Nagła zmiana klimatu: Rozpad wiecznej zmarzliny rozpoczął się ponad 70 lat wcześniej, niż przewidywał to raport zespołu ONZ

Sformułowana przez autorów raportu Międzyrządowego Zespołu ds. Zmiany Klimatu (IPCC) konkluzja, że cywilizacja przemysłowa ma czas do 2030 r., by podjąć działania mające zapobiec przekroczeniu planetarnych punktów krytycznych, wprowadza opinię publiczną w błąd. Od 2013 r. Czytelnicy bloga wiedzą, że dodatnie sprzężenia zwrotne klimatu zostały już uruchomione. Jednym z nich jest „bomba permafrostu”. Ziemia znajduje się w fazie przeobrażeń wykładniczych. Tego faktu nie zmieni żaden system wyparcia.

Artykuł Live Science.

W Arktyce kanadyjskiej warstwy wiecznej zmarzliny, które według ekspertów miały pozostać w stanie zamrożenia co najmniej przez kolejne 70 lat, zaczęły już topnieć. Powierzchnia zapada się i jest usiana małymi zbiornikami wody – na zdjęciach satelitarnych przypomina ser szwajcarski. Byliśmy oszołomieni, że system tak szybko zareagował na wyższe temperatury powietrza, przyznaje Louise Farquharson, doktorantka z Laboratorium Permafrostu przy Uniwersytecie Alaski w Fairbanks. Marzłoć trwała pokrywa około 15% półkuli północnej i odgrywa kluczową rolę w przenoszeniu węgla z żywych organizmów do atmosfery, wyjaśnia Farquharson.

W latach 2003–2016 międzynarodowy zespół naukowców monitorował zmienne środowiskowe na trzech wyspach w Arktyce kanadyjskiej. Zebrane dane zanalizował w badaniu, które opublikowano 10 czerwca 2019 r. w Geophysical Research Letters. Autorzy odnotowali rozpad podziemnych zlodowaceń na głębokościach, które Międzyrządowy Zespół ds. Zmiany Klimatu (IPCC) prognozował na 2090 r., wykorzystując swoje umiarkowane (!) modele wzrostu średniej temperatury Ziemi. IPCC to organ Organizacji Narodów Zjednoczonych, który opracowuje raporty naukowe mające pomagać krajom w prowadzeniu właściwej polityki klimatycznej.

Uniwersytet Alaski w Fairbanks

Zdaniem badaczy do ekstremalnie szybkiego i głębokiego rozmrażania przyczyniły się rekordowe letnie temperatury, niski poziom roślinności izolującej i obecność lodu tuż przy powierzchni gruntu. Najbardziej uderzające dowody są widoczne gołym okiem. Gdy górne warstwy wiecznej zmarzliny topnieją, wówczas następuje nierówne osiadanie ziemi, które tworzy tzw. topografię termokrasu. Krajobrazy w Arktyce kanadyjskiej, zdominowane wcześniej przez łagodne wzniesienia, są teraz pokryte dołami i małymi stawami. Na przykład w wysuniętym najbardziej na północ punkcie obserwacyjnym teren obniżył się o około 90 centymetrów. Kiedy zaczęliśmy monitoring, mieliśmy płaski teren, wspomina Farquharson. Przez 10 lat byliśmy świadkami transformacji krajobrazu. Dane pozwoliły naukowcom zinterpretować zmiany topograficzne zachodzące na ich oczach. Udało się im powiązać temperaturę powietrza i temperaturę gruntu z powstawaniem terenu termokrasowego.

Topnienie wywołane coraz wyższymi temperaturami powietrza przyspiesza zmianę klimatu – stanowi dodatnie sprzężenie zwrotne. Wieczna zmarzlina jest jak gigantyczna zamrażarka z mnóstwem materiału roślinnego i organicznego, który nie jest rozkładany przez mikroby, mówi Farquharson. Rozmrażanie otwiera drzwi zamrażarki i pozwala mikrobom zamieniać ten materiał w CO2. Przeobrażając fizyczny skład krajobrazu, termokras wpływa również na lokalne ekosystemy i drogi wodne – zaburza obieg składników odżywczych, stymuluje wzrost roślin oraz sedymentację strumieni i systemów przybrzeżnych.

Farquharson i jej zespół zgaduje (!), że około 600 000 kilometrów kwadratowych permafrostu, czyli około 5,5% strefy podziemnych zlodowaceń, jest podatne na szybką dezintegrację.

Rosnące temperatury Arktyki uwalniają do atmosfery węgiel zmagazynowany pod wieczną zmarzliną. Proces już się rozpoczął, powiedział 22 kwietnia 2019 r. Thomas Crowther, pracownik Wydziału Nauk o Systemach Środowiskowych Politechniki Federalnej w Zurichu (ETH). Dodatnie sprzężenia zwrotne są w toku. Raporty Międzyrządowego Zespołu ds. Zmiany Klimatu (IPCC) są zbyt optymistyczne (sic!), bo nie uwzględniają aktywnych sprzężeń, dodał uczony

Autorzy badania opublikowanego 3 kwietnia 2019 r. w Science Advances zdołali odtworzyć cechy naturalnej zmienności klimatu z ostatnich 3 milionów lat za pomocą efektywnego modelu systemu Ziemi o pośredniej złożoności. Uzyskany wynik pokazał, że system Ziemi wykazuje silną wrażliwość na niewielkie zmiany w koncentracjach atmosferycznego dwutlenku węgla.

Wpisy powiązane tematycznie.

Jeśli jest Pani/Pan subskrybentem/stałym czytelnikiem bloga i uznaje moją pracę za wartościową i zasługującą na symboliczne wsparcie, proszę rozważyć możliwość zostania moim Patronem już za 5 zł miesięcznie. Dziękuję.

Tłum. exignorant

Reklamy
Opublikowano Klimat

Wycena ginącej przyrody

Skrót artykułu Briana Davey’a.

Przedstawiciele globalnej elity władzy, którzy postulują za wprowadzeniem Nowego Zielonego Ładu (Green New Deal), określanego okazjonalnie „czwartą rewolucją przemysłową”, skupiają się w instytucjach takich jak Światowe Forum Ekonomiczne, Fundacja Billa i Melindy Gatesów czy Instytut Rockefellera. Sekunduje im 20 organizacji pozarządowych non-profit (m.in. Światowy Instytut Zasobów, Greenpeace, Avaaz i jego oddział Team B), a także ruchy (np. 350.org), które tworzą środowisko wywierające wpływ na członków Extinction Rebellion.

Są one prezentem dla korporacyjnej arystokracji, ponieważ pragną rozwiązać globalny „kryzys” klimatyczny i środowiskowy zamieniając „ratowanie świata” w maszynkę do zarabiania. Strategia ma rozpalić gasnący wzrost gospodarczy poprzez „finansializację przyrody”. Procesy naturalne staną się „kapitałem przyrodniczym”, wycenianym i sprzedawanym na rynkach finansowych. Kluczową jest tutaj koncepcja robienia forsy na ochronie „usług ekosystemu”. Proponowany system każe za nie zapłacić i dostarczy „czystych technologii”.

Ludy rdzenne często uważają przyrodę za rodzinę. Ziemię chronią jak własną matkę, ponieważ dała im życie. Wiedza o funkcjonowaniu otaczającego ich żywego świata pochodzi od przodków i jest przekazywana dzieciom. Nie oczekują zapłaty za szacunek wobec przyrody. Ich postępowanie determinuje etyka umiaru. Poczucie przywiązania, lojalności i odpowiedzialności było kultywowane na terenach wspólnotowych przez wiele stuleci, a nawet tysiącleci, zanim nie pojawili się zaborcy. Nasze społeczeństwo wyznaje zgoła inną „etykę”. Jeśli czegoś potrzebujemy, musimy to kupić za pieniądze. Uniknięcie zbiorowej śmierci wskutek destrukcji biosfery także rozpatrywane jest w kategoriach transakcji finansowej. Oto sedno ekonomii głównego nurtu.

W naszym społeczeństwie plutokraci postrzegają przyrodę jako magazyn zasobów. Ścięte drzewa mają wartość pieniężną. Nietknięty las jej nie posiada. Jeżeli zależy nam na ocaleniu lasu, musimy pójść za radą finansowych ćpunów i nadać mu tę wartość. Gdy ktoś uzna za pożądane przerobienie drzew na tarcicę, będzie musiał pokryć koszty utraty usług ekosystemu (np. pochłaniania CO2 i regulacji obiegu wody). Nowy argument brzmi: dumny posiadacz tych usług powinien otrzymać adekwatną zapłatę za ich ochronę.

Powiedzmy, że życie twojej matki jest zagrożone. Kwestię najważniejszą stanowi w tej sytuacji wycena jej wartości – oszacowanie, ile kasy jesteś gotów wyłożyć, by ją chronić. Skoro rodzicielka jest pozbawiona majątku, a ty toniesz w długach, równie dobrze możesz za parę groszy oddać ją w niewolę. To samo ma spotkać przyrodę. Przejmą ją rynki finansowe. Banki wyczarują z powietrza dowolną sumę pieniędzy w postaci pożyczek dla osób, które zapragnęły nabyć skrawek przyrody. Inni będą zbijać majątek na organizowaniu wymiany.

