfów lodowych na Antarktydzie. Niektóre z tych „pasów bezpieczeństwa” o wielkości kraju są niezwykle dynamiczne i w związku z tym podatne na szybki rozpad.

Tempo utraty pokrywy lodowej w okresie 2010-2013 było dwukrotnie wyższe niż w latach 2005-2010, co ustaliła praca badawcza wyznaczona do publikacji w Geophysical Research Letters.

Do połowy maja 2015 nagła utrata lodu na Antarktydzie była na tyle duża, że wywarła wpływ na pole grawitacyjne Ziemi, o czym donosi Science w wydaniu z 21 maja 2015.

Klimatolog-glacjolog NASA Eric Rignot stwierdza na początku 2015, że „bezpiecznik jest spalony”. Rignot objaśnia ten „porażający moment” i wskazuje na zupełną nieudolność klimatologów w wyjaśnianiu tej kwestii opinii publicznej.

Według badania opisanego w Science w wydaniu z 26 marca 2015, „Tempo utraty lodu Antarktydy Zachodniej wzrosło w ostatnim dziesięcioleciu o 70%, natomiast wcześniejszy przyrost objętości szelfów lodowych Antarktydy Wschodniej zatrzymał się.”

Utrata lodu Antarktydy przyspiesza nawet na obszarach długo uznawanych za stabilne, co dokumentuje Scientific Reports 24 lipca 2014.

Wyniki oparte na danych grawitacyjnych opublikowanych 1 kwietnia 2015 przez Earth and Planetary Science Letters: „W ciągu ostatnich dziesięciu lat potężna pokrywa lodowa Antarktydy utraciła dwukrotnie więcej lodu w swojej zachodniej części, niż zakumulowała na wschodzie, stwierdzili badacze Uniwersytetu w Princeton, którzy doszli do następującego wniosku ogólnego: pokrywa lodowa na kontynencie południowym topnieje jeszcze szybciej.”

Następna odsłona narracji „szybciej niż się spodziewano” nastąpiła 10 lipca 2015, kiedy to opublikowana przez Science Advances analiza odkryła, że aktywność geotermalna przyczynia się do szybkiego topnienia pokrywy lodowej Antarktydy Zachodniej. Kolejne potwierdzenie intensywnych emisji metanu ujawniają polarne chmury mezosferyczne nad półkulą południową w dniach 21 listopada 2013 – 6 grudnia 2013.

Nie tylko Antarktyda pluje spod lodu hydratami (wodzianem) metanu. Arktyczne lądolody mogą również skrywać ogromne rezerwuary tego gazu, o czym poinformowało 7 stycznia 2016 pismo Nature Communications. Ze streszczenia badania dowiadujemy się, że „niedawne datowanie miejsc ujścia metanu sugeruje, iż uwolnienie gazu trwało przez wiele tysiącleci. W niniejszej pracy dokonujemy syntezy obserwacji ~1.900 cech ujścia – zagłębień i aktywnych flar gazowych – na zlodowaconym wcześniej obrzeżu Arktyki z modelowaniem termomechanicznej, zawierającej hydraty strefy stabilności pokrywy lodowej. Nasze wyniki wskazują, że nawet przy ostrożnych szacunkach grubości lodu w umiarkowanych warunkach subglacjalnych, 500-metrowa strefa stabilności wodzianu – która może zawierać metan – istniała pod warstwą lodu. Ponadto ujawniamy, iż na głębokości 150-520 metrów uwalnianie metanu utrzymywało się również przez szerokie na 20 kilometrów ‚okno’ pomiędzy podmorską i subglacjalną strefą stabilności wodzianu. Przestrzeń ta poszerzyła się w odpowiedzi na polodowcowe ocieplenie klimatu i deglacjację, co stworzyło warunki do uwolnienia metanu z szelfu arktycznego.”

9. Rosyjskie pożary lasów i trzęsawisk stają się coraz częstsze (NASA, sierpień 2012), zjawisko widoczne na całej półkuli północnej  (Nature Communications, lipiec 2013).

New York Times informuje o cieplejszych, suchych warunkach wzniecających ogromne pożary w zachodniej części Ameryki Północnej jako „nowej normie” w wydaniu z 1 lipca 2013. Analiza w Proceedings of the National Academy of Sciences z 22 lipca 2013 demonstruje, że lasy borealne płoną w tempie przewyższającym wyniki z ostatnich 10.000 lat.

Według doniesień Międzyagencyjnego Centrum Pożarowego Kanady całkowita liczba hektarów strawionych przez ogień na początku lata 2014 jest sześć razy wyższa od średniej powierzchni sezonowej. To tempo spalania jest bezprecedensowe nie tylko dla bieżącego stulecia, lecz także dla każdego okresu w zapisie leśnego podłoża Kanady z ostatnich 10.000 lat.

Kompleksowa ocena spalania biomasy opublikowana 21 lipca 2014 w Journal of Geophysical Research: Atmospheres tłumaczy większość średniego wzrostu globalnej temperatury i wyjaśnia, że spalanie biomasy powoduje więcej globalnego ocieplenia na jednostkę masy niż inne węglowe źródła związane z działalnością ludzi.

Na początku sierpnia 2014 pożary tundry szalały zaledwie 110 kilometrów na południe od wód Oceanu Arktycznego i tworzyły własną pogodę poprzez chmury pyrocumulus.

Zgodnie z ustaleniami pracy badawczej zamieszczonej 14 lipca 2015 w Nature Communications sezon pożarów wydłużył się od 1979 roku o prawie 20%.

Źródła podpaleń także wzbierają. Według badania opublikowanego w Science 14 listopada 2014 każdy skok średniej globalnej temperatury o 1°C przyczynia się do wzrostu liczby wyładowań atmosferycznych o 12 ± 5%.

Praca badawcza zamieszczona 6 października 2015 w internetowym wydaniu Proceedings of the National Academy of Sciences opisuje, w jaki sposób wzrost średniej globalnej temperatury o 0.5°C związany ze średniowieczną anomalią klimatyczną – zwaną powszechnie ‚Średniowiecznym optimum klimatycznym’ – przyczynił się do znacznego zwiększenia powierzchni obszarów spalonych. W streszczeniu czytamy: „Około 1.000 lat temu ocieplenie o ~0.5°C zwiększyło w ciągu stulecia zasięg badanych obszarów spalonych o ~260% w stosunku do poprzedzających 400 lat.”

10. Pękanie lodowców przyspiesza w obecności zwiększonego stężenia dwutlenku węgla (Journal of Physics D: Applied Physics, październik 2012).

11. Wir Morza Beauforta najwidoczniej zmienił kurs (Narodowe Centrum Danych Śniegu i Lodu USA, październik 2012). Mechanikę tego procesu wyjaśnia Instytut Oceanograficzny Woodsa Hole’a.

12. Wystawienie na działanie światła słonecznego zwiększa bakteryjną konwersję gruntowego węgla, tym samym przyspieszając topnienie wiecznej zmarzliny (Proceedings of the National Academy of Sciences, maj 2013).

Można się spodziewać, że późniejsze całkowite uwolnienie węgla „co najmniej podwoi jego straty netto w emisjach tundra-atmosfera”, informuje Ecology w numerze z marca 2014.

Arktyczna wieczna zmarzlina mieści połowę dwutlenku węgla zgromadzonego w glebie Ziemi – według szacunków NASA od 1.400 do 1.850 petagramów (1 petagram = 1 miliard ton). Ocieplenie zmienia chemię torfu, co przyspiesza ten proces, stwierdza analiza opublikowana przez Proceedings of the National Academy of Sciences w numerze z 7 kwietnia 2014.

13. Mikroby także dołączyły, co potwierdza raport New Scientist z 23 lutego 2013. Późniejsze badanie zamieszczone 22 października 2014 w Nature wyjaśnia kluczową rolę pojedynczego gatunku drobnoustroju, który potęguje zmianę klimatu.

14. Według analizy przedstawionej w Science 12 kwietnia 2013 „poważna emisja metanu jest niemalże nieunikniona” z wiecznej zmarzliny Alaski – zastanawiam się, gdzie do tej pory ukrywali się jej autorzy. Donoszą na temat trwającego wydarzenia.

Drzewa przewracają się i obumierają wraz z topnieniem wiecznej zmarzliny, co ilustruje sposób, w jaki samowzmacniające się sprzężenia zwrotne karmią się nawzajem. Badanie opublikowane 6 kwietnia 2015 w internetowym wydaniu Nature formułuje następujący wniosek: „Należy oczekiwać, że produkcja ciepła nie tylko przyspieszy rozkład organicznego węgla i potencjalną ilość emisji dwutlenku węgla do atmosfery, ale może stanowić punkt krytyczny, który doprowadzi do utraty dowodów wczesnej historii człowieka w Arktyce, jakie do tej pory były bardzo dobrze zachowane w górnej warstwie wiecznej zmarzliny.”

Proces szybkiego rozkładu zmarzliny pojawił się niedawno i prowadzi do „efektu niekontrolowanego”, co odkryło badanie, którego wyniki pojawiły się 27 kwietnia 2015 w Geophysical Research Letters. W rezultacie – czytamy dalej w tej samej analizie – uwalniany węgiel przedostaje się do atmosfery „w zastraszającym tempie”.

Ustalenia pracy badawczej zamieszczonej 1 lutego 2016 w Journal of Geophysical Research: Biogeosciences wskazują na to, iż literatura naukowa w końcu dogania rzeczywistość dramatycznej sytuacji: „Nasze wyniki sugerują, że ekosystem subarktycznej tundry odchodzi od swojej historycznej funkcji pochłaniacza C i zamienia się w źródło C.”

15. Letnie topnienie lodu Antarktydy jest na najwyższym poziomie od tysiąca lat: rozmraża się on 10 razy szybciej niż 600 lat temu, a największe przyspieszenie nastąpiło w ciągu ostatnich 50 lat (Nature Geoscience, kwiecień 2013).

Według badania w Geophysical Research Letters z 4 marca 2014 – które zakłada stosunkowo niewielkie zmiany w temperaturze regionalnej w nadchodzących dekadach – „modelowane letnie koncentracje lodu morskiego zmniejszą się o 56% do roku 2050 i 78% do roku 2100” (dogłębna analiza Roberta Scribblera znajduje się tutaj).

Cytując badania przygotowane do publikacji na łamach Science i Geophysical Research Letters, New York Times w numerze z 12 maja 2014 relacjonuje: „Duży fragment potężnej pokrywy lodowej Antarktydy Zachodniej zaczyna się rozpadać; dalsze topnienie wygląda na niemożliwe do powstrzymania. […] To nowe odkrycie najwyraźniej jest spełnieniem prognozy sformułowanej w 1978 roku przez glacjologa John H. Mercera z Uniwersytetu Stanowego w Ohio. Opisał delikatną naturę pokrywy lodowej Antarktydy Zachodniej i ostrzegł, że szybka, antropogeniczna emisja gazów cieplarnianych ‚grozi katastrofą’.”

Chociaż naukowcy od dawna wyrażają zaniepokojenie niestabilnością Pokrywy Lodowej Zachodniego Atlantyku (WAIS), badanie opublikowane 28 sierpnia 2013 w Nature unaocznia, że Pokrywa Lodowa Wschodniego Atlantyku (EAIS) uległa w ostatnim półwieczu szybkim przeobrażeniom. To największa pokrywa na świecie i wcześniej sądzono, że zmiany klimatu jej nie dotkną. Nagłe przeobrażenia sygnalizują potencjalne zagrożenie dla globalnego poziomu mórz. EAIS posiada wystarczającą ilość wody, aby podnieść poziom mórz o ponad 50 metrów. Zgodnie z badaniem zamieszczonym na łamach Geophysical Research Letters w lipcu 2014, od roku 1950 wiatry zachodnie półkuli południowej ulegają wzmocnieniu i przesunięciu w stronę bieguna, co przyspiesza tempo topnienia do tego stopnia, że – zgadłeś [Czytelniku] – „wyniki zaszokowały badaczy”.

Referat wygłoszony pod koniec 2014 podczas spotkania Amerykańskiego Związku Geofizycznego konkluduje: „Wyczerpująca, 21-letnia analiza najszybciej zanikającego regionu Antarktydy odkryła, iż w ciągu ostatniej dekady tempo topnienia tamtejszych lodowców uległo potrojeniu.” (Oznacza to, że co dwa lata następuje utrata lodu o ilości będącej odpowiednikiem Mount Everestu; przyp. tłum.) 16 marca 2015 internetowa edycja Nature Geoscience potęguje dramatyczną sytuację identyfikując oddolne topnienie lodowca Totten.

Badanie zamieszczone 12 października 2015 w Nature Geoscience informuje, że lód Antarktydy topnieje tak szybko, iż przed rokiem 2100 może być zagrożona stabilność całego kontynentu. Nie jest oczywiście zaskoczeniem dyżurna data: „w odległej przyszłości”. Jednakże analiza wykorzystuje dwa scenariusze emisji, aby przewidzieć podwojenie tempa topnienia powierzchniowego szelfów do roku 2050; według jednego z nich antarktyczne szelfy znajdą się w niebezpieczeństwie upadku przed końcem stulecia.

Autorzy pracy opublikowanej 2 listopada 2015 w internetowym wydaniu Proceedings of National Academy of Sciences stwierdzają, że „w przypadku destabilizacji sektora Morza Amundsena cała morska pokrywa lodowa trafi do oceanu”. Zdanie to zdaje się uznawać fakt „samopodtrzymującego się uwolnienia lodu Antarktydy Zachodniej”.

Zgodnie z badaniem opublikowanym 26 listopada 2015 w Nature Communications, „Lodowce wyprowadzające – osadzone w podłożu, które pogłębia się w kierunku lądu i rozciąga poniżej poziomu morza – są potencjalnie narażone na ‚niestabilność morskiej pokrywy lodowej.’ Ta niestabilność, która może prowadzić do galopującej utraty lodu, była symulowana przy pomocy modeli, lecz jej konsekwencje nie zostały zaobserwowane bezpośrednio w zapisach geologicznych. W niniejszej pracy prezentujemy nowe okresy odsłoniętej powierzchni z odcinka wyprowadzającego pokrywy lodowej Antarktydy Wschodniej, które ujawniają, że około 7000 lat temu nastąpiła szybka redukcja objętości lodowca pod nieobecność dużych zmian środowiskowych. Proces utrzymał się dłużej niż dwa i pół wieku, w wyniku czego doszło do utraty setek metrów lodu.”

16. Wzrost temperatury i redukcja opadów w południowo-zachodniej części środkowej Ameryki Północnej ułatwia przemieszczanie pyłu z położonych niżej pustyń do położonych wyżej pokryw śnieżnych, przyspieszając topnienie śniegu, informuje Hydrology and Earth System Sciences z 17 maja 2013.

17. Powodzie w Kanadzie wysyłają pylastą wodę przez Deltę Mackenzie do Morza Beauforta, barwiąc szeroki pas Oceanu Arktycznego w pobliżu delty na brązowo (NASA, czerwiec 2013). Zdjęcia tego zjawiska znajdują się na witrynie NASA.

18. Powierzchniowe wody roztopowe przeciekające przez pęknięcia w pokrywie lodowej mogą ogrzać pokrywę od wewnątrz, zmiękczając lód i przyspieszając jego przepływ, stwierdza badanie przyjęte do publikacji w Journal of Geophysical Research: Earth Surface z lipca 2013. Dodatkowe potwierdzenie tych ustaleń zostało zawarte 29 września 2014 w Nature Communications. Wygląda na to, że na Grenlandii zainicjowane zostało Zdarzenie Heinricha. Oto jego opis autorstwa Roberta Scribblera z 8 sierpnia 2013:

W Zdarzeniu Heinricha siły topnienia w końcu osiągają punkt krytyczny. Cieplejsza woda znacznie zmiękczyła pokrywę lodową. Strumienie wody płyną pod lodem. Lodowe baseny stają się wielkimi jeziorami, które mogą rozlać się zarówno po powierzchni lodu, jak i pod nim. Mogą utworzyć duże lodowe tamy (sic). Przez cały ten czas ruch lodu i topnienie przyspieszają. Wreszcie osiągnięty zostaje główny punkt zwrotny i jedno duże zdarzenie lub nieprzerwana ich seria powoduje, iż uwolnione zostaje mnóstwo wody i lodu, a pokrywa lodowa przechodzi w całkowicie chaotyczny stan. Tsunami stopionej wody wylewa się, niosąc flotyllę (sic) lodowych gór (sic), w znacznym stopniu podnosząc poziom morza. Wtedy zaczyna szaleć naprawdę paskudna pogoda. W przypadku Grenlandii linią ognia takich wydarzeń jest cały Północny Atlantyk i ostatecznie półkula północna.

Praca badawcza bazująca na danych z 2011 roku, które zamieszczono w sieciowej edycji Nature Geoscience z 13 lipca 2015, ustaliło: „Uwzględniając fakt, że adwekcja ciepłych, wilgotnych mas powietrza nad Grenlandią stanie się w nadchodzących dekadach coraz częstsza, nasze wyniki zapowiadają wcześniej nieprzewidzianą podatność pokrywy lodowej Grenlandii na zmianę klimatu.” W skrócie, wykazano, iż topnienie „pokrywy lodowej Grenlandii przyspiesza w odpowiedzi na powierzchniowe opady deszczu i roztopy związane z cyklonalnymi zjawiskami pogodowymi okresu późnego lata i jesieni”.

19. Załamanie termohalinowego pasa transmisyjnego zachodzi zarówno na Antarktydzie, jak i w Arktyce, co prowadzi do topnienia zmarzliny Antarktydy (Scientific Reports, lipiec 2013). W ciągu ostatnich 60 lat powierzchnia oceanu u wybrzeży Antarktydy stała się mniej słona ze względu na topniejące lodowce i bardziej intensywne opady atmosferyczne, odnotowuje Nature Climate Change z 2 marca 2014.

20. Utrata arktycznego lodu morskiego zmniejsza gradient temperatury pomiędzy biegunami i równikiem, co powoduje zwolnienie i meandrowanie prądu strumieniowego (warto zapoznać się zwłaszcza z analizą Jennifer Francis).

Najbardziej ekstremalny dipol w historii odnotowano w sezonie 2013-2014, o czym poinformowało pismo Geophysical Research Letters. Jednym z rezultatów jest utworzenie bloków pogodowych, takich jak niedawne, bardzo wysokie temperatury na Alasce.

O tzw. wirze polarnym szeroko informowano w Stanach Zjednoczonych w 2013 i zwrócił uwagę społeczności akademickiej, ponieważ susza zagraża produkcji roślin uprawnych w Kalifornii.

Ekstremalne zjawiska pogodowe już mają miejsce, na co zwraca uwagę Nature Climate Change z 22 czerwca 2014.

Według Proceedings of the National Academy of Sciences z 11 sierpnia 2014, atmosferyczne wydarzenia zwane Falami Rossby’ego występują coraz częściej.

Badanie, którego współautorką była Francis, zamieszczone 6 stycznia 2015 w Environmental Research Letters, zawiera w swojej konkluzji takie oto stwierdzenie: „Wyniki te sugerują, że w miarę dalszego ocieplenia Arktyki – przebiegającego szybciej niż na pozostałym obszarze planety w odpowiedzi na rosnące koncentracje gazów cieplarnianych – częstotliwość występowania ekstremalnych zjawisk pogodowych, spowodowanych przez utrzymujące się wzory zachowania prądu strumieniowego, wzrośnie.”

Jeżeli chodzi o Fale Rossby’ego, to podsumowana 24 kwietnia 2015 w wydaniu Journal of Geophysical Research: Atmospheres analiza zawiera następujący komentarz: „Odkryliśmy również mechanizm dodatniego sprzężenia zwrotnego będącego rezultatem anormalnej cyrkulacji południkowej, która schładza średnie szerokości geograficzne i ogrzewa Arktykę, co wprowadza z kolei do kolumny arktycznego powietrza dodatkowe ciepło stanowiące równowartość 60% bezpośredniego wydzielania ciepła powierzchniowego, które pochodzi z redukcji morskiego lodu.”

