Świat na krawędzi

Michio Kaku rozmawia z Lesterem Brownem w audycji „Exploration”.

12 grudnia 2012

Michio Kaku: Gdyby zaszła konieczność zestawienia krótkiej listy wiodących autorytetów, które przyczyniły się do wzrostu świadomości ekologicznej, na jej szczycie najpewniej uplasowałby się Lester Brown. Jest założycielem The Earth Policy Institute oraz The World Watch Institute, jednej z czołowych grup eksperckich. Kiedy pojawiają się statystyki i dane na temat środowiska, być może zastanawiasz się skąd większość tych informacji pochodzi – World Watch Institute stał się jednym ze globalnych centrów informacyjnych. Lester Brown wydaje nową książkę, której niepokojąca treść realnie podsumowuje aktualną kondycję planety Ziemia; stan pacjenta znajdującego się na oddziale intensywnej terapii. Książka ta nosi tytuł „Świat na krawędzi”. Czy rzeczywiście znajdujemy się na krawędzi środowiskowego załamania?

Bez tytułuJesteś jednym z czołowych, cieszących się największym uznaniem ekologów świata. Co sprawiło, że wyruszyłeś w długą podróż, aby ocalić środowisko naturalne?

Lester Brown: Wychowałem się na małej farmie w południowym New Jersey. Pewien wpływ prawdopodobnie wywarły na mnie wybrane lektury z tamtego okresu. Pamiętam na przykład, że jako 10-latek zaczytywałem się w „Swiss Family Robinson”, pozycji, która miała na mnie większy wpływ niż którakolwiek inna. A później w liceum sięgałem po książki Richarda Halliburtona („Księga cudów”), to zapomniany autor, ale moje pokolenie uznawało go za nader interesującego. Poza tym po ukończeniu studiów, jako dyplomowany kulturoznawca miałem okazję na blisko sześć miesięcy zamieszkać w indyjskich wioskach w ramach międzynarodowego programu wymiany młodzieży gospodarskiej. Sądzę, że doświadczenie to i bezpośredni kontakt z konsekwencjami demograficznej presji oraz zaopatrzenia żywnościowego w Indiach wywarły długotrwały wpływ na moje myślenie i karierę.

Porozmawiajmy teraz o czymś, o czym rozmawia się sporadycznie: o upadku społecznym. Co się dzieje, gdy mamy do czynienia z „burzą doskonałą” niedoborów żywności i wody oraz astronomiczną ceną ropy? John Beddington z Wielkiej Brytanii, główny doradca naukowy rządu mówił o nadejściu „burzy doskonałej” przed rokiem 2030. Natomiast Jonathon Porritt, były przewodniczący Komisji ds. Zrównoważonego Rozwoju w Wielkiej Brytanii uważa, że może uderzyć jeszcze w tym dziesięcioleciu. Jakie są twoje przemyślenia na temat kompletnego upadku? Kiedy może się zdarzyć i co może być jego katalizatorem?

