Niewysłuchany apel

carl-sagan„Jeśli zrujnujemy Ziemię, nie będzie dokąd się udać.”

„Wymieranie jest regułą. Przetrwanie jest wyjątkiem.”

Carl Sagan [ur. 9 listopada 1934, zm. 20 grudnia 1996] – astronom, kosmolog, astrofizyk, astrobiolog, pisarz i popularyzator nauki.

Opublikowano Upadek cywilizacji

Dziesięcioro przykazań Panów Wojny

Autor: Ray Jason [„Morski Cygan”],

25 sierpnia 2016

VietnamDziesięcioro przykazań Panów Wojny

I.

Nie dostrzeżesz, że ci pośród nas, którzy wojny rozpoczynają, nigdy w nich nie walczą i nie giną – ani nasze rodziny i przyjaciele.

II.

Nigdy nie będziesz opisywał Wojny takimi słowami jak „nikczemna”, „chora” i „odrażająca”; zamiast nich używać będziesz określeń zatwierdzonych, takich jak „bohaterska”, „chlubna” i „niezbędna”.

III.

Przemilczysz fundamentalną Prawdę, że Wojna jest rozmyślnym mordowaniem niewinnych ludzi, do których nie czujesz żalu i którzy nie wyrządzili ci żadnej krzywdy.

IV.

Pominiesz fakt, że „Wojna, która (miała) zakończy(ć) wszystkie wojny” nie spełniła tej obietnicy i w ciągu dwóch dekad spłodziła najbardziej krwawą i zabójczą wojnę w historii.

V.

Zignorujesz realia, że zdecydowaną większość ofiar nowoczesnych działań wojennych stanowią nie żołnierze, tylko bezradna ludność cywilna – i musisz zrozumieć, że okrucieństwo wobec kobiet i dzieci dyktuje „Wyższe Dobro”.

VI.

Nie będziesz zaniepokojony uświadomieniem, że na przestrzeni dziejów tak wiele ludzkiej energii i pomysłowości przeznaczono na wymyślenie potężniejszych i skuteczniejszych sposobów na zarzynanie siebie nawzajem.

VII.

Zachęcać będziesz dzieci do grania w brutalne gry komputerowe, ekscytowania się batalistycznym kinem wojennym i oddawania czci fladze, nawet jeśli przesiąknięta jest krwią – niepowodzenie w tym względzie zmniejszy zaopatrzenie Machiny Wojennej w anonimowe trybiki.

VIII.

Nie będziesz oburzony tym, że Panowie Wojny zgarniają niebotyczne zyski podczas trzech etapów konfliktu – Przygotowań, Realizacji i Odbudowy – w końcu to my ryzykujemy swoimi fortunami i reputacją; ty ryzykujesz jedynie swoim życiem.

IX.

Uzmysłowisz sobie, że każdy opracowany dotychczas typ broni ostatecznie został w trakcie wojny użyty, jednakże ci z nas, którzy dzierżą ster władzy, nigdy nie sięgnęliby po Broń Termojądrową – choć wybudowane przez nas tajne schrony rażąco temu przeczą.

X.

Wreszcie rzecz najistotniejsza – nigdy nie wybudzisz się z transu Patriotyzmu i Religijnego Fanatyzmu, i nagle sobie nie uprzytomnisz, że bez twojej obłąkańczej gotowości zabijania i umierania wszystkie wojny ustałyby natychmiast. I nade wszystko nigdy nie przyjdą ci na myśl, ani nie padną z twoich ust słowa: „Za nic w świecie – nie pójdziemy!”

Opublikowano Imperialne wojny, militaryzm i terror państwowy

Propaganda i fabrykowanie społecznego przyzwolenia

Manipulowanie opinią publiczną sięga czasów ojca współczesnej propagandy Edwarda Bernaysa. Odkrył on, że wywieranie wpływu na podświadomość jest najlepszym sposobem, by sprzedawać ludziom produkty, których nie potrzebują i wojny, których nie chcą. Na temat funkcji propagandy w dzisiejszym społeczeństwie Abby Martin, autorka cyklu „Akta imperium”, rozmawia z dr. Markiem Crispinem Millerem, badaczem mediów i wykładowcą Uniwersytetu Nowojorskiego.

W drodze na szafot

Fragment eseju Chrisa Hedgesa.

Zasięg i skuteczność propagandy korporacyjnej przyćmiewa nawet osiągnięcia Adolfa Hitlera i Stalina. Poszczególne warstwy fałszu są wyrafinowane i skuteczne. Serwisy informacyjne są państwową propagandą. Wymyślne widowiska i formy rozrywki, które ignorują rzeczywistość lub udają, że fikcja wolności i postępu jest prawdziwa, przykuwają uwagę mas. Edukacja jest indoktrynacją. Pseudointelektualiści wraz z technokratami i specjalistami, którzy są posłuszni neoliberalnej i imperialnej doktrynie państwa, wykorzystują swoje akademickie kwalifikacje i erudycję, by oszukiwać społeczeństwo. Obietnice złożone przez państwo korporacyjne i jego politycznych liderów – zapewnimy ci byt, ochronimy twoją prywatność i wolności obywatelskie, zadbamy o środowisko naturalne, nie dopuścimy, byś został wykorzystany przez banki i drapieżne korporacje, zapewnimy ci bezpieczeństwo i godną przyszłość twoim dzieciom – są zaprzeczeniem faktów.

Pociąg

Autor: Ciaran Brennan

Korporacyjne państwo nie przejawia woli wprowadzenia zmian, uwzględnienia praw i długoterminowych potrzeb obywateli. Tak samo nie przejawiano jej wobec Żydów w okupowanej Polsce. Realia do ostatniej chwili pozostaną ukryte za pustą retoryką demokracji i reform. Stosowane przez nazistów, dopracowane w najmniejszych szczegółach wybiegi – które zapewniały bierność Żydów i innych przeznaczonych do eksterminacji ofiar, aż znalazły się one u drzwi komór gazowych, zazwyczaj ozdobionych dużą gwiazdą Dawida – były legendarne. Ofiarom zabieranym do obozów zagłady mówiono, że jadą do pracy. Rampom rozładunkowym w Treblince nadano wygląd stacji kolejowej z rozkładami jazdy pociągów na ścianach, zegarem i kasą biletową. Rozbrzmiewał akompaniament obozowych muzyków. Osoby starsze i niedołężne eskortowano z wagonów do budynku zwanego ambulatorium, oznaczonego symbolem czerwonego krzyża, gdzie strzelano im w tył głowy. Mężczyźni, kobiety i dzieci, które za godzinę miały umrzeć w komorach gazowych, dostawały kwity na ubrania i kosztowności. Represyjne reżimy stopniowo wprowadzają surowsze i ostrzejsze formy kontroli, wypierając się przy tym swoich intencji. Zanim zniewolona populacja pojmie, co się dzieje, jest już za późno.

Nasi korporacyjni panowie wiedzą, co nadchodzi. Wiedzą, że kiedy przyspieszy upadek ekosystemu planety, kiedy rozsypie się finansowy domek z kart, kiedy zasoby naturalne zostaną zatrute lub wyczerpane, wówczas rozpacz ustąpi miejsca panice i wściekłości. Wiedzą, że przybrzeżne miasta znajdą się pod wodą, plony ulegną gwałtownej redukcji, wysokie temperatury uczynią ogromne obszary świata nienadającymi się do zamieszkania, oceany staną się strefami martwych wód, setki milionów zdesperowanych uchodźców będą ratować się ucieczką, a złożone struktury zarządzania i organizacji załamią się. Wiedzą, że prawowitość władzy korporacyjnej i neoliberalizmu – ideologii równie sugestywnej i utopijnej jak faszyzm czy komunizm – skruszeje. Chodzi o to, by nas zwodzić i demobilizować tak długo, jak to możliwe. […]

Tłumaczenie: exignorant

Opublikowano Upadek cywilizacji

Quo vadis, Brytanio?

Dokąd zmierzasz, Brytanio?

Komentarz Tadeusza (Tada) Patzka, profesora inżynierii naftowej i chemicznej Wydziału Nauk o Ziemi oraz dyrektora Centrum Inżynierii Naftowej Upstream w KAUST (Arabia Saudyjska). W latach 2008–2014 był profesorem i prezesem Wydziału Inżynierii Naftowej i Geosystemów na Uniwersytecie Teksańskim w Austin. Autor zajmuje się m.in. termodynamiką i ekologią ludzkiego przetrwania, a także zaopatrzeniem żywnościowym i energetycznym.

Trwająca ożywiona dyskusja na temat Brexitu wydaje się być pusta po obu stronach sporu, ponieważ pomija najważniejsze fizyczne realia pozostania przy życiu w Wielkiej Brytanii i koncentruje jedynie na tym, kto miałby w niej pozostać. Wyspy Brytyjskie składają się z około 6.000 specyfikacji ziemi o łącznej powierzchni 315.000 kilometrów kwadratowych (obszar Polski lub stanu Arizona). Zamieszkuje je ponad 70 milionów ludzi (w przybliżeniu jest ich dwukrotnie więcej niż w Polsce i ponad dziesięciokrotnie więcej niż w Arizonie).

Moje własne obliczenia pojemności Wielkiej Brytanii wskazują na to, że lokalne środowisko jest w stanie utrzymać 3 miliony osób. Oznacza to, że aby pozostać przy życiu, Brytyjczycy muszą być częścią globalnej społeczności; inaczej zginą. I na tym koniec.

Pozwolą państwo, że ujmę to inaczej: Wielka Brytania to niewielki, przeludniony i raczej pozbawiony znaczenia kraj, który myślał, że jest odwrotnie i dokonał wyboru, który ujawni jego straszliwe słabości egzystencjalne. Unia Europejska zdaje się być aktualnie w posiadaniu wszystkich kart w tej partyjce igrzysk [głodowej] śmierci, ale nie do końca zdaje sobie z tego sprawę.

Po chwilowej zwyżce produkcja brytyjskiej ropy nadal będzie gwałtownie spadać. Tamtejsze złoża dostępnego gazu ziemnego i węgla zostały prawie w całości wyeksploatowane. Ażeby oświetlić i ogrzać swoje mieszkania, Brytyjczycy muszą być częścią globalnej społeczności. A co z importowanymi surowcami do produkcji przemysłowej, która tworzy lokalne miejsca pracy? Czy ktoś kojarzy jeszcze handel zagraniczny i traktaty?

Zatem jakim sposobem jedna z najstarszych demokracji świata pogubiła się tak dokumentnie i posłuchała nieodpowiedzialnej rady lokalnych Trumpów? O ekonomię tu idzie.

Ekonomia jest pseudonauką pośredniej asymptotyki opisującą systemy ludzkie, które są dużo większe od ich najmniejszych elementów, lecz przy tym znacznie, znacznie mniejsze niż mieszczące je środowisko. Jest to pseudonauka, gdyż kluczowy zwrot „pośrednia asymptotyka” został zapomniany.

Globalna i brytyjska gospodarka ignorują fragment „znacznie, znacznie mniejsze” z zabójczym skutkiem. Jeśli większość światowych przywódców i ludzkości tkwi w niewłaściwej narracji, wyniki mogą być katastrofalne. Obecna narracja traktuje o płynnie zintegrowanej, sprawnie działającej gospodarce światowej, która zapewnia byt wszystkim i wyciąga najbiedniejsze narody z ubóstwa.

A co, jeśli nie ma już dość Ziemi, aby podpierać tę globalną gospodarkę z 7.3 miliarda ludzi? A co, jeśli ludzka gospodarka (nasze gospodarstwo domowe) zakłóca funkcjonowanie systemów podtrzymywania życia Ziemi: powietrza, wody, gleby i jej gospodarstw domowych, czyli lasów, sawann, jezior, rzek, ujść rzek, mórz i oceanów? Krótko mówiąc, a co, jeśli cały globalny system podpierający ludzką gospodarkę właśnie się załamuje? A co, jeśli już teraz potrzebujemy czterech planet Ziemia, by spełnić obietnice dzisiejszej globalnej gospodarki?

W tym momencie znamienici ekonomiści zlekceważyliby moją osobę, bo zapewne głupstwa opowiadam. Spójrzcie na fenomenalny wzrost podaży pieniądza na całym świecie. Spójrzcie na wszystkie rzeczy, które dzięki tym pieniądzom można zrobić! Tak, odpowiadam, ta wyimaginowana elektroniczna forsa tylko przyspieszy agonię prawdziwych ekosystemów, które chronią nas przed zagładą.

Ale odbiegłem od tematu.

Wróćmy do nieszczęsnej Wielkiej Brytanii. Według mnie przypomina Irvinga Fishera, ekonomistę z Yale, który na krótko przed krachem z 29 października 1929 wygłosił słynną prognozę: „Ceny akcji osiągnęły to, co prezentuje się jak permanentnie wysoki poziom.” Idealne zgranie w czasie! Tym, co pozostanie będzie nasza wspólna, bardzo bolesna podróż ku zmianie narracji.

Być może potrzebny będzie ktoś pokroju pana Trumpa, by zmodyfikować tę narrację za oceanem?

