Dlaczego Trump

Skrót artykułu Raúla Ilargi Meijera z 26 września 2016.

donald-trumpNadszedł koniec modelu, na którym bazowały nasze społeczeństwa. Dlatego pojawił się Trump.

Nie ma wzrostu. Od lat. Pozostały nam jedynie puste, pulsujące liczby giełdy papierów wartościowych podpierane przez niesłychanie tani dług i wykup własnych akcji przez przedsiębiorstwa. Są jeszcze statystyki zatrudnienia ukrywające miliony osób spoza siły roboczej. Lecz przede wszystkim mamy zadłużenie, publiczne i prywatne, które nie jest w stanie utrzymać iluzji wzrostu.

Fałszywe dane mają tylko jeden cel: są spektaklem na użytek opinii publicznej, by sprawujący władzę mogli pozostać w swoich pluszowych fotelach. Jednak spuszczona przez nich kurtyna nie mogła wiecznie ukrywać Czarnoksiężnika z Oz. Teraz idzie w górę.

Właśnie to oznacza popularność Trumpa, Brexitu, Le Pen i pozostałych. To koniec. Mechanizm napędowy naszej egzystencji utracił swój kierunek i energię.

Kres globalnego wzrostu gospodarczego spowoduje nieuchronnie upadek centralizacji i globalizacji. Zakończy również istnienie najpotężniejszych międzynarodowych instytucji – ONZ, Unii Europejskiej, NATO czy MFW.

Podobnie będzie to śmierć niemal wszystkich tradycyjnych partii politycznych, które zarządzały krajami od dziesięcioleci i już dzisiaj mają rekordowo niskie poziomy poparcia.

Nie jest to kwestia chęci i preferencji danej jednostki czy grupy ludzi – to kwestia „sił”, które są poza naszą kontrolą; które są potężniejsze niż nasze opinie, mimo że za ich uwolnienie może odpowiadać człowiek.

Liczne grono mniej lub bardziej błyskotliwych komentatorów łamie sobie głowy, skąd wziął się Trump, Brexit, Le Pen i wszystkie te „nowe” straszne zjawiska, ludzie i partie. Formułowane są chwiejne teorie tłumaczące, że to przez staruszków, biedaków, rasistów, bigotów i głupków, którzy nigdy wcześniej nie głosowali.

Wygląda na to, że nikt tak naprawdę nie zna i nie rozumie przyczyny. Co jest dziwne, bo nietrudno ją pojąć. Powodem tego wszystkiego jest koniec wzrostu gospodarczego. A skoro przeminął wzrost, to samo spotka ekspansję i centralizację w niezliczonych jej formach.

Wygasł napęd ogólnoświatowy i paneuropejski. Dalsze trwanie zjednoczonej Ameryki wcale nie jest przesądzone. Tworzy się masowy ruch kilkudziesięciu osobnych krajów i społeczeństw, które zaczynają koncentrować się na sobie. Każdy z tych podmiotów ma poważne kłopoty.

Rozeznanie się w całej sytuacji mocno utrudnia fakt, że nikt nie chce zauważyć powyższych trendów. A przecież gorzkie opowieści o biedzie napływają z miejsc pochodzenia Trumpa, Brexitu i Le Pen.

Pozytywne wiadomości o wzroście produkowane taśmowo przez 24 godziny na dobę przez polityczno-ekonomiczno-medialną machinę tylko w pewnym stopniu tłumaczą brak autorefleksji i uznania realiów. Decyduje o nim głównie to, kim jesteśmy. Sądzimy, że zasługujemy na wieczny wzrost.

Marine Le Pen, Donald Trump i Nigel Farage mogą być przeciwni większej centralizacji, ale żadne z nich nie ma pojęcia o tym, że wzrost się skończył. Nie różnią się pod tym względem od Hillary, Hollande’a i Merkel. Dlaczego właśnie oni mają posłuch? W Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Francji nie pozostał już nikt, kto występował onegdaj w imieniu „ubogich i uboższych”. Tymczasem liczba biednych rośnie w zawrotnym tempie. Po prostu ludzie ci nie mają do kogo się zwrócić.

Donald Trump – piszę te słowa kilka godzin przed pierwszą prezydencką debatą – może przegrać wybory, lecz tak naprawdę nie ma to znaczenia. Jest jedynie figurantem w wydarzeniach, których nie kontroluje. Ma do odegrania rolę, której nie napisał. Jeżeli wygra, jego program, tak jak w przypadku reszty pretendentów, będzie zorientowany na większy wzrost – cel niedostępny.

Nowy paradygmat najpewniej doprowadzi do wojen i chaosu, bo nikt nie był skłonny nawet wspomnieć o możliwości zaniku wzrostu, a zatem każdy będzie szukał okazji, by wycisnąć wzrost z każdego dostępnego miejsca, od sąsiadów począwszy, a na najsłabszych państwach świata skończywszy. Powtórka z Imperium Rzymskiego, kiedy to centrum coraz mocniej dusiło peryferie, aż Barbarzyńcy i Wizygoci uznali, że więcej już nie zniosą.

Oto znaczenie Donalda Trumpa i Brexitu. Nie zrozumiemy ich fenomenu, jeśli nie obierzemy szerszej perspektywy, nie przyjrzymy się historii, a przede wszystkim nie uznamy ewentualności, że w ekonomii wieczny wzrost faktycznie może być tym, czym jest dla fizyki: mrzonką.

Tłumaczenie: exignorant

Opublikowano Gospodarka, finanse, surowce i energia

Ocalone przed cierpieniem

the-hunger-by-david-r-wetzel-joseph-wetzel

„Głód”, Joseph Wetzel (2013)

Zacznę od tego, że nie piszę niniejszego eseju, by publicznie się biczować. Nie szukam też współczucia. Chcę wyrazić, w jakim stopniu zinternalizowałam powagę planetarnego wymierania i zainicjować rozmowę na temat osobistych poświęceń wobec koszmarnej przyszłości. Cóż z tego, że ostatecznie może to nie mieć znaczenia. Otwarte forum do dyskusji pozwoli niektórym z nas poczuć się mniej samotnie. W dzisiejszym świecie jawnie potępia się ludzi podejmujących decyzje w oparciu o przyszłość, której nie uznają i o której nie śmią wspomnieć najpotężniejsze podmioty (rządy, korporacje, instytucje akademickie, media etc.). Dzięki interakcji z osobami o podobnych poglądach dokonanie rozsądnych wyborów w obliczu szaleństwa może być łatwiejsze.

Od 2012 roku śledzę podsumowanie klimatycznych ustaleń badawczych. Nie pamiętam dokładnie, jak się na nie natknęłam, ale tak się stało i przedstawione informacje wstrząsnęły mną. Miały sens. Nie byłam jednak skłonna ślepo zrewidować swoich przekonań bazując na dociekaniach jednego analityka. Przeprowadziłam własne dochodzenie. Oddałam się lekturze książek i artykułów, obejrzałam wywiady. Sporo czasu spędziłam czytając internetowe komentarze. Większość z nich to bzdury, ale w śmietniku tym kryło się kilka klejnotów. Przyjrzałam się też bardzo wnikliwie kondycji otaczających mnie realiów. Nic nie mogłam na to poradzić – wszystko, co ujrzałam krzyczało: NIE DO UTRZYMANIA. I wtedy postanowiłam, że swój namiot rozstawię – na dobre i na złe – w obozie „fatalistów”.

Od tego momentu moje podejście do codzienności uległo zasadniczej transformacji. Jako ktoś, kto przeszedł ciężkie chwile w wielu sferach życia, byłam zaznajomiona z poszukiwaniem pociechy w każdej sytuacji. Jednak świadomość, iż próby budowania bardziej tradycyjnej, akceptowanej społecznie egzystencji są daremne nasiliła moje hedonistyczne skłonności. Zaangażowałam się w wiele wątpliwych zajęć, ale byłam zadowolona. Wierzyłam, że moje podejście do życia jest względnie zrównoważone. Za bardzo obchodziło mnie dobro innych, by zatracić się w nieprzemyślanych zachowaniach. Przynajmniej tak mi się wydawało.

Przejdę do sedna – minionego lata wpadłam. Mam 27 lat, jestem samotna, kończę uniwersytet. Moje zadłużenie studenckie wymknęło się spod kontroli, ojciec jest bankrutem. Nie uważam siebie za „dobry materiał na matkę”. Kiedy ochłonęłam po początkowym szoku wywołanym informacją o ciąży, mój stan emocjonalny zmienił się. Organizm zalały hormony. Ogarnęło mnie uczucie spokoju, jakiego nigdy wcześniej nie doświadczyłam. Chociaż zmagałam się z mdłościami i miażdżącym zmęczeniem, odczuwałam osobliwą troskę o rozwijające się we mnie nieplanowane życie. Ale nawet przy tych promieniujących od wewnątrz, kojących doznaniach, nie potrafiłam zignorować wniosków, które wyciągnęłam. Miałam wydać na świat dziecko, mimo przytłaczających dowodów, że nie będzie miało warunków, by żyć pełnią życia? Albo żyć w ogóle? Zadręczałam się. Uprawiałam gimnastykę psychiczną: Może postradałam zmysły i dowody są błędne? Może technologia naprawdę nas uratuje? Niestety (a może wręcz przeciwnie), nigdy nie byłam zdolna, by na długo poddać się myśleniu urojeniowemu. Wiedziałam, co muszę zrobić.