Ustalenia badawcze Francis zostały dodatkowo potwierdzone w artykule pt. „Dwa wyodrębnione oddziaływania ocieplenia Arktyki na mroźne zimy w Ameryce Północnej i Azji Wschodniej”, który ukazał się 31 sierpnia 2015 w internetowej edycji Nature Geoscience.

Jedną z konsekwencji „wiru polarnego” jest to, że borealny torf wysycha i staje się łatwopalny niczym pokład węgla. Sadza trafia następnie do atmosfery, opada ponownie, powlekając powierzchnię lodu w innym miejscu, co zmniejsza albedo i przyspiesza topnienie. Każde z tych indywidualnych zjawisk bywa odnotowane w mediach sporadycznie; na ile mi wiadomo nikt dotychczas tych punktów nie połączył. Niezdolność lub niechęć mediów w tej kwestii nie zaskakuje; niedawno wspomniano o tym tutaj w odniesieniu do zmian klimatu i pożarów (lipiec 2013).

21. Arktyczny lód jest coraz ciemniejszy, tym samym odbija mniej słonecznego światła. (Nature Climate Change, sierpień 2013)

22. Ekstremalne zdarzenia pogodowe napędzają zmiany klimatu (Nature, 15 sierpnia 2013). Szczegóły objaśnia modelowanie w Global Biogeochemical Cycles z 6 czerwca 2014. Dodatkowe dane i wyjaśnienia przedstawiono 27 kwietnia 2015 w internetowym wydaniu Nature Climate Change.

Biuletyn Amerykańskiego Towarzystwa Meteorologicznego opublikował w numerze z grudnia 2015 „Wyjaśnienie ekstremalnych wydarzeń 2014 roku z perspektywy klimatu” czerpiące z wniosków sformułowanych przez 32 międzynarodowe zespoły naukowców, które zbadały 28 oddzielnych zjawisk pogodowych. Raport, podany do wiadomości publicznej 5 listopada 2015 roku, zawiera następujące ustalenia: „Działania człowieka, takie jak emisje gazów cieplarnianych i zagospodarowanie terenu, wywarły wpływ na konkretne ekstremalne zjawiska pogodowe i klimatyczne w roku 2014, w tym tropikalne cyklony na centralnym Pacyfiku, intensywne opady deszczu w Europie, suszę w Afryce Wschodniej i fale duszących upałów w Australii, Azji i Ameryce Południowej.”

23. Wywołana suszą śmiertelność drzew przyczynia się do zwiększenia emisji dwutlenku węgla do atmosfery wskutek dekompozycji i zmniejszenia sekwestracji atmosferycznego dwutlenku węgla. Taką śmiertelność udokumentowano na całym świecie przynajmniej od listopada 2000; ostatnie podsumowanie obejmujące tropiki pojawiło się w edycji Nature z lutego 2013; o umiarkowanej Ameryce Północnej doniosło pismo Frontiers in Plant Science w sierpniu 2013, natomiast zestawienie dotyczące lasów borealnych opublikowano 21 sierpnia 2015 w Science. Sytuację pogarszają szkodniki i choroby, ponieważ poddane presji zmieniających się warunków środowiskowych drzewa stają się podatne na działanie czynników takich jak korniki oraz jemioła (mnożą się dodatkowe przykłady).

Jeden bardzo ważny przykład tego zjawiska występuje w Amazonii, gdzie susza z 2010 doprowadziła do uwolnienia CO2 w ilości większej, niż odnotowane w tym samym roku emisje w Stanach Zjednoczonych (Science, luty 2011). Ponadto trwające w regionie wylesianie odpowiada za redukcję opadów, której tempo jest znacznie szybsze niż sądzono, jak donosi Geophysical Research Letters z 19 lipca 2013. Przekrojowe omówienie zjawiska, skoncentrowane na Amazonii, przedstawiła 5 marca 2014 Climate News Network. „Obserwowany spadek zdolności wchłaniania dwutlenku węgla przez Amazonię odbiega znacznie od niedawnego wzrostu globalnej absorpcji węgla i jest sprzeczny z oczekiwaniami bazującymi na modelach,” stwierdza praca opublikowana 19 marca 2015 w Nature.

Naukowcy z Uniwersytetu w Stirling odkryli, że lasom na całym świecie grozi śmierć z powodu coraz intensywniejszych, coraz bardziej rozległych i coraz częstszych susz. Analiza opublikowana 21 lutego 2017 w Ecology Letters wykazała, że drzewa zachowują się w podobny sposób bez względu na lokalizację. Ich śmiertelność wzrasta proporcjonalnie do nasilenia suszy. „Widzimy, że wywołane suszą obumieranie drzew ma jednakowy przebieg w różnych środowiskach na całym globie,” powiedziała dr Sarah Greenwood z Wydziału Nauk Przyrodniczych Uniwersytetu w Stirling. Spragnione drzewo rosnące w lesie tropikalnym Ameryki Południowej i umiarkowanym w Europie zareaguje na suszę niemal identycznie i ucierpi nieuchronnie wskutek skoku temperatur i zmian we wzorach opadów atmosferycznych. „W miarę dalszej eskalacji temperatur Ziemi masowa śmiertelność uderzy w więcej lasów niż kiedykolwiek przedtem. Magazynują one znaczną ilość węgla i ich obumieranie przyspieszy globalne ocieplenie,” powiedział Alastair Jump, profesor ekologii i współautor pracy badawczej.

W czerwcu 2016 monitoring pokazał, że Amazonia emitowała więcej CO2 niż go pochłaniała. Bujna roślinność zamiast redukować tempo atmosferycznej akumulacji węgla pochodzącego ze spalania paliw kopalnych, przyspieszyła je. Dokonane przez Obserwatorium Kopernika powierzchniowe pomiary CO2 ustaliły, iż nad znacznymi obszarami Amazonii wartości koncentracji wahały się od 500 ppm do 800 ppm – były prawie dwukrotnie wyższe od średniej globalnej. Podobne skoki stężeń CO2 zarejestrowano w zalesionych regionach Afryki Zachodniej. Kombinacja warunków suchych i rozprzestrzeniającego się ognia wypompowuje węgiel z roślin i gleb. Równikowe lasy przestają funkcjonować jako kluczowe pochłaniacze węgla, które spowalniały globalne ocieplenie.

Według badania opublikowanego w Nature 21 maja 2014, „wyższe tempo obiegu węglowej puli w biomach półpustynnych jest coraz ważniejszym regulatorem rocznej zmienności globalnego cyklu węglowego”, co wskazuje na wyłaniającą się rolę suchego lądu w kontrolowaniu warunków środowiskowych. „Z powodu wycinki deszczowych lasów tropikalnych Brazylii utracone zostało znacznie więcej węgla niż zakładano wcześniej.” W rzeczywistości „fragmentacja lasu odpowiada za jedną piątą dwutlenku węgla emitowanego przez roślinność”. Konkluzje te pojawiły się 7 października 2014 w Nature Communications.

Natomiast badanie zamieszczone 28 grudnia 2015 w internetowej edycji Proceedings of the National Academy of Sciences wskazuje, że w reakcji na zmiany klimatyczne las amazoński może przejść w stan przypominający sawannę. Sawanny opisane są jako łąki z rozproszonymi na nich drzewami lub krzewami. Fragment pracy sugeruje, iż „w przeciwieństwie do istniejących prognoz stabilności lub katastrofalnej utraty biomasy, reakcją lasu Amazonii na coraz bardziej suchy klimat regionalny może być natychmiastowe, stopniowane, niejednorodne przeobrażenie lasów wilgotnych o wysokiej biomasie w przejściowe lasy suche i drzewiaste sawanny”.

Las borealny oplata górną część półkuli północnej. Jest to największy biom planety i stanowi 30 procent globalnej pokrywy leśnej. Łoś jest największym zwierzęciem kopytnym w lesie borealnym, ale jego populacja odnotowała gwałtowny spadek. Dennis Murray, profesor ekologii na Uniwersytecie Trent w Peterborough, uważa, że wymierające łosie z Minnesoty, New Hampshire i innych obszarów są symptomem czegoś znacznie poważniejszego – stadium nagłego zanikania, umierania i przeobrażeń gigantycznego ekosystemu leśnego. „Las borealny rozpada się,” mówi. „Pytanie brzmi: co go zastąpi?”

Streszczenie badania, które w kwietniu 2015 opublikowała Biogeochemistry, zawiera następujące stwierdzenie: „Rosnące temperatury i osadzanie się azotu (N) – dwa aspekty globalnej zmiany środowiskowej – przeobrażają biogeochemię materii organicznej gleby (MOG). […] Ogólnie rzecz ujmując, badanie to demonstruje, że rozkład i akumulacja odrębnych pod względem molekularnym komponentów MOG występuje przy ociepleniu gleby i zmianie N; następnie może ono zmienić obieg biogeochemiczny gleby.” Innymi słowy, w miarę wzrostu temperatur globalnych rozkład materii organicznej w lasach zdaje się przyspieszać, co prowadzi do szybszego uwalniania dwutlenku węgla do atmosfery.

24. Zakwaszenie oceanów prowadzi do redukcji wydalania siarczku dimetylu (DMS) przez plankton. DMS osłania Ziemię przed promieniowaniem. (Nature Climate Change, 25 sierpnia 2013).

Plankton tworzy podstawę morskiego łańcucha pokarmowego, niektóre populacje zmniejszyły się 40% od 1950 roku (np. raport Nature z 29 lipca 2010) i znajdują się na krawędzi całkowitego zaniku, co ujawniło badanie zamieszczone w Global Change Biology z 17 października 2013.

Podobnie jak emisje dwutlenku węgla, zakwaszenie oceanów postępuje szybko, o czym poinformowało czasopismo Global Biogeochemical Cycles z 26 marca 2014.

Zakwaszenie przebiega w tempie najszybszym od 300 milionów lat, jak podali autorzy analizy opisanej 2 marca 2012 w Science.

Według ustaleń badawczych zamieszczonych 30 stycznia 2016 w Global Biogeochemical Cycles, w ciągu ostatnich 10 lat Ocean Atlantycki wchłonął 50 procent więcej dwutlenku węgla niż dekadę wcześniej, a to znacznie przyspieszyło zakwaszenie oceanu.

Nic dziwnego, że degradacja podstawy morskiego łańcucha pokarmowego zmniejsza zdolność populacji ryb do rozmnażania i odbudowy swoich społeczności na całym świecie, o czym poinformowano 14 grudnia 2015 w internetowym wydaniu Proceedings of the National Academy of Sciences.

Liczebność okrzemek, jednej z najważniejszych grup planktonu, zmniejsza się na całym globie w tempie około 1% rocznie – to wynik analizy opisanej 23 września 2015 w Global Biogeochemical Cycles.

Ocean Południowy jest zakwaszany przez rosnące emisje dwutlenku węgla w tak szybkim tempie, że duże jego obszary mogą nie być w stanie utrzymać przy życiu kluczowych organizmów łańcucha pokarmowego już przed rokiem 2030, stwierdziło badanie streszczone 2 listopada 2015 w internetowej edycji Nature Climate Change.

Praca badawcza, która pojawiła się 26 listopada 2015 w Science Express, wskazuje, że zmiany, jakich doświadcza plankton z subtropikalnych wód Północnego Pacyfiku, są „bezprecedensowe w ostatnim tysiącleciu”. Trwające przeobrażenie „rozpoczęło się w epoce przemysłowej i podtrzymywane jest przez rosnącą, wiążącą azotowe cząsteczki, cyjanobakeryjną produkcję”. W wywiadzie zacytowano jednego z autorów pracy: „Ta zmiana w społeczności pikoplanktonu mogła w ciągu minionego wieku stanowić ujemne sprzężenie zwrotne wobec wzrostu atmosferycznych koncentracji CO2. Jednak nie możemy oczekiwać, że pozostanie taką w przyszłości.”

Wyniki dalszych badań nad pierwotną produktywnością w oceanie ukazały się 19 stycznia 2016 w Geophysical Research Letters. W odniesieniu do Oceanu Indyjskiego sformułowano następujący wniosek: „Prognozy klimatyczne sugerują, iż Ocean Indyjski będzie ogrzewał się nadal, co zamieni ten produktywny region w ekologiczną pustynię.”

Naukowcy po raz pierwszy stwierdzili obecność toksyn w arktycznych ssakach. Wytwarzane są przez szkodliwe zakwity glonów. Pojawiają się u zwierząt morskich Alaski, nawet na obszarze Oceanu Arktycznego – o wiele dalej na północ, niż wskazywały na to wcześniejsze raporty, o czym doniosła 11 lutego 2016 analiza z łamów Hramful Algae. W jej fragmencie czytamy: „Niniejsze badanie objęło próbki pobrane z 905 przedstawicieli 13 gatunków ssaków, w tym: humbaków, wielorybów grenlandzkich, białuch, morświnów portowych, kotików zwyczajnych, lwów morskich Stellera, fok pospolitych, fok obrączkowanych, fok wąsatych, fok plamistych, fok pręgowanych, morsów pacyficznych oraz północnych wydr morskich. Kwas domoikowy wykryto u wszystkich 13 badanych gatunków, a najczęściej u wielorybów grenlandzkich (68%) i morświnów portowych (67%). Saksytoksynę stwierdzono u 10 spośród 13 gatunków. […] Wyniki te dowodzą, że […] toksyny występują w wodach Alaski w koncentracjach dostatecznie wysokich, by były one wykrywalne u zwierząt morskich i wpływały na zdrowie ssaków żyjących w arktycznym środowisku morskim.”

25. Meduzy odgrywają już podstawową rolę w oceanach świata (Wydanie New York Times Review of Books z 26 września 2013, recenzja książki Lisy-Ann Gershwin pt. „Ukłuci! O rozkwicie meduz i przyszłości oceanów”): „Tworzymy świat bardziej przypominający późny prekambr niż koniec XIX wieku – świat, w którym meduzy panowały w morzach, a organizmy z muszlami nie istniały. Tworzymy świat, w którym my/ludzie wkrótce możemy nie być w stanie ani przetrwać, ani wykrzesać na przetrwanie chęci.” Meduzy przyczyniają się do zmian klimatycznych poprzez (1) wydalanie bogatych w węgiel odchodów i śluzu, wykorzystywanych przez bakterie do oddychania, co zamienia je w fabryki dwutlenku węgla, a także (2) poprzez konsumowanie ogromnej liczby widłonogów i innego planktonu.

26. Wzrost poziomu morza powoduje załamania zboczy, tsunami i emisje metanu (Geology, wrzesień 2013). We wschodniej Syberii prędkość erozji wybrzeża wzrosła blisko dwukrotnie podczas ostatnich czterech dekad wskutek topnienia wiecznej zmarzliny.

Wygląda na to, że wzrost poziomu morza znajduje się już w stadium wykładniczym, co wyjaśnia analiza Roberta Scribblera z 4 maja 2015.

27. Wzrost temperatury oceanu zakłóci naturalne cykle dwutlenku węgla, azotu i fosforu, zmniejszając tym samym ilość planktonu (Nature Climate Change, wrzesień 2013).

Ocieplenie oceanu zostało poważnie zaniżone od 1970 roku, ustaliła praca badawcza przedstawiona w internetowej edycji Nature Climate Change z 5 października 2014. Zwłaszcza górne 700 metrów oceanicznych wód półkuli południowej ogrzało się po 1970 roku dwukrotnie szybciej niż sądzono.

Według artykułu wydrukowanego w Guardianie 22 stycznia 2015, „oceany nagrzewają się tak szybko, że wykresom naukowców skończyła się skala”.

28. Trzęsienia ziemi prowadzą do uwolnienia metanu, a będące tego konsekwencją dalsze ocieplenie wywołuje trzęsienia ziemi, alarmuje Sam Carana z Arctic Methane Emergency Group (październik 2013).

29. Małe rozlewiska w Kanadyjskiej Arktyce uwalniają znacznie więcej metanu niż się spodziewano (PLoS ONE, listopad 2013). Jest to pierwszy z wielu ekosystemów słodkowodnych, które emitują do atmosfery metan – ich przegląd zawiera Nature z 19 marca 2014, zaś opis pojawił się następnie w wyczerpującym badaniu w Global Change Biology z 28 kwietnia 2014.

Według Nature Geoscience z 20 maja 2012, uwalnianie metanu z tych źródeł w Arktyce i Grenlandii „oznacza, że w ocieplającym się klimacie dezintegracja wiecznej zmarzliny, lodowców i części polarnych lądolodów może ułatwić szybkie wyrzucenie metanu wolnego od 14/C, uwięzionego przez czapę kriosfery”.

Mechanizm uwalniania metanu w tych systemach jest słabo rozpoznany. Jeśli proces napędzany jest przez światło słoneczne, jak sugeruje badanie w Science z 22 sierpnia 2014, wówczas można spodziewać się jego wzmocnienia, ponieważ rozlewiska i jeziora będą coraz bardziej narażone na oddziaływanie promieni słonecznych.

Akweny położone we wnętrzu Afryki w znaczący sposób zwiększają całkowite emisje atmosferyczne gazów cieplarnianych, stwierdza analiza zamieszczona 20 lipca 2015 w internetowym wydaniu Nature Geoscience. Autorzy konkludują, że „będące ekwiwalentem dwutlenku węgla ogólne emisje gazów cieplarnianych [wynoszą] 0.9 petagrama węgla rocznie, co stanowi równowartość około jednej czwartej połączonych pochłaniaczy węgla – oceanu globalnego i lądu”.

Duże zbiorniki wodne zalegające pod pustyniami mogą poważnie pogorszyć sytuację. Zgodnie z ustaleniami badania opublikowanego 28 lipca 2015 przez Geophysical Research Letters, pod Kotliną Tarymską w chińskim Sinkiang zmagazynowana jest ogromna ilość dwutlenku węgla. Ukryty akwen zawiera „więcej węgla niż wszystkie rośliny świata. Podczas gdy informacja o dodatkowym źródle wody brzmi pozytywnie, naukowcy uważają, że uwolnienie tego węgla do atmosfery miałoby poważne konsekwencje”. Jeden z autorów wyjaśnił: „Przypomina to puszkę coca-coli. Jeśli zostanie otwarta, gaz cieplarniany ucieknie do atmosfery.”

Praca w Limnology and Oceanography z 29 października 2015 również porusza kwestię uwolnienia metanu z jezior. Przeznaczony dla ogółu społeczeństwa skrót pt. „Globalne ocieplenie będzie postępować znacznie szybciej niż się spodziewano – prognozuje badanie” zawiera następujący wniosek: „Wyniki sugerują, iż przed nami ‚błędne koło’, w którym spalanie paliw kopalnych prowadzi do wyższych temperatur, które z kolei powodują wyższy poziom emisji metanu i dalsze ocieplenie.” To zadowalające wyjaśnienie pętli samowzmacniającego się, dodatniego sprzężenia zwrotnego.

Badanie zamieszczone 9 listopada 2015 w internetowym wydaniu Nature Geoscience demonstruje, że jeziora półkuli północnej prawdopodobnie uwolnią znacznie więcej dwutlenku węgla z powodu globalnej zmianie klimatu. Analiza bazująca na danych z ponad 5.000 szwedzkich jezior pokazuje, iż emisje dwutlenku węgla z jezior świata, cieków wodnych i rezerwuarów odpowiadają prawie jednej czwartej całkowitej ilości CO2 wygenerowanej przez spalanie paliw kopalnych.

Autorzy analizy przedstawionej 19 listopada 2015 w Yale Environment 360 napisali – odwołując się do dwóch najnowszych prac badawczych – że „legendarne północne jeziora świata doświadczają poważnych zmian, które obejmują szybkie ocieplenie wód, zmniejszoną pokrywę lodową i zakwity szkodliwych alg”. Należy do nich Bajkał, „najgłębsze, największe pod względem objętości i najstarsze słodkowodne jezioro na świecie, które zawiera jedną piątą naziemnych zasobów wody pitnej. Jest to Arka Noego różnorodności biologicznej, dom niezliczonych gatunków nie występujących nigdzie indziej na Ziemi”.