Populacja Anglii

Populacja Anglii [Wikipedia].

Postscriptum. Szacowana populacja Anglii w okresie 1800 p.n.e.–1700 n.e. wynosiła średnio 3 miliony ludzi, lecz nie przekraczała 2 milionów przez 3.000 lat. W czasach spisu powszechnego za panowania Wilhelma Zdobywcy liczba ludności wynosiła 1.7 miliona. Dodajmy po 1 milionie w Irlandii i Szkocji i uzyskamy szacunkową wartość 5–6 milionów obywateli, którzy mogą być utrzymani przy życiu przez Zjednoczone Królestwo. Jeśli ludzie w niedalekiej przyszłości będą chcieli korzystać z większej ilości zasobów niż 1.000 lat temu, liczba podtrzymywanych jednostek odnotuje proporcjonalny spadek.

Ciao, Brytanio!

Komentarz Steve’a Ludluma, analityka ekonomicznego:

Koniec przemysłu motoryzacyjnego i uzależnienia od nafty jest nieunikniony. Ten wykres nie bez przyczyny określa się mianem „trójkąta zagłady”. Od 2000 roku trwa seria skoków cen ropy naftowej, które mają na celu pokryć niebotyczne koszty jej wydobycia. Każda z prób zakończyła się fiaskiem, ponieważ warunki kredytowania poza rynkami paliwowymi uległy pogorszeniu. Te niepowodzenia, wstrząsy kredytowe i redukcje cenowe są do pewnego stopnia produktem wad strukturalnych Unii Europejskiej.

Brexit stwierdza jednoznacznie, że londyńskie City jest niewypłacalne; nie może już siebie dłużej finansować. Establishment zorganizował referendum głównie po to, by uratować banki. Brexit to inaczej bailout: mali zapłacą za ekscesy dużych. City z pewnością nie jest w stanie finansować reszty kraju i jego ogromnej i niedochodowej floty samochodów paliwożernych; coś musi pęknąć. W państwie z populacją liczącą 64 miliony jest 31.5 miliona samochodów, z których każdy pochłania równowartość zasobów niezbędnych do utrzymania 20 osób. Wielka Brytania słania się, ponieważ na małej wyspie mieszka odpowiednik 630 milionów ludzi… większość z nich to gruchoty. To ci dopiero imigracja – nic dziwnego, że gospodarka niedomaga.

Auta i ich zapotrzebowanie na importowane paliwa i infrastrukturę, finansowane niekończącym się kredytem, zafundowały bankructwo całemu Zachodowi, nie tylko Anglii. W Europie: euro = benzyna. Możliwe, że Brytyjczycy nie do końca uświadamiają sobie dlaczego i nie w pełni są z tego powodu zadowoleni, ale zagłosowali przeciwko swoim samochodom. Najwyższa pora!

Autor - Gustave Doré

„Houndsditch” (1872): Gustave Doré

Wielka Brytania szybko staje się krajem tzw. Trzeciego Świata i cofa do średniowiecza. Poza kilkoma wyjątkami zestawione poniższej nagłówki pojawiły się na witrynach brytyjskich portali informacyjnych i gazet w bieżącym roku.

Badanie opublikowane w Nature stwierdza, że zmiana klimatu zaburza w Wielkiej Brytanii sezonowe zachowanie roślin i zwierząt, co grozi rozległą fenologiczną desynchronizacją, która uderzy w ekosystemy

Degradacja gleb zagraża brytyjskiemu zaopatrzeniu żywnościowemu, informuje rządowa grupa doradcza

Utrata dzikich kwiatów pokrywa się z tempem spadku liczby owadów zapylających

Brytyjska wieś jest niszczona przez złodziei kradnących dzikie kwiaty, które sprzedawane są na czarnym rynku, ostrzegają organizacje charytatywne

Na obszarach zalewowych Wielkiej Brytanii buduje się coraz więcej domów

Powodzie w Wielkiej Brytanii napędzane przez gwałtowny wzrost temperatury na Grenlandii, stwierdza badanie

Ogromne obszary brytyjskiego wybrzeża mogą zostać utracone, ponieważ „wzrost poziomu morza przyspiesza”

Katastrofalny wzrost poziomu mórz przed rokiem 2050

Słodkowodne małże perłowe, klejnot w koronie Szkocji, wymarły w 11 rzekach

„Bezprecedensowa” inwazja meduz w wodach Wielkiej Brytanii w 2015

Badacze obawiają się, że ostatni orzeł przedni Anglii nie żyje

Pogarszający się stan środowiska naturalnego Wielkiej Brytanii uderza w gospodarkę

Przemysł naftowy Wielkiej Brytanii „na skraju przepaści”

Wydobycie ropy na Morzu Północnym przynosi straty w wysokości 1 miliarda funtów rocznie

Schyłek wydobycia węgla w Wielkiej Brytanii: dekady spadków

Przemysł energetyki odnawialnej w Wielkiej Brytanii niebawem „stoczy się w przepaść”, stwierdza nowe badanie

Agonia energii słonecznej w Wielkiej Brytanii

Ponad połowa miejsc pracy w brytyjskim sektorze energii słonecznej utracona w wyniku cięć dotacji

Fizyk twierdzi, że umowa dotycząca elektrowni jądrowej Hinkley Point oznacza, że brytyjski podatnik zapłaci 53 miliardy funtów ze tanią energię dostarczaną Francji

Rachunek za likwidację reaktorów jądrowych wzrósł o 1.6 miliarda funtów; podatnicy stoją w obliczu znacznego zwiększenia kosztów posprzątania po pierwszej generacji brytyjskich elektrowni jądrowych

Kryzys energetyczny Wielkiej Brytanii pogłębia się – dostawca SSE planuje wcześniejsze zamknięcie elektrowni

Sieć Sainsbury’s buduje własne elektrownie w obliczu obaw związanych z niedoborami energii

60 władz lokalnych informuje, że Wielka Brytania zmierza ku zimowym przerwom w dostawach prądu

Gospodarka Wielkiej Brytanii staje w miejscu

Oficjalny dług Wielkiej Brytanii zbliża się do 2 bilionów funtów i rośnie w tempie ponad 5.000 funtów na sekundę; dług nieoficjalny wynosi ponad 4.8 biliona funtów

Większość analityków uważa, że dni funta są policzone

Pokłosie Brexitu: Czarna dziura systemu emerytalnego poszerza się, inflacja przyspiesza, bank Anglii przewiduje wzrost bezrobocia

Krajowy Związek Rolników ostrzega: Jeżeli podatnicy brytyjscy nie będą po Brexicie przekazywać właścicielom ziemskim dotacji o wartości miliardów funtów rocznie, wielu z nich całkowicie zrezygnuje z uprawy roli

Większość zakładów produkcyjnych Wielkiej Brytanii ma problem z zatrudnieniem wykwalifikowanych pracowników – raport

W wyniku braku fachowców 5000 miejsc pracy w branży motoryzacyjnej jest nieobsadzonych – raport

Różnica płac poszerza się do zakresu z epoki wiktoriańskiej

Brytyjczycy pracują dłużej bez przyrostu wydajności, stwierdza badanie

Doniesienia o niewolnictwie w Wielkiej Brytanii wzrosły pięciokrotnie, poinformowała Armia Zbawienia

Brudny sekret Londynu: Brytyjski kapitał „globalnym centrum” prania pieniędzy

Dokumenty z Panamy ujawniają, że Londyn jest centrum „finansowej pajęczyny”

Ekspert ds. działalności mafijnej nazywa Wielką Brytanię „najbardziej skorumpowanym miejscem na Ziemi”

Londyńskie City może zostać odcięte od Europy, ostrzega przedstawiciel Banku Anglii

City straci kilkadziesiąt tysięcy miejsc pracy po Brexicie

Obrót akcjami RBS i Barclays zawieszony po ogromnych spadkach [największych od czasu krachu w 2008]

Od 1995 roku ceny domów w Anglii i Walii zdrożały o 300 proc. – analiza

Ceny domów w Wielkiej Brytanii załamią się; spadają globalne ceny aktywów

Brytyjska bańka nieruchomości pęka

Podupadająca infrastruktura Wielkiej Brytanii szkodzi biznesowi, stwierdza organizacja wytwórców (EEF) i Konfederacja Brytyjskiego Przemysłu (CBI)

Powiększający się London stoi w obliczu niedoborów wody i zalania ściekami

Pożyczki, które zubożyły i zadłużyły rady miejskie

Trzy czwarte rad miejskich wyłącza lub ściemnia oświetlenie uliczne

Nowe średniowiecze: W Wielkiej Brytanii gasną uliczne lampy

Przepaść między kondycją zdrowotną biednych i bogatych „jest taka sama jak w epoce wiktoriańskiej”

O tym, jak coraz liczniejsza londyńska „klasa kamerdynerów” dba o bogatą elitę

Różnica w długości życia między bogatymi i biednymi powiększa się

Państwowa Służba Zdrowia stara się zatkać finansową „czarną dziurę” o wartości 22 miliardów funtów, stwierdza raport

Dokumenty ujawniły, że Państwowa Służba Zdrowia zmuszana jest przez rząd do „fałszowania danych”, aby poprawić statystyki finansowe

Szpitale Państwowej Służby Zdrowia są tak przepełnione, że pacjenci mogą umrzeć, stwierdza krajowy autorytet lekarski

Gwałtowny wzrost liczby pacjentów, którym odmówiono przyjęcia w szpitalach

Szpitale otrzymują nakaz redukowania personelu – finansowy kryzys Państwowej Służby Zdrowia pogłębia się

Ludzie otyli i palacze „nie będą dopuszczani do rutynowych operacji”, ponieważ Państwowa Służba Zdrowia próbuje zbilansować księgi rachunkowe; pacjenci będą mieli rok na zrzucenie zbędnych kilogramów i porzucenie nałogu – „Będziemy świadkami kolejnych decyzji tego rodzaju. To jedyny sposób, by świadczący usługi byli w stanie zbilansować swoje księgi. W pewnym sensie należy pochwalić ich za szczerość. Można zrozumieć, dlaczego to robią – służba pęka w szwach.”

Przychodnie działają w „trybie awaryjnym” ze względu na brak środków i personelu

W niektórych regionach Wielkiej Brytanii wzrasta śmiertelność niemowląt

Szpital Państwowej Służby Zdrowia staje się pierwszą placówką, która zlikwidowała specjalistyczne usługi położnicze z powodu braku lekarzy

Państwowa Służba Zdrowia potrzebuje pracowników z UE, aby uniknąć upadku – ostrzega zespół ekspertów

Szpitale Anglii są na krawędzi upadku, ostrzega Państwowa Służba Zdrowia

Główny lekarz Anglii ostrzega przed „antybiotyczną apokalipsą”

„Super-rzeżączka” rozprzestrzenia się w całej Wielkiej Brytanii i stanie się nieuleczalna, ostrzegają lekarze

Liczba przypadków szkarlatyny najwyższa od prawie 50 lat

Kryzys stomatologiczny w Anglii na skalę „Trzeciego Świata”

Niedobory szczepionek na zapalenie opon mózgowych typu B – rodziców nie stać na szczepienia prywatne

Wielka Brytania będzie „bezbronna” podczas kolejnego wybuchu epidemii wirusa Ebola

Cięcia środków dla osób niepełnosprawnych grożą zniszczeniem niezależnego życia tysięcy pacjentów

Bomba zegarowa cukrzycy: jeden na pięciu emerytów jest diabetykiem

Zanieczyszczenie powietrza w Wielkiej Brytanii zabija co najmniej 40.000 osób rocznie

Londyńskim kierowcom zaleca się wyłączanie silników ze względu na problem zanieczyszczenia powietrza

Opieka socjalna dla osób starszych i niepełnosprawnych „w punkcie załamania”, pomimo podniesionych podatków miejskich

Osoby oszczędzające wydają swoje emerytury wcześniej niż kiedykolwiek

Brytyjczycy oddają swoje ciała nauce, aby uniknąć kosztów pogrzebu

Parlamentarzyści ostrzegają, że następuje powrót „żebraczych pogrzebów”, ponieważ rodziny stają w obliczu rosnących kosztów pochówku

Organizacja charytatywna ostrzega o „milczącym pokoleniu” – milion seniorów powyżej 75 roku życia doświadcza ubóstwa

Zamożni emeryci to gatunek wymierający – obecni pracownicy będą mieć szczęście, jeśli otrzymają 25% byłego wynagrodzenia

Młodzi dorośli będą musieli pracować do 75 roku życia, aby zakwalifikować się do państwowej emerytury, ostrzegają eksperci

Dwie trzecie brytyjskich studentów „uważa, że koszt uzyskania dyplomu nie opłaci się”

Brytyjscy studenci rezygnują z jedzenia, aby pokryć koszty studiów

Badanie: Zadłużenie brytyjskich studentów prowadzi do depresji, problemów z alkoholem i narkotykami

Wkrótce tylko bogaci będą mieli dość pieniędzy, by studiować w Londynie

Wielu Brytyjczyków po 30-ce wątpi, że kiedykolwiek będzie posiadać własny dom

W ostatnim 15-leciu liczba właścicieli domów przed trzydziestym rokiem życia spadła o prawie jedną trzecią, pokazują dane Urzędu Statystycznego

