Dlaczego Trump

Skrót artykułu Raúla Ilargi Meijera z 26 września 2016.

donald-trumpNadszedł koniec modelu, na którym bazowały nasze społeczeństwa. Dlatego pojawił się Trump.

Nie ma wzrostu. Od lat. Pozostały nam jedynie puste, pulsujące liczby giełdy papierów wartościowych podpierane przez niesłychanie tani dług i wykup własnych akcji przez przedsiębiorstwa. Są jeszcze statystyki zatrudnienia ukrywające miliony osób spoza siły roboczej. Lecz przede wszystkim mamy zadłużenie, publiczne i prywatne, które nie jest w stanie utrzymać iluzji wzrostu.

Fałszywe dane mają tylko jeden cel: są spektaklem na użytek opinii publicznej, by sprawujący władzę mogli pozostać w swoich pluszowych fotelach. Jednak spuszczona przez nich kurtyna nie mogła wiecznie ukrywać Czarnoksiężnika z Oz. Teraz idzie w górę.

Właśnie to oznacza popularność Trumpa, Brexitu, Le Pen i pozostałych. To koniec. Mechanizm napędowy naszej egzystencji utracił swój kierunek i energię.

Kres globalnego wzrostu gospodarczego spowoduje nieuchronnie upadek centralizacji i globalizacji. Zakończy również istnienie najpotężniejszych międzynarodowych instytucji – ONZ, Unii Europejskiej, NATO czy MFW.

Podobnie będzie to śmierć niemal wszystkich tradycyjnych partii politycznych, które zarządzały krajami od dziesięcioleci i już dzisiaj mają rekordowo niskie poziomy poparcia.

Nie jest to kwestia chęci i preferencji danej jednostki czy grupy ludzi – to kwestia „sił”, które są poza naszą kontrolą; które są potężniejsze niż nasze opinie, mimo że za ich uwolnienie może odpowiadać człowiek.

Liczne grono mniej lub bardziej błyskotliwych komentatorów łamie sobie głowy, skąd wziął się Trump, Brexit, Le Pen i wszystkie te „nowe” straszne zjawiska, ludzie i partie. Formułowane są chwiejne teorie tłumaczące, że to przez staruszków, biedaków, rasistów, bigotów i głupków, którzy nigdy wcześniej nie głosowali.

Wygląda na to, że nikt tak naprawdę nie zna i nie rozumie przyczyny. Co jest dziwne, bo nietrudno ją pojąć. Powodem tego wszystkiego jest koniec wzrostu gospodarczego. A skoro przeminął wzrost, to samo spotka ekspansję i centralizację w niezliczonych jej formach.

Wygasł napęd ogólnoświatowy i paneuropejski. Dalsze trwanie zjednoczonej Ameryki wcale nie jest przesądzone. Tworzy się masowy ruch kilkudziesięciu osobnych krajów i społeczeństw, które zaczynają koncentrować się na sobie. Każdy z tych podmiotów ma poważne kłopoty.

Rozeznanie się w całej sytuacji mocno utrudnia fakt, że nikt nie chce zauważyć powyższych trendów. A przecież gorzkie opowieści o biedzie napływają z miejsc pochodzenia Trumpa, Brexitu i Le Pen.

Pozytywne wiadomości o wzroście produkowane taśmowo przez 24 godziny na dobę przez polityczno-ekonomiczno-medialną machinę tylko w pewnym stopniu tłumaczą brak autorefleksji i uznania realiów. Decyduje o nim głównie to, kim jesteśmy. Sądzimy, że zasługujemy na wieczny wzrost.

Marine Le Pen, Donald Trump i Nigel Farage mogą być przeciwni większej centralizacji, ale żadne z nich nie ma pojęcia o tym, że wzrost się skończył. Nie różnią się pod tym względem od Hillary, Hollande’a i Merkel. Dlaczego właśnie oni mają posłuch? W Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Francji nie pozostał już nikt, kto występował onegdaj w imieniu „ubogich i uboższych”. Tymczasem liczba biednych rośnie w zawrotnym tempie. Po prostu ludzie ci nie mają do kogo się zwrócić.

