Zabawy z wirusami

Umysły waszych naukowców tak bardzo zaprzątała myśl o tym, czy potrafią tego dokonać, że nie zastanowili się nawet, czy w ogóle powinni tego dokonać. Michael Crichton, Park Jurajski

„Przełomy” w biologii syntetycznej

Fragment wystąpienia pisarza Roba Reida, który zarejestrowały kamery TED w kwietniu 2019 r.

W 2011 r. kilkoro badaczy zrobiło coś niezwykle twórczego i bezprecedensowego z grypą H5N1. To odmiana, która zabija do 60% zarażonych ludzi, czyli więcej od Eboli. Jednak jej zaraźliwość jest tak niska, że od 2015 r. uśmierciła mniej niż 50 osób. A zatem naukowcy dokonali edycji genomu H5N1, czyniąc go równie zabójczym i szalenie zaraźliwym. Informacyjne ramię jednego z dwóch najbardziej prestiżowych czasopism badawczych na świecie stwierdziło, iż ucieczka tego monstrum poza mury laboratorium spowodowałoby pandemię i miliony zgonów. Dr Paul Keim, przewodniczący Narodowej Rady Doradczej ds. Bezpieczeństwa Biologicznego, przyznał, że organizm ten jest ucieleśnieniem jego najgorszych koszmarów.

Wirusolodzy wierzyli, że rozwijają naukę. To dobra wiadomość. Zła wiadomość jest taka, iż technologie (biologii syntetycznej) nie stoją w miejscu, a powtórzenie ich wyczynu wkrótce stanie się banalnie proste. W rzeczywistości już teraz jest ono nieporównanie łatwiejsze. Dwa lata później do edycji genomu wykorzystano system CRISPR. Przełom tak dalece uprościł ten proces, że zapoznają się z nim uczniowie szkół średnich. Ewolucja tej dziedziny przebiega znacznie szybciej od ewolucji przetwarzania danych – prawo Moore’a pokazuje nam, jak raptownie spada jego cena. Tymczasem edytowanie, syntetyzowanie i sekwencjonowanie genów jest jeszcze tańsze. Każda z tych ściśle powiązanych ze sobą dyscyplin porusza się w równie zawrotnym tempie. A przysłowiowym „kluczem do królestwa” są niewielkie pliki danych. Genom H5N1 można zanotować na zaledwie kilku stronach. Bez trudu znajdziemy go w sieci. Opis wycinka, który zwiększył zaraźliwość, zmieściłby się na pocztówce. Każdy idiota zdoła potem skopiować i rozpowszechnić plik danych utworzony przez geniusza.

Wyobraźmy sobie następujący scenariusz. Powiedzmy, że jest rok 2026. Genialny wirusolog, chcący popchnąć do przodu naukę i rozumienie pandemii, projektuje wirusa. Nowy byt jest tak samo zaraźliwy, jak ospa wietrzna, tak samo śmiercionośny, jak Ebola. Ponieważ inkubuje przez wiele miesięcy, cały świat może zostać zainfekowany przed pojawieniem się pierwszych oznak pandemii. Dochodzi do włamania na uniwersytecki serwer. Nie jest to zdarzenie rodem z fikcji naukowej. W ostatnim czasie wpłynął do sądu akt oskarżenia, który dokumentuje zhakowanie ponad 300 amerykańskich uniwersytetów. Tak oto plik z genomem zarazy ginie w ciemnych zakątkach Internetu. Raz udostępniony, już nie powróci. Skuteczność patogenu wynosząca 0,1% zabiłaby osiem milionów ludzi i na trwałe zdeformowała cywilizację. Do osiągnięcia takiego wyniku nie jest potrzebny geniusz. Dzisiaj garstka specjalistów prawdopodobnie mogłaby stworzyć wirus zagłady skuteczny w co najmniej 1%. Co się wydarzy, gdy technologia zostanie kiedyś udostępniona tysiącom studentów nauk przyrodniczych? Czy każdy z nich będzie zrównoważony psychicznie i nie użyje go do niecnych celów?

Ryzykowne” badania

Fragment raportu Newsweeka z 28 kwietnia 2020 r.

W ubiegłym roku Narodowy Instytut Alergii i Chorób Zakaźnych (National Institute for Allergy and Infectious Diseases – NIAID), organizacja kierowana przez dr Anthony’ego Fauci, doradcę prezydenta Donalda Trumpa, przekazała fundusze naukowcom Instytutu Wirusologii w Wuhanie (Wuhan Institute of Virology – WIV) i innych placówek, które badają koronawirusy nietoperzy, wykorzystując metodę „nabywania funkcji” (Gain-of-Function – GOF). Przy wsparciu NIAID Narodowe Instytuty Zdrowia (National Institutes of Health – NIH) zadeklarowały, że przez sześć kolejnych lat przeznaczą na ten cel 3,7 miliona dolarów. Wcześniej realizacji doczekał się 5-letni projekt za 3,7 miliona dolarów – podobnie koncentrujący się na koronawirusach nietoperzy – który zakończono w 2019 r.

Inauguracyjny program NIH wystartował w 2014 r. W jego ramach finansowanie otrzymała Shi Zheng-Li, wirusolog z laboratorium w Wuhanie, oraz inni uczeni, którzy zajmują się śledzeniem i katalogowaniem koronawirusów nietoperzy żyjących na wolności. Tę część przedsięwzięcia sfinalizowano w 2019 r. Drugi program został zainicjowany w tym samym roku. Poza dodatkową obserwacją zawierał też badania służące zrozumieniu, w jaki sposób koronawirusy nietoperzy mogą mutować i atakować ludzi. Wielu naukowców skrytykowało obecność metody GOF, która polega na manipulowaniu wirusami – w szczególności ich potencjałem zarażania człowieka – ponieważ niesie realne ryzyko wybuchu pandemii wskutek przypadkowego ich uwolnienia z laboratorium. Nad całością czuwała EcoHealth Alliance, grupa badawcza non-profit pod kierownictwem prezesa Petera Daszaka, ekologa chorób. Politico poinformowało, że NIH przerwały go 24 kwietnia 2020 r. Dr. Daszak nie odpowiedział na prośby Newsweeka o komentarz.

W streszczeniu projektu czytamy: Wykorzystamy dane sekwencji białka S, technologię klonowania zakaźnego, eksperymenty in vitro i in vivo w kontekście infekcji oraz analizę wiązania receptora, aby przetestować hipotezę, iż % progów dywergencji w sekwencjach białka S przewiduje potencjał rozprzestrzeniania. W języku laika „potencjał rozprzestrzeniania” odnosi się do umiejętności przeskakiwania ze zwierząt na ludzi, co wymaga, by patogen potrafił przyczepiać się do receptorów w komórkach ludzkich. Przykładowo SARS-CoV-2 jest biegły w przyłączaniu się do receptora ACE2 w płucach i innych narządach człowieka. Według dr. Richarda Ebrighta, eksperta od chorób zakaźnych z Uniwersytetu Rutgersa, opis projektu dotyczy eksperymentów z zakresu inżynierii genetycznej, które miałyby poprawić zdolność koronawirusa nietoperza do infekowania ludzkich komórek i zwierząt laboratoryjnych. W kontekście panującej pandemii jest to godny uwagi szczegół.

Wraz z wieloma innymi naukowcami Ebright głośno wyrażał swój sprzeciw wobec stosowania metody GOF ze względu na groźbę wybuchu pandemii, jaka jej towarzyszy. Z kolei dr Anthony Fauci, znany ze swojej pracy podczas kryzysu HIV/AIDS w latach 90. i roli doradcy każdego prezydenta USA od czasu Ronalda Reagana, aktywnie wspierał i promował podobne badania nad ptasią grypą, które wzbudziły kontrowersje dziesięć lat temu. Twierdził, iż są one warte ryzyka, bo dotyczą ochrony zdrowia publicznego. GOF polega na pozyskiwaniu wirusów bezpośrednio ze środowiska naturalnego i przepuszczaniu ich przez organizmy zwierząt, aby po zmutowaniu przybrały ostatecznie postać stanowiącą zagrożenie pandemiczne. Uczeni wykorzystali tę metodę do przekształcenia wirusa, który słabo radził sobie z przenoszeniem się z człowieka na człowieka, w odmianę o wysokiej zaraźliwości – cecha patogenu pandemicznego. W tym przypadku to fretki infekowano do chwili, gdy jedna z nich zapadła na chorobę.

Prace wiązały się z zagrożeniem, które martwiło nawet najbardziej doświadczonych profesjonalistów. Ponad 200 badaczy wezwało do ich wstrzymania z uwagi na prawdopodobieństwo zaistnienia wypadku laboratoryjnego i pandemii. W 2014 r. NIH ustanowiły moratorium na badania, zawieszając 21 z nich. Trzy lata później – w grudniu 2017 r. – zostało ono zniesione i ruszyła druga faza projektu zdominowana przez GOF. NIH nakreśliły ramowe zasady kontynuacji badań: naukowcy muszą uzyskać zgodę panelu ekspertów, który zdecyduje, czy ryzyko jest uzasadnione. Inspekcję rzeczywiście przeprowadzono, ale potajemnie, za co NIH spotkały się z ostrą krytyką. Po tym, jak reporter magazynu Science odkrył na początku 2019 r., że NIH zatwierdziły dwa projekty badawcze, które zastosowały wobec wirusów grypy metodę „nabywania funkcji”, naukowcy jej przeciwni potępili postępowanie NIH w artykule na łamach Washington Post. Mamy poważne wątpliwości, czy eksperymenty te należy w ogóle przeprowadzać, napisali Tom Inglesby z Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa i Marc Lipsitch z Harvardu. Przy obradach prowadzonych za zamkniętymi drzwiami nikt z nas nie będzie miał okazji zrozumieć, w jaki sposób rząd podjął te decyzje, ani ocenić rygoru i uczciwości tego procesu.

Ekspansja laboratoriów BSL-4

Fragment artykułu opublikowanego 23 lutego 2017 r. w Nature.

Instytut w Wuhanie jest bliski uzyskania zgody na pracę z najbardziej niebezpiecznymi patogenami na świecie. Posunięcie to wywołuje wiele emocji, w tym niepokój. Stanowi ono część planu, w ramach którego w Chinach zbudowanych zostanie do 2025 r. od pięciu do siedmiu laboratoriów funkcjonujących na 4 poziomie bezpieczeństwa biologicznego (BSL-4). Niektórzy naukowcy spoza Chin boją się, że może dojść do ucieczki wirusa, która nadałaby wymiar biologiczny napięciom geopolitycznym. Rozbudowa sieci placówek BSL-4 w Stanach Zjednoczonych i Europie, do jakiej doszło na przestrzeni ostatnich 15 lat (kilka z nich już działa, inne są w budowie), także napotkała opór – pojawiły się pytania o jej zasadność. Laboratorium w Wuhanie kosztowało 44 miliony dolarów.