Na dnie Bajkału zalegają hydraty zawierające 424 gigatony metanu. Ich stabilizacja uzależniona jest od niskiej temperatury w strefie przydennej (3.5°C) i dużej ilości wody w akwenie, zapewniającej odpowiedni nacisk. Poziom wód jeziora będzie spadał ze względu na zmianę klimatu. nieznaczny spadek poziomu wód jeziora wystarczy, by wywołać potężne emisje metanu, których wartość wielokrotnie przekroczy aktualne atmosferyczne koncentracje tego gazu cieplarnianego.

Dalsze potwierdzenie znaczenia strumieni i rzek jako źródeł atmosferycznego metanu pochodzi z pracy opublikowanej w Ecological Monographs z listopada 2015. Nagłówek streszczenia mówi wszystko: „Emisje gazów cieplarnianych z cieków wód słodkich są wyższe niż sądzono.”

Jak podano 16 grudnia 2015 w Geophysical Research Letters: „Z pierwszej globalnej syntezy danych miejscowych oraz pochodzących z satelitarnych obserwacji jezior wynika, że letnia powierzchniowa temperatura wody wzrosła gwałtownie (planetarna średnia = 0.34°C na dekadę) w latach 1985–2009.”

Analiza badawcza opublikowana 4 stycznia 2016 w internetowym wydaniu Nature Geoscience ujawnia, że „jeziora i stawy są dominującym źródłem metanu w wysokich szerokościach geograficznych północnych”. „Po zebraniu zgłoszonych wcześniej pomiarów, których dokonano w 700 położonych na północy akwenach, naukowcy byli w stanie dokładniej oszacować emisje na dużych skalach. Odkryli oni, że metan uwalniany z samych jezior i stawów stanowi ekwiwalent około dwóch trzecich wszystkich naturalnych źródeł gazu w regionie północnym.”

Zgodnie z wynikiem badania, które zamieszczono 1 lutego 2016 w Nature Geoscience, stawy o wielkości około 1000 metrów kwadratowych stanowią jedynie 8.6% powierzchni jezior i stawów świata, niemniej odpowiadają one za 15.1% emisji dwutlenku węgla i 40.6% dyfuzyjnych emisji metanu.

30. Mieszanie prądu strumieniowego także stanowi katalizator. Wysokie emisje metanu następują po załamaniu prądu strumieniowego, co było przyczyną dawnych wzrostów globalnej temperatury do poziomu 16°C na przestrzeni dekady lub dwudziestu lat. (Paul Beckwith, 19 grudnia 2013)

31. Badania wykazują, że „w miarę postępującego ocieplenia planety powstaje coraz mniej chmur; oznacza to, że mniejsza ilość światła słonecznego odbijana jest z powrotem w przestrzeń kosmiczną, co powoduje dalszy wzrost temperatur”. (Nature, styczeń 2014)

Tymczasem analiza zreferowana 8 kwietnia 2016 w Science ujawniła, że dotychczasowe prognozy zmiany klimatu znacznie zaniżyły rolę, jaką odgrywają chmury, dlatego ocieplenie będzie o wiele gorsze od przewidywanego. Analiza danych satelitarnych przeprowadzona m.in. przez badaczy Uniwersytetu Yale ujawniła, iż chmury zawierają więcej cieczy niż lodu. Chmury z kryształkami lodu w większym stopniu odbijają światło słoneczne, które nie dociera w ten sposób do powierzchni Ziemi i nie ogrzewa jej. Zaniżenie aktualnego poziomu kropelek w chmurach wskazuje na to, że modele ocieplenia są błędne. Co więcej, wskutek wzrostu atmosferycznego CO2 mniej chmur osiągnie stan odbijający ciepło, a więc szacunki ocieplenia muszą zostać zrewidowane w górę.

32. „Topnienie wiecznej zmarzliny sprzyja mikrobiologicznej degradacji węgla – zarówno nowego, jak i poddanego krio-sekwestracji – co prowadzi do biogennej produkcji metanu.” (Nature Communications, luty 2014)

W myśl ustaleń badawczych opisanych 21 października 2015 w Proceedings of the National Academy of Sciences: „Obserwowane tempo utraty rozpuszczonego węgla organicznego [dissolved organic carbon – DOC] wiecznej zmarzliny należy do najszybszych, jakie kiedykolwiek zarejestrowano i demonstruje potencjalne znaczenie niskiej-masy-cząsteczkowej [low-molecular-wight – LMW] w napędzaniu szybkiego metabolizmu węgla podczas topnienia wiecznej zmarzliny z ery plejstocenu i wydalania CO2 do atmosfery przez gleby i okoliczne wody śródlądowe.”

33. Nad tropikalnym zachodnim Pacyfikiem znajduje się naturalna i niedostrzegalna dziura rozciągająca się na tysiące kilometrów w warstwie, która z racji swojego składu chemicznego uniemożliwia transport większości naturalnych i wytworzonych przez człowieka substancji do stratosfery. Wzorem windy wiele związków chemicznych uwalnianych na powierzchni przechodzi w związku z tym nieprzefiltrowanych przez tzw. warstwę detergentową atmosfery. Globalne emisje metanu z terenów podmokłych wynoszą aktualnie około 165 teragramów (megaton) rocznie. Analiza szacuje, że roczne emisje z tych źródeł wzrosną o 17 – 260 megaton. Dla porównania, całkowita roczna emisja metanu ze wszystkich źródeł (z wkładem ludzkim włącznie) to około 600 megaton. (Nature Geoscience, luty 2014)

34. „Wulkanolog Bill McGuire opisuje, jak szybkie topnienie lodowców i pokrywy lodowej w wyniku zmiany klimatu może spowodować wybuchy wulkanów, trzęsienia ziemi i tsunami.” (The Guardian, 13 lutego 2014)

W badaniu opublikowanym 5 lutego 2015 przez Geophysical Research Letters czytamy: „Wbrew oczekiwaniom podwodne wulkany wybuchają w nagłych seriach, a nie w powolnym tempie.”

35. Głębokie prądy oceaniczne najwyraźniej zwalniają. „Będziemy najprawdopodobniej świadkami mniejszej oceanicznej absorpcji wyprodukowanego przez człowieka, antropogenicznego ciepła i dwutlenku węgla, co czyni ten proces dodatnim sprzężeniem zwrotnym zmiany klimatu”. Ze względu na to, że zjawisko to przyczyniło się do ochłodzenia i zatopienia połynii Weddella „zawsze istnieje możliwość, że potężna połynia zdoła pojawić się ponownie w następnym stuleciu. Jeżeli tak się stanie, pojedyncza erupcja ocieplenia uwolni z głębokiego oceanu nagromadzone przez dekady ciepło i węgiel”. (Nature Climate Change, luty 2014; wyniki modelowania wskazują na „dużą przestrzenną redystrybucję oceanicznego węgla”, informuje w marcowym numerze Journal of Climate)

36. Zwiększony atmosferyczny dwutlenek węgla sprawia, że mikroby żyjące w ziemi produkują więcej dwutlenku węgla. (Science, 2 maja 2014)

37. Redukcja sezonowej pokrywy lodu w Arktyce „spowoduje większe fale, które z kolei będą mechanizmem łamania lodu i przyspieszania procesu jego wycofania”. (Geophysical Research Letters, 5 maja 2014)

Zjawisko to potwierdzono po raz kolejny 27 marca 2015 w Geophysical Research Letters.

38. Rozległa, ogromna ukryta sieć metanu zamrożonego i metanu w postaci gazowej, wraz z dziesiątkami spektakularnych pióropuszy wydobywających się z morskiego dna, została wykryta u wybrzeży Wyspy Północnej Nowej Zelandii (wstępne rezultaty przedstawione w New Zealand Herald z 12 maja 2014).

Pierwsze dowody na powszechne aktywne wycieki metanu w Oceanie Południowym, u brzegów pod-antarktycznej wyspy Georgia Południowa, zostały przedstawione 1 października 2013 w Earth and Planetary Science Letters.

39. Jak donosi Nature Geoscience z 8 czerwca 2014, wzrost globalnych temperatur może zwiększyć ilość dwutlenku węgla uwalnianego naturalnie przez oceany świata, intensyfikując zmianę klimatu.

40. W miarę postępującego wzrostu średniej globalnej temperatury „koncentracje pary wodnej również zwiększą się w odpowiedzi na ocieplenie. Z kolei zawilgocenie atmosfery absorbuje więcej ciepła i dodatkowo podnosi temperaturę Ziemi”. We fragmencie badania czytamy: „Nasza analiza pokazuje, że zawilgocenia górnej troposfery zaobserwowanego w latach 1979-2005 nie można wytłumaczyć przyczynami naturalnymi i jest ono głównie wynikiem antropogenicznego ocieplenia klimatu. Przypisując zaobserwowany wzrost bezpośrednio działalności człowieka, badanie potwierdza obecność największego znanego mechanizmu sprzężenia zwrotnego, który potęguje antropogeniczną zmianę klimatu.” (Proceedings of the National Academy of Sciences, 28 lipca 2014)

Według raportu Sceptical Science z lipca 2015, „sprzężenie zwrotne pary wodnej mniej więcej podwaja ilość ocieplenia wywołanego przez CO2. Zatem jeśli mamy zmianę o wartości 1°C spowodowaną przez CO2, para wodna doprowadzi do wzrostu temperatury o kolejny 1°C. Gdy uwzględnimy inne pętle dodatnich sprzężeń zwrotnych, całkowite ocieplenie ze spowodowanej przez CO2 potencjalnej zmiany o 1°C wynosi w rzeczywistości 3°C”.

41. Społeczności mikrobów żyjące w glebie uwalniają niespodziewanie więcej dwutlenku węgla, gdy rośnie temperatura. (Nature, 4 września 2014) W rezultacie „zmagazynowany w znacznej ilości w Arktyce i glebach borealnych węgiel może być bardziej podatny na ocieplenie klimatu, niż się obecnie przewiduje”.

42. „Na koniec ostatniego zlodowacenia siła upwellingu południowej, polarnej odnogi cyrkulacji termohalinowej Atlantyku była zróżnicowana, co zmieniło wentylację i stratyfikację termiczną na obszarze wysokich szerokości geograficznych Oceanu Południowego. W tym samym okresie nastąpiły co najmniej dwie fazy gwałtownego wzrostu globalnego poziomu morza – tzw. pulsy roztopowe.” Gdy ocean otaczający Antarktydę uległ większemu rozwarstwieniu termicznemu, ciepła woda roztopiła pokrywę lodową szybciej niż w okresie mniejszej stratyfikacji oceanu. (Nature Communications, 29 września 2014)

Robert Scribbler określa AMOC (Atlantycką Południkową Cyrkulację Wymienną) jako „serce systemu oceanu światowego”.

23 marca 2015 internetowe wydanie Climatic Change informuje, iż spowolnienie AMOC jest „poważne” i związane z topnieniem lodu na Grenlandii. To wyhamowanie z przełomu wieków najwyraźniej jest zjawiskiem wyjątkowym co najmniej od tysiąca lat.

43. „Otwarte wody oceanu są znacznie mniej efektywne niż lód morski w emitowaniu zakresu dalekiej podczerwieni widma optycznego. Oznacza to, że Ocean Arktyczny zatrzymuje większość energii promieniowania w dalekiej podczerwieni – zjawisko dotychczas nieznane, które prawdopodobnie przyczynia się do ocieplenia klimatu polarnego.” (Proceedings of the National Academy of Sciences, listopad 2014)

44. Ciemny śnieg znajduje się nie tylko na Grenlandii. Występuje prawie na całej półkuli północnej, co zostało potwierdzone 25 listopada 2014 w Geophysical Research Letters.

Opis tego zjawiska autorstwa Erica Holthausa, zamieszczony 13 stycznia 2015 w Slate, zawiera cytat wypowiedzi jednego z naukowców zaangażowanych w projekt badawczy: „Modele klimatyczne muszą dodać proces, którego obecnie nie zawierają, ponieważ ma on duży wpływ na klimat.” Tak jak w przypadku pozostałych głównych pętli samonapędzających się sprzężeń zwrotnych, współczesne modele nie uwzględniają ciemnego śniegu.

45. „Reprezentacja stratosferycznego ozonu w modelach klimatycznych może mieć pierwszorzędny wpływ na szacunki faktycznej wrażliwości klimatu.” (Nature Climate Change, grudzień 2014)

46. „Podczas gdy naukowcy są zdania, że globalne ocieplenie uwolni metan z hydratów na całym świecie, uwaga skupiona jest głównie na złożach w Arktyce. Niniejsze badanie szacuje, że w latach 1970-2013 dekompozycja hydratów u wybrzeży stanu Waszyngton wywołała emisję około 4 milionów ton metanu. Roczna ilość odpowiada w tym wypadku wartości metanu uwolnionego w 2010 roku przez platformę Deepwater Horizon u wybrzeży Luizjany i 500 razy przekracza tempo naturalnych emisji z dna morskiego.” (Geophysical Research Letters, wersja internetowa z 5 grudnia 2014).

47. „Wzrost uwalnianego przez ludzi, atmosferycznego dwutlenku węgla może zainicjować reakcję łańcuchową między roślinami i mikroorganizmami, która zdestabilizuje jeden z największych pokładów węgla na planecie – glebę.” (Nature Climate Change, grudzień 2014)

Badanie zamieszczone 1 grudnia 2016 w Nature zidentyfikowało kolejne sprzężenie zwrotne klimatu: ocieplenie Ziemi wywołane przez cywilizację industrialną sprawia, że gleby wydychają węgiel. Proces ten znany jest jako „kompostowa bomba”. Mikroorganizmy glebowe na ogół konsumują węgiel, a następnie uwalniają CO2 jako produkt uboczny. Duże obszary planety – od Alaski i północnej Kanady po Europę Północną i rozległe połacie Syberii – były wcześniej zbyt zimne, aby oddychanie gleb mogło tam zaistnieć. Wzrost temperatur spowodował, iż teraz wprowadzają one do atmosfery znacznie większe niż kiedykolwiek ilości dwutlenku węgla i metanu. Zjawisko to potwierdził też upubliczniony 13 grudnia 2016 raport o stanie Arktyki, opracowany przez Narodową Służbę Oceaniczną i Atmosferyczną USA (NOAA). Nawet przy natychmiastowym wstrzymaniu wszystkich cywilizacyjnych emisji gazów cieplarnianych, gleby nadal będą uwalniać taką samą ilość CO2 i CH4, jaką wytwarzał przemysł paliw kopalnych w połowie XX wieku. Przybierające na intensywności oddychanie gleb zwiększy atmosferyczne koncentracje CO2 o minimum 0.45-0.71 ppm rocznie. Naukowcy przyznają, że ich wyliczenia są zachowawcze. W rzeczywistości wartość ta może być aż cztery razy większa (2.7 ppm). Prognozy badawcze nie nadążają za tempem planetarnych zmian, należy zatem spodziewać się, że rzeczywistość po raz kolejny wyprzedzi oczekiwania. „Można śmiało powiedzieć, że globalne ocieplenie przekroczyło punkt bez powrotu i nie możemy już odwrócić jego skutków,” powiedział dr Thomas Crowther, główny autor pracy.

 Z badania przeprowadzonego przez naukowców Departamentu Energii Narodowego Laboratorium Lawrence’a Berkeley’a (Lawrence Berkeley National Laboratory) i zamieszczonego 9 marca 2017 w Science wynika, iż wskutek ocieplenia klimatu grunty mogą uwolnić do atmosfery znacznie więcej dwutlenku węgla, niż się spodziewano. Doświadczenie polowe pozwoliło po raz pierwszy ustalić, co się dzieje z uwięzionym w ziemi organicznym węglem, gdy wszystkie warstwy gleby zostaną ogrzane do głębokości 100 centymetrów. Na trzech doświadczalnych poletkach roczne emisje CO2 z powierzchniowych i głębszych pokładów gruntu zwiększyły się od 34 do 37 procent w stosunku do gleb nieogrzewanych. Większość gazu pochodziła z warstw położonych niżej, co wskazuje na to, że ich wrażliwość na ocieplenie jest zdecydowanie wyższa od oczekiwanej. Gleby planety zawierają trzy razy więcej węgla niż atmosfera. Ponadto wzrost temperatur Ziemi przyspieszy tempo, w jakim jest on rozkładany przez drobnoustroje. To sprzężenie zwrotne spotęguje zmianę klimatu. Dotychczas eksperymenty terenowe koncentrowały się wyłącznie na górnych 20 centymetrach gruntu. Eksperci szacują, że poniżej tego poziomu zmagazynowanych jest ponad 50 procent zasobów organicznego węgla. Wysoka wrażliwość badanych gleb na ocieplenie była podobna na każdej głębokości. „Zakłada się, iż węgiel w gruncie rodzimym jest bardziej stabilny i nie reaguje na ocieplenie w takim stopniu, jak warstwa wierzchnia, ale dowiedzieliśmy się, że to nieprawda,” powiedziała Margaret Torn, współautorka analizy. „Warstwy głębsze zmagazynowały mnóstwo węgla, a nasza praca wskazuje, iż jest to kluczowy brakujący element w naszym rozumieniu tego potencjalnego sprzężenia zwrotnego klimatu planety.” Obecny i przyszły wpływ organicznego węgla na zmianę klimatu został zaniżony.

48. Zwiększona temperatura oceanu przyczynia się do redukcji akumulowanego w nim dwutlenku węgla. „Wyniki każą wnioskować, że prognozowane przyszłe wzrosty temperatury oceanu spowodują zmniejszenie ilości CO2 zmagazynowanego przez oceany.” (Proceedings of the National Academy of Sciences, styczeń 2015)

49. Według badania z 19 stycznia 2015 w Nature Geoscience, topniejące lodowce w znaczący sposób zwiększają koncentracje węgla w atmosferze i „około 13% rocznego, rozpuszczonego w lodowcach strumienia organicznego węgla jest wynikiem utraty masy lodowców. Prognozuje się, że będą one przyspieszać”.

50. Zgodnie z analizą, której rezultaty przedstawiono 20 kwietnia 2015 w internetowej edycji Nature Geoscience, prądy oceaniczne zaburzają funkcjonowanie żywiących się metanem bakterii. „Udało nam się wykazać, że siła i zmienność prądów oceanicznych kontroluje występowanie metanotrofów,” mówi Lea Steinle z Uniwersytetu w Bazylei i główny autor badania. „W związku z tym duże populacje bakterii nie mogą rozwijać się w silnym prądzie, co w konsekwencji prowadzi do zmniejszenia konsumpcji metanu.”

51. Efekt cieplarniany sprawia, że ocieplenie Arktyki jest wzmacniane przez fitoplankton. (Proceedings of the National Academy of Sciences, 12 maja 2015) Temperatury w Arktyce rosną znacznie szybciej niż średnia globalna głównie ze względu na zmniejszający się zasięg lodu morskiego. Badanie ustaliło, że biogeofizyczny wpływ przyszłych zmian fitoplanktonu intensyfikuje ocieplenie Arktyki o 20%.