Wielu aktywistów zdaje się nie dostrzegać problemów związanych z tym zmyślnym planem. Powróćmy do sprawy ochrony lasów. Wspólnoty je zamieszkujące czerpały z leśnej obfitości w sposób zrównoważony. Nie otrzymywały za swoją troskę gratyfikacji pieniężnej. Teraz zostaną one wyeliminowane. Nie mogą przedłożyć certyfikatów własności pozyskanych na rynkach finansowych. Nowymi właścicielami będą uczestnicy tych rynków. Czy będą oni lepiej ochraniać lasy – na odległość, w swoich szklanych biurach? Taka jest logika nowego zielonego kolonializmu. Tak rozumują finansowe ćpuny. W ich umysłach następuje odwrócenie środków i celów. Celem graczy na rynkach kapitału przyrodniczego jest pomnażanie fortun poprzez ochronę środowiska naturalnego.

Dotychczasowe doświadczenia z podobnymi programami pokazały, że zarabianie wygrywa z przyrodą, ponieważ nie istnieje oczywista cena usług ekosystemu, utraty bioróżnorodności czy emisji dwutlenku węgla. Nie można nie wspomnieć o wymiarze moralnym wyceniania emisji gazów cieplarnianych, życia gatunków (z naszym włącznie) lub ekosystemów. Co więcej, z ustaleniem wartości monetarnej wiążą się problemy praktyczne – np. ludzie chętnie wyasygnują wyższe kwoty na ochronę pand, lecz z nieporównanie mniejszym entuzjazmem otoczą opieką odstręczające „robale”, węże i pająki, chociaż są one integralną składową ekosystemu. Większość z nas nie ma bladego pojęcia o funkcjonowaniu świata biologicznego czy klimatu. Niby jak mielibyśmy nadać im wartość?

W jaki sposób ma być kompensowana utrata różnorodności biologicznej?, pyta Tim Hayword. Koalicja Kapitału Przyrody (Natural Capital Coalition) opracowuje uzasadnienie ekonomiczne dla wyceny ekosystemów. W jej skład wchodzą potentaci ze sfery biznesu, księgowości i doradztwa. Przemysł finansowy zmierza w kierunku bardziej odpowiedzialnego inwestowania. Ta jednowymiarowa kwantyfikacja wartości całkowicie pomija fakt, że bioróżnorodność jest złożonym zjawiskiem jakościowym. Elementy biotyczne i ich otoczenie muszą być zróżnicowanie. Bycie zróżnicowanym oznacza bycie odmiennym na sposoby, których nie da się sprowadzić do wspólnego mianownika. Stąd istotą bioróżnorodności jest nieredukowalna wielość niewymiernych składowych. Idea „kompensowania” utraty bioróżnorodności jednego rodzaju poprzez ochronę lub poprawę stanu bioróżnorodności innego rodzaju oznacza ignorowanie samego znaczenia bioróżnorodności. Zatem idea jej kompensacji nie ma racjonalnego umocowania w trosce o środowisko, lecz w ekspansywnej, kapitalistycznej logice poszukiwania nowych źródeł zysku.

Decyzje o klimacie, istotnych funkcjach ekosystemu i gatunkach powinny być podejmowane demokratycznie – nie przez rynek, tylko przez ludzi, którzy będą żyć z ich konsekwencjami. Wiemy bardzo dobrze, co dzieje się na rynkach – gracze opracowują systemy, by obłowić się dzięki przekrętom. Praktykuje się to na niebywałą skalę w handlu uprawnieniami do emisji. Wszyscy zainteresowani są świadomi, że to jedno wielkie oszustwo. Język finansializacji przyrody racjonalizuje kontynuowanie stylu życia napędzanego węglem i destrukcją poprzez konstruowanie fałszywej fantazji, w którą będzie mógł wkupić się każdy, kogo na to stać.

Elitarni ekolodzy zapewniają, że Nowy Zielony Ład w Stanach Zjednoczonych stanie się globalnym procesem, bo światowa opinia publiczna będzie domagać się ogłoszenia klimatycznego stanu wyjątkowego. Kryje się za tym kampania PR prowadzona przez elitę z Davos. Ten plan szybko dobije przyrodę i ekosystem, ponieważ opiera się na dalszej ekspansji gospodarczej. Analiza śladu ekologicznego wykazała, iż cywilizacja przemysłowa zużywa dzisiaj złoża mineralne i energię biomasy tak, jakby miała do dyspozycji 1,7 Ziemi. Kompleksowe badania alarmowały już kilkadziesiąt lat temu, że jedynym gwarantem przetrwania gatunku ludzkiego i złożonego życia w ogóle było rychłe przestawienie się na konsumpcję nie wykraczającą poza granice pojemności środowiskowej planety. Gospodarka musiałaby się skurczyć. Gros bogactwa mierzonego walutami musiałoby ulec likwidacji.

Promotorzy Nowego Zielonego Ładu należą do 5% ludzkości, które zużywa 50% planetarnego węgla. Jak widać nie zamierzają narzucać sobie ograniczeń. Zależy im na podtrzymaniu i przyspieszeniu niekończącego się rozrostu gospodarki industrialnej – przyczyny trwającego od dekad szóstego wymierania planetarnego.

Proponowane „rozwiązania” (wychwytywanie i sekwestracja dwutlenku węgla [CCS], ulepszone wydobycie ropy [EOR], bioenergia z wychwytywaniem i sekwestracją dwutlenku węgla [BECCS], opłaty za usługi ekosystemu, energia jądrowa i in.) są zabójcze dla dewastowanej planety, zwraca uwagę Cory Morningstar. Mają one wyrwać ze stagnacji gospodarkę kapitalistyczną, która nie przetrwa bez nowych rynków – nowego wzrostu. Na naszych oczach powstaje mechanizm przejęcia około 90 bilionów dolarów na nowe inwestycje i infrastrukturę. Na naszych oczach tworzony jest – i finansowany – prawdopodobnie największy w historii eksperyment zmiany zachowań na skalę globalną. Kto i jakie czynniki zdecydują o ich formie? Jest to pytanie retoryczne. Znamy odpowiedź: biali mężczyźni-wybawcy z Zachodu, którzy narzucając wszystkim swój system, zafundowali światu ekologiczny/egzystencjalny koszmar.

Kolejne z serii badań zanalizowało zieloną politykę wyrażoną w raportach Banku Światowego, Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) i Programu Środowiskowego ONZ. Autorzy z Uniwersytetu Londyńskiego i Uniwersytetu Autonomicznego w Barcelonie przetestowali teorię „ekologicznego wzrostu” w świetle istniejących dowodów empirycznych oraz modeli zależności między PKB a śladem materiałowym i emisjami dwutlenku węgla. Pracę pt. Czy zielony wzrost jest możliwy? opublikowało 17 kwietnia 2019 r. czasopismo New Political Economy. Jej wyniki pokazują, że całkowite oddzielenie wzrostu gospodarczego od zużycia surowców i emisji CO2, czyli eksterminacji ziemskiego życia, jest w skali globalnej fizycznie niemożliwe nawet w wysoce optymistycznych (tzn. nierealistycznych) warunkach. Cele Zrównoważonego Rozwoju są fikcją.

W styczniu 2019 r. ponad 3500 ekonomistów podpisało się pod deklaracją uznającą wzrost gospodarczy za absolutny priorytet.

Jeśli uzna Pani/Pan moją pracę za wartościową i zasługującą na symboliczne wsparcie, proszę rozważyć możliwość zostania moim Patronem. Dziękuję.

Tłum. exignorant

Opublikowano Gospodarka, finanse, surowce i energia, Wymieranie gatunków

Nowa przyczyna rozpadu hydratów metanu w Arktyce

Po wielu latach obserwacji w regionie arktycznym uczeni rosyjscy odkryli, że Wschodni Syberyjski Szelf Kontynentalny jest jednym ze źródeł największych emisji metanu (CH4) na Ziemi. Przyspieszają one globalne ocieplenie i zaburzają równowagę węglową planety.

Metan przedostaje się do atmosfery w wyniku rozkładu hydratów (in. klatratów) związków krystalicznych powstających z gazu i wody w niskiej temperaturze i pod wysokim ciśnieniem. Gromady tych kryształów przypominają masę lodową, którą można traktować jako gaz w stanie stałym. Jednostka objętości hydratu zawiera od 160 do 180 jednostek objętości CH4. Klatraty gazowe powstały tysiące lat temu w sprzyjających warunkach naturalnych. Ich rozpad na gaz i wodę (czyli „rozmrażanie”) następuje, gdy środowisko nie sprzyja już ich trwałemu istnieniu.

Przyczyną uwalniania metanu z osadów dennych Wschodniego Syberyjskiego Szelfu Kontynentalnego jest właśnie destabilizacja hydratów gazowych podwodnej zmarzliny. Naukowcy ze Skoltechu (Politechnika w Tomsku) i Pacyficznego Instytutu Oceanologicznego (Dalekowschodni Oddział Rosyjskiej Akademii Nauk) wykazali jako pierwsi, że klatraty zaczynają ulegać rozkładowi nawet w warunkach utrzymującego się zlodowacenia, gdy wchodzą w kontakt z roztworami soli (wodą morską). Wynikiem swojego badania podzielili się 21 maja 2019 r.

Przeprowadziliśmy eksperymenty skoncentrowane na interakcji między zamarzniętymi skałami zawierającymi starożytne hydraty metanu a roztworami soli, w warunkach temperatur ujemnych o różnych wartościach. Odkryliśmy, że migracja soli do zlodowaceń intensyfikuje dysocjację klatratów i przyspiesza ich rozmrażanie, powiedział Jewgienij Szuwilin, Główny Badacz w Centrum Odzyskiwania Węglowodorów. Naukowcy objaśnili tym samym nową przyczynę emisji CH4 opisanych w serii badań geofizycznych i biogeochemicznych (Szakowa i in., Nature Communications, 2017).

