Orlov: Taksonomia upadku, zanikający puls ekspansji i kapitał społeczny

Dmitry OrlovDmitry Orlov pisze na temat gospodarczego, ekologicznego, politycznego upadku Stanów Zjednoczonych i cywilizacji przemysłowej. Posiada dyplomy z inżynierii komputerowej, lingwistyki stosowanej. Podczas praktyki naukowej zajmował się m.in. fizyką wielkich energii i zagadnieniami ochrony Internetu. Oto fragmenty wywiadów, których udzielił w związku z publikacją swojej nowej książki „The Five Stages of Collapse: Survivors’ Toolkit”.

Dmitry, mówisz o taksonomii upadku cywilizacyjnego. Do czego się odnosi?

Dmitry Orlov: Sformułowałem ją w lutym 2008 roku, kiedy upadek finansowy stał się rzeczywistym terminem, używanym przez ludzi w opisie zachodzących zdarzeń. Zdefiniowane przeze mnie fazy to: upadek finansowy, upadek handlowy, upadek polityczny, upadek społeczny i upadek kulturowy.

Zdecydowałem się zaproponować taksonomię upadku, ponieważ odkryłem, że większość z nas uwięziona jest w dwóch trybach. Pierwszym jest wiara w nieskończony technologiczny postęp i gospodarczy wzrost. Drugim jest apokalipsa – natychmiastowy i przerażający upadek wszystkiego, koniec znanego nam świata. Zatem ludzie albo tkwią w pułapce narracji technocentrycznej, prowadzonej przez technologów i ekonomistów, albo apokaliptycznej z horrorów rodem. W rzeczywistości są to dwa typy wiary, której używamy, aby trzymać się tego, co uznajemy za rzeczywistość. Wiara w instytucje finansowe, wiara w wolny rynek, wiara w rząd, prawo i porządek, wiara w ludzi. Są to oddzielne kategorie, tak więc przyjrzałem się każdej z nich osobno i odkryłem, że skłonne są upadać i czynią to w różnym czasie. A sam upadek nie jest czymś niezwykłym – powtarza się w historii ludzkości z dużą regularnością.

Wyodrębniłem główne instytucjonalne elementy krajów rozwiniętych lub cywilizacji przemysłowej: finanse, handel i politykę. Są ze sobą powiązane, ale można je rozdzielić, ponieważ odnoszą się do różnych poziomów wiary. Zatem ludzie mogą przestać ufać bankom – wybucha panika bankowa – ale wciąż wierzą, że rząd jest legalny. Z drugiej strony rządzący mogą utracić swoją legitymację – wybucha kryzys, rząd zostaje obalony – ale instytucje, które kontrolują pieniądze nie przestają funkcjonować. Pod pewnymi względami są więc rozdzielne. Rząd może upaść, handel trwa nadal. Po odseparowaniu tych składowych przeanalizowałem przebieg ich upadku.

Finanse rozpadają się najszybciej, bo jest to tylko gra w zaufanie. W chwili, kiedy dość ludzi traci systemową pewność, całość idzie na do. Nie można oszacować i kontrolować ryzyka, ponieważ wiara w przyszłość znika. Ludzie nie uważają już, że przyszłość będzie przypominać przeszłość; zakłady, które zrobili nie przyniosą oczekiwanych zwrotów. Upadki finansowe są niemal gwarantowane, kiedy następuje akumulacja niespłacalnego długu. Finansowy upadek dopełnia się w ciągu jednego dnia, jednego popołudnia. Aby zobowiązania mogły być spłacane, tempo wzrostu musi być wyższe od stopy procentowej. Od dłuższego czasu tak nie jest, piętrzymy więc zadłużenie w coraz szybszym tempie. I mamy obecnie zerowe oprocentowanie – mechanizm mający generować wzrost gospodarczy. W rzeczywistości nie działa, ponieważ dotyczy wyłącznie banków. Rezerwa Federalna w konsekwencji utraci kontrolę nad stopami procentowymi. Gdy tak się stanie, wszystkie długi staną się niezwrotne i pojawi się widmo upadłości. Nikt nie ma dostatecznej rezerwy, aby powstrzymać zjazd po równi pochyłej. Rządy muszą wkraczać z pakietami pomocowymi (ang. bailout), aby wykupić organizacje finansowe. Robią to nieprzerwanie od dłuższego czasu.

Przyjrzałem się jak powiązane są finanse i handel. Okazuje się, że nowoczesny handel nie może funkcjonować bez nowoczesnych finansów, ponieważ wszystko jest finansowane, na każdym odcinku handlowej operacji. Ma to związek z importem – odbywa się przy udziale banków komercyjnych i kredytów komercyjnych. Upadek handlowy opiera się na innym rodzaju wiary. Jest to wiara w wolny rynek; wiara, że dostaniemy wszystko, czego potrzebujemy za stosowną opłatą. Należy mieć na uwadze, że drukowane pieniądze to tylko papier. I w pewnym momencie możesz usłyszeć dziwnie brzmiące słowa: „Twoje pieniądze nie są tutaj honorowane”. Nie możesz pozyskać tego, czego potrzebujesz. Wiele zachodnich i amerykańskich gospodarek najpewniej utraci dostęp do towarów importowanych, kiedy ich waluty upadną. Załamanie w jednej części systemu powoduje pęknięcia w innej części systemu. Niewiele trzeba czasu, aby katastrofalny problem w sektorze finansowym przełożył się na brak dostaw i pustki na sklepowych półkach. Spowodują to zaburzenia w globalnych łańcuchach dostaw. Handel staje w miejscu. Trzeba pamiętać, że obecna globalna gospodarka jest swoistym Wańką-Wstańką poskładanym w erze taniej energii, która dobiegła końca. Energia ta już nie istnieje. Kiedy Wańka się rozsypie, do dawnej postaci już nie powróci. Faza ta nie ujawniła się jeszcze w dużym zakresie za wyjątkiem miejsc, które faktycznie upadły, jak chociażby Grecja, gdzie nie można kupić niezbędnych do przeżycia leków, ponieważ kraj ich nie importuje – nie ma na to środków.

Następnie ulatnia się baza podatkowa i operacje rządowe nie mogą być finansowane. Z wyjątkiem drukowania pieniędzy, które w USA pokrywa jedną trzecią wydatków rządu. Kiedy będzie pokrywać 100%, podobnie jak w niemieckim Weimarze, zdolność wydatkowania spadnie do zera z powodu hiperinflacji. Tak przedstawia się progresja. Kiedy do tego dojdzie, rząd utraci swą legalność i znaczenie – właściwie przestanie funkcjonować. I oto jesteśmy w zupełnie nowym świecie, w którym ludzie mają szansę w miarę normalnie egzystować, jeżeli osiągną pewien poziom lokalnej samorządności, uformują grupy zintegrowane na tyle, aby kontrolować swoje sprawy. Ale znakomita większość obywateli zrobi różne, niemądre rzeczy – zagłosuje przykładowo na Adolfa Hitlera. To bardzo niebezpieczny etap – polityczny upadek, który nadchodzi po wybrzmieniu pozostałych dwóch. Symptomy upadku politycznego obserwujemy raz jeszcze w Grecji i we Włoszech, gdzie wybrani przez społeczeństwo oficjele zastępowani są politycznymi nominatami wskazanymi przez wierzycieli obu państw.

Politycznemu upadkowi zapobiegają: chleb i igrzyska. Dopóki populacja jest nakarmiona i ma uciechę, dopóty rebelia jest mało prawdopodobna. Jednakże fikcja demokracji przedstawicielskiej we wszystkich rozwiniętych krajach świata działa tylko wówczas, gdy wszyscy są syci i zabawiani. Rewolucje, które oglądamy na całym globie są tak naprawdę wariantami zamieszek żywnościowych. Jest wielce prawdopodobne, że z czasem pojawią się w coraz większej liczbie krajów, ponieważ na dalszą poprawę sytuacji żywnościowej liczyć już nie można.

Kiedy pierwsze trzy fazy zakończą swój bieg, pozostają awaryjne rozwiązania lokalne. Społeczność miejscowa może utrzymać się poprzez inicjatywy charytatywne lub wszelkiego rodzaju nieformalne uzgodnienia barterowo-podarunkowe. Może trwać śladowa wymiana handlowa towarów, które pozostały, ale tak naprawdę wszyscy są bez grosza lub mają pieniądze pozbawione wartości – zwoje bezużytecznej gotówki. Ludzie muszą w jakiś sposób ze sobą obcować twarzą w twarz, ponieważ ich transakcje odbywają się bez mediatora: rządu, rynku lub instytucji finansowych. Muszą improwizować.

Dwie ostatnie kategorie upadku są prawdopodobnie najbardziej kłopotliwe. Upadek społeczny to niepowodzenie instytucji społecznych; ludzie nie mogą zapewnić sobie wzajemnego wsparcia jako społeczeństwo, grupa lub klan. A upadek kulturowy to naprawdę proces, w którym ludzkość traci swoje ludzkie cechy. Analizowałem plemiona, które przeszły przez pięć faz, opisuję ten proces szczegółowo w swojej książce. Widok nie jest przyjemny.