52. Odkryto ostatnio, że rośliny zarodnikowe, które są jednymi z najstarszych form życia na Ziemi, są źródłem gazów cieplarnianych, zwłaszcza podtlenku azotu i metanu. Do amplifikacji dokładają się wyższe temperatury i zwiększona depozycja azotu. (Global Change Biology, 7 lipca 2015 roku)

53. Wpływ fitoplanktonu nie ogranicza się do Arktyki. Plankton Oceanu Południowego jest odpowiedzialny za tworzenie w okresie letnim prawie połowy kropel wody w chmurach; służy w ten sposób za czynnik chłodzący. Jako że ocieplenie zabija plankton, tych kropel ubywa, co z kolei potęguje ocieplenie. (Science Advances, 17 lipca 2015)

54. „Obserwacje pokazują, że na całym świecie lodowce są w odwrocie i tracą swą masę.” (Journal of Glaciology, lipiec 2015) Końcowe wiersze streszczenia: „Obserwacje glacjologiczne i geodezyjne (około 5.200 od 1850 roku) demonstrują, że tempo utraty masy na początku XXI wieku jest bez precedensu w skali globalnej, co najmniej w okresie obejmującym obserwacje i prawdopodobnie w całej historii, na co wskazują także rekonstrukcje z dokumentów pisemnych i ilustrowanych. Ta silna nierównowaga oznacza, iż w wielu regionach globu lodowce najprawdopodobniej poniosą dalsze straty, nawet przy stabilnym klimacie.”

55. Z badania zamieszczonego 1 września 2015 w Nature Communications pochodzą dowody, iż zwiększone zakwaszenie oceanów napędza nieodwracalne, duże przyrosty wiązań azotu i populacji kluczowych bakterii morskich zwanych trichodesmium. Jest to jeden z nielicznych mieszkańców oceanu, który potrafi „wiązać” atmosferyczny azot i tym samym udostępniać go innym organizmom. To niezwykle istotne, ponieważ całość morskiego życia – od alg po wieloryby – potrzebuje azotu, by wzrastać. Zmiana klimatu może wprowadzić trichodesmium w niemożliwy do powstrzymania tryb szybszej, wzmożonej reprodukcji i generowania niebywałych ilości azotu. Bez zdolności wyhamowania bakterie wchłoną wszelkie dostępne zasoby, co wywoła ich wymieranie i tym samym zagładę organizmów wyższych, które są od nich zależne. Przewiduje się, że nawet jeśli przez setki pokoleń poziom dwutlenku węgla ulegnie obniżeniu, proces ten wciąż będzie nieodwracalny i na ogromną skalę. We fragmencie pracy czytamy: „Mamy do czynienia z bezprecedensową ewolucyjną reakcją drobnoustrojów, ponieważ zwiększenie sprawności rozrodczej nabytej w środowisku doboru zostaje utrzymane po powrocie do środowiska rodowego.”

56. Wymarcie megafauny zarówno na lądzie, jak i na morzu doprowadziło do niedoboru mega-obornika. (Proceedings of the National Academy of Sciences, 26 października 2015) W rezultacie system kompostowania i recyklingu składników odżywczych planety jest uszkodzony. Do wyginięcia dużych zwierząt przyczyniły się również inne czynniki, ale rola odchodów megafauny w funkcjonowaniu ekosystemu była studiowana w przeszłości w niewielkim zakresie.

57. Praca badawcza zamieszczona 26 listopada 2015 w Science donosi o szybkim wzroście coccolithophyceae w odpowiedzi na zwiększone koncentracje dwutlenku węgla. W perspektywie krótkoterminowej glony te utrudniają usuwanie dwutlenku węgla z atmosfery.

58. „Widoczna wrażliwość oddychania [drzew] na nocne temperatury, które zgodnie z prognozami wzrosną szybciej niż średnie temperatury globalne, sugeruje, iż węgiel [C] zmagazynowany w lasach tropikalnych może być podatny na przyszłe ocieplenie,” ustaliło badanie udostępnione 7 grudnia 2015 przez Proceedings of the National Academy of Sciences. Autorzy podkreślają, że cieplejsze noce mogą w rzeczywistości wywierać dużo większy wpływ na atmosferę planety niż cieplejsze dni – co ostatecznie może doprowadzić do wprowadzenia do atmosfery większej ilości węgla.

59. Według analizy opublikowanej 18 grudnia 2015 w Science Advances „liczne duże drzewa tropikalne o znacznym wkładzie w magazynowanie węgla wykorzystują duże kręgowce do rozsiewania nasion i regeneracji, jednakże wielu owocożercom zagrażają polowania, nielegalny handel i utrata siedlisk. […] Ustaliliśmy, że eliminacja fauny może poważnie zmniejszyć składowanie dwutlenku węgla, nawet jeśli zniszczona zostanie tylko niewielka część drzew o dużych nasionach.” Zmiana klimatu powoduje więc utratę siedlisk zwierząt i zmniejsza zdolność lasów tropikalnych do przechowywania węgla – tworzy w ten sposób samowzmacniającą się pętlę dodatniego sprzężenia zwrotnego.

60. W internetowym wydaniu Proceedings of the National Academy of Sciences z 22 grudnia 2015 znalazła się praca badawcza wykazująca związek między arktycznym lodem morskim i regionalnymi opadami atmosferycznymi. Jej fragment zawiera następujące zdania: „Na globalny klimat swój wpływ wywiera arktyczny cykl hydrologiczny, regulowany częściowo przez lód morski, który kontroluje parowanie i opady atmosferyczne. […] Ustaliliśmy, że niezależne, bezpośrednie oddziaływanie lodu morskiego na procentowy wzrost arktycznej wilgoci […] prawdopodobnie powoduje zwiększenie opadów i zmiany w bilansie energetycznym, wnosząc znaczną niepewność w prognozy klimatyczne.” Jak wyraził to główny autor analizy, „Jeśli usuniesz lód morski z obszaru Arktyki, sprawisz, że ocean będzie w kontakcie z atmosferą, co prowadzi do odparowania większej ilości wody, która generuje opady.”

61. Zgodnie z ustaleniami badania opisanego 10 marca 2016 w Nature biosfera lądowa jest źródłem netto gazów cieplarnianych: „Odkryliśmy, że łączny potencjał ocieplenia równoczesnych emisji biogennego metanu i podtlenku azotu jest około dwukrotnie większy niż efekt chłodzenia wynikający z globalnego, lądowego poboru dwutlenku węgla w latach 2001-2010. Rezultatem jest skumulowany, dodatni wkład netto trzech gazów cieplarnianych w planetarny budżet energetyczny.”

62. Analiza badawcza przedstawiona 14 marca 2016 w Nature Geoscience zawiera te oto kluczowe zdania: „Lodowe kliny są powszechną podpowierzchniową cechą regionów wiecznej zmarzliny. Powstają poprzez powracające, spowodowane mrozem pęknięcia i narastające przez setki tysięcy lat lodowe żyły. […] Odkryliśmy, że zachodzące w ostatnich dziesięcioleciach topnienie na szczytach lodowych klinów oraz późniejsze zapadanie się terenu w skali decymetrowej jest w Arktyce zjawiskiem powszechnym. Mimo iż temperatury wiecznej zmarzliny wzrastają stopniowo, ustaliliśmy, że degradacja lodowych klinów występuje w okresach krótszych niż dziesięć lat. […] Przewidujemy, że degradacja lodowych klinów i hydrologiczne zmiany związane z wynikłym różnicami zapadania gruntu będą powiększać się i pomnażać na szybko ocieplających się obszarach wiecznej zmarzliny.”

Władimir Romanowskij, profesor geofizyki Uniwersytetu Alaska w Faibanks, który dla potrzeb badania monitorował degradację lodowych klinów w lokalizacjach na terenie Kanady, powiedział, że ogólne wnioski z badania były oszałamiające. W wywiadzie towarzyszącym publikacji powiedział: „Nie spodziewaliśmy się, że zobaczymy dramatyczne zmiany. […] Wydarzenia te nie miały w Arktyce miejsca od co najmniej 60 lat.”

63. Zwiększone koncentracje atmosferycznego dwutlenku węgla zakwaszają deszczówkę. Rezultatem jest względnie słaba postać kwasu węglowego. Deszcz pada na wapienie i pokrewne skały węglanowe, uwalniając tym samym do atmosfery zawarty w nich dwutlenek węgla. Im silniejszy staje się kwas węglowy, tym bardziej rozpuszcza wapień, co prowadzi do uwolnienia większej ilości dwutlenku węgla.

64. Według badania zamieszczonego 22 czerwca 2016 w Nature Communications, na północnych krańcach Ziemi kwitną glony o truskawkowym kolorze. Im więcej tych wykwitów, tym więcej topniejącego śniegu. Niezamrożona woda stymuluje dalszy wzrost tych mikroorganizmów. I tak dalej. Jest to samonapędzająca się pętla sprzężenia zwrotnego odmiany nieodwracalnej. Zacytuję ze streszczenia: „Czerwony śnieg, częste siedlisko glonów zakwitających po rozpoczęciu procesu topienia, odgrywa kluczową rolę w zmniejszaniu albedo. Nasze dane ujawniają, że czerwone algi śnieżne są zarówno kosmopolityczne, jak również niezależnie od czynników geochemicznych i mineralogicznych właściwych dla danej lokalizacji. Wzorce różnorodności glonów śnieżnych, pigmentacji, a tym samym albedo, są wszechobecne w całej Arktyce, zaś redukcja albedo przyspiesza topnienie śniegu i zwiększa obszar odsłoniętego lodu i okres jego odsłonięcia. Oszacowano, że w trakcie jednego sezonu topnienia ogólny spadek albedo śniegu spowodowany przez rozkwity śniegowych glonów o czerwonym zabarwieniu może wynosić 13%. Niezmiennym tego rezultatem będzie wyższe tempo topnienia.”

65 & 66. Ustalenia badawcze zawarte w internetowej edycji Nature z 11 lipca 2016 wyczerpująco dokumentują jedno z najważniejszych przeobrażeń planetarnych będących wynikiem ocieplenia klimatu: zmianę dystrybucji chmur nad całą Ziemią. Rozszerzyła ona subtropikalne strefy suche, zlokalizowane na obu półkulach pomiędzy 20 i 30 stopniem szerokości geograficznej, jak również podniosła wierzchołki chmur. Każda z tych zmian pogarsza ogólne ocieplenie globu. Według artykułu Washington Post, towarzyszącego publikacji badania, każda z tych zmian stanowi dodatnie sprzężenie zwrotne zmiany klimatu.

67. Badanie zrelacjonowane 25 lipca 2016 w Nature Geoscience potwierdza i kwantyfikuje od dawna panujące podejrzenie o tym, że ocieplająca się Ziemia zmniejsza zdolność roślin lądowych do magazynowania węgla. Redukcja ta prowadzi do wzrostu atmosferycznych koncentracji CO2, co podnosi poziom globalnej temperatury i zasila samonapędzający się mechanizm dodatniego sprzężenia zwrotnego zmiany klimatu.

Analiza przedstawiona 1 września 2016 w piśmie Weather wykazała, że w 2006 roku wegetacja planety osiągnęła szczyt absorpcji atmosferycznego dwutlenku węgla. Od tego czasu zdolność roślinności do pochłaniania CO2 raptownie spada. Według Jamesa Currana, współautora badania i byłego szefa szkockiej Agencji Ochrony Środowiska, jest to pierwszy dowód na to, iż przekraczamy krytyczny punkt nieodwracalnej zmiany klimatu. Wiadomość ta zaszokowała środowisko naukowe. Wcześniejsze szacunki zakładały, że swój maksymalny poziom konsumpcji dwutlenku węgla rośliny osiągną najwcześniej w 2030. Tymczasem nastąpiło to 10 lat temu. W samym 2014 redukcja absorpcji CO2 była równowartością rocznych emisji Chin. „W przyszłym sezonie spadek może już odpowiadać połączonym emisjom Chin i Australii,” wyjaśnia Curran. „Każdego roku jest gorzej. Nadejdzie moment, w którym rośliny i drzewa przestaną pochłaniać CO2 i biosfera stanie się wyłącznie jego emitorem.”

Tłumaczenie: exignorant

Opublikowano Klimat

Termodynamiczny upadek nafty (aktualizacja: 13.01.2017)

Fragmenty wywiadu ze Stevenem St. Angelo, niezależnym analitykiem rynków metali szlachetnych.

twilight-oilKoncentruje się pan na zagadnieniach, które sporadycznie interesują innych analityków: energii i termodynamicznym upadku ropy naftowej. Pana zdaniem to energia jest kluczem do wszystkiego. Proszę przybliżyć nam argumentację i powiedzieć coś o swoich dociekaniach.

Steven St. Angelo: Kiedy zacząłem po raz pierwszy inwestować w srebro w 2002, czytałem oczywiście prace Teda Butlera. Srebro i złoto interesowały mnie nie tylko jako środki przechowywania wartości – miały być częściej stosowane w przemyśle. Od 2008 zacząłem faktycznie rozumieć energię i jej powszechny wpływ. Energia napędza wszystko. Media nurtu głównego, a nawet alternatywne, traktują energetykę jako pospolity sektor, podobny do służby zdrowia, rynku technologicznego, sprzedaży detalicznej czy nieruchomości. Tymczasem są one bezużyteczne bez energii. To ona zasila wszystko. Nie robią tego pieniądze. Finanse nadają gospodarce kierunek, a przynajmniej powinny to czynić. Teraz zaprowadziły nas na skraj przepaści.

Przyglądając się energetyce, wyszedłem poza teorię Peak Oil. Kwestią zasadniczą jest zwrot energii z inwestycji (EROI). Na przykład w 1930 roku Stany Zjednoczone produkowały 100 baryłek ropy przy koszcie energetycznym opiewającym na jedną baryłkę. Dysponowaliśmy 99 baryłkami zysku, które moglibyśmy wykorzystać w gospodarce. Teraz mamy ropę z łupków, której pięć baryłek kosztuje nas jedną. Pozostają nam tylko cztery baryłki zysku. To zła wiadomość, ponieważ nasze społeczeństwo potrzebuje nieporównanie wyższego zwrotu energii z inwestycji, by funkcjonować i utrzymać infrastrukturę, nowoczesne rolnictwo, drogi i mosty, cieki wodne, opiekę zdrowotną, edukację. Według niektórych analiz niezbędna dla cywilizacji przemysłowej wartość minimalna współczynnika EROI to 20-30 do 1. W latach 70. znalazła się poniżej tego poziomu i od tamtej pory nieprzerwanie spada. W tym samym momencie rozpoczął się wykładniczy wzrost zadłużenia.

Spadek energii netto jest głównym wskaźnikiem i przyczyną piętrzącego się długu, manipulacji na rynkach papierów wartościowych i metali szlachetnych. Energia będzie czynnikiem, który wszystko zniszczy. Cesarstwo Rzymskie doświadczyło identycznego spadku EROI. Rzymianie zdewaluowali swoją walutę, ale nie byli zadłużeni. My postąpiliśmy podobnie, lecz mamy niebotyczne zadłużenie w derywatach. Zatem nasz upadek przebiegnie znacznie szybciej. Dlatego skupiam się na energii. Nieważne, czy jej dostarcza jej ropa naftowa, gaz ziemny, węgiel, atom, źródła odnawialne czy praca ludzi i zwierząt. Przez 2000 lat gospodarcza energia i bogactwo przechowywane były w złocie i srebrze. Amerykanie o tym zapomnieli. Mamy 45-letnią amnezję fiducjarną. Każdy zaaferowany jest akcjami, obligacjami i nieruchomościami. Kres tej trójki nadejdzie w najbliższej przyszłości.

Korporacyjne i alternatywne media mówią, że mamy nadmiar nafty. Państwa-producenci pompują ‚czarne złoto’ jak szalone. Dlaczego?

Posłużmy się przykładem Exxon Mobil, jednego z największych koncernów naftowych na świecie. W 2008, kiedy cena za baryłkę wynosiła średnio 97 dolarów, korporacji pozostały 22 miliardy dolarów zysku po odliczeniu dywidend i wszystkich nakładów inwestycyjnych. W ubiegłym sezonie musieli pożyczyć 8 miliardów dolarów na pokrycie tych kosztów. Chevron, numer 2 na liście wydobywczych potentatów, potrzebował finansowego wsparcia w kwocie 18 miliardów dolarów. Jest aż tak źle. W roku bieżącym będzie jeszcze gorzej. Przy obecnych cenach nafty najbardziej dochodowi giganci tracą pieniądze. O łupkach zapomnijmy – ich eksploatacja jest kompletną katastrofą.

Sytuacja w pozostałych częściach globu prezentuje się równie ponuro. Mimo że spadek cen ropy zmniejszył też koszty, Arabia Saudyjska ma poważne kłopoty. W 1981 produkowała 10 milionów baryłek dziennie. Przed 1983, w czasie recesji, ilość ta spadła o połowę, do 4.9 miliona. W 2008 nastąpił krach. Rok później Saudyjczycy okroili wydobycie o kolejny milion baryłek. Dzisiaj z trudem wyciskają około 500 tysięcy baryłek na dobę. W tym jest problem. Ropa zalała rynek, ale nikt na niej nie zarabia. Każdy traci. Arabia sprzedaje amerykańskie obligacje skarbowe. Uzupełnia finansowe braki. Jeśli ograniczy produkcję, cena może nieznacznie wzrosnąć, ale królestwo ucierpi jeszcze bardziej. Inne spółki także pozbywają się papierów dłużnych rządu USA.

W Oklahomie mamy od 2008 rekordową ilość zmagazynowanej nafty. Rozkład gospodarki przyspiesza. Popyt spada. Nie sądziłem, że upadek naftowy dokona się przy nadpodaży. Wydobywają tyle, ile się da, bo wierzyciele żądają przepływu gotówki. Mamy do czynienia z wyprzedażą na zakończenie działalności. OPEC twierdzi, że pompuje więcej ropy niż kiedykolwiek. Przeanalizujmy tyko Bliski Wschód. W 1976 produkowano tam 22 miliony baryłek dziennie. Dzisiaj terminale opuszcza o 8 milionów więcej. Problem w tym, że od tamtej pory zużycie surowca wzrosło w regionie o 8.5 miliona. Oznacza to, że eksportuje się mniej ropy niż 40 lat temu. Będzie jeszcze gorzej, ponieważ produkcja w końcu zacznie spadać, a konsumpcja krajowa wciąż rośnie. Jest to miecz obosieczny. Mniej eksportu netto przekłada się na mniejszą dostępność energii i zamieranie aktywności gospodarczej.

Czyli redukcja podaży spowoduje wzrost cen?

Kiedyś wierzyłem w prawo podaży i popytu. Jego oddziaływanie ma jednak niewielki zakres. Nadrzędną ceną towaru lub energii jest koszt ich wyprodukowania. Nie ma ona nic wspólnego z podażą i popytem. Podam przykład. Przyjrzałem się parze najważniejszych firm wydobywczych na rynku złota. Od 2000 do 2012 ich koszty produkcji wzrosły o 470%. W tym samym okresie cena złota skoczyła o 498%. Jeśli zignorujemy dynamikę podaży i popytu, okaże się, że za 470% tej cenowej zwyżki odpowiadały nakłady na produkcję. Tak samo jest z naftą. The Hill’s Group poświęciła 10 tysięcy osobogodzin na projekt bazujący na kryteriach Hilla. Zespół inżynierów naftowych zbudował model ETP [Total Production Energy – całkowita energia produkcji; przyp. tłum.] wykorzystując dane branży wydobywczej. Uzyskany wykres wzrostu cen ropy zestawiono z rzeczywistymi rocznymi kosztami wydobycia. Praktycznie się pokryły – według wymogów naukowych z niemal idealną dokładnością (r = 0.945). Tak więc podaż i popyt ropy nie były mechanizmem cenowym. Był nim koszt. Niestety w 2012 cena rynkowa za baryłkę spadła. Wyniosła 30 dolarów, teraz oscyluje w granicy 50 dolarów. Tymczasem koszt produkcji stale rośnie, mimo niższych cen energii.

Przemysł naftowy krwawi pod względem finansowym. Z tego powodu robi wszystko, by utrzymać maksymalny poziom produkcji. Kadra kierownicza liczy na to, że niższe ceny zwiększą popyt, co powinno stymulować ich wzrost, który pozwoli na eksploatację droższych złóż. Do niedawna tak właśnie było. Szkopuł w tym, że trend rosnących cen rynkowych wygasł. Zgodnie z prognozą The Hill’s Group za baryłkę zapłacimy wkrótce 20 dolarów, a zaraz po roku 2020 wartość ta spadnie do 12 dolarów. Powód tego stanu rzeczy jest najważniejszą, wymagającą zrozumienia kwestią. Chodzi o energię netto, jaka pozostaje w baryłce ropy. Jej poziom obniża się od 1900 roku. W konsekwencji pozostaje coraz mniej energii dostępnej na rynku, ponieważ przemysł naftowy i jego rozległe, skomplikowane systemy wspomagania – koleje, drogi, rurociągi, rafinerie, cysterny – potrzebują mnóstwa energii.