Laboratorium BSL-4 w Wuhanie.

Chińskie laboratorium budzi obawy, ponieważ wirus SARS wielokrotnie wydostał się z zabezpieczonych w stopniu wysokim obiektów w Pekinie, o czym przypomina Richard Ebright, biolog molekularny z Uniwersytetu Rutgersa w New Jersey. Tim Trevan, założyciel CHROME z siedzibą w Damascus w stanie Maryland – instytucji zajmującej się doradztwem ds. bezpieczeństwa biologicznego – mówi, że kryterium gwarantującym bezpieczne warunki w BSL-4 jest otwarta kultura, o którą nie jest łatwo w Chinach, gdyż tamtejsze społeczeństwo kładzie nacisk na hierarchię. Bardzo ważny jest swobodny przepływ informacji, różnorodność punktów widzenia i tzw. płaskie struktury, dające każdemu prawo do zabrania głosu, zwraca uwagę ekspert. Yuan Zhiming, dyrektor laboratorium w Wuhanie, zapewnia, iż porusza tę kwestię z personelem: Powtarzamy im, że najważniejsze jest to, by zgłaszali, co zrobili a czego nie.

Ebright nie jest przekonany, by Chiny potrzebowały więcej niż jednego laboratorium BSL-4. Podejrzewa, iż realizowana ekspansja jest reakcją na sieci tych placówek w Stanach Zjednoczonych i Europie, których istnienie również uważa za nieuzasadnione. Uczony dodaje, że rządy uznają taką nadwyżkę mocy przerobowych za sprzyjającą potencjalnemu rozwojowi broni biologicznej. Ze swej natury obiekty te mają podwójne zastosowanie, tłumaczy uczony. Martwi go też perspektywa mnożenia okazji do wstrzykiwania patogenów małpom: Potrafią biegać, drapać i gryźć. Trevan uważa, iż inwestowanie w BSL-4 przede wszystkim może być sposobem na udowodnienie światu, że naród chiński jest konkurencyjny: Potrzebne czy nie, jest ono wielkim symbolem statusu w dziedzinie biologii.

Depesze ostrzegawcze

Fragment artykułu Washington Post z 14 kwietnia 2020 r.

Dwa lata przed tym, jak pandemia koronawirusa spowodowała światowy zamęt, urzędnicy ambasady USA kilkakrotnie odwiedzili ośrodek naukowo-badawczy w mieście Wuhan i wysłali do Waszyngtonu dwa oficjalne ostrzeżenia na temat nieodpowiednich zabezpieczeń w laboratorium, które prowadziło ryzykowne badania nad koronawirusami nietoperzy. Instytut Wirusologii w Wuhanie (WIV) opublikował komunikat w języku angielskim dotyczący ostatniej z tych wizytacji, która miała miejsce 27 marca 2018 r.; na czele delegacji USA był Jamison Fouss, konsul generalny w Wuhanie, i Rick Switzer, doradca ambasady ds. środowiska, nauki, technologii i zdrowia. W ubiegłym tygodniu WIV usunął tę informację ze swojej witryny, choć nadal można ją znaleźć w internetowym archiwum. To, czego urzędnicy dowiedzieli się podczas wizyt, zaniepokoiło ich tak dalece, iż wysłali do stolicy dwie depesze sklasyfikowane jako „wrażliwe, ale nie poufne”.

Depesze ostrzegały o słabościach w zakresie bezpieczeństwa i zarządzania w laboratorium WIV i zalecały, by poświęcono mu więcej uwagi i udzielono pomocy jego kadrze. Pierwsza z nich alarmuje też, że eksperymentowanie z koronawirusami nietoperzy i ich potencjalnym przenoszeniem przez ludzi wiąże się z niebezpieczeństwem wybuchu pandemii podobnej do SARS. Podczas interakcji z naukowcami z laboratorium WIV zauważono, iż istnieje tam poważny niedobór odpowiednio przeszkolonych techników i badaczy potrzebnych do bezpiecznej obsługi, czytamy w komunikacie z 19 stycznia 2018 r.

Nie ma (jednoznacznych) dowodów na to, iż SARS-CoV-2 – patogen nękający świat – został spreparowany; naukowcy w dużej mierze zgadzają się, że pochodzi od zwierząt. Jednak nie oznacza to, iż jego źródłem nie jest laboratorium, które przez lata testowało na zwierzętach koronawirusy nietoperzy, mówi Xiao Qiang, naukowiec ze Szkoły Informacji Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley. Podobne obawy dotyczą pobliskiego laboratorium Centrum Kontroli i Zapobiegania Chorobom w Wuhanie (Centre for Disease Control – CDC), które działa na 2 poziomie bezpieczeństwa biologicznego – znacznie odbiegającym od standardów zabezpieczeń w WIV, kontynuuje Xiao. To ważne, ponieważ chiński rząd wciąż nie udziela odpowiedzi na podstawowe pytania o pochodzenie nowego koronawirusa, jednocześnie powstrzymując wszelkie próby ustalenia, czy którykolwiek z ośrodków naukowo-badawczych miał z nim związek.

Depesza była strzałem ostrzegawczym. Autorzy błagali, by oficjele zwrócili uwagę na panujące w laboratorium warunki. Jednak Amerykanie nie udzielili żadnej dodatkowej pomocy. Jak zauważył David Ignatius, przedstawiony przez Pekin wstępny raport o tym, skąd się wziął wirus, jest co najmniej niepewny. Dochodzenie chińskich ekspertów opisane w styczniowym numerze czasopisma Lancet wykazało, iż pierwszy znany pacjent, zidentyfikowany 1 grudnia 2019 r., nie miał żadnego związku z giełdą spożywczą w Wuhanie, podobnie jak ponad jedna trzecia przypadków w pierwszym dużym ognisku SARS-CoV-2. Poza tym nie handlowano tam nietoperzami.

Tymczasem chińskie władze objęły kwestię pochodzenia koronawirusa całkowitą blokadą informacyjną. Ekspertom z USA nie przekazano próbek pobranych pacjentom na początku epidemii. Laboratorium w Szanghaju, które 11 stycznia 2020 r. upubliczniło genom koronawirusa, zostało szybko zamknięte w celu „skorygowania niedociągnięć”. Kilkoro lekarzy i dziennikarzy, którzy jako pierwsi donosili o rozprzestrzenianiu się patogenu, zniknęło z przestrzeni publicznej. W dniu 14 lutego 2020 r. prezydent Xi Jinping wezwał do przyspieszenia prac nad nową ustawą o bezpieczeństwie biologicznym. Stacja CNN podałą 12 kwietnia 2020 r., że każda instytucja nosząca się z zamiarem zamieszczenia jakichkolwiek ustaleń o genezie koronawirusa musi uzyskać oficjalną zgodę rządu.

Botao Xiao i Lei Xiao, naukowcy Uniwersytetu Technologicznego Chin Południowych w Kantonie, opublikowali w lutym 2020 r. na portalu Research Gate artykuł, w którym stwierdzili, iż SARS-CoV-2 mógł wydostać się z Centrum Kontroli Chorób w Wuhanie (CDC), gdzie przetrzymywane są zwierzęta do celów badawczych, w tym 605 nietoperzy schwytanych w prowincjach Hubei i Zhejiang.

Richard Ebright, mikrobiolog i ekspert ds. bezpieczeństwa biologicznego z Uniwersytetu Rutgersa, przypomniał 2 kwietnia 2020 r., że w Wuhanie koronawirusy nietoperzy analizuje się na poziomie 2 bezpieczeństwa, który zapewnia minimalną ochronę. Materiały filmowe udostępnione przez Centrum Kontroli Chorób pokazują, że personel zbierający koronawirusy nietoperzy nie stosuje wymaganych [środków ochrony osobistej] i oddaje się niebezpiecznym praktykom operacyjnym. W dwóch chińskich artykułach z 2017 i 2019 r. opisano wyczyny badaczki z CDC w Wuhanie, która podczas polowania na nietoperze ‚zapomniała o zabezpieczeniach i mocz nietoperza kapał z jej głowy jak krople deszczu’, powiedział dr Ebright.

Wpisy powiązane tematycznie: Pandemia i wielkie wymieranie planetarne, Pandemia przyspieszy upadek gospodarki globalnej, Po krachu – upadek.

Jeśli jest Pani/Pan subskrybentem/stałym czytelnikiem bloga i uznaje moją pracę za wartościową i zasługującą na symboliczne wsparcie, proszę rozważyć możliwość zostania moim Patronem już za 5 zł miesięcznie. Dziękuję.

Oprac. i tłum. exignorant

Opublikowano Pułapka technologiczna

Nagła zmiana klimatu: Czerwony alarm na Syberii

Syberia Północna doświadcza bezprecedensowej wiosny.

Tundra położona wzdłuż Oceanu Arktycznego należy do najszybciej ocieplających się obszarów Ziemi. Trend utrzymuje się tam od lat. W najnowszym raporcie klimatycznym Rosgidromet stwierdzono, iż w ciągu minionych dwóch dekad zimowe temperatury Północnej Drogi Morskiej wzrosły o +2°C.

Odchylenie temp. w I kwartale 2020 r. od średniej z 1981-2010 [źródło: NOAA].

Mapa sporządzona przez Narodową Służbę Oceaniczną i Atmosferyczną (National Oceanic and Atmospheric Administration – NOAA) pokazuje średnią wartość syberyjskich temperatur w pierwszym kwartale 2020 r., która była wyższa od normy o +5°C. Wizualizacje nie oddają w pełni dramatyzmu tej ekstremalnej sytuacji, ponieważ za pomiarowy punkt odniesienia autorzy obrali sobie okres 1981-2010, a nie początek epoki przemysłowej (1750 r.).

Kolejna fala niewiarygodnych upałów przetoczyła się przez region w drugiej połowie maja. Na półwyspach Syberii Północnej – Jamalskim, Gydańskim i Tajmyrskim – odczyty z 23 maja 2020 r. odskoczyły od średniej o blisko +20°C. Mówimy o krainach wiecznej zmarzliny, której topnienie przyspiesza z każdym rokiem.

Z kolei na Syberii Zachodniej, min. w Nowosybirsku i Krasnojarsku, a także w obwodzie omskim, tomskim, kemerowskim oraz w górach Ałtaj, słupek rtęci oscylował w granicach +30°C/+35°C. Nie było wiosny ani łagodnego ocieplenia. Ktoś włączył w kwietniu przycisk ‚gorące powietrze’ i zaczęło się lato. Urodziłem się na Syberii i mieszkam tu od sześćdziesięciu lat, ale czegoś podobnego nie pamiętam, powiedział dziennikarz Siergiej Zubczuk z Barnaułu.

Półwysep Jamalski.