Podwodne strumienie metanu

Rosyjscy i szwedzcy naukowcy ustalili, że warstwa podmorskiej wiecznej zmarzliny na Wschodnim Syberyjskim Szelfie Kontynentalnym topnieje szybciej, niż przewidywano. Informację o rezultacie analizy przekazała 8 sierpnia 2017 r. Politechnika w Tomsku. W latach 1982-1983 Instytut Badań nad Wieczną Zmarzliną, syberyjska filia Rosyjskiej Akademii Nauk, wywiercił cztery szyby i na podstawie danych, które uzyskano, dowiedzieliśmy się, iż tempo pionowej degradacji tamtejszej podmorskiej zmarzłoci wynosiło w ciągu ostatnich 30 lat < 18 centymetrów rocznie (średnio 14 centymetrów), czyli jest ono dziesięć razy szybsze, niż oczekiwano, podał serwis prasowy uczelni. W oparciu o nowe wyniki, uzyskane dzięki kompleksowej biogeochemicznej, geofizycznej i geologicznej analizie przeprowadzonej w latach 2011-2016, możemy stwierdzić, że na niektórych obszarach szelfu wschodniosyberyjskiego warstwa permafrostu rozrzedziła się i osiągnęła strefę stabilności hydratów, której zniszczenie może doprowadzić do potężnych emisji pęcherzyków metanu, poinformowała Natalia Szakowa, profesor Wydziału Badań Geologicznych. Obserwacje wykazały, iż ilość CH4 emitowanego z osadów dennych we wschodnich wodach Arktyki może wahać się od miligramów do setek gramów na metr kwadratowy dziennie, w zależności od stanu warstwy zlodowacenia. Prowadzi to do dwukrotnego i czterokrotnego wzrostu koncentracji atmosferycznego metanu nad powierzchnią wody. Badacze zidentyfikowali również inną przyczynę zwiększających się emisji CH4 do wody i powietrza. Na płyciznach góry lodowe i duże fragmenty kry orzą dno morskie – tworząc rowy o głębokości od 4 do 6 metrów, docierają do warstw gazowych i uwalniają metan.

Kanał Santa Barbara

Naukowcy z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Santa Barbara (UCSB) dokonali analizy przeobrażenia klimatu lodowcowego na międzylodowcowy, które rozpoczęło się około 630 000 lat temu. Okazało się, że początkowa zmiana dokonała się w zaledwie 50 lat. Jednym z najbardziej oszałamiających rezultatów naszego dochodzenia jest natychmiastowe ocieplenie powierzchni morza, wyjaśnił James Kennett, emerytowany profesor Wydziału Nauk o Ziemi UCSB i współautor badania opublikowanego 31 października 2015 r. w Paleoceanography. Podczas zmiany o wartości ponad 7°C wzrost o 4-5°C nastąpił na samym początku. Gwałtownemu ociepleniu towarzyszyło jednoczesne uwolnienie metanu. Ten konkretny epizod jest ściśle związany z destabilizacją klatratów gazowych na dnie oceanu, powiedział Kennett. Zamrożone formy CH4 topnieją, gdy rośnie temperatura lub maleje ciśnienie wody. Zmiany poziomu morza także burzą stabilność hydratów. Piękno zapisów paleoklimatycznych z Dorzecza Santa Barbary polega na tym, że w istocie pozwalają one na wyjątkowo wierne określenie tych zależności, podkreślił profesor.

Ocieplenie klimatu w kredzie doprowadziło do ogromnych emisji metanu z hydratów zalegających na dnie morza. Fakt ten jest tym bardziej niepokojący, że obecne ocieplenie przebiega znacznie szybciej. Wyprawa badawcza na wyspę Ellefa Ringnesa w kanadyjskiej Arktyce natknęła się na zdumiewającą liczbę ujść CH4 w osadach z okresu kredowego. Są to zwały węglanowe, które tworzą się w miejscach podmorskiego wycieku metanu. Na 10 000 kilometrów kwadratowych oceanicznego dna zlokalizowano ich ponad 130. Powstały one w bardzo krótkim odstępie czasowym na początku globalnego ocieplenia w kredzie. Zdestabilizowane hydraty uwolniły nagle dużą ilość CH4, która podniosła temperatury Ziemi. Ustalenia z ekspedycji opisanej 7 kwietnia 2017 r. w Biuletynie Amerykańskiego Towarzystwa Geologicznego potwierdzają, iż dzisiejsze obawy dotyczące podobnej emisji są w pełni uzasadnione.

Międzynarodowe badanie zamieszczone w grudniu 2016 r. w prestiżowym czasopiśmie Palaeoworld zawarło ostrzeżenie, które zostało zignorowane przez media. Globalne ocieplenie wywołane uwalnianiem dwutlenku węgla może być katastrofalne, napisali w streszczeniu autorzy. Jednakże uwalnianie CH4 z hydratów może być apokaliptyczne. Praca pt. Hydrat metanu: Zabójcza przyczyna największego wymierania planetarnego podkreśla fakt, iż najważniejszą zmienną wielkiego wymierania permskiego, które miało miejsce 250 milionów lat temu i zabiło ponad 90% ziemskich gatunków, był rozpad klatratów metanu.

Najbardziej wszechstronny raport na temat ocieplenia Wszechoceanu, opublikowany we wrześniu 2016 r. przez Międzynarodową Unię Ochrony Przyrody (IUCN) stwierdził, że ocieplające się wody mogą uwolnić z dna morskiego miliardy ton zamrożonego metanu, który ugotowałby powierzchnię planety. Może to nastąpić nawet jeśli emisje gazów cieplarnianych zostaną drastyczne zredukowane, gdyż widoczne ich skutki pojawiają się z około 10-letnim opóźnieniem. Skala ocieplenia oceanu jest naprawdę oszałamiająca – liczby są tak duże, że większość ludzi ma trudność z ich zrozumieniem, napisali badacze. To, czego jesteśmy świadkami, wyprzedza naszą zdolność do poradzenia sobie z zachodzącą zmianą, przyznał Dan Laffoley, doradca morski IUCN i jeden z głównych autorów analizy.

W latach 2014-2018 globalne emisje metanu skoczyły co najmniej o 50%.

Jeśli uzna Pani/Pan moją pracę za wartościową i zasługującą na symboliczne wsparcie, proszę rozważyć możliwość zostania moim Patronem. Dziękuję.

Wpisy powiązane tematycznie.

Oprac. i tłum. exignorant

Opublikowano Klimat

Cyfrowa planeta

Ile energii potrzeba, by wysłać e-mail o „wadze” jednego megabajta?

Francuskie centrum badawcze CNRS obliczyło, że około 25 watów na godzinę, co odpowiada emisji 20 gramów dwutlenku węgla. Grupa badawcza Radicati oszacowała, że w 2019 r. codziennie wysyłane są 293 miliardy e-maili. Prąd, który na to pozwala, jest w większości wytwarzany podczas spalania paliw kopalnych.

Farmy serwerów przetwarzają ogromne ilości danych na całym świecie. Mnóstwa elektryczności wymaga uruchomienie, praca i klimatyzowanie sprzętu.

Koncentracja centrów danych, zwłaszcza tych, które wykorzystuje Amazon w amerykańskim stanie Wirginia, przesyła 70% światowego ruchu internetowego. Zaspokojenie rosnącego apetytu na prąd zmusiło firmę Dominion, lokalnego dostawcę, do złamania „zielonych” obietnic i przestawienia się na nieodnawialne źródła energii.

Aplikacje przyspieszają wyczerpywanie baterii telefonu i skracają ich żywotność. (Szczególnie obciążająca jest Snapchat – usługa przesyłania wiadomości automatycznie włączająca aparat.)

Wzrost liczby usług z zakresu przesyłania strumieniowego znacznie pogarsza sytuację. Już w 2017 r. internetowa sensacja K-pop „Gangnam Style”, którą odtworzono ponad 2,7 miliarda razy, pochłonęła roczną wydajność małej elektrowni. Oglądanie materiałów wideo składa się na prawie 60% całego ruchu internetowego „downstream” z serwerów na poszczególne urządzenia. Z raportu amerykańskiej grupy analitycznej Sandvine wynika, że tylko Netflix generuje go w 15%.

W 2000 r. naukowcy z Uniwersytetu Glasgow i Uniwersytetu Oslo odkryli, że przemysł muzyczny w Stanach Zjednoczonych wprowadzał do atmosfery 150 tysięcy ton gazów cieplarnianych rocznie. Jednak do 2016 r. – w ślad za dużą redukcją zużycia plastiku na fabrykowanie płyt CD – przechowywanie i udostępnianie plików muzycznych w Internecie podniosło ten poziom do 200–350 tysięcy ton.

W ramach obecnego globalnego koszyka energetycznego udział emisji gazów cieplarnianych będących rezultatem ekapansji technologii informacyjnych i komunikacyjnych wzrośnie z 2,5% w 2013 r. do 4% w 2020 r., poinformowali autorzy raportu francuskiej grupy eksperckiej Shift Project. Oznacza to, że sektor uwalnia więcej CO2 niż lotnictwo cywilne (w 2018 r. miało ono 2% udział w emisjach) i jest na dobrej drodze, by zrównać się pod względem destabilizującego wpływu na klimat z samochodami (8%).

