Dlaczego upadek jest nieuchronny

new-scientistAutor: Deborah MacKenzie (wersja oryginalna)

2 kwietnia 2008

Każda cywilizacja w dziejach upadła. Dlaczego z naszą miałoby być inaczej?

Thomas Homer-Dixon wątpi, byśmy byli w stanie całkowicie powstrzymać ten proces. Zwraca uwagę na „tektoniczne” naciski, które wyprowadzą nasz sztywny, ściśle zintegrowany system poza zakres warunków, do których jest coraz precyzyjniej dostrojony. Należy do nich wzrost populacji, pogłębiająca się przepaść między bogatymi i biednymi, finansowa niestabilność, proliferacja broni, znikające lasy, nadmierne połowy ryb i zmiana klimatu. Stosując nowe, złożone rozwiązania, zderzamy się z problemem malejących korzyści [przychodów] – w chwili, gdy wyczerpaniu ulegają tanie w eksploatacji surowce i energia.

Stawka jest wysoka. Z historii wiemy, że upadek zawsze przynosi redukcję populacji. „Dzisiejszy poziom zaludnienia zależy od paliw kopalnych i rolnictwa przemysłowego,” mówi Joseph Tainter. „Bez nich nastąpiłoby jego zmniejszenie, które jest zbyt koszmarne, by je kontemplować.”

Kilkoro badaczy formułuje podobne ostrzeżenia od wielu lat. Niepokoi fakt, iż ostatnie odkrycia z zakresu teorii złożoności przyznają im rację. Gdy społeczeństwo przekroczy pewien pułap złożoności, staje się coraz bardziej kruche. W końcu dociera do punktu, w którym nawet stosunkowo niewielkie zaburzenie może doprowadzić do jego rozpadu.

Zdaniem niektórych znajdujemy się w tym punkcie i nadszedł czas, by pomyśleć o zarządzaniu upadkiem.

Degradowanie środowiska

Historia nie jest po naszej stronie. Wystarczy pomyśleć o Sumerach, starożytnym Egipcie i Majach. W swoim bestsellerze z 2005 roku pt. „Upadek” (tyt. org. „Collapse”) Jared Diamond z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles jako przyczynę upadku minionych cywilizacji wskazał degradację środowiska i ostrzegł, że jeśli nie zaprzestaniemy wyniszczania środowiskowych systemów, które podtrzymują życie, spotka nas najpewniej ten sam los.

Lester Brown z Earth Policy Institute w Waszyngtonie zgadza się z tą tezą. Od dawna nawołuje rządy do poszanowania kluczowych zasobów środowiska.

Inni uważają, że problemy cywilizacji sięgają głębiej. Od chwili naszego osiedlenia się, czyli „przez ostatnie 10.000 lat, rozwiązywanie problemów przyniosło wzrost złożoności społeczeństw ludzkich”, przypomina Joseph Tainter, archeolog z Uniwersytetu w Utah, autor książki z 1988 roku pt. „Upadek złożonych społeczeństw” (tyt. org. „The Collapse of Complex Societies”).

Jeżeli nieregularne opady deszczu wywołują nieurodzaj, kopiesz kanały do irygacji. Kiedy wypełnia je muł, organizujesz ekipę do pogłębiania. Gdy większe plony podnoszą liczebność populacji, budujesz kolejne kanały. Kiedy jest ich zbyt wiele, by dokonywać napraw doraźnych, powołujesz biurokrację zarządzającą i opodatkowujesz ludzi, by za nią zapłacić. Gdy podwładni się skarżą, wymyślasz inspektorów podatkowych i system rejestracji wpłaconych kwot. Sumerowie to wiedzieli.

Malejące korzyści

Jednak ma to swoją cenę. Każda dodatkowa warstwa organizacji narzuca koszty pod względem zużycia energii – wspólnej waluty wszystkich ludzkich wysiłków – od budowania kanałów po edukację skrybów. Tainter zdał sobie sprawę, że zwiększająca się złożoność zmniejsza korzyści. Ilość dodatkowego pożywienia, które uzyskuje się dzięki każdej dodatkowej godzinie pracy – lub dżulowi energii zainwestowanej w uprawiany hektar – maleje wraz ze zwiększaniem inwestycji. To samo dzieje się obecnie z topniejącą liczbą patentów, jaka przypada na dolara zainwestowanego w badania pochłaniające coraz więcej inwestycji. „Prawo malejących korzyści występuje wszędzie,” dodaje Tainter.

