Rekordowe zadłużenie świata w 2017 r. (uzupełnienie: 17.06.2018)

Operacja ratowania gospodarki globalnej trwa już blisko dekadę. Z każdym kolejnym rokiem bodziec fiskalny powinien maleć, ponieważ sytuacja makroekonomiczna rzekomo ulega poprawie. Tymczasem w 2017 r. System Rezerwy Federalnej, Europejski Bank Centralny i Bank Japonii wydrukowały największą porcję waluty od 2008 r. – ponad 2,5 biliona dolarów. Prezesi uspokajają, że wszystko jest w porządku, ale ich poczynania wskazują na stan alarmowy. Nawet Robert Shiller, laureat Nobla w dziedzinie ekonomii, przyznaje, że obecna „cisza przed burzą” nie pozwala mu zasnąć. Analitycy, którzy od 2011 r. zapowiadają „korektę” na giełdzie papierów wartościowych, są „zaskoczeni, zaszokowani i zaniepokojeni” faktem, iż nadal do niej nie doszło. Swoje prognozy nieuniknionego krachu formułowali w oparciu o obowiązujące zasady i przepisy. Bankierzy centralni nieoczekiwanie postanowili je złamać, by podtrzymać iluzję wzrostu. Jednak ich monetarny i społeczny eksperyment podlega prawom fizyki, których zmienić nie zdołają.

Cytat z artykułu Nomi Prins analityczki finansowej i byłej członkini kadry kierowniczej banków Goldman Sachs i Lehman Brothers – z 26 kwietnia 2018.

Moje badanie ujawniło sposób, w jaki banki centralne i potężne instytucje finansowe wspólnie manipulują globalnymi rynkami [od 2008 r.]. Główne banki centralne wystawiły sobie czek in blanco na wskrzeszenie problematycznych banków, zakup obligacji rządowych, hipotecznych i korporacyjnych, a nawet akcji (przypadek Japonii i Szwajcarii). Nie musiały tłumaczyć opinii publicznej, gdzie trafiają te fundusze i w jakim celu. Ich polityka rozpieszczania banków prywatnych i korporacji, prowadzona pod pozorem niesienia pomocy prawdziwej gospodarce, napompowała bańkę spekulacyjną.

Utrzymywanie zerowego oprocentowania i kupowanie obligacji przez banki centralne w USA, Europie i Japonii stanowi skoordynowany wysiłek, który maskuje potencjalną niestabilność finansową największych krajów i banków prywatnych. To z kolei tworzy bańki aktywów, których pęknięcie wywoła jeszcze większy kryzys. Znajdujemy się dzisiaj blisko krawędzi przepaści finansowej. Ryzyko, jakie niesie ze sobą postępowanie banków prywatnych, istnieje nadal, aczkolwiek podmioty te rozrosły się bardziej niż w latach 2007-2008 i operują w przestrzeni znacznie większego zadłużenia.

Podsumowanie wywiadu z Janisem Warufakisem, doktorem ekonomii, który od 27 stycznia do 6 lipca 2015 r. pełnił funkcję ministra finansów Grecji podczas decydującej fazy kryzysu zadłużenia kraju.

Janis Warufakis był jednym z liderów inicjatywy, którą nazywa „ucieczką z więzienia” – podjętej przez grecki naród, nieudanej próby wyrwania się z zabójczego cyklu zadłużenia i oszczędności fiskalnych, który wypatroszył państwo opiekuńcze i wyniszczył społeczeństwo. Ekonomista ostrzega, że choroba Grecji rozprzestrzeniła się wszędzie, tylko znajduje się na różnym poziomie zaawansowania. W kryzysie tym nigdy nie chodziło o poczynania pojedynczego, nieodpowiedzialnego państwa, którego rząd był rozrzutny, zaś obywatele chcieli mieć wszystko za darmo. Po krachu w 2008 r. charakter systemu finansowego strefy euro praktycznie nie dał Grekom wyboru. Podczas negocjacji w 2015 r. resort Warufakisa nie chciał kolejnego „pakietu ratunkowego”, czyli niemożliwej do spłacenia pożyczki – był zatem bardziej odpowiedzialny pod względem fiskalnym niż europejscy mediatorzy i architekci późniejszego porozumienia. Grecka rebelia została zdławiona z powodów politycznych, ponieważ groziła obnażeniem prowadzonej gry pozorów i podkopaniem wiarygodności całego porządku gospodarczego.