Kwadrans przed rozpoczęciem procesu przerwania ciąży miałam pierwsze i jedyne badanie USG. Wpatrywałam się tępo w sufit, kiedy lekarz poinformował mnie, że noszę w sobie bliźnięta. Wiadomość wzbudziła dwa przeciwstawne uczucia: jestem potworem niszczącym coś wyjątkowego; podjęta decyzja jest absolutnie słuszna. Wkrótce potem zabrano mnie na salę i wręczono pigułkę, która zatrzymuje produkcję progesteronu – hormonu kluczowego dla ciąży. Nie wahałam się. Połknęłam ją natychmiast i przesądziłam nasze losy. Drugi zestaw tabletek przyjętych nazajutrz przyniósł niewypowiedziany fizyczny ból, którego nigdy nie zapomnę i na który w pełni zasłużyłam. Tydzień później w moją nadal krwawiącą macicę wprowadzono wkładkę.

Refleksje o ciąży i jej usunięciu towarzyszą mi codziennie od miesięcy. Czuję głęboki smutek i żal, że byłam na tyle lekkomyślna i nieostrożna, by zajść w ciążę. Czuję w swoim sercu przeszywający ból, bo odrzuciłam niespodziewaną okazję, by zostać mamą. Co wieczór leżę w łóżku wypełniona rozpaczą i nienawiścią do samej siebie. Lecz po upływie dwudziestu minut zapala się światło. Pamiętam, jaki jest świat i dokąd zmierza. Wiem, że zapobiegłam wkroczeniu dwóch istot w to popieprzone miejsce. W końcu mogę zasnąć.

E. Farber, 26 listopada 2015

reuters_logoWidmo głodu skłania Wenezuelki do sterylizacji [Reuters, 4.08.2016]

Niedobory żywności, inflacja i rozkład służby zdrowia stały się takim źródłem udręki, że coraz większa liczba młodych Wenezuelek decyduje się na sterylizację. Tradycyjne środki antykoncepcyjne, takie jak prezerwatywy i pigułki, praktycznie zniknęły z półek sklepowych. „Posiadanie dziecka oznacza, że skazujemy je na cierpienie,” powiedziała Martinez Milagros, czekająca w parku na sterylizację w miejskim ośrodku zdrowia w Caracas. Jej codzienne życie sprowadza się do poszukiwania pożywienia: wstaje w środku nocy, by zająć miejsce w długich kolejkach do supermarketów, czasem nie ma wyboru i musi zabrać ze sobą swojego synka, który doznaje poparzeń wskutek wielogodzinnego stania na słońcu. „Obawiam się sterylizacji, ale wolę ją od posiadania większej liczby dzieci,” powiedziała kobieta. Chociaż najnowsze krajowe statystyki są niedostępne, lekarze i pracownicy służby zdrowia mówią, że zapotrzebowanie na zabieg rośnie. „Dawniej, kiedy zaszłaś w ciążę, każdy był szczęśliwy,” powiedziała Yessy Ascanio, siedząca w szpitalnej poczekalni 38-letnia matka dwójki dzieci. „Teraz, kiedy kobieta mówi: ‚Jestem w ciąży’, każdy ją beszta. Żal mi młodych kobiet.” Niektóre jej rówieśnice patrzyły nerwowo na pacjentki wywożone po sterylizacji. Ascanio udzieliła im wówczas rady: „Gdy poczujecie lęk, przypomnijcie sobie o kolejkach po jedzenie.” […]

Tłumaczenie: exignorant

Opublikowano Poza nadzieją

Dlaczego upadek jest nieuchronny

new-scientistAutor: Deborah MacKenzie (wersja oryginalna)

2 kwietnia 2008

Każda cywilizacja w dziejach upadła. Dlaczego z naszą miałoby być inaczej?

Thomas Homer-Dixon wątpi, byśmy byli w stanie całkowicie powstrzymać ten proces. Zwraca uwagę na „tektoniczne” naciski, które wyprowadzą nasz sztywny, ściśle zintegrowany system poza zakres warunków, do których jest coraz precyzyjniej dostrojony. Należy do nich wzrost populacji, pogłębiająca się przepaść między bogatymi i biednymi, finansowa niestabilność, proliferacja broni, znikające lasy, nadmierne połowy ryb i zmiana klimatu. Stosując nowe, złożone rozwiązania, zderzamy się z problemem malejących korzyści [przychodów] – w chwili, gdy wyczerpaniu ulegają tanie w eksploatacji surowce i energia.

Stawka jest wysoka. Z historii wiemy, że upadek zawsze przynosi redukcję populacji. „Dzisiejszy poziom zaludnienia zależy od paliw kopalnych i rolnictwa przemysłowego,” mówi Joseph Tainter. „Bez nich nastąpiłoby jego zmniejszenie, które jest zbyt koszmarne, by je kontemplować.”

Kilkoro badaczy formułuje podobne ostrzeżenia od wielu lat. Niepokoi fakt, iż ostatnie odkrycia z zakresu teorii złożoności przyznają im rację. Gdy społeczeństwo przekroczy pewien pułap złożoności, staje się coraz bardziej kruche. W końcu dociera do punktu, w którym nawet stosunkowo niewielkie zaburzenie może doprowadzić do jego rozpadu.

Zdaniem niektórych znajdujemy się w tym punkcie i nadszedł czas, by pomyśleć o zarządzaniu upadkiem.

Degradowanie środowiska

Historia nie jest po naszej stronie. Wystarczy pomyśleć o Sumerach, starożytnym Egipcie i Majach. W swoim bestsellerze z 2005 roku pt. „Upadek” (tyt. org. „Collapse”) Jared Diamond z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles jako przyczynę upadku minionych cywilizacji wskazał degradację środowiska i ostrzegł, że jeśli nie zaprzestaniemy wyniszczania środowiskowych systemów, które podtrzymują życie, spotka nas najpewniej ten sam los.

Lester Brown z Earth Policy Institute w Waszyngtonie zgadza się z tą tezą. Od dawna nawołuje rządy do poszanowania kluczowych zasobów środowiska.

Inni uważają, że problemy cywilizacji sięgają głębiej. Od chwili naszego osiedlenia się, czyli „przez ostatnie 10.000 lat, rozwiązywanie problemów przyniosło wzrost złożoności społeczeństw ludzkich”, przypomina Joseph Tainter, archeolog z Uniwersytetu w Utah, autor książki z 1988 roku pt. „Upadek złożonych społeczeństw” (tyt. org. „The Collapse of Complex Societies”).

Jeżeli nieregularne opady deszczu wywołują nieurodzaj, kopiesz kanały do irygacji. Kiedy wypełnia je muł, organizujesz ekipę do pogłębiania. Gdy większe plony podnoszą liczebność populacji, budujesz kolejne kanały. Kiedy jest ich zbyt wiele, by dokonywać napraw doraźnych, powołujesz biurokrację zarządzającą i opodatkowujesz ludzi, by za nią zapłacić. Gdy podwładni się skarżą, wymyślasz inspektorów podatkowych i system rejestracji wpłaconych kwot. Sumerowie to wiedzieli.

Malejące korzyści

Jednak ma to swoją cenę. Każda dodatkowa warstwa organizacji narzuca koszty pod względem zużycia energii – wspólnej waluty wszystkich ludzkich wysiłków – od budowania kanałów po edukację skrybów. Tainter zdał sobie sprawę, że zwiększająca się złożoność zmniejsza korzyści. Ilość dodatkowego pożywienia, które uzyskuje się dzięki każdej dodatkowej godzinie pracy – lub dżulowi energii zainwestowanej w uprawiany hektar – maleje wraz ze zwiększaniem inwestycji. To samo dzieje się obecnie z topniejącą liczbą patentów, jaka przypada na dolara zainwestowanego w badania pochłaniające coraz więcej inwestycji. „Prawo malejących korzyści występuje wszędzie,” dodaje Tainter.

Aby utrzymać wzrost, społeczeństwa muszą rozwiązywać piętrzące się problemy. Każdy rozwiązany problem pomnaża złożoność. Sukces generuje większą populację, więcej specjalizacji, więcej zasobów do zarządzania, więcej informacji do opanowania – i ostatecznie mniej korzyści z wydanych funduszy.

W końcu, wyjaśnia Tainter, zostaje przekroczony punkt, w którym cała energia i dostępne dla społeczeństwa surowce przeznaczane są jedynie do utrzymania dotychczasowego poziomu złożoności. Uderzenie zmiany klimatu lub „barbarzyńców” wystarczy, by nadwyrężone instytucje załamały się, a porządek publiczny upadł. Po czym wyłania się mniej skomplikowane społeczeństwo, zorganizowane na mniejszą skalę; względnie przejęte przez inną grupę.

