Termodynamiczny upadek nafty (aktualizacja: 19.04.2017)

Fragmenty wywiadu ze Stevenem St. Angelo, niezależnym analitykiem rynków metali szlachetnych.

twilight-oilKoncentruje się pan na zagadnieniach, które sporadycznie interesują innych analityków: energii i termodynamicznym upadku ropy naftowej. Pana zdaniem to energia jest kluczem do wszystkiego. Proszę przybliżyć nam argumentację i powiedzieć coś o swoich dociekaniach.

Steven St. Angelo: Kiedy zacząłem po raz pierwszy inwestować w srebro w 2002, czytałem oczywiście prace Teda Butlera. Srebro i złoto interesowały mnie nie tylko jako środki przechowywania wartości – miały być częściej stosowane w przemyśle. Od 2008 zacząłem faktycznie rozumieć energię i jej powszechny wpływ. Energia napędza wszystko. Media nurtu głównego, a nawet alternatywne, traktują energetykę jako pospolity sektor, podobny do służby zdrowia, rynku technologicznego, sprzedaży detalicznej czy nieruchomości. Tymczasem są one bezużyteczne bez energii. To ona zasila wszystko. Nie robią tego pieniądze. Finanse nadają gospodarce kierunek, a przynajmniej powinny to czynić. Teraz zaprowadziły nas na skraj przepaści.

Przyglądając się energetyce, wyszedłem poza teorię Peak Oil. Kwestią zasadniczą jest zwrot energii z inwestycji (EROI). Na przykład w 1930 roku Stany Zjednoczone produkowały 100 baryłek ropy przy koszcie energetycznym opiewającym na jedną baryłkę. Dysponowaliśmy 99 baryłkami zysku, które moglibyśmy wykorzystać w gospodarce. Teraz mamy ropę z łupków, której pięć baryłek kosztuje nas jedną. Pozostają nam tylko cztery baryłki zysku. To zła wiadomość, ponieważ nasze społeczeństwo potrzebuje nieporównanie wyższego zwrotu energii z inwestycji, by funkcjonować i utrzymać infrastrukturę, nowoczesne rolnictwo, drogi i mosty, cieki wodne, opiekę zdrowotną, edukację. Według niektórych analiz niezbędna dla cywilizacji przemysłowej wartość minimalna współczynnika EROI to 20-30 do 1. W latach 70. znalazła się poniżej tego poziomu i od tamtej pory nieprzerwanie spada. W tym samym momencie rozpoczął się wykładniczy wzrost zadłużenia.

Spadek energii netto jest głównym wskaźnikiem i przyczyną piętrzącego się długu, manipulacji na rynkach papierów wartościowych i metali szlachetnych. Energia będzie czynnikiem, który wszystko zniszczy. Cesarstwo Rzymskie doświadczyło identycznego spadku EROI. Rzymianie zdewaluowali swoją walutę, ale nie byli zadłużeni. My postąpiliśmy podobnie, lecz mamy niebotyczne zadłużenie w derywatach. Zatem nasz upadek przebiegnie znacznie szybciej. Dlatego skupiam się na energii. Nieważne, czy jej dostarcza jej ropa naftowa, gaz ziemny, węgiel, atom, źródła odnawialne czy praca ludzi i zwierząt. Przez 2000 lat gospodarcza energia i bogactwo przechowywane były w złocie i srebrze. Amerykanie o tym zapomnieli. Mamy 45-letnią amnezję fiducjarną. Każdy zaaferowany jest akcjami, obligacjami i nieruchomościami. Kres tej trójki nadejdzie w najbliższej przyszłości.

Korporacyjne i alternatywne media mówią, że mamy nadmiar nafty. Państwa-producenci pompują ‚czarne złoto’ jak szalone. Dlaczego?

Posłużmy się przykładem Exxon Mobil, jednego z największych koncernów naftowych na świecie. W 2008, kiedy cena za baryłkę wynosiła średnio 97 dolarów, korporacji pozostały 22 miliardy dolarów zysku po odliczeniu dywidend i wszystkich nakładów inwestycyjnych. W ubiegłym sezonie musieli pożyczyć 8 miliardów dolarów na pokrycie tych kosztów. Chevron, numer 2 na liście wydobywczych potentatów, potrzebował finansowego wsparcia w kwocie 18 miliardów dolarów. Jest aż tak źle. W roku bieżącym będzie jeszcze gorzej. Przy obecnych cenach nafty najbardziej dochodowi giganci tracą pieniądze. O łupkach zapomnijmy – ich eksploatacja jest kompletną katastrofą.

