Mit ludzkiego postępu

130121icarusAutor: Chris Hedges (wersja oryginalna)

20 stycznia 2013

Clive Hamilton w swojej książce „Requiem dla gatunku: Dlaczego opieramy się prawdzie o zmianie klimatu” opisuje ponurą ulgę płynącą z akceptacji faktu, iż „katastrofalna zmiana klimatu jest praktycznie murowana.” To zatarcie „fałszywych nadziei”, mówi autor, wymaga wiedzy intelektualnej i emocjonalnej. Pierwsza jest osiągalna. Drugą pozyskać jest trudniej, ponieważ oznacza, że ci, których kochamy, w tym nasze dzieci, są prawie na pewno skazane na utratę bezpieczeństwa, niedolę i cierpienie w ciągu następnych kilku dziesięcioleci, jeśli nie lat. Emocjonalna akceptacja nadchodzącej katastrofy, osiągnięcie głębokiego zrozumienia, że elita władzy nie zareaguje racjonalnie w obliczu postępującej dewastacji ekosystemu, jest tak samo trudne do zaakceptowania jak nasza własna śmiertelność. Najtrudniejsza egzystencjalna walka naszych czasów wiąże się z przełknięciem tej trudnej prawdy, intelektualne i emocjonalne, oraz stawianiem dalszego oporu siłom, które nas niszczą.

Gatunek ludzki, pod dowództwem białych Europejczyków i Euro-Amerykanów, od 500 lat pogrążony jest w szale globalnego podboju, grabieży, eksploatacji i zanieczyszczania Ziemi – jak również eksterminacji rdzennych społeczności, które stają mu na drodze. Ale gra dobiega końca. Technologiczne siły, które przemysłowym elitom zapewniły życie o niezrównanym komforcie – jak również bezkonkurencyjną wojskową i gospodarczą władzę – są siłami, które teraz prowadzą nas na zatracenie. Mania nieustannej ekspansji gospodarczej i wyzysku stała przekleństwem, wyrokiem śmierci. Ale nawet w momencie, kiedy nasze gospodarcze i środowiskowe systemy ulegają rozkładowi, kiedy mamy za sobą najgorętszy rok w 48 stanach (Ameryki) w 107-letniej historii pogodowych rejestrów, demonstrujemy brak emocjonalnej i intelektualnej kreatywności, aby wyłączyć silnik globalnego kapitalizmu. Przywiązaliśmy się do machiny zagłady, która ze zgrzytem toczy się naprzód, co ilustruje raport Doradczego Komitetu Narodowego Oceny i Rozwoju Klimatu.

Złożone cywilizacje łączy zły nawyk autodestrukcji. Antropolodzy – Joseph Tainter w „Upadku złożonych społeczeństw”, Charles L. Redman w „Ludzkim wpływie na starożytne środowiska” i Ronald Wright w „Krótkiej historii postępu” – ukazali znajome wzorce, które prowadzą do systemowej dezintegracji. Tym razem różnica sprowadza się do tego, że kiedy pójdziemy na dno, planeta podąży za nami. Ten ostateczny upadek nie pozostawi już żadnych nowych ziem do wyeksploatowania, żadnych nowych cywilizacji do podbicia, żadnych nowych ludów do podporządkowania. W finałowym rozdziale długiej batalii między ludźmi i Ziemią resztki gatunku homo sapiens otrzymają bolesną lekcję z konsekwencji niepohamowanej chciwości i samouwielbienia.

„Z przeszłości wyłania się wzór, w którym kolejne cywilizacje nadużywają gościnności natury, przesadnie eksploatują swoje środowisko, praktykują nadmierną ekspansywność, przeludnienie,” powiedział Wright, kiedy złapałem go pod telefonem w domu w Kolumbii Brytyjskiej (Kanada). „Mają w zwyczaju upadać tuż po osiągnięciu okresu swojej największej świetności i dobrobytu. Ten wzór sprawdza się w przypadku mrowia społeczeństw, wśród nich są Rzymianie, Majowie i Sumerowie z południa współczesnego Iraku. Istnieje wiele innych przykładów, w tym społeczeństwa o mniejszej skali, jak chociażby to z Wyspy Wielkanocnej. Te same rzeczy, które sprawiają, że społeczeństwa w krótkim okresie prosperują – a w szczególności nowe sposoby eksploatacji środowiska naturalnego, jak chociażby wynalazek irygacji – w dłuższej perspektywie prowadzą do katastrofy wskutek nieprzewidzianych komplikacji. W ‚Krótkiej historii postępu’ nazwałem to ‚pułapką postępu’. Wprawiliśmy w ruch przemysłową machinę tak złożoną i zależną od ekspansji, że nie mamy pojęcia, jak funkcjonować mając mniej lub przejść do stanu egzystencji zrównoważonej pod względem naszych wymagań wobec przyrody. Nie udało nam się poddać kontroli liczebności ludzkiej populacji. W ciągu mojego życia uległa potrojeniu. A problem potęguje pogłębiająca się przepaść między bogatymi i biednymi, koncentracja bogactwa na szczycie społecznej piramidy, która zapewnia, że do podziału zawsze jest za mało. Liczba osób znajdujących się dzisiaj w skrajnej nędzy – około 2 miliardy – jest większa niż cała światowa populacja na początku XX wieku. To nie jest postęp.”