Koszt wychowywania dzieci w Wielkiej Brytanii najwyższy w historii

Koszty prowadzenia domu w Wielkiej Brytanii pochłaniają obecnie blisko połowę całkowitego dochodu gospodarstwa domowego

Szalonemu zadłużaniu się gospodarstw domowych nie ma końca, informuje Biuro Odpowiedzialności Budżetowej

Praca czyni Brytyjczyków nieszczęśliwymi, ustaliło nowe badanie

Ludzie dojeżdżający do pracy w najbardziej zatłoczonych miastach spędzają w środkach komunikacji pięć dni w roku

Zmartwienia związane z opłatami za wynajem mieszkań zmusiły ponad milion Brytyjczyków do odwiedzenia gabinetów lekarskich, ustaliła organizacja charytatywna

W ciągu dekady liczba recept na leki przeciwdepresyjne uległa w Anglii podwojeniu

Bezdomność w Anglii wzrosła o 54% od 2010 roku

W myśl nowych przepisów jedna na dziesięć rad lokalnych będzie karać osoby bezdomne

Bezdomni w Manchesterze śpią w ukrytej podziemnej „jaskini” w stylu wiktoriańskim

Narzucony przez rząd wzrost czynszu o 350 proc. doprowadzi do czystki socjalnej

Liczba osób korzystających z banków żywności na rekordowym poziomie – rzeczywista skala głodu może być znacznie większa

Wskutek cięć świadczeń socjalnych banki żywności pozostaną na stałe

Ponad 8 milionów obywateli Wielkiej Brytanii z trudem zapewnia sobie żywność, stwierdza badanie

Trzy czwarte nauczycieli widzi, że „uczniowie przychodzą do szkoły głodni”

Usługi w zakresie zdrowia psychicznego dzieci „rozpadają się”

Badanie: Dziewczęta Zjednoczonego Królestwa są coraz bardziej nieszczęśliwe

Coraz więcej 16-latków cierpi na zespół chronicznego zmęczenia

Usługi na rzecz młodzieży zmierzają w stronę upadku; zamknięto około 140 tysięcy punktów oferujących pomoc „Pogłębiająca się izolacja i brak wsparcia zwiększają ryzyko wstąpienia do młodzieżowych gangów. Rosnąca liczba zaburzeń psychicznych, uzależnień i zachowań antyspołecznych zwiększy presję na usługi ustawowe, takie jak opieka społeczna i ochrona zdrowia psychicznego dzieci i młodzieży.”

Samookaleczenie się „największym zabójcą młodych Brytyjczyków po dwudziestym roku życia”

Nowoczesne życie zabija nasze dzieci: liczba zachorowań na nowotwory wzrosła wśród młodych Brytyjczyków o 40 proc. w ciągu 16 lat; zdaniem naukowców przyczyną jest zanieczyszczenie powietrza, pestycydy, niewłaściwe odżywianie i radiacja

„Pokolenie iPada”: Dziewięć na dziesięć maluchów spędza życie na kanapie; eksperci prognozują ponurą przyszłość pokoleniu wychowanemu na tabletach i smartfonach, ponieważ niezbędną dla zdrowia dzienną aktywność fizyczną ma zapewnioną zaledwie 9 proc. dzieci w wieku przedszkolnym

Smartfony rodziców upośledzają zdolność dzieci do podtrzymania rozmowy, informują nauczyciele

Najsłabsze wyniki uczniów z egzaminu gimnazjalnego; najgorszy wynik z czytania od 40 lat

Prawie połowa angielskich uczniów opuszcza szkoły podstawowe bez wymaganej umiejętności czytania, pisania i liczenia – raport

W Anglii brakuje nauczycieli, potwierdza agencja nadzoru wydatków

Obniżenie standardów praw człowieka w Wielkiej Brytanii ustanawia niebezpieczny precedens, stwierdza Amnesty International

Ustawy szpiegowskie Wielkiej Brytanii zapewniają rządowi dostęp do całej historii przeglądania Internetu

Ujawniony został „oszałamiający zasięg” brytyjskiej inwigilacji oraz 15-letni okres jej tuszowania

Cięcia pchnęły system sądownictwa „na skraj wytrzymałości” i narażają na szwank jego wiarygodność, ostrzegają parlamentarzyści

Wielka Brytania staje się krajem autorytarnym, mówi Edward Snowden

Wielka Brytania jest drugim największym handlarzem bronią na świecie

Rząd Wielkiej Brytanii zwiększa inwestycje w program rakietowych pocisków nuklearnych do łodzi podwodnych

Wielka Brytania zaopatruje w broń Arabię Saudyjską, mimo prowadzonej przez nią krwawej kampanii w Jemenie

Brytyjski rząd odrzuca obawy związane ze sprzedażą broni do Arabii Saudyjskiej

Ze względu na cięcia budżetowe marynarka wojenna straci „bezcenny” statek naprawczy

Wielka Brytania jest światowym centrum militarnej branży najemniczej, informuje organizacja charytatywna

Wielka Brytania szarpie się o Afrykę: Nowy kolonializm; Afryka stoi w obliczu nowej i wyniszczającej inwazji kolonialnej, którą napędza determinacja, by plądrować surowce naturalne kontynentu; brytyjskie korporacje wydobywcze kontrolują w 37 subsaharyjskich krajach zasoby o łącznej wartości biliona dolarów

Opracowanie: exignorant

Opublikowano Upadek cywilizacji

Tyrania maszyny: IG Farben

Autor: Steve Ludlum (wersja oryginalna)

IG-Farbenwerke Auschwitz

Zakład IG Auschwitz „Buna” w Monowicach.

Gigantyczny kompleks Buna w polskich Monowicach został zbudowany przez koncern chemiczny IG Farben. Produkowano w nim syntetyczne kauczuki, silnikowe paliwa, styren i inne substancje dla Trzeciej Rzeszy. Za budulec posłużyły wydobywane w pobliżu surowce. Zakład był pomnikiem brutalności wzniesionym przez dziesiątki tysięcy Żydów i innych niewolników – sprowadzonych siłą z całej Europy przez niemiecką SS i „wypożyczonych” Farben. W przeciwieństwie do większości wojennej produkcji Niemiec, chłostanej alianckimi bombardowaniami i prowadzonej w lichych szopach, jaskiniach, a nawet na otwartej przestrzeni, Buna była zakładem z trwałych materiałów najwyższej klasy. Budowie obiektu przyświecał zamiar zaopatrywania niemieckiej armii w latach podboju i wytwarzania tworzyw sztucznych po zakończeniu zwycięskiej wojny. Miała też odcisnąć niemieckie piętno na pokonanej Polsce jako permanentny symbol tysiącletniego imperium.

Narodziny potentata

Farben był kartelem stworzonym w 1925 roku przez połączenie firm: BASF, Hoechst, Cassella und Chemische Fabrik Kalle, Bayer, Chemische Fabrik vorm. Weiler Ter Meer, Chemische Fabrik Griesheim-Elektron i Agfa. Pierwsze z nich założono w połowie XIX wieku z myślą o syntezie barwników i związków pokrewnych ze smoły węglowej – toksycznego materiału, pozostałości po produkcji gazu oświetleniowego. Zanim doszło do sformalizowania fuzji, interes rozszerzył się o paliwa, nawozy i pestycydy, kosmetyki, metale nieżelazne, materiały wybuchowe, wyroby farmaceutyczne, odczynniki, a także budownictwo, górnictwo i materiały. W konglomeracie Farben przedsiębiorstwem wiodącym była BASF, która swą dominację zawdzięczała opracowanym na początku 1912 procesom uwodorniania wysokociśnieniowego.

W roku tym Fritz Haber i jego asystent Robert Le Rossignol nauczyli się wytwarzać amoniak łącząc atmosferyczny azot z wodorem z metanu w zbiorniku ciśnieniowym, przy wysokiej temperaturze i w obecności katalizatora. Inżynier Carl Bosch z BASF rozbudował ten proces na skalę przemysłową. Syntetyzowany amoniak, jeden z istotnych wynalazków ludzkości, zapewnił obfitość nawozu, dzięki któremu plony zwiększyły się w sposób geometryczny bez potrzeby zwiększania powierzchni gruntów pod uprawę. Proces Habera wkrótce połączono z procesem Ostwalda, by syntezować kwas azotowy do produkcji saletry amonowej; umożliwiło to niemal nieograniczone dostawy materiałów wybuchowych i miotających. Adopcja syntezy azotanu na skalę przemysłową tuż przed rozpoczęciem I wojny światowej pozwoliła Niemcom walczyć z państwami sąsiednimi, nawet gdy dostawy naturalnych azotanów odcięła brytyjska blokada morska.

W 1913 roku Friedrich Bergius opatentował proces konwersji węgla brunatnego na płynne paliwo w wyniku uwodornienia w warunkach wysokiej temperatury i ciśnienia, w obecności katalizatora. Theodor Goldschmidt, biznesmen i chemik z rodziny producentów barwników, otworzył fabrykę wykorzystującą metodę Bergiusa do produkcji ciekłych węglowodorów, która swą działalność zainaugurowała po wojnie. Ostatecznie patent Bergiusa sprzedano koncernowi BASF, gdzie Carl Bosch udoskonalił i rozszerzył ten proces. Począwszy od roku 1934 Farben (jako Brabag) zbudował kilkanaście zakładów przetwarzania węgla w płynne paliwo, które przy pełnej wydajności były w stanie produkować cztery miliony ton syntetycznej benzyny i innych paliw rocznie. W 1925 Franz Fischer i Hans Tropsch obmyślili proces uzupełniający, który tak samo polegał na przepuszczeniu materiału wsadowego przez katalizator przy wysokim ciśnieniu i temperaturach. Całkowita podaż z obu procesów była wystarczająca, by paliwem syntetycznym zaspokoić cały wojskowy popyt na benzynę, zanim alianckie bombardowania zniszczyły większość linii transportowych i zakładów.

W 1929 roku Walter Bach (Farben) opracował proces produkcji syntetycznego kauczuku butadienowo-sterynowego (SBR) o handlowej nazwie Buna-S. Istniały również inne przepisy na syntetyczny kauczuk i w pewnym zakresie Farben współtworzył każdy z nich. Były wśród nich receptury Siergieja Lebiediewa przygotowane w USA i ZSRR; wszystkie cierpiały na brak miejscowego źródła naturalnego kauczuku. Farben zbudował kilka fabryk do wyrobu Buny w Niemczech i na ziemiach okupowanych, z zakładem w Monowicach włącznie. Wspólnie zdolne były zaspokoić zapotrzebowanie niemieckiej armii na gumę do chwili, gdy wzorem wytwórni paliw zniszczyły je lub uczyniły bezużytecznymi alianckie bombowce.

W 1937 roku Otto Bayer (Farben) wymyślił chemię wytwarzania uretanów, które dzisiaj są wszechobecne; występują w klejach, powłokach, farbach, izolacjach i opakowaniach. Chemicy Farben stworzyli polistyren i epoksydy; fosforoorganiczne pestycydy, film fotograficzny, szklane płytki rentgenowskie i wywoływacze; farmaceutyki, w tym fenobarbital, i pierwsze antybiotyki; rozpuszczalniki, włókna syntetyczne i barwniki; odczynniki i środki do rafinacji, a także katalizatory, smary i specjalne materiały do zastosowań wysokotemperaturowych. Jedno z centrów produkcyjnych w fabrycznym kompleksie Buna miało syntetyzować związki glikolu wykorzystywane w materiałach wybuchowych i bojowych środkach chemicznych, w tym prekursorach gazu paraliżującego Tabun. Glikol jest składnikiem odmrażaczy.

Konsolidacja z roku 1925 uczyniła Farben największym przedsiębiorstwem w Europie; był to również największy na świecie koncern chemiczny i czwarty największy potentat przemysłowy świata po General Motors, US Steel oraz Standard Oil of New Jersey Johna D. Rockefellera. Gros interesów prowadzone było poza granicami Niemiec za pośrednictwem setek oddziałów i umów o fuzji. Aż do wybuchu wojny Farben pozostało głównym źródłem transakcji walutowych Niemiec.

Grawitacja technologii

Koncern charakteryzowała niezwykła wynalazczość. Powodem były szczodre inwestycje o krytycznym znaczeniu. Fragment oficjalnego Raportu Kongresu USA o IG Farben z 1945 roku:

Na badania przeznaczono ogromne kwoty. W okresie między 1932 a 1943 I.G. wydał bez mała 1 mld RM, wydatek ponad 4.1 procent (zwiększonej podczas wojny) średniej rocznej sprzedaży brutto. Znaczną część tych wydatków zainwestowano w badania nad produktami nie będącymi jeszcze w komercyjnej produkcji; stałą uwagę poświęcano również nowym zastosowaniom produktów. Ponad 1000 wysoko wykwalifikowanych kobiet i mężczyzn regularnie angażowało się w prace badawcze. Poza tym firma finansowała badania wielu uczelni i instytucji naukowych.