Internet (Wszech)rzeczy

Naukowcy ze Szkoły Informatyki i Komunikacji przy Uniwersytecie Lancaster (School of Computing and Communications) stwierdzili, że rosnąca liczba zdalnych czujników cyfrowych i podłączonych do Internetu urządzeń – powszechnie znanych jako „Internet (Wszech)rzeczy” – ma potencjał, by spowodować bezprecedensowy i zasadniczo niemal nieograniczony wzrost konsumpcji energii elektrycznej przez „technologie inteligentne”.

W swoim dokumencie dyskusyjnym z 11 sierpnia 2016 r. pt. Czy istnieją granice wzrostu transmisji danych?: O wykorzystaniu czasu, generowaniu danych i prędkości badacze podkreślają, że w ostatnich latach korzystanie z Internetu uległo pomnożeniu, ponieważ coraz więcej ludzi ogląda strumieniowane materiały wideo na telefonach, komputerach i telewizorach 4K, regularne sprawdza konta na Facebooku i Twitterze, a nawet wykorzystuje media społecznościowe do śledzenia swoich biegowych i rowerowych tras.

Według Ofcomu, brytyjskiego organu nadzoru telekomunikacyjnego, miesięczne domowe wolumeny danych szerokopasmowych w Wielkiej Brytanii zwiększyły się gwałtownie z 17 GB w 2011 r. do 82 GB w 2015 r. Chociaż urządzeń mobilnych jest zazwyczaj mniej, to ich liczba rośnie wykładniczo – Ericsson i Cisco informują, iż podwaja się co kilka lat.

Ta eksplozja tworzenia danych przyniosła ze sobą powiązany skok w poborze prądu. Nie zaradziła temu poprawa wydajności energetycznej. Aktualne szacunki sugerują, że Internet stanowi 5% globalnego zapotrzebowania na elektryczność, ale powiększa się ono w tempie 7% rocznie – ponad dwa razy szybciej niż całkowita światowa konsumpcja energii.

Do tej pory istniał potencjalny limit przyrostu danych. Była nim liczebność ludzkiej populacji oraz określona ilość godzin w ciągu dnia, którą ludzie mogą przeznaczyć na interakcje z technologiami internetowymi. Jednakże autonomiczne strumieniowanie danych przez miliardy czujników wbudowanych w infrastrukturę uliczną, sterowane automatycznie pojazdy, termostaty domowe, przemysłowe procesy produkcyjne, takie jak szyby naftowe, usuwa istniejące ograniczenia wzrostu zużycia energii elektrycznej przez Internet.

Obecnie do „Internetu (Wszech)rzeczy” podłączonych jest 6,4 miliarda urządzeń. Do 2020 r. liczba ta ma osiągnąć 21 miliardów. Autorzy z Lancaster podkreślają, że jasnego sposobu na ograniczenie ilości danych nie ma.

Kryptowaluty

Czasopismo Joule, periodyk poświęcony zagadnieniom związanym z energią, opublikowało 16 kwietnia 2018 r. dochodzenie Alexa Vriesa, ekonomisty finansowego i specjalisty ds. technologii łańcucha bloków (ang. blockchain), który wyliczył, iż sieć Bitcoin pożera obecnie co najmniej 2,55 gigawata rocznie. Dla porównania, zbliżona ilość energii zasila Irlandię. Analityk zapowiada, że zapotrzebowanie sieci na elektryczność może na przestrzeni miesięcy wzrosnąć nawet kilkakrotnie.

Bitcoiny są „wydobywane” przez komputery, które dokonują obliczeń; im dłużej kryptowaluta jest w obiegu, tym więcej prądu pochłania „wykopanie” każdej cyfrowej „monety” (w 2009 r. jej koszt energetyczny był czterokrotnie mniejszy). W teorii istnieje również punkt krytyczny, po przekroczeniu którego energia potrzebna do przeprowadzenia takiej czynności będzie droższa niż sam bitcoin. Operacje finansowe wykorzystujące ten środek płatniczy także wymagają prądu (jedna transakcja zasilałaby teraz dom przez cały tydzień), zatem im częściej i powszechniej go stosujemy, tym więcej dwutlenku węgla wprowadzamy do atmosfery.

Wyliczenia De Vriesa nie uwzględniają nawet wydatków energetycznych innych popularnych kryptowalut takich jak Ethereum czy Ripple.

E-śmieci i metale ziem rzadkich

Według raportu ONZ cywilizacja przemysłowa wytwarza 50 milionów ton odpadów elektronicznych i elektrycznych rocznie. (Ta astronomiczna liczba nie powinna dziwić – samych smartfonów sprzedano w 2018 r. 1,56 miliarda sztuk.) Ważą one więcej od wszystkich samolotów komercyjnych, jakie kiedykolwiek wzbiły się w powietrze. Tylko 20% tego bezmiaru poddaje się recyklingowi.

Organizacja pozarządowa Basel Action Network ustaliła, iż Unia Europejska wysyła do krajów Trzeciego Świata około 350 tysięcy ton odpadów elektronicznych i elektrycznych rocznie (kategoria ta obejmuje też urządzenia AGD). Praktyka pozbywania się e-śmieci prowadzi do lokalnego skażenia środowiska na ogromną skalę – w każdym sezonie zabija ono 4 miliony osób. Presja, by urządzenia były mniejsze i bardziej wydajne poważnie zwiększa koszty recyklingu. Ilość energii potrzebna do odseparowania i odzyskania metali rośnie, co jest funkcją złożoności układu.

Kopalnia metali ziem rzadkich

Wyścig o zapewnienie dostępu do pokładów metali ziem rzadkich potęguje wylesianie i zanieczyszczanie krajobrazów głównie w Afryce i Azji. Służba Geologiczna USA definiuje ziemie rzadkie jako grupę 17 pierwiastków – w jej skład wchodzi m.in. żelazo szare i srebrzyste metale błyszczące, które są zazwyczaj miękkie, plastyczne, ciągliwe i reaktywne. Warunkują one istnienie cyfrowej cywilizacji technologicznej. Bez nich niemożliwe byłoby wyprodukowanie smartfonów, turbin wiatrowych, obiektywów kamer, magnesów, systemów rakietowych czy elektrowni jądrowych. Chiny kontrolują około 95% światowej podaży, z czego blisko połowa pochodzi z Baotou – 2,5-milionowego miasta w autonomicznym regionie Mongolii Wewnętrznej.

Przetwarzanie metali ziem rzadkich to jeden z najbrudniejszych interesów. Ich ruda często zawiera materiały radioaktywne (m.in. tor), a oddzielenie pszenicy od plew wymaga zastosowania ogromnych ilości rakotwórczych toksyn – siarczanów, amoniaku i kwasu solnego. Obróbka jednej tony ziem rzadkich generuje 2 000 ton zabójczych odpadów. Firmy wydobywcze z Baotou odprowadzają do potężnych rezerwuarów 10 milionów ton trującego szlamu rocznie.

Największa kopalnia odkrywkowa – zlokalizowana 120 kilometrów od miasta w okręgu górniczym na pustyni Gobi – ma głębokość 1 000 metrów i rozciąga się na 48 kilometrów kwadratowych (na zdjęciach satelitarnych NASA z 2012 r. jest widoczna jako jeden z wielu gigantycznych, czarnych kraterów, w których bez śladu zniknęłyby plamki pobliskich osiedli mieszkaniowych). Największy na świecie zbiornik odpadów kopalnianych – niekończąca się przestrzeń lepkiej szarości – zbudowała w latach 50. XX w. Stalownia Baotou. Przez ostatnie 20 lat jego trująca zawartość przenika do wód gruntowych i spływa do Żółtej Rzeki, głównego źródła wody pitnej znacznej części północnych Chin.

Tymczasem trwa wyścig, by złamać chiński monopol. Pod koniec 2018 r. japońscy naukowcy triumfalnie ogłosili odkrycie 16 milionów ton metali ziem rzadkich. Tak się składa, że złoża znajdują się na głębokości 6 000 metrów pod obszarem dna oceanicznego o powierzchni 2 500 kilometrów kwadratowych. Pozyskanie 1 000 ton metali wymagałoby usunięcia ponad miliona ton osadów morskich”. Eksploatacja znaleziska zniszczyłaby liczący tysiące kilometrów habitat w zachodnim rejonie umierającego Pacyfiku i wpompowała do atmosfery miliony ton CO2. Branżowi eksperci postarają się, by nastąpiło to jak najszybciej – opracowują już „opłacalną” metodę wydobycia minerałów.

Jeśli uzna Pani/Pan moją pracę za wartościową i zasługującą na symboliczne wsparcie, proszę rozważyć możliwość zostania moim Patronem. Dziękuję.

Wpis powiązany tematycznie: Plastikowa planeta

Oprac. i tłum. exignorant

Opublikowano Pułapka technologiczna

Nagła zmiana klimatu: W ciągu pięciu lat globalne emisje metanu skoczyły o 50%

Uczestnicy konsensusu naukowego – który jest niezdolny do rozpoznania i uznania realiów nagłej, nieodwracalnej zmiany klimatu – znowu są zaskoczeni.

Fragmenty artykułu ClimateNexus.

W kwietniu 2019 r. Narodowa Służba Oceaniczna i Atmosferyczna USA (NOAA) opublikowała wstępne dane dokumentujące historyczny skok koncentracji atmosferycznego metanu w 2018 r. Raport należy do serii ustaleń badawczych, która potwierdza, iż globalny poziom CH4 odnotował w ostatnich latach niespodziewany (sic!) wzrost.