Wygenerowanie niezbędnego PKB staje się niemożliwe. Astronomiczne zadłużenie ma rekompensować redukcję energii netto. I dlatego nastąpi upadek. Przy nieprzerwanym spadku rynkowych cen ropy i rosnących kosztach jej produkcji zmierzamy ku prawdopodobnej hiperinflacji pieniądza papierowego i deflacji aktywów. Na czym polega deflacja? Powróćmy do liczb. W 1980 roku dług USA wynosił 863 miliardy dolarów. Teraz zbliża się do 20 bilionów dolarów. Powiększył się 23 razy. Indeks giełdowy Dow Jones był wówczas na poziomie 865 punktów. Obecnie dobił do 19.500. Wzrost 23-krotny. Rynek emerytalny w Ameryce powiększył się w tym czasie 24 razy. Niesamowite, prawda? Wszystkie nasze indeksy mają ten sam stosunek, co nasze zadłużenie. To nie przypadek. Każdą z tych wartości podpiera dług. Jego spłatę gwarantuje wyłącznie energia, ponieważ trzeba ją spalić, by zasilić działalność gospodarczą, od której zależy wzrost PKB. Bez wysokiej energii netto wszystko ulega implozji.

Niestety, społeczeństwa są nieświadome, że trwa termodynamiczny upadek ropy naftowej, który wywoła dezintegrację systemu gospodarczego i finansowego z tragicznymi tego następstwami.

W czwartym kwartale 2016 globalne zadłużenie odnotowało po raz kolejny gwałtowny wzrost. Instytut Finansów Międzynarodowych (Institute for International Finance) poinformował w swoim raporcie, że w ciągu pierwszych 9 miesięcy zwiększyło się o 11 bilionów dolarów i osiągnęło poziom 217 bilionów dolarów. W rezultacie pod koniec 2016 wartość światowego długu odpowiadała 325% globalnego PKB. Wynik nie uwzględnia kwoty wszystkich zobowiązań na rynku derywatów.

Destrukcyjna kombinacja spadku energii netto i Peak Oil [Insurge Intelligence, 6.01.2017]

cornellPraca badawcza zespołu europejskich naukowców rządowych, opublikowana w październiku 2016 na witrynie Uniwersytetu Cornell, ostrzega, że cywilizacja przemysłowa weszła w nową erę gospodarczego spowolnienia i schyłku. Powodem jest nieuchronny spadek wartości energii wytwarzanej z kopalin. „…(postępuje) redukcja średnich współczynników EROI [zwrot energii z inwestycji] dla wszystkich paliw ciekłych; EROI ropy naftowej najpewniej zmniejszył się o połowę w krótkim okresie pierwszych 15 lat XXI wieku,” napisali autorzy. Mimo zwiększającej się całkowitej produkcji paliw płynnych wartość energii przez nie wygenerowanej gwałtownie spada, zaś ogólne koszty wydobycia rosną. Stanowi to geofizyczny hamulec gospodarczego wzrostu.

hsbcW 2016 bank HSBC opublikował raport o światowym zaopatrzeniu w ropę naftową. Praca badawcza potwierdziła fakt, który krytykowały był przez koncerny jako mit: Peak Oil – jednoczesny szczyt i redukcja globalnej produkcji nafty. Wśród najbardziej szokujących ustaleń analityków jest to, że „81% całkowitej światowej produkcji paliw ciekłych znajduje się już w fazie schyłkowej”. Przy obecnej nadpodaży napędzanej przez wzrost wydobycia w sektorze ropy niekonwencjonalnej, obniżki cen rynkowych uderzyły w opłacalność branży i doprowadziły do dramatycznych cięć nowych inwestycji w produkcję. Według HSBC zwiększa to prawdopodobieństwo zaistnienia globalnego kryzysu zaopatrzenia naftowego w roku 2018.

uniwersytet-w-uppsaliRaport HSBC analizuje dwa główne zestawy danych Międzynarodowej Agencji Energetycznej (International Energy Agency – IEA) i Globalnego Programu Systemów Energetycznych (Global Energy Systems Programme) szwedzkiego Uniwersytetu w Uppsali. Tempo i charakter nowych odkryć ropy odnotowały na przestrzeni ostatnich dekad drastyczny spadek, osiągając w skali globalnej poziom niemalże znikomy. Tymczasem autorzy dokumentu ostrzegają, że samo utrzymanie stałej wartości produkcji przy rosnącym tempie produkcyjnych spadków będzie wymagało podażowego ekwiwalentu czterech Arabii Saudyjskich do roku 2040. Intensywnie reklamowana przez branżę poprawa wydajności wiertniczej nie polepszy sytuacji – przyspieszy wydobycie w krótkim terminie i tym samym szybciej wyczerpie istniejące rezerwy.

Według HSBC ceny ropy odnotują tymczasowy wzrost i ustabilizują się krótkoterminowo na poziomie około 75 dolarów za baryłkę. Pułap ten będzie miał destabilizujący wpływ na globalną gospodarkę. Dane z ostatnich 40 lat wyraźnie pokazują, że w czasie recesji szczytowa cena ropy to 60 dolarów za baryłkę, natomiast w okresie wzrostu gospodarczego plasuje się poniżej 40 dolarów. Skok gwarantuje więc recesję, która przebije rekordową globalną bańkę zadłużenia o wartości 152 bilionów dolarów.

Przekroczony został punkt, poza którym żadna cena ropy nie służy zarówno gospodarce, jak i firmom wydobywczym.

Nafeez AhmedW podsumowaniu swego opracowania dla Insurge Intelligence analityk Nafeez Ahmed napisał:

W 2018 roku, lub zaraz po nim, zbiegające się kryzysy gospodarczy i energetyczny spowodują globalny skok cen żywności, wskrzeszając potrójną zapaść, która pustoszyła świat od 2008 do 2011 i której wyniszczające skutki wciąż odczuwamy. 2018 może być rokiem krachu z innego powodu. 1 stycznia 2018 to dzień, kiedy w życie ma wejść wiele nowych przepisów, które „ograniczą zdolność kredytowania i skłonią banki do przekazywania pieniędzy wyłącznie najlepszym kredytobiorcom, co może przyspieszyć bankructwa na całym świecie,” napisał Bloomberg. Inne regulacje prawne będą wymagać, by banki zaprzestały posługiwania się własnymi środkami oceny ryzyka międzynarodowego w sprzedaży i kupnie derywatów.

Jak na ironię, wprowadzenie podobnych, podyktowanych dobrymi intencjami przepisów w styczniu 2008 (za pośrednictwem Nowej Umowy Kapitałowej – Basel II) przygotowały grunt pod osłabienie globalnej architektury finansowej, czyniąc ją podatną na późniejszy bankowy upadek. Dwa lata wcześniej, w lipcu 2006, dr David Martin, ekspert w dziedzinie finansów globalnych, proroczo zapowiedział, iż Basel II wejdzie w interakcję z bańką zadłużenia i przeobrazi tąpnięcie na rynku nieruchomości w światową pożogę finansową. Zaledwie miesiąc po tym ostrzeżeniu wysoki rangą, były urzędnik Pentagonu, z szerokim dostępem do informacji wojskowych, wywiadowczych i finansowych, powiedział mi, że implozja globalnego systemu bankowego jest nieunikniona i prawdopodobnie nastąpi w 2008 roku.

Mój informator twierdził, że zdarzenie było związane ze szczytem światowej produkcji ropy konwencjonalnej, który został osiągnięty dwa lata wcześniej (co według naukowca rządu Wielkiej Brytanii Sir David Kinga faktycznie nastąpiło około 2005; wydobywczy schyłek zdołała do tej pory zrównoważyć eksploatacja niekonwencjonalnej nafty i gazu). Po raz pierwszy o upadku bankowym roku 2008 alarmowałem w sierpniu 2006. Swoje ostrzeżenie wyartykułowałem ponownie w listopadzie 2007, powołując się na prognozy dr. Martina i własne analizy systemów, podczas wykładu w Imperial College w Londynie. W prognozie podkreśliłem, iż powiązany z rynkiem nieruchomości kryzys bankowy zostanie wywołany w kontekście nowej ery drogich paliw kopalnych.

Zrobiłem to wtedy i robię to teraz.

Tłumaczenie: exignorant

Opublikowano Gospodarka, finanse, surowce i energia

Dlaczego Trump

Skrót artykułu Raúla Ilargi Meijera z 26 września 2016.

donald-trumpNadszedł koniec modelu, na którym bazowały nasze społeczeństwa. Dlatego pojawił się Trump.

Nie ma wzrostu. Od lat. Pozostały nam jedynie puste, pulsujące liczby giełdy papierów wartościowych podpierane przez niesłychanie tani dług i wykup własnych akcji przez przedsiębiorstwa. Są jeszcze statystyki zatrudnienia ukrywające miliony osób spoza siły roboczej. Lecz przede wszystkim mamy zadłużenie, publiczne i prywatne, które nie jest w stanie utrzymać iluzji wzrostu.

Fałszywe dane mają tylko jeden cel: są spektaklem na użytek opinii publicznej, by sprawujący władzę mogli pozostać w swoich pluszowych fotelach. Jednak spuszczona przez nich kurtyna nie mogła wiecznie ukrywać Czarnoksiężnika z Oz. Teraz idzie w górę.

Właśnie to oznacza popularność Trumpa, Brexitu, Le Pen i pozostałych. To koniec. Mechanizm napędowy naszej egzystencji utracił swój kierunek i energię.

Kres globalnego wzrostu gospodarczego spowoduje nieuchronnie upadek centralizacji i globalizacji. Zakończy również istnienie najpotężniejszych międzynarodowych instytucji – ONZ, Unii Europejskiej, NATO czy MFW.

Podobnie będzie to śmierć niemal wszystkich tradycyjnych partii politycznych, które zarządzały krajami od dziesięcioleci i już dzisiaj mają rekordowo niskie poziomy poparcia.

Nie jest to kwestia chęci i preferencji danej jednostki czy grupy ludzi – to kwestia „sił”, które są poza naszą kontrolą; które są potężniejsze niż nasze opinie, mimo że za ich uwolnienie może odpowiadać człowiek.

Liczne grono mniej lub bardziej błyskotliwych komentatorów łamie sobie głowy, skąd wziął się Trump, Brexit, Le Pen i wszystkie te „nowe” straszne zjawiska, ludzie i partie. Formułowane są chwiejne teorie tłumaczące, że to przez staruszków, biedaków, rasistów, bigotów i głupków, którzy nigdy wcześniej nie głosowali.

Wygląda na to, że nikt tak naprawdę nie zna i nie rozumie przyczyny. Co jest dziwne, bo nietrudno ją pojąć. Powodem tego wszystkiego jest koniec wzrostu gospodarczego. A skoro przeminął wzrost, to samo spotka ekspansję i centralizację w niezliczonych jej formach.

Wygasł napęd ogólnoświatowy i paneuropejski. Dalsze trwanie zjednoczonej Ameryki wcale nie jest przesądzone. Tworzy się masowy ruch kilkudziesięciu osobnych krajów i społeczeństw, które zaczynają koncentrować się na sobie. Każdy z tych podmiotów ma poważne kłopoty.

Rozeznanie się w całej sytuacji mocno utrudnia fakt, że nikt nie chce zauważyć powyższych trendów. A przecież gorzkie opowieści o biedzie napływają z miejsc pochodzenia Trumpa, Brexitu i Le Pen.

Pozytywne wiadomości o wzroście produkowane taśmowo przez 24 godziny na dobę przez polityczno-ekonomiczno-medialną machinę tylko w pewnym stopniu tłumaczą brak autorefleksji i uznania realiów. Decyduje o nim głównie to, kim jesteśmy. Sądzimy, że zasługujemy na wieczny wzrost.

Marine Le Pen, Donald Trump i Nigel Farage mogą być przeciwni większej centralizacji, ale żadne z nich nie ma pojęcia o tym, że wzrost się skończył. Nie różnią się pod tym względem od Hillary, Hollande’a i Merkel. Dlaczego właśnie oni mają posłuch? W Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Francji nie pozostał już nikt, kto występował onegdaj w imieniu „ubogich i uboższych”. Tymczasem liczba biednych rośnie w zawrotnym tempie. Po prostu ludzie ci nie mają do kogo się zwrócić.

Donald Trump – piszę te słowa kilka godzin przed pierwszą prezydencką debatą – może przegrać wybory, lecz tak naprawdę nie ma to znaczenia. Jest jedynie figurantem w wydarzeniach, których nie kontroluje. Ma do odegrania rolę, której nie napisał. Jeżeli wygra, jego program, tak jak w przypadku reszty pretendentów, będzie zorientowany na większy wzrost – cel niedostępny.

Nowy paradygmat najpewniej doprowadzi do wojen i chaosu, bo nikt nie był skłonny nawet wspomnieć o możliwości zaniku wzrostu, a zatem każdy będzie szukał okazji, by wycisnąć wzrost z każdego dostępnego miejsca, od sąsiadów począwszy, a na najsłabszych państwach świata skończywszy. Powtórka z Imperium Rzymskiego, kiedy to centrum coraz mocniej dusiło peryferie, aż Barbarzyńcy i Wizygoci uznali, że więcej już nie zniosą.

Oto znaczenie Donalda Trumpa i Brexitu. Nie zrozumiemy ich fenomenu, jeśli nie obierzemy szerszej perspektywy, nie przyjrzymy się historii, a przede wszystkim nie uznamy ewentualności, że w ekonomii wieczny wzrost faktycznie może być tym, czym jest dla fizyki: mrzonką.

Deflacja energii i preferencja dolarowa to potężne siły będące poza kontrolą polityków, generałów i bankierów centralnych. Nowy prezydent Ameryki jest produktem gospodarczej porażki; niezdolności ekonomistów do przeprowadzenia poprawnej analizy sytuacji, długiej recesji przebranej w kostium ‚poprawy’; kłamstw medialnych, niechęci Amerykanów i innych społeczeństw do zmierzenia się z rzeczywistością, klęski polityki rządów oraz wyczerpywania się surowców. Trump i jego kretyński gang łupieżców stanowi ostatnie tchnienie duszącego się systemu przemysłowego, który tonie pod ciężarem własnych kosztów.” Steve Ludlum, niezależny analityk ekonomiczny i energetyczny [23 grudnia 2016]

Trwa atak na rzeczywistość. Panuje werbalne zamieszanie. Nastąpiło zespolenie prawdy z iluzją. Umysłowy chaos sprawia, że trudno jest pojąć, co się faktycznie dzieje. Czujemy się uwięzionymi w gabinecie luster. Odpowiedzią na obnażone kłamstwa są kolejne kłamstwa. Irracjonalizm wypiera rozsądek. Dominuje dysonans poznawczy. Zmagamy się z zatrważającym wstydem, a nawet poczuciem winy. Dziesiątkom milionów Amerykanów, zwłaszcza kobiet, nielegalnych pracowników, muzułmanów i Afroamerykanów, towarzyszy dotkliwy niepokój ofiar prześladowanych przez drapieżnika. Wszystko to dzieje się zgodne z planem. Demagodzy zawsze zarażają poddanych własną psychozą.Porównanie między totalitaryzmem i psychozą nie jest przypadkowe,’ napisał w swojej książce pt. ‚Gwałt na umyśle: Psychologia prania, kontroli i zabójstwa umysłu’ psychiatra Joost A. M. Meerloo. ‚Myślenie urojeniowe nieuchronnie wkrada się w każdą formę tyranii i despotyzmu. Działać zaczynają nieświadome siły uwsteczniające. Rozwija się automatyczny przymus podążania ku samozniszczeniu, uzasadniania jednego błędu nowym; powiększanie patologicznego błędnego koła staje się dominującym celem życia. Przestraszony człowiek, dźwigający brzemię kultury, której nie rozumie, wycofuje się do brutalnej fantazji nieograniczonej władzy, by ukryć próżnię swego wnętrza. Fantazja ta zaczyna się od liderów, a później przejmują ją uciskane przez nich masy.’” Chris Hedges o pierwszych tygodniach prezydentury Donalda Trumpa [29 stycznia 2017]

Tłumaczenie: exignorant

Opublikowano Gospodarka, finanse, surowce i energia

Ocalone przed cierpieniem

the-hunger-by-david-r-wetzel-joseph-wetzel

„Głód”, Joseph Wetzel (2013)

Zacznę od tego, że nie piszę niniejszego eseju, by publicznie się biczować. Nie szukam też współczucia. Chcę wyrazić, w jakim stopniu zinternalizowałam powagę planetarnego wymierania i zainicjować rozmowę na temat osobistych poświęceń wobec koszmarnej przyszłości. Cóż z tego, że ostatecznie może to nie mieć znaczenia. Otwarte forum do dyskusji pozwoli niektórym z nas poczuć się mniej samotnie. W dzisiejszym świecie jawnie potępia się ludzi podejmujących decyzje w oparciu o przyszłość, której nie uznają i o której nie śmią wspomnieć najpotężniejsze podmioty (rządy, korporacje, instytucje akademickie, media etc.). Dzięki interakcji z osobami o podobnych poglądach dokonanie rozsądnych wyborów w obliczu szaleństwa może być łatwiejsze.

Od 2012 roku śledzę podsumowanie klimatycznych ustaleń badawczych. Nie pamiętam dokładnie, jak się na nie natknęłam, ale tak się stało i przedstawione informacje wstrząsnęły mną. Miały sens. Nie byłam jednak skłonna ślepo zrewidować swoich przekonań bazując na dociekaniach jednego analityka. Przeprowadziłam własne dochodzenie. Oddałam się lekturze książek i artykułów, obejrzałam wywiady. Sporo czasu spędziłam czytając internetowe komentarze. Większość z nich to bzdury, ale w śmietniku tym kryło się kilka klejnotów. Przyjrzałam się też bardzo wnikliwie kondycji otaczających mnie realiów. Nic nie mogłam na to poradzić – wszystko, co ujrzałam krzyczało: NIE DO UTRZYMANIA. I wtedy postanowiłam, że swój namiot rozstawię – na dobre i na złe – w obozie „fatalistów”.

Od tego momentu moje podejście do codzienności uległo zasadniczej transformacji. Jako ktoś, kto przeszedł ciężkie chwile w wielu sferach życia, byłam zaznajomiona z poszukiwaniem pociechy w każdej sytuacji. Jednak świadomość, iż próby budowania bardziej tradycyjnej, akceptowanej społecznie egzystencji są daremne nasiliła moje hedonistyczne skłonności. Zaangażowałam się w wiele wątpliwych zajęć, ale byłam zadowolona. Wierzyłam, że moje podejście do życia jest względnie zrównoważone. Za bardzo obchodziło mnie dobro innych, by zatracić się w nieprzemyślanych zachowaniach. Przynajmniej tak mi się wydawało.

Przejdę do sedna – minionego lata wpadłam. Mam 27 lat, jestem samotna, kończę uniwersytet. Moje zadłużenie studenckie wymknęło się spod kontroli, ojciec jest bankrutem. Nie uważam siebie za „dobry materiał na matkę”. Kiedy ochłonęłam po początkowym szoku wywołanym informacją o ciąży, mój stan emocjonalny zmienił się. Organizm zalały hormony. Ogarnęło mnie uczucie spokoju, jakiego nigdy wcześniej nie doświadczyłam. Chociaż zmagałam się z mdłościami i miażdżącym zmęczeniem, odczuwałam osobliwą troskę o rozwijające się we mnie nieplanowane życie. Ale nawet przy tych promieniujących od wewnątrz, kojących doznaniach, nie potrafiłam zignorować wniosków, które wyciągnęłam. Miałam wydać na świat dziecko, mimo przytłaczających dowodów, że nie będzie miało warunków, by żyć pełnią życia? Albo żyć w ogóle? Zadręczałam się. Uprawiałam gimnastykę psychiczną: Może postradałam zmysły i dowody są błędne? Może technologia naprawdę nas uratuje? Niestety (a może wręcz przeciwnie), nigdy nie byłam zdolna, by na długo poddać się myśleniu urojeniowemu. Wiedziałam, co muszę zrobić.