Cykle przyrody uległy załamaniu. Wegetacja rozpoczęła się przedwcześnie. Doszło do eksplozji aktywności kleszczy – liczebność ich populacji przewyższa poziom naturalny 200 razy. Lód skuwający wielkie rzeki, w tym Jenisej, rozpadł się miesiąc przed terminem. Pożary podobnie wybuchły wcześniej niż kiedykolwiek. Władze walczą z żywiołem m.in. w Jamale Nienieckim. Na zachodzie w płomieniach stanęły lasy i stepy. Do końca kwietnia spaliły się dwa miliony hektarów.

Co więcej, w następstwie wyjątkowo gorącej i suchej wiosny „budzą się” rozrzucone po Syberii, uśpione „pożary zombie” – pozostałości po rekordowej pożodze z 2019 r. Gleby torfowe są wysuszone. Ogień tli się pod ziemią i po pewnym czasie zapala powierzchnię. Uczeni prowadzący obserwacje satelitarne w Europejskiej Agencji Monitorowania Atmosfery Copernicus widzą zbiorczy efekt zeszłorocznego, rekordowego sezonu pożarowego, który wpłynie na sezon nadchodzący i najprawdopodobniej przyniesie rozległe i długotrwałe inferno.

Rozgrzana atmosfera gwałtownie przeobraża arktyczne ekosystemy. Naukowcy z Uniwersytetu w Tomsku udokumentowali zmianę wielu jezior tundry jamalsko-nienieckiej w bagna. Zwykle osuszanie jeziora jest procesem stopniowym, który zajmuje kilka dekad, wyjaśnia Siergiej Loiko, kierownik projektu badawczego. Teraz wszystko dzieje się wielokrotnie szybciej.

Jeśli jest Pani/Pan subskrybentem/stałym czytelnikiem bloga i uznaje moją pracę za wartościową i zasługującą na symboliczne wsparcie, proszę rozważyć możliwość zostania moim Patronem już za 5 zł miesięcznie. Dziękuję.

Oprac. i tłum. exignorant

Opublikowano Klimat

Uwidaczniają się skutki redukcji aerozoli antropogenicznych

Potwierdzają się prognozy następstw spadku koncentracji zanieczyszczeń przemysłowych.

Amerykańskie Centrum Połączonego Ostrzegania przed Tajfunami (Joint Typhoon Warning Center) poinformowało, że 18 maja 2020 r. cyklon tropikalny Amphan stał się najpotężniejszym żywiołem, jaki kiedykolwiek uformował się w Zatoce Bengalskiej. Prędkość wiatru utrzymywała się na poziomie 270 kilometrów na godzinę. „Superburza” zaliczana jest do najbardziej gwałtownych ekstremalnych zdarzeń pogodowych na Północnym Oceanie Indyjskim – odpowiadała huraganowi kategorii 5 w skali Saffira-Simpsona.

Przed uderzeniem Amphanu ewakuowano około 5 milionów mieszkańców Bengalu i Bangladeszu. Konsekwencje cyklonu dotknęły kilkanaście milionów ludzi – niektórzy z nich stracili domy, plony i ziemie. W samym Bengalu Zachodnim uszkodzonych zostało ponad 1,5 miliona domostw. Na nisko położonych przybrzeżnych obszarach Bangladeszu dewastacja ogarnęła wiele pól uprawnych, które pozwalały przetrwać ich właścicielom. Społeczności potrzebują pilnego wsparcia, ponieważ utraciły dostęp do artykułów pierwszej potrzeby takich jak żywność, czysta woda i materiały budowlane, apeluje Farah Kabir, dyrektor ActionAid w Bangladeszu. Nigdy w życiu nie widziałem takiego cyklonu. Miałem wrażenie, że nadszedł koniec świata, wspomina 49-letni Azgar Ali z Satkhiry – okręgu położonego na wybrzeżu Bangladeszu. Setki tysięcy uchodźców przebywają w obozach, gdzie zachowanie zasad dystansowania społecznego jest niemożliwe. Istnieją obawy, iż doprowadzi to do skoku liczby chorych na COVID-19.

Cyklon Amphan.

Dr Roxy Mathew Koll, naukowiec z Indyjskiego Instytutu Meteorologii Tropikalnej (Indian Institute of Tropical Meteorology) i współautor ocen Międzyrządowego Panelu ONZ ds. Zmiany Klimatu (Intergovernmental Panel on Climate Change – IPCC) dotyczących oceanów i kriosfery, wyjaśnia: Nasze badania pokazują, że wysokie temperatury oceanów sprzyjają szybkiej intensyfikacji cyklonów na północnym Oceanie Indyjskim. W tym konkretnym przypadku Zatoka Bengalska była szczególnie ciepła, co mogło odegrać rolę w błyskawicznym wręcz przejściu od niżu do cyklonu i supercyklonu. Przykładowo w pierwszych dwóch tygodniach maja boje dryfujące w zatoce zarejestrowały maksymalne temperatury powierzchni 32–34°C. Są to rekordowe, wcześniej nie zaobserwowane wartości, które przyniosła (nagła) zmiana klimatu.

Prof. V. Vinoj ze Szkoły Nauk o Ziemi, Oceanie i Klimacie (School of Earth, Ocean and Climate Sciences) przy Indyjskim Instytucie Technologicznym w Bhubaneswar (Indian Institute of Technology) tłumaczy: Globalne ocieplenie prowadzi do wzrostu zawartości ciepła w górnych warstwach oceanów na całym świecie. Dotyczy to także stref wód otaczających region indyjski. Mówimy o jednej z przyczyn rosnącej aktywności cyklonicznej w okresie poprzedzającym nadejście monsunów. Jednak tym, co odróżnia warunki obecne od przeszłych, jest największe na świecie wyłączenie przemysłu, do którego doszło w Indiach i całej Azji Południowej. Ta blokada znacznie zmniejszyła antropogeniczne emisje zanieczyszczeń przemysłowych. Oznacza to, iż wzrost odnotowało w tym czasie ocieplenie powierzchni – bezpośrednią przyczyną zjawiska jest usunięcie z atmosfery wytworzonych przez człowieka aerozoli. Obejmuje ono swoim zasięgiem całą Zatokę Bengalską. Dlatego efekt globalnego ocieplenia, który potęguje cyklony, jest teraz wzmacniany przez następstwa kwarantanny. Możliwe, że z tego powodu Amphan zmienił się w supercyklon.

Jeśli jest Pani/Pan subskrybentem/stałym czytelnikiem bloga i uznaje moją pracę za wartościową i zasługującą na symboliczne wsparcie, proszę rozważyć możliwość zostania moim Patronem już za 5 zł miesięcznie. Dziękuję.

Oprac. i tłum. exignorant

Opublikowano Klimat

„Wzburzona rzeka”

Od ponad roku Czytelniczki i Czytelnicy bloga udzielają mi pomocy za pośrednictwem patronatu. W podzięce dedykuję Darczyńcom kolejny przekład piosenki.

Wzburzona rzeka

Pustka naszych słów, spowiedzi czas
O najciemniejszej porze dnia
Z Automatowa jazgot dobiega nas
Chór ofiar samotnych łka?

Tak gorzki smak, przesłonięta twarz
Dzieciny zapomnianej już
Tak czarny mus, powolna dłoń
Niewyrównany dług

Dla trucizny, którą biorą
Te fotografie nie znaczą nic
Przed świetności krótką chwilą
Światłość przestaje żyć

Straszliwy koszt, bilans strat
Nasz odwrócony wzrok
Za wybieg ten okrutny tak
Zapłacimy nim zapadnie zmrok

Rzeka płynie tam, gdzie niesie prąd
Musimy zniszczyć blask
Wypadków bieg zapala lont
Pożar metod naszych trwa

Trupy kroczą po tafli wody
W ich żyła zimna krew
Wzburzona rzeka wzbiera
Wchodzimy w ulewny deszcz

Dla trucizny, którą biorą
Te fotografie nie znaczą nic
Wzburzona rzeka wzbiera
Wchodzimy w ulewny deszcz

Tytuł oryginalny: „The Angry River”
Słowa i muzyka: The Hat
Premiera: 9 marca 2014

Jeśli jest Pani/Pan subskrybentem/stałym czytelnikiem bloga i uznaje moją pracę za wartościową i zasługującą na symboliczne wsparcie, proszę rozważyć możliwość zostania moim Patronem już za 5 zł miesięcznie. Dziękuję.

Opublikowano Do PATRONÓW

Pandemia i wielkie wymieranie planetarne

Skrót artykułu, który ukazał się 24 kwietnia 2020 r. w czasopiśmie badawczym Earth & Environmental Science Research & Reviews. Autorem jest dr Guy R. McPherson, biolog ewolucyjny i profesor emeritus Uniwersytetu Arizony.

Małe życie ma znaczenie. W rzeczywistości „ludzkie ciało zawiera około 100 bilionów komórek, ale tylko jedną na 10 z nich można uznać za faktycznie ludzką” [1]. Składamy się z bakterii i innych bardzo małych, żywych organizmów, a także z nieożywionych istot takich jak wirusy. Jeden z nich przykuł uwagę świata. Nowy koronawirus może przyspieszyć wyginięcie ludzi i ziemskiego życia. Redukcja aktywności przemysłowej spowodowana przez COVID-19 sprzyja trwającemu procesowi utraty siedlisk zwierząt ludzkich.

Maskujący efekt aerozoli, czyli globalne zaciemnienie, jest opisywany w literaturze badawczej przynajmniej od 1929 r. [2, 3]. Aktywność przemysłowa emituje gazy cieplarniane, które ogrzewają planetę, i jednocześnie wprowadza do atmosfery aerozole, które w pewnym zakresie niwelują efekt ogrzewania. Blokując światło słoneczne, chłodzą Ziemię. Według jednego z badań zmniejszenie aktywności przemysłowej o jedyne 35% może wywołać wzrost średniej temperatury planety o dodatkowy 1°C w ciągu kilku tygodni [4]. Prognoza ta została uznana kolektywnie za zbyt ostrożną w analizie zamieszczonej w Science 17 stycznia 2019 r. [5]. Główny jej autor podkreślił 22 stycznia 2019 r., że „światowe wysiłki na rzecz poprawy jakości powietrza poprzez opracowanie czystszych paliw i spalanie mniejszej ilości węgla mogą zaszkodzić planecie ze względu na redukcję ilości aerozoli w atmosferze i tym samym ograniczenie ich zdolności chłodzenia, która częściowo kompensuje globalne ocieplenie” [6]. Efekt chłodzenia jest „prawie dwukrotnie większy, niż sądzili naukowcy”. Artykuł Rosenfelda i in. [5] cytuje wniosek Levy’ego i in. [4] dotyczący skutków 35% obniżenia aktywności przemysłowej, co sugeruje, iż tylko 20% jej wyłączenie może spowodować skok średniej temperatury Ziemi o 1°C na przestrzeni kilku tygodni [7]. Kolejne, niedawne potwierdzenia tego, jak ważną rolę odgrywa maskujący efekt aerozoli, znajdziemy w [8, 9]. Ponadto spadek koncentracji aerozoli potęguje fale upałów [10].