Gdybym miał opisać to, co uznaję za słabe ogniwo naszej globalnej cywilizacji, wskazałbym zaopatrzenie żywnościowe. Zajęło mi trochę czasu zanim doszedłem do tego wniosku, ponieważ długo zakładałem, że dla naszej współczesnej cywilizacji o zaawansowanej technologii żywność nie stanowi problemu. Jednakże teraz sądzę, że nie tylko może ona być słabym ogniwem – ona nim jest. Aktualnie zaczynamy ten fakt dostrzegać. Kontynuując tok myślenia Johna Beddingtona i Jonathona Porritta uważam, że „burza doskonała” może nadejść w każdej chwili. Aby to zilustrować po prostu powrócę do fali upałów, jaka minionego lata przetoczyła się przez zachodnią Rosję, kiedy to średnia temperatura w Moskwie w lipcu była o 14 stopni Celsjusza powyżej normy. Chodzi mi o to, że gdyby ktoś wspominał o takiej możliwości w zeszłym roku, odpowiedziałbym – chociaż nie neguję faktu zachodzących zmian klimatycznych – że 14 stopni najzwyczajniej znajduje się poza prawdopodobną skalą. A właśnie to miało miejsce. Kosztowało Rosjan 40% utratę upraw zboża. Mieli nadzieję, że zbiorą około 100 milionów ton, a z powodu wysokich temperatur i suszy uzyskali około 60 milionów ton. Ale świat miał szczęście – gdyby fala upałów nie uderzyła w rejon Moskwy, ale w Chicago, i gdyby to Stany Zjednoczone utraciły 40% ze swoich 100 milionów ton zbóż, świat zostałby pozbawiony 160 milionów ton. Światowe zapasy zbóż spadłyby do najniższego poziomu w historii, a ceny zbóż wyszłyby daleko poza kwoty, jakie do tej pory znaliśmy – nawet te rekordowe z ostatnich kilku lat. Ceny żywności odnotowałyby gwałtowny, stromy skok na całym świecie, kraje eksportujące zboża zaczęłyby ograniczać eksport, aby utrzymać lokalne ceny żywności na rozsądnym poziomie. Wówczas bylibyśmy zapewne świadkami, jak krajowi eksporterzy ropy naftowej próbują wymieniać naftę na zboża celem zaspokojenia swoich żywnościowych potrzeb. Reszta świata, wiele państw-importerów o niskich dochodach, walczyłaby o to, co pozostało, wybuchłyby tam zamieszki żywnościowe i demonstracje na skalę dotychczas niespotykaną, ponieważ zdesperowani ludzie posuwają się do desperackich czynów. Obserwowalibyśmy seryjne upadki rządów; zamiast oglądać spowitą dymem Moskwę i podwojenie liczby tamtejszych zgonów wywołanych niewydolnością układu oddechowego i falami gorąca, śledzilibyśmy doniesienia o upadku kolejnych rządów. To z kolei doprowadziłoby do całkowitej utraty zaufania do globalnego rynku zbożowego jako źródła dostaw, a jest to bardzo niebezpieczny obrót sprawy, ponieważ stwarza sytuację, w której każdy każdy kraj pozostaje sam i nikt nie zaprząta sobie głowy kontekstem globalnym.

Porażający scenariusz. Zatem mówisz, że zamieszki żywnościowe lub niedobory żywności mogą okazać się punktem zwrotnym i spowodować prawdopodobne załamanie społeczne, które nastąpić może w nieprzewidywany sposób w każdej chwili. Czy właśnie to starasz się powiedzieć?

Tak. Musimy pamiętać, że żyjemy w wysoce zintegrowanej gospodarce światowej. Takiej, w której pęknięcie bańki nieruchomości w jednym kraju, jak chociażby USA, może wysłać falę uderzeniową w obrębie całej gospodarki globalnej i rzeczywiście porwać międzynarodowy system finansowy na skraj upadku. Międzynarodowe wysiłki pozwoliły tego uniknąć (w 2008 roku). A była to bańka nieruchomości w jednym kraju. Obecnie mamy do czynienia z bańkami żywnościowymi w wielu krajach – osuszają one warstwy wodonośne i eksploatują ziemię uprawną, która ulega erozji, a gleby rozwiewa wiatr tworząc pustynne prerie m.in. w północnych Chinach i środkowej Afryce. Zatem wydarzenia mogą potoczyć się dość szybko i sądzę, że kompletnie nie zdajemy sobie sprawy, jak blisko krawędzi się znajdujemy.

Niektórzy utrzymują, że kluczem do żniw jest dobra pogoda – w związku z postępującymi zmianami klimatycznymi staje się ona w oczywisty sposób coraz bardziej nieprzewidywalna i niestabilna. Plus woda. Wspomniałeś o warstwach wodonośnych. Co to znaczy, kiedy mamy opadający poziom wód gruntowych? Jakie są tego konsekwencje dla zbiorów?

