Negacja Peak Oil: Nerwica czy psychoza?

Autor: Dmitry Orlov (wersja oryginalna)

10 lipca 2012

Najnowsza wersja Diagnostycznego i statystycznego podręcznika zaburzeń psychicznych powiększyła się i obejmuje 297 przypadłości, ale wygląda na to, że zawsze znajdzie się miejsce na jeszcze jedną.

Richard Heinberg opublikował niedawno artykuł, który odnosi się do wszelakich wygłaszanych ostatnio twierdzeń, jakoby Peak Oil nie stanowił już problemu. Terminem, jakim posługuje się opisując to zjawisko jest „szczytowy punkt wyparcia”. Brzmi dobrze i zazębia się gładko z ogólnym motywem przewodnim Richarda – „szczytowym punktem wszystkiego”. To tekst wnikliwie przemyślany, który wykonuje gruntowną robotę demaskującą surrealistyczny charakter prognoz optymistów i zgadzam się z jego argumentacją. Mam jednakże problem z użytą przezeń terminologią. Po pierwsze, skoro „wyparcie” akurat nie stanowi zasobu nieodnawialnego z rozpoznawalnym profilem wyczerpywania, jego szczyt, gdybyśmy takowy wykryli, nie jest szczególnie znaczący, ponieważ „wyparcie” z łatwością mogłoby osiągnąć swój punkt szczytowy jutro, a kolejny w przyszłym stuleciu. Po drugie, podejrzewam, że „wyparcie” nie jest już odpowiednim słowem do opisania społecznego zjawiska, które aktualnie obserwujemy. Myślę, że Ugo Bardi wskazał nam właściwy kierunek: w swoim artykule, będącym reakcją na twierdzenie George’a Monbiota, że „Myliliśmy się co do Peak Oil; jest dość nafty, aby usmażyć nas wszystkich”, scharakteryzował podejście autora posiłkując się innym słowem: „urojenie”.

Jeśli uważacie, że rozróżnienie między „wyparciem” i „urojeniem” jest tylko drobną, nieszkodliwą różnicą terminologiczną – nieuzasadnionym dzieleniem włosa na czworo z mojej strony – to wybaczcie, a ja tymczasem dobędę swojego Zygmunta Freuda: w pracy Utrata rzeczywistości w neurozie i psychozie [1924 ] napisał: „Nerwica nie wypiera się rzeczywistości, ignoruje ją; psychoza wypiera się rzeczywistości i stara się ją zastąpić”. [str. 185] Psychoza zastępuje rzeczywistość urojeniem.

Przeanalizujmy to krok po kroku. „Wyparcie” ma miejsce wówczas, kiedy wiesz coś doskonale (np. że istnieje skończona ilość ropy, której odzyskanie jest ekonomicznie opłacalne, i że przepaliliśmy się już przez mniej więcej połowę jej zasobów), ale odmawiasz uznania tego za ważne. Odmowa jest symptomem nerwicy. Neurotycy nie są uznawani za szczególnie niebezpiecznych; mogą być dość irytujący, mogą czasem stanowić zagrożenie dla samych siebie, ale generalnie nie uważa się ich za zagrożenie dla społeczeństwa. Mogą być również całkiem uroczy: Woody Allen zrobił użytek ze swojej neurozy zamieniając ją w udaną karierę aktorsko-reżyserską. (W języku niemieckim tytuł jego filmu Annie Hall oznacza Stadtneurotiker – „miejski neurotyk”).

Urojenie natomiast jest symptomem psychozy. Dobrze, to kiedy ostatnio natknęliście się na czarującego, ugrzecznionego, popularnego, ukontentowanego psychotyka? Wracamy do Freuda: stary Zygmunt rozróżnia dwa rodzaje myślenia: istnieje wtórny proces myślenia – ten dobry – domena dobrze przystosowanego, uspołecznionego „ja”, osadzonego w konsensualnej rzeczywistości, sensowności, racjonalności i logice. Następnie mamy pierwotny lub archaiczny proces myślenia – ten zły – produkt obsesji, przymusu, halucynacji i… proszę bardzo… urojenia. Droga, która prowadzi od nerwicy do psychozy jest regresją w kierunku bardziej prymitywnego, archaicznego, infantylnego „ja”. Weźmy typowego neurotyka (odmawia konfrontacji z Peak Oil, pod presją wygłasza na ten temat brednie), przepuśćmy go przez straszliwy, niszczący ego kryzys i osoba ta może doświadczyć regresji i popaść w psychozę.