Wyginięcie gatunku ludzkiego mogło zostać zapoczątkowane kilka lat temu, kiedy to średnia temperatura globu znalazła się 1,5°C powyżej poziomu wyjściowego z 1750 r. Zgodnie z konkluzją kompleksowego przeglądu opublikowanego przez Europejski System Analizy Strategii i Polityki (European Strategy and Policy Analysis System) „wzrost o 1,5°C to maksimum, jakie zdoła znieść planeta; (…) staniemy w obliczu jeszcze większej liczby susz i powodzi, ekstremalnych upałów i ubóstwa (…), a w najgorszym wypadku nawet całkowitego wymarcia ludzkości” [11, 12]. W kwietniu 2018 r. średnia globalna temperatura była wyższa o 1,73°C od tej, jaka panowała w epoce przedprzemysłowejhomo sapiens doświadczył takiej wartości po raz pierwszy w swojej historii [13, 14]. Do 13 marca 2020 r. przekroczony został pułap 2°C [11]. Innymi słowy, wyginięcie ludzi wskutek „tysiąca cięć może być zagwarantowane nawet bez dalszego ogrzewania Ziemi. Wymuszone pandemią wygaszenie przemysłu mogło już osłabić maskujący efekt aerozoli na tyle, by w sposób zauważalny podnieść temperaturę globu. Rezultat nie jest jeszcze oczywisty, ponieważ moment pojawienia się nowego koronawirusa nie zagroził habitatowi człowieka. Drzewa wypuściły liście wiosną 2020 r. na półkuli północnej, wykorzystując węglowodany zmagazynowane w roku minionym, a zboża zebrano przed wybuchem pandemii. Spodziewany skok temperatury, odnotowany początkowo w Chinach i Indiach, uwidoczni się, gdy umrze więcej drzew. Wymieranie tych roślin na dużą skalę może zbiec się z klęskami nieurodzaju jeszcze pod koniec bieżącego roku. Uprawy zbóż wymagają delikatnej równowagi warunków środowiskowych, które podobnie jak siedliska ludzkie, znajdują się na krawędzi chaosu [15]. W ślad za prawdopodobną gwałtowną zmianą środowiskową może ostatecznie zaniknąć ziemskie życie [16].

Bibliografia

1. Stein R. (2012) Wreszcie mamy mapę wszystkich twoich drobnoustrojów (tyt. org. Finally a map of all the microbes on your body), NPR, 13 czerwca 2012 r.

2. Ångström A (1929) O transmisji atmosferycznej promieniowania słonecznego oraz o pyle w powietrzu (tyt. org. On the Atmospheric Transmission of Sun Radiation and on Dust in the Air), Geografiska Annaler 11: 156-166.

3. McPherson GR (2019) Zatrzymując się w pół drogi: Raporty klimatyczne ignorują część dowodów, a terapeuci ignorują proces wychodzenia z żałoby (tyt. org. Going halfway: Climate reports ignore the full evidence, and therapists ignore grief recovery), Clinical Psychology Forum 321: 28-31.

4. Levy H II, LW Horowitz, MD Horowitz, MD Schwarzkopf, Y Ming i in. (2013) Rola bezpośredniego i pośredniego wpływu aerozolu na przeszłe i przyszłe zmiany klimatu (tyt. org. The roles of aerosol direct and indirect effects in past and future climate change), JGR Atmospheres 118: 4521–4532.

5. Rosenfeld D, Y Zhu, M Wang, T Goren, S Yu i in. (2019) Zasilane aerozolem koncentracje kropel dominują w pokryciu i wodzie oceanicznych chmur piętra niskiego (tyt. org. Aerosol-driven droplet concentrations dominate coverage and water of oceanic low-level clouds), Science 363: 1-9.

6. Uniwersytet Hebrajski w Jerozolimie (2019) Musimy powtórnie przemyśleć to, co wiemy o globalnym ociepleniu: nowe obliczenia pokazują, że naukowcy rażąco zaniżyli wpływ zanieczyszczeń powietrza (tyt. org. We need to rethink everything we know about global warming: New calculations show scientists have grossly underestimated the effects of air pollution), ScienceDaily, 22 stycznia 2019 r.

7. Fagan L (2019) Chłodzenie, jakie powodują cząstki atmosferyczne, może maskować wyższą wartość ocieplenia (tyt. org. Cooling from atmospheric particles may mask greater warming), Sustainability Times, 25 stycznia 2019 r.

8. Chakraborty T, X Lee (2019) Pokrycie terenu reguluje przestrzenną zmienność reakcji temperatury na bezpośredni efekt promieniowania aerozoli (tyt. org. Land cover regulates the spatial variability of temperature response to the direct radiative effect of aerosols), Geophysical Research Letters 46: 8995-9003.

9. Hasekamp OP, E Gryspeerdt, J Quaas (2019) Analiza polarymetrycznych pomiarów satelitarnych sugeruje silniejsze chłodzenie wskutek interakcji aerozol-chmury (tyt. org. Analysis of polarimetric satellite measurements suggests stronger cooling due to aerosol-cloud interactions), Nature Communications 10: 1-7.

10. Zhao A, MA Bollasina, DS Stevenson (2019) Silny wpływ redukcji aerozoli na przyszłe fale upałów (tyt. org. Strong influence of aerosol reductions on future heatwaves), Geophysical Research Letters 46: 4913–4923.

11. Carana S (2019) Poziom 2°C został przekroczony (tyt. org. 2°C crossed), Arctic News Blog, 13 marca 2020 r.

12. Gaub F (2019) Globalne trendy do 2030 r .: Wyzwania i wybory, przed którymi stoi Europa (tyt. org. Global Trends to 2030: Challenges and Choices for Europe), European Strategy and Policy Analysis System.

13. Carana S (2018) O ile cieplej jest obecnie? (tyt. org. How much warmer is it now?), Blog Arctic News, 2 kwietnia 2018 r.

14. Hansen J, M. Satato, P Kharecha, K von Schuckmann, DJ Beerling, i in. (2017) Brzemię młodych ludzi: Konieczność ujemnych emisji CO2 (tyt. org. Young people’s burden: requirement of negative CO2 emissions), Earth Systems Dynamics 8: 577-616.

15. McPherson GR (2019) Pozostała tylko miłość: Tańcząc na krawędzi wymarcia (tyt. org. Only Love Remains: Dancing at the Edge of Extinction), Woodthrush Productions, Nowy Jork.

16. Strona G, CJA Bradshaw (2018) Współwymierania unicestwiają życie planetarne podczas ekstremalnych zmian środowiskowych (tyt. org. Co-extinctions annihilate planetary life during extreme environmental change), Scientific Reports 8, artykuł 16724: 1-12.

Jeśli jest Pani/Pan subskrybentem/stałym czytelnikiem bloga i uznaje moją pracę za wartościową i zasługującą na symboliczne wsparcie, proszę rozważyć możliwość zostania moim Patronem już za 5 zł miesięcznie. Dziękuję.

Tłum. exignorant

Opublikowano Klimat, Wymieranie gatunków

Zestawienie aktualizacji: marzec/maj 2020 r.

Ocieplenie ziemskiej atmosfery przyspiesza:

W dniu 3 maja 2020 r. laboratorium Mauna Loa Narodowej Służby Atmosferycznej i Oceanicznej (NOAA) odnotowało rekordowy poziom średniego dobowego stężenia CO2: 418,12 ppm. Wartości godzinne wynosiły ponad 419 ppm.

Cywilizacja przemysłowa jest silnikiem cieplnym:

Badanie przeprowadzone przez naukowców z Uniwersytetu Auburn i opublikowane 23 grudnia 2019 r. w Nature Climate Change pokazało czterokrotny wzrost emisji podtlenku azotu – jednego z głównych czynników ocieplających klimat – ze strumieni i rzek. Ładunki azotu trafiające do strumieni i wód podziemnych wskutek działalności człowieka – głównie zastosowań rolniczych – odgrywają znaczącą rolę w potęgowaniu globalnych emisji podtlenku azotu z rzek, powiedział główny autor analizy prof. Hanqin Tian, dyrektor Międzynarodowego Centrum Badań nad Klimatem i Zmian Globalnych w Auburn.

Dodatnie sprzężenia zwrotne klimatu uruchomione przez silnik cieplny cywilizacji przemysłowej:

87. Wcześniejsze wypuszczanie liści, wcześniejsze kiełkowanie i kwitnienie są bezpośrednią reakcją na zmianę klimatu. Synteza ponad 40 badań fenologicznych opartych na obrazowaniu satelitarnym ujawniła, że na półkuli północnej wypuszczanie liści przyspiesza od lat 80. XX wieku średnio o 4–5 dni na dekadę. Nowe badanie, opublikowane w 17 lutego 2020 r. w Nature Climate Change, potwierdziło, że zjawisko to potęguje roczne ocieplenie powierzchni Ziemi. Według naukowców z Instytutu Fizyki Atmosfery (USA), Laboratorium Narodowego im. Lawrence’a (USA) oraz Uniwersytetu Nauki i Technologii w Nankin (Chiny) występujące coraz wcześniej wypuszczanie liści intensyfikuje proces uwalniania pary wodnej. Większa ilość pary jest transportowana w kierunku bieguna, co powoduje anomalie związane z pokrywą śnieżną i zachmurzeniem na wysokich szerokościach geograficznych, powiedziała dr Xiyan Xu, główna autorka analizy. To właśnie tłumaczy, dlaczego na północy, poza regionami, gdzie obserwujemy wcześniejsze wypuszczanie liści, znajdują się lokalizacje doświadczające wysokich temperatur. Takie ocieplenie jest wzmacniane w regionach zimnych takich jak kanadyjski Archipelag Arktyczny, wschodnie i zachodnie krańce Syberii oraz południowo-wschodnia Wyżyna Tybetańska, ponieważ następuje tam redukcja opadów śniegu. Śnieg odbija promieniowanie słoneczne, wyjaśniła Xu. Kiedy na powierzchni jest mniej śniegu, jej zdolność do odbijania promieni maleje – zaczyna pochłaniać ich coraz więcej, przez co staje się cieplejsza. Dr Gensuo Jia, współautor badania, podkreślił, że wskutek postępującego ocieplenia data wypuszczania liści cofnie się jeszcze bardziej. Pętla dodatniego sprzężenia zwrotnego między klimatem a fenologią liści wiosennych prawdopodobnie zwiększy ocieplenie na wysokich szerokościach geograficznych, powiedział Jia. Wpływ zmiany wegetacyjnej na klimat jest ogromny wiosną, gdy topnieje śnieg – co więcej, nadchodzi wówczas letni monsun wschodnioazjatycki, a wzmocnieniu ulega południowoamerykański prąd strumieniowy.