Aby utrzymać wzrost, społeczeństwa muszą rozwiązywać piętrzące się problemy. Każdy rozwiązany problem pomnaża złożoność. Sukces generuje większą populację, więcej specjalizacji, więcej zasobów do zarządzania, więcej informacji do opanowania – i ostatecznie mniej korzyści z wydanych funduszy.

W końcu, wyjaśnia Tainter, zostaje przekroczony punkt, w którym cała energia i dostępne dla społeczeństwa surowce przeznaczane są jedynie do utrzymania dotychczasowego poziomu złożoności. Uderzenie zmiany klimatu lub „barbarzyńców” wystarczy, by nadwyrężone instytucje załamały się, a porządek publiczny upadł. Po czym wyłania się mniej skomplikowane społeczeństwo, zorganizowane na mniejszą skalę; względnie przejęte przez inną grupę.

Tainter postrzega malejące przychody jako główną przyczynę upadku wszystkich starożytnych cywilizacji, od wczesnych chińskich dynastii po Mykenę, greckie państwo-miasto. Cywilizacje te opierały się na energii słonecznej – pozyskiwanej z żywności, pasz i drewna – oraz wietrze. Kiedy zderzyły się z granicami, wszystko uległo dezintegracji.

Nieuchronny proces

Megamiasto nocą.

Zachodnia cywilizacja przemysłowa stała się większa i bardziej złożona niż którakolwiek przed nią ze względu na użycie nowych źródeł energii, w szczególności węgla i ropy, których dostępność jest ograniczona. Pojawia się coraz więcej oznak malejących korzyści: ilość energii wymaganej, by uzyskać każdy nowy dżul nafty stale rośnie i chociaż nadal korzystamy ze zwyżki światowej produkcji żywności, niezbędne są nieustające innowacje, aby poradzić sobie z destrukcją środowiska i ewoluującymi szkodnikami i chorobami – przyrost plonów na jednostkę inwestycji w innowacje kurczy się.

Czy Tainter ma słuszność? Analiza złożonych systemów sprawiła, że Yaneer Bar-Yam, dyrektor Instytutu Złożonych Systemów w Cambridge (Massachusetts), doszedł do tego samego wniosku, co studiujący historię Tainter. Organizacje społeczne stają się coraz bardziej skomplikowane, ponieważ muszą sobie radzić zarówno z problemami ochrony środowiska, jak i wyzwaniami ze strony społeczeństw sąsiednich, których złożoność odnotowuje podobny wzrost. Prowadzi to do zasadniczej zmiany w sposobie organizacji społeczeństwa, konkluduje Bar-Yam.

Ażeby utrzymać hierarchię, struktura zarządzania nie może być mniej złożona niż kontrolowany przez nią system,” zauważa badacz. Postępujący rozrost złożoności społeczeństwa dodaje kolejne warstwy zarządzania, ale ostatecznie w ramach każdej hierarchii pojedyncza osoba musi pojąć całokształt, a to z czasem zaczyna być niemożliwe.

Powiększająca się sieć powiązań

Zdaniem Thomasa Homer-Dixona, politologa z Uniwersytetu w Toronto i autora książki z 2006 roku pt. „Do góry nogami” (tyt. org. „The Upside Down”), sytuacja do prostych nie należy. „Początkowo powiązania i różnorodność pomagają: jeśli jedna wioska doświadcza nieurodzaju, swoją żywność może pozyskać z innej wsi, gdzie zbiory były udane.”

Jednakże w miarę postępującej multiplikacji powiązań, systemy sieciowe stają się coraz mocniej ze sobą sprzężone. Oznacza to, iż skutki awarii podobnie mogą się mnożyć: im bardziej obie wsie polegają na sobie nawzajem, tym bardziej ucierpią, gdy jedną z nich spotka niepowodzenie. „Złożoność pod pewnymi względami wzmaga kruchość,” zauważa Bar-Yam. „Fakt ten nie jest powszechnie rozumiany.”