Cóż, zidentyfikowaliśmy 18 krajów, gdzie poziom wód gruntowych spada w wyniku nadmiernego pompowania w związku z irygacją. Te 18 krajów mieści ponad połowę światowej populacji i obejmuje trzech wielkich producentów zbóż: Chiny, Indie i Stany Zjednoczone. Niektóre z tych baniek bazują na wykorzystywaniu wody kopalnej – to woda do irygacji pompowana z kopalnych warstw wodonośnych. Kopalna warstwa wodonośna nie ulega ponownemu uzupełnieniu. Większość światowych warstw wodonośnych wypełniają cyklicznie opady deszczu. Ale jedna z najbardziej dramatycznych pękających baniek znajduje się w Arabii Saudyjskiej. Południowy wschód był samowystarczalny w produkcji pszenicy przez z górą 20 lat. I właśnie kilka lat temu ogłoszono, że kopalne warstwy wodonośne – z których pompują – w dużej mierze zostały wyczerpane i produkcja pszenicy doczeka się w ciągu najbliższych ośmiu lat stopniowego zatrzymania. De facto zbiory pszenicy skurczyły się tam o 70% przez zaledwie dwa lub trzy lata – na przestrzeni najbliższego roku całkowicie wycofają się z produkcji pszenicy. Zatem jest to jest szczególnie dramatyczne pęknięcie bańki z dwóch powodów. Pierwszy: w Arabii Saudyjskiej bez wody do irygacji prawdopodobnie nie będzie już rolnictwa, a kraj był całkowicie uzależniony od jednej kopalnej warstwy wodonośnej. Pod względem wielkości porównywalne, związane z wodą bańki żywnościowe znajdują się w Indiach i Chinach. Dane Banku Światowego wskazują, że 175 milionów ludzi w Indiach żywi się zbożem wyprodukowanym przez nadmierne pompowanie irygacyjne, które z definicji jest zjawiskiem krótkotrwałym. Według naszych szacunków w Chinach zbliżona liczba 130 milionów Chińczyków konsumuje zboże produkowane przy nadmiernym pompowaniu. Kiedy zaczynasz zestawiać te liczby i zdasz sobie sprawę, że prędzej czy później bańki te będą pękać, uświadamiasz sobie, że proces zwiększenia światowych zbiorów zbóż nie będzie tak prostym, jakim był do niedawna. Na arabskim Bliskim Wschodzie obserwujemy na przykład, nie tylko w Arabii Saudyjskiej, zmniejszające się plony w Syrii, Iraku, Jemenie, a także drastyczną redukcję nawadniania, ponieważ także i tam trwa intensywne osuszanie warstw wodonośnych. I jest to pierwszy obszar geograficzny, arabski Bliski Wschód z gęsto zaludnioną Arabią Saudyjską, Irakiem, Syrią i Jemenem, gdzie widzimy rzeczywisty spadek produkcji zboża ze względu na niedobory wody.

Niektórzy ludzie uważają, że może dojść do wojen o wodę i że w wybranych rejonach kuli ziemskiej woda może być tak cenna, jak ropa. Jakie jest twoje zdanie w tej kwestii?

Myśl o tym, że może dojść do zbrojnych konfliktów o wodę formułowana jest już od jakiegoś czasu. Do tej pory rywalizacja o wodę odbywała się faktycznie na światowym rynku zbożowym. Powodem jest to, że w sytuacji, kiedy masz ogromny deficyt wody najprostszym sposobem na jej importowanie są zboża. Więc kiedy importujesz jedną tonę ziarna, faktycznie sprowadzasz tysiąc ton wody. Do tej pory konkurencja wodna toczyła się na światowym rynku zbożowym. O ile istnieje światowy rynek wodny, jest nim rynek zbożowy. W ten sposób kraje z nadwyżkami wody eksportują swoją wodę w postaci zbóż, a kraje z deficytem wody importują ją w postaci ziarna.

W swojej książce wspominasz o erozji gleb i powiększających się pustyniach. Tutaj na Północnym Wschodzie (USA), a także na Środkowym Zachodzie, ludzie narzekają obecnie na burze śnieżne, jednakże w innych częściach świata, przykładowo w Chinach, występują rozległe i długotrwałe susze.