Oznaki zarówno społecznego, jak i kulturowego upadku są już widoczne. Istnieje mnóstwo wzorów wyuczonej bezradności w gospodarkach rozwiniętych. Ludzie nie są w stanie zaspokoić podstawowych potrzeb. Oczekują, że w każdej sytuacji opiekę zapewnią im specjaliści. Kiedy pieniądze na opłacenie specjalistycznych usług ulatniają się, nie pozostaje im absolutnie nic. W Ameryce dostrzegalne są już przebłyski upadku kulturowego: najwyższy wskaźnik rozwodów na świecie, słabe, rozbite rodziny. Jedną trzecią dzieci wychowują samotne matki. Tak więc są to kwestie, które można rozpoznać jako pewne typy upadku i pewne odmiany wiary. Wiara ludzi w siebie nawzajem, która z czasem została zburzona i zastąpiona przez mrowie bezosobowych instytucji, które są nietrwałe i ulegną dezintegracji. Nie da się tego łatwo przywrócić. Gdy rząd upada, można powołać inny. Ale jeśli upada społeczeństwo, wymyślenie nowego zajmuje bardzo dużo czasu.

Co było przyczyną upadku ZSRR?

Prawdopodobnie wspomniałem o tym jako pierwszy, lecz teraz skrzętnie dołączają do nie wszyscy pozostali z diagnozą, że USA zdąża kursem rozpadu ZSRR. Zdałem sobie z tego sprawę dość wcześnie, na początku 1996, po odbyciu kilku dłuższych wizyt, podczas których obserwowałem następstwa upadku radzieckiego. Tym, co tak naprawdę spowodowało rozpad były niedobory zaopatrzenia w energię. Produkcja ropy osiągnęła swój szczyt 2 lub 3 lata przed upadkiem i wywołała fenomenalną wręcz ilość gospodarczej i finansowej dyslokacji. Co ciekawe konwencjonalna produkcja ropy na świecie osiągnęła najwyższy poziom w 2005 r., raz jeszcze trzy lata przed finansowym upadkiem roku 2008. Istnieje tu bardzo mocna paralela. Niedobór nafty jest przysłowiowym kanarkiem w kopalni cywilizacji przemysłowej. Kolejną bardzo silną paralelą jest militaryzm i mesjanistyczne wręcz zacięcie w instalowaniu na całym świecie podatnych na wpływy, posłusznych, demokratycznych rządów. Związek Radziecki próbował robić to samo wobec wielu państw. Stany Zjednoczone przejęły pałeczkę po dezintegracji ZSRR i zostały opętane przez nowy, osobliwy, konserwatywny ferwor mesjanistyczny: seria pomarańczowych rewolucji, najazdy na kilka krajów i próby zaprowadzenia porządku demokratycznego. Same porażki. Każda z nich. Ostatnia pomarańczowa rewolucja ostatecznie dobiegła końca w byłej sowieckiej Gruzji, gdzie wybrany „ręcznie” prezydent, Michaił Sakaszwili, staje się obecnie personą non-grata w własnym kraju. Kolejną analogią, którą warto wskazać jest fakt, iż u schyłku Związek Radziecki zarządzany był przez żałośnie skorumpowaną, dobrze okopaną plutokratyczną elitę, zupełnie niezdolną do reform, odrzucającą konieczność dostosowania się do zachodzących zmian. Po pewnym czasie przekształciła się w klasę przestępczą. Władze sowieckie stały się dowcipem na długo zanim to do nich dotarło. Do końca okazywały chorobliwe zadufanie. Dokładnie to samo dzieje się teraz w Stanach Zjednoczonych.

Publikowane są porównawcze sondaże popularności Kongresu USA. Czy jest on bardziej popularny niż wszy i karaluchy? Okazuje się, że mniej. Czy jest bardziej popularny niż Nixon podczas afery Watergate? Raz jeszcze – mniej popularny. Jest to sytuacja przedrewolucyjna. Dlaczego ludzie nie wzniecają rebelii? Cóż, egzystują dzięki kartkom żywnościowym. Korzysta z nich 50 milionów Amerykanów. Liczba ta zwiększa się codziennie o kilka tysięcy. Dopóki władze zdołają drukować pieniądze, aby nakarmić obywateli, dopóty wszystko będzie stabilne.

Czy może nastąpić coś, co powstrzyma upadek USA?

Jest on praktycznie nieodwracalny. Trwa. Liczbie, którą przytoczyłem – 50 milionów ludzi korzystających z rządowego dożywiania – towarzyszą inne, ukazujące, jak dalece zaawansowany jest rozkład społeczeństwa. Zadłużamy się w tempie 100 mln dolarów na godzinę, codziennie. Ma to swoje granice. I słowo o ujemnym bilansie handlowym. Głównym „towarem” eksportowym USA jest… dolar amerykański. Włodarze próbują utrzymać system poprzez obłąkańcze drukowanie i eksport dolara. To nie może trwać wiecznie. Poza tym kraj ten posiada największą na świecie populację więzienną w przeliczeniu na jednego mieszkańca. W sumie Stany trzymają za kratkami więcej ludzi – jako procent populacji – niż Stalin w okresie „rozkwitu” gułagów. To zdumiewająca liczba. Dodajmy do tego fakt, że rząd nie będzie miał pieniędzy na utrzymanie tych zakładów. Więźniowie zostaną zwolnieni i wrócą na ulice. Jakie stworzy to dla nas środowisko?

A teraz USA pełną parą realizuje program zbiorowego urojenia o „energetycznej niezależności” poprzez szczelinowanie horyzontalne (ang. fracking), całkowicie ignorując fakt, że rezerwy gazu łupkowego zostały groteskowo wręcz zawyżone, a szyby wyczerpują się w ponad 50% przed upływem pierwszego roku eksploatacji. Fracking jest przede wszystkim sposobem na wyssanie kasy z systemu. Wzbiera desperacja, ponieważ mamy mnóstwo ludzi, którzy ciągle wierzą, że należy się im 7% stopa zwrotu, nawet kiedy gospodarka przestała rosnąć. Gotowi są rzucić się na każde przedsięwzięcie i szczelinowanie jest jednym z nich. Fracking pozwala wygenerować sporą ilość gazu ziemnego na krótki okres czasu, kosztem poważnej dewastacji środowiska. Za całą sprawę zabrali się tak, że wydali pieniądze na wiercenie, a gaz sprzedali ze stratą i zabawne jest to, że niewiele już im tego gazu do sprzedania zostało. Zatem łupkowy nonsens w zasadzie dokonał już żywota. I w ogólnym obrazie energetycznym nie będzie miał znaczącego wkładu. A w tle konwencjonalna produkcja gazu spada jak kamień i już się nie poderwie. Z końcem szczelinowania powrócimy do koszmarnych scenariuszy wydobycia i zaopatrzenia w gaz naturalny.

Jak Rosjanie przetrwali upadek?

Byłym obywatelom radzieckim przetrwanie okresu przejściowego umożliwił sowiecki porządek codziennego życia, który mimo licznych wad paradoksalnie okazał się być odporny w obliczu upadku. Zatem nie przestała funkcjonować społeczna opieka medyczna, podobnie jak dystrybucja rolna, która była sercem całego systemu. Ludzie nie byli właścicielami „dachu nad głową”, był on własnością rządu. Korzystali zeń właściwie bezpłatnie – nie pojawił się problem bezdomności. Świadczone były usługi komunalne. Gdy rząd nie służył już społeczeństwu, niektóre z jego funkcji pełnione były nadal. Oczywiście nauczycielskie pensje nie były wypłacane przez bardzo długi czas, szpitalom brakowało środków – problemy tego rodzaju były powszechne. Ale każdy, kto był za coś odpowiedzialny gotów był zrobić wszystko, aby podtrzymać status quo. Zachowany został pewien poziom stabilności, ponieważ nie istniała gospodarka rynkowa. Poza tym wzrosło znaczenie i wpływy mafii, pojawiły się wymuszenia w zamian za ochronę. Aby uzyskać wsparcie musiałeś założyć organizację przestępczą – twój interes z definicji był nielegalny. Istniała ogromna szara strefa, prężnie działał czarny rynek. Ludzie opierali się w dużym stopniu na uzgodnieniach nieformalnych. Oficjalne umowy stały się rzadkością. Rosjanie byli do upadku dobrze przygotowani.

Upadek ZSRR opisujesz jako „miękki”, dla USA przewidujesz upadek „twardy”.

Związek Radziecki to była tak naprawdę Rosja plus gromada republik. Upadek Związku Radzieckiego był procesem stanowiącym tło odrodzenia Rosji jako kraju. W USA nie wyodrębnimy tworu, który wyłoni się i wypełni próżnię po zaniknięciu federalnej struktury państwa. W zasadzie mamy tu dwa wybrzeża, kilka innych części kraju, które są mniej lub bardziej jednorodne. Istnieje duży rozdział pomiędzy północą i południem, nawet na wschodnim wybrzeżu. Tak naprawdę nie ma rdzenia, który mógłby stać się nowym podmiotem na sposób Rosji. Innym problemem jest to, że Rosja, jak już wspomniałem, wyposażona była w liczne sowieckie mechanizmy, takie jak państwowy transport publiczny, czy zakłady użyteczności publicznej, które zapewniały egzystencjalną ciągłość. Tutaj jest tego niewiele. Wszystko dostarczane jest za pośrednictwem komercyjnych środków prywatnych. To bardzo kruchy porządek. Każdy jest absolutnie, beznadziejnie zależny od handlu i finansów. Dotyczy to wszystkich funkcjonujących części codzienności. Całkowita zależność od własnego samochodu oznacza, że przy braku dostępu do benzyny ludzie nie zdołają nawet dotrzeć do domu. Przedmieścia znikną. Nie ma wyjścia. Tak więc w porównaniu do sytuacji postradzieckiej, sytuacja postamerykańska ograniczy zdolność przetrwania bardzo wielu ludziom. Stany Zjednoczone nie są przygotowane. Poza tym większość Amerykanów wciąż ma zaufanie do rządu.