W przeciwieństwie do dzisiejszych firm technologicznych, które mogą się pochwalić jedynie pożyczonymi fortunami menedżerów i inwestorów wysokiego ryzyka, najlepsi naukowcy i inżynierowie Farben byli noblistami: Haber, Bosch i Bergius, później Otto Diels z chemii, Gerhard Domagk z medycyny. Chociaż koncernowi nie można było odmówić geniuszu, jego zbrodnie były odrażające. Farben i jego produkcyjni partnerzy – Vereinigte Stahlwerke, Daimler, Krupp, BMW, Messerschmidt, Rheinmetall, M.A.N., Mauser i inni – tworzyli „kompleks wojskowo-przemysłowy”, kiedy termin ten jeszcze nie istniał. Jego wojna przeciwko Europie kosztowała życie kilkudziesięciu milionów ludzi, kolejne miliony odniosły rany lub utraciły swe domy. Zamiast urzeczywistnić wizję imperium, podzieliła i zrujnowała Niemcy. Konwencjonalna narracja sugeruje, że Farben był wspólnikiem lub czynnikiem wspierającym pro forma hitlerowską Rzeszę i jej potworności, ale jest to błędne dedukowanie. Hitler i jego kumple-gangsterzy byli produktami Farben, tak jak styropian i farba drukarska.

Technologia jest uwodzicielska. Od zarania nowoczesności w 1455 roku dawała swoim posiadaczom szansę na uzyskanie przewagi nad tymi, którzy jej nie dzierżą. Pierwsze publiczne przejawy nowoczesności były rewolucyjne i agresywne. Maszyna drukarska pozwoliła Marcinowi Lutrowi zareagować przeciwko Kościołowi katolickiemu, trójmasztowe żaglowce umożliwiły Hiszpanii i garstce awanturników niemal natychmiastowy podbój większości półkuli zachodniej. Prasa zakończyła monopol informacyjny Kościoła i tym sposobem pozbawiła Rzym pozycji mediatora spraw publicznych i prywatnych w całej Europie. Trójmasztowiec zaniósł pazernych Europejczyków do każdego zakątka świata, by grabili wszystko, co się dało – kolonizowali i zniewalali jak ocean długi i szeroki. Korzenie technologii tkwią w wojnie i rewolucji, jej gałęzie to zbrodnie i nieszczęścia, śmierć i ruiny; mamy obsesję na punkcie kwiatów, podczas gdy posłusznie znosimy lub ignorujemy resztę.

Podobnie jak klucz francuski czy piła, technologia zapewnia dźwignię: strategie, które z niej wypływają są całkowicie autoreferencyjne i samowystarczalne. Piła przecina lub nie przecina; pozostałe konsekwencje nie są godne uwagi, najważniejsza jest „efektywność” cięcia. Technologia ustala własne warunki. Z perspektywy piły wszystko wygląda jak kawałek drewna; analiza sprowadza się wyłącznie do tych warunków. Przestrzeganym przeznaczeniem technologii jest jej ekspansja; stanowi jej równoczesny cel i środek, jedno uzasadnia i wzmocnia drugie. Podboje Hiszpanii i reformatorskie zabiegi Lutra wprawiły w ruch społeczne i ekonomiczne wydarzenia, których kulminacją była Wojna trzydziestoletnia i zagłada jednej czwartej mieszkańców Europy. Na własnych warunkach Auschwitz był bardzo wydajnym obozem koncentracyjnym: bez większego wysiłku i zamieszania zamordował ponad milion niewinnych Europejczyków i zapewnił przemysłowi dodatkowy milion niewolników o bardzo niskim koszcie „jednostkowym”. Sprzeciwy były i są niczym więcej, jak przejawem sentymentalizmu; Żydów i Rosjan i tak spotkałaby śmierć.

Zgodnie z wewnętrzną logiką technologii najbardziej szokujące zbrodnie nie są niczym innym, jak tylko zwyczajnymi, przewidywalnymi procesami mechanicznymi. Technologia „robi”, ponieważ „jest”, nie ma żadnego innego uzasadnienia; w rzeczywistości rozumowanie nie jest nawet częścią przemysłowego równania; „dlaczego” nie istnieje. Złośliwy dżin po uwolnieniu nie powróci do magicznej lampy, a wynalezionej technologii nie sposób już „od-wynaleźć”, może zostać zastąpiona przez nowsze, bardziej rewolucyjne i wojenne wersje, bądź zapomniana lub zagłodzona na śmierć niedoborami materiałów, których potrzebuje, by trwać. Klęską technologii jest to, że podczas gdy oferuje zasięg i umiejętność chwytania, nie jest w stanie zapewnić rzeczy, które z natury są pokojowe i sprzyjające harmonijnej adaptacji. Tak samo jest z ekonomią, która produkuje „bogactwo”, ale nie może zapewnić pieniędzy, których nie da się ukraść.

W wersji „nowoczesności”, którą po drodze wykreował Farben, koncern był jedynie pospolitą składową, zupełnie jak materialistyczna anty-filozofia i ciężar samonapędzających się racjonalizacji, który jej towarzyszył. Tak jak grawitacja w wszechświecie Einsteina, Farben „zakrzywiał” przestrzeń nowoczesności, dostosowując wszystko do siebie. Cokolwiek znalazło się w tej przestrzeni, było jego własnością; robił z nią to, co uważał za pożądane. Dotyczyło to także ludzi, którzy byli ofiarami firmy, i rządów, które prześladowały i eksploatowały dla korporacyjnego zysku. Poza krzywą produkty firmy istniały tylko dlatego, że wcześniej ich nie było; dalszy los tych wyrobów, po dostarczeniu i wygaśnięciu gwarancji, nigdy koncernu nie obchodził. Według wewnętrznej logiki technologii – nie tylko Farben – produkt zawsze był i jest neutralny; karabiny maszynowe nie zabijają ludzi, nie czynią tego również materiały wybuchowe, gaz paraliżujący, samochody, bomby atomowe, czołgi, drony lub rakiety powietrze-ziemia. Hannah Arendt podzieliła się swoimi spostrzeżeniami na temat Adolfa Eichmanna, bezbarwnie nieszkodliwego pracownika Standard Oil of New York:

Kłopot z Eichmannem polegał właśnie na tym, że mu podobnych było bardzo wielu i że nie byli oni ani zboczeńcami, ani sadystami; byli i nadal są szalenie i zatrważająco normalni. Z punktu widzenia naszych instytucji prawnych i moralnych standardów osądzania ta normalność była znacznie bardziej przerażająca, niż sugerował to cały zgromadzony materiał dowodowy o popełnionych okropnościach – jak powtarzali w kółko w Norymberdze pozwani i ich obrońcy, ten nowy rodzaj przestępcy, który w swoim postępowaniu jest hostis generis humani, popełnia zbrodnię w okolicznościach, dzięki którym jest prawie niemożliwe, aby wiedział lub czuł, że czyni źle.

Eichmann, jak „wielu innych”, to po prostu produkt pewnej gałęzi industrializacji; jej odmiana nie ma znaczenia. Był on bardziej morderczy od niektórych, mniej morderczy od innych. Na ławie oskarżonych towarzyszyła mu banalność technologii, najgłupszy ze wszystkich automatów; bez zrozumienia lub wrażliwości; golem wykonany z azotanu i gumy, snujący się wewnątrz i poza dobrem i złem, nie będący do końca ani jednym, ani drugim; wszystko zlane w jedno. Oto logika i tyrania maszyny. Życie w objęciach tego boga uznajemy za najlepsze.

Gerhard Schrader dążył do zakończenia światowego głodu; pracując nad pestycydami odkrył środek paralityczno-drgawkowy Tabun, produkowany później w ogromnych ilościach przez Farben. Zapanowanie nad tą substancją nie należało do rzeczy łatwych – z tego i innych powodów odstąpiono od jej stosowania. Syntezie amoniaku Habera przyświecała ta sama dobroczynna intencja nakarmienia głodnych. W 1914 roku Haber bez wahania przekazał swoją wiedzę rządowi Kaisera, aby ten przygotował i użył trującego gazu w czasie wojny. Osobiście nadzorował pierwsze wykorzystanie chloru podczas II bitwy pod Ypres w 1915. W czasie pokoju naukowiec należy do świata, powiedział Haber, w czasie wojny należy do swojego kraju. Synteza amoniaku była fundamentem imperialnej siły ognia Niemiec; bez wybuchowych związków opatentowanych przez BASF niemiecki atak na Europę nie byłoby możliwy. Wojna Hitlera nie wypaliłaby bez zdolności Farben do syntezowania paliw silnikowych i kauczuku, a także uzyskania niezbędnych związków chemicznych i danych wywiadowczych od Standard Oil, swego amerykańskiego partnera.

Hitler niewątpliwie był złoczyńcą. Jednakże tradycyjna narracja prezentuje go jako wygodnego sprawcę, zaś niemiecki rząd, pomocny przemysł i naiwny lud jako oszukanych. Opowieść posunięta o krok dalej uczyniła Farben przemysłowym nikczemnikiem, zaś flotę jej partnerów i kredytodawców, w tym Brown Brothers Harriman, Standard Oil, Shell Oil, Morgan Bank i Bank Anglii, nabranymi naiwniakami. Kolejny krok i członkowie niemieckiego Schutzstaffel-SS stali się tymi złymi, którzy przebiegle wykorzystali kierownictwo Farben; opowieść tę powtarzano długo i było bardzo poręczna, ponieważ dziesiątki menedżerów z tej kadry zajęło stanowiska kierownicze wysokiego szczebla w korporacjach, które odziedziczyły schedę po Farben: Agfa, BASF, Bayer AG i Hoechst (połączony z innymi firmami).

Technologia przesuwa granice, ale nie potrafi ich wyeliminować. Jej marsz ma swój kres, nie zapewnia wszystkich rozwiązań. Historia Farben odsłania ułomności technologii, pozwala też zrozumieć Niemcy, które w dużym stopniu były tworem fabryk farb i lakierów.

Tłumaczenie: exignorant

Opublikowano Pułapka technologiczna, Upadek cywilizacji

Konfrontując się z rzeczywistością (aktualizacja: 3.07.2016)

W kolejnym odcinku programu „Dni rewolty” gościem dziennikarza Chrisa Hedgesa jest aktywista klimatyczny Tim DeChristopher. Rozmówcy dyskutują o zabójczej niezdolności uprzemysłowionego świata do reakcji na skutki zmiany klimatu, powodowanych przez nią społecznych napięciach i niesprawiedliwościach, naszej etycznej odpowiedzi na rozgrywający się dramat.

Nagła zmiana klimatu

Fragmenty artykułu magazynu Forbes z 9 lutego 2004 na temat sporządzonego na zlecenie Departamentu Obrony USA raportu pt. „Scenariusz nagłej zmiany klimatu i jej konsekwencji dla bezpieczeństwa narodowego Stanów Zjednoczonych”:

Pozornie odległe niebezpieczeństwo klimatyczne może uderzyć w nas szybciej i mocniej, niż to sobie wyobrażaliśmy. Perspektywa stała się tak realna, że zmagają się z nią strategiczni planiści Pentagonu. Zagrożenie, które przykuło ich uwagę jest następujące: globalne ocieplenie zamiast powodując stopniową, obejmującą stulecia zmianę, może wyprowadzić klimat poza punkt krytyczny. Coraz więcej dowodów sugeruje, iż system ocean-atmosfera, który kontroluje światowy klimat, może raptownie przejść z jednego stanu w inny w czasie krótszym niż dziesięć lat. Badacze nie wiedzą, jak blisko krytycznego progu się znajdujemy. Ale nagła zmiana klimatu może pojawić się w nieodległej przyszłości. Według danych z ostatniej dekady prawdopodobieństwo jest większe, niż przyznaje to gros klimatologów i klasa polityczna. Nagła zmiana klimatu nieubłaganie uderzyłaby w ‚pojemność ekologiczną’ – zasoby naturalne, organizacje społeczne i sieci gospodarcze, które podtrzymują populacje ludzkie. Ogromne susze zamieniłyby pola uprawne w pył, a lasy w popiół. Postęp technologiczny i siły rynkowe, które pomagały zwiększyć pojemność środowiskową Ziemi, niewiele mogłyby zdziałać, aby przywrócić równowagę – skala kryzysu byłaby zbyt rozległa, a tempo zbyt szybkie. Konieczność natychmiastowej adaptacji sparaliżowałaby społeczeństwa. Wraz z kurczącą się nośnością ekologiczną nastąpiłby wybuch rozpaczliwych wojen o żywność, wodę i zasoby energetyczne. Państwa gotowe byłyby użyć broni nuklearnej.”

Dr Jim Salinger, główny autor z nagrodzonego Noblem w 2007 Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu [listopad 2015]: „Konfrontujemy się z nagłym przeobrażeniem klimatu Ziemi. Doświadczamy go mniej więcej od 2010 roku.