Erozja wiatrowa i burze piaskowe potęgują ten trend. Obserwujemy preriowe pustynie tworzące się aktualnie w północnej i zachodniej części Chin oraz zachodniej Mongolii. Rokrocznie, mniej więcej na początku lutego, burze pyłowe zaczynają wyłaniać się z tego regionu i przemieszczać na wschód, spowijając chmurami pyłowymi miasta takie jak Pekin. Są dni o tej porze roku, kiedy zmuszony jesteś prowadzić auto z włączonymi za dnia światłami, ponieważ w powietrzu unosi się tak dużo pyłu redukującego widoczność. I pył ten przedostaje się aż do Korei i Japonii. Zdarza się, że niektóre z nich przemierzają w tym stanie Pacyfik i jesteśmy świadkami jak pył opada przykładowo w zachodnich Stanach Zjednoczonych. Lecz każda z tych piaskowych burz, a w sezonie jest ich sporo, zabiera ze sobą miliony ton warstwy gleby ornej. Tak więc w północno-zachodnich Chinach widzimy 23.000 całkowicie porzuconych lub częściowo wyludnionych miejscowości, ponieważ rolnicy tracą ziemię uprawną na rzecz wdzierających się wydm. Ten obszar pustynnienia w północnych Chinach i zachodniej Mongolii powodowany jest kombinacją nadmiernej orki i nadmiernego wypasu, i z każdym rokiem staje się coraz większy. Chińczycy nie byli w stanie powstrzymać ekspansji swoich pustyń. A dalej mamy Afrykę centralną z ogromnym rejonem pustynnienia skupionym przede wszystkim wokół Czadu, którego pył przenoszony jest przez wiatry z obszarów państw położonych w Sahelu.

Porozmawiajmy o rosnących temperaturach, zmieniającym się klimacie, topniejącym lodzie. Niektórzy widząc burzę śnieżną kwestionują istnienie globalnego ocieplenia. Jaka jest twoja opinia w tym względzie?

Najbardziej widoczną odpowiedzią na pytanie o zamiecie śnieżne etc. jest prąd strumieniowy i jego zachowanie na zachodniej półkuli, zarówno w ostatnich dniach, jak i w ciągu minionych kilku lat. Prąd strumieniowy – który jest zazwyczaj dość jasno zdefiniowanym kręgiem powietrza poruszającym się na półkuli północnej w kierunku wschodnim przez obszary państw strefy umiarkowanej – na przestrzeni ostatnich tygodni uległ w kilku miejscach całkowitemu przerwaniu i wybrane jego części płyną na północ, inne na południe. Konsekwencją tego są dwie rzeczy – nad niektórymi częściami obszaru prąd ściąga w dół zimne powietrze, dlatego widzimy śnieżyce w Arkansas, Teksasie i Georgii. Jednocześnie w północnej Grenlandii mamy niezwykle łagodne temperatury, ponieważ ciepłe powietrze wyciągane jest w górę. Kiedy przyglądasz się temu zjawisku – jest kilkuminutowy zapis wizualny faktycznie ukazujący skompresowaną kilkudniową cyrkulację prądu strumieniowego, okres łatwy do zaobserwowania – niesamowity jest widok rozpadu na półkuli zachodniej. I najwyraźniej powodem są niespotykanie wysokie temperatury wody na wschodnim Pacyfiku. Prowadzi to do bardzo chaotycznej sytuacji.