Czy podjęta ostatnio przez Detroit próba ogłoszenia upadłości i lata, które do niej prowadziły stanowią użyteczną ilustrację upadku?

W przypadku Detroit należy pamiętać, że przedmieścia miasta podążą śladem centrum. Zwyczajne opóźnienie. Nie ma żadnej reguły, która decyduje o tym, że przedmieścia są bardziej trwałe niż centrum. Właściwie jest dokładnie na odwrót. Rozkład centrum spowodowany był odpływem białej populacji oraz różnymi formami społecznego i gospodarczego przemieszczenia, charakterystycznego dla wielu amerykańskich miast. Był to wyrok na Detroit i kilku innych miejscach. Miasta z funkcjonalnym centrum utrzymają się lepiej. Ale i one będą miały problemy ze skalą utrzymania struktur zbudowanych w okresie rozkwitu cywilizacji przemysłowej. W miarę postępowania jej uwiądu w skutek wysokich cen wszelkich surowców, w tym energii, wymagania konserwacyjne opustoszą ich kiesy – będą miały kłopoty z kosztami i dostępnością. Myślę, że większe szanse mają mniejsze miasta, zwłaszcza te, które mogą wyhodować dużo własnej żywności i zlokalizowane są nad wodą, ponieważ transport wodny jest dużo bardziej wydajny pod względem energetycznym niż transport drogowy. Przed dużymi miastami mało obiecująca przyszłość.

Czytałem artykuł napisany przez zaniepokojonego menadżera szwajcarskiego funduszu hedgingowego, który przygląda się światowi Zachodu – Europie i USA. Jego zdaniem sytuacja obserwowana na Cyprze i południu Starego Kontynentu rozprzestrzeni się. Wyraża obawę, że możemy być świadkami czegoś znacznie poważniejszego niż upadek byłego ZSRR – 300-letniej epoki nowego średniowiecza, czy nawet cyklu trwającego 2000 lat. Czy dostrzegasz na horyzoncie coś równie katastrofalnego w odniesieniu do Świata Zachodniego?

Tak. Widzę nadchodzący wartko koniec cywilizacji przemysłowej. Będzie to zjawisko globalne. Ale uderzy różne kraje w różnym czasie. Kluczowy czynnik to stopień uzależnienia państwa od surowców. Jednym z wyznaczników głębi upadku będzie wydatek energetyczny na mieszkańca w danym kraju; czy państwo ma dość zasobów własnych. Na przykład Rosja przy obecnym tempie zużycia dysponuje 70-letnim zaopatrzeniem w gaz ziemny. Stany Zjednoczone nie. Tak więc istnieją duże różnice w tym względzie. A gaz ziemny jest towarem obszarowo zamkniętym mimo wymiany handlowej surowca w postaci płynnej. Lecz pod względem objętości jest to tak naprawdę handel drobny.

Teraz wszystkie gospodarki świata są upośledzone: za każdym razem, kiedy usiłują rosnąć, ceny energii idą w górę, a gdy osiągają wartość 6% PKB, rozpoczyna się kolejny cykl recesyjny. Wygasający wzrost sprawia, że wszystkie ustalenia finansowe na nim bazujące stają się najzwyczajniej niemożliwe. Zatem okres dynamicznego wzrostu gospodarek i populacji dobiegł końca. Definitywnie. Nigdy nie wróci. Nie jest to żaden cykl. To puls. Planeta posiadała określoną zasobność paliw kopalnych i spaliliśmy nieco ponad połowę tychże. Pozostały ochłapy. Ich wydobycie nie będzie efektywne pod względem energetycznym. Nie da się utrzymać gospodarki na tym, co zostało. Jesteśmy świadkami zanikającego pulsu industrialnej ekspansji i rozwoju człowieka na Ziemi.

Czy uważasz, że być może znajdziemy się dalej, poza fazą 3 upadku? Rozumiem, że kontekst końca ery przemysłowej sugeruje, że Rosjanom się w zasadzie upiekło.

Niepokojące jest to, że w Stanach Zjednoczonych upadek społeczny i kulturowy w dużym stopniu zdążył już się dokonać. Jeden z przykładowych wskaźników: większość dzieci w USA rodzi się poza małżeństwem. Rodzina nuklearna jest w zasadzie luksusem – niektórzy obywatele mogą sobie nań pozwolić, inni nie. W tym momencie funkcjonujące, wielopokoleniowe rodziny należą do rzadkości, występują w obrębie pewnych grup etnicznych: Koreańczyków, Wietnamczyków, Latynosów. Ludzie ci pochodzą z tradycyjnych kultur. Podstawą, fundamentem zdrowego społeczeństwa jest rozbudowana rodzina, w ramach której odbywa się gros relacji gospodarczych – chociażby opieka nad dziećmi bez udziału osób z zewnątrz.

Czy chcesz powiedzieć, że w Związku Radzieckim problem rozkładu wielopokoleniowych rodzin nigdy nie zaistniał?

Typowy model rodzinnego życia w Rosji to trzy pokolenia pod jednym dachem.

Być może do najprzyjemniejszych takie środowisko nie należy, ale z pewnością jest bardziej ekonomiczne, prawda?

Tak. Inną rzeczą jest to, że Rosja jest tak naprawdę krajem historycznym z bolesnym, ale jednak wspólnym doświadczeniem historycznym. Łączy ono ludzi i sprawia, że są bardzo silnie przywiązani do pewnej wizji siebie, której nie kontroluje nikt. Jest to mocno zakorzenione w sposobie myślenia. Podczas gdy USA nie jest tworem spójnym na poziomie etnicznym czy kulturowym, a bycie Amerykaninem jest kwestią wkupienia się w biznes-plan. Co się dzieje, kiedy biznes-plan zawodzi? Czy nadal istnieje kraj?

Czyli poszczególne etapy upadku niekonieczne muszą zachodzić w określonej kolejności. Faza 4 – upadek społeczny USA – to proces już zaawansowany. Nie widzieliśmy jeszcze rzeczywistego upadku politycznego, choć zapewne jest on coraz bliżej. Republikanie i Demokraci żrą się w kwestiach ideologicznych. System jeszcze nie upadł, tak?

Skądże. Polityczny upadek to osobliwe zwierzę, ponieważ politycy bardziej niż ktokolwiek inny mają zdolność udawania przez długi czas, że wszystko jest w porządku. Tym, na co rzeczywiście należy mieć baczenie to moment, w którym nie będą już w stanie wydawać pieniędzy. Utrata tej zdolności będzie oznaką kluczową. Paplanie przed kamerami straci jakiekolwiek znaczenie.

Co się stało w 2008 roku?

W 2008 roku miał miejsce globalny upadek finansowy. Ustalenia finansowe, które obowiązywały wcześniej ulotniły się bezpowrotnie. Banki wciąż są otwarte i rząd funkcjonuje tylko z jednego powodu – „programu przeciągania i udawania” poprzez drukowanie pieniędzy i piętrzenie zadłużenia na różnych poziomach w tempie absolutnie nie do utrzymania. Obserwujemy skoordynowany wysiłek w udawaniu, że wszystko jest w porządku i odroczeniu dnia rozrachunku. Tak długo, jak to możliwe.

Jak długo to potrwa?

Nikt tego nie wie. Wiadomo jedynie, że jest to gra oparta na zaufaniu. Kiedy ono zniknie, gra zakończy się natychmiast. Jedną ze wskazówek sugerujących, że do końca nam niedaleko jest nowy sposób ratowania banków poprzez nieubezpieczanie depozytów. To bardzo ciekawy plan. Kiedyś byłeś w stanie realizować transakcje gotówkowe. Teraz zakazano tego w większości miejsc. Dawniej wpłacałeś pieniądze i były one do pewnej kwoty ubezpieczone. Obecnie ubezpieczenia nie ma. Masz bezwartościowe zapewnienia banków. Pierwszeństwo w wypłatach mają fundusze hedgingowe. Powierzenie pieniędzy bankom to dobry sposób na ich utratę, bo są one po prostu niezabezpieczonym długiem. Pożyczasz pieniądze niewypłacalnej instytucji. Cóż więc pozostało? Co znaczą pieniądze, jeśli nie możesz trzymać ich w gotówce i nie możesz złożyć ich w depozycie? Nikt nie wie. Nikt nie chce o tym myśleć, ale kiedy zmusi do tego sytuacja wszyscy sobie uświadomią, że niezbędne jest przedefiniowanie pieniędzy. Poświęcam tej kwestii dużo miejsca w swojej książce. Długo o tym myślałem. Sytuacja na Cyprze zbiega się z wydaniem książki. Dokładnie o takim przypadku pisałem: Co zrobić, kiedy pieniądze stają się uciążliwe, niepewne i wręcz nieużyteczne? Jak utrzymasz gospodarczą aktywność? Istnieją sposoby, ale bardzo odbiegają od tego, do czego jesteśmy przyzwyczajeni.