Prawdziwe mechanizmy funkcjonowania świata są ukrywane za pośrednictwem fałszywych narracji, rozpowszechnianych w sferze publicznej. Warufakis opisał je w książce Adults in the Room z 2017 r. – potwierdził, że kapitalizm zdechł w 2008 r. i cała zachodnia gospodarka to jeden wielki szwindel, którego skala jest miliony razy większa od wyobrażeń i ambicji Berniego Madoffa, autora niesławnej piramidy. Mamy do czynienia z globalną manipulacją opartą na manewrowaniu zadłużeniem, które przesłania systemowe pęknięcia. Doktor określa obecny twór mianem „bankrucji”, ponieważ ogromne, zbankrutowane lub będące na krawędzi bankructwa instytucje finansowe panują nad resztą społeczeństwa. Ludzie nimi zarządzający doskonale rozumieją, że całe to „przedsięwzięcie” jest oszustwem skazanym na druzgocącą klęskę. Mówią o tym otwarcie podczas spotkań odbywających się za zamkniętymi drzwiami. Po prostu próbują utrzymać domek kart. Dzierżą władzę, choć jednocześnie pozostają bezsilni.

Fragment artykułu Stevena St. Angelo – niezależnego analityka rynków finansowych i metali szlachetnych – z 4 czerwca 2018.

Stany Zjednoczone i światowe gospodarki dławią się ogromnym zadłużeniem. Mimo iż Wall Street i media finansowe głównego nurtu informacyjnego w swoich racjonalizacjach interpretują gwałtowny wzrost długu jako zwyczajny koszt prowadzenia działalności gospodarczej, to kruszejący fundament systemu zwiastuje katastrofę gospodarczą.

Oczywiście może do niej nie dojść w bieżącym czy nawet przyszłym roku, ale sytuacja ulega pogorszeniu w sposób wykładniczy. Tak więc tłum, który kibicuje rosnącym wartościom akcji, obligacji i nieruchomości, będzie usatysfakcjonowany do momentu, gdy silnik gospodarki zostanie zniszczony całkowicie.

Tak, całkowicie. W prezentowanej analizie brakuje jednego drobiazgu – energii. Typowy współczesny ekonomista przygląda się rynkom globalnym niczym dziecko, które czeka, aż wróżka-zębuszka wymieni mu ząb na 20 dolarów. Eksperci nurtu głównego obserwują siły rynkowe, procenty i wartości zapisane na kartce papieru lub wyświetlone na monitorze. Kiedy aktywność gospodarcza zaczyna wygasać, próbują znaleźć przyczynę i przepisać lekarstwo. Zestaw rozwiązań obejmuje drukowanie pieniędzy, zwiększanie zadłużenia, zmianę stóp procentowych lub poziomu opodatkowania.

W podręczniku ekonomisty nie ma wzmianki o tym, co począć z energią. Zakłada się, że będzie dostępna zawsze i wszędzie, a jeżeli pojawią się jakiekolwiek zakłócenia podaży, wówczas z problemem upora się cena. Ze względu na nieobecność zagadnienia energii w programie nauczania studiów ekonomicznych zawód ten jest absolutną farsą.