Podstawową kwestią związaną ze zmianami klimatycznymi jest to, że rolnictwo w formie, jaką dzisiaj znamy wyewoluowało podczas trwającego 11.000 lat okresu dość niezwykłej stabilności klimatu. Pojawiło się w międzyczasie kilka odchyleń temperatury, ale w zasadzie klimat zmienił się w tym okresie bardzo nieznacznie. Teraz w miarę postępujących przeobrażeń klimatu, rolnictwo będzie w coraz większym stopniu niezsynchronizowane z ewoluującym systemem klimatycznym. Pamiętam, kiedy podczas pobytu w Departamencie Rolnictwa widziałem, jak zjawiska pogodowe ograniczają zapasy żywności – na przykład przerwany monsun w Indiach, susze w Rosji lub fala upałów na Środkowym Zachodzie Stanów Zjednoczonych. Jedną z rzeczy, które wówczas robiliśmy było zwyczajne przywrócenie używalności niezagospodarowanych pól uprawnych – obliczaliśmy ile leżących odłogiem gruntów należało skierować do zagospodarowania w celu przywrócenia równowagi w światowym systemie podaży i popytu zbóż. Zatem skoki cenowe miały charakter tymczasowy. Poza tym wiedzieliśmy, że pogoda powróci do normalnego stanu. Ale dziś nie istnieje już norma, do której można powrócić, ponieważ klimat Ziemi podlega teraz ciągłym fluktuacjom i nie potrafimy łatwo przewidzieć większości z nich. Tak więc to rosnące niedopasowanie systemu klimatycznego i systemu rolniczego będzie nas drogo kosztowało.

Jakie zagrożenie stanowi topniejący lód w miarę postępującego ocieplania pogody?

Istnieją tu dwa rodzaje poważnych zagrożeń. Jednym jest topnienie lądolodu Grenlandii lub Antarktydy zachodniej. Tym, co obecnie obserwujemy – jest to szczególnie widoczne w Grenlandii – są dwa trendy: pierwszy – lód topnieje, drugi – topnieje w coraz szybszym tempie. Za każdym razem, kiedy dokonujemy pomiarów topnienie zdaje się przebiegać szybciej niż poprzednio. Jeśli lądolód Grenlandii miałby stopić się całkowicie, poziom mórz podniósłby się o 7 metrów. Nawet przy wzroście poziomu morza o 1 metr – tak się składa, że niedawne prognozy pokazują wzrost o 2 metry jeszcze w tym stuleciu – pod wodą znalazłaby się Islandia i Bangladesz. Bank Światowy ma bardzo dobrze opracowaną mapę, która to obrazuje. Wzrost poziomu morza o 1 metr zatopiłby większą część delty Mekongu, która produkuje połowę wietnamskiego ryżu – kraj jest drugim co do wielkości światowym eksporterem tej zbożowej rośliny. Zaledwie metrowy wzrost poziomu morza dotknie kolejnych dziewiętnaście azjatyckich delt, gdzie uprawia się ryż. Ciekawe jest to, Michio, że wyobrażenie sobie sytuacji, w której topnienie lodu na pewnej dużej wyspie na odległym północnym Atlantyku może zmniejszyć zbiory ryżu w Azji, gdzie żyje połowa ludności świata, nie przychodzi w sposób oczywisty, intuicyjny. Kiedy o tym pomyślisz, staje się to bardzo klarowne, ale większość ludzi nie ma czasu, aby zastanawiać się nad wszystkimi powiązaniami oraz ich konsekwencjami. Drugą formą topnienia lodu są oczywiście górskie lodowce. Ma to również dramatyczne znaczenie w Azji, ponieważ to właśnie topnienie lodowców w części Himalajów znanej jako płaskowyż tybetański podtrzymuje bieg wielkich azjatyckich rzek podczas pory suchej. Proces obejmuje m.in. Indus, Ganges, Mekong, Jangcy, Żółtą Rzekę. Tak więc topnienie lodu w porze suchej nie tylko podtrzymuje przepływ tych rzek, ale także systemy nawadniające od tych rzek zależne. Mamy tu do czynienia z potencjalnie ogromnym zaburzeniem produkcji ryżu i pszenicy w krajach takich jak Indie i Chiny. Jednym z przykładów, po który sięgam w odniesieniu do Chin jest to, że skoro z tego i innych powodów Chiny wkroczą na światowy rynek po duże ilości zboża – co prawdopodobnie zamierzają zrobić – to z pewnością zwrócą się do Stanów Zjednoczonych, bo jesteśmy bezdyskusyjnie największym eksporterem zboża. Z punktu widzenia amerykańskiego konsumenta jest to scenariusz z koszmaru rodem, ponieważ oznacza, że amerykańscy konsumenci konkurować będą z 1,4 mld chińskich konsumentów o swoje plony, co przyczyni się do wzrostu cen żywności. Obierając perspektywę historyczną, w obliczu podobnej sytuacji, w jakiej znaleźliśmy się w połowie lat siedemdziesiątych, ograniczyliśmy eksport, a właściwie wstrzymaliśmy eksport soi do Japonii, ponieważ nastąpił gwałtowny wzrost jej ceny. Problem, z jakim konfrontujemy się dzisiaj sprowadza się do tego, że Chiny są naszym bankierem i dlatego będzie nam bardzo trudno powiedzieć Chińczykom „Wiecie co? Dajcie nam spokój…” lub „Mamy zamiar ograniczyć ilość ziarna, którą możecie od nas zaimportować.” Każdego miesiąca, kiedy to Departament Skarbu organizuje aukcje obligacji na pokrycie naszego deficytu budżetowego, Chiny są jednym z największych nabywców. Posiadają teraz amerykańskie obligacje skarbowe i papiery wartościowe na łączną kwotę 900 miliardów dolarów. Czy nam się to podoba czy nie, w ciągu najbliższych kliku lat ty, ja i 310 milionów Amerykanów zmuszonych będzie dzielić się naszymi zbiorami z obywatelami Chin.