Możesz podzielić się kilkoma pomysłami?

Tak. Wszystko musi opierać się na relacjach osobistej wymiany i wzajemnym zaufaniu. Nie jest to kwestia liczb na skrawku papieru. Nie jest to kwestia stosu złotych sztabek. To kwestia przekazania cennych aktywów do wspólnego systemu wymiany handlowej. Mogą tego dokonać małe grupy znajomych. Zatem pierwszą rzeczą, która odchodzi wraz z instytucjami finansowymi jest zaufanie. Nikt nie chce mieć z nikim do czynienia ze względu na ryzyko relacji z osobami trzecimi. Nagle nikt nie chce zadawać się z obcymi. Problem w tym, że mnóstwo ludzi „zna” wyłącznie obcych. Przyzwyczajeni są do zajadłego konkurowania. Na współpracę i wzajemne zaufanie nie ma miejsca. Zadanie numer jeden to budowa osobistego zaufania.

Istotny element kwestii upadku: decentralizacja władzy, podział społeczeństwa na mniejsze jednostki, powrót do przetrwania w rodzinie.

Tak. Wzorzec standardowy: społeczeństwo jako makrokosmos rodziny. Mamy więc wielopokoleniowe rodziny. Są samorządne. Rada starszych. Na poziomie wyższym możliwa honorowa „książęcość”. Trochę jak super-ojciec. Masz ojca, a potem ojca całej grupy, plemienia. Na pewnym poziomie zostało to w nas zakodowane genetycznie. Stąd wzięła się monarchia; to rodzina na nieco wyższym pułapie. Ale ma to zadziałać na poziomie niższym. Na gigantyczne, imperialne monarchie nie ma już miejsca.

Twoim zdaniem USA nieuchronnie zmierza ku decentralizacji, samorządności lokalnej.

Tak. Ameryka to tak naprawdę kraj zależny od systemu autostrad międzystanowych i napędzającego go morza oleju napędowego. Morze to zacznie wysychać, a koszty napraw będą nie do udźwignięcia. Już teraz mamy mnóstwo zrujnowanych mostów i brak środków na ich renowację. A poza tym kraj wiąże sieć kolejowa, ignorowana całkowicie od kilku pokoleń. Pieniędzy na przywrócenie jej świetności nie ma. I jaszcze Kanał Panamski. Jeśli wyłączysz te trzy elementy, pozostaną dwa wybrzeża i rozległy, spieczony obszar pustynny po środku, gdzie kiedyś uprawiano żywność, ale teraz jest to niemożliwe. Tak będzie wyglądać Ameryka przyszłości: dwa wybrzeża i gigantyczne pustkowie w środku.

Piszesz, że upadek nie jest koszmarnym scenariuszem, którego należy unikać za wszelką cenę, ale częścią normalnego biegu ludzkiej historii i że powszechna tendencja do niedopuszczania go do naszego światopoglądu delikatnie mówiąc upośledza naszą zdolność adaptacji.

John Michael Greer analizuje tę kwestię bardzo trafnie. Każda kultura i cywilizacja podąża określoną trajektorią. Przechodzi przez pewne fazy wzrostu, rozwoju i stagnacji. Podobnie jak owoc – dojrzewa, mięknie i gnije. Uczestnicy chcą wierzyć, że ich cywilizacja w magiczny sposób różni się od wszystkich pozostałych. Będą żyć wiecznie. Bieg wydarzeń bezwzględnie weryfikuje to przekonanie. I każdy, kto mówi – „Cóż, mieliśmy spektakularną historię rozwoju i wzrostu, ale dobiegła końca. Teraz mamy równie spektakularną historię naszego upadku”. – wyłączany jest z konwersacji, bo ludzie nie chcą tego słyszeć. Na końcowym odcinku staczania się w dół ujawniają się zbiorowe urojenia. Zatem za 50 lat Ameryka będzie wydrążoną skorupą dawnej potęgi, ale wciąż spotykać się będzie ludzi wierzących niezachwianie, że skazana jest na sukces. Istnieją bardzo liczne, historyczne tego przykłady. W jednym ze swoich artykułów Ugo Bardi przywołuje przypadek obywatela rzymskiego. Ocalał jeden z jego listów. Zmuszony jest uciec z Rzymu do Marsylii drogą morską, ponieważ trakty i mosty zostały zniszczone. Ma problemy z dostaniem się na statek – porty są zamulone, falochrony zburzone. Jednocześnie opowiada o konieczności podjęcia większych starań w walce z barbarzyńcami i obronie imperium. Podobieństwo do obecnej sytuacji USA jest uderzające. Mosty rozpadają się, nie ustaje seria katastrof dużych i małych. Postępujący chaos klimatyczny pochłania rokrocznie coraz więcej ofiar. A nam potrzeba niezależności energetycznej, bezpieczeństwa, ochrony granic i tym podobnych bzdur. Zatem ma to charakter cykliczny. Musimy zrozumieć, w której część cyklu jesteśmy. Od tego trzeba zacząć.

Próbujesz nam chyba uzmysłowić, że cykl zdążył osiągnąć zaawansowany etap.

Tak. Można wyodrębnić dwa elementy – pierwszy, z którym nie da się dyskutować, to fizyczny stan rzeczy i stan społeczeństwa. Można spojrzeć na statystyki, które go obrazują. Na przykład jaki procent populacji dotyka funkcjonalny analfabetyzm. W USA oscyluje w granicach 50%. To liczba osób, które rzeczywiście nie potrafią przeczytać instrukcji obsługi, nie rozumieją ulotki przepisanego medykamentu. Możesz przyjrzeć się wspomnianej płaszczyźnie fizycznej jak bardzo zaawansowany jest rozkład. Następnie można przyjrzeć się sposobowi myślenia ludzi i ocenić, że mamy również problem mentalny związany z urojeniami. W zasadzie nie jesteś w stanie do ludzi dotrzeć ze względu na ten sam problem, który uniemożliwia kontakt z pacjentami szpitala psychiatrycznego.

Kraj już zaczyna przypominać pustą skorupę… Wiem, że należy unikać uogólnień, ale czy sądzisz, że urojeniom ulega 75% czy 90% społeczeństwa.

Ludzie domagają się pewnego poziomu komfortu. Czują się bardzo niepewnie w tym świecie, w tym społeczeństwie. W reakcji na to położenie starają się dopasować. Tak bardzo jak potrafią. Sposobem na dopasowanie jest kultywacja konformistycznej persony. Możesz różnić się od swoich rodaków tym, że kibicujesz dość oryginalnej drużynie baseballowej, która nie należy akurat do najpopularniejszych. Ale o wypuszczeniu się dalej nie ma mowy, wkroczyłbyś na niebezpieczny obszar.

Powinniśmy spodziewać się zaburzenia egzystencjalnej ciągłości. Finanse, handel i polityka są coraz bardziej skorodowane. Za rozważne uznajesz, aby nie wkroczyć w sfery upadku społecznego i kulturowego.

Pozostałe trzy fazy powracają z dużą regularnością w dziejach imperiów i cywilizacji. Wzór jest zawsze taki sam. Możesz bez trudu odczytać symptomy, które identyfikują aktualny etap upadku danej cywilizacji. Ale ludzkość trwa, ponieważ mniejsze kultury i społeczności robią swoje bez względu na okoliczności. Zawsze pozostaje dość wspólnot w stanie względnie nienaruszonym, aby spróbować raz jeszcze, zacząć coś nowego. Tak więc po dominującym systemie pozostaje wypalona skorupa, a z cienia wynurzają się inne sposoby egzystowania, które przejmują inicjatywę lub zyskują na znaczeniu; różnorodność metod niepowiązanych z minionym, głupim paradygmatem.

Mówisz, że główna przeszkoda uniemożliwiająca zrozumienie wagi upadku nie ma charakteru intelektualnego, tylko psychologiczny. Cóż takiego zalega w samym sercu zachodniej psychologii, że czyni ją odporną na jakąkolwiek penetrację?

W zasadzie toczą się dwie równoległe narracje. Jeśli nie podoba ci się pierwsza, musisz polubić drugą. Pierwsza to opowieść o niekończącym się postępie. Z każdym dniem rzeczy są coraz lepsze. Nowe modele samochodów są bardziej błyszczące, bardziej luksusowe i mruczą ciszej niż poprzednie. Wszystko musi być większe i lepsze. Rzeczy nie mogą się pogorszyć i skurczyć, bo nie tak to działa. Cały system jest zaprojektowany pod kątem ciągłego wzrostu i ekspansji. Jeśli tak to nie zadziała, mamy plan B, czyli apokalipsę. Rzeczy ulegają rozpadowi. To również jest do przyjęcia. Może zdarzyć się krach, lokalna katastrofa, po której musisz się pozbierać. Zatem druga narracja to: „Ojej, potknęliśmy się, ale się pozbieramy”. Między tą parą nie ma miejsca na to, co się faktycznie dzieje: stała, stopniowa degeneracja, degradacja – rzeczy spowalniają, zużywają się, zawodzą. Codziennie jest ich coraz więcej. Kurczą się. Stają się bardziej niepewne. Rzeczy, na których mogłeś dotychczas polegać, przestają być niezawodne. Jesteśmy świadkami tego procesu. I nie ma w tym żadnej ideologii.