Kwadrans przed rozpoczęciem procesu przerwania ciąży miałam pierwsze i jedyne badanie USG. Wpatrywałam się tępo w sufit, kiedy lekarz poinformował mnie, że noszę w sobie bliźnięta. Wiadomość wzbudziła dwa przeciwstawne uczucia: jestem potworem niszczącym coś wyjątkowego; podjęta decyzja jest absolutnie słuszna. Wkrótce potem zabrano mnie na salę i wręczono pigułkę, która zatrzymuje produkcję progesteronu – hormonu kluczowego dla ciąży. Nie wahałam się. Połknęłam ją natychmiast i przesądziłam nasze losy. Drugi zestaw tabletek przyjętych nazajutrz przyniósł niewypowiedziany fizyczny ból, którego nigdy nie zapomnę i na który w pełni zasłużyłam. Tydzień później w moją nadal krwawiącą macicę wprowadzono wkładkę.

Refleksje o ciąży i jej usunięciu towarzyszą mi codziennie od miesięcy. Czuję głęboki smutek i żal, że byłam na tyle lekkomyślna i nieostrożna, by zajść w ciążę. Czuję w swoim sercu przeszywający ból, bo odrzuciłam niespodziewaną okazję, by zostać mamą. Co wieczór leżę w łóżku wypełniona rozpaczą i nienawiścią do samej siebie. Lecz po upływie dwudziestu minut zapala się światło. Pamiętam, jaki jest świat i dokąd zmierza. Wiem, że zapobiegłam wkroczeniu dwóch istot w to popieprzone miejsce. W końcu mogę zasnąć.

E. Farber, 26 listopada 2015

reuters_logoWidmo głodu skłania Wenezuelki do sterylizacji [Reuters, 4.08.2016]

Niedobory żywności, inflacja i rozkład służby zdrowia stały się takim źródłem udręki, że coraz większa liczba młodych Wenezuelek decyduje się na sterylizację. Tradycyjne środki antykoncepcyjne, takie jak prezerwatywy i pigułki, praktycznie zniknęły z półek sklepowych. „Posiadanie dziecka oznacza, że skazujemy je na cierpienie,” powiedziała Martinez Milagros, czekająca w parku na sterylizację w miejskim ośrodku zdrowia w Caracas. Jej codzienne życie sprowadza się do poszukiwania pożywienia: wstaje w środku nocy, by zająć miejsce w długich kolejkach do supermarketów, czasem nie ma wyboru i musi zabrać ze sobą swojego synka, który doznaje poparzeń wskutek wielogodzinnego stania na słońcu. „Obawiam się sterylizacji, ale wolę ją od posiadania większej liczby dzieci,” powiedziała kobieta. Chociaż najnowsze krajowe statystyki są niedostępne, lekarze i pracownicy służby zdrowia mówią, że zapotrzebowanie na zabieg rośnie. „Dawniej, kiedy zaszłaś w ciążę, każdy był szczęśliwy,” powiedziała Yessy Ascanio, siedząca w szpitalnej poczekalni 38-letnia matka dwójki dzieci. „Teraz, kiedy kobieta mówi: ‚Jestem w ciąży’, każdy ją beszta. Żal mi młodych kobiet.” Niektóre jej rówieśnice patrzyły nerwowo na pacjentki wywożone po sterylizacji. Ascanio udzieliła im wówczas rady: „Gdy poczujecie lęk, przypomnijcie sobie o kolejkach po jedzenie.” […]

Tłumaczenie: exignorant

Opublikowano Poza nadzieją

Dlaczego upadek jest nieuchronny

new-scientistAutor: Deborah MacKenzie (wersja oryginalna)

2 kwietnia 2008

Każda cywilizacja w dziejach upadła. Dlaczego z naszą miałoby być inaczej?

Thomas Homer-Dixon wątpi, byśmy byli w stanie całkowicie powstrzymać ten proces. Zwraca uwagę na „tektoniczne” naciski, które wyprowadzą nasz sztywny, ściśle zintegrowany system poza zakres warunków, do których jest coraz precyzyjniej dostrojony. Należy do nich wzrost populacji, pogłębiająca się przepaść między bogatymi i biednymi, finansowa niestabilność, proliferacja broni, znikające lasy, nadmierne połowy ryb i zmiana klimatu. Stosując nowe, złożone rozwiązania, zderzamy się z problemem malejących korzyści [przychodów] – w chwili, gdy wyczerpaniu ulegają tanie w eksploatacji surowce i energia.

Stawka jest wysoka. Z historii wiemy, że upadek zawsze przynosi redukcję populacji. „Dzisiejszy poziom zaludnienia zależy od paliw kopalnych i rolnictwa przemysłowego,” mówi Joseph Tainter. „Bez nich nastąpiłoby jego zmniejszenie, które jest zbyt koszmarne, by je kontemplować.”

Kilkoro badaczy formułuje podobne ostrzeżenia od wielu lat. Niepokoi fakt, iż ostatnie odkrycia z zakresu teorii złożoności przyznają im rację. Gdy społeczeństwo przekroczy pewien pułap złożoności, staje się coraz bardziej kruche. W końcu dociera do punktu, w którym nawet stosunkowo niewielkie zaburzenie może doprowadzić do jego rozpadu.

Zdaniem niektórych znajdujemy się w tym punkcie i nadszedł czas, by pomyśleć o zarządzaniu upadkiem.

Degradowanie środowiska

Historia nie jest po naszej stronie. Wystarczy pomyśleć o Sumerach, starożytnym Egipcie i Majach. W swoim bestsellerze z 2005 roku pt. „Upadek” (tyt. org. „Collapse”) Jared Diamond z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles jako przyczynę upadku minionych cywilizacji wskazał degradację środowiska i ostrzegł, że jeśli nie zaprzestaniemy wyniszczania środowiskowych systemów, które podtrzymują życie, spotka nas najpewniej ten sam los.

Lester Brown z Earth Policy Institute w Waszyngtonie zgadza się z tą tezą. Od dawna nawołuje rządy do poszanowania kluczowych zasobów środowiska.

Inni uważają, że problemy cywilizacji sięgają głębiej. Od chwili naszego osiedlenia się, czyli „przez ostatnie 10.000 lat, rozwiązywanie problemów przyniosło wzrost złożoności społeczeństw ludzkich”, przypomina Joseph Tainter, archeolog z Uniwersytetu w Utah, autor książki z 1988 roku pt. „Upadek złożonych społeczeństw” (tyt. org. „The Collapse of Complex Societies”).

Jeżeli nieregularne opady deszczu wywołują nieurodzaj, kopiesz kanały do irygacji. Kiedy wypełnia je muł, organizujesz ekipę do pogłębiania. Gdy większe plony podnoszą liczebność populacji, budujesz kolejne kanały. Kiedy jest ich zbyt wiele, by dokonywać napraw doraźnych, powołujesz biurokrację zarządzającą i opodatkowujesz ludzi, by za nią zapłacić. Gdy podwładni się skarżą, wymyślasz inspektorów podatkowych i system rejestracji wpłaconych kwot. Sumerowie to wiedzieli.

Malejące korzyści

Jednak ma to swoją cenę. Każda dodatkowa warstwa organizacji narzuca koszty pod względem zużycia energii – wspólnej waluty wszystkich ludzkich wysiłków – od budowania kanałów po edukację skrybów. Tainter zdał sobie sprawę, że zwiększająca się złożoność zmniejsza korzyści. Ilość dodatkowego pożywienia, które uzyskuje się dzięki każdej dodatkowej godzinie pracy – lub dżulowi energii zainwestowanej w uprawiany hektar – maleje wraz ze zwiększaniem inwestycji. To samo dzieje się obecnie z topniejącą liczbą patentów, jaka przypada na dolara zainwestowanego w badania pochłaniające coraz więcej inwestycji. „Prawo malejących korzyści występuje wszędzie,” dodaje Tainter.

Aby utrzymać wzrost, społeczeństwa muszą rozwiązywać piętrzące się problemy. Każdy rozwiązany problem pomnaża złożoność. Sukces generuje większą populację, więcej specjalizacji, więcej zasobów do zarządzania, więcej informacji do opanowania – i ostatecznie mniej korzyści z wydanych funduszy.

W końcu, wyjaśnia Tainter, zostaje przekroczony punkt, w którym cała energia i dostępne dla społeczeństwa surowce przeznaczane są jedynie do utrzymania dotychczasowego poziomu złożoności. Uderzenie zmiany klimatu lub „barbarzyńców” wystarczy, by nadwyrężone instytucje załamały się, a porządek publiczny upadł. Po czym wyłania się mniej skomplikowane społeczeństwo, zorganizowane na mniejszą skalę; względnie przejęte przez inną grupę.

Tainter postrzega malejące przychody jako główną przyczynę upadku wszystkich starożytnych cywilizacji, od wczesnych chińskich dynastii po Mykenę, greckie państwo-miasto. Cywilizacje te opierały się na energii słonecznej – pozyskiwanej z żywności, pasz i drewna – oraz wietrze. Kiedy zderzyły się z granicami, wszystko uległo dezintegracji.

Nieuchronny proces

Megamiasto nocą.

Zachodnia cywilizacja przemysłowa stała się większa i bardziej złożona niż którakolwiek przed nią ze względu na użycie nowych źródeł energii, w szczególności węgla i ropy, których dostępność jest ograniczona. Pojawia się coraz więcej oznak malejących korzyści: ilość energii wymaganej, by uzyskać każdy nowy dżul nafty stale rośnie i chociaż nadal korzystamy ze zwyżki światowej produkcji żywności, niezbędne są nieustające innowacje, aby poradzić sobie z destrukcją środowiska i ewoluującymi szkodnikami i chorobami – przyrost plonów na jednostkę inwestycji w innowacje kurczy się.

Czy Tainter ma słuszność? Analiza złożonych systemów sprawiła, że Yaneer Bar-Yam, dyrektor Instytutu Złożonych Systemów w Cambridge (Massachusetts), doszedł do tego samego wniosku, co studiujący historię Tainter. Organizacje społeczne stają się coraz bardziej skomplikowane, ponieważ muszą sobie radzić zarówno z problemami ochrony środowiska, jak i wyzwaniami ze strony społeczeństw sąsiednich, których złożoność odnotowuje podobny wzrost. Prowadzi to do zasadniczej zmiany w sposobie organizacji społeczeństwa, konkluduje Bar-Yam.

Ażeby utrzymać hierarchię, struktura zarządzania nie może być mniej złożona niż kontrolowany przez nią system,” zauważa badacz. Postępujący rozrost złożoności społeczeństwa dodaje kolejne warstwy zarządzania, ale ostatecznie w ramach każdej hierarchii pojedyncza osoba musi pojąć całokształt, a to z czasem zaczyna być niemożliwe.

Powiększająca się sieć powiązań

Zdaniem Thomasa Homer-Dixona, politologa z Uniwersytetu w Toronto i autora książki z 2006 roku pt. „Do góry nogami” (tyt. org. „The Upside Down”), sytuacja do prostych nie należy. „Początkowo powiązania i różnorodność pomagają: jeśli jedna wioska doświadcza nieurodzaju, swoją żywność może pozyskać z innej wsi, gdzie zbiory były udane.”

Jednakże w miarę postępującej multiplikacji powiązań, systemy sieciowe stają się coraz mocniej ze sobą sprzężone. Oznacza to, iż skutki awarii podobnie mogą się mnożyć: im bardziej obie wsie polegają na sobie nawzajem, tym bardziej ucierpią, gdy jedną z nich spotka niepowodzenie. „Złożoność pod pewnymi względami wzmaga kruchość,” zauważa Bar-Yam. „Fakt ten nie jest powszechnie rozumiany.”

Powodem jest to, że mocniej splecione ze sobą sieci zamiast absorbować wstrząsy, zaczynają je przenosić. „Skomplikowane sieci, które ściśle nas ze sobą integrują – i przesyłają ludzi, materiały, informacje, pieniądze i energię – potęgują i przekazują każdy wstrząs,” tłumaczy Homer-Dixon. „Krach finansowy, atak terrorystyczny czy epidemia transferują niemal natychmiastowe efekty destabilizujące z jednej części świata do drugiej.”

Na przykład w 2003 znaczne obszary Ameryki Północnej i Europy utraciły zasilanie, gdy zawiodły pozornie nieistotne węzły w ich sieciach elektroenergetycznych. Natomiast w sezonie bieżącym [2008] Chiny ogarnęło podobne zaciemnienie, gdy obfite opady śniegu uszkodziły linie przesyłowe. Zespolone ze sobą sieci mają potencjał, by rozprzestrzeniać awarie wśród kluczowych przemysłów, ostrzega Charles Perrow z Uniwersytetu w Yale, czołowy autorytet w dziedzinie wypadków industrialnych i katastrof.

Zapaść kredytowa

Zdaniem Perrowa wzajemne powiązania w globalnym systemie produkcyjnym znajdują się już na etapie, w którym „załamanie miejscowe coraz częściej inicjuje załamanie ogólne”. Jest to prawdą szczególnie w odniesieniu do systemów finansowych świata, gdzie współzależność jest wyjątkowo wysoka. „Mamy kryzys zadłużenia z udziałem największego gracza, Stanów Zjednoczonych. Konsekwencje mogą być ogromne.”

Społeczeństwo zintegrowane zachowuje się jak wielokomórkowy organizm,” podkreśla Bar-Yam, „losowa szkoda przypomina odcięcie kawałka owcy.” Przetrwanie zwierzęcia zależy od utraconego fragmentu ciała. I choć mamy niemalże pewność, że dane części są owcy niezbędne, to nie jest jasne – a może być nawet nieprzewidywalne – które składowe naszej ściśle połączonej cywilizacji są krytyczne; uświadomienie może nadejść zbyt późno.

Kiedy przeprowadzamy analizę, prawie każda część ma krytyczne znaczenie, gdy jej ubytek jest dostatecznie duży,” objaśnia Bar-Yam. „Teraz, kiedy jesteśmy w stanie zadawać bardziej wyrafinowane pytania dotyczące takich systemów, odkrywamy, iż mogą być bardzo wrażliwe na wstrząsy. Znaczy to, że cywilizacja jest bardzo krucha.”

Zintegrowany system

Naukowcy reprezentujący inne dziedziny również ostrzegają, że złożone systemy podatne są na upadek. Podobne idee wyłoniły się z badań nad naturalnymi cyklami w ekosystemach. Analizy te bazują na pracach ekologa Buzza Hollinga z Uniwersytetu Florydy. Niektóre ekosystemy rozbudowują swoją złożoność wraz z upływem czasu: kiedy skrawek nowego lasu rośnie i dojrzewa, gatunki o wąskiej specjalizacji mogą zastąpić gatunki niewyspecjalizowane. Biomasa powiększa się, a drzewa, chrząszcze i bakterie tworzą coraz mniej elastyczny, mocniej zintegrowany system.

System ten staje się niezwykle wydajny pod względem zachowania stałości w obliczu normalnego zakresu panujących warunków,” mówi Homer-Dixon. Lecz warunki nienormalne – inwazja owadów, pożar lub susza – mogą spowodować dramatyczne zmiany przetaczające się kaskadowo przez cały system. Końcowym rezultatem może być upadek starego ekosystemu i jego wymiana na nowszy, prostszy.

Globalizacja rodzi to samo zintegrowanie i dostrojenie naszych systemów do wąskiego zakresu warunków, kontynuuje uczony. Redundancja jest systematycznie eliminowana w miarę jak firmy maksymalizują swoje zyski. Niektóre produkty wytwarza tylko jedna fabryka na świecie. Ma to sens w wymiarze finansowym, zaś masowa produkcja maksymalizuje wydajność. Niestety, taki stan redukuje odporność. „Musimy być bardziej selektywni w kwestii zwiększenia nierozłączności i szybkości naszych krytycznych systemów,” zaznacza Homer-Dixon. „Bywa, że koszty przewyższają korzyści.”

Tłumaczenie: exignorant

Opublikowano Kluczowe badania

Imperialna manipulacja humanitaryzmem

Autor: Steven Chovanec (wersja oryginalna)

6 października 2016

5-letni Omran Daqneesh z Aleppo – instrument cynicznej, medialnej manipulacji (autor: Mahmoud Raslan)

5-letni Omran Daqneesh z Aleppo – instrument manipulacji.

Stany Zjednoczone manipulują humanitarnymi obawami, by chronić swoje zastępcze bojówki (ang. proxy) i imperialny projekt ‚zmiany reżimu’ w Syrii. Media i klasy intelektualne posłusznie temu przyklaskują, promując narrację militarnej agresji pod przykrywką „obrony ludności cywilnej”. Te same argumenty „odpowiedzialności za ochronę” doprowadziły do inwazji na Irak i Libię – uruchomiły gwałtowną eskalację masakr, zamętu i proliferacji brutalnego ekstremizmu w tych krajach. Są one hipokryzyjne, bowiem sprzyjając sprawie podboju i dominacji, zapewnią obfitsze żniwo śmierci i zniszczenia w Syrii.

Włodarzy USA nie obchodzi dobro Syryjczyków, chociaż potępiają rosyjską ofensywę w Aleppo. Wyraźnie ilustruje to fakt, iż wspierani przez Amerykanów ludzie winni są tych samych zbrodni, o które oskarża się Rosję i Syrię: masowe ataki, branie na cel cywilów, niszczenie szkół, szpitali itp. Co więcej, ofensywa w Aleppo nie różni się od tego, co Stany Zjednoczone zrobiły w Manbidż, gdzie podczas wyzwalania miasta z rąk ISIS zastosowano ‚taktykę spalonej ziemi’ – ludność cywilna została potraktowana „jak terroryści lub zwolennicy Państwa Islamskiego”. Zachowanie Amerykanów było prawdopodobnie jeszcze gorsze, ponieważ wsławili się przeprowadzeniem najbardziej zabójczego nalotu na cywilów w historii 5-letniej wojny, masakrując najmniej 73 osoby w miejscu, gdzie nie było bojowników Państwa Islamskiego. Operacja Manbidż nie wywoływała moralnego oburzenia w mediach i wśród braci eksperckiej, co jest zrozumiałe, gdyż teniegodne ofiary były naszymi ofiarami, a nie naszych wrogów. To samo można powiedzieć o kampaniach USA w Ajn al-Arab i Faludży, które bez jakiegokolwiek sprzeciwu obróciły zaatakowane miasta w gruzy.

Arabia Saudyjska również nie przejmuje się losem Syryjczyków, ponieważ od dwóch lat prowadzi okrutne oblężenie i bombardowania Jemenu. Odbywa się to przy czynnym wsparciu Stanów Zjednoczonych i bez najmniejszej troski o życie cywilów. Napaść Saudów stworzyła sytuację humanitarną jeszcze bardziej tragiczną niż w Syrii, uzależniając od pomocy co najmniej 19 milionów Jemeńczyków; całkowita szacowana liczba potrzebujących Syryjczyków to 18 milionów.

Turkowie także nie okazują zainteresowania dolą sąsiadów, o czym świadczy ich zachowanie wobec ludności kurdyjskiej. Milczenie (prezydenta) Erdogana na temat Aleppo świadczy o porozumieniu zawartym pomiędzy nim i prezydentem Putinem, w myśl którego Turcja umocni swoją pozycję w północnej Syrii i powstrzyma natarcie Kurdów w zamian za ograniczenie swojego wsparcia dla rebeliantów i powstańców w Aleppo.

