Odnajdując wolność w kajdankach

Esej Chrisa Hedgesa z 7 listopada 2011.

Te twarze zobaczyłem na kilka chwil przed tym, jak nowojorska policja aresztowała nas w czwartek przed siedzibą Goldman Sachs. Nie były to twarze zadowolonych z siebie pracowników banku, którzy przyglądali się nam przez obrotowe, szklane drzwi i okna wejściowego hallu – żałosna zbieranina męskiego bractwa w wieku średnim oraz członkiń towarzystwa wzajemnej adoracji. Nie były to twarze umundurowanych na granatowo policjantów – ze swoimi dyndającymi linkami białych i czarnych kajdanek – czy też zastraszającego personelu ochrony Goldman Sachs, którego krótko przystrzyżone włosy i martwe oczy przypomniały mi o oficerach Stasi, tajnej policji NRD. Nie były to twarze otaczających mnie demonstrantów, tych z ogromnym, studenckim zadłużeniem, bez pracy, których zawiedzione marzenia ciążą niczym brzemię; których gniew i poczucie zdrady wywołały demonstracje i okupację wołającą o sprawiedliwość. Nie były to twarze gapiów – ani pracowników budowlanych, którzy zdawali się kibicować marszowi na bank, ani biznesmenów w garniturach, nieskłonnych do sekundowania manifestującym. Były to twarze z daleka. Były to twarze konających dzieci. Były to zmieszane, zagubione twarze, które widziałem w południowym Sudanie, Gazie i slamsach Brazzaville, Nairobi, Kairu, Delhi i w strefach wojen, których przebieg relacjonowałem. Były to twarze z dużymi, szklanymi oczami unoszącymi się nad spuchniętym brzuszkiem. Były to twarzyczki dzieci wstrząsane konwulsjami głodu i choroby.

Twarze te zawsze są ze mną. Nie opuszczają mnie. Patrzę na własne dzieci i nie mogę ich zapomnieć – tych dzieci, które nigdy nie dostały swojej szansy. Wojna ciągnie ze sobą cały orszak horrorów, z głodem włącznie, ale tym najgorszym są ludzkie szczątki, które pozostawia za sobą – małe, kruche ciała. Ich splątane kończyny i nieobecny wzrok potępiają nas wszystkich. Bogaci i władczy, ci spoza szyb Goldman Sachs, śmiali się i robili nam zdjęcia, traktując nas jak ulotną i osobliwą rozrywkę w przerwie na lancz, krotochwilny przerywnik-dygresję od gromadzenia i zysku, od zbiorowej choroby kultu pieniądza – byliśmy jak okazy, które trzeba było zamknąć w klatce.

Szklana wieża wypełniona ludźmi starannie dobranymi ze względu na obycie i pewność siebie, jaką niesie ze sobą ukształtowanie przez instytucje uprzywilejowania; ludźmi, których najistotniejsze przymioty to brak świadomości, skłonność do podstępu, niezdolność do empatii i żalu. Ciekawscy gapie za szybami oraz my na zewnątrz – ręce zamknięte w kręgu, na betonowym chodniku – nie mówiliśmy tym samym językiem. Zysk. Globalizacja. Wojna. Bezpieczeństwo narodowe. Słowa, których używają, aby usprawiedliwić gaszenie maleńkiego życia i akty radykalnego zła. Indeks towarowy Goldman Sachs jest najpopularniejszy na świecie. Ci, którzy wykupują i gromadzą kontrakty terminowe podwoili i potroili koszty pszenicy, ryżu i kukurydzy. Setki milionów biednych na całym globie głodują, aby nakarmić tę manię zysku. Techniczny żargon opanowany w szkołach biznesu i na giełdach papierów wartościowych skutecznie maskuje rzeczywistość tego, co jest popełniane – morderstwa. To słowa zaprojektowane po to, by z zimną neutralnością wprawiać systemy w ruch, nawet systemy śmierci. W świątyniach takich jak Goldman Sachs „zbrukana, zbezczeszczona, upokorzona miłość, dobro i pokój stają się nieznośnym, mechanicznym jazgotem”, jak pisał W.H. Auden.