Sytuacja w pozostałych częściach globu prezentuje się równie ponuro. Mimo że spadek cen ropy zmniejszył też koszty, Arabia Saudyjska ma poważne kłopoty. W 1981 produkowała 10 milionów baryłek dziennie. Przed 1983, w czasie recesji, ilość ta spadła o połowę, do 4.9 miliona. W 2008 nastąpił krach. Rok później Saudyjczycy okroili wydobycie o kolejny milion baryłek. Dzisiaj z trudem wyciskają około 500 tysięcy baryłek na dobę. W tym jest problem. Ropa zalała rynek, ale nikt na niej nie zarabia. Każdy traci. Arabia sprzedaje amerykańskie obligacje skarbowe. Uzupełnia finansowe braki. Jeśli ograniczy produkcję, cena może nieznacznie wzrosnąć, ale królestwo ucierpi jeszcze bardziej. Inne spółki także pozbywają się papierów dłużnych rządu USA.

W Oklahomie mamy od 2008 rekordową ilość zmagazynowanej nafty. Rozkład gospodarki przyspiesza. Popyt spada. Nie sądziłem, że upadek naftowy dokona się przy nadpodaży. Wydobywają tyle, ile się da, bo wierzyciele żądają przepływu gotówki. Mamy do czynienia z wyprzedażą na zakończenie działalności. OPEC twierdzi, że pompuje więcej ropy niż kiedykolwiek. Przeanalizujmy tyko Bliski Wschód. W 1976 produkowano tam 22 miliony baryłek dziennie. Dzisiaj terminale opuszcza o 8 milionów więcej. Problem w tym, że od tamtej pory zużycie surowca wzrosło w regionie o 8.5 miliona. Oznacza to, że eksportuje się mniej ropy niż 40 lat temu. Będzie jeszcze gorzej, ponieważ produkcja w końcu zacznie spadać, a konsumpcja krajowa wciąż rośnie. Jest to miecz obosieczny. Mniej eksportu netto przekłada się na mniejszą dostępność energii i zamieranie aktywności gospodarczej.

Czyli redukcja podaży spowoduje wzrost cen?

Kiedyś wierzyłem w prawo podaży i popytu. Jego oddziaływanie ma jednak niewielki zakres. Nadrzędną ceną towaru lub energii jest koszt ich wyprodukowania. Nie ma ona nic wspólnego z podażą i popytem. Podam przykład. Przyjrzałem się parze najważniejszych firm wydobywczych na rynku złota. Od 2000 do 2012 ich koszty produkcji wzrosły o 470%. W tym samym okresie cena złota skoczyła o 498%. Jeśli zignorujemy dynamikę podaży i popytu, okaże się, że za 470% tej cenowej zwyżki odpowiadały nakłady na produkcję. Tak samo jest z naftą. The Hill’s Group poświęciła 10 tysięcy osobogodzin na projekt bazujący na kryteriach Hilla. Zespół inżynierów naftowych zbudował model ETP [Total Production Energy – całkowita energia produkcji; przyp. tłum.] wykorzystując dane branży wydobywczej. Uzyskany wykres wzrostu cen ropy zestawiono z rzeczywistymi rocznymi kosztami wydobycia. Praktycznie się pokryły – według wymogów naukowych z niemal idealną dokładnością (r = 0.945). Tak więc podaż i popyt ropy nie były mechanizmem cenowym. Był nim koszt. Niestety w 2012 cena rynkowa za baryłkę spadła. Wyniosła 30 dolarów, teraz oscyluje w granicy 50 dolarów. Tymczasem koszt produkcji stale rośnie, mimo niższych cen energii.

Przemysł naftowy krwawi pod względem finansowym. Z tego powodu robi wszystko, by utrzymać maksymalny poziom produkcji. Kadra kierownicza liczy na to, że niższe ceny zwiększą popyt, co powinno stymulować ich wzrost, który pozwoli na eksploatację droższych złóż. Do niedawna tak właśnie było. Szkopuł w tym, że trend rosnących cen rynkowych wygasł. Zgodnie z prognozą The Hill’s Group za baryłkę zapłacimy wkrótce 20 dolarów, a zaraz po roku 2020 wartość ta spadnie do 12 dolarów. Powód tego stanu rzeczy jest najważniejszą, wymagającą zrozumienia kwestią. Chodzi o energię netto, jaka pozostaje w baryłce ropy. Jej poziom obniża się od 1900 roku. W konsekwencji pozostaje coraz mniej energii dostępnej na rynku, ponieważ przemysł naftowy i jego rozległe, skomplikowane systemy wspomagania – koleje, drogi, rurociągi, rafinerie, cysterny – potrzebują mnóstwa energii.