Tainter postrzega malejące przychody jako główną przyczynę upadku wszystkich starożytnych cywilizacji, od wczesnych chińskich dynastii po Mykenę, greckie państwo-miasto. Cywilizacje te opierały się na energii słonecznej – pozyskiwanej z żywności, pasz i drewna – oraz wietrze. Kiedy zderzyły się z granicami, wszystko uległo dezintegracji.

Nieuchronny proces

Megamiasto nocą.

Zachodnia cywilizacja przemysłowa stała się większa i bardziej złożona niż którakolwiek przed nią ze względu na użycie nowych źródeł energii, w szczególności węgla i ropy, których dostępność jest ograniczona. Pojawia się coraz więcej oznak malejących korzyści: ilość energii wymaganej, by uzyskać każdy nowy dżul nafty stale rośnie i chociaż nadal korzystamy ze zwyżki światowej produkcji żywności, niezbędne są nieustające innowacje, aby poradzić sobie z destrukcją środowiska i ewoluującymi szkodnikami i chorobami – przyrost plonów na jednostkę inwestycji w innowacje kurczy się.

Czy Tainter ma słuszność? Analiza złożonych systemów sprawiła, że Yaneer Bar-Yam, dyrektor Instytutu Złożonych Systemów w Cambridge (Massachusetts), doszedł do tego samego wniosku, co studiujący historię Tainter. Organizacje społeczne stają się coraz bardziej skomplikowane, ponieważ muszą sobie radzić zarówno z problemami ochrony środowiska, jak i wyzwaniami ze strony społeczeństw sąsiednich, których złożoność odnotowuje podobny wzrost. Prowadzi to do zasadniczej zmiany w sposobie organizacji społeczeństwa, konkluduje Bar-Yam.

Ażeby utrzymać hierarchię, struktura zarządzania nie może być mniej złożona niż kontrolowany przez nią system,” zauważa badacz. Postępujący rozrost złożoności społeczeństwa dodaje kolejne warstwy zarządzania, ale ostatecznie w ramach każdej hierarchii pojedyncza osoba musi pojąć całokształt, a to z czasem zaczyna być niemożliwe.

Powiększająca się sieć powiązań

Zdaniem Thomasa Homer-Dixona, politologa z Uniwersytetu w Toronto i autora książki z 2006 roku pt. „Do góry nogami” (tyt. org. „The Upside Down”), sytuacja do prostych nie należy. „Początkowo powiązania i różnorodność pomagają: jeśli jedna wioska doświadcza nieurodzaju, swoją żywność może pozyskać z innej wsi, gdzie zbiory były udane.”

Jednakże w miarę postępującej multiplikacji powiązań, systemy sieciowe stają się coraz mocniej ze sobą sprzężone. Oznacza to, iż skutki awarii podobnie mogą się mnożyć: im bardziej obie wsie polegają na sobie nawzajem, tym bardziej ucierpią, gdy jedną z nich spotka niepowodzenie. „Złożoność pod pewnymi względami wzmaga kruchość,” zauważa Bar-Yam. „Fakt ten nie jest powszechnie rozumiany.”

Powodem jest to, że mocniej splecione ze sobą sieci zamiast absorbować wstrząsy, zaczynają je przenosić. „Skomplikowane sieci, które ściśle nas ze sobą integrują – i przesyłają ludzi, materiały, informacje, pieniądze i energię – potęgują i przekazują każdy wstrząs,” tłumaczy Homer-Dixon. „Krach finansowy, atak terrorystyczny czy epidemia transferują niemal natychmiastowe efekty destabilizujące z jednej części świata do drugiej.”

Na przykład w 2003 znaczne obszary Ameryki Północnej i Europy utraciły zasilanie, gdy zawiodły pozornie nieistotne węzły w ich sieciach elektroenergetycznych. Natomiast w sezonie bieżącym [2008] Chiny ogarnęło podobne zaciemnienie, gdy obfite opady śniegu uszkodziły linie przesyłowe. Zespolone ze sobą sieci mają potencjał, by rozprzestrzeniać awarie wśród kluczowych przemysłów, ostrzega Charles Perrow z Uniwersytetu w Yale, czołowy autorytet w dziedzinie wypadków industrialnych i katastrof.

Zapaść kredytowa

Zdaniem Perrowa wzajemne powiązania w globalnym systemie produkcyjnym znajdują się już na etapie, w którym „załamanie miejscowe coraz częściej inicjuje załamanie ogólne”. Jest to prawdą szczególnie w odniesieniu do systemów finansowych świata, gdzie współzależność jest wyjątkowo wysoka. „Mamy kryzys zadłużenia z udziałem największego gracza, Stanów Zjednoczonych. Konsekwencje mogą być ogromne.”

Społeczeństwo zintegrowane zachowuje się jak wielokomórkowy organizm,” podkreśla Bar-Yam, „losowa szkoda przypomina odcięcie kawałka owcy.” Przetrwanie zwierzęcia zależy od utraconego fragmentu ciała. I choć mamy niemalże pewność, że dane części są owcy niezbędne, to nie jest jasne – a może być nawet nieprzewidywalne – które składowe naszej ściśle połączonej cywilizacji są krytyczne; uświadomienie może nadejść zbyt późno.

Kiedy przeprowadzamy analizę, prawie każda część ma krytyczne znaczenie, gdy jej ubytek jest dostatecznie duży,” objaśnia Bar-Yam. „Teraz, kiedy jesteśmy w stanie zadawać bardziej wyrafinowane pytania dotyczące takich systemów, odkrywamy, iż mogą być bardzo wrażliwe na wstrząsy. Znaczy to, że cywilizacja jest bardzo krucha.”

Zintegrowany system

Naukowcy reprezentujący inne dziedziny również ostrzegają, że złożone systemy podatne są na upadek. Podobne idee wyłoniły się z badań nad naturalnymi cyklami w ekosystemach. Analizy te bazują na pracach ekologa Buzza Hollinga z Uniwersytetu Florydy. Niektóre ekosystemy rozbudowują swoją złożoność wraz z upływem czasu: kiedy skrawek nowego lasu rośnie i dojrzewa, gatunki o wąskiej specjalizacji mogą zastąpić gatunki niewyspecjalizowane. Biomasa powiększa się, a drzewa, chrząszcze i bakterie tworzą coraz mniej elastyczny, mocniej zintegrowany system.

System ten staje się niezwykle wydajny pod względem zachowania stałości w obliczu normalnego zakresu panujących warunków,” mówi Homer-Dixon. Lecz warunki nienormalne – inwazja owadów, pożar lub susza – mogą spowodować dramatyczne zmiany przetaczające się kaskadowo przez cały system. Końcowym rezultatem może być upadek starego ekosystemu i jego wymiana na nowszy, prostszy.

Globalizacja rodzi to samo zintegrowanie i dostrojenie naszych systemów do wąskiego zakresu warunków, kontynuuje uczony. Redundancja jest systematycznie eliminowana w miarę jak firmy maksymalizują swoje zyski. Niektóre produkty wytwarza tylko jedna fabryka na świecie. Ma to sens w wymiarze finansowym, zaś masowa produkcja maksymalizuje wydajność. Niestety, taki stan redukuje odporność. „Musimy być bardziej selektywni w kwestii zwiększenia nierozłączności i szybkości naszych krytycznych systemów,” zaznacza Homer-Dixon. „Bywa, że koszty przewyższają korzyści.”

Tłumaczenie: exignorant

Opublikowano Kluczowe badania

Imperialna manipulacja humanitaryzmem

Autor: Steven Chovanec (wersja oryginalna)

6 października 2016

5-letni Omran Daqneesh z Aleppo – instrument cynicznej, medialnej manipulacji (autor: Mahmoud Raslan)

5-letni Omran Daqneesh z Aleppo – instrument manipulacji.

Stany Zjednoczone manipulują humanitarnymi obawami, by chronić swoje zastępcze bojówki (ang. proxy) i imperialny projekt ‚zmiany reżimu’ w Syrii. Media i klasy intelektualne posłusznie temu przyklaskują, promując narrację militarnej agresji pod przykrywką „obrony ludności cywilnej”. Te same argumenty „odpowiedzialności za ochronę” doprowadziły do inwazji na Irak i Libię – uruchomiły gwałtowną eskalację masakr, zamętu i proliferacji brutalnego ekstremizmu w tych krajach. Są one hipokryzyjne, bowiem sprzyjając sprawie podboju i dominacji, zapewnią obfitsze żniwo śmierci i zniszczenia w Syrii.

Włodarzy USA nie obchodzi dobro Syryjczyków, chociaż potępiają rosyjską ofensywę w Aleppo. Wyraźnie ilustruje to fakt, iż wspierani przez Amerykanów ludzie winni są tych samych zbrodni, o które oskarża się Rosję i Syrię: masowe ataki, branie na cel cywilów, niszczenie szkół, szpitali itp. Co więcej, ofensywa w Aleppo nie różni się od tego, co Stany Zjednoczone zrobiły w Manbidż, gdzie podczas wyzwalania miasta z rąk ISIS zastosowano ‚taktykę spalonej ziemi’ – ludność cywilna została potraktowana „jak terroryści lub zwolennicy Państwa Islamskiego”. Zachowanie Amerykanów było prawdopodobnie jeszcze gorsze, ponieważ wsławili się przeprowadzeniem najbardziej zabójczego nalotu na cywilów w historii 5-letniej wojny, masakrując najmniej 73 osoby w miejscu, gdzie nie było bojowników Państwa Islamskiego. Operacja Manbidż nie wywoływała moralnego oburzenia w mediach i wśród braci eksperckiej, co jest zrozumiałe, gdyż teniegodne ofiary były naszymi ofiarami, a nie naszych wrogów. To samo można powiedzieć o kampaniach USA w Ajn al-Arab i Faludży, które bez jakiegokolwiek sprzeciwu obróciły zaatakowane miasta w gruzy.