Zdawało się, że zatraciliśmy – przynajmniej zanim nie pojawił się ruch Okupuj Wall Street – nie tylko całkowite poczucie osobistej odpowiedzialności, ale całą zdolność osobistego osądu. Kultura korporacyjna zwalnia wszystkich od osobistej odpowiedzialności. To część jej powabu. Uwalnia wszystkich od moralnego wyboru. Istnieje jednoznaczna akceptacja panujących zasad – pozbawionego uregulowań kapitalizmu i globalizacji – jako swoistego prawa natury. Miarowy marsz korporacyjnego kapitalizmu wymaga pasywnej akceptacji nowych praw i zdruzgotanych regulacji, tzw. pakietów ratunkowych idących w biliony dolarów i systematycznego plądrowania funduszy publicznych; kłamstw i matactw. Kultura korporacyjna, uosabiana przez Goldman Sachs, przenika do naszych sal lekcyjnych, naszych redakcji, naszych systemów rozrywki i naszej świadomości. Odziera nas z prawa do wyrażania siebie poza granicami ustalonego porządku politycznego. Przeobraziła nas w przyzwalających konsumentów. Jesteśmy zmuszeni poddać swój głos. Wzorem wszelkiej maści bractw te korporacyjne machiny zanurzają nowych rekrutów we mgle firmowych rytuałów, zmuszają do powielania udawanej pogody ducha, infantylnego optymizmu i uległości wobec władzy. Te korporacyjne rytuały – wzmacnianie przez szkoleniowe rekolekcje i seminaria, przez skrajnie wyczerpujące dni pracy, które czasem kończą się dla nowicjuszy snem pod biurkami  – gwarantują, że selekcję przechodzą ci najbardziej bierni moralnie. Silni i niezależni usuwani są wcześnie, zatem awansują wyłącznie ci, którzy niczego nie kwestionują. Kultura korporacyjna służy systemowi bez twarzy. Stanowi ona w słowach Hannah Arendt „rządy niczyje i właśnie z tego powodu jest prawdopodobnie najmniej ludzką i najbardziej okrutną formą panowania”.

Klasa polityczna i jej pochlebcy medialni utrzymują, że nasza odmowa podporządkowania, nasze wyjście poza Partię Demokratyczną, nasz bunt pogorszy sytuację. Gra w akceptowanie mniejszego zła pozwala na nieprzerwaną erozję sprawiedliwości i korporacyjną grabież. Umożliwia korporacjom eksploatację narodu i ostatecznie globalnej gospodarki, co prowadzi do przeobrażenia świata w neofeudalną domenę panów i służących. Owa gra toczy się do momentu, kiedy praktycznie każde działanie elit władzy staje się przestępstwem. Toczy się, aż korporacyjni drapieżcy – którzy już dawno temu zdecydowali, że naród i planeta nie są warte ocalenia – zawłaszczą ostatnie strzępy bogactwa. Toczy się, aż moralny akt – jak chociażby apel o osądzenie ludzi z kwatery głównej Goldam Sachs – prowadzi cię za kratki, a zbrodnie finansowych oszustw i krzywoprzysięstwa uznawane są za zgodne z literą prawa i nagradzane przez sądy, Skarb Państwa i Kongres. I wszystko to robione jest po too, by garstka zachłannych, niemoralnych plutokratów pokroju Lloyda Blankfeina, prezesa Goldman Sachs, który zgarnia 250 000 dolarów dziennie i okłamuje Kongres USA, inwestorów i opinię publiczną, mogła dzięki swoim brudnym pieniądzom wycofać się do własnego Zakazanego Miasta lub Wersalu, podczas gdy ich podwładni rozkoszujący się arogancją władzy pstrykają pocieszne fotki motłochowi wleczonemu za bramą przez policję i firmowych zbirów.

Niezwykle istotne jest, aby ruchy okupacyjne przekierowały swoją uwagę poza swoje obozy i namiotowe miasta, trapione przez typowe problemy szybko utworzonych, otwartych społeczności, gdzie nikomu nie odmawia się wstępu. Uwaga musi być ogniskowana – poprzez protesty uliczne, obywatelskie nieposłuszeństwo i okupację – na instytucjach, które przeprowadzają ataki przeciwko 99% populacji. Należą do nich banki, firmy ubezpieczeniowe, sądy, gdzie zapadają wyroki o eksmisjach rodzin, biura władz miejskich, które wystawiają przejęte domy na licytację, szkoły, biblioteki i remizy strażackie, które są masowo zamykane, oraz korporacje takie jak General Electric, które inwestują dolary podatników w bezużyteczne systemy broni i nie płacą podatków; a także propagandowe tuby, m.in. New York Post oraz jego nikczemny bliźniak Fox News, które wznieciły przeciwko nam wściekłą propagandową wojnę – wszystkie muszą być wzięte na cel, zablokowane i okupowane. Goldman Sachs jest symbolem wszystkiego, co złe w globalnym kapitalizmie, ale istnieje mnóstwo innych przedsiębiorstw, których praktyka degradacji i niszczenia ludzkiego życia jest nie mniej odrażająca.