Wygenerowanie niezbędnego PKB staje się niemożliwe. Astronomiczne zadłużenie ma rekompensować redukcję energii netto. I dlatego nastąpi upadek. Przy nieprzerwanym spadku rynkowych cen ropy i rosnących kosztach jej produkcji zmierzamy ku prawdopodobnej hiperinflacji pieniądza papierowego i deflacji aktywów. Na czym polega deflacja? Powróćmy do liczb. W 1980 roku dług USA wynosił 863 miliardy dolarów. Teraz zbliża się do 20 bilionów dolarów. Powiększył się 23 razy. Indeks giełdowy Dow Jones był wówczas na poziomie 865 punktów. Obecnie dobił do 19.500. Wzrost 23-krotny. Rynek emerytalny w Ameryce powiększył się w tym czasie 24 razy. Niesamowite, prawda? Wszystkie nasze indeksy mają ten sam stosunek, co nasze zadłużenie. To nie przypadek. Każdą z tych wartości podpiera dług. Jego spłatę gwarantuje wyłącznie energia, ponieważ trzeba ją spalić, by zasilić działalność gospodarczą, od której zależy wzrost PKB. Bez wysokiej energii netto wszystko ulega implozji.

Niestety, społeczeństwa są nieświadome, że trwa termodynamiczny upadek ropy naftowej, który wywoła dezintegrację systemu gospodarczego i finansowego z tragicznymi tego następstwami.

W czwartym kwartale 2016 globalne zadłużenie odnotowało po raz kolejny gwałtowny wzrost. Instytut Finansów Międzynarodowych (Institute for International Finance) poinformował w swoim raporcie, że w ciągu pierwszych 9 miesięcy zwiększyło się o 11 bilionów dolarów i osiągnęło poziom 217 bilionów dolarów. W rezultacie pod koniec 2016 wartość światowego długu odpowiadała 325% globalnego PKB. Wynik nie uwzględnia kwoty wszystkich zobowiązań na rynku derywatów.

Destrukcyjna kombinacja spadku energii netto i Peak Oil [Insurge Intelligence, 6.01.2017]

cornellPraca badawcza zespołu europejskich naukowców rządowych, opublikowana w październiku 2016 na witrynie Uniwersytetu Cornell, ostrzega, że cywilizacja przemysłowa weszła w nową erę gospodarczego spowolnienia i schyłku. Powodem jest nieuchronny spadek wartości energii wytwarzanej z kopalin. „…(postępuje) redukcja średnich współczynników EROI [zwrot energii z inwestycji] dla wszystkich paliw ciekłych; EROI ropy naftowej najpewniej zmniejszył się o połowę w krótkim okresie pierwszych 15 lat XXI wieku,” napisali autorzy. Mimo zwiększającej się całkowitej produkcji paliw płynnych wartość energii przez nie wygenerowanej gwałtownie spada, zaś ogólne koszty wydobycia rosną. Stanowi to geofizyczny hamulec gospodarczego wzrostu.

hsbcW 2016 bank HSBC opublikował raport o światowym zaopatrzeniu w ropę naftową. Praca badawcza potwierdziła fakt, który krytykowały był przez koncerny jako mit: Peak Oil – jednoczesny szczyt i redukcja globalnej produkcji nafty. Wśród najbardziej szokujących ustaleń analityków jest to, że „81% całkowitej światowej produkcji paliw ciekłych znajduje się już w fazie schyłkowej”. Przy obecnej nadpodaży napędzanej przez wzrost wydobycia w sektorze ropy niekonwencjonalnej, obniżki cen rynkowych uderzyły w opłacalność branży i doprowadziły do dramatycznych cięć nowych inwestycji w produkcję. Według HSBC zwiększa to prawdopodobieństwo zaistnienia globalnego kryzysu zaopatrzenia naftowego w roku 2018.

uniwersytet-w-uppsaliRaport HSBC analizuje dwa główne zestawy danych Międzynarodowej Agencji Energetycznej (International Energy Agency – IEA) i Globalnego Programu Systemów Energetycznych (Global Energy Systems Programme) szwedzkiego Uniwersytetu w Uppsali. Tempo i charakter nowych odkryć ropy odnotowały na przestrzeni ostatnich dekad drastyczny spadek, osiągając w skali globalnej poziom niemalże znikomy. Tymczasem autorzy dokumentu ostrzegają, że samo utrzymanie stałej wartości produkcji przy rosnącym tempie produkcyjnych spadków będzie wymagało podażowego ekwiwalentu czterech Arabii Saudyjskich do roku 2040. Intensywnie reklamowana przez branżę poprawa wydajności wiertniczej nie polepszy sytuacji – przyspieszy wydobycie w krótkim terminie i tym samym szybciej wyczerpie istniejące rezerwy.