To co przytrafia się osobom, spotyka także całe społeczeństwa. Weźmy neurotyczną, wypierającą się szczytu wydobycia ropy cywilizację przemysłową, przepuśćmy ją przez koszmarny globalny kryzys finansowy, poinformujmy ją, że wzrost gospodarczy jest definitywnie skończony, a otrzymamy psychotyczną, cierpiącą na urojenia cywilizację industrialną. W Kulturze jako źródle cierpień [1930] Freud pisał o tym, jak urojenia mają zdolność do pchnięcia całej kultury w prowadzący do jej dezintegracji wir przemocy, natomiast w Konstrukcjach analizy [1937] zwrócił uwagę, że kiedy myślenie urojeniowe przeniknie całą kulturę, w tym jej religię i politykę, staje się ona niedostępna dla logicznej argumentacji. Urojenie stanowi rodzaj tyranii – wewnętrznej w przypadku chorej osoby, zewnętrznej w przypadku chorej kultury – która więzi rzeczywistość w określonych obrazach, wykluczając jakąkolwiek możliwość samorozumienia lub obiektywizmu.

Jest to kwestia wcale istotna do uwzględnienia z perspektywy tych, którzy nadal cierpliwie argumentują sprawę Peak Oil: dla osobnika psychotycznego każdy, kto z nim się nie zgadza automatycznie staje się wrogiem, a skoro cierpiący na psychozę tworzy własną rzeczywistość, dzieli go zaledwie mały krok od oświadczenia, że ruch Peak Oil faktycznie spowodował zjawisko Peak Oil i dlatego wina spoczywa na nim. Jest to dość typowe dla osobników psychotycznych, aby dokonywać projekcji urojeń na innych celem uczynienia ich działań częścią własnego, wściekłego, niekontrolowanego „ja”, bowiem identyfikacja zagrożenia jako części własnego „ja” prowadzi do niekontrolowanej paniki. Ten typ projekcji u osoby psychotycznej jest głównym środkiem sprawowania władzy nad innymi. Należy pamiętać, że konfrontacja z cierpiącym na urojenia tłumem nie jest tym samym, co konfrontacja z pojedynczym pacjentem na oddziale psychiatrycznym, gdzie na ścianie znajduje się czerwony guzik alarmowy, który można nacisnąć w dowolnym momencie i pielęgniarki pospieszą, aby powstrzymać i uspokoić chorego. Musimy mieć się na baczności: kiedy dokazywać zaczyna psychotyczne społeczeństwo, nie ma nikogo, kto by je powstrzymał.

Przyjrzyjmy się progresji tego procesu. Skandowanie „Świdruj kotku, świdruj!” na wiecach politycznych Sary Palin było negującą, neurotyczną odpowiedzią na Peak Oil – obsesyjno-kompulsywną reakcją na wiadomość o tym, że ropy ubywa. Neurotycy często tworzą rytuały, które, choć nieskuteczne w każdym praktycznym sensie, pocieszają ich i chwilowo redukują poziom lęku. Typowym przykładem jest kompulsywne mycie rąk przez osobę cierpiącą na nerwicę natręctw (ZOK). I rzeczywiście byliśmy świadkami niedorzecznego nasilenia aktywności wiertniczej, jego większość miała nieszczególną wydajność. Lecz wkrótce potem nadeszło coś zupełnie innego: późniejsze zapowiedzi, że Ameryka niebawem stanie się energetycznie niezależna mają całkowicie odmienny charakter. Rodzą się one z urojeń wszechmocy, które są bardzo częstym symptomem u pacjentów psychotycznych. Ponadto celem obsesji psychotycznych są zazwyczaj fizyczne okaleczenia, kiedy to ciało staje się powierzchnią do wyrażania niepokoju i przerażenia. Jest mniej niż metaforą stwierdzenie, że dla społeczeństwa jego ciałem jest ziemia, na której egzystuje. Czy „szczelinowanie horyzontalne” (metoda wydobycia gazu łupkowego; przyp. tłum.) – które jest nieskuteczne w każdym praktycznym sensie, ale powoduje okropne szkody środowiskowe i finansowe – nie stanowi takiego psychotycznego samookaleczenia?