Niezmiennie to właśnie szanowane klasy – otrzaskani absolwenci Ivy League, chłopcy i dziewczęta z prywatnych podstawówek w Greenwich, Connecticut lub Short Hills – są najbardziej podatne na zło. W przypadku wielu z nich bycie inteligentnym – przynajmniej w wąski, analityczny sposób – oznacza moralną neutralność. W tych szanowanych obywatelach z elitarnych enklaw zaszczepia się „wartości” i „normy”, z obłudnymi aktami dobroczynności włącznie, które służą usprawiedliwianiu własnych przywilejów oraz kultywowaniu wiary w przyrodzoną dobroć amerykańskiej władzy. Są oni trenowani, aby okazywać szacunek systemom władzy. Uczy się ich wiary we własną dobroć; nie są w stanie dostrzec lub pojąć okrutnej krzywdy – możliwe, że są na nią obojętni – wyrządzanej innym przez ekskluzywne systemy, którym służą. W miarę jak normy mutują i zmieniają się, w miarę jak świat ulega niezakłócanemu przeobrażeniu w koteryjkę drapieżców i nieprzebrane stado ludzkich ofiar, elity te łatwo zastępują jeden zbiór „wartości” innym. Elity te przestrzegają reguł. Sprawiają, że system funkcjonuje. Niczego nie kwestionują. I są za to nagradzane.

Osoby, które stawiają opór – niewierni, wyrzutki, renegaci, sceptycy i buntownicy – sporadycznie wywodzą się z elit. Zadają inne pytania. Poszukują czegoś innego – życia, które coś znaczy. Zrozumieli dictum Immanuela Kanta, „Jeśli ginie sprawiedliwość, ludzkie życie na Ziemi traci znaczenie”. I w swoich poszukiwaniach dochodzą do wniosku, że zgodnie ze słowami Sokratesa lepiej jest cierpieć zło, niż je czynić. To racjonalna konkluzja, ale nie można jej racjonalnie obronić. Wykonuje bowiem skok w sferę moralności, która znajduje się poza zasięgiem racjonalnej myśli. Nie godzi się, aby miarą wartości ludzkiego życia był pieniądz. Uznaje każdy przejaw życia za świętość. I właśnie dlatego, jak wykazuje Arendt, jedynymi niezawodnymi moralnie ludźmi w chwili prawdy nie są ci, którzy mówią „to jest złe” lub „tego nie powinno się robić”, ale ci, którzy mówią „nie potrafię”.

W moich płucach są smugi, ślady gruźlicy, której nabawiłem się przebywając pośród setek umierających Sudańczyków podczas głodu, który relacjonowałem jako zagraniczny korespondent. Byłem silny i uprzywilejowany – zwalczyłem chorobę. Oni nie byli i nie pokonali jej. Ciała, w większości dziecięce, zostały wrzucone do pospiesznie wykopanych, masowych grobów. Blizny, które w sobie noszę, są szeptami zmarłych. To nikłe ślady tych, którzy nigdy nie mieli szansy stać się mężczyznami lub kobietami, zakochać się i wychować własnych dzieci. Zaniosłem te blizny do drzwi Goldman Sachs. Ja zdołałem powrócić do życia. Ci, których ostatnie tchnienia pozostawiły ślady w moich płucach, nie powrócili. Znalazłem się u stóp giełdowych graczy, by domagać się sprawiedliwości, ponieważ martwi oraz ci, którzy konają w slamsach i obozach uchodźców na całym globie, nie byli w stanie odbyć tej podróży. Widzę ich twarze. Nawiedzają mnie za dnia i przychodzą do mnie po zmroku. Zmuszają mnie, abym pamiętał. Kiedy metalowe kajdanki zacisnęły się na moich nadgarstkach, pomyślałem o nich, tak jak często to robię, i powiedziałem do siebie: „Nareszcie wolny. Nareszcie wolny. Dzięki Bogu, nareszcie jestem wolny”.*

* Cytat z przemówienia Martina Luthera Kinga, Jr., 28 sierpnia 1963.

Chris Hedges: krytyk społeczny, ekspert z zakresu polityki i społeczeństw obu Ameryk i Bliskiego Wschodu. Jako dziennikarz, pisarz i korespondent wojenny (spędził 20 lat w 50 krajach Ameryki Centralnej, Afryki, Bliskiego Wschodu i Bałkanów) otrzymał wiele nagród m.in. Pulitzer Prize (Nagroda Pulitzera) oraz Global Award for Human Rights Journalism (Globalna Nagroda za dziennikarstwo w obronie praw człowieka) przyznawaną przez Amnesty International. Wybrane książki autora: „What Every Person Should Know About War” („Co każda osoba powinna wiedzieć o wojnie”), „American Fascists: The Christian Right and the War on America” („Amerykańscy faszyści: Chrześcijańska prawica i wojna z Ameryką”), „Empire of Illusion: The End of Literacy and the Triumph of Spectacle” („Imperium iluzji: Koniec piśmienności i triumf widowiska”), „Days of Destruction, Days of Revolt” („Dni zniszczenia, dni rewolty”), „America: The Farewell Tour” („Ameryka: Pożegnalny objazd”).

Tłum. exignorant

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Poza nadzieją i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Odnajdując wolność w kajdankach

  1. Pingback: Odnajdując wolność w kajdankach « Radykalna Demokracja

Możliwość komentowania jest wyłączona.