88. W swoim badaniu zamieszczonym po raz pierwszy 21 sierpnia 2019 r. w Soil Science Society of America uczeni z Uniwersytetu Stanu Pensylwania poinformowali, że obecne modele cyklu węglowego zaniżają ilość dwutlenku węgla emitowanego podczas pory deszczowej przez gleby lasów stref umiarkowanych. Korzenie drzew i drobnoustroje wykorzystują tlen, by przekształcać zalegający w ziemi węgiel organiczny w dwutlenek węgla poprzez tzw. oddychanie tlenowe. To uwalnianie CO2 stanowi największy strumień węgla generowany i wprowadzany do atmosfery przez ekosystemy lądowe, co czyni go kluczowym składnikiem globalnego budżetu węglowego. Oddychanie tlenowe jest dominującym procesem, który intensyfikuje ten strumień. Naukowcy przekonali się teraz, że związane z warunkami deszczowymi oddychanie beztlenowe także go nasila. W aktualnych modelach ilość CO2 i O2 jest kontrolowana dzięki zużyciu tlenu i wytwarzaniu dwutlenku węgla poprzez oddychanie tlenowe, powiedziała Caitlin Hodges z Wydziału Nauki i Zarządzania Ekosystemowego. Zazwyczaj jest to wzajemnie jednoznaczny stosunek konsumpcji względem produkcji. Odkryliśmy jednak, że szczególnie latem wykrywalny jest znaczący sygnał oddychania beztlenowego powodowanego przez korzenie. Mają one większe zapotrzebowanie na tlen i wygrywają konkurencję z mikrobami, które są zmuszone przestawić się na oddychanie beztlenowe. Najostrożniejsze szacunki wskazują, iż w punktach pomiaru za co najmniej 10% całkowitego oddychania odpowiadały drobnoustroje glebowe. Jest to duża liczba, zważywszy, że nie podejrzewano wilgotnych lasów umiarkowanych o wzmożone oddychanie beztlenowe. Spodziewamy się, iż oddychanie beztlenowe stanie się częstszym zjawiskiem w tych systemach leśnych wskutek zmiany klimatu, ale nasze modele węgla glebowego jeszcze tego trendu nie uwzględniają, przyznała Hodges.

89. Międzynarodowy zespół naukowców ustalił, iż globalne ocieplenie przyspiesza nadejście wiosny, co czyni lato coraz bardziej suchym – szczególnie na półkuli północnej. W artykule opublikowanym 3 stycznia 2020 r. w Science Advances autorzy opisują konkluzje swojej analizy danych satelitarnych z okresu 1982–2011. Wskutek rozpoczynającej się wcześniej wegetacji gleba traci wodę za pośrednictwem porów znajdujących się w liściach. Proces ten powoduje wysychanie podłoża w miesiącach letnich. Mimo, że zwiększa on równocześnie ilość opadów, to nie są one wystarczające, by zrównoważyć ilość wody odprowadzanej z gleby przez rośliny. Ponadto sucha gleba prowadzi do wzrostu temperatur, ponieważ następuje redukcja chłodzenia parą. Trend jest najbardziej wyraźny w Europie wschodniej, Azji zachodniej i niektórych częściach Ameryki Północnej.

Nagła zmiana klimatu uderzy nieliniowo – tak jak pandemia:

Tereny suche pokrywają około 41% powierzchni lądowej Ziemi, a zamieszkuje je jedna trzecia ludzkości. Na tamtejsze życie duży wpływ ma tzw. suchość, tj. równowaga między ilością deszczówki a wodą traconą poprzez parowanie. Współczynnik suchości rośnie na całym świecie wskutek zmiany klimatu. Eksperci z Laboratorium Ekologii Terenów Suchych i Zmiany Globalnej na Uniwersytecie Alicante (UA) ujawnili 14 lutego 2020 r. na łamach Science, że konsekwencją tego trendu są liczne, nagłe zmiany zachodzące w ekosystemach obszarów suchych. Odkryliśmy, iż wiele cech ekosystemu reaguje nieliniowo na małe wzrosty współczynnika suchości. Oznacza to, że istnieją poziomy, na których występują szybkie, a nawet gwałtowne zmiany spowodowane stosunkowo niewielkimi wzrostami tego współczynnika. Po przekroczeniu pewnych progów suchości ekosystem ulega nieproporcjonalnym przeobrażeniom i staje się jeszcze bardziej suchy, wyjaśnił Santiago Soliveres, współautor badania.

Nagła zmiana klimatu: Tempo topnienia Grenlandii w 2019 r. było prognozowane na 2070 r.

Podczas rekordowo ciepłego arktycznego lata w 2019 r. Grenlandia straciła aż 600 miliardów ton lodu, co wystarczyło, by w ciągu dwóch miesięcy podnieść globalny poziom mórz o 2,2 milimetra. Na przeciwległym biegunie masa Antarktydy kurczyła się nieprzerwanie na Obszarze Zatokowym Morza Amundsena i Półwyspie Antarktycznym. Te nowe odkrycia glacjologów z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Irvine i Laboratorium Napędu Odrzutowego NASA zostały opublikowane 18 marca 2020 r. w Geophysical Research Letters. Wiedzieliśmy, że minione lato było szczególnie gorące na Grenlandii, ponieważ topnienie objęło każdy zakątek lądolodu. Jednak uzyskane liczby są ogromne, powiedziała Isabella Velicogna, główna autorka analizy. W 2002–2019 Grenlandia „zgubiła” 4 550 miliardów ton lodu, czyli 268 miliardów ton rocznie – mniej niż połowę ilości roztopionej latem 2019 r.

Nagła zmiana klimatu: Rekordowe, katastrofalne pożary w Arktyce w 2019 r.:

Sezon pożarowy 2020 rozpoczął się na Syberii od nowych rekordów. Na początku maja w obwodzie krasnojarskim płomienie ogarnęły dziesięć razy większy obszar niż w roku minionym. Płonąca powierzchnia w rejonie Bajkału zdystansowała ubiegłoroczną aż trzykrotnie. Na Syberii i Dalekim Wschodzie rozwinęła się skrajnie dramatyczna sytuacja pożarowa, ostrzegł Jewgienij Ziniczew, minister ds. zarządzania kryzysowego. Mała ilość śniegu i niewystarczająca wilgotność gleb – konsekwencje rekordowo ciepłej zimy i suchej wiosny – to czynniki, które sprzyjają eskalacji kryzysu. W niektórych regionach temperatura zbliżyła się już do 30°C.

Nagła zmiana klimatu: Rozpad wiecznej zmarzliny rozpoczął się ponad 70 lat wcześniej, niż przewidywał to raport zespołu ONZ:

W Arktyce aktywne jest nieznane dotychczas i znaczące źródło emisji węgla. Wywiera ono wpływ na lokalne ekosystemy przybrzeżne i zmianę klimatu. Naukowcy z Zakładu Nauk Morskich (Uniwersytet Teksański w Austin), Szkoły Nauk o Ziemi (Uniwersytet Teksański w Austin) i Służby Dzikiej Przyrody USA donieśli o niewykrytych koncentracjach rozpuszczonej materii organicznej trafiającej do arktycznych wód przybrzeżnych. Pochodzi ona z przepływów wód gruntowych na wiecznej zmarzlinie. Przemieszczając się z lądu do morza w praktycznie niezauważalny sposób, woda przenosi znaczne stężenia węgla i innych składników odżywczych do przybrzeżnych sieci pokarmowych. Chemicy wodni i hydrologowie opublikowali swoje odkrycie 21 marca 2020 r. w Nature Communications. Myślę, że większość ludzi zdaje sobie sprawę, jak szybko i dramatycznie zmienia się Arktyka, powiedział Robert Spencer, główny autor badania. Mniejsza jest świadomość na temat poważnych luk w naszej wiedzy.

Nagła zmiana klimatu przyspieszyła: „Szalone tempo” zanikania lodu morskiego Antarktydy po 2014 r.:

W styczniu 2020 r., kiedy susza, fale upałów i pożary pustoszyły Australię, biegun południowy doświadczał gwałtownych warunków pogodowych. Na Antarktydzie Wschodniej naukowcy zaobserwowali pierwszą w dziejach kontynentu falę upału. Stacja badawcza Casey, zlokalizowana na Australijskim Terytorium Antarktycznym, zarejestrowała skrajne maksymalne i minimalne temperatury w ciągu trzech kolejnych dni. Rekordowe wartości odnotowano również w bazach na Półwyspie Antarktycznym. W analizie opublikowanej 30 marca 2020 r. w Global Change Biology uczeni z Uniwersytetu Wollongong (UOW), Australijskiego Oddziału Antarktycznego (AAD), Uniwersytetu Tasmanii i Uniwersytetu Santiago potwierdzili wystąpienie fali upału i opisali jej wpływ na rośliny, zwierzęta i ekosystemy. Prof. Sharon Robinson, główna autorka badania, poinformowała, iż między 23 a 26 stycznia 2020 r. termometry w Casey pokazały najwyższe minimalne i maksymalne temperatury powietrza. Fala upału jest klasyfikowana jako trzy kolejne dni z ekstremalnymi temperaturami maksymalnymi i minimalnymi, wyjaśniła badaczka. Te drugie przekroczyły 7,5°C. Rekordowy był odczyt 9,2°C z 24 stycznia. Najwyższa temperatura minimalna 2,5°C panowała nazajutrz w godzinach rannych. W 31-letniej historii pomiarów w stacji Casey to maksimum było o 6,9°C wyższe od średniej maksymalnej, natomiast minimum przekroczyło średnią minimalną o 0,2°C. Następne rekordy padły w lutym 2020 r. w innych częściach kontynentu. Średnia dzienna temperatura przekroczyła wówczas średnią długoterminową o 2°C (stacja Esperanza) i 2,4°C (stacja Marambio). Skrajne warunki pogodowe nawiedzające Antarktydę w miesiącach letnich pokazują, jak zmiana klimatu oddziałuje nawet na najbardziej odległe obszary planety, powiedziała profesor.