Niestety nawet bardziej oświeceni uczniowie austriackiej szkoły ekonomii nie rozumieją termodynamiki wartości. Zamiast niej wykłada się tylko wpływ podaży i popytu na cenę. A jest on wyłącznie krótkoterminowy. Głównym czynnikiem decydującym o cenie większości usług, towarów, surowców, metali i energii jest koszt produkcji. Podaż i popyt sprawiają jedynie, że cena oscyluje wokół linii trendu kosztu produkcji.

Według Instytutu Finansów Międzynarodowych (Institute of International Finance – IIF) globalny dług osiągnął w 2017 r. rekordowy poziom 237 bilionów dolarów. W minionym sezonie był on niższy o 21 bilionów dolarów. Porównajmy ten wynik ze wzrostem PKB świata o 3,9 biliona dolarów w 2017 r. (z 75,4 biliona dolarów w 2016 r. do 79,3 biliona dolarów w 2017 r.). Gdy 21 bilionów dolarów nowego zadłużenia globalnego dzielimy przez 3,9 biliona dolarów światowego wzrostu PKB, okazuje się, że na każdego nowego dolara PKB przypada 5,4 dolara nowego zadłużenia. Chociaż wartości na wykresie sugerują, iż rośnie ono coraz szybciej, to w skali roku występują wahania. Na przykład w okresie 2000–2009 było wyższe niż w latach 2010–2017.

Roczne odsetki od 237 bilionów dolarów światowego długu muszą być horrendalne. Nie mam pojęcia, jakie jest średnie oprocentowanie tego zadłużenia, ale nawet jeżeli przyjmiemy powściągliwe 2%, to otrzymamy kwotę 4,7 biliona dolarów. Czy świat mógł sobie pozwolić na zapłacenie 4,7 biliona dolarów odsetek, skoro wzrost globalnego PKB wyniósł w zeszłym roku tylko 4 biliony dolarów? Przedstawiam proste założenia. Jeśli globalne zadłużenie rośnie, to samo dzieje się z kosztem jego obsługi. Kiedy oprocentowanie długu zaczyna konkurować z globalnym wzrostem PKB, pojawia się poważny problem. W najbliższych latach spadek EROI i termodynamika wyczerpywania się ropy naftowej zredukują PKB świata.

Niektórzy analitycy metali szlachetnych są przeświadczeni, że gospodarka Stanów Zjednoczonych znowu zacznie rosnąć: trzeba tylko pozwolić, by skorumpowany (i zbankrutowany) system bankowy upadł, a po bolesnym okresie przejściowym z pewnością nadejdzie ożywienie gospodarcze. Nic podobnego nigdy nie nastąpi. Dlaczego? Wielu komentatorów w mediach alternatywnych i w społeczności metali szlachetnych nie rozumie sytuacji energetycznej. Wzorem ekonomistów popełniają ten sam błąd – analizują rynki i prognozują ich przyszłość nie biorąc pod uwagę energii.

Dekady ekspansji zadłużenia i lewarowania ostatecznie doprowadzą do implozji systemu. Moment ten jest coraz bliżej.

Nawet częściowe załamanie gospodarki świata wywrze natychmiastowy wpływ na klimat. Aerozole przemysłowe blokują faktyczną wartość antropogenicznego ocieplenia Ziemi. Analiza opublikowana 20 maja 2013 przez Journal of Geophysical Research: Atmospheres dowiodła, że wystarczy zaledwie 35-procentowa redukcja globalnych emisji aerozoli – wywołana upadkiem gospodarczym jednego z motorów globalizacji (USA, Europy lub Chin) – aby średnia temperatura planety podniosła się o dodatkowy 1°C. Krytyczny próg ocieplenia zostałby przekroczony w ciągu kilku tygodni.

Wpisy powiązane tematycznie: „Termodynamiczny upadek ropy naftowej, „Studium globalnego upadku systemowego”, „Granice wzrostu: Jak mamy zareagować?”.

Tłumaczenie: exignorant

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Gospodarka, finanse, surowce i energia. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.