Prawdziwym powodem, dla którego Amerykanie potępiają rosyjską operację jest fakt, iż ich zastępcze powstanie w Aleppo może zostać zdławione w krótkiej, zatrważającej perspektywie. Nie tylko będzie to punkt zwrotny wojny – rebelianci pokonani przez rząd Syrii sprawujący kontrolę nad wszystkimi miejskimi centrami z wyjątkiem Idlib – lecz jak argumentują niektórzy, może to oznaczać koniec amerykańskiej hegemonii nad regionem Bliskiego Wschodu. Innymi słowy, USA usiłują zwrócić globalną opinię publiczną przeciwko Rosjanom, ponieważ chcą powstrzymać ich marsz i obronić swoich uwięzionych w Aleppo rebeliantów.

Zatem kim są rebelianci?

Krótko mówiąc, jest to zbieranina grup wspomaganych przez Stany Zjednoczone – sprzymierzonych z Al-Kaidą i przez nią zdominowanych. Podczas minionego porozumienia o zawieszeniu broni buntownicy odmówili zerwania stosunków z Al-Kaidą i ostentacyjnie umocnili na nowo wzajemny sojusz. Specjalny wysłannik ONZ ds. Syrii niedawno wyjaśnił, że ponad połowa bojowników we wschodnim Aleppo należy do Al-Nusry (‚filia’ Al-Kaidy w Syrii), natomiast Departament Obrony Stanów Zjednoczonych stwierdził, iż „Aleppo kontrolowane jest głównie przez Nusrę”.

Z konkluzją tą zgadzają się również eksperci. W swojej analizie Fabrice Balanche z Instytutu Waszyngtońskiego szczegółowo przedstawia, że w konsekwencji rebelianckich porozumień „Jabhat al-Nusra panuje nad różnymi frakcjami rebeliantów, w tym ‚umiarkowanymi’”. Autor wyjaśnia, że „od wiosny 2016 kontrola Al-Kaidy nad wschodnim Aleppo uległa wzmocnieniu”.

Stany Zjednoczone starają się chronić przed Rosjanami zarówno tych bojowników, jak i amerykańskich oficerów wywiadu, którzy najpewniej zasilają ich szeregi. Opowieść o katastrofie humanitarnej spowodowanej przez Rosję ma ukryć ten fakt, a także uwolnić USA od ciężaru winy za cierpienia ludności Aleppo. To właśnie poparcie udzielone rebeliantom przez Amerykanów jest w głównej mierze odpowiedzialne za tę udrękę.

Mieszkańcy wschodniego Aleppo nigdy nie popierali rebeliantów. Chociaż nie byli oni mile widziani, przynieśli rewolucję i podporządkowali sobie ludzi wbrew ich woli. Kilkoro reporterów, którzy rzeczywiście udali się do miasta, opisuje jak Aleppo zostało opanowane przez brutalne milicje dzięki fali represji, a mieszkańcy „dojrzeli promyk nadziei”, gdy z okolicy zaczęła usuwać intruzów syryjska armia. Ludzie zgromili podłą rewolucję, a rządy rebeliantów scharakteryzowali jako „plagę terroryzmu”. Oczywiście nie obeszło to wówczas Stanów Zjednoczonych, które teraz mienią się „obrońcami” cywilów z Aleppo.

Od 200 do 600 tysięcy osób przesiedlono do kontrolowanej przez rząd zachodniej części miasta. Cywilami, którzy pozostali, są przede wszystkim opłacane za posłuszeństwo rodziny bojowników. Oficjalna ich liczba to 200 tysięcy, choć faktycznie może być ich znacznie mniej, około 40-50 tysięcy.

Niemniej pozostałym cywilom, którzy zostali uwięzieni w strefie wojny, wyjazd uniemożliwiono.

W trakcie pierwszego zawieszenia broni otworzone zostały humanitarne korytarze i armia syryjska zachęcała cywilów do opuszczenia miasta. Rebelianci zatrzymali chętnych – według doniesień posunęli się nawet do ich zabijania. Próba ewakuacji spotkała się z ostrym sprzeciwem Stanów Zjednoczonych, które stwierdziły, że niewinni ludzie „powinni móc pozostać w swoich domach”. Radykalne grupy wykorzystywały ludność cywilną jako żywe tarcze. Potwierdził to specjalny wysłannik ONZ Steffan de Mistura, który cytuje raporty wskazujące na to, iż rebelianci „celowo rozmieszczali stanowiska strzeleckie w pobliżu infrastruktury społecznej; obok i wewnątrz dzielnic mieszkaniowych”. Rząd Syrii od zawsze stosował strategię oddzielania cywilów od powstańców, ponieważ walka z wrogiem, który nie ukrywa się wśród ludności cywilnej, jest po prostu bardziej skuteczna. Strategią USA i rebeliantów jest zapobieganie tej separacji.

Według dobrze poinformowanej osoby, która utrzymuje kontakty z syryjskimi urzędnikami wysokiego szczebla, USA i UE za każdym razem odrzucały propozycje rządu, by rozdzielić cywilów i bojowników, ponieważ „pomogłoby to wam odnieść zwycięstwo. Jest to zasadne, zważywszy, że ewakuacja wszystkich mieszkańców wschodniego Aleppo usunęłaby ostatnią barierę powstrzymującą syryjskie wojska przed wyeliminowaniem przeciwników. I odbyłoby się to bez głosów wzburzenia społeczności międzynarodowej. Informator wyjaśnia: „Wojna w Syrii jest miejskim teatrem działań militarnych. Jedynym sposobem powstańców na utrzymanie swoich pozycji jest użycie obszarów mieszkalnych jako kryjówek i centrów operacyjnych. Natomiast syryjska armia chciałaby walczyć na terenie pozbawionym obecności cywilów.”

Ci, którzy twierdzą, że chronią ludność cywilną w Aleppo przed rosyjskim i syryjskim natarciem, w rzeczywistości wykorzystują ją jako środek mający zabezpieczyć ich powodzenie na polu bitwy.

Uwzględniając te realia, rząd syryjski przyjął strategię sporadycznego bombardowania w celu przestraszenia cywilów i zmuszenia ich do ucieczki z lokalizacji kontrolowanych przez wroga. To dlatego armia Syrii niedawno przerwała natarcie, by pozwolić na ewakuację ludności.

Gdyby komuś istotnie zależało na uratowaniu rezydentów wschodniego Aleppo, w sposób oczywisty starałby się zorganizować ich wyprowadzenie ze strefy walk; sponsorzy grup walczących z rządem wywarliby na nich presję, by to umożliwić. Od tego momentu wszystkie strony konfliktu byłyby zobligowane do przestrzegania przyjętych rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ, które wzywają do zaprzestania pomocy finansowej i kadrowej Al-Kaidzie, powstrzymania Al-Kaidy „i wszystkich innych powiązanych z nią podmiotów”, a także „wyeliminowania bezpiecznych azylów utworzonych (przez te podmioty) na znacznych obszarach Syrii” – jednym z największych jest Aleppo.

Niestety, tylko Syria i Rosja wywiązują się z tych zobowiązań, podczas gdy USA i ich sojusznicy świadome je blokują. Media i intelektualiści posłusznie usuwają z zachodniej narracji wszystkie niewygodne fakty, które są sprzeczne z interesami politycznych strategów w Waszyngtonie. Tak oto media demaskowane są jako całkowicie podległe władzy państwowej – zawzięcie zabiegają o społeczne poparcie dla kolejnej wojskowej agresji usprawiedliwianej fałszem i półprawdami, co w identyczny sposób doprowadziło już do katastrof w Libii i Iraku. Kiedy wojska Stanów Zjednoczonych usuwały ISIS z Manbidż, podobnie jak Syria Al-Kaidę z Aleppo, zabijając wówczas setki cywilów, nie pojawiła się żadna dyskusja, a tym bardziej międzynarodowy protest.

Teraz niezliczeni komentatorzy apelują o „ocalenie” Syryjczyków poprzez bombardowania i zalanie strefy wojennej jeszcze większą ilością broni i bojowników. Jak na ironię używają „humanitarnego” argumentu, postulując rozwiązania, które zwielokrotnią niedolę i liczbę zabitych. Rebelianci zdominowani są przez ekstremistów i udzielanie im dalszego wsparcia jeszcze bardziej wzmocni dżihadystów zaangażowanych w projekt czystek etnicznych, podbojów i reakcyjnych, teokratycznych rządów. Bombardowanie pomoże Syrii szybciej pogrążyć się w morderczym chaosie, tak jak miało to miejsce w Iraku i Libii.

Mamy tu do czynienia z międzynarodową wojną zastępczą. Względami humanitarnymi manipuluje się bez skrupułów w imię interesów nie mających nic wspólnego z troską o niewinnych ludzi. Nie ulegajmy temu pseudo-humanitaryzmowi, który przyniesie więcej wojen, imperializmu, a tym samym więcej śmierci i zniszczenia.

guardianWiększość Syryjczyków popiera prezydenta al-Asada. Media zachodnie milczą. [The Guardian, 1.10.2016]

Załóżmy, że wiarygodny sondaż opinii publicznej potwierdziłby, iż większość Syryjczyków chce, by prezydentem kraju pozostał Baszar al-Asad. Czy nie byłaby to ważna wiadomość? Zwłaszcza, że wynik byłby sprzeczny z dominującą narracją na temat kryzysu syryjskiego, a media za bardziej zasługujące na nagłośnienie uznają to, co jest nieoczekiwane. Niestety, nie w każdym przypadku. Gdy relacja z rozgrywającego się dramatu przestaje być sprawiedliwa i zamienia się w propagandową broń, niewygodne fakty są tłumione. Tak się stało w przypadku wyników niedawnej ankiety YouGov Siraj w sprawie Syrii, przeprowadzonej na zlecenie The Doha Debates, którą finansuje Fundacja Katar. Rodzina królewska Kataru przyjęła jedno z najbardziej wojowniczych stanowisk wobec Asada – emir właśnie wezwał wojska arabskie do interwencji – dobrze więc się stało, że The Doha Debates opublikowała rezultat na witrynie internetowej. Szkoda, że został on zignorowany przez niemal wszystkie media w każdym z krajów Zachodu, którego rząd nawołuje do usunięcia syryjskiego przywódcy.

Podczas gdy większość Arabów spoza Syrii uważa, że prezydent powinien podać się do dymisji, nastroje w kraju prezentują się zgoła inaczej. Około 55% społeczeństwa opowiada się za pozostaniem Asada u władzy. Motywem tego wyboru jest strach przed wojną domową – widmo, które może jawić się jako teoretyczne z perspektywy obywateli mieszkających poza granicami państwa. Mniej korzystną wieścią dla reżimu Asada jest to, iż połowa ankietowanych akceptujących utrzymanie jego prezydentury domaga się, by w najbliższej przyszłości zorganizował wybory. W swoich ostatnich wystąpieniach Asad zapewniał, że ma taki zamiar. Ważne jest jednak, aby możliwie szybko opublikował prawo wyborcze, dopuścił udział wszystkich partii politycznych i zobowiązał się do udzielenia zgody na obecność niezależnych obserwatorów.

real-news-logoSankcje nałożone na Syrię przez USA i UE uderzają w ludność cywilną [Real News Network, 29.09.2016]

Pozyskany przez The Intercept raport ONZ ustalił, że sankcje USA i UE pogarszają kryzys humanitarny w Syrii. Dokument pt. „Humanitarne skutki jednostronnych środków ograniczających zastosowanych wobec Syrii” wykazał, że szkodliwy wpływ sankcji na udzielaną pomoc, handel, opiekę zdrowotną i infrastrukturę kraju odbija się na obywatelach. Konkluzja brzmi: „Bez natychmiastowej reakcji negatywny wpływ utrzyma się na długo po zniesieniu lub zmodyfikowaniu sankcji i może stworzyć nową katastrofę pod względem druzgocących skutków ekonomicznych i humanitarnych.”

Raport powstał na zlecenie ONZ, by zbadać i przeanalizować humanitarne konsekwencje środków represyjnych USA i UE wymierzonych w Syrię. Zwłaszcza w świetle kryzysu humanitarnego, który uważany jest za jeden z największych od czasu II wojny światowej. Podczas rozmów z pracownikami organizacji pozarządowych (NGO) i nierządowych, które niosą pomoc krajowi, okazało się, że napotykają one wiele trudności z powodu narzuconych przez USA i UE ograniczeń. Wiele z nich poinformowało o tym, iż sankcje faktycznie zablokowały dostawy środków, których Syryjczycy potrzebują najpilniej – leków, sprzętu medycznego i zestawów do bezpiecznego przechowywania krwi, części zamiennych do pomp wodnych, samochodów ciężarowych i osobowych, elektrowni. Naprawa uszkodzonej podczas bombardowań infrastruktury zajmuje tym grupom wiele miesięcy.

Rania Khalek, zastępczyni redaktora naczelnego witryny Electronic Intifada i autorka opublikowanego przez The Intercept artykułu o raporcie ONZ, powiedziała:

Poza paraliżem pomocy humanitarnej jest jeszcze inna kwestia – destabilizacja syryjskiej gospodarki poprzez sankcje nałożone na banki. System bankowy praktycznie nie działa. Syryjczycy nie mogą dokonywać żadnych transakcji. Bankomaty nie funkcjonują, PayPal i inne podobne usługi nie są świadczone. Wszystko odbywa się przy użyciu gotówki lub weksli. Trudno jest sprowadzić fundusze z zagranicy. Inne banki często odmawiają realizowania przelewów, bo obawiają się reperkusji. Postępują tak nawet w przypadku legalnych operacji. Zdarza się, że grupy humanitarne nie otrzymują niezbędnych funduszy, by zapłacić swoim pracownikom i dostawcom. Pomoc zarówno dla rządu, jak i oblężonych obszarów Syrii jest opóźniana i wstrzymywana, co potęguje tragedię.

Sankcje nie działają. Krzywdzą zwykłych ludzi. Zapytałam o nie Departament Stanu USA. Odpowiedzieli, że winę za wszystko ponosi Baszar al-Asad. To on powoduje humanitarny kryzys. Mimo niepodważalnych, oczywistych dowodów, całkowicie zaprzeczyli, że sankcje tragicznie doświadczają ludność cywilną. Tak brzmało dyżurne stanowisko USA wobec Iranu i Iraku. Poza tym należy pamiętać, że Stany Zjednoczone nie ograniczają się w swoich działaniach do sankcji. Każdego roku wydają co najmniej miliard dolarów na broń dla syryjskiej opozycji. Są to odłamy różnych grup i tak naprawdę nie wiadomo, kto przejmuje ten arsenał. Mamy inne kraje – m.in. Arabię Saudyjską, Katar i Turcję – które dozbrajają i zapewniają pomoc rebelii. W rzeczywistości podsycają konflikt. Zatem finansując partyzantkę, Ameryka przedłuża militarną konfrontację. Jednocześnie utrudnia niesienie humanitarnej pomocy za sprawą sankcji. Obnaża to hipokryzję polityki Waszyngtonu.

Wojna w Syrii trwa już pięć lat. Sytuacja humanitarna jest naprawdę zła. Jeśli ulegnie pogorszeniu, można sobie wyobrazić, że wydarzenia potoczą się w tym samym kierunku, co w Iraku. Sankcje ONZ, o których zatwierdzenie bardzo zabiegały USA, pogorszyły (w latach 90.) stan instytucji państwa do tego stopnia, że pięćset tysięcy dzieci poniżej piątego roku życia zmarło wskutek braku lekarstw, głodu i chorób, którym można było zapobiec. W powtórzeniu tego scenariusza przeszkadza jedynie fakt, iż Rosja i Chiny zawetowały podejmowane przez Stany Zjednoczone i ich sojuszników próby nałożenia na Syrię sankcji ONZ. W sensie humanitarnym byłaby to katastrofa.”

Wybrane wpisy: „Geneza wojny w Syrii”, „Syria: Kilka niehumanitarnych przyczyn potencjalnej ‚interwencji’”, „Upadek Jemenu przedsmakiem tego, co nadchodzi , „Nieznana statystyka ofiar bez wartości”, „Świat, który stworzyliśmy, wykracza poza koszmar George’a Orwella”

Tłumaczenie: exignorant

Opublikowano Imperialne wojny, militaryzm i terror państwowy

Chronologia zabójstwa Kaddafiego

CounterPunchAutor: Chris Welzenbach (wersja oryginalna)

5 października 2016

W swoim artykule „Kłamstwa stojące za wojną Zachodu z Libią”, opublikowanym 14 kwietnia 2011 na łamach Pambazuka News, Jean-Paul Pougala opisuje jak Afryka rozwinęła własny transkontynentalny system komunikacji poprzez pozyskanie satelity telekomunikacyjnego 26 grudnia 2007. Koszt orbitera opiewał na kwotę 400 milionów dolarów; Afrykański Bank Rozwoju wyłożył 50 milionów, Bank Rozwoju Afryki Zachodniej dołożył 27 milionów. Libia umożliwiła zrealizowanie transakcji przeznaczając na ten cel 300 milionów. Pougala pisze, że po uruchomieniu nowy system „połączył cały kontynent dzięki telefonii, telewizji, radiu oraz innym zastosowaniom technologicznym, takim jak telemedycyna i kształcenie na odległość”.

Po 14 latach opieszałości Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW) i Banku Światowego hojność libijskiego przywódcy Muammara Kaddafiego pozwoliła na ten jednorazowy zakup, który zaoszczędził państwom Afryki 500 milionów dolarów w rocznych opłatach leasingowych za dostęp do urządzenia, a zachodnie banki pozbawił potencjalnych miliardów wyprowadzanych dzięki kredytom i odsetkom. Kaddafi dążył wówczas do ustanowienia trans-afrykańskiej bankowości opartej na złocie, aby wyrwać cały kontynent z niewoli finansowej MFW i Banku Światowego – co poważnie zaszkodziłoby obu tym drapieżnym podmiotom.

Od 2003 Kaddafi pracował nad poprawą swojej reputacji sponsora terroryzmu. Wyrzekł się wszelkiego wspierania organizacji terrorystycznych i utworzył fundusz, by zadośćuczynić ofiarom lotu 103 linii Pan Am i 772 linii UTA, za których zniszczenie odpowiadały akty terroru ponoć sfinansowane przez Libię. W dniu 10 grudnia 2007 Kaddafi udał się do Francji na pogawędkę z ówczesnym prezydentem Nicolasem Sarkozym.

Podczas spotkania w Pałacu Elizejskim Kaddafi i Sarkozy podpisali kontrakty na sprzęt wojskowy i elektrownię jądrową o łącznej wartości 15 miliardów dolarów, jednakże porządek dnia obejmował też sprawy nie związane z handlem. W raporcie z 12 marca 2012 francuskie konsorcjum dziennikarstwa śledczego Mediapart stwierdziło: „Według informacji zawartych w poufnym raporcie przygotowanym przez uznanego francuskiego eksperta ds. terroryzmu i finansowania działalności terrorystycznej kampania wyborcza prezydenta Nicolasa Sarkozy’ego otrzymała potajemnie w 2007 roku 50 milionów euro od reżimu libijskiego dyktatora, zamordowanego pułkownika Muammara Kaddafiego.” Dokumenty Mediapart 11 września 2016 ujawniły, że stosunki finansowe między Kaddafim i Sarkozym sięgają 10 grudnia 2007.

(W ślad za pierwszym opublikowaniem tej informacji Sarkozy zaprzeczył w 2012, jakoby przyjął libijskie pieniądze na finansowanie swojej kampanii – co jest we Francji niezgodne z prawem i mogło wtrącić go do więzienia – i próbował pozwać Mediapart. Kiedy wszczęto oficjalne dochodzenie w sprawie jego poczynań i fragmenty tajnego raportu pojawiły się na stronie internetowej Mediapart, dowody jednoznacznie potwierdziły fakt, iż Sarkozy przyjął pieniądze od Kaddafiego.)