Nature Climate ChangeCzasopismo Nature Climate Change opublikowało w lipcu 2016 analizę, która jako pierwsza zintegrowała wszystkie wcześniejsze badania celem określenia lokalizacji i momentu, w których zmiana klimatu będzie powodować permanentne, katastrofalne skutki. Autorzy ustalili, że chaos najszybciej uderzy w tropiki – około roku 2020. Ten położony w strefie okołorównikowej rejon – obejmujący m.in. Meksyk, Belize, Kostarykę, Salwador, Gwatemalę, Honduras, Nikaraguę, Panamę, Kolumbię, Ekwador, Peru, Boliwię, Wenezuelę, Gujanę, Surinam, Gujanę Francuską, a także północne części Chile, Argentyny, Paragwaju i Brazylii – zamieszkuje blisko 400 milionów dotkniętych ubóstwem ludzi. Konkluzja pracy jest jednak spóźniona. Globalna sytuacja klimatyczna ostatnich 24 miesięcy wskazuje na to, że prognozowana katastrofa jest już w toku. Strefa międzyzwrotnikowa przeobraża się w obszar nienadający się do ludzkiego życia.

Skala obecnych wyzwań przerasta wszystko, z czym zmagaliśmy się dotychczas. System kruszeje pod ciężarem ogromnej liczby katastrof. Na chwilę obecną jest praktycznie sparaliżowany, przytłoczony zapotrzebowaniem na pomoc. Jestem w branży od pół wieku i nie mieliśmy do czynienia z tak wieloma równoległymi, złożonymi i długotrwałymi kryzysami, które są obecnie bez wyjścia. Brakuje też zaangażowania, by je rozwiązać.” William Lacy Swing, szef Międzynarodowej Organizacji ds. Migracji (International Organisation for Migration), wypowiedź z 13 maja 2016

W obronie stylu życia i tożsamości

Ecology and SocietyBadanie przeprowadzone przez biologa Janisa L. Dickinsona, opublikowane w 2009 na łamach Ecology and Society, wykazało, że ciągłe informacje i dyskusje na temat globalnego ocieplenia utrudniają ludziom tłumienie myśli o śmierci, dlatego na przerażającą perspektywę załamania klimatycznego mogą reagować w sposób, który wzmocnia zbroję ich charakteru i zmniejsza szanse na przetrwanie. Dowody eksperymentalne sugerują, iż odpowiedzią niektórych ludzi na wzmianki o śmierci jest zwiększenie konsumpcji. Autor twierdzi, że piętrzące się dowody na zmianę klimatu prawdopodobnie spotęgują tę tendencję, a także zwiększą wrogość wobec naukowców i ekologów. Nic dziwnego, skoro ich przesłanie mówi o śmiertelnym zagrożeniu dla głównego projektu nieśmiertelności społeczeństwa zachodniego: wiecznego wzrostu gospodarczego, którego fundamentem jest ideologia uprawnienia i wyjątkowości.

Duke UniversityZwolennicy rozwiązań politycznych wspierający podejmowanie działań w związku ze zmianą klimatu od dawna poszukują „idealnego komunikatu”, który przekonałby sceptyków. Są przeświadczeni, że swój zamiar osiągną poprzez właściwe ujęcie problemu. Jednakże badanie Uniwersytetu Duke’a, poddane recenzji naukowej i opublikowane 7 kwietnia 2016 w internetowym wydaniu Environmental Politics, przedstawia bardziej skomplikowane realia. „Ponieważ zmiana klimatu została spolaryzowana wzdłuż linii podziałów partyjnych, przestała sprowadzać się do kwestii znalezienia ‚właściwego ujęcia’ celem przekazania istotnych faktów,” powiedział autor badania Jack Zhou, tegoroczny absolwent studiów doktoranckich Wydziału Polityki Ochrony Środowiska na Uniwersytecie Duke’a. „Stała się sprawą tożsamości politycznej, a zwłaszcza partii politycznej, która jest nam najbliższa”. Nawet wysiłki zmierzające do przedstawienia zmiany klimatu w kontekście zagadnień korzystnych dla obu stron, takich jak wzrost gospodarczy, bezpieczeństwo narodowe lub złagodzenie ubóstwa, mogą odnieść odwrotny skutek, jeśli komunikat kłóci się z tożsamością partyjną grupy docelowej. „Wysiłki te nie zawodzą ze względu na to, że są nieprzekonujące,” powiedział. „W większości przypadków faktycznie wywołują znaczący efekt negatywny – lub odwrotny – który polaryzuje odbiorców jeszcze bardziej.” Podczas eksperymentów skutek ten uległ podwojeniu lub potrojeniu wśród osób deklarujących duże osobiste zainteresowanie polityką, które funkcjonuje jako miara temperatury tożsamości politycznej. „Chcę wyraźnie zaznaczyć, że reakcja ta nie jest podyktowana poziomem inteligencji czy wykształcenia. Nie jest zupełnie irracjonalna. To po prostu naturalna reakcja – ludzie chcą uzasadnić i obronić swoją tożsamość,” podkreślił Zhou.

A mury rosną

Princeton+University+LogoBadanie opublikowane 5 kwietnia 2015 przez Rona E. Hassnera i Jasona Wittenberga z Uniwersytetu Princeton potwierdziło, że budowa murów przyspiesza na całym świecie. Ponad połowa barier granicznych wzniesionych od II wojny światowej powstała po roku 2000.

Opracował: exignorant

Opublikowano Klimat, Poza nadzieją, Upadek cywilizacji

Z kart ideowego skryptu gatunkowych samobójców

Ziemskie życie i „nieszczęśnicy świata nie mieli szans w konfrontacji z fundamentalizmami Zachodnich mistrzów karnawału planetarnego zniszczenia.

„Amerykański postęp” autor John Gast (1872)

„Amerykański postęp”, John Gast (1872)

I. Wszyscy jesteśmy Państwem Islamskim

II. Kłamstwo patriotyzmu

III. Liderzy z misją od boga

IV. Oświeceni wyzwoliciele i utopiści

V. Ortodoksja ekonomiczna

VI. Arogancja (trans)humanizmu

I.

Wszyscy jesteśmy Państwem Islamskim

Naloty Amerykanów i artyleria iracka zabijają nas na spółkę z bojownikami Państwa Islamskiego. Nie ma żadnej różnicy między tym, co robią a masowymi mordami dżihadystów. Nie mamy przyjaciół.” Omar Abu Ali, rolnik z irackiej Garmy (kwiecień 2016)

Esej Chrisa Hedgesa z 27 marca 2016.

Zemsta jest psychologicznym silnikiem wojny. Ofiary są krwawą walutą. Ich zwłoki wykorzystuje się do uświęcania aktów masowego morderstwa. Ci, których definiuje się jako wroga i przeznacza na rzeź, stają się nie-ludźmi. Nie są warci współczucia czy sprawiedliwości. Litość i żal odczuwane są wyłącznie wobec swoich. Ślubujemy wyeliminować odczłowieczoną masę, która ucieleśnia absolutne zło. Zmasakrowani i martwi w Brukseli czy Paryżu, zmasakrowani i martwi w Rakkce czy Syrcie powielają i utrwalają te same mroczne żądze. Wszyscy jesteśmy Państwem Islamskim.

Z przemocy tylko przemoc się rodzi,” pisał Primo Levi, „wzorem wahadłowego działania, które miast z upływem czasu wytracać impet, staje się coraz bardziej szaleńczym.”

Gra w zabijanie wet za wet nie zakończy się aż do wyczerpania, aż kultura śmierci nie złamie nas emocjonalnie i fizycznie. Używamy naszych dronów, samolotów bojowych, rakiet i artylerii, aby rozrywać ściany i sufity, roztrzaskiwać okna i zabijać lub ranić tych, którzy są w środku. Nasi wrogowie pakują materiały wybuchowe do walizek lub kamizelek i wchodzą do terminali lotniczych, na sale koncertowe, do kawiarni lub metra i wysadzają nas i siebie w powietrze. Gdyby dysponowali naszą technologią śmierci, zrobiliby to bardziej efektywnie. Ale jej nie posiadają. Ich taktyka jest mniej wyrafinowana, ale pod względem moralnym nie różnią się od nas. T.E. Lawrence nazwał tę spiralę przemocy „pierścieniami smutku”.

Religia chrześcijańska afirmuje pojęcie „świętej wojny” równie fanatycznie jak islam. Nasze wyprawy krzyżowe odpowiadają koncepcji dżihadu. Kiedy religia służy do uświęcania morderstwa, przestają istnieć wszelkie zasady. To walka między jasnością i mrokiem, dobrem i złem, szatanem i bogiem. Racjonalny dyskurs zostaje skazany na wygnanie. A „kiedy rozum śpi,” jak powiedział Goya, „budzą się demony.”

Flagi, pieśni patriotyczne, deifikacja wojownika i sentymentalne brednie zagłuszają rzeczywistość. Komunikujemy się pustymi frazesami i bezmyślnymi, nacjonalistycznymi absurdami. Kultura masowa używana jest do wzmocnienia kłamstwa, że to my jesteśmy prawdziwymi ofiarami. Na nowo tworzy przeszłość, aby dopasować się do narodowego mitu o bohaterstwie. Prawi się, że tylko my posiadamy cnoty i odwagę. Tylko my mamy prawo do zemsty. Ta hipnoza prowadzi do zbiorowego uśpienia, ślepoty wywołanej przez aparat państwa.

Przeciwnicy, bez dostępu do naszych przemysłowych maszyn śmierci, zabijają z bliska. Ale mordowanie zdalne nie czyni nas mniej zdeformowanymi pod względem moralnym. Zabijanie z dystansu – praktykowane w bazach amerykańskich sił powietrznych przez operatorów dronów, którzy wracają do domu na obiad – jest nie mniej wynaturzone. Ci technicy sprawiają, że ogromna machina śmierci działa z przerażającą, kliniczną sterylnością. Depersonalizują przemysłową wojnę. Są „małymi Eichmannami”. Ta zorganizowana biurokracja zabijania jest najbardziej trwałym dziedzictwem Holokaustu.

Zmechanizowane, racjonalne, bezosobowe i nieprzerwane masowe niszczenie istot ludzkich, zorganizowane i administrowane przez państwa, legitymizowane i wprawiane w ruch przez naukowców i prawników, usankcjonowane i spopularyzowane przez akademików i intelektualistów, stało się podstawową pożywką naszej cywilizacji, ostatnim, groźnym i często tłumionym dziedzictwem tysiąclecia,” napisał w swojej książce „Morderstwo pośród nas: Holokaust, zabijanie przemysłowe i reprezentacja” Omer Bartov.

Torturujemy porywanych więźniów, przetrzymujemy wielu z nich latami w tajnych aresztach. Dokonujemy „chirurgicznych zabójstw” tzw. celów o dużej wartości. Znosimy obywatelskie swobody. Wyrzucamy z domów miliony rodzin. Ci, którzy nam się sprzeciwiają, robią to samo. Torturują i ścinają głowy – styl egzekucji preferowany przez chrześcijańskich krzyżowców – stosując okrucieństwo własnej marki. Rządzą jak despoci. Ból za ból. Krew za krew. Horror za horror. W tym szaleństwie jest przerażająca symetria. Usprawiedliwia je ta sama religijna perwersja. Ta sama rezygnacja z tego, co świadczy o byciu ludzkim i sprawiedliwym.

Psycholog Rollo May napisał:

Na początku każdej wojny […] pospiesznie nadajemy naszemu wrogowi wizerunek demoniczny; a następnie, skoro walczymy z samym diabłem, możemy przejść na stopę wojenną bez zadawania sobie wszystkich kłopotliwych i duchowych pytań, które wojna rodzi. Nie musimy mierzyć się ze świadomością, że ci, których zabijamy, są osobami takimi jak my.”

Zabijanie i tortury, im dłużej trwają, infekują sprawców i społeczeństwo, które popiera ich działania. Pozbawiają zawodowych inkwizytorów i zabójców zdolności odczuwania. Żywią instynkt śmierci. Pogłębiają moralną ranę wojny.

Dwudziestu dwóch weteranów służby wojskowej USA popełnia codziennie samobójstwo. Robią to bez pasa z materiałami wybuchowymi. Ale z wieloma zamachowcami-samobójcami łączy ich niepohamowane pragnienie porzucenia świata i nikczemnej roli, jaką w nim odegrali.

Albert Camus, podobnie jak Immanuel Kant, rozumiał, że „lepiej jest znosić pewne niesprawiedliwości, niż je popełniać.” Jednak politycy, eksperci i kultura masowa uznają tę mądrość za słabość. Ci, którzy mówią językiem rozsądku, jak Eurypides, kiedy tworzył swoje antywojenne arcydzieło „Kobiety Troi”, stają się obiektem drwin, skazywani są na banicję.

Kim jesteśmy, by potępiać masowe mordowanie cywilów? Czy zapomnieliśmy o naszym bombardowaniu niemieckich i japońskich miast podczas II wojny światowej, które pozbawiło życia 800.000 kobiet, dzieci i mężczyzn? Co z rodzinami zgładzonymi przez nas w Dreźnie (135.000 zabitych), Tokio (97.000 zabitych), Hiroszimie (80.000 zabitych) i Nagasaki (66.000 zabitych)? Co z około 3 milionami cywilów, których uśmierciliśmy w Wietnamie?