Według HSBC ceny ropy odnotują tymczasowy wzrost i ustabilizują się krótkoterminowo na poziomie około 75 dolarów za baryłkę. Pułap ten będzie miał destabilizujący wpływ na globalną gospodarkę. Dane z ostatnich 40 lat wyraźnie pokazują, że w czasie recesji szczytowa cena ropy to 60 dolarów za baryłkę, natomiast w okresie wzrostu gospodarczego plasuje się poniżej 40 dolarów. Skok gwarantuje więc recesję, która przebije rekordową globalną bańkę zadłużenia o wartości 152 bilionów dolarów.

Przekroczony został punkt, poza którym żadna cena ropy nie służy zarówno gospodarce, jak i firmom wydobywczym.

Nafeez AhmedW podsumowaniu swego opracowania dla Insurge Intelligence analityk Nafeez Ahmed napisał:

W 2018 roku, lub zaraz po nim, zbiegające się kryzysy gospodarczy i energetyczny spowodują globalny skok cen żywności, wskrzeszając potrójną zapaść, która pustoszyła świat od 2008 do 2011 i której wyniszczające skutki wciąż odczuwamy. 2018 może być rokiem krachu z innego powodu. 1 stycznia 2018 to dzień, kiedy w życie ma wejść wiele nowych przepisów, które „ograniczą zdolność kredytowania i skłonią banki do przekazywania pieniędzy wyłącznie najlepszym kredytobiorcom, co może przyspieszyć bankructwa na całym świecie,” napisał Bloomberg. Inne regulacje prawne będą wymagać, by banki zaprzestały posługiwania się własnymi środkami oceny ryzyka międzynarodowego w sprzedaży i kupnie derywatów.

Jak na ironię, wprowadzenie podobnych, podyktowanych dobrymi intencjami przepisów w styczniu 2008 (za pośrednictwem Nowej Umowy Kapitałowej – Basel II) przygotowały grunt pod osłabienie globalnej architektury finansowej, czyniąc ją podatną na późniejszy bankowy upadek. Dwa lata wcześniej, w lipcu 2006, dr David Martin, ekspert w dziedzinie finansów globalnych, proroczo zapowiedział, iż Basel II wejdzie w interakcję z bańką zadłużenia i przeobrazi tąpnięcie na rynku nieruchomości w światową pożogę finansową. Zaledwie miesiąc po tym ostrzeżeniu wysoki rangą, były urzędnik Pentagonu, z szerokim dostępem do informacji wojskowych, wywiadowczych i finansowych, powiedział mi, że implozja globalnego systemu bankowego jest nieunikniona i prawdopodobnie nastąpi w 2008 roku.

Mój informator twierdził, że zdarzenie było związane ze szczytem światowej produkcji ropy konwencjonalnej, który został osiągnięty dwa lata wcześniej (co według naukowca rządu Wielkiej Brytanii Sir David Kinga faktycznie nastąpiło około 2005; wydobywczy schyłek zdołała do tej pory zrównoważyć eksploatacja niekonwencjonalnej nafty i gazu). Po raz pierwszy o upadku bankowym roku 2008 alarmowałem w sierpniu 2006. Swoje ostrzeżenie wyartykułowałem ponownie w listopadzie 2007, powołując się na prognozy dr. Martina i własne analizy systemów, podczas wykładu w Imperial College w Londynie. W prognozie podkreśliłem, iż powiązany z rynkiem nieruchomości kryzys bankowy zostanie wywołany w kontekście nowej ery drogich paliw kopalnych.

Zrobiłem to wtedy i robię to teraz.

Saudi Aramco: Nadchodzą niedobory ropy [Financial Times, 14.04.2017]

Szef największego na świecie koncernu naftowego ostrzegł przed zbliżającymi się niedoborami surowca. Amin Nasser, dyrektor generalny Saudi Aramco, powiedział, że przyszła zdolność produkcyjna będzie musiała osiągnąć 20 milionów baryłek dziennie, aby zaspokoić wzrost popytu i wyrównać naturalne spadki wydajności pól roponośnych. „To znaczna wartość, a powracające inwestycje, jakie obserwujemy, nie wystarczą, by nam ją zapewnić,” zakomunikował podczas szczytu energetycznego na Uniwersytecie Columbia w Nowym Jorku. Wzrost poziomu wydobycia amerykańskiej ropy z łupków nie wystarczy na zaspokojenie potrzeb zaopatrzeniowych w nadchodzących latach. Od początku cenowej zapaści na rynku naftowo-gazowym odłożono w czasie lub anulowano inwestycje eksploracyjne o wartości około 1 biliona dolarów. W ciągu ostatnich czterech lat odkrycia nowych złóż zmniejszyły się o połowę w porównaniu z czteroleciem poprzednim.

Tłumaczenie: exignorant

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Gospodarka, finanse, surowce i energia. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.