Piszesz w swojej książce: „Tu i ówdzie w społecznościach pracują ludzie. Społeczności te znajdują się w stanie upadku, a ludzi tych nie stać na luksus ignorowania tych realiów, jej społecznych i medycznych konsekwencji. Często targani są wewnętrznym konfliktem wywołanym przez dysonans poznawczy szokującej codzienności, której muszą stawić czoła, i obowiązkowego optymizmu, który muszą symulować, aby utrzymać stanowisko pracy”.

Znam sporo ludzi, którzy tkwią w tym stanie. Tej ziemi niczyjej pomiędzy przymusowym optymizmem i wymogiem prawienia o nieustającej poprawie – o tym, co należy zrobić, aby było lepiej – a rzeczywistością ciągłej degeneracji.

Degeneruje nas udomowienie?

Wystarczy przyjrzeć się zwierzętom. W świecie tych dzikich z pewnością nie ma dla ciebie miejsca, chyba że w charakterze przekąski. Patrzą na ciebie i albo uciekają, albo patrzą i kombinują, jak cię pożreć. Następnie mamy zwierzęta oswojone. Możesz je nakarmić. Możesz zostawić spodek mleka lisowi, a on je wypije. Ale go nie pogłaszczesz. Lis nie życzy sobie jakiejkolwiek innej interakcji z tobą. Może cię nawet polubić, ale nie będzie twoim niewolnikiem. I w końcu mamy zwierzęta udomowione. Te, które całkowicie kontrolujesz, możesz trzymać w klatce. Będą rozmnażać się w niewoli. Są twoimi niewolnikami, rzeczą osobistą, własnością. I nikt tego faktu nie kwestionuje. To samo odnosi się do ludzi. Możesz spotkać plemiona, które praktycznie unikają kontaktu z osobami spoza własnej zbiorowości. Możliwe, że spróbują cię zabić, jeżeli naruszysz ich domenę. Istnieją też plemiona, które mogą pogodzić się z faktem, że zamieszkujesz tę samą planetę i może nawet nie będą mieć nic przeciwko drobnej wymianie handlowej. Następnie mamy plemiona, których przedstawiciele są zniewoleni. Pozbawiono ich środków utrzymania i zmuszono do pracy. Zakwaterowani są w rządowych mieszkaniach, bo nie stać ich na własne. Prawdopodobnie nie mogą się nawet wyżywić i dostają kartki żywnościowe. To położenie skrajnej zależności. W rozwiniętych społeczeństwach mamy ten rodzaj udomowienia. Wszyscy jesteśmy udomowionymi zwierzętami, trwającymi w stanie skrajnej zależności, który niewiele odbiega od niewolnictwa.

Twoja książka jest długim wyzwaniem rzuconym większości pojęć, które przyswoiliśmy w ramach edukacji i procesu uspołecznienia. Kwestionuje, co to znaczy być właściwie uspołecznionym. Być uspołecznionym to…?

Zgodnie pracować i bawić się z innymi. Funkcjonować jako część drużyny. Nie mącić. Nie zbaczać z wytyczonej, ubitej ścieżki. Co w przypadku tych z nas, którzy chcą odnieść sukces i wstąpić w szeregi klasy średniej zazwyczaj oznacza mnóstwo edukacji, a następnie mnóstwo siedzenia na biurowym stołku i emeryturę.

Brzmi mało apetycznie.

Większość ludzi podzieli ten los, chyba że zdecydują się zrobić coś innego. A wtedy uważa się ich za cokolwiek dziwnych i niebezpiecznych.

Czy rzeczywiście jest to dziwne i niebezpieczne?

Nie wiem. To zależy. Wielu osobom udaje się odnaleźć własną drogę i niewiele o tym mówią, ponieważ brzmiałoby to prowokacyjnie i nie pozwoliłoby wkraść się w łaski grup ludzi, którym generalnie nie zależy. Po prostu chcą gładkich relacji z innymi.

Mówisz o społecznej inercji jako niesamowitej sile. Czy w naszym wspólnym interesie leży, aby interweniować i pomóc naszym udomowionym współtowarzyszom przejrzeć na oczy i pokonać tę niesamowitą siłę?

Myślę, że kwestia sprowadza się to do stopnia indoktrynacji, jakiej ludzie zostali poddani. Cały proces edukacji szkolnej polega nie tyle na nauczaniu, ile złamaniu czyjegoś ducha. Ludzie nie uzyskają tego, czego pragną. Będą robić rzeczy, które im obmyślono – zatwierdzony program nauczania. Nie istotne jest, czym się interesują i co będzie im w życiu przydatne. Muszą opanować obowiązkowy program nauczania. Następuje prosta psychologiczna reakcja: po złamaniu ducha czujesz się dobrze, kiedy robisz to, czego się od ciebie oczekuje. Przeciwna reakcja: czujesz awersję do każdego, kto łamie zasady, kto robi swoje, kto wytycza własną ścieżkę, kto nie chce podążać za liderem. Zatem społeczna inercja ulega w tym zakresie samowzmacnieniu. Na wszystkich poziomach. Uniwersytety mają być bastionami wolnej myśli. Tymczasem naukowcy zazwyczaj są bardzo ostrożni, ponieważ niezwykle łatwo jest zniszczyć reputację. Starają się więc trzymać swoich specjalności; stopniowo formułują sądy na temat rzeczy, których mogą zdecydowanie bronić; nigdy nie wychodzą przed szereg i stronią od niezdrowych dla kariery wycieczek interdyscyplinarnych. Wszyscy są ostrożni, na każdym poziomie. Dlatego wprowadzenie pożądanych, drastycznych zmian jest bardzo trudne.

Piszesz o parze odrębnych komponentów ludzkiej natury: społecznym i samodzielnym. Dominuje mentalność stadna. Samodzielność występuje rzadko.

Niezwykle rzadko. Interesujące jest to, że większość ludzi nie radzi sobie z samotnością. Są nią zszokowani. Podobnie jak sytuacją, w której muszą zdecydować o swoim losie. Nikt cię nie kontroluje, nie podsuwa gotowych rozwiązań, nie ustala terminów i zasad. Większość ludzi sobie z tym nie radzi.

Przedstawiasz zdumiewający przykład sposobu, w jaki funkcjonuje współczesna gospodarka, handel i społeczeństwo. Cytuję: „Niedawno ujawniony skandal dotyczył sieci sklepów, która popełniła faux pas oferując rabaty na produkty dla dzieci kobietom, które jeszcze nie wiedziały, że są w ciąży. Zrobiono to w oparciu o ostatnie zakupy bezzapachowych kremów do twarzy, większych biustonoszy i różnych produktów miękkich, pluszowych”. Powiedz nam coś więcej na temat tego zjawiska.

Ukierunkowany marketing i gromadzenie danych są obecnie bardzo popularne, ponieważ jest to kolejna próba zautomatyzowania społeczeństwa. W tzw. krajach rozwiniętych spędzamy coraz więcej czasu rozmawiając z robotami. Aby coś załatwić, pozyskać rozmawiamy z sieciową aplikacją, czyli robotem, lub telefoniczną obsługą, robotem innego rodzaju. To wynik jednego trendu lub aspektu technologii: programowanie komputera jest bardzo trudne. Musisz być specjalistą, mieć specjalistyczne umiejętności. Potrzeba lat, aby usunąć robaki ze skomplikowanego systemu – bardzo kosztownego w eksploatacji. Istnieją granice programowania inteligencji komputera. Okazuje się, że o wiele łatwiej jest zaprogramować ludzi, aby zachowywali się jak maszyny. Trend trwa już od długiego czasu. Myślę, że przełomem w tej kategorii są przenośne urządzenia komputerowe – smartfony, tablety itp. – ponieważ wszyscy przypominają teraz Borgi, pół-maszyny z serialu „Star Trek”. Wsiądź do metra, podmiejskiego pociągu lub autobusu i poobserwuj ludzi, którzy są podpięci pod swoje małe urządzenia elektroniczne. Nie są w stanie poza nimi egzystować. Możesz za ich pośrednictwem filtrować rzeczywistość użytkowników, określać to, co postrzegają jako rzeczywistość, a następnie kontrolować ich. Pasożyt przejmuje kontrolę nad umysłem ślimaka, aby upolował go ptak. Takie rzeczy występują w przyrodzie. Mamy tu do czynienia z podobnym przykładem: pasożyt przejmuje ludzki mózg, aby zmusić go do kupienia określonych rzeczy.

Wykazujesz, że wielka infrastruktura ery paliw kopalnych, „nieskończonej” taniej energii i wzrostu, opiera się na błędnym założeniu. W bardzo prosty sposób wykazujesz, że jest ona nie do utrzymania. Kurczymy się, staczamy się w dół, przyspieszamy. Większość z tego, co cenimy w naszym zbudowanym środowisku może szybciej niż nam się wydaje zyskać wartość jako złom.