Wynik z 2018 r. przedłużył zaskakujący (sic!) wieloletni trend, który wywołuje ogromne obawy społeczności naukowej. Większość ekspertów podejrzewa, że wszystkie tradycyjne źródła emisji – naturalne i antropogeniczne – potęgują obserwowane zjawisko, ale największym z nich mogą być mokradła reagujące na zmianę klimatu.

Średnie miesięczne koncentracje CH4 [NOAA]

Gwałtowny wzrost globalnego poziomu metanu rozpoczął się na nowo w 2007 r. Kolejne przyspieszenie procesu uwalniania tego potężnego gazu cieplarnianego nastąpiło w okresie 2014–2017 i utrzymało się w 2018 r. Według NOAA w ciągu ostatnich pięciu lat stężenia CH4 zwiększyły się o 50% w porównaniu z ich wartością zarejestrowaną w przedziale 2007–2013. Trwająca już 12 lat zwyżka jest postrzegana jako powrót do długoterminowego wzorca, zaś stabilizację z lat 2000–2007 uznaje się coraz częściej za anomalię. Ten wyłaniający się konsensus szerokiego grona specjalistów został zaakcentowany w dwóch tegorocznych, prestiżowych publikacjach [Nisbet i in., 2019. Turner, Frankenberg i Kort, 2019].

Światowe sieci monitoringu środowiskowego dostarczają niekompletnych, skąpych informacji o obecności CH4, co sprawia, że rozróżnienie poszczególnych, licznych źródeł emisji jest skomplikowane. Luki w wykrywaniu uniemożliwiają też wykluczenie spadku skuteczności naturalnych mechanizmów usuwania metanu z atmosfery (tzw. „pochłaniaczy”). Fakt ten jest wyjątkowo niepokojący, ponieważ oznacza udział pętli dodatnich sprzężeń zwrotnych globalnego ocieplenia.

Autorzy badania opublikowanego 5 lutego 2019 r. w Global Biogeochemical Cycles poinformowali, że w latach 2014-2017 nastąpił bardzo silny wzrost stężeń atmosferycznego metanu. W streszczeniu pracy czytamy: Wzrost poziomu koncentracji atmosferycznego metanu (CH4), który rozpoczął się w 2007 r., przyspieszył po 2014 r. na całym świecie, zwłaszcza na północnych szerokościach geograficznych i w tropikach. Wraz z nim zaszła zmiana stosunku izotopu węgla w metanie. Zdefiniowane w porozumieniu paryskim z 2015 r. cele dotyczące przyszłych stężeń gazów cieplarnianych w atmosferze nie uwzględniły tego scenariusza.

Analiza przeprowadzona przez uczonych z Laboratorium Napędu Odrzutowego NASA i opisana 21 czerwca 2016 r. w Proceedings of the National Academy of Sciences wykazała, iż rosnące emisje gazów cieplarnianych w Arktyce mogą pozostać niewykrytymi. Naukowcy nie monitorują zmian koncentracji dwutlenku węgla podczas długich miesięcy zimowych na znacznym obszarze kontynentu. Emisje zimowe pochodzą głównie z głębszych warstw gleby, które zatrzymują wystarczającą ilość letniego ciepła, by zachować stan rozmrożenia nawet po jesiennym zlodowaceniu powierzchni gruntu. Ze względu na postępujące ocieplenie te głębokie warstwy ulegają zamrożeniu coraz później i tym samym uwalniają coraz więcej dwutlenku węgla. Monitorowanie CO2 na dalekiej północy jest bardzo trudne. Alaska uchodzi za bardziej dostępną w porównaniu z innymi rejonami Arktyki, ale większość stanu jest faktycznie zbyt odległa i nierówna, by można było dokonać tam pomiarów naziemnych.

Jeśli uzna Pani/Pan moją pracę za wartościową i zasługującą na symboliczne wsparcie, proszę rozważyć możliwość zostania moim Patronem. Dziękuję.

Wpisy powiązane tematycznie.

Oprac. i tłum. exignorant

Opublikowano Klimat

Plastikowa planeta

Wpis powiązany tematycznie: Globalna produkcja plastiku rośnie wykładniczo.

W górskim powietrzu jednego z najodleglejszych regionów Ziemi unoszą się plastikowe drobiny. W położonym na południu Francji łańcuchu Pirenejów naukowcy odnotowali dzienną koncentrację 365 cząsteczek na metr kwadratowy. Ilość osadu była niewiarygodna. W promieniu 100 kilometrów nie było żadnych oczywistych źródeł mikroplastiku, wspomina Deonie Allen z EcoLab w Szkole Nauk Rolniczych i Przyrodniczych w Tuluzie, główna autorka badania opublikowanego 12 maja 2019 r. w Nature Geoscience.

Mikroplastik – bardzo małe fragmenty odpadów z tworzyw sztucznych – to nowy czynnik zanieczyszczenia atmosfery. Mimo iż jego obecność w oceanach i drogach wodnych zwróciła w ostatnich latach uwagę świata nauki i mediów, tylko dwie dotychczasowe prace badawcze szukały jej śladów w powietrzu. Obserwacje i pomiary przeprowadzono w miastach, a uzyskane wyniki były porównywalne. Wygląda na to, że mikroplastik jest wszechobecny, mówi Allen. Gdy wyjdziesz na zewnątrz z lampą UV, ustawisz długość fali na 400 nanometrów i poświecisz na boki, zobaczysz w powietrzu przeróżne plastikowe cząsteczki. W domach bywa jeszcze gorzej. To dość przerażające. Zespół Allen zbierał próbki przez pięć miesięcy w stacji meteorologicznej znajdującej się 1400 metrów nad poziomem morza.

Najmniejsza drobina, jaką dostrzega ludzkie oko, ma około 40 mikronów. Ponad 50% zebranego mikroplastiku stanowiły cząsteczki mniejsze niż 25 mikronów. Naukowcy ostrzegają, że tworzymy „plastikową planetę”. Ludzie są narażeni na kontakt z mikroplastikiem w trakcie jedzenia i oddychania, lecz skutki zdrowotne są nieznane. Dopiero niedawno rozpoznaliśmy fakt jego występowania w powietrzu, przyznaje Stephanie Wright, uczona z Centrum Środowiska i Zdrowia w londyńskim King’s College. Wiemy, że inne rodzaje cząsteczek wywierają negatywny wpływ na nasze zdrowie. Gdy nie przekraczają 25 mikronów, mogą przedostać się do ludzkiego organizmu przez usta lub nos. Natomiast rozmiar do 5 mikronów pozwala im penetrować tkankę płucną.

Pireneje

Mikroplastik jest lepki i akumuluje metale ciężkie takie jak rtęć i trwałe zanieczyszczenia organiczne (TZO / ang. POP), w tym bromowane środki zmniejszające palność i wielopierścieniowe węglowodory aromatyczne (WWA / ang. PAH). Ich szkodliwość potwierdzono wielokrotnie. Ilość cząsteczek tworzyw sztucznych trafiających do środowiska naturalnego zwiększa się wykładniczo wraz z postępującym wzrostem produkcji tych materiałów. Obecnie są one ważnym składnikiem nawierzchni dróg, cegieł, betonu, farb i wielu innych rzeczy, których kompozycja nie jest nawet kojarzona przez opinię publiczną z plastikiem.

O mikroplastiku krążącym w środowisku wiemy niewiele, przyznaje Wright. Jeszcze bardziej ubogi jest stan wiedzy o nanoplastiku. Nanocząsteczki mogą posiadać odmienne właściwości chemiczne i fizyczne od cząsteczek tego samego materiału o rozmiarach mikro lub większych. Jedną z wyjątkowych cech nanoplastiku jest to, że na powierzchni cząsteczek znajduje się więcej atomów. To czyni je bardziej reaktywnymi chemicznie. Potencjalne zagrożenia dla zdrowia ludzkiego i środowiska ze strony nanoplastiku mogą różnić się od tych, które niesie ze sobą mikroplastik, podkreśla Roman Lehner z Uniwersytetu we Fryburgu. Nikogo nie powinien dziwić fakt, iż mikroplastik i nanoplastik są wszędzie. Niestety, technologia do wykrywania tego ostatniego jeszcze nie istnieje.

Testy laboratoryjne wykazały szkodliwe oddziaływanie nanoplastiku na organizmy wodne. Spożywane przez nie cząsteczki polistyrenowe bez przeszkód przenikały przez ściany komórkowe, zmieniały zachowanie osobników i zaburzały funkcje endokrynologiczne. Podczas eksperymentów laboratoryjnych nanoplastik przebijał się przez ściany komórkowe próbek ludzkich jelit. Aktualnie nie prowadzi się praktycznie żadnych badań nad nanoplastikiem atmosferycznym i jego oddziaływaniem na zdrowie ludzkie i środowisko naturalne, kontynuuje Lehner. Nie znamy wszystkich potencjalnych zagrożeń. Jednak można założyć, że są one znaczące, co uzasadnia kontynuowanie badań.

A co z biotworzywami lub plastikiem biodegradowalnym? Zamieniają się w mikroplastik, którego nie widzimy, stwierdza Allen.

Plastik składa się na blisko 80% odpadów dryfujących we Wszechoceanie. Ulega on stopniowemu rozpadowi na coraz mniejsze fragmenty. Badacze z Uniwersytetu w Lund (Szwecja) przyjrzeli się wpływowi nanowymiarowych drobin na zwierzęta wodne. Wyniki ich dochodzenia zostały opisane 7 listopada 2014 r. w Environmental Science and Technology. Zooplankton, który ma w sobie nanoplastik, jest źródłem pokarmu dla wielu innych gatunków. Naukowcy zbadali więc następstwa obecności plastikowych cząsteczek na wyższych piętrach łańcucha pokarmowego. Okazało się, iż ryby żywiące się skażonymi rozwielitkami zmieniły swoje zachowania łowne i straciły apetyt. Kilka analiz ujawniło też, że nanocząsteczki posiadają zdolność do przekraczania biologicznych barier, np. mózgu i ścianek jelita.

