Globalna bańka zadłużenia pęka

Eksperci ostrzegają, że kolejny kryzys finansowy już się rozpoczął i będzie gorszy niż krach z 2008 roku”. Niepokój podziela Claudio Borio, główny ekonomista Banku Rozrachunków Międzynarodowych (BIS) – banku centralnego bankierów centralnych. O widmie „globalnej paniki finansowej” alarmuje też Międzynarodowy Fundusz Walutowy (IMF). 

Fragment artykułu Charlesa Hugh Smitha, analityka finansowego.

Uwagę mediów skupia giełda papierów wartościowych – doniesienia o jej wynikach przekazywane są codziennie. Większe znaczenie ma rynek obligacji. Najważniejsze są jednak warunki panujące na rynku walutowym.

Waluty krajów rozwijających się – m.in. Wenezueli, Turcji, Brazylii, Argentyny i Sudanu – znajdują się w stanie całkowitego upadku. Mamy do czynienia z wydarzeniem, które nie jest czymś normalnym.

Pożyczanie i drukowanie pieniędzy tworzy iluzję wypłacalności. Praktyka ta prowadzi nieuchronnie do kryzysu walutowego, ponieważ inwestorzy i handlowcy tracą zaufanie do danej waluty jako środka przechowywania wartości – znika wiara, że w przyszłym miesiącu jej siła nabywcza będzie taka sama lub większa niż dzisiaj.

Równoczesne spadki kursu tak wielu walut oznaczają, iż globalny system finansowy ulega szybkiej dezintegracji. Jest to objaw śmiertelnej choroby. Kondycja waluty świadczy o stanie zdrowia gospodarki – przekazuje informacje o bilansach handlowych, poziomach zadłużenia, stopach procentowych, polityce banku centralnego, polityce fiskalnej itd.

Globalny system finansowy jest wysoce zintegrowany, aczkolwiek fakt ten nie usprawiedliwia obserwowanego krachu. Zgodnie z przedstawianym powszechnie wyjaśnieniem słabość walut przypomina grypę: gdy złapie ją jedna z nich, wkrótce zarazi inne. Formułowanie podobnej diagnozy wprowadza w błąd. Tak naprawdę jesteśmy świadkami pęknięcia bezprecedensowej, pompowanej przez ostatnią dekadę, globalnej bańki zadłużenia i aktywów. W pierwszej kolejności ucierpią państwa z astronomicznymi długami. Rozprawią się z nimi albo spadki na giełdzie, albo załamanie notowań walut.

Są to jedynie symptomy choroby systemowej, którą wywołały działania „naprawcze” z minionych dziesięciu lat – ekspansja zadłużenia i spekulacyjne śrubowanie cen aktywów. Praktycznie nikt nie śmie przyznać, że to one uczyniły system finansowy świata jeszcze bardziej podatnym na upadek niż w 2008 r.

Cena ropy właśnie przekroczyła 80 dolarów za baryłkę. Pułap ten ma już destabilizujący wpływ na globalną gospodarkę. Dane z ostatnich 40 lat wyraźnie pokazują, że w czasie recesji szczytowa cena ropy to 60 dolarów za baryłkę, natomiast w okresie wzmożenia aktywności gospodarczej plasuje się poniżej 40 dolarów. Kolejne skoki cenowe, wywołane chociażby sytuacją na Bliskim Wschodzie, gwarantują recesję, która przyspieszy pęknięcie rekordowej bańki zadłużenia świata.

Według raportu banku centralnego USA z 26 marca 2019 r. rosnące temperatury i gwałtowne burze mogą niebawem wywołać globalny upadek finansowy. Glenn Rudebusch, wiceprezes ds. badań w Rezerwie Federalnej, ostrzegł, iż zmiana klimatu zagraża stabilności całego systemu finansowego, ponieważ wzbierająca intensywność burz, susz, pożarów i innych ekstremalnych zjawisk pogodowych utrudnia przedsiębiorstwom spłatę pożyczek. Rudebusch zwraca uwagę, że skutki zniszczonych upraw i zalanych miast zaczynają poważnie osłabiać światową gospodarkę. Ekonomiści postrzegają te straty jako rezultat fundamentalnej klęski rynku: ceny paliw węglowych nie uwzględniają kosztów zmiany klimatu, pisze autor. Firmy i gospodarstwa domowe, które emitują gazy cieplarniane, chociażby podczas jazdy samochodem lub generowania energii elektrycznej, nie pokrywają strat i szkód spowodowanych zanieczyszczeniem. Niestety, wysoki podatek od emisji dwutlenku węgla już nie wystarczy, by naprawić tę międzypokoleniową i międzynarodową klęskę rynku.

Tłumaczenie: exignorant

Ten wpis został opublikowany w kategorii Gospodarka, finanse, surowce i energia. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.