To już ma wartość jako złom. Wystarczy spojrzeć na epidemię kradzieży miedzi z porzuconych, niedokończonych dystryktów przedmieścia. Skala zjawiska jest ogromna. Przez jakiś czas próbowałem śledzić ile skradziono pokryw włazowych w różnych częściach kraju, ponieważ to samo zaobserwowałem w Rosji. W Massachusetts ktoś ukradł kilka kilometrów torów. A w stanie Maryland jakaś ekipa ukradła kolejowy most, pocięła na kawałki i sprzedała na złom. Nikt nie ma pojęcia, kim byli sprawcy. System bardzo sprawnie pożera sam siebie. Wszystko pozostawione bez dozoru ostatecznie zostaje wywiezione i sprzedane Korei Południowej na złom. Proceder trwa i nabiera tempa.

Pieniądze zostały zdemaskowane z wielu stron, że są niczym więcej tylko porozumieniem, historyjką, piramidą finansową, czynnikiem rujnującym. Czy możesz nam powiedzieć, jak postrzegasz pieniądze i lichwę?

Lichwa jest naliczeniem odsetek. Po prostu. Możesz mieć pieniądze, które nie pozwolą ci pożyczyć na procent. Rozwiązanie to funkcjonowało w wielu miejscach. Tak niegdyś rzeczy się miały. Ostatecznie coraz więcej państw Zachodu – w krajach muzułmańskich lichwa jest całkowicie nielegalna – zaczęło naliczać procent do pewnego poziomu zwanego stopą lichwy. Przekroczenie ustalonej granicy nadal pozostawało nielegalne. Chodziło o to, aby ustalić stopę lichwy niższą od tempa wzrostu gospodarki, bo jeśli gospodarka rośnie szybciej niż zadłużenie, wówczas istnieje szansa na spłacenie zobowiązań. Nieuregulowany dług zwiększa się gwałtownie i ostateczny upadek piramidy zadłużenia ma przebieg katastrofalny. Obecnie praktycznie wszystkie uprzemysłowione gospodarki przestały rosnąć – od 2008 roku nie było żadnego znaczącego wzrostu – a pożyczanie na procent trwa. Przykład: pożyczki studenckie w USA. 50% absolwentów nie może nawet znaleźć pracy, która wymaga dyplomu. Muszą spłacić 8% odsetki. Ewidentny przykład lichwy. Znajdujemy się w sytuacji, kiedy to rządy muszą nieprzerwanie pompować balon nielegalnego zadłużenia, który w pewnym momencie pęknie, ponieważ wzrost gospodarczy usprawiedliwiający stopę lichwy nie jest już możliwy z przyczyn czysto fizycznych: niedoborem tanich zasobów naturalnych. Za to, co jest jeszcze dostępne trzeba słono zapłacić.

Piszesz, że pozostawiony samemu sobie, system finansowy upadłby natychmiast. Lichwa uczyniłaby upadek nieuniknionym. A USA to przede wszystkim kraj, gdzie umierają pieniądze. Jesteśmy w trakcie tego procesu, prawda?

Tak, system finansowy jest w hospicjum. Przewodniczący (Rezerwy Federalnej) Bernanke wspomniał ostatnio o ograniczeniu wlewu drukowanych pieniędzy do systemu finansowego – rynki odnotowały natychmiastowe spadki. Osobliwe użycie terminu „ograniczyć”. Alkoholicy często mówią o ograniczaniu. Ale tego nie robią. Ci zaawansowani dostają delirium tremens, bez względu na to, czy ograniczają spożycie czy zarzucają je całkowicie. Cokolwiek zrobią, nie będzie to miało znaczenia. Nadal mogą umrzeć od napadu drgawek. Kiedy odtruwasz ludzi, niczego nie ograniczasz, aplikujesz im inny lek. A potem odstawisz ten lek. Ale przewodniczący Rezerwy Federalnej nie ma innego leku. Jedynym medykamentem jest dolar amerykański, który może drukować. Dr Bernanke nie ma niczego do przepisania.

Drukowanie pieniędzy uważasz za eufemizm, który oznacza de facto wciśnięcie guzika alarmowego.

Zawsze, kiedy włodarze myślą, że sferę finansową sparaliżuje klincz, na chwilę opierają się o przycisk „drukuj” i następuje „poprawa”.

Dlaczego sama koncepcja pieniędzy jest wadliwa?

Myślę, że głównym problemem pieniędzy jest uogólnienie wartości. Pozwala ono porównać cenę rzepy z ceną pochówku babci. Pozwala na porównanie rzeczy, które są nieporównywalne. Pozwala uogólniać rzeczy, których uogólniać nie powinieneś. Daje ono władzę określonemu typowi myśliciela – który uznaję za wyjątkowo destrukcyjny – człowiekowi, którego jedyną życiową umiejętnością jest wykorzystanie arytmetyki, sortowanie i klasyfikowanie. To wyjątkowo nietwórczy rodzaj mentalności. Pieniądze dają tym ludziom więcej władzy niż cokolwiek innego.

Piszesz: „Pieniądze pachną chciwością, strachem i potem, który je zarobił i krwią, którą za nie przelano. Im więcej pieniędzy w społeczeństwie, tym większa w nim nierówność. Finansjeryzacja odczłowiecza międzyludzkie relacje poprzez redukowanie ich do kwestii liczb wydrukowanych na kartkach papieru i ślepej kalkulacji, mechanicznego manipulowania cyframi. Ci, którzy biorą udział w tym abstrakcyjnym tańcu liczb dehumanizują innych, a to z kolei zaciera ich człowieczeństwo i skłania do innych nieludzkich aktów. Pieniądze w skrócie są substancją społecznie toksyczną”. Istnieją sposoby, aby obmyślić na nowo, przeprojektować wykorzystanie pieniędzy, aby bardziej przypominały swoją pierwotną funkcję – udogodnienie – lub skonstruować sposób na życie praktycznie bez ich udziału. Jest to jak najbardziej możliwe, prawda?

Tak. Przede wszystkim jest na świecie mnóstwo ludzi, którzy tak naprawdę nie używają pieniędzy w życiu codziennym. Deklamowane są ogólniki na temat liczby „ludzi żyjących za mniej niż dolar dziennie”. Uwierz mi, nie egzystują dzięki temu dolarowi. W rzeczywistości ich życie nie ma nic wspólnego z posiadaniem lub nieposiadaniem dolara – opiera się na bezpośredniej więzi wzajemnej i więzi z naturą, która nie wymaga pieniędzy. Afrykańskie gnu żyją za zero dolarów dziennie. Zatem twierdzenie, że ludzie ci są biedni, ponieważ żyją za mniej niż dolara dziennie jest niedorzeczne. To źle sformułowana definicja ubóstwa. Ktoś, kto musi kupić wszystkie niezbędne do przetrwania artykuły i uzależniony jest całkowicie od handlu w kwestii zaspokojenia swoich podstawowych potrzeb – może z wyjątkiem tlenu – mając tylko dolara dziennie z pewnością może uchodzić za biedaka bez środków do życia. W przypadku ludzi powiązanych na różne sposoby ze sferą fizyczną i społecznością – systemami wzajemnej, codziennej pomocy, w których pieniądze nie są istotne – standardy, które odnoszą się do przedstawicieli klasy średniej lub osób biednych w USA nie mają zastosowania.

Piszesz: „Zbrodnia podąża za pieniędzmi niczym cień – handel i kradzież tworzą kontinuum”. Wspominasz o pieniądzach używanych wspólnie, przez grupę, a nie osoby indywidualne. To bardzo atrakcyjna koncepcja, ponieważ kontakt z pieniędzmi uważam za jeden z najmniej przyjemnych elementów codzienności. Piszesz także o wydajności. Modne słowo. Kto jest jej beneficjentem?

Wydajność jest przeciwieństwem żywotności. Zatem jeśli przyjrzysz się wydajnym systemom są one bardzo wysoce rozwinięte, wyrafinowane i zorganizowane. Wymagają wkładów o określonej ilości i jakości, bez których po prostu nie funkcjonują. Zazwyczaj są zaawansowane technologicznie i wymagają specjalistycznej obsługi serwisowej itp. W każdej sytuacji należy zadać pytanie: Jeśli dana rzecz jest bardziej wydajna od innej, kto na tym korzysta? Podam konkretny przykład. Masz tani, stary samochód, który możesz naprawić sam – przy użyciu części ze złomowiska i narzędzi z bagażnika – i który może być dla ciebie bardziej wydajny, ponieważ jest tak tani w użytkowaniu – przykładowo nie wymaga ubezpieczenia – że możesz uniknąć dodatkowego zatrudnienia lub pracy w pełnym wymiarze godzin. Tymczasem nowe hybrydy z litowymi bateriami muszą być serwisowane w wyspecjalizowanym punkcie, który dysponuje odpowiednią obsługą komputerową, ponieważ całość jest wysoce skomputeryzowana. Auto zużywa mniej benzyny, ale spala więcej pieniędzy. Twoich pieniędzy. Tak więc jest to model bardziej wydajny dla inżynierów-projektantów i sprzedawców, ale nie dla ciebie. Właśnie tak należy postrzegać wydajność.

Piszesz: „Pieniądze nie są równoznaczne z władzą, ponieważ władza wypływa z gotowości użycia przemocy. Poza tym niewiele było osób gotowych oddać swoje życie tylko za pieniądze, zwłaszcza, kiedy zaoferowano im lepsze sprawy, o które warto walczyć”. Jakie to sprawy?