Biorąc pod uwagę wszędobylski charakter mikroskopijnych cząstekczek plastiku, ich oddziaływanie na organizmy morskie, zwłaszcza na wchłaniające je filtratory, jest powodem do niepokoju, stwierdzili autorzy pracy badawczej zamieszczonej 22 grudnia 2015 r. w Proceedings of the National Academy of Sciences. Eksperci z francuskiego Instytutu Badań nad Użytkowaniem Morza zanalizowali wpływ mikroplastiku na pacyficzne ostrygi (Crassostrea gigas): jedną ich grupę karmili mieszanką mikrokulek polistyrenowych i mikroalg, z kolei grupie kontrolnej podawali wyłącznie mikroalgi. Najpoważniejszy skutek był taki, że dodatkowy wydatek energetyczny, niezbędny do strawienia mikroalg, zaburzył funkcjonowanie układów rozrodczych. Sperma osobników męskich zwolniła, zaś osobniki żeńskie produkowały mniejsze i mniej liczne oocyty – komórki, które stają się jajami. Potomstwo skurczyło się o 18%, a jego liczebność spadła aż o 41%.

Mieszkaniec Rowu Mariańskiego

Toksyczne chemikalia kumulują się w morskich stworzeniach zamieszkujących najgłębsze rowy oceaniczne Ziemi. Fakt ten ustaliły pierwsze przeprowadzone w tych regionach pomiary zanieczyszczeń organicznych. Często myślimy, że rowy głębinowe są odległe i dziewicze, nietknięte przez człowieka, powiedział Alan Jamieson, badacz głębokiego oceanu z Uniwersytetu Aberdeen (Wielka Brytania). Jego zespół wykrył wysokie koncentracje wytworzonych przez człowieka zanieczyszczeń w podobnych do krewetek skorupiakach zwanych obunogami (Amphipoda). To naprawdę zaskakujące, że znaleźliśmy duże stężenia zanieczyszczeń na tak dużej głębokości, przyznał Jeffrey Drazen, ekolog morski z Uniwersytetu Hawajskiego (USA). Badanie, którego wynikami podzielono się 20 czerwca 2016 r., objęło testy na obecność chemikaliów organicznych w obunogach zebranych na głębokości 7 000–10 000 metrów w Rowie Mariańskim i Rowie Kermadec. Osobniki zawierały polichlorowane bifenyle (PCB) – wykorzystywane do produkcji plastiku, a także jako środki przeciwporostowe powstrzymujące wzrost pąkli na kadłubach statków – i polibromowane etery difenylowe (PBDE), które wchodzą w skład preparatów redukujących palność. Obie substancje chemiczne należą do kategorii związków węglowych zwanych trwałymi (tj. trudnymi do rozbicia) zanieczyszczeniami organicznymi (POP). PCB są rakotwórcze, zaś PBDE zaburzają pracę systemów hormonalnych i rozwój neuronów. Stężenia dioksyn w obunogach z Rowu Mariańskiego są szczególnie wysokie – 15-krotnie przekraczają wartości odnotowane w Kermadec. Są nawet wyższe niż w ujściach dwóch najbardziej zanieczyszczonych rzek świata – Rzeki Perłowej i Liao w Chinach, zwrócił uwagę Jamieson. Rów Kermadec zawiera 5-krotnie większe koncentracje PBDE. Douglas Bartlett, mikrobiolog głębinowy z Instytutu Oceanografii Scrippsów (USA), twierdzi, że odkrycie jest szokujące. Uzmysławia w dramatyczny sposób, iż rowy wcale nie są aż tak odległe i wszystko jest ze sobą połączone, wyjaśnił. Naukowcy podejrzewają, że lokalizacja Rowu Mariańskiego w sąsiedztwie dużych producentów tworzyw sztucznych z Azji, jak również bazy wojskowej Stanów Zjednoczonych na wyspie Guam, mogła przyczynić się do wysokich poziomów PCB. Poza tym wody powyżej rowu stanowią część wiru północnego Pacyfiku – systemu silnych prądów morskich, które mogą przenosić materiały z powierzchni w dół głębokiego morza. Zarówno Rów Mariański, jak i Kermadec mają około 11 kilometrów. Zdaniem badaczy wysokie koncentracje POP są powodem do niepokoju. Oceaniczne rowy mogą być również ważnym pochłaniaczem dwutlenku węgla, który odgrywa kluczową rolę w regulowaniu klimatu, przypomniał Bartlett. Jeśli zanieczyszczenia zaburzają w jakiś sposób zachowanie drobnoustrojów, to należy się zastanowić, co wyrządzają obiegowi węgla.

Najgłębsze rowy oceaniczne Ziemi to „ostatni śmietnik” odpadów plastikowych. Po raz pierwszy uczeni wykryli mikroplastik w organizmach żyjących w strefach zlokalizowanych ponad 6 000 metrów pod powierzchnią morza. Autorzy badania opublikowanego 27 lutego 2019 r. w Royal Society Open Science przyznają, że zjawisko jest znacznie poważniejsze, niż sądzono: Najprawdopodobniej nie pozostały już żadne ekosystemy morskie, które są wolne od zanieczyszczeń z tworzyw sztucznych. Uczeni poddali analizie stworzenia z Rowu Atakamskiego (południowo-wschodni Pacyfik), Nowych Hebrydów, Rowu Kermadec (południowo-zachodni Pacyfik), Rowu Japońskiego (zachodni Pacyfik), Rowu Izu-Ogasawara i Rowu Mariańskiego (północno-zachodni Pacyfik). Występujące tam amfipody (podobne do krewetek skorupiaki, które żerują na dnie) spożyły drobiny plastiku. Poziom konsumpcji zwiększa się wraz z głębokością. Wśród zidentyfikowanych materiałów była bawełna wzmocniona poliestrem, lyocell, wiskoza, ramia, polichlorek winylu i polietylen.

Naukowcy z Uniwersytetu Macquarie przygotowali wodę morską skażoną różnymi stężeniami substancji chemicznych, które wchodzą w skład plastikowych toreb i PCW – dwóch najpopularniejszych tworzyw sztucznych. Następnie zanalizowali wpływ tego środowiska na funkcjonowanie najliczniejszego organizmu fotosyntetyzującego na Ziemi – Prochlorococcus. Bez tych bakterii złożone życie byłoby niemożliwe, ponieważ to od nich zależy jego równowaga. Jako fundament oceanicznego łańcucha pokarmowego wytwarzają 10% planetarnego tlenu. Wyniki eksperymentu, opublikowane 14 maja 2019 r. w Nature Communications: Biology, nie pozostawiły wątpliwości, że skala negatywnych konsekwencji oddziaływania zanieczyszczeń z tworzyw sztucznych jest znacznie większa, niż sądzono: zmalało tempo wzrostu bakterii, liczebność ich populacji i całkowita produkcja tlenu.

Proces fragmentacji tworzyw sztucznych uwalnia dodatki chemiczne, które nadają materiałowi użytecznych cech takich jak barwa, sztywność, elastyczność, odporność na ogień czy bakterie. Dotychczasowe badania wykazały, iż obecność tych chemikaliów w wodzie słodkiej i pitnej wyrządza poważne szkody – od obniżonego wskaźnika reprodukcji i wylęgania u ryb po zaburzenia równowagi hormonalnej, zmniejszoną płodność, bezpłodność, choroby układu krążenia, cukrzycę i raka u ludzi. Cywilizacja przemysłowa produkuje 250 miliardów ton substancji chemicznych rocznie. Europejska Agencja Chemikaliów szacuje, że w laboratoriach stworzono do tej pory ponad 148 tysięcy związków. Amerykański Departament Zdrowia kalkuluje, iż każdego roku wprowadza się do użytku 2 tysiące nowych. Program Środowiskowy ONZ alarmuje, że ich większość nigdy nie jest badana pod kątem wpływu na zdrowie ludzi i pozostałych zwierząt.

Pierwsze badanie mające oszacować ilość zanieczyszczeń z tworzyw sztucznych trafiających do organizmu ludzkiego wykazało, że przeciętny dorosły spożywa i wdycha co najmniej 50 000 cząsteczek mikroplastiku rocznie, natomiast dziecko 40 000. Niestety, rzeczywista liczba może być wielokrotnie większa, ponieważ analizie poddano tylko część dostępnej żywności i napojów. Naukowcy poinformowali, że osoby pijące regularnie wodę butelkowaną konsumowały aż 130 000 cząsteczek rocznie, czyli średnio 22 razy więcej od osób ograniczających się do korzystania z wody z kranu. Wpływ toksycznego mikroplastiku na zdrowie człowieka nie został dotychczas zbadany, mimo że przenikające przez tkankę drobiny mogą wywołać nawet reakcje immunologiczne. W pracy badawczej, której wyniki opublikowano 5 czerwca 2019 r. w Environmental Science and Technology, naukowcy zestawili dane z 26 wcześniejszych analiz ilości cząsteczek mikropalistiku w rybach, skorupiakach, cukrze, soli, piwie, wodzie i miejskim powietrzu z zaleceniami dietetycznymi rządu USA.