Rozmawialiśmy o fundamentalnych problemach strukturalnych, które mogłyby wywołać koszmar społecznego upadku. Teraz porozmawiajmy o jego konsekwencjach. Przede wszystkim o środowiskowych uchodźcach. Jesteśmy przyzwyczajeni do obrazów uchodźców opuszczających strefy wojen i głodu. Teraz mówimy o uchodźcach środowiskowych. Czy mógłbyś rozwinąć ten wątek?

Uchodźcy środowiskowi to osoby wysiedlone przez szereg ekologicznych trendów. Jednym z nich są po prostu powiększające się pustynie. Wspomniałem o 23.000 wiosek w północno-zachodnich Chinach, które zostały całkowicie lub częściowo opuszczone, ponieważ ziemię uprawną rolników pochłanianą wydmy. Inną kwestią jest utrata zaopatrzenia w wodę – gdy warstwy wodonośne zostają na pewnych obszarach wyeksploatowane, ludzie zmuszeni są zmienić miejsce pobytu – udają się tam, gdzie mogą znaleźć wodę. Mamy więc powiększające się pustynie, spadający poziom wód gruntowych i topnienie lodu – wszystkie intensyfikują napływ środowiskowych uchodźców. W przyszłości mogą ich być setki milionów. Zobaczymy ludzi zmuszonych do przemieszczania się po całym globie. Będą przekraczać granice narodowe na skalę, jakiej nawet sobie nie wyobrażaliśmy.

Co się dzieje, kiedy zmiany klimatyczne powodują wzrost poziomu mórz?

Wiele z największych miast świata to w zasadzie metropolie nadmorskie znajdujące się tuż nad poziomem morza: Szanghaj, Nowy Jork, Londyn, Kair, Waszyngton, Miami. Istnieją dziesiątki krajów, które są bardzo blisko poziomu morza. W Stanach Zjednoczonych wzrost poziomu morza nawet o kilkadziesiąt centymetrów przyniósłby powstanie dwóch rynków nieruchomości. Jednym z nich byłby nadbrzeżny rynek nieruchomości, obejmujący część Florydy, wschodniego wybrzeża, południowe New Jersey, Nowy Jork, obszar Cape Cod stanu Massachusetts. Zobaczylibyśmy drastyczny spadek cen nieruchomości na tych właśnie rynkach. Jednocześnie na pozostałym obszarze kraju ceny nieruchomości odnotowałyby wzrost, ponieważ ludzie opuszczający zagrożone zalaniem wybrzeża szukaliby alternatywnego zakwaterowania. I raz jeszcze mamy tu do czynienia z czymś, co normalnie nie zaprząta nam myśli, a może wywrzeć poważny wpływ na rynki nieruchomości w niezbyt odległej przyszłości, gdy stanie się bardziej oczywiste, że poziom morza podnosi się i to w coraz szybszym tempie. Interesujące jest to, że różne organy planistyczne w miejscach takich jak Kalifornia, Nowy Jork, Floryda, południowa Luizjana, Holandia w Europie, Wielka Brytania, które opracowują strategie regionów nadmorskich, faktycznie czynią obecnie pewne założenia w związku z potencjalnym wzrostem poziomu morza i włączają je w planowanie przedsięwzięć mieszkalnych, przemysłowych, systemów transportowych itp. Zatem przed nami leży świat w uścisku obciążeń, z którymi nie musieliśmy się konfrontować od chwili, kiedy sześć tysięcy lat temu po raz pierwszy wyłoniła się cywilizacja.