Wykopać drani. Ta jest najprostsza. Dzieje się tak w coraz większej liczbie miejsc na świecie, gdzie wprowadza się strefę niedostępną dla rządowych oprychów lub policji. Wykopujesz nieobecnych właścicieli i ludzie przestają płacić czynsz. A potem organizujesz społeczność – samorządną, z własną policją. O to warto walczyć na całym świecie.

Wspominasz też o granicach planowania społecznościowego. To kolejny gorący temat – planowanie społeczności – w który ludzie inwestują sporo nadziei.

Niesamowicie dużo uwagi i środków poświęca się na zaplanowanie wszystkiego z wyprzedzeniem i profesjonalne opracowanie zasad funkcjonowania wspólnoty w oparciu o modele matematyczne itp. Mimo licznych przykładów przerażających klęsk takiego podejścia, przemysł prosperuje, ponieważ nie można przecież nie planować. Ale jeśli rozejrzysz się po całym świecie, przekonasz się, że najlepiej funkcjonujące, najpiękniejsze, najbardziej trwałe społeczności „skrzyknęły się” w sposób chaotyczny – ludzie robili to, na co mieli ochotę i rezultaty były naprawdę znakomite. W takiej sytuacji inni zaczynają brać przykład. Spójrz na Wenecję. Nie była planowana centralnie. Ludzie stopniowo obmyślali położenie kanałów optymalnie wykorzystując przestrzeń. Z czasem nastąpił przyrost wiedzy. Gdyby ktoś zaprojektował Wenecję na nowo, powiedzmy wielki zachodni architekt jak chociażby Le Corbusier, żaden turysta nigdy by jej nie odwiedził.

Piszesz: „Najważniejszym elementem przygotowań na okoliczność upadku jest opracowanie planu przeforsowania szybkiej i gruntownej zmiany zasad funkcjonowania społeczeństwa”. Wyobrażam sobie sposoby na przeprowadzenie kompleksowych, strukturalnych zmian w relacjach wzajemnych, relacji z planetą. Mogą one zapewnić przyszłość, którą przetrwalibyśmy doświadczając większego spełnienia i szczęścia niż w obecnym, ponurym systemie.

Tak. Mówię tutaj o zasadach, które w różnych sytuacjach i przy różnych scenariuszach stają się absolutnie niedorzeczne. Mają one na celu zapewnić nam bezpieczeństwo w niezmienionym, znajomym środowisku. Ale kiedy środowisko to kończy się, zostaje zaburzone, zasady zmieniają się w receptę na katastrofę, nieosiągalny mandat. Weźmy na przykład takie przygotowywanie posiłków. Jeżeli nie masz zapewnionego chłodzenia, bieżącej wody i energii elektrycznej, serwowanie ludziom posiłku jest niezgodne z prawem. Przyjdzie inspektor i zamknie przybytek. Zatem co zrobisz, jeśli nie masz bieżącej wody i prądu? Masz głodować? Ewakuować się? A jeżeli nie masz dokąd się ewakuować? Ludzie muszą obmyślić prowizoryczne sposoby na zapewnienie niezbędnych do życia środków – żywności, schronienia, lekarstw, transportu. Istnieje wiele przepisów, które należy wyrzucić przy pierwszych oznakach zagrożenia, aby uniknąć pogorszenia sytuacji, która ostatecznie może okazać się zabójcza dla większości ludzi.

Społeczeństwo wiąże obecnie powróz reguł. Oszacowano, że przeciętny Amerykanin nieświadomie popełnia 3 lub 4 poważne wykroczenia dziennie. Życie jest za krótkie, aby przeczytać wszystkie książki prawnicze. Istnieją społeczeństwa przestrzegające własnego zbioru zasad. Przykładem są Romowie – mówię o nich w swojej książce – którzy mają system praw przekazywany ustnie. Zatem wszystko, co nie wpisało się w zbiorową pamięć po prostu nie obowiązuje. Jeśli na otwartym spotkaniu zgodnie nie orzekną, że dana zasada wciąż istnieje, to z definicji nie istnieje. Nie mogą tego sprawdzić w żadnym woluminie. Jest to więc system ograniczający się w sposób samoistny, dostatecznie sprawny, aby uniknąć normalnego cyklu rozbudowy, skomplikowania i ostatecznego upadku pod własnym ciężarem. Nie skazuje siebie na fiasko, tak jak system obecny. Spójrz tylko na prawo podatkowe. Gdybyś zasiadł dzisiaj do lektury federalnego prawa podatkowego, od deski do deski, przed jej ukończeniem obchodziłbyś tysięczne urodziny. To niedorzeczne i poza kontrolą. To wszystko po prostu trzeba porzucić.

Społeczności imigrantów posiadają dużo lepsze mechanizmy osłonowe. Przede wszystkim wiele z nich wciąż ma funkcjonalne, wielopokoleniowe rodziny i przedkłada je nad resztę społeczeństwa. Reszcie społeczeństwa nie wychodzi to najlepiej. Nie mają dziwnych pomysłów typu: policja ma cię chronić, nie okradać. Tymczasem tak się sprawy mają na całym świecie – policja chroni i dba o swoich. Społeczności te mogą zapewnić kulturowy budulec pod przywrócenie wspólnoty na ludzką skalę, której uczestnicy opierają wszystko na relacjach osobistych, w przeciwieństwie do komercyjnych, politycznych, finansowych, bezosobowych ustaleń, narzuconych poprzez groźbę przemocy, system sądownictwa lub policję.

W rozdziale o upadku politycznym odnosisz się bezpośrednio do znaczenia i pojęć związanych z anarchią. Opowiedz o anarchizmie.

Anarchia – nie anarchizm – jest bardzo interesująca. Anachronizm to słowo-zamiennik anarchizmu. To ruch polityczny, którego nie było. Anarchia to po prostu brak hierarchii. Mamy różne odsłony hierarchii: patriarchat, matriarchat etc. Instytucje, które mają strukturę raportowania lub łańcuch dowodzenia. Są wyłącznym tworem gatunku ludzkiego. Zwierzęta nie mają żadnej sztywnej, hierarchicznej organizacji. Zorganizowane są zazwyczaj anarchicznie. Przez większą część naszej historii byliśmy zorganizowani w małych, anarchistycznych grupach. Demokracja przedstawicielska pojawiła się bardzo niedawno. Stanowi aberrację w dziejach naszego gatunku. Nie ewoluowaliśmy, aby funkcjonować w takich strukturach. Zatem anarchia jest bardzo wdzięczną kwestią, ponieważ zachowując postawę anarchiczną unikamy bardzo wielu pułapek, które mają w zwyczaju usidlać ludzkość. Małe grupy działają najlepiej, gdy zorganizowane są anarchicznie – bazują na samoorganizacji, samorządności. Duże grupy muszą uciekać się do środków autorytarnych. Dyktatura prawa to tylko jeden z przejawów dyktatury. Nie musisz mieć osobowego dyktatora. Wystarczy półka pełna książek prawniczych, które dyktują ci, jak masz postępować. Utrzymanie tych bardzo złożonych, hierarchicznie zorganizowanych systemów jest możliwe tylko wtedy, kiedy dostępna jest ogromna ilość taniej (lub darmowej) energii oraz innych surowców. Uszczuplenie zasobów oznacza, że musimy powrócić do życia w małych grupach (około 150 osób) – plemion i klanów. Grupy te nie mają zdolności trwonienia surowców na zhierarchizowane organizacje. Anarchia jest jedynym sposobem, aby przetrwały. Dlatego anarchia zasługuje teraz na szczególną uwagę i re-ewaluację. Nie jako ruch polityczny, lecz jako zasada organizacyjna. Uważam, że niewiele jest rzeczy bardziej przyjemnych niż dobrze zorganizowana anarchia.

Kilka cytatów. Piszesz: „Upadek nie jest przypadkiem. To produkt opracowany i wdrożony przez tych, którzy uważają, że wyższy poziom władzy, koordynacji, harmonizacji i jedności zawsze stanowi korzyści netto w każdej skali”. Wykazujesz dobitnie, że tak po prostu nie jest. Kolejny fragment: „W jaki sposób mamy zrezygnować z upadających wokoło nas społeczeństw, aby nie pozostać w osamotnieniu? Jak zbudować społeczność od podstaw? Tak się raczej nie robi. W rzeczywistości rozpoczęcie czegokolwiek od zera jest często kiepskim pomysłem. Znacznie lepszą ideą jest odzyskanie, ponowne użycie i zastosowanie fragmentów istniejących instytucji społecznych. W upadających społeczeństwach kultury nie znikają – a przynajmniej nie dzieje się to od razu – kończą raczej na przysłowiowym śmietniku historii. Ten śmietnik z konieczności musi stać się naszą skarbnicą pomysłów, które wskrzesimy, odkryjemy na nowo”. Gdyby tak upowszechnić ją, ta fundamentalna idea stanowiłaby korzyść dla całego świata.