Powodem jest to, że mocniej splecione ze sobą sieci zamiast absorbować wstrząsy, zaczynają je przenosić. „Skomplikowane sieci, które ściśle nas ze sobą integrują – i przesyłają ludzi, materiały, informacje, pieniądze i energię – potęgują i przekazują każdy wstrząs,” tłumaczy Homer-Dixon. „Krach finansowy, atak terrorystyczny czy epidemia transferują niemal natychmiastowe efekty destabilizujące z jednej części świata do drugiej.”

Na przykład w 2003 znaczne obszary Ameryki Północnej i Europy utraciły zasilanie, gdy zawiodły pozornie nieistotne węzły w ich sieciach elektroenergetycznych. Natomiast w sezonie bieżącym [2008] Chiny ogarnęło podobne zaciemnienie, gdy obfite opady śniegu uszkodziły linie przesyłowe. Zespolone ze sobą sieci mają potencjał, by rozprzestrzeniać awarie wśród kluczowych przemysłów, ostrzega Charles Perrow z Uniwersytetu w Yale, czołowy autorytet w dziedzinie wypadków industrialnych i katastrof.

Zapaść kredytowa

Zdaniem Perrowa wzajemne powiązania w globalnym systemie produkcyjnym znajdują się już na etapie, w którym „załamanie miejscowe coraz częściej inicjuje załamanie ogólne”. Jest to prawdą szczególnie w odniesieniu do systemów finansowych świata, gdzie współzależność jest wyjątkowo wysoka. „Mamy kryzys zadłużenia z udziałem największego gracza, Stanów Zjednoczonych. Konsekwencje mogą być ogromne.”

Społeczeństwo zintegrowane zachowuje się jak wielokomórkowy organizm,” podkreśla Bar-Yam, „losowa szkoda przypomina odcięcie kawałka owcy.” Przetrwanie zwierzęcia zależy od utraconego fragmentu ciała. I choć mamy niemalże pewność, że dane części są owcy niezbędne, to nie jest jasne – a może być nawet nieprzewidywalne – które składowe naszej ściśle połączonej cywilizacji są krytyczne; uświadomienie może nadejść zbyt późno.

Kiedy przeprowadzamy analizę, prawie każda część ma krytyczne znaczenie, gdy jej ubytek jest dostatecznie duży,” objaśnia Bar-Yam. „Teraz, kiedy jesteśmy w stanie zadawać bardziej wyrafinowane pytania dotyczące takich systemów, odkrywamy, iż mogą być bardzo wrażliwe na wstrząsy. Znaczy to, że cywilizacja jest bardzo krucha.”

Zintegrowany system

Naukowcy reprezentujący inne dziedziny również ostrzegają, że złożone systemy podatne są na upadek. Podobne idee wyłoniły się z badań nad naturalnymi cyklami w ekosystemach. Analizy te bazują na pracach ekologa Buzza Hollinga z Uniwersytetu Florydy. Niektóre ekosystemy rozbudowują swoją złożoność wraz z upływem czasu: kiedy skrawek nowego lasu rośnie i dojrzewa, gatunki o wąskiej specjalizacji mogą zastąpić gatunki niewyspecjalizowane. Biomasa powiększa się, a drzewa, chrząszcze i bakterie tworzą coraz mniej elastyczny, mocniej zintegrowany system.

System ten staje się niezwykle wydajny pod względem zachowania stałości w obliczu normalnego zakresu panujących warunków,” mówi Homer-Dixon. Lecz warunki nienormalne – inwazja owadów, pożar lub susza – mogą spowodować dramatyczne zmiany przetaczające się kaskadowo przez cały system. Końcowym rezultatem może być upadek starego ekosystemu i jego wymiana na nowszy, prostszy.

Globalizacja rodzi to samo zintegrowanie i dostrojenie naszych systemów do wąskiego zakresu warunków, kontynuuje uczony. Redundancja jest systematycznie eliminowana w miarę jak firmy maksymalizują swoje zyski. Niektóre produkty wytwarza tylko jedna fabryka na świecie. Ma to sens w wymiarze finansowym, zaś masowa produkcja maksymalizuje wydajność. Niestety, taki stan redukuje odporność. „Musimy być bardziej selektywni w kwestii zwiększenia nierozłączności i szybkości naszych krytycznych systemów,” zaznacza Homer-Dixon. „Bywa, że koszty przewyższają korzyści.”

Tłumaczenie: exignorant

Ten wpis został opublikowany w kategorii Kluczowe badania. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.