Badanie: Wzrost średniej globalnej temperatury o 2°C będzie katastrofą:

Według badania opublikowanego 30 marca 2020 r. w czasopiśmie Międzynarodowego Towarzystwa Ekologii Mikrobowej ISME zdolność Północnego Atlantyku do pochłaniania dwutlenku węgla została znacznie zawyżona. Zimowe i wiosenne próbki planktonu, pobrane po raz pierwszy w historii na zachodnim obszarze akwenu, ujawniły, że rozmiary komórek są dużo mniejsze, niż zakładano. W związku z tym absorbowany przez te organizmy węgiel nie tonie bardzo głęboko i szybko, i nie pozostaje w głębinach bardzo długo. Wiosenny rozkwit fitoplanktonu na Północnym Atlantyku jest prawdopodobnie największym mechanizmem biologicznym sekwestracji węgla na Ziemi. Niczym rozległy las drobnych roślin, unoszący się w nasłonecznionej górnej części oceanu, fitoplankton absorbuje CO2 poprzez fotosyntezę. Im jest większy, tym większa jest szansa, że opadnie do głębokiej mezopelagicznej strefy oceanu, gdzie magazynowanie węgla może trwać nawet przez ponad 1 000 lat. Do tej pory modele klimatyczne zakładały, iż dominują okrzemki – jeden z największych rodzajów planktonu. Okazało się jednak, że stanowią one bardzo niewielki procent biomasy w porównaniu ze znacznie mniejszymi cyjanobakteriami, pikofytoeukariotami i nanofitoeukariotami. Zastanawiamy się, dlaczego nasze wrażenia dotyczące tego fragmentu Wszechoceanu tak dalece odbiegają od panujących realiów, powiedział Giovannoni. Istnieją trzy możliwości: nowy sprzęt pozwala nam wyraźniej widzieć mniejszy plankton, poprzednie badania koncentrowały się bardziej na wschodnich regionach Atlantyku lub zmiana klimatu zmienia już biologię oceanu.

Prognoza globalnego wymarcia drzew:

Raport NPR z 5 maja 2020 r. poinformował, że we Włoszech „importowany” patogen zabija miliony drzew oliwnych. Zagrożone są plantacje w Hiszpanii i Grecji. Kraje produkują niemal całą europejską oliwę z oliwek. Na chorobę nie ma lekarstwa. Jest nią bakteria o nazwie Xylella fastidiosa pochodząca z obu Ameryk. Wirusolog roślin Maria Saponari twierdzi, iż najprawdopodobniej przybyła na Stary Kontynent z kawowcami ozdobnymi. Organizm lubi ciepłe środowisko – coraz gorętsze południe Starego Kontynentu zapewnia jej dobre warunki do rozwoju. Saponari porównuje Xylellę do koronawirusa: COVID-19 zapobiega przedostawaniu się tlenu do ważnych organów osoby zarażonej, z kolei Xylella blokuje funkcję wchłaniania wody u drzew. Nowe badanie oszacowało, iż epidemia może kosztować dotknięte państwa 20 miliardów dolarów. W Hiszpanii zaatakowała głównie migdałowce i winnice. Patolog roślin Blanca Landa obawia się, że wadliwe kontrole graniczne doprowadzą do całkowitego zniszczenia gospodarek.

Globalne niedobory wody i ich konsekwencje:

Nagła zmiana klimatu zatruje wody podziemne – największe źródło wody pitnej na świecie

Jak wynika z badania przeprowadzonego przez uczonych z Uniwersytetu Nowej Południowej Walii (UNSW), ponad połowa światowej populacji stoi w obliczu zagrożenia dla jakości i dostępności wody pitnej, ponieważ zmiana klimatu i urbanizacja powodują wzrost poziomu węgla organicznego w wodach gruntowych (in. podziemnych). Naukowcy poddali analizie największy globalny zestaw 9 404 opublikowanych i niepublikowanych danych dotyczących koncentracji rozpuszczonego węgla organicznego (DOC) w warstwach wodonośnych 32 krajów leżących na sześciu kontynentach. DOC jest naturalnie występującym składnikiem wód podziemnych: im wyższe jest jego stężenie, tym trudniejszy i droższy jest proces uzdatnienia skażonej nim wody.

Dr Liza McDonough z Centrum Badań Inicjatywy Wód Połączonych UNSW, główna autorka pracy badawczej zamieszczonej 9 marca 2020 r. w Nature Communications, powiedziała, iż koncentracje DOC wzrosną w związku z prognozowanymi zmianami poziomów temperatur i opadów deszczu, które spowoduje antropogeniczne zaburzenie klimatu. Wschodnie Chiny, Indie i części Afryki już teraz doświadczają poważnych problemów związanych z zanieczyszczeniem wód gruntowych. Trend ulegnie znacznemu pogorszeniu. Dodatkowe czynniki wpływające na stopień zawartości DOC w wodach podziemnych to: użytkowanie gruntów, chemia nieorganiczna i wiek warstwy wodonośnej.

Więcej DOC w wodach podziemnych oznacza poważne zagrożenie dla zdrowia ludzi. Wody gruntowe są największym na świecie źródłem słodkiej wody i zaspakajają pragnienie ponad połowy ludzkości, przypomniała McDonough. Ponieważ większość konsekwencji zdrowotnych spowodowanych przez DOC wiąże się z powstawaniem produktów ubocznych uzdatniania wody poprzez chlorowanie i zależy od koncentracji innych parametrów chemicznych wody, Światowa Organizacja Zdrowia i wiele krajów nie reguluje bezpośrednio stężenia DOC w wodzie pitnej. Chociaż DOC jest kluczowym elementem wód podziemnych, może on łączyć się i transportować potencjalnie niebezpieczne metale ciężkie związane chemicznie ze skałami i osadami w miejscach występowania. W samych Stanach Zjednoczonych ponad 100 000 przypadków raka można przypisać zanieczyszczeniom wody pitnej, przypomniała uczona.

Gospodarczy model wzrostu decyduje o tym, że rośnie podaż stosowanych produktów środków sanitarnych – higieny domowej i osobistej – zaawansowanych leków i terapii, a także produkcja żywności. Codziennie Służba Wyciągów Chemicznych (Chemical Abstracts Service – CAS) dodaje do swojego spisu ponad 4 000 nowych substancji. Zanieczyszczenia zaczynające rodzić obawy (in. Contaminants of Emerging Concern – CEC), które nie są powszechnie monitorowane, ale mają niekorzystny wpływ na przyrodę i zdrowie ludzi, mogą trafiać do ścieków. Amerykańscy eksperci zrzeszeni w Inicjatywie Połączonego Programowania Wodnego (Water Joint Programming Initiative – Water JPI) zaalarmowali w styczniu 2020 r., że obecne oczyszczalnie nie tylko nie usuwają wszystkich CEC, lecz także zmieniają strukturę chemiczną innych substancji. Wszystkie trafiają następnie do środowiska.

Przekroczone punkty krytyczne i sygnał nagłej zmiany klimatu:

Nakładające się „kryzysy środowiskowe” mogą doprowadzić do „globalnego upadku systemowego Ziemi”, ostrzegło 6 lutego 2020 r. ponad 200 czołowych naukowców. Na szczycie listy najbardziej prawdopodobnych i niszczycielskich 30 zagrożeń o zasięgu planetarnym jest zmiana klimatu, ekstremalne zjawiska pogodowe – od huraganów po fale upałów – zanikanie ekosystemów podtrzymujących życie, utrata bezpieczeństwa żywnościowego i szczuplejące zapasy słodkiej wody. Mogą one oddziaływać i wzmacniać się wzajemnie w taki sposób, który doprowadzi kaskadowo do globalnego upadku systemowego, stwierdził w 50-stronicowym raporcie zespół kierowany przez Marię Ivanovę z Centrum na rzecz Zarządzania i Zrównoważonego Rozwoju przy Uniwersytecie Massachusetts. Szczególny niepokój autorów budzi perspektywa, iż wzrost średniej temperatury Ziemi uruchomi dodatnie sprzężenia zwrotne i tym samym uczyni system klimatyczny planety samonapędzającą się spiralą globalnego ocieplenia. Najwyraźniej do uczonych nie dotarła wiadomość, że proces ten został już wprawiony w ruch.

Duże ekosystemy, takie jak lasy deszczowe i rafy koralowe, mogą doświadczyć upadku znacznie szybciej, niż sądzono wcześniej. Powszechną jest wiedza, że pod wpływem nacisków ekosystemy ulegają szybkiej transformacji: czyste jeziora mogą zamienić się w zielone wskutek rozkwitu alg, rafy koralowe mogą wyblaknąć i opustoszeć w następstwie zniknięcia glonów, a lasy deszczowe mogą stać się sawannami w ślad za zmianą poziomów wilgotności. Naukowcy z Uniwersytetu Southampton, Szkoły Studiów Orientalnych i Afrykańskich oraz Uniwersytetu Bangor dokonał wiwisekcji danych z publikacji badawczych, raportów instytucjonalnych i baz internetowych dotyczące przeobrażeń 40 naturalnych środowisk lądowych i wodnych – od małych stawów po Morze Czarne. Zespół odkrył, że choć upadek rozległych ekosystemów jest wydłużony w czasie – ze względu na ich wielkość – to tempo rozpoczętej transformacji jest o wiele szybsze w porównaniu z przebiegiem takiej zmiany w systemach mniejszych. Konkluzje dochodzenia opublikowane 10 marca 2020 r. Nature Communications można wyjaśnić faktem, iż większe ekosystemy składają się z dużej liczby podsystemów gatunków i siedlisk. Ta modułowa konfiguracja początkowo zapewnia odporność na nacisk; jednak po przekroczeniu pewnego progu – punktu krytycznego – ta sama modułowość powoduje przyspieszenie rozpadu. Oznacza to, że ekosystemy, które istniały przez tysiące lat, mogą przestać istnieć w ciągu kilku dekad. John Dearing, geograf fizyczny i główny autor badania, przyznał, że wynik jest ponury, bo cywilizacja nie jest przygotowana na tak gwałtowne zmiany.

Nagła zmiana klimatu: Agonia Wielkiej Rafy Koralowej:

W 2020 r. Wielką Rafę Koralową ogarnęło rekordowe blaknięcie koralowców. Terry Hughes, ekspert z Uniwersytetu Jamesa Cooka, poinformował, że po raz pierwszy obejmuje ono swoim zasięgiem każdy z trzech jej głównych regionów: północny, środkowy i południowy. W lutym odnotowano tam najbardziej ekstremalne temperatury oceanu w historii pomiarów. Podwodny pożar wybuchł po raz trzeci w ciągu pięciu lat. Nie ma silniejszego sygnału, który zapowiada upadek biosfery. To zdarzenie powinno przerazić każdego, napisał w swoim raporcie Robert Hunziker.

Badanie opublikowane w kwietniu 2020 r. w Chemosphere przez międzynarodowy zespół naukowców, w tym profesora nauk morskich Senjie Lina, odkryło wysoce negatywny wpływ mikroplastików na koralowce. Wyrzucony do środowiska plastik rozpada się na coraz mniejsze fragmenty zwane mikroplastikami. Są one wszechobecne – spożywają je zwierzęta na wszystkich poziomach sieci pokarmowej, od organizmów najmniejszych aż po drapieżniki szczytowe, w tym ludzi. Tworzywa sztuczne zawierają niebezpieczne związki takie jak bisfenol A, środki zmniejszające palność i inne znane czynniki rakotwórcze lub zaburzające funkcjonowanie układu hormonalnego. Plastik łatwo wchłania toksyny ze środowiska – należą do nich metale śladowe i zanieczyszczenia organiczne (np. PCB).