Mam nadzieję, że tak się stanie. Obserwuję trendy, których nikt nie był w stanie przewidzieć nawet dziesięć lat temu. Chociażby rosnąca liczba osób w wieku 30, 40, 50 lat, które decydują się zapoczątkować małe społeczności, łączą swoje zasoby i działają jako jedno większe, o wiele bardziej efektywne gospodarstwo domowe. Wokół nich można stworzyć większe poczucie wspólnoty, samopomocy, samorządności, a w czasie społecznych niepokojów – wzajemnej ochrony. Wzbiera świadomość, że jednostki i nuklearne rodziny sobie nie poradzą i potrzebujemy innych rozwiązań.

Jednostki i małe rodziny funkcjonowały dzięki „niekończącej się” taniej energii i złudzeniu wiecznego wzrostu. Zaczynamy to rozumieć. Dmitry, zestawiasz autentyczne źródła tożsamości z tożsamością narodową. Posiadanie lub rozwinięcie poczucia prawdziwej tożsamości ma wagę kluczową.

Istnieją pewne etapy rozwojowe, rytuały inicjacyjne, przez które przechodzimy. Wiele badań nad plemionami wyróżnia liczne rytuały inicjacyjne, dzięki którym ich członkowie stają się kimś innym. W kręgu Romów to ceremonia zaślubin pozwala stać się pełnoprawnym Romem. Są też i inne sposoby. Państwo narodowe zawłaszcza je do własnych, niecnych celów. Mamy więc uroczystość ukończenia studiów – ma uchodzić za wielki krok w dorosłość. Coraz bardziej pusta obietnica. Te na poły religijne rytuały, takie jak ślubowanie wierności fladze, manipulują psychiką na różne sposoby. Ludzie muszą zrozumieć, jak są manipulowani, muszą się temu przeciwstawić i powrócić do czegoś znaczącego – rytuałów, które są ważne dla ich społeczności, a nie państwa narodowego, które próbuje ich kontrolować.

Piszesz, że jedynym prawdziwym kapitałem jest kapitał społeczny i jego ilość zgromadzona przed upadkiem wyznaczy poziom konsolidacji i współpracy po upadku. Powiedz nam coś więcej o koncepcji kapitału społecznego.

Kapitał społeczny jest tak naprawdę jedyną rzeczą, która pozostaje po zakończeniu różnych faz upadku. Ostatecznie wszystkie bezosobowe systemy zawodzą, rozpadają się. Tym, co pozostaje jest wzajemne współczucie i zaufanie. Są one bardzo trudne do wygenerowania. Wymaga to czasu. Przeważnie istnieją one tylko między ludźmi, którzy są ze sobą spokrewnieni lub mają za sobą długi okres wspólnego życia. Poza tym bardzo łatwo jest je zniszczyć. Wystarczy jeden dzień.

W rozdziale o upadku społecznym piszesz: „W miarę jak każdy staje się coraz biedniejszy, ludzie z bogatych krajów mogą się wiele nauczyć od reszty świata”.

Ludzie w bogatych krajach mają wiele nieuzasadnionych oczekiwań. Spodziewają się, że po wciśnięciu przycisku zadziała toaletowa spłuczka, zapali się światło. Kiedy jest awaria, oczekują interwencji specjalisty, który pospieszy z naprawą. Ludzie w biednych krajach nie mają tak wygórowanych oczekiwań. Nie spodziewają się, że wszystko zadziała właściwie, zadziała w ogóle. Dlatego są samodzielni, dbają o swoich i dostosowują się biegu wypadków. Nie siedzą i nie czekają na ratunek, bo wiedzą, że nikt im z pomocą nie przyjdzie.

Czy uniwersalna dobroć ludzkiej rodziny stanowi prawdopodobne przeznaczenie naszego gatunku? Czy kiedyś zdołamy stworzyć globalne społeczeństwo oparte na szlachetnym zachowaniu, współpracy, szczęściu, mądrości i zdrowiu? Czy jest to naiwne prognozowanie?

Strasznie naiwne.

Rozwiniesz tę myśl?

Jeśli masz grupę ludzi, możesz łatwo określić poziom jej głupoty w oparciu o jej wielkość. Możesz mieć do czynienia z pojedynczym geniuszem, nieźle funkcjonującym komitetem, grupą nie większą niż liczba Dunbara – do 150 osób – która może samodzielnie rządzić poprzez konsensus. Dalej wkraczasz w sferę demokracji. Może pojawić się nawet demokracja bezpośrednia, a następnie demokracja przedstawicielska – musisz głosować na jakiegoś szubrawca, który rzekomo robi coś w twoim imieniu. Lecz na pewnym poziomie nawet demokracja przedstawicielska staje się żartem. Masz wówczas do czynienia z pewnego rodzaju republiką, która to republiką jest wyłącznie z nazwy – realizuje pewien plan i bardzo ściśle kontroluje, kto może przeniknąć do kręgów władzy. Gdyby cały świat miał się zachowywać jak jeden organizm, myślę, że musiałby być zarządzany przez komputer. Bardzo głupi komputer. Decydowałby codziennie, kogo zabić.

Utkwiłem w bagnie dylematu. Jeżeli ludzka rodzina nie obierze bardziej łagodnego kierunku, szans na przetrwanie praktycznie nie ma. Czas ucieka. Musiałoby wydarzyć się coś naiwnie dramatycznego, aby uratować nas przed nami samymi. Istnieje realne prawdopodobieństwo, że się nie zdarzy.

Nie ma „ludzkiej rodziny”. Jest moja rodzina, potem twoja. Nie jesteśmy spokrewnieni. Mamy więc co najmniej dwie rodziny. I zgaduję, że jest ich więcej.

Przypuszczam, że jestem dostatecznie głupi, aby zakładać, że wszyscy jesteśmy spokrewnieni.

Nie przypominam, żebyśmy się spotkali na rodzinnej uroczystości. Dlatego mówię, że nie sądzę, abyśmy byli spokrewnieni. Podchodzę do tej kwestii na poziomie plemiennym.

Rozumiem.

Konsekwencje upadku wydają się niemal niewyobrażalne dla zwykłego konsumenta i wyborcy. Bardzo problematyczna sytuacja.

Dwa ostatnie rozdziały książki dotyczą upadku społecznego i kulturowego. Ponure okoliczności. Rozdział o upadku społecznym jest krótki, ponieważ niewiele można na ten temat powiedzieć. To, co się wydarzy zależy od każdego z nas. Zapewne rozpatrujesz własne opcje, które zoptymalizują twoje doświadczenie. Robisz wszystko, aby nam pomóc.

W tym rozdziale po prostu musiałbym coś wymyślić. Książka nie jest tak naprawdę o wymyślaniu rzeczy – przedstawiam opis, badania i możliwie przystępne wyjaśnienie. Nie ma naprawdę nic szczególnie pomocnego, co mogę powiedzieć przy okazji tej fazy na temat rekonstruowania lub zachowania społeczeństw tam, gdzie uległy one poważnej erozji. Nie łudzę się, że mogę zbudować utopię, bo nawet nie chcę, aby istniała. Jestem przeciwny wszelkim utopiom. Dlatego jest to rozdział „zrób to sam”.

Jak postrzegasz aktualne wydarzenia i jak twoje konkluzje kształtują twój styl życia i warunki bytowania?

Obserwowanie cierpienia, jakiego doświadczają ludzie, towarzyszącej mu rozpaczy, utraty marzeń, a nawet własnego ja, sprawia, że chcesz jakoś temu zaradzić. Nie chodzi więc tak naprawdę o mnie, tylko o to, co mogę zrobić, aby przygotować innych pod względem psychologicznym. Przygotowanie psychologiczne jest bardzo ważne. Jeżeli chodzi o przygotowanie praktyczne, termin i zakres upadku w danym kraju jest raczej nieprzewidywalny. Można stwierdzić ze stuprocentową pewnością, że ostatecznie nastąpi, ale prognozowanie czasowe jest problematyczne i nie wychodzi najlepiej. Nikt nie był w stanie zrobić tego precyzyjnie. Najlepszym rozwiązaniem jest pozostawienie otwartych opcji. Rozumiesz, co się wokoło dzieje, ale nie możesz się wyrwać, zmienić lokalizacji – taka sytuacja może być bardzo stresująca. Stres jest zabójcą. Jeśli chcesz zapewnić sobie względny spokój, powinieneś zadbać o opcje, które pozostaną otwarte przez jakiś czas.

Ludzie muszą pogodzić się z tym, że konieczna jest mniej lub bardziej subtelna zmiana tego kim są i sposobu podejścia do siebie nawzajem i innych. Muszą określić, jaki dopuszczają zakres zmian w swoim najbliższym otoczeniu, środowisku. Zmiany te dotykają coraz więcej osób. Widzę to codziennie. Ale ludzie myślą, że są to osobiste porażki; rzeczy, które wydarzyły się w pechowym miejscu, przytrafiły pechowej społeczności, osobie. Jeszcze nie postrzegają tego, jako zjawiska ogarniającego cały kraj, cały świat. Chcę ich zapoznać ze świadomością, że oglądamy coś zupełnie normalnego i oczekiwanego. I że z nimi jest wszystko w porządku.

Tłumaczenie: exignorant

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Poza nadzieją, Pułapka technologiczna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Orlov: Taksonomia upadku, zanikający puls ekspansji i kapitał społeczny

  1. Pingback: Rewolucja łupkowa | notatki na mankietach

  2. Pingback: Futurologia | Doxa - Przemysław A. Słomski

Możliwość komentowania jest wyłączona.