I przewidujesz czas, kiedy to Manhattan otoczony zostanie wałami przeciwpowodziowymi i innymi mechanicznymi instrumentami, aby ocalić go przed zalaniem?

Musimy rozważyć taką ewentualność, a będzie to bardzo kosztowne. O ile się nie mylę budżet podejmowanych w Holandii wysiłków w celu utrzymania grobli i całej reszty – mają bardzo wyrafinowany, złożony ich system – jest porównywalny z budżetem obrony narodowej. W pewnym sensie jest to budżet obronny, ale stanowi bardzo znaczący wydatek. I podczas gdy Nowy Jork być może będzie w stanie sfinansować budowę części tych wałów, na świecie jest wiele miejsc, które na to najzwyczajniej nie stać. Myślę chociażby o Bangladeszu. Jednym z powodów indyjskiej budowy muru między Indiami i Bangladeszem jest uprzedzenie i zapobieżenie potencjalnemu przemieszczaniu populacji w jednym z tych krajów. A należą one do najbardziej narażonych na rosnący poziom mórz.

Pentagon zlecił kilka lat temu Global Business Network analizę najgorszego scenariusza, kiedy to w celu powstrzymania nieprzebranej masy środowiskowych uchodźców przed przekroczeniem granic użyta zostaje broń nuklearna. Raport wyróżnił granicę między Bangladeszem i sąsiadującymi z nim państwami, gdzie napłynąć mogą setki milionów ludzi, a kraje broniące się przed paraliżem zdecydują się na użycie broni nuklearnej. Drastyczne, prawda?

Tak. Trudno jest nam teraz ocenić, jak zdesperowani ludzie i zdesperowane rządy zachowają się, kiedy napięcia osiągną niewyobrażalny poziom. Nie wiemy, bo nie znaleźliśmy się wcześniej w podobnym położeniu. Nie stawialiśmy czoła środowiskowym tendencjom takim jak ekspansja pustyń, zanikanie wód gruntowych, wzrost poziomu mórz, które wywołałyby napływ uchodźców na skalę jaką tu rozpatrujemy.

W książce mówisz też o państwach upadających. Jeszcze za czasów poprzedniego pokolenia, a był to okres zimnej wojny, tak naprawdę nie poruszaliśmy podobnej kwestii, lecz teraz coraz częściej spotykamy państwa upadłe. Czy sytuacja ulegnie pogorszeniu?