Arabia Saudyjska również nie przejmuje się losem Syryjczyków, ponieważ od dwóch lat prowadzi okrutne oblężenie i bombardowania Jemenu. Odbywa się to przy czynnym wsparciu Stanów Zjednoczonych i bez najmniejszej troski o życie cywilów. Napaść Saudów stworzyła sytuację humanitarną jeszcze bardziej tragiczną niż w Syrii, uzależniając od pomocy co najmniej 19 milionów Jemeńczyków; całkowita szacowana liczba potrzebujących Syryjczyków to 18 milionów.

Turkowie także nie okazują zainteresowania dolą sąsiadów, o czym świadczy ich zachowanie wobec ludności kurdyjskiej. Milczenie (prezydenta) Erdogana na temat Aleppo świadczy o porozumieniu zawartym pomiędzy nim i prezydentem Putinem, w myśl którego Turcja umocni swoją pozycję w północnej Syrii i powstrzyma natarcie Kurdów w zamian za ograniczenie swojego wsparcia dla rebeliantów i powstańców w Aleppo.

Prawdziwym powodem, dla którego Amerykanie potępiają rosyjską operację jest fakt, iż ich zastępcze powstanie w Aleppo może zostać zdławione w krótkiej, zatrważającej perspektywie. Nie tylko będzie to punkt zwrotny wojny – rebelianci pokonani przez rząd Syrii sprawujący kontrolę nad wszystkimi miejskimi centrami z wyjątkiem Idlib – lecz jak argumentują niektórzy, może to oznaczać koniec amerykańskiej hegemonii nad regionem Bliskiego Wschodu. Innymi słowy, USA usiłują zwrócić globalną opinię publiczną przeciwko Rosjanom, ponieważ chcą powstrzymać ich marsz i obronić swoich uwięzionych w Aleppo rebeliantów.

Zatem kim są rebelianci?

Krótko mówiąc, jest to zbieranina grup wspomaganych przez Stany Zjednoczone – sprzymierzonych z Al-Kaidą i przez nią zdominowanych. Podczas minionego porozumienia o zawieszeniu broni buntownicy odmówili zerwania stosunków z Al-Kaidą i ostentacyjnie umocnili na nowo wzajemny sojusz. Specjalny wysłannik ONZ ds. Syrii niedawno wyjaśnił, że ponad połowa bojowników we wschodnim Aleppo należy do Al-Nusry (‚filia’ Al-Kaidy w Syrii), natomiast Departament Obrony Stanów Zjednoczonych stwierdził, iż „Aleppo kontrolowane jest głównie przez Nusrę”.

Z konkluzją tą zgadzają się również eksperci. W swojej analizie Fabrice Balanche z Instytutu Waszyngtońskiego szczegółowo przedstawia, że w konsekwencji rebelianckich porozumień „Jabhat al-Nusra panuje nad różnymi frakcjami rebeliantów, w tym ‚umiarkowanymi’”. Autor wyjaśnia, że „od wiosny 2016 kontrola Al-Kaidy nad wschodnim Aleppo uległa wzmocnieniu”.

Stany Zjednoczone starają się chronić przed Rosjanami zarówno tych bojowników, jak i amerykańskich oficerów wywiadu, którzy najpewniej zasilają ich szeregi. Opowieść o katastrofie humanitarnej spowodowanej przez Rosję ma ukryć ten fakt, a także uwolnić USA od ciężaru winy za cierpienia ludności Aleppo. To właśnie poparcie udzielone rebeliantom przez Amerykanów jest w głównej mierze odpowiedzialne za tę udrękę.

Mieszkańcy wschodniego Aleppo nigdy nie popierali rebeliantów. Chociaż nie byli oni mile widziani, przynieśli rewolucję i podporządkowali sobie ludzi wbrew ich woli. Kilkoro reporterów, którzy rzeczywiście udali się do miasta, opisuje jak Aleppo zostało opanowane przez brutalne milicje dzięki fali represji, a mieszkańcy „dojrzeli promyk nadziei”, gdy z okolicy zaczęła usuwać intruzów syryjska armia. Ludzie zgromili podłą rewolucję, a rządy rebeliantów scharakteryzowali jako „plagę terroryzmu”. Oczywiście nie obeszło to wówczas Stanów Zjednoczonych, które teraz mienią się „obrońcami” cywilów z Aleppo.

Od 200 do 600 tysięcy osób przesiedlono do kontrolowanej przez rząd zachodniej części miasta. Cywilami, którzy pozostali, są przede wszystkim opłacane za posłuszeństwo rodziny bojowników. Oficjalna ich liczba to 200 tysięcy, choć faktycznie może być ich znacznie mniej, około 40-50 tysięcy.

Niemniej pozostałym cywilom, którzy zostali uwięzieni w strefie wojny, wyjazd uniemożliwiono.

W trakcie pierwszego zawieszenia broni otworzone zostały humanitarne korytarze i armia syryjska zachęcała cywilów do opuszczenia miasta. Rebelianci zatrzymali chętnych – według doniesień posunęli się nawet do ich zabijania. Próba ewakuacji spotkała się z ostrym sprzeciwem Stanów Zjednoczonych, które stwierdziły, że niewinni ludzie „powinni móc pozostać w swoich domach”. Radykalne grupy wykorzystywały ludność cywilną jako żywe tarcze. Potwierdził to specjalny wysłannik ONZ Steffan de Mistura, który cytuje raporty wskazujące na to, iż rebelianci „celowo rozmieszczali stanowiska strzeleckie w pobliżu infrastruktury społecznej; obok i wewnątrz dzielnic mieszkaniowych”. Rząd Syrii od zawsze stosował strategię oddzielania cywilów od powstańców, ponieważ walka z wrogiem, który nie ukrywa się wśród ludności cywilnej, jest po prostu bardziej skuteczna. Strategią USA i rebeliantów jest zapobieganie tej separacji.

Według dobrze poinformowanej osoby, która utrzymuje kontakty z syryjskimi urzędnikami wysokiego szczebla, USA i UE za każdym razem odrzucały propozycje rządu, by rozdzielić cywilów i bojowników, ponieważ „pomogłoby to wam odnieść zwycięstwo. Jest to zasadne, zważywszy, że ewakuacja wszystkich mieszkańców wschodniego Aleppo usunęłaby ostatnią barierę powstrzymującą syryjskie wojska przed wyeliminowaniem przeciwników. I odbyłoby się to bez głosów wzburzenia społeczności międzynarodowej. Informator wyjaśnia: „Wojna w Syrii jest miejskim teatrem działań militarnych. Jedynym sposobem powstańców na utrzymanie swoich pozycji jest użycie obszarów mieszkalnych jako kryjówek i centrów operacyjnych. Natomiast syryjska armia chciałaby walczyć na terenie pozbawionym obecności cywilów.”

Ci, którzy twierdzą, że chronią ludność cywilną w Aleppo przed rosyjskim i syryjskim natarciem, w rzeczywistości wykorzystują ją jako środek mający zabezpieczyć ich powodzenie na polu bitwy.

Uwzględniając te realia, rząd syryjski przyjął strategię sporadycznego bombardowania w celu przestraszenia cywilów i zmuszenia ich do ucieczki z lokalizacji kontrolowanych przez wroga. To dlatego armia Syrii niedawno przerwała natarcie, by pozwolić na ewakuację ludności.

Gdyby komuś istotnie zależało na uratowaniu rezydentów wschodniego Aleppo, w sposób oczywisty starałby się zorganizować ich wyprowadzenie ze strefy walk; sponsorzy grup walczących z rządem wywarliby na nich presję, by to umożliwić. Od tego momentu wszystkie strony konfliktu byłyby zobligowane do przestrzegania przyjętych rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ, które wzywają do zaprzestania pomocy finansowej i kadrowej Al-Kaidzie, powstrzymania Al-Kaidy „i wszystkich innych powiązanych z nią podmiotów”, a także „wyeliminowania bezpiecznych azylów utworzonych (przez te podmioty) na znacznych obszarach Syrii” – jednym z największych jest Aleppo.

Niestety, tylko Syria i Rosja wywiązują się z tych zobowiązań, podczas gdy USA i ich sojusznicy świadome je blokują. Media i intelektualiści posłusznie usuwają z zachodniej narracji wszystkie niewygodne fakty, które są sprzeczne z interesami politycznych strategów w Waszyngtonie. Tak oto media demaskowane są jako całkowicie podległe władzy państwowej – zawzięcie zabiegają o społeczne poparcie dla kolejnej wojskowej agresji usprawiedliwianej fałszem i półprawdami, co w identyczny sposób doprowadziło już do katastrof w Libii i Iraku. Kiedy wojska Stanów Zjednoczonych usuwały ISIS z Manbidż, podobnie jak Syria Al-Kaidę z Aleppo, zabijając wówczas setki cywilów, nie pojawiła się żadna dyskusja, a tym bardziej międzynarodowy protest.