Wszyscy jesteśmy skażeni plastikiem. Cząsteczki z plastikowej butelki wyrzuconej do oceanu w Azji kończą w jedzeniu spożywanym przez Amerykanów. Wyprodukowany plastik z pewnością trafi do morza. Nasze niekończące się machinacje prowadzą ku masowemu wymieraniu. Jesteśmy jednymi z wielu zwierząt, które wyginą. Ironia polega na tym, że powodem będzie nasza inteligencja. Dr Curtis Ebbesmeyer, oceanograf (wypowiedź z 13 grudnia 2016 r.)

Jeśli uzna Pani/Pan moją pracę za wartościową i zasługującą na symboliczne wsparcie, proszę rozważyć możliwość zostania moim Patronem. Dziękuję.

Oprac. i tłum.: exignorant

Opublikowano Biosfera, Oceany, Wymieranie gatunków

Globalna Elita Władzy

Skrót artykułu Roberta J. Burrowesa.

W swojej książce/badaniu z 2018 r. pt. Giganci: Globalna Elita Władzy (Giants: The Global Power Elite) Peter Phillips, profesor socjologii politycznej z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Sonomie (USA), opisuje siedemnaście największych na świecie spółek zarządzających aktywami (m.in. BlackRock i JP Morgan Chase). Łącznie dysponują one kapitałem o wartości 50 bilionów dolarów (dane z 2019 r.). To niewyobrażalne bogactwo należy do tysięcy milionerów, miliarderów i korporacji.

Prof. Peter Phillips

Ponadto autor identyfikuje najważniejsze sieci Globalnej Elity Władzy i jej uczestników. Wymienia 389 osób (wśród nich jest niewiele kobiet i finansistów spoza Stanów Zjednoczonych i Europy Zachodniej) planujących politykę sprzężonych podmiotów pozarządowych, które optymalizują i bronią procesu nieprzerwanej koncentracji kapitału. Globalna Elita Władzy pełni dwie kluczowe funkcje integrujące: definiuje ideologiczne usprawiedliwienia swoich interesów i określa parametry postępowania ponadnarodowych organizacji rządowych i kapitalistycznych państw narodowych.

W poszukiwaniu zysku

199 dyrektorów siedemnastu Gigantów łączą bliskie relacje w ramach licznych stowarzyszeń, w tym Światowego Forum Ekonomicznego, Międzynarodowej Konferencji Walutowej, afiliacji uniwersyteckich, rad politycznych, klubów i przedsięwzięć kulturalnych. Można wyciągnąć bezpieczny wniosek, że wszyscy znają się osobiście lub za pośrednictwem wspólnego kontekstu pozycji władzy, pisze prof. Phillips.

Dyrektorzy stanowią rdzeń międzynarodowego kapitału. Jednostki mogą przejść na emeryturę lub umrzeć, dlatego ich stanowiska przejmują podobni ludzie, co czyni ogólną strukturę samoodnawiającą się siecią globalnej kontroli kapitału. 199 osób oddaje się wspólnemu dążeniu, jakim jest maksymalny zwrot z inwestycji. Jest on osiągany z zastosowaniem wszelkich niezbędnych środków – legalnych lub nie. (…) Ustalenia instytucjonalne i strukturalne w systemie zarządzania światowym kapitałem bezwzględnie szukają sposobów na uzyskanie największego zwrotu z inwestycji. (…) Warunki sprzyjające manipulacjom – zgodne z prawem lub nie – są zawsze obecne.

Zawarta w badaniu dokumentacja pokazuje, że Giganci inwestują w siebie nawzajem i w setki finansowych prawie-gigantów. Skutkuje to skoordynowaniem przepływu dziesiątek bilionów dolarów w pojedynczej, rozbudowanej sieci globalnego kapitału, kontrolowanej przez bardzo wąskie grono decydentów. Ich współpraca polega na rozpoznawaniu okazji do inwestowania, sporządzaniu umów o ryzyku oraz opracowywaniu porozumień politycznych, które sprzyjają systemowi generującemu zyski.

Trzonem globalnej gospodarki jest 150 korporacji potężniejszych od większości państw. Posługują się one przepisami Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Światowej Organizacji Handlu, by udzielać krajom pożyczek i zmuszać je do kupowania produktów, których sprzedaż jest na rękę Wielkiemu Kapitałowi. Dzięki Gigantom przedsiębiorstwa te operują niemal wszędzie.

Priorytetem Gigantów jest zapewnienie średniego zwrotu z inwestycji na minimalnym poziomie 3–10%. Charakter inwestycji nie ma znaczenia. Liczy się jedynie to, co może ona dostarczyć: zwroty warunkujące stały rynkowy wzrost. W konsekwencji inwestowanie w wyroby tytoniowe, broń wojenną, toksyczne chemikalia, zanieczyszczenia i inne destrukcyjne towary i usługi oceniane jest wyłącznie pod kątem intratności. Koszty społeczne i środowiskowe nie są brane pod uwagę – nikt nie ma wyrzutów w związku z nabywaniem akcji 100 największych koncernów, które pompują do atmosfery 70% cywilizacyjnego dwutlenku węgla.

Kapitał musi rosnąć. Pula inwestycji kurczy się gwałtownie, co prowadzi do niebezpiecznych spekulacji. Przyspiesza zaciekła prywatyzacja wszystkiego – całego świata. Mimo to pieniędzy jest więcej niż rzeczy, w których można je ulokować. Stąd potrzeba niekończącej się wojny.

Facylitatorzy systemu

Klaus Schwab, szef WEF

Prof. Phillips akcentuje znaczenie transnarodowych instytucji unifikujących. Bank Światowy (World Bank), Międzynarodowy Fundusz Walutowy (International Monetary Fund – IMF), G30, G20, G7, Światowa Organizacja Handlu (World Trade Organization – WTO), Światowe Forum Ekonomiczne (World Economic Forum – WEF), Komisja Trójstronna (Trilateral Commission), Grupa Bilderberg (Bilderberg Group), Bank Rozrachunków Międzynarodowych (Bank for International Settlements – BIS), Rada ds. Stosunków Zagranicznych (Council on Foreign Relations – CFR) i Międzynarodowa Konferencja Walutowa (International Monetary Conference) są instytucjonalnymi mechanizmami budowania konsensusu w szeregach Ponadnarodowej Klasy Korporacyjnej, jak również wdrażania polityki elity władzy. Te międzynarodowe instytucje służą interesom Gigantów – wspierają politykę i przepisy, które chronią nieograniczoną cyrkulację kapitału i egzekwowanie zobowiązań finansowych.

W ponadnarodowej sieci ważnym ogniwem planowania jest Grupa Trzydziestu (32 członków) i rozszerzony komitet wykonawczy Komisji Trójstronnej (55 członków). Te korporacje non-profit formułują politykę elit i wydają instrukcje dotyczące jej realizacji przez ponadnarodowe instytucje rządowe: G7, G20, IMF, WTO i Bank Światowy. Grupa 85 członków (wraz z personelem badawczym i posiłkowym) czuwa, by globalna ekspansja kapitału odbywała się bez przeszkód. Chociaż na czele węzłowych instytucji stoją przedstawiciele państw i bankierzy centralni (z proporcjonalną władzą sprawowaną przez naczelnych stronników finansowych takich jak USA i kraje UE), analiza skupia się na pozarządowych grupach, ponieważ dyktują one politykę transnarodową i pomagają jednoczyć elity władzy kapitalistycznej jako klasę. Osoby zatrudnione w tych organizacjach są facylitatorami światowego kapitalizmu.

Rada Atlantycka jest czołowym strategiem politycznym. Utrzymuje ją potężny, prywatny budżet. W jej skład wchodzą reprezentanci państw NATO – nie mówimy o członkach rządów, tylko ekspertach ds. bezpieczeństwa i inwestycji oraz oficjelach korporacyjnych wysokiego szczebla. Organizacja publikuje roczne raporty, a następnie przekazuje je potentatom public relations – Omnicom Group, Interpublic Group i NATIONAL Public Relations (WPP) – którzy wydają komunikaty prasowe dla rządów, departamentów stanu i koncernów. Światowe media korporacyjne – podlegające sześciu konglomeratom (AT&T, CBS, FOX, Comcast, Disney i Viacom), których właścicielami są Giganci – serwują te treści opinii publicznej w formie „wiadomości”. Składają się one na 80% przekazu informacyjnego.

Socjologia elity

Badanie zwraca uwagę na istotne rozróżnienie: Socjologia elit jest ważniejsza od poszczególnych przedstawicieli. Niektóre najbogatsze jednostki i rodziny zadowalają się czerpaniem korzyści z systemu i jego pomocniczych instrumentów rządowych i ponadnarodowych. Inne osoby i rody angażują się politycznie i manipulują głównymi instytucjami, by nie tylko mnożyć swoje profity, lecz także kształtować świat.

Prof. Phillips przyjrzał się bliżej dyrektorom rozporządzającym 50 bilionami dolarów – streścił ich biografie i zestawił dostępne informacje o majątkach. Mężczyźni reprezentują podobny styl życia i orientację ideologiczną. Wzrost kapitału uznają za uniwersalne panaceum i są ślepi na jego destrukcyjność. Posiadają wiele domów i udziałów w jednym lub kilku Gigantach. Ukończyli prestiżowe uniwersytety i szybko awansowali w szeregach Globalnej Elity Władzy. Co najmniej 69 z nich regularnie bierze udział w Światowym Forum Ekonomicznym (udziela się podczas paneli lub wygłasza prelekcje). Ujawniono, iż firmy, którym szefują, wchodzą w nielegalne zmowy. Kary finansowe nakładane przez rządy są przez nich postrzegane jako jeden z aspektów biznesu. Kierunku ich poczynań nie wytyczają względy prawne lub moralne. Każda pozorna troska o ludzi i planetę jest zabiegiem obmyślonym, mającym promować „stabilność”, a ściślej – stabilny (tj. opłacalny), niezaburzony klimat inwestycyjny i konsumencki.