Kaddafi zorientował się, że ze względu na swoje zaangażowanie w sprawę telekomunikacji satelitarnej i propozycję panafrykańskiego systemu bankowego (Zachód bez wątpienia był jej świadomy) jego popularność wśród zachodnich przywódców słabnie i wkrótce może stać się celem operacji „zmiana reżimu”. Pułkownik prawdopodobnie miał nadzieję, że finansowanie kampanii Sarkozy’ego będzie ubezpieczeniem, które pozwoli mu uniknąć przedwczesnej śmierci. Tymczasem starał się być postrzegany jako dobry, prozachodni mąż stanu. W sierpniu 2008 podpisał porozumienia z USA formalizujące odszkodowania dla ofiar terroru państwowego, a we wrześniu 2008 sekretarz stanu Condoleezza Rice odwiedziła Libię i oświadczyła, że stosunki pomiędzy dwoma narodami weszły w „nową fazę”.

Ale w lutym 2009 Kaddafi został wybrany na przewodniczącego Unii Afrykańskiej, po raz pierwszy użył terminu „Stany Zjednoczone Afryki” i nadmienił o możliwości utworzenia panafrykańskiego systemu bankowego. (12 marca 2009 Sarkozy złowróżbnie uczynił Francję częścią NATO, przez co zerwał z tradycją trwającą od czasów de Gaulle’a.) W sierpniu 2009 z aresztu w Szkocji zwolniono Abdelbaseta Aliego al-Megrahi – skazanego za udział w zamachu na lot 103 linii Pan Am – i Libijczycy zgotowali mu powitanie godne bohatera. Kilka miesięcy później Libia podpisała z Rosją kontrakt na zakup broni o wartości 1.8 miliarda dolarów. Zdarzenia te nie poprawiły notowań Kaddafiego w oczach Zachodu.

Ponadto na szali znalazła się pokaźna suma pieniędzy. Przed zakończeniem panowania Kaddafiego bogata w ropę Libia dysponowała rezerwami gotówkowymi w kwocie 150 miliardów euro, natomiast w skarbcach pułkownika zalegały 143 tony złota. Jak napisał w swoim artykule Paugala: „(Duża część tych funduszy) została odłożona jako libijski wkład w trzy kluczowe projekty, które miały zwieńczyć dzieło afrykańskiej federacji – Afrykański Bank Inwestycyjny w libijskiej Syrcie, utworzenie w 2011 Afrykańskiego Funduszu Walutowego oraz Afrykańskiego Banku Centralnego w nigeryjskiej Abudży: po rozpoczęciu drukowania afrykańskich pieniędzy instytucja ta pogrzebałby franka (CFA), za pośrednictwem którego na przestrzeni ostatnich pięćdziesięciu lat Paryż był w stanie kontrolować część krajów kontynentu.”

7 czerwca 2016 w swoim wpisie na portalu Black Opinion Bob Fitrakis napisał:

Prawdziwe powody ataku zostały omówione [29 kwietnia 2011] w najbardziej bezpośredni sposób przez Johna Perkinsa, najsłynniejszego, zreformowanego ‚ekonomicznego zabójcy’.

Perkins zwrócił uwagę, że atak na Libię, podobnie jak inwazja na Irak, dotyczył władzy i kontroli nad zasobami, nie tylko ropy, ale i złota. Libia miała najwyższy standard życia w Afryce. Według MFW Bank Centralny Libii był w 100% własnością państwa. MFW szacował, że w swoich skarbcach trzyma prawie 144 tony złota.

Członkowie NATO wyprawili się tam niczym współcześni piraci z Berberii, aby zagrabić libijskie złoto. Rosyjskie media potwierdziły słowa Perkinsa informując, że jako pan-Afrykańczyk i były przewodniczący Unii Afrykańskiej Kaddafi postulował wykorzystanie złota Libii i Afryki Południowej do stworzenia kontynentalnej waluty opartej na złotym dinarze.

Znamienne jest, że w miesiącach poprzedzających przyjęcie rezolucji ONZ, która pozwoliła Stanom Zjednoczonym i ich sojusznikom na wysłanie wojsk do Libii, Muammar Kaddafi otwarcie opowiadał się za ustanowieniem nowej, konkurencyjnej dla dolara i euro waluty. Faktycznie wezwał kraje afrykańskie i muzułmańskie do zawiązania sojuszu, który uczyniłby tę nową jednostkę monetarną główną formą wymiany gotówkowej. Państwa uczestniczące sprzedawałyby ropę i inne zasoby Amerykanom i reszcie świata wyłącznie za dinary, wyjaśnił Perkins.

W grudniu 2010 rewolucja w Tunezji obaliła tamtejszy rząd. Miesiąc później nadeszła seria zdarzeń okrzyknięta przez zachodnią prasę „Arabską wiosną”: powstania obywatelskie w Omanie, Jemenie, Egipcie, Syrii i Maroku. Chociaż w Tunezji rewolta doprowadziła do konkretnych zmian, to w Egipcie została brutalnie stłumiona, a w Syrii i Jemenie wywołała wojny domowe, które wciąż trwają. W Omanie i Maroku bunt wygasł.

W Libii wydarzenia miały osobliwy początek. Od 15 lutego 2011 na terenie kraju wybuchały protesty domagające się obalenia Kaddafiego. 20 lutego 2011 podano informację, że w wynikłych starciach życie straciło około 300 cywilów i Kaddafi użył w Trypolisie samolotów bojowych przeciwko opozycjonistom. Sarkozy dostrzegł w tym okazję do obrony francuskich bankierów i zatuszowania nielegalnego układu finansowego z Kaddafim. 10 marca 2011 prezydent Francji oficjalnie uznał libijską Narodową Radę Tymczasową (National Transitional Council – NTC), przykrywkę „rebeliantów”, i zażądał utworzenia „strefy zakazu lotów” na wypadek, gdyby Kaddafi sięgnął po broń chemiczną lub wyekspediował siły powietrzne przeciwko własnemu narodowi.

W raporcie z 11 marca 2011 The Guardian zauważył:

Jednostronną decyzję Sarkozy’ego o uznaniu tymczasowej rady Libii za prawowitego przedstawiciela narodu libijskiego uznano za rażąco przedwczesną. „Sarkozy postępuje nieodpowiedzialnie,” skonstatował jeden z dyplomatów UE.

Mark Rutte, holenderski premier, powiedział: „Uważam to posunięcie Francji za szalone. Obejście jakiejkolwiek praktyki dyplomatycznej stwierdzeniem ‚Uznamy rząd przejściowy’ nie jest dla Libii rozwiązaniem.”

19 marca 2011 Sarkozy wysłał do Libii francuskie samoloty i wydał rozkaz, by lotniskowiec Charles de Gaulle wpłynął na libijskie wody. Francuzi nie działali w pojedynkę. 15 marca 2011 na terenie Libii rozbił się amerykański F-15. 29 marca 2011 USA potwierdziły, że nad Libię skierowane zostały jednostki A-10 Warthog oraz latające fortece A-130. 16 kwietnia 2011 podczas wywiadu telewizyjnego dziennikarz Jeremy Scahill powiedział:

Działających na miejscu (w Libii) agentów CIA łączy z rebeliantami relacja przypominająca serwis randkowy świata tajnych służb. Jak powiedział pułkownik Jacobs, jest to standard. Bardziej niepokojący jest fakt, że na terenie Libii są już z pewnością jednostki amerykańskich sił specjalnych, które malują cele do nalotów. Ale muszę powiedzieć, że scenariusz jaki kreślisz mówiąc o zbrojeniu tzw. „bojowników o wolność” przywołuje obrazy z katastrofalnych ‚brudnych wojen’ lat 80. XX wieku. Stany Zjednoczone angażują się w libijską wojnę domową. Rebelianci wymagają wojskowego szkolenia. Postulujesz, że Amerykanie muszą udzielić całkowitego wsparcia jednej ze stron tego konfliktu. (Cytat z książki Michaela Arriry.)

Hillary Clinton i Nicolas Sarkozy.

Hillary Clinton i Nicolas Sarkozy.

W artykule z 7 czerwca 2016 Fitrakis pisze:

…odtajniony dokument amerykańskiego Departamentu Stanu przesłany do Hillary Clinton 1 kwietnia 2011 przez jej głównego asystenta Michaela Blumenthala potwierdził, iż konkluzja Perkinsa była słuszna i atak na Libię nie miał nic wspólnego z Kaddafim jako zagrożeniem dla Stanów Zjednoczonych i NATO, a podyktowany był grabieżą jego złota.

Blumenthal doniósł Clinton, że rząd Kaddafiego posiada 143 tony złota i podobną ilość srebra; pod koniec marca 2011 rezerwy te przeniesiono do Sabhy (południowy zachód – w kierunku libijskiej granicy z Nigrem i Czadem); zabrano je ze skarbca Banku Centralnego Libii w Trypolisie.

Blumenthal nadmienił o przeznaczeniu metali szlachetnych Kaddafiego: złoto zostało zgromadzone przed aktualną rewoltą i miało być wykorzystane do ustanowienia panafrykańskiej waluty w oparciu o złoty dinar libijski. Plan ten opracowano, ażeby zapewnić frankofońskim krajom afrykańskim alternatywę wobec franka (CFA).

Blumenthal wyraźnie wyartykułował powód interwencji NATO oraz imperialnej grabieży uskutecznionej przez Francję. Oficerowie francuskiego wywiadu odkryli ów plan krótko po rozpoczęciu rebelii i był to jeden z czynników, który wpłynął na decyzję prezydenta Nicholasa Sarkozy’ego o ataku na Libię.

Nielegalna wojna Francji i NATO przeciwko Libii miała pięć powodów. Według Blumenthala Sarkozy chciał: a. uzyskać większą część libijskiej nafty, b. rozszerzyć wpływy Francji w Afryce Północnej, c. poprawić własną sytuację w kraju, d. stworzyć francuskiej armii okazję do potwierdzenia swojej pozycji w świecie, e. uporać się z obawami doradców związanymi z długoterminowym zamiarem Kaddafiego, by zastąpić Francję jako dominującą siłę we francuskojęzycznej Afryce.

Z e-maila jasno wynika, że Blumenthal rozumiał potrzebę ochrony francuskich bankierów przed ambitnym planem uruchomienia trans-afrykańskiej bankowości opartej na złocie, ale nie był w stanie uchwycić ukrytego motywu Sarkozy’ego – eliminacji dowodów przestępstwa. Należy również zauważyć – i podkreślić – że żaden z powodów wymienionych przez Blumenthala w inkryminującej korespondencji nie mógł usprawiedliwić niczym nie sprowokowanego ataku na suwerenne państwo.

30 marca 2011 kolejnym przejawem pogarszających się stosunków między Libią a Zachodem było wydalenie przez rząd brytyjski pięciu dyplomatów z ambasady libijskiej. W ciągu kolejnych miesięcy walki rozlały się po całym terytorium Libii. W pewnym momencie doszło do zawieszenia broni pomiędzy rządem i NTC, ale nie trwało długo i w sierpniu 2011 państwo ponownie pogrążyło się w wojnie domowej.

Po 31 marca 2011 Stany Zjednoczone narzuciły „zakaz lotów nad Libią”, rzekomo w celu ułatwienia prawowitym powstańcom odsunięcie od władzy krwiożerczego dyktatora, lecz wynikłe bombardowania wykroczyły daleko poza deklarowane obalenie Kaddafiego. 18 lipca 2011 lotnictwo NATO uderzyło w Wielką Sztuczną Rzekę, monumentalny projekt nawadniania, który zaopatrywał w wodę tysiące hektarów jałowych gruntów. Samoloty, które dopuściły się tej zbrodni nie poprzestały na zniszczeniu kluczowego elementu infrastruktury Libii; 22 lipca 2011 zrównały z ziemią fabrykę, która według raportu Ellen Brown z 14 marca 2016 jako jedyna produkowała rury niezbędne do naprawy systemu irygacji. Ta haniebna dewastacja nie miała żadnego praktycznego celu poza zbiorowym ukaraniem Libijczyków.

Zabity Kaddafi. Klatka z materiału wideo nakręconego 20.10.2011 (Reuters).

Zabity Kaddafi. Klatka z materiału wideo nakręconego 20.10.2011 (Reuters).

Przy współudziale mocarstw zachodnich „rebelianci” otoczyli Trypolis i 21 sierpnia 2011 miasto poddało się NTC. Kaddafi, jego najbliższa rodzina i pracownicy uciekli do Syrty. 20 października 2011 po godzinie 20-ej pułkownik podjął próbę ucieczki z miasta przed zbliżającymi się „rebeliantami”. Konwój 75 aut wykryły samoloty RAF-u. Amerykański dron Predator, obsługiwany gdzieś w okolicach Las Vegas przez anonimowego operatora wpatrującego się w komputerowy ekran, odpalił pierwsze pociski w stronę pędzących samochodów. To samo zrobiły samoloty RAF-u. W ogniu stanęło dziesięć pojazdów. Kaddafi przeżył atak, lecz po upływie niedługiego czasu wytropiła go NTC – ukrywał się w rurze kanalizacyjnej. Zaraz potem został pobity, dźgnięty bagnetem w odbyt i zastrzelony.

Przed morderstwem Kaddafiego Libia była krajem stabilnym, choć nie przypominała tradycyjnej wspólnoty narodowej. Według raportu pt. „Libia Kaddafiego była najzamożniejszą demokracją Afryki” autorstwa Garikaia Chengu państwo podzielono na kilka małych społeczności stanowiących „autonomiczne mini-kraje”. Sprawowały one kontrolę nad swoimi okręgami i mogły podejmować wiele decyzji m.in. o podziale przychodów z produkcji ropy oraz alokacji środków budżetowych. W ramach tych mini-państw trzema głównymi instytucjami libijskiej demokracji były Komitety Lokalne, Kongresy Ludowe i Rewolucyjne Rady Wykonawcze. Chengu szczegółowo wyjaśnia, w jaki sposób komitety zgłaszały postulaty do kongresów, a te przekazywały decyzje radom wykonawczym, tworząc tym samym szeroki konsensus, który wywierał wpływ na całą populację. „Libijski system demokracji bezpośredniej słowo ‚wybory’ zastąpił ‚wyróżnieniem’ i unikał politycznej agitacji, która jest cechą tradycyjnych partii politycznych i przynosi korzyść wyłącznie burżuazji,” pisze Chengu. „W przeciwieństwie do Zachodu Libijczycy nie głosowali raz na cztery lata na prezydenta i lokalnego parlamentarzystę, który decydowałby za nich. To sami Libijczycy podejmowali decyzje dotyczące polityki zagranicznej, krajowej i gospodarczej.” Obalenie Kaddafiego usunęło ustrój, który funkcjonował sprawnie i sprawiedliwie od bez mała pół wieku.

Nicolas Sarkozy pozostaje wolnym człowiekiem. Nie stanął jeszcze przed sądem za nielegalne przyjęcie libijskich pieniędzy na finansowanie kampanii prezydenckiej oraz wszczęcie nielegalnej wojny celem zatuszowania swoich przestępczych relacji z Kaddafim.

Wiele już napisano o katastrofie, jaka ogarnęła Libię po morderczym ataku Francji i NATO – 400 tysięcy ludzi pozbawionych domów, niekończący się cykl terroru i represji, powstanie kolejnego upadłego państwa w następstwie polityki zagranicznej USA. Jednak największą szkodę wyrządzono samej Afryce, ponieważ realizacja wysuniętej przez Kaddafiego inicjatywy zainaugurowania trans-afrykańskiego systemu bankowego sprawiłaby, że po raz pierwszy od wielu stuleci w zasięgu tego nieszczęśliwego kontynentu znalazłaby się prawdziwa wolność i niezależność. Kraje Zachodu nie mogły tego zaakceptować. Wolność i sprawiedliwość nigdy nie były częścią ich strategii.

Wiadomość o śmierci Kaddafiego dotarła do Hillary Clinton wieczorem 20 października 2011 podczas wywiadu, jakiego udzielała stacji CBS. W przerwie między nagraniami pozwoliła sobie na żart w obecności współpracowników: „Przybyliśmy, zobaczyliśmy, on zdechł.” Klasnęła w dłonie i roześmiała się triumfalnie. To najpodlejsza wypowiedź przedstawiciela rządu USA w dziejach.

Wyniki śledztwa parlamentarzystów Wielkiej Brytanii w sprawie wojny w Libii

Sytra zniszczona przez NATO i „rebeliantów”.

Sytra zniszczona przez NATO i „rebeliantów”.

house-of-commonsOpublikowany 6 września 2016 raport ponadpartyjnej Komisji Spraw Zagranicznych Izby Gmin parlamentu Wielkiej Brytanii – sporządzony na podstawie zeznań decydentów, przeglądu dokumentacji i dochodzenia przeprowadzonego w Afryce – ustalił, że wojna w Libii została uzasadniona serią kłamstw, zniszczyła kraj, rozprzestrzeniła terroryzm i wywołała fale uchodźców. Zagrożenie dla cywilów ze strony władz rozmyślnie wyolbrzymiono. Libijski rząd faktycznie walczył z islamskimi terrorystami z siedzibą w Bengazi. Zachód i jego sojusznicy bezpośrednio wspierali i przekazywali broń powiązanym z Al-Kaidą rebeliantom. Pułkownik Kaddafi złożył propozycję oddania władzy, ale włodarze Zachodu – z nieprzejednaną Hillary Clinton na czele, która przekonała wahającego się Baracka Obamę – przystąpili do krwawego obalenia reżimu.

WikiLeaks: Wojna z Libią była wojną Sekretarz Stanu USA

Podczas wywiadu udzielonego Johnowi Pilgerowi w pierwszych dniach listopada 2016 Julian Assange, założyciel i wydawca WikiLeaks, powiedział: „Libia była przede wszystkim wojną Hillary Clinton. Barack Obama początkowo wyrażał sprzeciw. Kto był orędownikiem tej wojny? Hillary Clinton. Jest to udokumentowane w jej e-mailach. Zadanie powierzyła swemu ulubionemu agentowi Sidney’owi Blumenthalowi. Wśród 33.000 e-maili Hillary Clinton, które opublikowaliśmy, 1.700 dotyczy wyłącznie Libii. Nie chodziło jedynie o tanią libijską naftę. Usunięcie Kaddafiego i likwidację państwa postrzegała jako coś, co wykorzysta w wyborach na prezydenta. Pod koniec 2011 pojawił się wewnętrzny dokument o nazwie ‚Libia Tik Tak’ opracowany przez Hillary Clinton, który w sposób chronologiczny opisuje, że była ona centralną postacią planu zniszczenia kraju. W rezultacie zginęło około 40.000 osób. Do Libii wprowadzili się dżihadyści i Państwo Islamskie. Wywołało to europejski kryzys uchodźców i migrantów, bo do ludzi opuszczających Libię dołączyli potem uciekinierzy z Syrii i innych krajów afrykańskich zdestabilizowanych w wyniku napływu broni. Państwo libijskie nie było już w stanie kontrolować tranzytowego ruchu osób. Libia leży nad Morzem Śródziemnym. Stanowiła swoisty korek w butelce Afryki. Mieszkańcy kontynentu, którzy wcześniej uciekali przed problemami gospodarczymi i wojnami domowymi, nie docierali do Europy, ponieważ Libia miała nadzór nad Morzem Śródziemnym. Wyraził to jasno sam Kaddafi w 2011: ‚Co ci Europejczycy wyprawiają? Starają się zbombardować i zniszczyć Libię? Europę zaleje fala migrantów z Afryki i dżihadystów’. Tak też się stało.”

Wybrane wpisy: „Geneza wojny w Syrii”, „Syria: Kilka niehumanitarnych przyczyn potencjalnej ‚interwencji'”, „Nieznana statystyka ofiar bez wartości”, „Świat, który stworzyliśmy, wykracza poza koszmar George’a Orwella”

Tłumaczenie: exignorant

Opublikowano Imperialne wojny, militaryzm i terror państwowy