Teraz niezliczeni komentatorzy apelują o „ocalenie” Syryjczyków poprzez bombardowania i zalanie strefy wojennej jeszcze większą ilością broni i bojowników. Jak na ironię używają „humanitarnego” argumentu, postulując rozwiązania, które zwielokrotnią niedolę i liczbę zabitych. Rebelianci zdominowani są przez ekstremistów i udzielanie im dalszego wsparcia jeszcze bardziej wzmocni dżihadystów zaangażowanych w projekt czystek etnicznych, podbojów i reakcyjnych, teokratycznych rządów. Bombardowanie pomoże Syrii szybciej pogrążyć się w morderczym chaosie, tak jak miało to miejsce w Iraku i Libii.

Mamy tu do czynienia z międzynarodową wojną zastępczą. Względami humanitarnymi manipuluje się bez skrupułów w imię interesów nie mających nic wspólnego z troską o niewinnych ludzi. Nie ulegajmy temu pseudo-humanitaryzmowi, który przyniesie więcej wojen, imperializmu, a tym samym więcej śmierci i zniszczenia.

guardianWiększość Syryjczyków popiera prezydenta al-Asada. Media zachodnie milczą. [The Guardian, 1.10.2016]

Załóżmy, że wiarygodny sondaż opinii publicznej potwierdziłby, iż większość Syryjczyków chce, by prezydentem kraju pozostał Baszar al-Asad. Czy nie byłaby to ważna wiadomość? Zwłaszcza, że wynik byłby sprzeczny z dominującą narracją na temat kryzysu syryjskiego, a media za bardziej zasługujące na nagłośnienie uznają to, co jest nieoczekiwane. Niestety, nie w każdym przypadku. Gdy relacja z rozgrywającego się dramatu przestaje być sprawiedliwa i zamienia się w propagandową broń, niewygodne fakty są tłumione. Tak się stało w przypadku wyników niedawnej ankiety YouGov Siraj w sprawie Syrii, przeprowadzonej na zlecenie The Doha Debates, którą finansuje Fundacja Katar. Rodzina królewska Kataru przyjęła jedno z najbardziej wojowniczych stanowisk wobec Asada – emir właśnie wezwał wojska arabskie do interwencji – dobrze więc się stało, że The Doha Debates opublikowała rezultat na witrynie internetowej. Szkoda, że został on zignorowany przez niemal wszystkie media w każdym z krajów Zachodu, którego rząd nawołuje do usunięcia syryjskiego przywódcy.

Podczas gdy większość Arabów spoza Syrii uważa, że prezydent powinien podać się do dymisji, nastroje w kraju prezentują się zgoła inaczej. Około 55% społeczeństwa opowiada się za pozostaniem Asada u władzy. Motywem tego wyboru jest strach przed wojną domową – widmo, które może jawić się jako teoretyczne z perspektywy obywateli mieszkających poza granicami państwa. Mniej korzystną wieścią dla reżimu Asada jest to, iż połowa ankietowanych akceptujących utrzymanie jego prezydentury domaga się, by w najbliższej przyszłości zorganizował wybory. W swoich ostatnich wystąpieniach Asad zapewniał, że ma taki zamiar. Ważne jest jednak, aby możliwie szybko opublikował prawo wyborcze, dopuścił udział wszystkich partii politycznych i zobowiązał się do udzielenia zgody na obecność niezależnych obserwatorów.

real-news-logoSankcje nałożone na Syrię przez USA i UE uderzają w ludność cywilną [Real News Network, 29.09.2016]

Pozyskany przez The Intercept raport ONZ ustalił, że sankcje USA i UE pogarszają kryzys humanitarny w Syrii. Dokument pt. „Humanitarne skutki jednostronnych środków ograniczających zastosowanych wobec Syrii” wykazał, że szkodliwy wpływ sankcji na udzielaną pomoc, handel, opiekę zdrowotną i infrastrukturę kraju odbija się na obywatelach. Konkluzja brzmi: „Bez natychmiastowej reakcji negatywny wpływ utrzyma się na długo po zniesieniu lub zmodyfikowaniu sankcji i może stworzyć nową katastrofę pod względem druzgocących skutków ekonomicznych i humanitarnych.”

Raport powstał na zlecenie ONZ, by zbadać i przeanalizować humanitarne konsekwencje środków represyjnych USA i UE wymierzonych w Syrię. Zwłaszcza w świetle kryzysu humanitarnego, który uważany jest za jeden z największych od czasu II wojny światowej. Podczas rozmów z pracownikami organizacji pozarządowych (NGO) i nierządowych, które niosą pomoc krajowi, okazało się, że napotykają one wiele trudności z powodu narzuconych przez USA i UE ograniczeń. Wiele z nich poinformowało o tym, iż sankcje faktycznie zablokowały dostawy środków, których Syryjczycy potrzebują najpilniej – leków, sprzętu medycznego i zestawów do bezpiecznego przechowywania krwi, części zamiennych do pomp wodnych, samochodów ciężarowych i osobowych, elektrowni. Naprawa uszkodzonej podczas bombardowań infrastruktury zajmuje tym grupom wiele miesięcy.

Rania Khalek, zastępczyni redaktora naczelnego witryny Electronic Intifada i autorka opublikowanego przez The Intercept artykułu o raporcie ONZ, powiedziała:

Poza paraliżem pomocy humanitarnej jest jeszcze inna kwestia – destabilizacja syryjskiej gospodarki poprzez sankcje nałożone na banki. System bankowy praktycznie nie działa. Syryjczycy nie mogą dokonywać żadnych transakcji. Bankomaty nie funkcjonują, PayPal i inne podobne usługi nie są świadczone. Wszystko odbywa się przy użyciu gotówki lub weksli. Trudno jest sprowadzić fundusze z zagranicy. Inne banki często odmawiają realizowania przelewów, bo obawiają się reperkusji. Postępują tak nawet w przypadku legalnych operacji. Zdarza się, że grupy humanitarne nie otrzymują niezbędnych funduszy, by zapłacić swoim pracownikom i dostawcom. Pomoc zarówno dla rządu, jak i oblężonych obszarów Syrii jest opóźniana i wstrzymywana, co potęguje tragedię.

Sankcje nie działają. Krzywdzą zwykłych ludzi. Zapytałam o nie Departament Stanu USA. Odpowiedzieli, że winę za wszystko ponosi Baszar al-Asad. To on powoduje humanitarny kryzys. Mimo niepodważalnych, oczywistych dowodów, całkowicie zaprzeczyli, że sankcje tragicznie doświadczają ludność cywilną. Tak brzmało dyżurne stanowisko USA wobec Iranu i Iraku. Poza tym należy pamiętać, że Stany Zjednoczone nie ograniczają się w swoich działaniach do sankcji. Każdego roku wydają co najmniej miliard dolarów na broń dla syryjskiej opozycji. Są to odłamy różnych grup i tak naprawdę nie wiadomo, kto przejmuje ten arsenał. Mamy inne kraje – m.in. Arabię Saudyjską, Katar i Turcję – które dozbrajają i zapewniają pomoc rebelii. W rzeczywistości podsycają konflikt. Zatem finansując partyzantkę, Ameryka przedłuża militarną konfrontację. Jednocześnie utrudnia niesienie humanitarnej pomocy za sprawą sankcji. Obnaża to hipokryzję polityki Waszyngtonu.

Wojna w Syrii trwa już pięć lat. Sytuacja humanitarna jest naprawdę zła. Jeśli ulegnie pogorszeniu, można sobie wyobrazić, że wydarzenia potoczą się w tym samym kierunku, co w Iraku. Sankcje ONZ, o których zatwierdzenie bardzo zabiegały USA, pogorszyły (w latach 90.) stan instytucji państwa do tego stopnia, że pięćset tysięcy dzieci poniżej piątego roku życia zmarło wskutek braku lekarstw, głodu i chorób, którym można było zapobiec. W powtórzeniu tego scenariusza przeszkadza jedynie fakt, iż Rosja i Chiny zawetowały podejmowane przez Stany Zjednoczone i ich sojuszników próby nałożenia na Syrię sankcji ONZ. W sensie humanitarnym byłaby to katastrofa.”