Zrzucaliśmy 32 tony bomb na godzinę w Wietnamie Północnym od 1965 do 1968 roku – setki Hiroszim. Jak pisze w swojej książce „Zabij wszystko co się rusza: Prawdziwa amerykańska wojna w Wietnamie” Nick Turse, tonaż ten nie uwzględniał „miliardów litrów defoliantów, tysięcy ton gazów i niezliczonych kanistrów z napalmem; bomb kasetowych, żelaznych bomb fragmentujących, bomb typu daisy-cutter, które unicestwiały wszystko w promieniu dziesięciu boisk futbolowych, rakiet przeciwpiechotnych, rakiet odłamkowo-burzących, rakiet zapalających, milionów granatów i mnóstwa min.”

Czy zapomnieliśmy o milionach ludzi, którzy zginęli w naszych wojnach i tzw. wojnach zastępczych na Filipinach, w Kongo, Laosie, Kambodży, Indonezji, Gwatemali, Salwadorze i Nikaragui? Czy zapomnieliśmy o milionie ofiar w Iraku i 92.000 uśmierconych Afgańczykach? Czy zapomnieliśmy o prawie 8 milionach ludzi, których zmusiliśmy do opuszczenia domów w Iraku, Afganistanie, Pakistanie i Syrii?

Od początku kampanii powietrznej prowadzonej nad Irakiem i Syrią przeciwko Państwu Islamskiemu miało miejsce 87.000 koalicyjnych lotów operacyjnych. Jest to najnowszy rozdział w naszej niekończącej się wojnie przeciwko ziemskim nieszczęśnikom.

Jak możemy bulwersować się faktem niszczenia zabytków kultury przez Państwo Islamskie, takich jak Palmyra, skoro sami obróciliśmy w gruzy tak wiele im podobnych? W swojej książce „Dresden” Frederick Taylor przypomina, że bombardując Niemcy podczas II wojny światowej zrównaliśmy z ziemią niezliczone „kościoły, pałace, zabytkowe budynki, biblioteki, muzea,” w tym „dom Goethego we Frankfurcie” i „prochy Charlemagne z katedry Aechen” wraz z „niezastąpionymi zbiorami czterechsetletniej Biblioteki Państwowej w Monachium.” Czy ktoś pamięta, że w trakcie tygodniowego bombardowania w Wietnamie wysadziliśmy w powietrze prawie cały historyczny kompleks świątynny My Son? Czy zapomnieliśmy, że nasza inwazja na Irak doprowadziła do spopielenia Biblioteki Narodowej, splądrowania Muzeum Narodowego oraz budowy bazy wojskowej na terenie starożytnego miasta Babilon? Wojny, które spłodziliśmy, zniszczyły tysiące miejsc badań archeologicznych w Iraku, Syrii, Afganistanie i Libii.

Do perfekcji opanowaliśmy technikę zbiorowego mordu i destrukcji, którą nazywamy „bombardowaniem dywanowym”, „bombardowaniem zmasowanym”, „bombardowaniem obszaru”, „bombardowaniem pustoszącym”, „bombardowaniem wielkoskalowym” lub, w najnowszej wersji, „szokiem i przerażeniem”. Stworzyliśmy dzięki naszemu narodowemu bogactwu systemy zarządzania i technologie, które socjolog James William Gibson nazywa „techno-wojną”. Czym były ataki z 11 września 2001, jeśli nie odpowiedzią na eksplozje i śmierć, jakimi zaoraliśmy miasta na całym świecie? Zamachowcy przemówili do nas językiem szaleństwa, którego ich nauczyliśmy. Oni, podobnie jak mordercy w Paryżu i Brukseli, wiedzieli dokładnie, jak się komunikujemy.

Sprzedawcy śmierci, producenci broni są jednymi z nielicznych, którzy czerpią zyski. Reszta z nas uwięziona jest w spirali przemocy, która nie ustanie, dopóki nie zakończymy amerykańskiej okupacji Bliskiego Wschodu, dopóki nie nauczymy się mówić językiem innym niż skowyt wojny, śmierci i zniszczenia. Odzyskamy język człowieczeństwa, gdy będziemy wyczerpani, gdy zginie zbyt wielu pobratymców, by kontynuować grę. Ofiarami wciąż w większości będą niewinni ludzie, znajdujący się w potrzasku pomiędzy zabójcami, których wydaje to samo łono.

II.

Kłamstwo patriotyzmu

Esej Chrisa Hedgesa z 3 kwietnia 2016.

Gdy Rory Fanning, krzepki weteran, który służył w 2. Batalionie Rangersów i został wysłany do Afganistanu w 2002 i 2004 roku, pojawił się w Chicago na marcowym wiecu Donalda Trumpa, miał na sobie górną połowę bojowego munduru moro. Kiedy przeciskał się przez tłum, dziesiątki zwolenników prezydenckiego kandydata pozdrawiały go słowami „Witaj w domu, bracie” i „Dziękuję za twoją służbę”. Potem nastąpił protest, który wymusił zakończenie mityngu. Fanning, jako jeden z demonstrantów, wyciągnął flagę z napisem „Weterani przeciwko rasizmowi, wojnie i imperium”.

Natychmiast ktoś rzucił we mnie napojem”, powiedział podczas naszej rozmowy w programie „Dni rewolty”. „Zadano mi trzy czy cztery ciosy w tył głowy. Był to dla mnie ważny punkt zwrotny. Zakwestionowałem narrację Donalda Trumpa i nagle wypadłem z ich łask.”

Nacjonaliści nie otaczają czcią wszystkich weteranów. Admirują tych, którzy czytają z zatwierdzonego patriotycznego skryptu. Ameryka jest najwspanialszym i najpotężniejszym krajem na Ziemi. Ci, z którymi walczymy są zdeprawowanymi barbarzyńcami. Nasi wrogowie zasługują na śmierć. Bóg jest po naszej stronie. Zwycięstwo jest zapewnione. Nasi żołnierze i Marines są bohaterami. Odstąp od tych frazesów i bez względu na to, w ilu misjach wojskowych uczestniczyłeś, zasługujesz na pogardę. Sławiony patriotyzm prawicy polega na samouwielbieniu. Stanowi nagą żądzę przemocy. Jest ślepą służalczością wobec państwa. I prowadzi do cenzurowania realiów wojny.

Wielu żołnierzy, którzy powracają z wojny, nie widzi w sobie bohatera, wręcz przeciwnie,” podkreślił Fanning. „Dowolne rzucanie tym określeniem jest niebezpieczne. To sposób na manipulowanie żołnierzami. Kupuje ich milczenie.”

Żołnierzy nie zachęca się po powrocie do rozmowy o wojennej rzeczywistości,” kontynuował. „Przyczepia się im etykietę bohatera lub wojownika. To poważny problem. Prowadzi do dalszego ich odosobnienia, izolacji. Rozmawiamy o samobójstwach wśród weteranów – 22 dziennie. Dochodzi do nich dlatego, że nie wolno nam mówić o tym, co widzieliśmy za granicą, jak było to niesprawiedliwe, jakimi byliśmy zbirami. Ilu niewinnych ludzi straciło życie po 11 września 2001? Rzucanie słowami takimi jak ‚bohaterowie’ jest równoznaczne z brakiem szacunku wobec doświadczeń weteranów i wszystkich niewinnych ludzi, których od tego czasu zabito.”

Z bliska wojna nie ma żadnego związku z mitem. Jest zdeprawowana i okrutna. Nie ma nic wspólnego ze szlachetnym celem lub sprawiedliwością. Zabijanie jest brudną, ohydną czynnością. Istnieje ogromna rozbieżność między realiami wojny i mitem propagowanym przez prasę, przemysł rozrywkowy, polityków i kościoły.

Kiedy wkraczałem z 2. Batalionem Rangersów do Afganistanu, nie miałem pojęcia, że talibowie w zasadzie się poddali po początkowym ataku sił powietrznych i jednostek specjalnych,” opowiadał o swojej pierwszej misji z końca 2001 roku Fanning. „Naszym zadaniem było przede wszystkim wciągnięcie talibów z powrotem do walki. Po 11 września 2001 kapitulacja politykom nie wystarczyła. Chcieliśmy krwi. Chcieliśmy statystki zabitych. Naprawdę nie miało znaczenia, kim są. Odwiedzaliśmy więc ludzi – którzy byli okupowani, uczestniczyli wcześniej w wojnie domowej – z mnóstwem gotówki. Mówiliśmy: ‚Słuchaj, damy ci tę sumę, jeśli wskażesz członka talibów.’ Afgańczyk odpowiadał, ‚Pewnie, bez problemu. Jest tam.’ Idziemy do domu obok. Wpadamy na podwórko sąsiada, na głowę każdego mężczyzny w wieku poborowym zakładamy worek, przynależność do talibów nie miała znaczenia. Donosiciel otrzymywał pieniądze i nieruchomość sąsiada. W kraju takim jak Afganistan, gdzie panuje niebywała desperacja i bieda, zrobisz wszystko, żeby na rodzinny stół położyć parę groszy lub coś do jedzenia. Tym się zasadniczo zajmowaliśmy. Ale zgarnialiśmy też ludzi, których z walką nie łączyło absolutnie nic. Tworzyliśmy wrogów.

Zgłosiłem swoją gotowość, aby zapobiec kolejnemu zamachowi,” kontynuował. „Ale wkrótce po przybyciu do Afganistanu zdałem sobie sprawę, że jedynie tworzyłem warunki dla kolejnych zamachów terrorystycznych. Gorzka pigułka do przełknięcia. Byliśmy po prostu od terroryzowania.”

Nieproporcjonalne użycie siły przez amerykańskiego okupanta nie tylko uśmierciło ogromną liczbę cywilów, ale posłużyło też za skuteczną broń do powstańczej rekrutacji.

Zdarzyło się, że na nasz obóz spadła rakieta,” wspominał Fanning, który jest członkiem Weteranów na rzecz Pokoju i autorem „Warto o to walczyć: Podróż Rangera przez Amerykę”. „Niekoniecznie wiedzieliśmy, skąd nadleciała. Ogólnie to stamtąd. Zamówiliśmy 250-kilogramową bombę. Spadła na wioskę.”

Terror zgotowany Afgańczykom stał się wkrótce terrorem zgotowanym Irakijczykom.

Michael Hanes służył w Korpusie Piechoty Morskiej od 1994 do 2004. W roku 2003 był w Iraku jako członek najbardziej doświadczonego plutonu – odpowiednika Navy Seals – 1. Kompanii Rozpoznawczej 1. Dywizji Piechoty Morskiej. Brał udział w licznych obławach i nalotach. Obecnie jest członkiem Weteranów na rzecz Pokoju.

Uczestniczyłem w inwazji na Irak,” powiedział. „Wdarliśmy się do Bagdadu i wydarzenia nabrały bardzo realnego wymiaru, kiedy zaczęliśmy wywarzać kopniakiem drzwi, oskarżać i terroryzować tych ludzi.”

Prawdopodobnie około 50 procent lub więcej materiału wywiadowczego było po prostu błędne,” kontynuował. „Po wyważeniu drzwi wchodzisz do rodzinnego domu, są tam starsze kobiety, dziewczynki w wieku 3-4 lat; krzyczą, przerażone oddają mocz. Robią w majtki. Podrywasz babcię, rzucasz nią o ścianę i przesłuchujesz. Jesteś tym wstrząśnięty. Naprawdę mocno. Zacząłem zadawać sobie pytanie, co ja do cholery wyprawiam? Jeśli byłeś młodym człowiekiem [w tym plądrowanym domu], niespełna 20-latkiem, dostatecznie dorosłym, aby mieć broń, jako potencjalnego powstańca, lojalistę [Fedainów Saddama] zabierano cię z domu na przesłuchanie. Kto wie, co się z nimi stało. Wiem, że piechurzy przesłuchiwali przez całą noc. Nie wiadomo, czy aresztanci nawet wrócili do swoich rodzin.

Kiedy atakujesz dronem, masz zewnętrzny zasięg rażenia, gdzie ginie wielu cywilów,” wyjaśnił Hanes. „To fabryka produkująca terrorystów. Tracisz swoje dziecko, matkę, któregokolwiek z członków rodziny… Postaw się w tej sytuacji. Gdybym stracił dziecko, byłbym zdesperowany. Co ty byś zrobił? Łatwo jest zrozumieć, dlaczego ktoś zakłada sobie bombę i wysadza się w powietrze.”

Brutalności fizycznej i przemocy towarzyszy jawny rasizm, charakterystyczny dla okupacji wojskowych.

Nie zwracaliśmy się do ludzi w Afganistanie jako Afgańczyków, byli hadżi,” powiedział Fanning. „Określeniem tym okazuje się szacunek komuś, kto odbył podróż do Mekki, ale my nadawaliśmy mu obraźliwy ton.”

Pojęcia ‚piaskowy czarnuch’, ‚hadżi’, ‚barbarzyńca’, ‚terrorysta’ były wypowiadane bezceremonialnie, jakby byli podludźmi,” dodał Hanes.