„Jeśli nadal będziemy uparcie unikać skonfrontowania się z problemami w sposób uporządkowany i racjonalny, prędzej czy później spotka nas poważna katastrofa,” powiedział. „Jeżeli dopisze nam szczęście, będzie wystarczająco duża, aby obudzić nas globalnie, ale nie na tyle duża, aby nas wykończyć. To najlepsza ewentualność. Musimy wyjść poza naszą ewolucyjną historię. Jesteśmy myśliwymi z epoki lodowcowej – ogolonymi, w garniturach. Myślenie perspektywiczne wychodzi nam nie najlepiej. Raczej wolimy opychać się mamucim mięsem po uprzednim spuszczeniu stada z urwiska, niż znaleźć sposób na jego ochronę, aby wykarmiło nas i niezliczone pokolenia naszych dzieci. Cywilizacja musi przejść tę transformację. A my tego nie robimy.”

Wright, który w swojej literackiej dystopii „Naukowy romans” maluje obraz przyszłego świata zdewastowanego przez ludzką głupotę, cytuje „głęboko zakorzenione interesy polityczne i gospodarcze” oraz klęskę ludzkiej wyobraźni jako dwie największe przeszkody na drodze ku radykalnej zmianie. I każdy z nas, kto korzysta z paliw kopalnych i podtrzymuje swoją egzystencję w ramach formalnej gospodarki, ponosi winę.

Współczesne społeczeństwa kapitalistyczne, argumentuje Wright w swojej książce „Czym jest Ameryka?: Krótka historia Nowego Porządku Świata”, wywodzą się bezpośrednio z grabieży kultur tubylczych obu Ameryk XVI – XIX wieku, dokonanej przez europejskich najeźdźców i sprzężonej z wyzyskiem afrykańskich niewolników – siły roboczej, która zastąpiła rdzennych mieszkańców. Liczebność tych tubylczych populacji spadła o ponad 90 procent z powodu ospy i innych, nieznanych im wcześniej plag. Hiszpanie nie podbili żadnego z ważnych społeczeństw dopóki nie sparaliżowała ich ospa; Aztecy de facto pokonali ich podczas pierwszej konfrontacji. Gdyby Europa nie była w stanie przejąć złota cywilizacji Azteków i Inków, gdyby nie była w stanie zająć ich ziem i zaadaptować wysoce produktywnych roślin Nowego Świata w europejskich gospodarstwach, wzrost społeczeństwa przemysłowego w Europie przebiegałby znacznie wolniej. Zarówno Karol Marks, jak i Adam Smith wskazali napływ bogactwa z Ameryk jako decydujący czynnik, który umożliwił przemysłową rewolucję i zapoczątkował współczesny kapitalizm. To właśnie gwałt na Amerykach, jak podkreśla Wright, wywołał orgię europejskiej ekspansji. Rewolucja przemysłowa wyposażyła też Europejczyków w zaawansowane technologicznie systemy uzbrojenia, czyniąc możliwymi dalszy podbój, plądrowanie i ekspansję.

„Doświadczenie stosunkowo łatwych 500 lat rozrostu i kolonizacji, nieustającego przejmowania nowych ziem, doprowadziły do powstania współczesnego kapitalistycznego mitu o wiecznej ekspansji”, powiedział Wright. „To absurdalny mit. Żyjemy na tej planecie. Nie jesteśmy w stanie jej pozostawić i udać się gdzie indziej. Musimy skroić nasze gospodarki i oczekiwania względem przyrody na miarę naturalnych granic, ale mamy za sobą 500-letni okres, w którym Europejczycy, Euro-Amerykanie i inni koloniści opanowali i zawłaszczyli świat. Tych pięć stuleci sprawiło, że wygląda to nie tylko na łatwe, ale i normalne. Wierzymy, że zawsze będzie więcej i lepiej. Musimy zrozumieć, że ten długi okres ekspansji i dobrobytu był anomalią. To sporadyczny wybryk historii, który nigdy się nie powtórzy. Musimy przestawić całą naszą cywilizację, aby żyć na skończonym świecie. Ale tego nie robimy, ponieważ dźwigamy zbyt duży bagaż, zbyt wiele mitycznych wersji celowo zniekształconej historii i głęboko zakorzenione poczucie, że to, co jest nowoczesne sprowadza się wyłącznie do posiadania więcej. Antropologowie określają to mianem ideologicznej patologii, autodestrukcyjnej wiary, która prowadzi do upadku społeczeństw. Społeczeństwa te nie przestają robić rzeczy, które są naprawdę głupie, ponieważ nie potrafią zmienić swojego sposobu myślenia. W tym punkcie jesteśmy.”