Jak podkreślam w „Świecie na krawędzi” chyba najbardziej podstawowym wskaźnikiem mówiącym nam więcej o przyszłości niż którykolwiek inny jest liczba państw upadających. I jeśli prześledzimy ostatnich pięć czy sześć lat, okaże się, że każdego roku liczba upadających państw wzrasta. Rodzi to niepokojące pytanie – ile upadłych państw prowadzi do upadku cywilizacji globalnej? Odpowiedzi nie znamy. To nieznany nam obszar. Nawet samo pojęcie „państwa upadającego” weszło do codziennego słownictwa zaledwie dziesięć lat temu. Przez większą część mojej kariery zawodowej, począwszy od lat 50-tych, znałem świat, w którym budowaliśmy nowe państwa narodowe. Cały okres dekolonizacji charakteryzował znaczny wzrost liczby państw. Jeszcze niedawno rozpad ZSRR stworzył szereg niezależnych państw. Zatem zrozumienie tego problemu sprawia nam dużą trudność. Gdybyś miał wykonać krok w tył i zastanowić się nad upadkiem cywilizacji globalnej, w pierwszej kolejności szukałbyś klęski poszczególnych państw narodowych. A kiedy zaczynają upadać, nastręczają światu wielu problemów. Haiti stało się ekologicznym wrakiem, silnie uzależnionym od światowego programu żywnościowego Life Line oraz programów pomocy podtrzymujących państwowość. Nawet siły pokojowe ONZ pomagają lokalnej policji w utrzymaniu stabilności i zapewnieniu minimum bezpieczeństwa osobistego. Następnie mamy kraj taki jak Pakistan, który jest najbardziej zaludnionym upadającym państwem. Poza tym jest to upadające państwo z bronią nuklearną, co staje się bardzo niebezpieczne. I dochodzimy do krajów pokroju Somalii. I nie powinienem używać terminu „kraj” – Somalia jest miejscem na mapie, ale nie jest z pewnością krajem w jakimkolwiek znaczącym sensie. Ludzie próbują tam zarobić na życie dzięki piractwu. Stwarzają tym samym poważne problemy dla wielu państw na całym globie, uzależnionych od importu ropy płynącej z Zatoki Perskiej przez Ocean Indyjski lub Kanał Sueski. Wiele światowego ruchu frachtowego przecina rejon działania somalijskich piratów. Zadziwiające jest to, że znajdują się tam jednostki marynarki siedemnastu krajów, próbujące uporać się z problemem. Ale sytuacja ulega gwałtownemu pogorszeniu. Rok temu czytałem artykuł w „The Economist”, który zawierał finansowe podsumowanie roku 2009 – zarobki piratów przypominały korporacyjny raport z wyszczególnieniem liczby uprowadzonych statków, zysków przypadających na jednostkę, całkowitego dochodu itp. Nie potrafimy skutecznie zaradzić temu problemowi, starania nie przynoszą oczekiwanego rezultatu.

Upadają gospodarki, czyż nie?

Bez wątpienia. W przypadku Somalii i Haiti mamy mnóstwo głodujących ludzi, żywnościowe minimum wielu krajom zapewnia program ONZ, ponieważ nie są w stanie wyżywić się same. Obecnie około 35 krajów otrzymuje pomoc żywnościową z ONZ. Połowa z tych krajów korzysta z permanentnej, żywnościowej linii ratunkowej.

Sądzę, że świat tak naprawdę nie zwracał uwagi na te upadłe państwa, dopóki nie stały się one siedliskiem piractwa i terroryzmu, prawda?

Piractwa, terroryzmu i handlu narkotykami. Przykładowo Afganistan całkowicie dominuje na światowym rynku heroiny. Jak wspomniałem, liczba państw upadających jest wskaźnikiem kluczowym. Istnieją trzy wskaźniki, które śledzę, aby zrozumieć, jak wyglądać będzie nasza przyszłość. Pierwszy z nich to ceny zbóż. Jest to wskaźnik ekonomiczny. Kiedy ceny zbóż idą w górę, na świecie robi się niespokojnie. Drugim wskaźnikiem jest liczba głodujących na świecie. Liczba ta spadała w ostatnich dekadach ubiegłego wieku, ale potem na przełomie XX i XXI wieku wzrosła. Obecnie wynosi około miliarda. I wygląda na to, że nadal będzie rosnąć. I trzeci wskaźnik o charakterze politycznym to liczba upadających państw. Myślę, że wskaźniki te mówią nam, w jakim kierunku zmierza świat. (…)

Wpisy powiązane tematycznie: „Upadek ekosystemów, transformacja biosfery”, „Szczyt Ziemi: Rządy porzucają planetę i przyszłe pokolenia”, „Warunki rewolucyjne”, „Granice wzrostu – 40 lat później”.

Tłumaczenie: exignorant

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Woda i żywność i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.