Kłamstwa państwa i całego społeczeństwa stały się boleśnie oczywiste.

Sprzedaje się nam ideę, że uwolnimy ludzi, walczymy z terroryzmem. Potem uświadamiamy sobie, że to my ich terroryzujemy,” powiedział Hanes. „Prowadzi to do psychicznej udręki. Kilku moich przyjaciół popełniło samobójstwo.”

Dwaj weterani mówią, że ukojenie znajdują w aktach obywatelskiego nieposłuszeństwa. Hanesa aresztowano wraz z innymi członkami Weteranów na rzecz Pokoju podczas protestu przeciwko bazom amerykańskim na Okinawie. Stacjonował tam dwie dekady wcześniej.

Hanes jako demonstrant „był na przeciwległym biegunie,” powiedział nawiązując do swojej służby na Okinawie. „Spędzałem czas z ludźmi, słuchałem o ich zmaganiach i na własne oczy widziałem, co tam się dzieje. Protestowałem razem z nimi. Stałem przed ciężarówkami. Kładłem się na drodze. Blokowałem ekipy budowlane.”

Hanes i Fanning zapowiadają, że będą nadal przeciwstawić się żądzy krwi imperium, w kraju i za granicą, lecząc wojenne rany i afirmując życie. Nie mają zamiaru pozwolić, aby mowa nienawiści i rasizm na wiecach Trumpa czy gdziekolwiek indziej nie napotykały sprzeciwu. Jako byli żołnierze rozumieją niebezpieczeństwo dehumanizowania innych.

Musicie stanąć do konfrontacji z czającym się faszyzmem,” powiedział Fanning. „Milczenie jest przyzwoleniem.”

III.

Liderzy z misją od boga

Fragmenty artykułów z CounterPunch i The Telegraph.

W 2003 roku George Bush lobbował liderów państw z intencją utworzenia „koalicji chętnych” do inwazji na Irak. Podczas spotkania z prezydentem Francji Jacquesem Chirakiem opowiedział historię o konieczności pokonania biblijnych istot – Goga i Magoga – które są aktywne na Bliskim Wschodzie. W Księdze Rodzaju i Księdze Ezechiela stanowią one siły Apokalipsy, które według proroctwa nadejdą z północy, aby zniszczyć Izrael. Księga Objawienia kontynuowała przepowiednię Starego Testamentu. Bush zapewnił Chiraka o swojej niezachwianej wierze, iż nadszedł czas tej batalii: „Konfrontacja jest wolą Boga, który chce wykorzystać ten konflikt, aby zetrzeć wrogów swojego ludu przed nastaniem Nowej Ery.” Treść rozmowy wyszła na jaw tylko dlatego, że Pałac Elizejski, skonsternowany słowami Busha, zasięgnął opinii Thomasa Romera, profesora teologii na Uniwersytecie w Lozannie. Cztery lata później Romer opisał tę kwestię na łamach przeglądu uczelnianego „Allez savoir” z września 2007. Artykuł najwyraźniej został niezauważony, mimo że nawiązano doń we francuskiej gazecie. Historię tę potwierdził w książce dziennikarza Jeana Claude’a Maurice’a sam Chirac. Powiedział, że przywołanie przez Busha biblijnego proroctwa jako usprawiedliwienia napaści na Irak wprawiło go w osłupienie i zaniepokoiło: „Zastanawiałem się, jak ktoś może być tak powierzchowny i fanatyczny w swoich przekonaniach.” W tym samym roku Bush miał podobno powiedzieć palestyńskiemu ministrowi spraw zagranicznych, że rozpoczęcie inwazji na Irak i Afganistan było „powierzoną mu przez Boga misją.”

Myślenie byłego prezydenta w dużym stopniu ukształtował najpopularniejszy system profetyczny przedmilenijnego dyspensacjonalizmu. Identyfikuje się z nim około jedna trzecia ewangelicznych chrześcijan, których w Ameryce jest ponad 40 milionów. Zgodnie z jego założeniami naród izraelski odegra kluczową rolę w wydarzeniach „czasów ostatecznych”. Dyspensacjonaliści wspierają cele i działania najbardziej niebezpiecznych elementów prawicowych w społeczeństwie Izraela – ludzi, których poglądy uniemożliwiają osiągnięcie niezbędnego kompromisu. Według biblijnych proroctw w przyszłość Izraela nie jest wpisany podział terytorium kraju, mimo że stworzenie państwa palestyńskiego to najlepsza szansa na pokój w regionie. Każdy, kto dąży do pokoju ignoruje lub sprzeciwia się woli bożej.

W religijnym świetle „interwencję” na Bliskim Wschodzie widział również Tony Blair, który nie ukrywa wpływu chrześcijańskich wierzeń na podejmowane przez siebie decyzje. Jego politycznym pełnomocnikiem był przez ćwierć wieku John Burton. Na kartach swojej książki powiernik i mentor premiera Wielkiej Brytanii ujawnił rzeczywistą siłę jego religijnego zacietrzewienia. Otóż Blair trwa w przeświadczeniu o tym, że „dobro powinno triumfować nad złem,” zaś religia daje mu „wiarę totalną w to, co jest słuszne, a co niesłuszne.” „Niezwykle łatwo jest wyjaśnić ideę Tony’ego jako wojownika,” pisze Burton, „W ten sposób wciela w życie swoją wiarę. Jest ona jego częścią aż po bawełniane skarpetki. Wojnę z terroryzmem traktuje jak moralną krucjatę.” W 2006 roku Blair skonstatował, że masowy mord na Irakijczykach „ostatecznie osądzi Bóg.”

IV.

Wyzwoliciele i utopiści

Fragment eseju Noama Chomsky’ego z 19 maja 2004.

Ostatnie millennium dobiegło końca, a nowe rozpoczęło się zdumiewającą demonstracją samouwielbienia ze strony zachodnich intelektualistów, którzy wychwalali siebie i swoich liderów za wprowadzenie „szlachetnej fazy” polityki zagranicznej ze „świętą poświatą”, bowiem po raz pierwszy stosują się do „zasad i wartości”, podejmując działania w imię „czystego altruizmu”, podążając za „idealistycznym nowym światem zdecydowanym, by położyć kres temu, co nieludzkie” przy wsparciu lojalnego partnera, który sam rozumie autentyczną szlachetność misji o jeszcze bardziej wyewoluowanej, obecnej formie „mesjańskiego posłannictwa Busha, by zaszczepić demokrację reszcie świata” – źródłem każdego cytatu jest elitarna prasa i intelektualiści. Nie jestem pewien, czy istnieje jakikolwiek odpowiednik w niezbyt chwalebnej historii współczesnych elit intelektualnych. Najszlachetniejszym osiągnięciem była „rewolucja normatywna” w latach 90. XX wieku, która ustanowiła „nową normę w stosunkach międzynarodowych”: prawo samozwańczych „państw oświeconych” do użycia siły w imię ochrony doznających cierpień ludzi przed złymi potworami.

Każdy, kto zna historię wie, że rewolucja normatywna wcale nie jest niczym nowym; był to niezmienny refren europejskiego imperializmu, a retoryczne uniesienia japońskich faszystów, Mussoliniego, Hitlera, Stalina i innych wielkich postaci były nie mniej szlachetne i najpewniej równie szczere, co ujawniły wewnętrzne dokumenty. […]

Jednym z moralnych truizmów, który powinien być niekontrowersyjny jest zasada uniwersalności: powinniśmy postępować zgodnie z tymi samymi standardami, jakich wymagamy od innych – w istocie bardziej rygorystycznymi. Powinno to być niekontrowersyjne dla wszystkich, a w szczególności dla najważniejszych obywateli świata, przywódców państw oświeconych, którzy deklarują się jako oddani Ewangelii, pobożni chrześcijanie, a więc z pewnością zaznajomieni z jej słynnym potępieniem Hipokryty. Ich wierność przykazaniom Pańskim nie podlega dyskusji. George Bush podobno obwieścił: „Bóg kazał mi uderzyć w Al-Kaidę i uderzyłem w nią, a potem polecił mi uderzyć w Saddama, co uczyniłem,” a „teraz jestem zdeterminowany, aby rozwiązać problem Bliskiego Wschodu,” również na rozkaz Pana Zastępów, Boga Wojny, którego zgodnie z instrukcjami Pisma Świętego mamy czcić nad innych Bogów. I jak już wspomniałem, prasa elit sumiennie nawiązuje do jego „mesjańskiej misji” rozwiązania problemu Bliskiego Wschodu, faktycznie świata, pozostając wierną naszej „odpowiedzialności za historię, aby uwolnić świat od zła” – jak powiedział prezydent – naczelnej zasady „wizji”, jaką Bush dzieli z Osamą bin Ladenem, dokonując plagiatu starożytnych eposów i bajek dla dzieci. […]

Według profesora Johna Grey’a współczesną polityką rządzą tłumione wersje apokaliptycznej religii. Twierdzi on, że myśl oświeceniowa w znacznym stopniu nie opiera się na nauce, tylko na chrześcijańskim micie apokaliptycznym. Wiara w Utopię i idee postępu ludzkości, które napędzają współczesną politykę, są świeckimi wersjami tego mitu. Na początku obecnego stulecia mity te są martwe lub umierają w wielu częściach świata i obserwujemy powrót religijnych wersji fundamentalistycznych.

Fragment wystąpienia profesora z 12 lipca 2007.

Ogólnie jestem zdania, że utopianizm jest niezwykle niebezpieczny, zwłaszcza gdy przejmuje kontrolę nad potężnymi państwami, i prawie zawsze kończy się ogromną rzeką ludzkiej krwi.

Świecki projekt utopianizmu w jego radykalnej, rewolucyjnej formie politycznej jest laicką wersją średniowiecznej, milenijnej tradycji apokaliptycznej. Dlaczego tak uważam? Chociaż masowa przemoc, masowe zabijanie jest dość powszechne w społeczeństwach ludzkich, to masowe zabijanie mające stworzyć idealny świat występuje sporadycznie. Zabijanie w intencji doskonalenia ludzkości jest osiągnięciem Zachodu. Skąd pochodzi? W najszerszym znaczeniu, które zawiera pewne elementy islamu, od zachodnich tradycji religijnych.

Tradycja apokaliptyczna postrzega historię jako narrację, w której istnieje zło, następuje jakiś upadek, po nim panuje zło, trwa długa walka, a pod koniec dochodzi do tytanicznej, krótkiej batalii, którą wieńczy nadejście idealnego świata. Jest to przykład religijnej kreacyjności. Nie ma jej w większości tradycji religijnych, ponieważ większość ludzkich systemów wierzeń nie jest religiami stworzenia. Nie posiadają idei tworzenia świata. Są najczęściej animistyczne lub politeistyczne. Zatem nie zawierają idei pojedynczego boga-stwórcy i nie przywiązują szczególnego znaczenia do historii jako całości.

Koncepcji mówiącej o wyraźnej narracji historii ludzkości nie znajdziemy nawet w przedchrześcijańskiej Europie. Kiedy czytasz greckich i rzymskich historyków, Platona czy nawet Arystotelesa, nie napotykasz zbyt wielu wzmianek o tym, że historia ma cel lub wzór. Idei powszechnej historii praktycznie nie ma. A gdy przyjrzymy się dalszej historii europejskiej i zapoznamy z pracami pisarzy takich jak Machiavelli czy nawet Hume, filozof oświeceniowy, spotykamy się z myślą, że historia jest zasadniczo kapryśna. Idea postępu w swojej obecnej formie, którą uważam za mit, tak naprawdę przyjęła się w XVIII wieku.

Jednym z najbardziej interesujących aspektów intelektualnej historii politycznej XX wieku był sposób, w jaki polityka utopijna, która koncentrowała się przede wszystkim po lewej stronie politycznego spektrum, pod koniec stulecia zadomowiła się po stronie prawej.

Neokonserwatyści nie udają. Znam faktycznie wielu z nich od lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Deklarują: „Wierzymy w twórczą destrukcję.” Wyznanie to zbiegło się z inauguracją ich interwencji na Bliskim Wschodzie. Wyrażenie „twórcza destrukcja” sięga czasów De Kooninga. Uważał, że jeśli roztrzaskasz społeczeństwo, pozbędziesz się instytucji, wyłoni się wówczas nowy rodzaj porządku, który uosabia naturalne ludzkie impulsy i udoskonaloną, naturalną ludzką wolność.

Neokonserwatyści zainicjowali projekt, który po części ma charakter utopijny – przekształcenie Iraku i innych krajów na obraz i podobieństwo amerykańskiej demokracji liberalnej. Oczywiście w każdy utopijny projekt wmieszane są inne aspiracje. Projekt iracki od początku był po części motywowany celami geopolitycznymi powiązanymi z ropą naftową i energią. Ludzie negujący ten fakt nie zapoznali się wówczas z treścią uwag wiceprezydenta Dicka Cheney’a, które poczynił w 1999 roku podczas spotkania w Londynie: „Największą nagrodą jest Zatoka. Ropa wyczerpuje się, musimy ją przejąć. To kwestia kluczowa.”