W środowisku morskim bardzo małe zwierzęta, chociażby protisty, fitoplankton i inne, są narażone na szkodliwe działanie mikroplastików, co stanowi poważny problem dla koralowców, których przetrwanie zależy bezpośrednio od symbiotycznych relacji między różnymi organizmami, powiedział Lin. Ekosystemy koralowe bazują na współpracy. Koralowce są bezkręgowcami i żyjące w nich glony za pośrednictwem fotosyntezy dostarczają im bogate w energię związki odżywcze. Z kolei algi pozyskują składniki odżywcze z metabolicznych odpadów koralowców. Poza tą koegzystencją z endosymbiontami koralowce są habitatem oszałamiającej liczby stworzeń morskich. To najbardziej bioróżnorodne ekosystemy w oceanie, wyjaśnił uczony. Niestety zabija je globalne ocieplenie, zanieczyszczenia i fizyczna destrukcja – zjawiska, za które odpowiada cywilizacja przemysłowa.

Badacze przyjrzeli się, jakie konsekwencje obecności mikroplastików spotykają Symbiodiniaceae (wśród symbiontów fotosyntetycznych, które występują w ekosystemach koralowych wód tropikalnych i subtropikalnych, jego liczebność jest największa). Gatunkiem będącym przedmiotem dochodzenia był Cladocopium goreaui. Zespół ekspertów rozpoczął od hodowli komórek tych glonów i podzielił je na grupy. Niektóre z nich zostały wystawione na kontakt z mikroplastikami. Po upływie tygodnia okazało się, że ich populacje i komórki uległy znacznemu zmniejszeniu, mimo że zawartość chlorofilu nieznacznie wzrosła.

Pomiary aktywności kluczowych enzymów wykazały, iż wywołane mikroplastikiem zmiany podnoszą poziom stresu w komórce i obniżają jej zdolność do detoksykacji, co prowadzi do pogorszenia stanu zdrowia. Porównanie regulacji genów między badanymi grupami ujawniło, że ekspresja różnicowa objęła 191 genów – m.in związanych z funkcją odpornościową, fotosyntezą i metabolizmem. Wnioski są jednoznaczne: mikroplastiki działają jako stresory, zaburzają pobieranie składników odżywczych, hamują proces detoksykacji, upośledzają fotosyntezę i sprzyjają samozniszczeniu. To smutny i niepokojący wynik. Na całym świecie rafy wyginęły już prawie w 50%.

Plastikowa planeta:

Naukowcy odnotowali najwyższe w historii pomiarów poziomy koncentracji mikroplastiku na dnie morskim. Zanieczyszczenie stwierdzono w osadach wydobytych w pobliżu Włoch z dna Morza Śródziemnego. Analiza przeprowadzona przez Uniwersytet Manchesteru odkryła nawet 1,9 miliona kawałeczków plastiku na metr kwadratowy. Były to włókna odzieży i innych syntetycznych tekstyliów, a także drobne fragmenty większych przedmiotów. Wyniki opublikowane 30 kwietnia 2020 r. w Science wskazują na to, że mikroplastik (mniejszy niż 1 mm) gromadzi się w określonych miejscach wskutek działania silnych prądów dennych. Prądy te tworzą tzw. złoża dryfujące, inaczej podwodne wydmy, wyjaśnił dr Ian Kane, który przewodził międzynarodowemu zespołowi badawczemu. Mogą one mieć dziesiątki kilometrów długości i setki metrów wysokości. Są jednymi z największych nagromadzeń osadów na Ziemi. Składa się na nie głównie bardzo drobny muł, a więc należało się spodziewać obecności mikroplastiku. Nagłówki mediów krzyczą o wielkich skupiskach odpadów unoszących się w wirach lub zalegających na wybrzeżu, gdzie trafiają wraz z przypływami. Uważa się jednak, iż te widoczne śmieci stanowią zaledwie 1% morskiego budżetu odpadów z tworzyw sztucznych. Dokładne miejsce występowania pozostałych 99% jest nieznane. Niektóre z nich są konsumowane przez stworzenia morskie, a reszta uległa rozkładowi i po prostu tonie.

W badaniu zamieszczonym 20 stycznia 2020 r. w Limnology & Oceanography Letters naukowcy opisali, jak mikroplastiki przemieszczają się w łańcuchu pokarmowym – między mikroskopijną ofiarą a rybami larwalnymi żyjącymi w ekosystemach przybrzeżnych. Okazało się, że połknięcie mikroplastiku zakłóca normalny wzrost larw. Uczeni przyjrzeli się też skutkom oddziaływania powszechnie występującego środka zanieczyszczającego (pestycyd DDT), który przyczepia się do mikrocząstek. Organizmy nie były w stanie wykryć ani uniknąć spożywania mikrocząsteczek z wysokim stężeniem DDT. Nasze odkrycia wskazują na to, że transfer troficzny może być ważną drogą, za pośrednictwem której sieci pokarmowe ujść rzek są narażone na kontakt z wysokimi koncentracjami mikroplastików. Nawet krótkotrwały charakter tego kontaktu może zaburzać rozwój ważnych ryb będących źródłem pożywienia, powiedziała główna autorka Samantha Athey z Uniwersytetu w Toronto. Ujścia rzek są niezwykle produktywnymi siedliskami, w których żyje wiele komercyjnych gatunków należących do kategorii owoców morza.

Naukowcy stwierdzili, że każdego roku morska bryza przenosi na brzegi tysiące ton mikroplastików. Badanie przeprowadzone przez specjalistów z Uniwersytetu Strathclyde i Uniwersytetu w Tuluzie wykazało, iż aerozole morskie zawierają drobiny plastiku, które są wydalane przez duże akweny w postaci baniek. Odkrycie opisane 12 maja 2020 r. w Plos One podają w wątpliwość założenie, że plastik pozostaje w oceanie, a morska bryza ma moc regenerującą. Uczeni od lat próbowali ustalić, dlaczego pewne obszary oceanu nie zawierają przewidywanych ilości plastikowych odpadów. Ich część najwyraźniej przedostaje się z morza do atmosfery wraz z solą morską, bakteriami, wirusami i algami.

Praca badawcza opublikowana 2 marca 2020 r. w Environmental Science and Technology potwierdziła, że mikroplastik jest wszędzie – w wodzie pitnej, soli kuchennej i powietrzu, którym oddychamy. Wyniki zaniepokoiły autorów z Uniwersytetu Chin Wschodnich i Uniwersytetu Jinan. Mikrodrobiny plastiku znaleziono w różnych artykułach spożywczych, takich jak miód, mleko, piwo i owoce morza. Są to produkty, z których konsumpcji można zrezygnować. Inaczej rzecz się ma z solą, wodą i powietrzem. Dlatego to one stały się przedmiotem metaanalizy. Dokonując przeglądu 46 artykułów naukowych, eksperci szukali trendów i wzorców. Okazało się, że najwięcej mikroplastiku przedostaje się do naszych organizmów wraz z powietrzem; zwłaszcza tym, które wdychamy w pomieszczeniach. W ten sposób cząsteczki dostają się do płuc i układu pokarmowego. Nikt nie wie, jakie konsekwencje ma to dla naszego zdrowia. Mówimy o kontakcie z tymi substancjami trwającym przez całe życie – jest to powód do obaw, powiedział dr Genbo Xu, uczestnik . Badania na zwierzętach ujawniły, że spożywanie mikroplastików zaburza m.in. metabolizm i pracę jelit. Znajdujące się w soli drobiny plastiku są dodawane podczas suszenia, produkcji, pakowania i transportu. Największy procent stężeń mikroplastików, jakie zawiera woda, pochodzi z plastikowych butelek z recyklingu. Za zanieczyszczenie może odpowiadać jeden lub więcej ogniw łańcucha zaopatrzenia (z samej butelki lub zakrętki). Toksyczne cząsteczki występują także w wodzie z instalacji wodociągowych. Ich źródłem są jeziora, wody gruntowe i rzeki, a nawet zakłady uzdatniania. W powietrzu unoszą się mikroplastiki z tkanin syntetycznych, opon i pyłu drogowego. Dostarczają ich również meble, materiały budowlane, spalanie odpadów, wysypiska i odpady przemysłowe. Koncentracje są wyższe w pogodę deszczową.

Ostatni rozdział rozbioru Afryki:

Według raportu organizacji Oxfam upublicznionego 5 stycznia 2020 r. przeciętny Brytyjczyk emituje w ciągu dwóch tygodni więcej dwutlenku węgla niż obywatel jednego z siedmiu krajów afrykańskich przez cały rok. Naukowcy stwierdzili, że mieszkaniec Wielkiej Brytanii potrzebuje zaledwie pięciu dni, aby zrównać się z ilością CO2 wprowadzaną rokrocznie do atmosfery przez Rwandyjczyka. Z kolei po upływie 12 dni wyprzedzi obywatela Malawi, Etiopii, Ugandy, Madagaskaru, Gwinei i Burkina Faso. Autorzy badania dokonali obliczeń na podstawie danych z 2017 r. dostarczonych przez Global Carbon Atlas – instytucję, która śledzi globalne emisje gazów cieplarnianych.

Koronawirus i ślepy optymizm:

Raport South China Morning Post z 9 kwietnia 2020 r.: Naukowcy ostrzegają, że koronawirus, który wywołuje COVID-19, może zabić komórki odpornościowe (limfocyty T), które powinny niszczyć wirusa. Zaskakujące odkrycie uczonych z Szanghaju i Nowego Jorku, opublikowane w poddanym recenzji naukowej czasopiśmie Cellular & Molecular Immunology, jest zbieżne z obserwacjami lekarzy znajdujących się na pierwszej linii walki z epidemią. Otóż donoszą oni, że COVID-19 może atakować ludzki układ immunologiczny podobnie jak HIV. Coraz więcej osób porównuje SARS-CoV-2 z HIV, powiedział doktor zajmujący się chorymi na COVID-19 w szpitalu publicznym w Pekinie. Chcący zachować anonimowość specjalista dodał, że nowe badanie stanowi kolejny dowód na to, iż obawy, jakie rosną w związku z tym w kręgach medycznych, są uzasadnione. Patolodzy, którzy widzieli ciała zmarłych na COVID-19, stwierdzili, że uszkodzenie narządów wewnętrznych nosiło znamiona działania SARS i AIDS. Przeprowadzony przez autorów analizy eksperyment zidentyfikował też fakt różniący SARS-CoV-2 od HIV. HIV może replikować się w limfocytach T i przekształcać je w fabryki generujące więcej kopii wirusa celem zainfekowania innych komórek. Wzrostu liczebności koronawirusa po penetracji komórek odpornościowych nie odnotowano, co sugeruje, że wirus i limfocyty T giną razem.