Wybrane wpisy: „Geneza wojny w Syrii”, „Syria: Kilka niehumanitarnych przyczyn potencjalnej ‚interwencji’”, „Upadek Jemenu przedsmakiem tego, co nadchodzi , „Nieznana statystyka ofiar bez wartości”, „Świat, który stworzyliśmy, wykracza poza koszmar George’a Orwella”

Tłumaczenie: exignorant

Opublikowano Imperialne wojny, militaryzm i terror państwowy

Chronologia zabójstwa Kaddafiego

CounterPunchAutor: Chris Welzenbach (wersja oryginalna)

5 października 2016

W swoim artykule „Kłamstwa stojące za wojną Zachodu z Libią”, opublikowanym 14 kwietnia 2011 na łamach Pambazuka News, Jean-Paul Pougala opisuje jak Afryka rozwinęła własny transkontynentalny system komunikacji poprzez pozyskanie satelity telekomunikacyjnego 26 grudnia 2007. Koszt orbitera opiewał na kwotę 400 milionów dolarów; Afrykański Bank Rozwoju wyłożył 50 milionów, Bank Rozwoju Afryki Zachodniej dołożył 27 milionów. Libia umożliwiła zrealizowanie transakcji przeznaczając na ten cel 300 milionów. Pougala pisze, że po uruchomieniu nowy system „połączył cały kontynent dzięki telefonii, telewizji, radiu oraz innym zastosowaniom technologicznym, takim jak telemedycyna i kształcenie na odległość”.

Po 14 latach opieszałości Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW) i Banku Światowego hojność libijskiego przywódcy Muammara Kaddafiego pozwoliła na ten jednorazowy zakup, który zaoszczędził państwom Afryki 500 milionów dolarów w rocznych opłatach leasingowych za dostęp do urządzenia, a zachodnie banki pozbawił potencjalnych miliardów wyprowadzanych dzięki kredytom i odsetkom. Kaddafi dążył wówczas do ustanowienia trans-afrykańskiej bankowości opartej na złocie, aby wyrwać cały kontynent z niewoli finansowej MFW i Banku Światowego – co poważnie zaszkodziłoby obu tym drapieżnym podmiotom.

Od 2003 Kaddafi pracował nad poprawą swojej reputacji sponsora terroryzmu. Wyrzekł się wszelkiego wspierania organizacji terrorystycznych i utworzył fundusz, by zadośćuczynić ofiarom lotu 103 linii Pan Am i 772 linii UTA, za których zniszczenie odpowiadały akty terroru ponoć sfinansowane przez Libię. W dniu 10 grudnia 2007 Kaddafi udał się do Francji na pogawędkę z ówczesnym prezydentem Nicolasem Sarkozym.

Podczas spotkania w Pałacu Elizejskim Kaddafi i Sarkozy podpisali kontrakty na sprzęt wojskowy i elektrownię jądrową o łącznej wartości 15 miliardów dolarów, jednakże porządek dnia obejmował też sprawy nie związane z handlem. W raporcie z 12 marca 2012 francuskie konsorcjum dziennikarstwa śledczego Mediapart stwierdziło: „Według informacji zawartych w poufnym raporcie przygotowanym przez uznanego francuskiego eksperta ds. terroryzmu i finansowania działalności terrorystycznej kampania wyborcza prezydenta Nicolasa Sarkozy’ego otrzymała potajemnie w 2007 roku 50 milionów euro od reżimu libijskiego dyktatora, zamordowanego pułkownika Muammara Kaddafiego.” Dokumenty Mediapart 11 września 2016 ujawniły, że stosunki finansowe między Kaddafim i Sarkozym sięgają 10 grudnia 2007.

(W ślad za pierwszym opublikowaniem tej informacji Sarkozy zaprzeczył w 2012, jakoby przyjął libijskie pieniądze na finansowanie swojej kampanii – co jest we Francji niezgodne z prawem i mogło wtrącić go do więzienia – i próbował pozwać Mediapart. Kiedy wszczęto oficjalne dochodzenie w sprawie jego poczynań i fragmenty tajnego raportu pojawiły się na stronie internetowej Mediapart, dowody jednoznacznie potwierdziły fakt, iż Sarkozy przyjął pieniądze od Kaddafiego.)

Kaddafi zorientował się, że ze względu na swoje zaangażowanie w sprawę telekomunikacji satelitarnej i propozycję panafrykańskiego systemu bankowego (Zachód bez wątpienia był jej świadomy) jego popularność wśród zachodnich przywódców słabnie i wkrótce może stać się celem operacji „zmiana reżimu”. Pułkownik prawdopodobnie miał nadzieję, że finansowanie kampanii Sarkozy’ego będzie ubezpieczeniem, które pozwoli mu uniknąć przedwczesnej śmierci. Tymczasem starał się być postrzegany jako dobry, prozachodni mąż stanu. W sierpniu 2008 podpisał porozumienia z USA formalizujące odszkodowania dla ofiar terroru państwowego, a we wrześniu 2008 sekretarz stanu Condoleezza Rice odwiedziła Libię i oświadczyła, że stosunki pomiędzy dwoma narodami weszły w „nową fazę”.

Ale w lutym 2009 Kaddafi został wybrany na przewodniczącego Unii Afrykańskiej, po raz pierwszy użył terminu „Stany Zjednoczone Afryki” i nadmienił o możliwości utworzenia panafrykańskiego systemu bankowego. (12 marca 2009 Sarkozy złowróżbnie uczynił Francję częścią NATO, przez co zerwał z tradycją trwającą od czasów de Gaulle’a). W sierpniu 2009 z aresztu w Szkocji zwolniono Abdelbaseta Aliego al-Megrahi – skazanego za udział w zamachu na lot 103 linii Pan Am – i Libijczycy zgotowali mu powitanie godne bohatera. Kilka miesięcy później Libia podpisała z Rosją kontrakt na zakup broni o wartości 1.8 miliarda dolarów. Zdarzenia te nie poprawiły notowań Kaddafiego w oczach Zachodu.

Ponadto na szali znalazła się pokaźna suma pieniędzy. Przed zakończeniem panowania Kaddafiego bogata w ropę Libia dysponowała rezerwami gotówkowymi w kwocie 150 miliardów euro, natomiast w skarbcach pułkownika zalegały 143 tony złota. Jak napisał w swoim artykule Paugala: „(Duża część tych funduszy) została odłożona jako libijski wkład w trzy kluczowe projekty, które miały zwieńczyć dzieło afrykańskiej federacji – Afrykański Bank Inwestycyjny w libijskiej Syrcie, utworzenie w 2011 Afrykańskiego Funduszu Walutowego oraz Afrykańskiego Banku Centralnego w nigeryjskiej Abudży: po rozpoczęciu drukowania afrykańskich pieniędzy instytucja ta pogrzebałby franka (CFA), za pośrednictwem którego na przestrzeni ostatnich pięćdziesięciu lat Paryż był w stanie kontrolować część krajów kontynentu.”

7 czerwca 2016 w swoim wpisie na portalu Black Opinion Bob Fitrakis napisał:

Prawdziwe powody ataku zostały omówione [29 kwietnia 2011] w najbardziej bezpośredni sposób przez Johna Perkinsa, najsłynniejszego, zreformowanego ‚ekonomicznego zabójcy’.

Perkins zwrócił uwagę, że atak na Libię, podobnie jak inwazja na Irak, dotyczył władzy i kontroli nad zasobami, nie tylko ropy, ale i złota. Libia miała najwyższy standard życia w Afryce. Według MFW Bank Centralny Libii był w 100% własnością państwa. MFW szacował, że w swoich skarbcach trzyma prawie 144 tony złota.

Członkowie NATO wyprawili się tam niczym współcześni piraci z Berberii, aby zagrabić libijskie złoto. Rosyjskie media potwierdziły słowa Perkinsa informując, że jako pan-Afrykańczyk i były przewodniczący Unii Afrykańskiej Kaddafi postulował wykorzystanie złota Libii i Afryki Południowej do stworzenia kontynentalnej waluty opartej na złotym dinarze.

Znamienne jest, że w miesiącach poprzedzających przyjęcie rezolucji ONZ, która pozwoliła Stanom Zjednoczonym i ich sojusznikom na wysłanie wojsk do Libii, Muammar Kaddafi otwarcie opowiadał się za ustanowieniem nowej, konkurencyjnej dla dolara i euro waluty. Faktycznie wezwał kraje afrykańskie i muzułmańskie do zawiązania sojuszu, który uczyniłby tę nową jednostkę monetarną główną formą wymiany gotówkowej. Państwa uczestniczące sprzedawałyby ropę i inne zasoby Amerykanom i reszcie świata wyłącznie za dinary, wyjaśnił Perkins.

W grudniu 2010 rewolucja w Tunezji obaliła tamtejszy rząd. Miesiąc później nadeszła seria zdarzeń okrzyknięta przez zachodnią prasę „Arabską wiosną”: powstania obywatelskie w Omanie, Jemenie, Egipcie, Syrii i Maroku. Chociaż w Tunezji rewolta doprowadziła do konkretnych zmian, to w Egipcie została brutalnie stłumiona, a w Syrii i Jemenie wywołała wojny domowe, które wciąż trwają. W Omanie i Maroku bunt wygasł.

W Libii wydarzenia miały osobliwy początek. Od 15 lutego 2011 na terenie kraju wybuchały protesty domagające się obalenia Kaddafiego. 20 lutego 2011 podano informację, że w wynikłych starciach życie straciło około 300 cywilów i Kaddafi użył w Trypolisie samolotów bojowych przeciwko opozycjonistom. Sarkozy dostrzegł w tym okazję do obrony francuskich bankierów i zatuszowania nielegalnego układu finansowego z Kaddafim. 10 marca 2011 prezydent Francji oficjalnie uznał libijską Narodową Radę Tymczasową (National Transitional Council – NTC), przykrywkę „rebeliantów”, i zażądał utworzenia „strefy zakazu lotów” na wypadek, gdyby Kaddafi sięgnął po broń chemiczną lub wyekspediował siły powietrzne przeciwko własnemu narodowi.