Oto kolejny przykład tej samej progresji: ataki terrorystyczne z 11 września 2001 roku początkowo wywołały reakcje w dużej mierze neurotyczne. Jeden z przykładów opisywany jest jako „teatr bezpieczeństwa” prowadzony przez Administrację Bezpieczeństwa Transportu na lotniskach USA. System skanowania pasażerów jest dostatecznie nieszczelny, aby przepuścić każdego, komu zależy na przemyceniu broni, a nawet bomby, ale każdy zmuszony jest do poddania się tej poniżającej szaradzie z podtekstami natury seksualnej (obmacywanie). Cały proces jest zinstytucjonalizowanym obsesyjno-kompulsywnym mechanizmem obronnym: próbą kontrolowania poziomu lęku społeczeństwa poprzez bezsensowne rytuały. Jednakże kilka lat później wyewoluował inny rodzaj zachowania: niekończące się „chirurgiczne” uderzenia bezzałogowych samolotów na terenach Afganistanu i Pakistanu, uznawanych za pozostające pod kontrolą Talibów. Chodzi o to, aby dokonać eliminacji przeciwnika poprzez fizyczny mord. Z racjonalnego punktu widzenia strategia ta jest nonsensem: Talibowie, którzy uznawani są za wroga, to przede wszystkim etniczni Pasztunowie; kodeks honorowy Pasztunów, Pashtunwali, wymaga od członków rodziny, aby pomścili wszystkie morderstwa (chociaż dopuszcza się również rekompensatę pieniężną); żyje około 40 milionów Pasztunów. Za każdym razem, kiedy bezzałogowy dron zabija Pasztuna, inny Pasztun musi wstąpić w szeregi Talibów i podjąć próbę zabicia Amerykanina. Jeśli celem ma być zminimalizowanie amerykańskich ofiar, zwycięska strategia jest oczywista: Amerykanie powinni zaprzestać zabijania Pasztunów. Lecz jeśli twój kraj przestawił się z nerwicy na psychozę, wówczas racjonalne argumenty nie mają zastosowania, ponieważ w swoim umyśle jesteś teraz wszechmocny i musisz chirurgicznie usunąć Obcego lub skonfrontować się z niekontrolowaną paniką.

Jeszcze jeden symptom: kondycji psychotycznej często towarzyszy poczucie nieograniczonego uprawnienia i zgodnie z oczekiwaniami z ust Amerykanów nieustannie słyszę: „Musimy tylko bez przerwy drukować dolary, bo nikt nie może nas powstrzymać”.

Freud nie był z pewnością pierwszym, który rozpoznał związek między psychotycznym „ja” i psychotycznym społeczeństwem. W 9 księdze Republiki Platon identyfikuje powiązanie między despotycznym państwem i despotycznym „ja” – oba istniejące w relacji wzajemności, jedno wzmacniające drugie w symbiotycznej psychozie. Urojenie psychotyczne na poziomie osobistym staje się ideologią na poziomie grupy; oba posiadają zdolność zniszczenia Obcego – nieważne, czy jest to cudzoziemiec czy krajowy wywrotowiec. „Z psychotyczną częścią naszego ‚ja’ komunikujemy się umiejscawiając tę komunikację w naszej polityce. Jedynie ukrywamy, tłumimy lub oddzielamy niedostępną stronę tego, kim jesteśmy i dokonujemy projekcji na zewnątrz – w formie zbiorowych fantazji – toksycznych emocji, które nabierają kształtu w programach politycznych, ustawach i ideologii”. [James M. Glass, Psychoza i władza, 1995, str. 169]

Grecka tragedia opisuje psychozę jako komentarz na temat życia publicznego. I tak – jak sądzę – powinno być: teatr, literatura i wspólnoty wyznaniowe oferują sposoby na skanalizowanie naszych nieświadomych popędów i psychotycznych impulsów, powstrzymując nasze wspólnotowe „ja” przed dezintegracją nawet podczas najgorszego kryzysu. Lepiej jest zmierzyć się z psychozą będąc częścią grupy, ponieważ nawet samo obserwowanie rozpadu indywidualnego „ja” jest bolesne: „Jeśli takie osoby nie wyją, nie zawodzą, nie okaleczają się wszystkim, co popadnie, nie smarują ścian kałem, nie mamroczą niezrozumiale, albo nie wykrzykują przekleństw, to leżą w łóżku, wpatrując się w sufit… Ulegające rozpadowi ‚ja’ ma całkowicie zatarte poczucie wspólnoty, wzajemności czy rzeczywistości jako ciągłego historycznego doświadczenia, a także niewielki szacunek do siebie – względnie jego brak – lub godność”. [tamże, str. 155]