Agenda Międzynarodowej Konferencji Walutowej – zwołanego po raz pierwszy w 1956 r., corocznego spotkania kilkuset najważniejszych bankierów – zdradza tę amoralność: Żadna z pozycji porządku obrad nie uwzględnia społeczno-gospodarczych następstw inwestycji – ich wpływu na ludzi i środowisko naturalne. Komentarz ten odnosi się w równym stopniu do każdego forum elit. Wystarczy zapoznać się z programem zlotu WEF w Davos. Wzmianki o „trosce” są wyłącznie przykładem wprowadzającej w błąd retoryki.

Agenci elity

Oczywiście globalna elita nie może samodzielnie zawiadywać systemem światowym – potrzebuje agentów/intendentów do sprawowania kontroli nad jednostkami i społeczeństwami. Prymat interesów Globalnej Elity Władzy i Ponadnarodowej Klasy Korporacyjnej jest w pełni respektowany przez główne instytucje społeczne. Rządy, służby wywiadowcze, decydenci, uniwersytety, siły policyjne, wojsko i media korporacyjne pracują zgodnie na rzecz ochrony i podtrzymania tych żywotnych interesów.

Innymi słowy, dzięki potędze ekonomicznej Giganci panują nad wszystkimi instytucjami, które wcielają w życie ich politykę. Niezależnie od tego, czy są to rządy; narodowe siły zbrojne; „wojskowi podwykonawcy” i najemnicy; kluczowe agencje „wywiadowcze”; systemy prawne; aparaty ścigania; organizacje pozarządowe, akademickie i edukacyjne; sektor public relations; korporacyjne środki masowego przekazu; przemysł medyczny i farmaceutyczny. Każdy z tych instrumentów jest całkowicie podporządkowany elitom i w zależności od potrzeb używany do dezinformowania, okłamywania, osłabiania, zastraszania, prześladowania, eksploatowania i/lub fizycznego eliminowania wszelkiej opozycji.

W obronie władzy elity

Siedziba NATO w Brukseli

Prof. Phillips zauważa, że elitę władzy nieustannie martwi widmo buntu „krnąbrnych wyzyskiwanych mas” przeciwko strukturze skoncentrowanego bogactwa. Obrona globalnego kapitału jest głównym powodem, dla którego budżet NATO stanowi obecnie 85% światowych wydatków na armię. Globalna Elita Władzy posługuje się sojuszem i imperium militarnym USA dla własnego bezpieczeństwa. Jest to część strategii ekspansji i dominacji wojskowej, zgodnie z którą NATO i Rada Atlantycka są oddane zabezpieczaniu interesów i kapitału Ponadnarodowej Klasy Korporacyjnej.

Pentagon administruje 800–1000 baz. Żołnierze Stanów Zjednoczonych są rozmieszczeni w 70% państw świata. Dowództwo Operacji Specjalnych USA (SOCOM) komenderuje dzisiaj oddziałami w 147 krajach (wzrost o 80% od 2010 r.). Siły te straszą, podkopują i obalają rządy sprzeciwiające się Wielkiemu Kapitałowi. Przeprowadzają też regularne akcje antyterrorystyczne i kontrrewolucyjne (ataki dronów i obławy typu „zabij”/„przechwyć”) przeciwko grupom i zbiorowościom stawiającym opór, określanym zazwyczaj mianem „terrorystów”.

„Wojna z terroryzmem” w rzeczywistości jest obroną globalizacji, niezakłóconego obiegu kapitału, hegemonii dolara i dostępu do złóż ropy naftowej. „Kampania” nie ma nic wspólnego ze zwalczaniem terroryzmu (który faktycznie prowokuje i finansuje, by odgrywał rolę przykrywki lub narzędzia) i szerzeniem demokracji. Słowa „wolność i demokracja” oznaczają wolność dla penetracji kapitałowej. Prawdziwa demokracja jest tępiona – obywatele nie mogą oddolnie decydować o swoim losie, ograniczać przepisami i regulacjami korporacyjnego procederu.

Potęga wojskowa USA jest przedłużeniem kolonializmu – wspomaga posłuszne rządy/kliki, które stosują się do wytycznych imperialnego programu opartego na plądrowaniu surowców i wykorzystywaniu obywateli. Wojna permanentna jest ekonomicznym zaworem bezpieczeństwa dla nadwyżki kapitałowej. Gigantom i Ponadnarodowej Klasie Korporacyjnej gwarantuje inwestycje i zwrot z kapitału. Wojna oznacza też represje – poprzez strach utrzymuje cierpiące masy w stanie uległości.

Implikacje prymatu zysku

Cały system potęguje nierówność społeczną. Neoliberalnym rozwiązaniem kryzysu jest ograniczanie wydatków na ludzkie potrzeby i jednoczesne ich zwiększenie na „bezpieczeństwo”. To świat instytucji finansowych pogrążonych w szaleństwie, gdzie na upadek gospodarczy reaguje się drukowaniem pieniędzy (tzw. rozluźnienie ilościowe). To świat wojny bez końca, gdzie najpierw finansuje się destrukcję, a potem odbudowę – cykl, który przynosi krocie Gigantom i globalnym sieciom władzy ekonomicznej. To świat morderczych dronów i pozasądowych egzekucji – śmierci i zniszczenia w kraju i za granicą.

Jakie są implikacje tego stanu rzeczy? Prof. Phillips odpowiada jednoznacznie: Koncentracja chronionego bogactwa doprowadziła do sytuacji, w której ubóstwo, wojna, głód, powszechna alienacja, propaganda medialna i dewastacja przyrody osiągają poziom zagrożenia egzystencjalnego. Uświadamiamy sobie, że ludzkość może wyginąć. Π

Jedną z najczęściej przemilczanych przyczyn zgonów jest dzisiaj „przemoc strukturalna”. Stosowana wobec niższych klas społecznych, pozwala osiągać zyski lub unikać strat. Do jej przejawów należy brak opieki medycznej, obniżka płac, gentryfikacja itp. Przemoc strukturalna uśmierca najwięcej ludzi na świecie. Badanie przeprowadzone przez kanadyjskich uczonych Gernota Kohlera i Normana Alcocka pt. Empiryczna tabela przemocy strukturalnej wykazało, iż rokrocznie systemowe ubóstwo pozbawia życia 18 milionów osób.

Obecnie 80% ludzkiej populacji podtrzymuje swoją egzystencję za mniej niż 10 dolarów dziennie. Zaledwie 20% to tzw. klasa średnia. Niecały 1% stanowi Ponadnarodowa Klasa Kapitalistyczna, która włada 90% bogactwa świata. Połowa ludzkości żyje za mniej niż 2,5 i 1,25 dolara dziennie. Z głodu umiera każdej doby 30 tysięcy osób. Można bez problemu wykarmić wszystkich. Jedna trzecia żywności zwyczajnie się marnuje. Jej dystrybucja po prostu nie jest dochodowa. Wielki Kapitał klasyfikuje głodujących jako osobniki zbędne.

Wiele przykładów przemocy strukturalnej można zaobserwować w najbogatszym państwie świata. Analitycy z Uniwersytetów Harvarda i Cambridge obliczyli, że brak ubezpieczenia zdrowotnego zabija w USA blisko 45 tysięcy osób rocznie (odpowiednik 41 zamachów terrorystycznych o skali ataku na World Trade Center dziennie). Ubezpieczenie nie obejmuje około 45 milionów Amerykanów (dodatkowe miliony nie mają ochrony całorocznej). Według sondażu Instytutu Gallupa w 2018 r. obywatele mocarstwa pożyczyli 88 miliardów dolarów, by pokryć koszty leczenia; jeden na czterech zrezygnował z terapii, bo nie było go na nią stać.

W branży „ochrony” pracuje obecnie około 15 milionów ludzi. Absolutnym jej liderem jest G4S. Drugi największy prywatny pracodawca świata – zatrudnia 625 tysięcy osób w 95 krajach – jest wart 200 miliardów dolarów. Najemni ochroniarze i zabójcy G4S mają kontrakty korporacyjne i państwowe w Afryce i Ameryce Południowej, strzegą nielegalnych osiedli izraelskich na Zachodnim Brzegu Jordanu, tłumią protesty przeciwko budowie rurociągów, pilnują banków, zarządzają więzieniami itd. Wkrótce będą „czuwać” nad „bezpieczeństwem krajowym”.

Jeśli uzna Pani/Pan moją pracę za wartościową i zasługującą na symboliczne wsparcie, proszę rozważyć możliwość zostania moim Patronem. Dziękuję.

Wpisy powiązane tematycznie:  Bank Światowy, tworzenie ubóstwa i banalność zła, Religijny ekstremizm w służbie kapitału, Wojna to przekręt, „Globalizacja” kontra życie, Gospodarka wojny permanentnej, Ocalić, czyli zniszczyć, Zielona maska, Ostatnia ofensywa przeciwko obrońcom życia, Najbogatsi planują ucieczkę

Oprac. i tłum. exignorant

Opublikowano Gospodarka, finanse, surowce i energia, Imperializm, militaryzm i [neo]kolonializm