W miarę jak upadek stanie się namacalny – o ile historia gatunku ludzkiego może nam posłużyć za przewodnik – wzorem przeszłych, znajdujących się w opresji społeczeństw poszukamy schronienia w tym, co antropologowie nazywają „kultami kryzysowymi”. Bezsilność, jaką będziemy odczuwać w obliczu ekologicznego i gospodarczego chaosu uwolni kolejne zbiorowe urojenia, np. fundamentalistycznej wiary w boga lub bogów, którzy powrócą na Ziemię, aby nas zbawić.

„Społeczeństwa w stanie upadku często padają ofiarą niezachwianej wiary, iż wykonanie pewnych rytuałów wyeliminuje wszystkie spotykające nas nieszczęścia,” powiedział Wright. „Liczne są tego przykłady w całej naszej historii. W przeszłości kulty kryzysowe rekrutowały ludzi, którzy zostali skolonizowani, zaatakowani i poddani systemowej eksterminacji przez obcych; którzy stracili kontrolę nad swoim życiem. W rytuałach tych widzą zdolność przywrócenia świata przeszłości, który postrzegają jako swoisty raj. Pragną, aby powrócił dawny stan rzeczy. Kulty kryzysowe rozprzestrzeniły się szybko wśród indiańskich społeczeństw XIX wieku, kiedy to bawoły i Indianie byli masowo wybijani przy użyciu strzelb i ostatecznie karabinów maszynowych. Ludzie zaczęli wierzyć, jak miało to miejsce w przypadku Tańca duchów, że poprzez wykonanie właściwych rzeczy nowoczesny świat, który był nie do zniesienia – drut kolczasty, koleje, biały człowiek, karabin maszynowy – zniknie.”

„Wszyscy mamy to samo, podstawowe psychologiczne okablowanie,” powiedział Wright. „Sprawia, że bardzo źle wychodzi nam planowanie długoterminowe i decyduje o tym, że lgniemy do irracjonalnych urojeń w obliczu poważnego zagrożenia. Spójrzmy na skrajną prawicę i jej przekonanie, że samo usunięcie ingerencji rządu zapewni powrót raju lat 50-tych. Spójrzmy, w jaki sposób pozwalamy na agresywną eksplorację ropy i gazu, chociaż doskonale wiemy, że dalsza ekspansja gospodarki węglowej jest wyrokiem śmierci na naszych dzieciach i wnukach. Skutki już są odczuwalne. Kiedy osiągniemy punkt, w którym znaczna część Ziemi doświadczy w tym samym czasie nieurodzaju, nastanie masowy głód i załamanie porządku. Właśnie to nas czeka, jeśli nie podejmiemy działań związanych z postępującymi zmianami klimatycznymi”.

„Jeśli zawiedziemy w tym wielkim eksperymencie z udziałem małp, które stały się wystarczająco inteligentne, aby pokierować własnym losem, natura wzruszy ramionami i powie, że przez chwilę pociesznie było powierzyć prowadzenie laboratorium małpom, ale ostatecznie był to kiepski pomysł,” powiedział Wright.

Tłumaczenie: exignorant

Chris HedgesChris Hedges jest ekspertem z zakresu polityki i społeczeństw obu Ameryk i Bliskiego Wschodu. Jako dziennikarz, pisarz i korespondent wojenny (spędził 20 lat w 50 krajach Ameryki Centralnej, Afryki, Bliskiego Wschodu i Bałkanów) otrzymał wiele nagród m.in. Pulitzer Prize (Nagroda Pulitzera) oraz Global Award for Human Rights Journalism (Globalna Nagroda za Dziennikarstwo w Obronie Praw Człowieka) przyznawaną przez Amnesty International. Wybrane książki: „What Every Person Should Know About War” („Co każda osoba powinna wiedzieć o wojnie”), „War Is A Force That Gives Us Meaning” („Wojna jest siłą, która nadaje nam znaczenie”), „American Fascists: The Christian Right and the War on America” („Amerykańscy faszyści: chrześcijańska prawica i wojna z Ameryką”), „Empire of Illusion: The End of Literacy and the Triumph of Spectacle” („Imperium iluzji: koniec piśmienności i triumf widowiska”).

Pozostałe eseje autora dostępne na blogu:

„Nowa wspaniała dystopia”, „Odnajdując wolność w kajdankach”, „Na wojnie morderstwo nie jest anomalią”, „Karierowicze”, „Wojna w cieniu”

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Pułapka technologiczna, Upadek cywilizacji i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.