Według dr. Glassa kultura psychozy jest nie do pogodzenia z demokracją: „Osobisty świat ograniczeń, szacunku, wspólnego porozumienia, troski o organizm, wrażliwości na innych sugeruje polityczny świat tolerancji, poszanowania praw i uznania prawa innych do życia bez zwierzchnictwa. [Psychoza] natomiast prowokuje dominację i zniszczenie; jest tragiczna, niczym szaleństwo Edypa w Colonus lub męki Medei, odzwierciedlające tragedię nie tylko jej rodziny, ale całego społeczeństwa i kultury”. [tamże, str. 130] Rzeczywiście, podobieństwa między psychozą i tyranią praktycznie nasuwają się same. Weźmy tę słynną wypowiedź Josepha Goebbelsa, ministra propagandy Hitlera: „Naszym zadaniem jest chirurgiczne… drastyczne cięcie, w przeciwnym razie pewnego dnia Europa umrze na żydowską chorobę”. Czym różni się to od postawy pewnego pacjenta-schizofrenika opisanego przez dr Glassa, który upierał się, że nogi zatruwają mu ciało i muszą zostać amputowane, a kiedy już ich nie będzie z pewnością pozostanie przy życiu, aby cieszyć się zdrowiem przez bilion lat? (Ciekawe, czy byłaby to jego osobista Rzesza na bilion lat?)

Zdolność społeczeństwa do rozumowania, do negocjowania, do poszanowania różnic itd. spoczywa na kruchym fundamencie, na który składają się złudzenia, takie jak „życie, wolność i dążenie do szczęścia” czy „rządy narodu, przez naród i dla narodu” albo „wolność i sprawiedliwość dla wszystkich” lub „system hamulców i równowagi” itd. „Iluzja jest tym, co wiąże demokratyczne wspólnoty; urojenie niszczy proces demokratyczny i funkcję”. [tamże, str. 184] Większość z nich, choć ściśle faktom nie przeczy, w swoim założeniu nie stanowi stwierdzenia faktu, i nie da się ich obronić jako propozycji, lecz przyjmuje się je na wiarę. („Hamulce i równowaga” to absolutna lipa; Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych utrzymuje w mocy wszystkie prawa federalne). Największe złudzenie ze wszystkich zowie się Amerykańskim Snem: „Czy nadal jest on prawdziwy?” – zapytuje na okładce ostatnie wydanie Time Magazine. Czy wiara w sen nie jest istotą złudzenia? Gdy złudzenia rozsypują się, zastępują je urojenia. „Rezultatem, w przypadku ‚ja’ i społeczeństwa, jest tragedia”. [tamże, str. 176] Utrata Amerykańskiego Snu może doprowadzić obywatela do utraty tożsamości, rozpadu ego, psychotycznej wściekłości i kompulsywnego samookaleczenia, a naród do wybuchu rasizmu, szowinizmu, fanatyzmu, ksenofobii, do poszukiwania kozłów ofiarnych, polowania na czarownice… krótko mówiąc do tyranii.

A to prowadzi nas do kwestii przywództwa politycznego. Przywódcy polityczni utrzymują lub tworzą nasze fundamentalne złudzenia, głównie poprzez folgowanie naszym fantazjom. Są one dwojakiego rodzaju: świadome i nieświadome, i to właśnie te nieświadome posiadają większy potencjał polityczny. Społeczeństwa mają tendencję do wyboru liderów, którzy je reprezentują, a społeczeństwa chore psychicznie – których nieświadome fantazje akurat ogarnia pożar – skłonne są wybierać najbardziej chore osoby, aby reprezentowały szczególną postać ich zaburzenia.