Donald Trump – piszę te słowa kilka godzin przed pierwszą prezydencką debatą – może przegrać wybory, lecz tak naprawdę nie ma to znaczenia. Jest jedynie figurantem w wydarzeniach, których nie kontroluje. Ma do odegrania rolę, której nie napisał. Jeżeli wygra, jego program, tak jak w przypadku reszty pretendentów, będzie zorientowany na większy wzrost – cel niedostępny.

Nowy paradygmat najpewniej doprowadzi do wojen i chaosu, bo nikt nie był skłonny nawet wspomnieć o możliwości zaniku wzrostu, a zatem każdy będzie szukał okazji, by wycisnąć wzrost z każdego dostępnego miejsca, od sąsiadów począwszy, a na najsłabszych państwach świata skończywszy. Powtórka z Imperium Rzymskiego, kiedy to centrum coraz mocniej dusiło peryferie, aż Barbarzyńcy i Wizygoci uznali, że więcej już nie zniosą.

Oto znaczenie Donalda Trumpa i Brexitu. Nie zrozumiemy ich fenomenu, jeśli nie obierzemy szerszej perspektywy, nie przyjrzymy się historii, a przede wszystkim nie uznamy ewentualności, że w ekonomii wieczny wzrost faktycznie może być tym, czym jest dla fizyki: mrzonką.

Deflacja energii i preferencja dolarowa to potężne siły będące poza kontrolą polityków, generałów i bankierów centralnych. Nowy prezydent Ameryki jest produktem gospodarczej porażki; niezdolności ekonomistów do przeprowadzenia poprawnej analizy sytuacji, długiej recesji przebranej w kostium ‚poprawy’; kłamstw medialnych, niechęci Amerykanów i innych społeczeństw do zmierzenia się z rzeczywistością, klęski polityki rządów oraz wyczerpywania się surowców. Trump i jego kretyński gang łupieżców stanowi ostatnie tchnienie duszącego się systemu przemysłowego, który tonie pod ciężarem własnych kosztów.” Steve Ludlum, niezależny analityk ekonomiczny i energetyczny [23 grudnia 2016]

Trwa atak na rzeczywistość. Panuje werbalne zamieszanie. Nastąpiło zespolenie prawdy z iluzją. Umysłowy chaos sprawia, że trudno jest pojąć, co się faktycznie dzieje. Czujemy się uwięzionymi w gabinecie luster. Odpowiedzią na obnażone kłamstwa są kolejne kłamstwa. Irracjonalizm wypiera rozsądek. Dominuje dysonans poznawczy. Zmagamy się z zatrważającym wstydem, a nawet poczuciem winy. Dziesiątkom milionów Amerykanów, zwłaszcza kobiet, nielegalnych pracowników, muzułmanów i Afroamerykanów, towarzyszy dotkliwy niepokój ofiar prześladowanych przez drapieżnika. Wszystko to dzieje się zgodne z planem. Demagodzy zawsze zarażają poddanych własną psychozą.Porównanie między totalitaryzmem i psychozą nie jest przypadkowe,’ napisał w swojej książce pt. ‚Gwałt na umyśle: Psychologia prania, kontroli i zabójstwa umysłu’ psychiatra Joost A. M. Meerloo. ‚Myślenie urojeniowe nieuchronnie wkrada się w każdą formę tyranii i despotyzmu. Działać zaczynają nieświadome siły uwsteczniające. Rozwija się automatyczny przymus podążania ku samozniszczeniu, uzasadniania jednego błędu nowym; powiększanie patologicznego błędnego koła staje się dominującym celem życia. Przestraszony człowiek, dźwigający brzemię kultury, której nie rozumie, wycofuje się do brutalnej fantazji nieograniczonej władzy, by ukryć próżnię swego wnętrza. Fantazja ta zaczyna się od liderów, a później przejmują ją uciskane przez nich masy.’” Chris Hedges o pierwszych tygodniach prezydentury Donalda Trumpa [29 stycznia 2017]

Tłumaczenie: exignorant

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Gospodarka, finanse, surowce i energia. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.