Raport Los Angeles Times z 10 kwietnia 2020 r.: Staje się jasne, że nawet oficjalne zakończenie pandemii SARS-CoV-2 nie będzie de facto oznaczać jej końca. Lekarze informują, że poważne skutki infekcji utrzymują się u hospitalizowanych pacjentów nawet po wyzdrowieniu. Uczeni z Chin upublicznili analizę wyników badań krwi pobranej u 34 chorych z ciężkimi i łagodnymi objawami COVID-19. Okazało się, że wiele wskaźników biologicznych „nie wróciło u nich do normy”. Do najbardziej niepokojących odczytów należą te, które pokazują, iż wyleczeni mają upośledzoną czynność wątroby. Według wcześniejszych obserwacji u 12% chińskich pacjentów, którzy przetrwali infekcję, stwierdzono niewydolność serca, mimo braku oznak niewydolności oddechowej. COVID-19 to nie tylko zaburzenie układu oddechowego, powiedział dr Harlan Krumholtz, kardiolog z Uniwersytetu Yale. Przypadłość ta może wpłynąć negatywnie na serce, wątrobę, nerki, mózg, układ hormonalny i krwionośny. W środowisku medycznym wzbiera niepokój, że organy, których funkcjonowanie zostało zakłócone, mogą regenerować się bardzo długo lub nie zregenerują się wcale. Choroba jest tak przytłaczająca, iż wielu ozdrowieńców będzie nadal zmagać się z problemami medycznymi, dodał dr Krumholtz. Poza tym nie jest wykluczone, że SARS-CoV-2 potrafi pozostawać w organizmie w stanie uśpienia i uaktywniać się po latach w innej postaci. Nie byłby to pierwszy wirus, który zachowuje się w ten sposób.

W artykule opublikowanym 17 kwietnia 2020 r. w Science lekarze stwierdzili, że SARS-CoV-2 zachowuje się tak, jak żaden inny znany ludzkości patogen, a COVID-19, choroba, którą wywołuje, zabija szalejąc po całym ciele. Klinicyści, którzy opiekują się pacjentami na intensywnej terapii, i patolodzy formułują szybko ewoluujące zrozumienie tego, w jaki sposób przypadłość wpływa na różnych pacjentów. Konsekwencje są niszczycielskie i mogą dotknąć niemal każdą część organizmu, powiedział Harlan Krumholz, kardiolog z Uniwersytetu Yale. Zaciekłość ataku zapiera dech i wywołuje pokorę, przyznał specjalista. Chociaż ogniskuje się on na płucach, jego zasięg może objąć wiele narządów, w tym mózg (udary, drgawki, splątanie i zapalenie), serce (klasyczne objawy zawału, obrzęk i bliznowacenie), naczynia krwionośne (skrzepy, zwężenie lub niedokrwienie palców rąk i stóp), nerki (niewydolność, uszkodzenie), wątroby (uszkodzenie) i jelit (zaburzenia).

Instytut Technologiczny Massachusetts (Massachusetts Institute of Technology – MIT) opracował model rozprzestrzeniania się infekcji COVID-19 w oparciu o publicznie dostępne informacje, równania dotyczące wybuchów epidemii i wnioskowanie bazujące na sieci neuronowej. Model opisany w raporcie z 6 kwietnia 2020 r. dokładnie przewidział ekspansję choroby do 1 kwietnia w różnych regionach świata, wykorzystując dane z okresu koniec stycznia–początek marca. Konkluzja dotycząca kwarantanny jest jednoznaczna: wprowadzone w krótkim terminie zniesienie lub zmniejszenie ograniczeń w ramach dystansowania społecznego doprowadziłoby do „wykładniczej eksplozji” liczby zakażeń. Konsekwencje byłyby znacznie bardziej katastrofalne niż dotychczas, ostrzegł George Barbastathis, autor modelu, który wykłada inżynierię mechaniczną w MIT.

Jeśli jest Pani/Pan subskrybentem/stałym czytelnikiem bloga i uznaje moją pracę za wartościową i zasługującą na symboliczne wsparcie, proszę rozważyć możliwość zostania moim Patronem już za 5 zł miesięcznie. Dziękuję.

Oprac. exignorant

Opublikowano Aktualizacje

Temperatury „mokrego termometru” regularnie przekraczają poziom zagrażający zdrowiu i życiu ludzi

Nowe badanie potwierdziło treść raportu zamieszczonego na blogu w czerwcu 2019 r.

Naukowcy przewidywali, że pod koniec XXI w. na obszarach tropikalnych i subtropikalnych zmiana klimatu sprawi, iż kombinacja ciepła i wilgotności dojdzie do poziomów, których ludzie doświadczali w swojej historii sporadycznie lub w ogóle. Takie warunki mogłyby zniszczyć gospodarki, a nawet pokonać fizjologiczne granice naszej wytrzymałości. Badanie opublikowane 8 maja 2020 r. w Science Advances odkryło, że prognozy te były błędne: opisane realia już nadeszły. Uczeni zidentyfikowali tysiące bezprecedensowych fal ekstremalnego upału i wilgotności w Azji, Afryce, Australii, Ameryce Południowej i Ameryce Północnej. W Zatoce Perskiej odnotowano ostatnio kilkanaście epizodów gorąca wykraczającego poza teoretyczny limit przeżywalności człowieka.

Ogniska zabójczego żaru jak dotąd miały charakter lokalny i trwały po kilka godzin, ale ich częstotliwość i intensywność rośnie na całym świecie. Na interaktywnej mapie uczeni przedstawili udokumentowane przypadki; najniższe wartości „mokrego termometru” (skala Celsjusza) oznaczono kolorem żółtym, najwyższe zaś czerwonym. Poprzednie prace badawcze podawały wyniki projekcji, zgodnie z którymi niebezpieczny splot wysokich temperatur i wilgotności miał pojawić się dopiero po upływie kilkudziesięciu lat. Jednak nasze dochodzenie wykazało, że mamy z nimi do czynienia teraz, powiedział główny autor Colin Raymond z Obserwatorium Ziemi Lamont-Doherty (Uniwersytet Columbia). Czas trwania tych zdarzeń będzie się wydłużał, a strefy ich występowania będą się powiększać (zakresy będą korelować z tempem globalnego ocieplenia).

Na podstawie danych z lat 1979–2017 stwierdzono, że rekordowe odczyty „mokrego termometru” powracały regularnie niemal w całych Indiach, Bangladeszu i Pakistanie; północno-zachodniej Australii; a także wzdłuż wybrzeża Morza Czerwonego i Zatoki Kalifornijskiej w Meksyku. Najwyższe i potencjalnie śmiertelne poziomy zarejestrowano kilkunastokrotnie w następujących miastach: Az-Zahran i Ad-Dammam (Arabia Saudyjska); Ad-Dauha (Katar); Ras al-Chajma (Zjednoczone Emiraty Arabskie); łączna ich populacja liczy ponad 3 miliony. Takie same ekstrema nawiedziły też Azję Południowo-Wschodnią, Chiny południowe, Afrykę subtropikalną i Karaiby. Południowo-wschodnie Stany Zjednoczone także konfrontowały się z nimi dziesiątki razy. Dotychczasowe analizy nie uwzględniały takich incydentów z przeszłości, ponieważ klimatolodzy zwykle przyglądają się średnim temperaturom i średniej wilgotności mierzonej na dużych powierzchniach przez kilka godzin. Autorzy ostatniego przeglądu zebrali zapisy godzinowe z 7 877 indywidualnych stacji meteorologicznych, co pozwoliło im wyodrębnić upały krótkotrwałe o mniejszym zasięgu geograficznym.

Ras al-Chajma wkrótce stanie się wyludnionym miastem-widmem.

Według wcześniejszych ustaleń nawet najsilniejsi, najlepiej przystosowani ludzie nie mogą wykonywać żadnych czynności na świeżym powietrzu, gdy „mokry termometr” pokazuje 32°C. Większość pozostałych osób traci zdolność normalnego funkcjonowania znacznie wcześniej. Szczytowy pułap 35°C, osiągnięty w Zatoce Perskiej, stanowi teoretyczną granicę fizjologicznego przetrwania homo sapiens. Opisując skutki przekroczenia 30°C, nie sposób popaść w przesadę, podkreślił dr Raymond. Możemy znajdować się bliżej faktycznego punktu krytycznego, niż nam się wydaje, ostrzegł Radley Horton, pracownik Lamont-Doherty i współautor badania. W artykule z 2017 r. Horton utrzymywał, że taka sytuacja nastanie dopiero w ostatnich dekadach stulecia. Chociaż klimatyzacja może osłabić jej wpływ w bogatszych krajach, istnieją ograniczenia. Pięć lat temu, dokładnie 31 lipca 2015 r., w irańskim mieście Bandar-e Mahszahr słupek rtęci „mokrego termometru” podniósł się do 35°C. Nie wiadomo, czy ktoś umarł; mieszkańcy zamknęli się w klimatyzowanych pojazdach i budynkach, a po krótkim pobycie na zewnątrz brali prysznic. Horton zwraca uwagę, iż przebywanie w pomieszczeniach przez dłuższy czas oznacza wyłączenie rolnictwa, handlu i innych aktywności zbiorowych, nawet w państwach tzw. Pierwszego Świata – gospodarcze następstwa takiego stanu rzeczy poznajemy obecnie za sprawą trwającej pandemii.

Liczna rzesza obywateli krajów biedniejszych nie ma dostępu do prądu, o klimatyzacji nie wspominając. Wielu z nich zaspokaja swoje podstawowe potrzeby dzięki codziennej pracy na roli. Fakt ten może sprawić, że takie miejsca w zasadzie nie będą nadawać się do zamieszkania, dodał Horton. Kristina Dahl, klimatolog ze Związku Zaniepokojonych Naukowców, która w ubiegłym roku alarmowała wraz z kolegami o nieuchronnym nasileniu zjawiska skrajnego ciepła/wilgotności w USA, podzieliła się refleksją, że nowe konkluzje unaoczniają, jak blisko limitu są społeczności na całym świecie. Wyjaśniła ponadto, iż w pewnych rejonach może już być nieporównanie gorzej, ponieważ stacje meteorologiczne nie wykrywają gorąca w gęsto zabudowanych dzielnicach miast, gdzie beton zatrzymuje ciepło. Poza tym w nieobjętych analizą sezonach 2018 i 2019 padły kolejne rekordy temperatur. Steven Sherwood, klimatolog z australijskiego Uniwersytetu Nowej Południowej Walii, przyznał: Pomiary sugerują, że niektóre regiony Ziemi zbliżyły się do wskazań nieznośnego ciepła o wiele szybciej, niż oczekiwano. Panowało przekonanie, że mamy znacznie większy czasowy margines bezpieczeństwa.

Wpisy powiązane tematycznie.

Jeśli jest Pani/Pan subskrybentem/stałym czytelnikiem bloga i uznaje moją pracę za wartościową i zasługującą na symboliczne wsparcie, proszę rozważyć możliwość zostania moim Patronem już za 5 zł miesięcznie. Dziękuję.

Tłum. exignorant

Opublikowano Klimat