Wolnorynkowy kapitalizm, z jego hobbesowskim uzasadnieniem praw rynku, z jego konkurencyjnym, wykluczającym, brutalnym, zaborczym indywidualizmem, wywyższa patologiczny narcyzm, przyznając mu status bezspornej, nieuniknionej rzeczywistości gospodarczej. W ten sposób na liderów selekcjonuje socjopatów: osoby pozbawione empatii, sumienia. Najwyraźniej mają pewien problem z okablowaniem w mózgu: można szokować ich wielokrotnie, a oni nadal nie będą się wzdrygać, kiedy powiesz im, że masz zamiar zaszokować ich raz jeszcze. Wygląda na to, że mają niedobory zarówno uczuć, jak i pamięci emocjonalnej, aczkolwiek często pobudzeni są cierpieniem innych. „Im wyżej wdrapiesz się po drabinie, tym większą odnajdziesz tam liczbę socjopatów”, mówi Martha Stout z Harvard Medical School, autorka Psychopaty z sąsiedztwa. W rzeczy samej, Robert Hare, autor Spisu psychopatii Hera, szacuje, że przewaga socjopatów w środowisku amerykańskich prezesów jest znacznie wyższa niż wśród populacji ogólnej, przewyższa nawet odsetek przypadków w szeregach populacji więziennej. Ci, którzy nie są socjopatami, dokładają wszelkich starań, aby naśladować tych, którzy nimi są, ale sporadycznie wychodzi im to równie dobrze, ponieważ podejmowane przez nich wysiłki maksymalizacji wartości akcjonariuszy są często utrudnione przez uciążliwe i niewygodne uczucia sympatii, współczucia, żalu i strachu. (Określenie „psychopata” i „socjopata” używane są zamiennie i oznaczają to samo, ale jeśli spojrzymy na zestawienie, zdamy sobie sprawę, że ci, którzy plasują się w nim wysoko różnią się dość znacznie od pospolitego dupka.)

Amerykanie powinni czuć się szczęściarzami, że władzę sprawują nad nimi socjopaci; rządy jednostek psychotycznych są znacznie gorsze. Społeczeństwa psychotyczne na liderów wybierają Stalina, Hitlera i Pol Pota; konsekwencją jest społeczeństwo, które pada ofiarą skutecznej dekapitacji. Ciało polityczne może nadal funkcjonować – przez pewien czas – z odciętą głową. Z armią i biurokracją w nienaruszonym stanie, galopuje wokół bezgłowego jeźdźca, zmotywowane, by niszczyć przez prymitywne, atawistyczne impulsy. Potężna siła podświadomych fantazji zaprzęgniętych w służbie władzy państwowej przez psychotycznego lidera infekuje całą otaczającą rzeczywistość, nawet wówczas, kiedy sam aparat państwowy pozostaje nieskazitelnie racjonalnym: prawo i porządek w służbie jaskrawego, miotającego się obłędu.

Osoby psychotyczne są pod dość agresywnym wpływem medykamentów, a leki przeciwpsychotyczne są już najczęściej przepisywaną klasą lekarstw w Stanach Zjednoczonych. Wiele ludzi mówi, że narkoleptyków przepisuje się za dużo – zwłaszcza dzieciom i osobom w wieku podeszłym – aby poddać ich kontroli, i być może jest to prawdą: sprzedaż leków psychiatrycznych jest jednym z najbardziej lukratywnych przedsięwzięć na świecie, a leki przeciwpsychotyczne są obecne dojną krówką firm farmaceutycznych, ponieważ patenty na wiele środków przeciwdepresyjnych wygasają. Podobnie jak w przypadku leków przeciwdepresyjnych i depresji, najpewniej okaże się, że neuroleptyki są równie nieskuteczne w leczeniu psychoz, i tak naprawdę pełnią rolę proszków uspokajających z mnóstwem nieprzyjemnych skutków ubocznych. Tak czy owak lekarze je przepisują, a powodem tego, jak ośmielę się zgadnąć, jest to, że miliony obywateli USA, młodych i leciwych, zdradzają symptomy psychozy i wymaga uspokojenia.

Zaryzykowałbym domysł, że przewaga objawów psychotycznych wśród amerykańskiej populacji jest sama w sobie symptomem – psychozy amerykańskiego społeczeństwa jako całości. Choć leczenie osób psychotycznych stanowi trudny problem i znajduje się w centrum zainteresowania dochodowego przemysłu, leczenie rozprzestrzeniającej się psychozy amerykańskiego społeczeństwa nie jest nawet uznawane za problem.

Jeśli sądziliście, że Peak Oil dotyczy energii – zastanówcie się raz jeszcze. Równie dobrze może okazać się, że odnosi się do urojenia, którego rezultatem – w wymiarze indywidualnym – będzie śmierć ego, a krajowym – psychotyczna tyrania.

Tłumaczenie: exignorant

Ten wpis został opublikowany w kategorii Gospodarka, finanse, surowce i energia i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.