W raporcie z 11 marca 2011 The Guardian zauważył:

Jednostronną decyzję Sarkozy’ego o uznaniu tymczasowej rady Libii za prawowitego przedstawiciela narodu libijskiego uznano za rażąco przedwczesną. „Sarkozy postępuje nieodpowiedzialnie,” skonstatował jeden z dyplomatów UE.

Mark Rutte, holenderski premier, powiedział: „Uważam to posunięcie Francji za szalone. Obejście jakiejkolwiek praktyki dyplomatycznej stwierdzeniem ‚Uznamy rząd przejściowy’ nie jest dla Libii rozwiązaniem.”

19 marca 2011 Sarkozy wysłał do Libii francuskie samoloty i wydał rozkaz, by lotniskowiec Charles de Gaulle wpłynął na libijskie wody. Francuzi nie działali w pojedynkę. 15 marca 2011 na terenie Libii rozbił się amerykański F-15. 29 marca 2011 USA potwierdziły, że nad Libię skierowane zostały jednostki A-10 Warthog oraz latające fortece A-130. 16 kwietnia 2011 podczas wywiadu telewizyjnego dziennikarz Jeremy Scahill powiedział:

Działających na miejscu (w Libii) agentów CIA łączy z rebeliantami relacja przypominająca serwis randkowy świata tajnych służb. Jak powiedział pułkownik Jacobs, jest to standard. Bardziej niepokojący jest fakt, że na terenie Libii są już z pewnością jednostki amerykańskich sił specjalnych, które malują cele do nalotów. Ale muszę powiedzieć, że scenariusz jaki kreślisz mówiąc o zbrojeniu tzw. „bojowników o wolność” przywołuje obrazy z katastrofalnych ‚brudnych wojen’ lat 80. XX wieku. Stany Zjednoczone angażują się w libijską wojnę domową. Rebelianci wymagają wojskowego szkolenia. Postulujesz, że Amerykanie muszą udzielić całkowitego wsparcia jednej ze stron tego konfliktu. (Cytat z książki Michaela Arriry.)

Hillary Clinton i Nicolas Sarkozy.

Hillary Clinton i Nicolas Sarkozy.

W artykule z 7 czerwca 2016 Fitrakis pisze:

…odtajniony dokument amerykańskiego Departamentu Stanu przesłany do Hillary Clinton 1 kwietnia 2011 przez jej głównego asystenta Michaela Blumenthala potwierdził, iż konkluzja Perkinsa była słuszna i atak na Libię nie miał nic wspólnego z Kaddafim jako zagrożeniem dla Stanów Zjednoczonych i NATO, a podyktowany był grabieżą jego złota.

Blumenthal doniósł Clinton, że rząd Kaddafiego posiada 143 tony złota i podobną ilość srebra; pod koniec marca 2011 rezerwy te przeniesiono do Sabhy (południowy zachód – w kierunku libijskiej granicy z Nigrem i Czadem); zabrano je ze skarbca Banku Centralnego Libii w Trypolisie.

Blumenthal nadmienił o przeznaczeniu metali szlachetnych Kaddafiego: złoto zostało zgromadzone przed aktualną rewoltą i miało być wykorzystane do ustanowienia panafrykańskiej waluty w oparciu o złoty dinar libijski. Plan ten opracowano, ażeby zapewnić frankofońskim krajom afrykańskim alternatywę wobec franka (CFA).

Blumenthal wyraźnie wyartykułował powód interwencji NATO oraz imperialnej grabieży uskutecznionej przez Francję. Oficerowie francuskiego wywiadu odkryli ów plan krótko po rozpoczęciu rebelii i był to jeden z czynników, który wpłynął na decyzję prezydenta Nicholasa Sarkozy’ego o ataku na Libię.

Nielegalna wojna Francji i NATO przeciwko Libii miała pięć powodów. Według Blumenthala Sarkozy chciał: a. uzyskać większą część libijskiej nafty, b. rozszerzyć wpływy Francji w Afryce Północnej, c. poprawić własną sytuację w kraju, d. stworzyć francuskiej armii okazję do potwierdzenia swojej pozycji w świecie, e. uporać się z obawami doradców związanymi z długoterminowym zamiarem Kaddafiego, by zastąpić Francję jako dominującą siłę we francuskojęzycznej Afryce.

Z e-maila jasno wynika, że Blumenthal rozumiał potrzebę ochrony francuskich bankierów przed ambitnym planem uruchomienia trans-afrykańskiej bankowości opartej na złocie, ale nie był w stanie uchwycić ukrytego motywu Sarkozy’ego – eliminacji dowodów przestępstwa. Należy również zauważyć – i podkreślić – że żaden z powodów wymienionych przez Blumenthala w inkryminującej korespondencji nie mógł usprawiedliwić niczym nie sprowokowanego ataku na suwerenne państwo.

30 marca 2011 kolejnym przejawem pogarszających się stosunków między Libią a Zachodem było wydalenie przez rząd brytyjski pięciu dyplomatów z ambasady libijskiej. W ciągu kolejnych miesięcy walki rozlały się po całym terytorium Libii. W pewnym momencie doszło do zawieszenia broni pomiędzy rządem i NTC, ale nie trwało długo i w sierpniu 2011 państwo ponownie pogrążyło się w wojnie domowej.

Po 31 marca 2011 Stany Zjednoczone narzuciły „zakaz lotów nad Libią”, rzekomo w celu ułatwienia prawowitym powstańcom odsunięcie od władzy krwiożerczego dyktatora, lecz wynikłe bombardowania wykroczyły daleko poza deklarowane obalenie Kaddafiego. 18 lipca 2011 lotnictwo NATO uderzyło w Wielką Sztuczną Rzekę, monumentalny projekt nawadniania, który zaopatrywał w wodę tysiące hektarów jałowych gruntów. Samoloty, które dopuściły się tej zbrodni nie poprzestały na zniszczeniu kluczowego elementu infrastruktury Libii; 22 lipca 2011 zrównały z ziemią fabrykę, która według raportu Ellen Brown z 14 marca 2016 jako jedyna produkowała rury niezbędne do naprawy systemu irygacji. Ta haniebna dewastacja nie miała żadnego praktycznego celu poza zbiorowym ukaraniem Libijczyków.

Zabity Kaddafi. Klatka z materiału wideo nakręconego 20.10.2011 (Reuters).

Zabity Kaddafi. Klatka z materiału wideo nakręconego 20.10.2011 (Reuters).

Przy współudziale mocarstw zachodnich „rebelianci” otoczyli Trypolis i 21 sierpnia 2011 miasto poddało się NTC. Kaddafi, jego najbliższa rodzina i pracownicy uciekli do Syrty. 20 października 2011 po godzinie 20-ej pułkownik podjął próbę ucieczki z miasta przed zbliżającymi się „rebeliantami”. Konwój 75 aut wykryły samoloty RAF-u. Amerykański dron Predator, obsługiwany gdzieś w okolicach Las Vegas przez anonimowego operatora wpatrującego się w komputerowy ekran, odpalił pierwsze pociski w stronę pędzących samochodów. To samo zrobiły samoloty RAF-u. W ogniu stanęło dziesięć pojazdów. Kaddafi przeżył atak, lecz po upływie niedługiego czasu wytropiła go NTC – ukrywał się w rurze kanalizacyjnej. Zaraz potem został pobity, dźgnięty bagnetem w odbyt i zastrzelony.

Przed morderstwem Kaddafiego Libia była krajem stabilnym, choć nie przypominała tradycyjnej wspólnoty narodowej. Według raportu pt. „Libia Kaddafiego była najzamożniejszą demokracją Afryki” autorstwa Garikaia Chengu państwo podzielono na kilka małych społeczności stanowiących „autonomiczne mini-kraje”. Sprawowały one kontrolę nad swoimi okręgami i mogły podejmować wiele decyzji m.in. o podziale przychodów z produkcji ropy oraz alokacji środków budżetowych. W ramach tych mini-państw trzema głównymi instytucjami libijskiej demokracji były Komitety Lokalne, Kongresy Ludowe i Rewolucyjne Rady Wykonawcze. Chengu szczegółowo wyjaśnia, w jaki sposób komitety zgłaszały postulaty do kongresów, a te przekazywały decyzje radom wykonawczym, tworząc tym samym szeroki konsensus, który wywierał wpływ na całą populację. „Libijski system demokracji bezpośredniej słowo ‚wybory’ zastąpił ‚wyróżnieniem’ i unikał politycznej agitacji, która jest cechą tradycyjnych partii politycznych i przynosi korzyść wyłącznie burżuazji,” pisze Chengu. „W przeciwieństwie do Zachodu Libijczycy nie głosowali raz na cztery lata na prezydenta i lokalnego parlamentarzystę, który decydowałby za nich. To sami Libijczycy podejmowali decyzje dotyczące polityki zagranicznej, krajowej i gospodarczej.” Obalenie Kaddafiego usunęło ustrój, który funkcjonował sprawnie i sprawiedliwie od bez mała pół wieku.