Ale nawet w wymiarze geopolitycznym, przy zastosowaniu strategii Dr Stragelove, projekt iracki był utopią. Rozbicie państwa powoduje chaos, a w jego następstwie produkcja nafty spada i pozostaje na niższym poziomie. Nie sposób ochronić tysięcy kilometrów rurociągu. Sądzę, że na północy kraju jesteśmy coraz bliżej konfliktu wewnętrznego o kontrolę nad zasobami. Kto ją przejmie? Kurdowie? Szyici? Tymczasem ludzie pokroju Paula Wolfowitza zapowiadali, że „ta wojna za siebie zapłaci.”

Właśnie ów głęboko zakorzeniony brak realizmu zaczął pod koniec XX wieku wpływać na zachodnią myśl i praktykę polityczną. Eksperci, którzy wiedzieli coś na temat kraju i regionu – wojskowi, oficerowie wywiadu i inni, z którymi się konsultowano – zgodnie mówili, że prawdopodobieństwo sukcesu jest znikome. Ostrzegali, że szans na osiągnięcie zamierzonych celów nie ma. Ich opinie zostały zignorowane. W Iraku stworzono czarną dziurę, upadłe państwo. […]

V.

Ortodoksja ekonomiczna

Fragmenty recenzji Paula Mobbsa z 6 listopada 2015.

Teoria ekonomiczna stała się systemem wierzeń religijnych. Przejawia się to w różnicy pomiędzy fizyczną rzeczywistością i „nadprzyrodzonymi” przekonaniami takimi jak negowanie ekologicznych granic, które odpowiadają za rozgrywającą się katastrofę środowiskową. Tym „nadprzyrodzonym” założeniom, stanowiącym podstawę kluczowych części teorii ekonomicznej, należało przyjrzeć się baczniej. Niestety, społeczeństwo wciąż nie podejmuje na ten temat dyskusji.

Współczesna ekonomia cierpi na poważny deficyt wiarygodności. Rośnie liczba dowodów wskazujących na jej klęskę. Nie tylko pod względem moralnym. Ludzie i świat fizyczny, od którego jesteśmy całkowicie zależni, nie podporządkowują się ochoczo upraszczającym założeniom dominującej teorii ekonomicznej. Jest to ważny problem, ponieważ nierozpoznanie tego faktu, i wiele innych błędów, bez wątpienia odpowiada za wiele dramatycznych zjawisk, z którymi konfrontuje się dzisiaj społeczeństwo – od nierówności ekonomicznej po zmianę klimatu. W przeciwieństwie do wypowiedzianego przez Thatcher, euforycznego zapewnienia, że nie ma alternatywy, oczywistą implikacją dalszego dążenia do fizycznego wzrostu jest eskalacja szkód wyrządzanych biosferze Ziemi oraz jej ludzkim i nie-ludzkim populacjom.

W dzisiejszej napędzanej przez spin politycznej debacie takie heretyckie idee są konsekwentnie odrzucane. Dzieje się tak dlatego, że kwestionując teorię ekonomiczną, kwestionujemy wartości i tożsamość klasy politycznej, a także prowadzone przez nią w naszym imieniu działania.

W ciągu dwóch dekad, które upłynęły od chwili, gdy w latach 80. XX wieku neoliberalni ekonomiści przejęli kontrolę nad zachodnimi rządami, wielu komentatorów uważało, że niemal mistyczne pojęcia – derywaty, transakcja hedgingowa, lewarowanie, efekt zarażenia itp. – wykraczały poza zdolność rozumienia większości zwykłych ludzi. A bez zrozumienia tych pojęć, niezależnie od naszego przeczucia, że coś jest nie w porządku, niby jak możemy sprzeciwić się lobby politycznemu, które swoją władzę zawdzięcza tym właśnie teoriom? Dopiero krach 2007/8 wykazał, że ludzie odpowiedzialni za ten system również nie rozumieją złożoności tych praktyk i związanego z nimi ryzyka.

Kontynuowali je w oparciu o ślepą wiarę w rynek i jego procesy, mimo wyraźnych sygnałów ostrzegających przed ich rychłą klęską. Osoby spoza „ortodoksyjnej” ekonomii były w stanie dostrzec, w jakim kierunku zmierza gospodarka w perspektywie długoterminowej. Pytanie brzmi, czy ekonomiści wyciągnęli lekcję z tego niepowodzenia? Wręcz przeciwnie – doświadczenie to nie odmieniło ich w najmniejszym nawet stopniu i po raz kolejny podporządkowali nas swojemu dogmatycznemu systemowi wierzeń.

Ideologiczny ferwor ekonomistów nurtu głównego czyni ich ślepymi na destrukcyjne skutki promowanych teorii. Rozważmy przykład wydobywania niekonwencjonalnej ropy i gazu. Dowody z badań terenowych pokazują, że zagrożenia wynikające z tych procesów są wysokie, a na obszarach, gdzie są one stosowane poważnego uszczerbku doznaje zdrowie publiczne i środowisko. Jednak wskutek pospolitej pychy lub zwyczajowego optymizmu klasa polityczna dała się przekonać, że „szczelinowanie” łupków rozwiąże nasze problemy gospodarcze – chociaż dowodów brak, a inwestorzy zdążyli już ponieść miliardowe straty.

Koniec końców ekonomia – wzorem wielu systemów obyczajów lub wierzeń – chroni porządek społeczny. Taki, w którym dominująca mniejszość może zabrać niewielką część bogactwa każdego członka większości, aby utrzymać swój wyższy status. Ekonomia jako mechanizm wyzysku – iluzjonista zabawia publikę kuglarskimi sztuczkami, dzięki czemu jego pomocnik może łatwiej ją okraść.

W świecie, w którym zderzamy się z granicami materialnego wzrostu ludzkich społeczeństw przemysłowych, polityczne modele dobrobytu bazujące na bogactwie i konsumpcji szkodzą społecznościom ludzkim i nie-ludzkim. Dowody na to, że zmierzamy ku upadkowi są niezaprzeczalne, podobnie jak było to w przypadku sygnałów ostrzegawczych przed finansowym pandemonium roku 2007. Problem polega na tym, że włodarze nie chcą ich dostrzec.

Ażeby uzyskać największy wzrost i zyski, ekonomia domaga się maksymalizacji produktywności i wydajności gospodarczej. W dążeniu tym ludzkie społeczeństwo i środowisko naturalne są tylko „efektami zewnętrznymi” – ekonomicznymi czynnikami w produkcji, sprowadzonymi do wartości pieniężnej, które za wszelką cenę trzeba minimalizować lub eliminować.

Kiedy politycy obiecują wzrost i silniejszą gospodarkę, nie mogą zagwarantować, że nasze warunki bytowania ulegną poprawie. Z prostej przyczyny: dobrostan nie może być wartościowany ekonomicznie jako część tego procesu. Dla neoklasycznych ekonomistów wszyscy jesteśmy wyidealizowanymi jednostkami konsumującymi.

Trwa planetarne wymieranie, napędzane przez zasilaną paliwami kopalnymi „bańkę” w systemie ludzkim, której pozwolił zaistnieć rozwój gospodarczy i technologiczny. Jednak ekonomiści i ich stronnicy polityczni nie mogą uznać żadnego z sygnałów ekologicznego przerośnięcia. Głoszona niezawodność ich ideologicznej optyki stanęłaby pod znakiem zapytania.

Teoria ekonomiczna prowadzi nas ku globalnej awarii systemowej, zaś polityka i ekonomia nie są zdolne zareagować na środowiskowy upadek, który spowodowała pogoń za wzrostem gospodarczym. Wbrew zapewnieniom zachłyśniętych ekonomicznym triumfalizmem światowych przywódców żyjąca w rzeczywistości ekologicznych granic ludzkość nie jest „zbyt wielka, by upaść”.

VI.

Arogancja (trans)humanizmu

Początkowe paragrafy zawierają fragment eseju Guy’a McPhersona z 24 kwietnia 2016.

Humanizm wyrasta z koncepcji stworzonej w starożytnej Grecji, według której człowiek jest miarą wszystkich rzeczy, a bez ludzkiej egzystencji nic nie miałoby wartości. Ukrywa się za nim założenie, iż tylko ludzie doświadczają wartości. Choć nie ma ono podstaw w biologii, jest jednym z filarów współczesnej cywilizacji, ponieważ służy jako usprawiedliwienie eksterminacji innych gatunków. Negowanie przyrodzonej wartości nie-ludzkiego życia stanowi istotę gatunkowego szowinizmu. Podstawowe założenie humanizmu jest zatem zbieżne z założeniami wyrażanymi przez religie Abrahamowe: Wszechświat przeznaczony jest do naszego użytku, człowiek ma podporządkować sobie pozostałe żywe istoty.

Humanizm, podobnie jak inne oparte na wierze światopoglądy, dumnie głosi nieuchronność naszego gatunkowego sukcesu. W przeciwieństwie do większości innych religii, humanizm swoją wiarę pokłada w ostatecznej wartości rozumu, nauki i technologii. W skrócie, ludzka inteligencja uratuje humanistów przed błędami, jakie popełniamy na swojej niepowtarzalnie natchnionej drodze. Niestety, nasza skłonność do zmyślności pokonała i nadal pokonuje naszą skłonność do mądrości.

Nietrudno jest zrozumieć, w jaki sposób doszliśmy do tego punktu zaabsorbowania samymi sobą. My naprawdę bardzo siebie lubimy. Wierzymy, że jesteśmy najważniejsi. Jak zauważył Farley Mowat: Trwamy w błędnym przekonaniu, że jesteśmy dobrym gatunkiem, zmierzającym w ważnym kierunku i że w ostatniej chwili skorygujemy nasze błędy i bóg okaże nam swoją łaskawość. To urojenie”. David W. Ehrenfeld, biolog ochrony środowiska i autor „Arogancji humanizmu” (1978), napisał: „…w głębi swoich umysłów wiemy, że nasza wszechmoc jest fikcją, nasza wiedza o przyszłości i panowanie nad nią są słabe i ograniczone, nasze wynalazki i odkrycia jeśli w ogóle działają, to w sposób przez nas nieoczekiwany, nasze planowanie nie ma sensu, nasze systemy wymykają się spod kontroli – w skrócie, humanistycznym założeniom, na których opierają się nasze społeczeństwa, brakuje zasadności”.

Zapominamy o paru niewygodnych faktach. Wszechświat ma 13.8 miliarda lat, a nasz ulubiony gatunek – Homo sapiens, samozwańcza mądra małpa – około 200.000 lat. Zatem zamieszkujemy to uniwersum przez około 1/69.000 jego istnienia. Cywilizacje powstały kilka tysięcy lat temu dzięki niewielkiemu wzrostowi średniej temperatury globalnej i bardzo stabilnemu klimatowi. W ten sposób pojawił się unikalny zestaw warunków, który pozwolił na eksplozję człowieczej populacji i mnóstwa innych katastrof, w które jesteśmy uwikłani. W tym mgnieniu kosmologicznego czasu staliśmy się niewyobrażalnie głupi – odruchowo wykorzystujemy technologię do całkowitego zdewastowania naszego jedynego środowiska życia.

Krańcowym przejawem tej głupoty jest ostatnie stadium ewolucji humanizmu zwane transhumanizmem, futuryzmem lub ekstropianizmem. Filozofię tę określa pragnienie uwolnienia umysłu od ograniczeń biologii. Im szybciej ono nastąpi, tym lepiej. Jej umiarkowaną formą jest uparte przedłużanie życia i kriogenika, natomiast ekstremalną „załadowanie” ludzkiej świadomości/inteligencji robotom i podbój przestrzeni kosmicznej – wzorem „Dr Who”. Znani transhumaniści to chociażby Ray Kurzweil i Stephen Hawking, który niedawno stwierdził, że jedyną nadzieją dla ludzkości jest ucieczka na inną planetę.

Wyznawcy transhumanizmu demonstrują rażący brak jakiejkolwiek troski o nie-ludzi. Ich opartą na nauce religię określa uderzające podobieństwo do chrześcijaństwa. Oba wyznania są eskapistyczne, charakteryzuje je niezachwiana wiara, iż ludzie mają pozaziemskie miejsce przeznaczenia – niebo/kosmos. Wyrażają pogardę dla biologii, np. katolickie tłumienie seksualności, transhumanistyczne określanie ciała mianem „mięsnej przestrzeni”. Motywowane są strachem przed śmiercią i prawdopodobnie przed życiem, skoro jedno zagraża drugiemu (dosłownie poprzez dobór naturalny). Odrzucają ograniczenia ziemskiej egzystencji i głoszą fantazje, które usprawiedliwiają podejmowanie wysiłków celem przekraczania tych granic.

Niebezpieczeństwo związane z transhumanizmem nie leży w tym, że fantazja ta doczeka się realizacji (to absolutny nonsens), ale w tym, iż cierpiący na urojenia wyznawcy szybciej uczynią Ziemię nienadającą się do życia.

Tłumaczenie: exignorant

Opublikowano Imperialne wojny, militaryzm i terror państwowy, Upadek cywilizacji