Nicolas Sarkozy pozostaje wolnym człowiekiem. Nie stanął jeszcze przed sądem za nielegalne przyjęcie libijskich pieniędzy na finansowanie kampanii prezydenckiej oraz wszczęcie nielegalnej wojny celem zatuszowania swoich przestępczych relacji z Kaddafim.

Wiele już napisano o katastrofie, jaka ogarnęła Libię po morderczym ataku Francji i NATO – 400 tysięcy ludzi pozbawionych domów, niekończący się cykl terroru i represji, powstanie kolejnego upadłego państwa w następstwie polityki zagranicznej USA. Jednak największą szkodę wyrządzono samej Afryce, ponieważ realizacja wysuniętej przez Kaddafiego inicjatywy zainaugurowania trans-afrykańskiego systemu bankowego sprawiłaby, że po raz pierwszy od wielu stuleci w zasięgu tego nieszczęśliwego kontynentu znalazłaby się prawdziwa wolność i niezależność. Kraje Zachodu nie mogły tego zaakceptować. Wolność i sprawiedliwość nigdy nie były częścią ich strategii.

Wiadomość o śmierci Kaddafiego dotarła do Hillary Clinton wieczorem 20 października 2011 podczas wywiadu, jakiego udzielała stacji CBS. W przerwie między nagraniami pozwoliła sobie na żart w obecności współpracowników: „Przybyliśmy, zobaczyliśmy, on zdechł.” Klasnęła w dłonie i roześmiała się triumfalnie. To najpodlejsza wypowiedź przedstawiciela rządu USA w dziejach.

Wyniki śledztwa parlamentarzystów Wielkiej Brytanii w sprawie wojny w Libii

Sytra zniszczona przez NATO i „rebeliantów”.

Sytra zniszczona przez NATO i „rebeliantów”.

house-of-commonsOpublikowany 6 września 2016 raport ponadpartyjnej Komisji Spraw Zagranicznych Izby Gmin parlamentu Wielkiej Brytanii – sporządzony na podstawie zeznań decydentów, przeglądu dokumentacji i dochodzenia przeprowadzonego w Afryce – ustalił, że wojna w Libii została uzasadniona serią kłamstw, zniszczyła kraj, rozprzestrzeniła terroryzm i wywołała fale uchodźców. Zagrożenie dla cywilów ze strony władz rozmyślnie wyolbrzymiono. Libijski rząd faktycznie walczył z islamskimi terrorystami z siedzibą w Bengazi. Zachód i jego sojusznicy bezpośrednio wspierali i przekazywali broń powiązanym z Al-Kaidą rebeliantom. Pułkownik Kaddafi złożył propozycję oddania władzy, ale włodarze Zachodu – z nieprzejednaną Hillary Clinton na czele, która przekonała wahającego się Baracka Obamę – przystąpili do krwawego obalenia reżimu.

WikiLeaks: Wojna z Libią była wojną Sekretarz Stanu USA

Podczas wywiadu udzielonego Johnowi Pilgerowi w pierwszych dniach listopada 2016 Julian Assange, założyciel i wydawca WikiLeaks, powiedział: „Libia była przede wszystkim wojną Hillary Clinton. Barack Obama początkowo wyrażał sprzeciw. Kto był orędownikiem tej wojny? Hillary Clinton. Jest to udokumentowane w jej e-mailach. Zadanie powierzyła swemu ulubionemu agentowi Sidney’owi Blumenthalowi. Wśród 33.000 e-maili Hillary Clinton, które opublikowaliśmy, 1.700 dotyczy wyłącznie Libii. Nie chodziło jedynie o tanią libijską naftę. Usunięcie Kaddafiego i likwidację państwa postrzegała jako coś, co wykorzysta w wyborach na prezydenta. Pod koniec 2011 pojawił się wewnętrzny dokument o nazwie ‚Libia Tik Tak’ opracowany przez Hillary Clinton, który w sposób chronologiczny opisuje, że była ona centralną postacią planu zniszczenia kraju. W rezultacie zginęło około 40.000 osób. Do Libii wprowadzili się dżihadyści i Państwo Islamskie. Wywołało to europejski kryzys uchodźców i migrantów, bo do ludzi opuszczających Libię dołączyli potem uciekinierzy z Syrii i innych krajów afrykańskich zdestabilizowanych w wyniku napływu broni. Państwo libijskie nie było już w stanie kontrolować tranzytowego ruchu osób. Libia leży nad Morzem Śródziemnym. Stanowiła swoisty korek w butelce Afryki. Mieszkańcy kontynentu, którzy wcześniej uciekali przed problemami gospodarczymi i wojnami domowymi, nie docierali do Europy, ponieważ Libia miała nadzór nad Morzem Śródziemnym. Wyraził to jasno sam Kaddafi w 2011: ‚Co ci Europejczycy wyprawiają? Starają się zbombardować i zniszczyć Libię? Europę zaleje fala migrantów z Afryki i dżihadystów’. Tak też się stało.”

Wybrane wpisy: „Geneza wojny w Syrii”, „Syria: Kilka niehumanitarnych przyczyn potencjalnej ‚interwencji'”, „Nieznana statystyka ofiar bez wartości”, „Świat, który stworzyliśmy, wykracza poza koszmar George’a Orwella”

Tłumaczenie: exignorant

Opublikowano Imperialne wojny, militaryzm i terror państwowy

Niewysłuchany apel

carl-sagan„Jeśli zrujnujemy Ziemię, nie będzie dokąd się udać.”

„Wymieranie jest regułą. Przetrwanie jest wyjątkiem.”

Carl Sagan [ur. 9 listopada 1934, zm. 20 grudnia 1996] – astronom, kosmolog, astrofizyk, astrobiolog, pisarz i popularyzator nauki.

Opublikowano Upadek cywilizacji

Dziesięcioro przykazań Panów Wojny

Autor: Ray Jason [„Morski Cygan”],

25 sierpnia 2016

VietnamDziesięcioro przykazań Panów Wojny

I.

Nie dostrzeżesz, że ci pośród nas, którzy wojny rozpoczynają, nigdy w nich nie walczą i nie giną – ani nasze rodziny i przyjaciele.

II.

Nigdy nie będziesz opisywał Wojny takimi słowami jak „nikczemna”, „chora” i „odrażająca”; zamiast nich używać będziesz określeń zatwierdzonych, takich jak „bohaterska”, „chlubna” i „niezbędna”.

III.

Przemilczysz fundamentalną Prawdę, że Wojna jest rozmyślnym mordowaniem niewinnych ludzi, do których nie czujesz żalu i którzy nie wyrządzili ci żadnej krzywdy.

IV.

Pominiesz fakt, że „Wojna, która (miała) zakończy(ć) wszystkie wojny” nie spełniła tej obietnicy i w ciągu dwóch dekad spłodziła najbardziej krwawą i zabójczą wojnę w historii.

V.

Zignorujesz realia, że zdecydowaną większość ofiar nowoczesnych działań wojennych stanowią nie żołnierze, tylko bezradna ludność cywilna – i musisz zrozumieć, że okrucieństwo wobec kobiet i dzieci dyktuje „Wyższe Dobro”.

VI.

Nie będziesz zaniepokojony uświadomieniem, że na przestrzeni dziejów tak wiele ludzkiej energii i pomysłowości przeznaczono na wymyślenie potężniejszych i skuteczniejszych sposobów na zarzynanie siebie nawzajem.

VII.

Zachęcać będziesz dzieci do grania w brutalne gry komputerowe, ekscytowania się batalistycznym kinem wojennym i oddawania czci fladze, nawet jeśli przesiąknięta jest krwią – niepowodzenie w tym względzie zmniejszy zaopatrzenie Machiny Wojennej w anonimowe trybiki.

VIII.

Nie będziesz oburzony tym, że Panowie Wojny zgarniają niebotyczne zyski podczas trzech etapów konfliktu – Przygotowań, Realizacji i Odbudowy – w końcu to my ryzykujemy swoimi fortunami i reputacją; ty ryzykujesz jedynie swoim życiem.

IX.

Uzmysłowisz sobie, że każdy opracowany dotychczas typ broni ostatecznie został w trakcie wojny użyty, jednakże ci z nas, którzy dzierżą ster władzy, nigdy nie sięgnęliby po Broń Termojądrową – choć wybudowane przez nas tajne schrony rażąco temu przeczą.

X.

Wreszcie rzecz najistotniejsza – nigdy nie wybudzisz się z transu Patriotyzmu i Religijnego Fanatyzmu, i nagle sobie nie uprzytomnisz, że bez twojej obłąkańczej gotowości zabijania i umierania wszystkie wojny ustałyby natychmiast. I nade wszystko nigdy nie przyjdą ci na myśl, ani nie padną z twoich ust słowa: „Za nic w świecie – nie pójdziemy!”

Opublikowano Imperialne wojny, militaryzm i terror państwowy