Socjopatocen

Ewolucja megamaszyny

Wypowiedź Fabiana Scheidlera, autora książki „Koniec megamaszyny” (Promedia Pulishers, 2015).

Cywilizacja przemysłowa nie zboczy z obranego kursu.

500 największych korporacji kontroluje 40% PKB świata. Są to „osoby prawne” o charakterze psychopatycznym – pozbawione empatii i poczucia winy. Mają jeden cel, umocowany w ich konstrukcji prawnej: pomnażanie zainwestowanego kapitału. Muszą go osiągnąć za wszelką cenę. Nawet jeśli skutkiem będzie unicestwienie planetarnego życia. Przyroda jest towarem. Ludzie są towarem i nienasyconymi konsumentami. Oto potworny wynalazek nowoczesności: megamaszyna pożerająca świat i wypluwająca pieniądze. Nie może sobie pozwolić nawet na przestoje. Nie odpowiada przed społeczeństwami i ekosystemami. Uznaje jedynie odpowiedzialność wobec udziałowców. Tę samą ścieżkę „rozwoju” przebyła nauka, technologia i instytucje dyscyplinarne: edukacja, wojskowość, praca zarobkowa i, przede wszystkim, państwo. Nowoczesne państwa militarne ewoluowały wspólnie z instytucjami ekonomicznymi. Od samego początku były ze sobą ściśle zintegrowane. Międzynarodowe korporacje nie istniałyby bez subsydiów rządowych. (Według danych Międzynarodowego Funduszu Walutowego sektor paliw kopalnych otrzymuje od podatników ok. 5 bilionów dolarów rocznie.)

Korzenie rozgrywającego się planetarnego dramatu sięgają ok. 6 000 lat wstecz. Właśnie wtedy powstały struktury dominacji człowieka nad człowiekiem i człowieka nad przyrodą – najpierw w Mezopotamii, a następnie w innych częściach globu. Chodzi o cztery tyranie: siłę fizyczną (jej przejawem jest zmilitaryzowane państwo), przemoc strukturalną (np. stosunki własności), władzę ideologiczną i myślenie liniowe (jego przejawem jest przekonanie, że człowiek może kontrolować przyrodę). Z tych tyranii wyłonił się kompleks metalurgiczny, który stał się podstawą wszystkich systemów finansowych i kompleksu militarno-przemysłowego. Tyranie, które utworzyły rdzeń imperiów starożytnych, przyniosły cierpienie i bezsilność mas. Z tej zbiorowej niedoli zrodziło się coś, co ukształtowało w dużym stopniu cywilizację zachodnią – myślenie apokaliptyczne.

500 lat temu tyranie zostały gruntownie zreorganizowane. Kupcy i bankierzy sfinansowali krajowe arsenały, w zamian za co zadłużone państwa zrobiły wszystko, by promować i stymulować akumulację kapitału poprzez ekspansję kolonialną i wojskową, a także monopole. Rezultatem podboju obu Ameryk, Azji i Afryki były ludobójstwa i wojny o coraz bardziej katastrofalnej skali. Brutalna ekspansja była od tamtej pory usprawiedliwiana ideologią misyjną, która przedstawia cywilizację zachodnią jako lepszą od innych kultur. Uformowała się wybuchowa na poziomie gospodarczym, politycznym, militarnym i ideologicznym struktura, dla której wieczny wzrost jest absolutną koniecznością. Nie zatrzyma się sama. Będzie pożerać społeczeństwa i „surowce” aż do upadku globalnego.

Socjopatocen

Esej D. Jensena.

Termin „antropocen” – in. „epoka człowieka” – wprowadza w błąd. Ludzie nie są tymi, którzy „przekształcają” – czyt. zarzynają – biosferę. Robią to ludzie cywilizowani. Istnieje różnica. To różnica między lasami starego wzrostu a Nowym Jorkiem. To różnica między 60 milionami bizonów przemierzających rozległe równiny a polami zmodyfikowanej genetycznie kukurydzy, nafaszerowanej pestycydami i herbicydami. To różnica między rzekami pełnymi łososi a rzekami uśmierconymi przez zapory wodne. To różnica między kulturami, których członkowie uważają się za jedną z wielu kultur i społeczności życia, a kulturą, której uczestnicy przerabiają wszystko na własny użytek.

Żeby było jasne: Indianie Tolowa zamieszkiwali moją okolicę przez co najmniej 12 500 lat. Kiedy zjawił się pierwszy z cywilizowanych ludzi, miejsce to było rajem. Teraz, 170 lat później, łososi już nie ma, obszar sekwoi skurczył się do dwóch procent, a pola (byłe lasy) są nasiąknięte toksynami. Żeby było jeszcze bardziej jasne: ludzie nie niszczą ziemi. Robią to ludzie cywilizowani. Schemat powtarza się od początków cywilizacji. Jednym z pierwszych spisanych mitów jest opowieść o tym, jak Gilgamesz pozbawił drzew obszar współczesnego Iraku. Wyciął doszczętnie lasy cedrowe tak gęste, że światło słoneczne nigdy nie spotykało się z ich ściółką. Uczynił to po to, by stworzyć wielkie miasto i zyskać sławę „na wieki wieków”.

Wszystko to ma znaczenie kluczowe, ponieważ główni sprawcy tej zbrodni często próbują przekonać siebie i całą resztę, że ich poczynania są naturalne lub/i właściwe. Słowo „antropocen” próbuje przedstawić zagładę życia jako coś normalnego poprzez udawanie, iż problemem jest „człowiek”, a nie konkretny typ człowieka związany z konkretną kulturą. Nazwa świadczy także o skrajnym narcyzmie, który charakteryzuje tę „kulturę” od jej zarania. To oczywiste, że jej członkowie przedstawiają swoje zachowanie jako reprezentujące ludzkość. Inne kultury tak naprawdę nigdy nie istniały – były to rasy poślednie, blokujące dostęp do „zasobów naturalnych”.

Stosowanie terminu „antropocen” karmi ten narcyzm. Gilgamesz zniszczył las, by jego imię zostało zapamiętane. Ta „kultura” niszczy planetarne życie i nazywa po sobie epokę geologiczną. Co za niespodzianka. Rzekomo jedną z oznak inteligencji jest zdolność rozpoznawania wzorców. Wygląda na to, iż członkowie tej „kultury” nie są zbyt inteligentni. Mieli 6 000 lat, żeby rozpoznać wzorzec ludobójstwa i ekobójstwa napędzany przez narcyzm i socjopatię. Trendy te stale ulegają pogorszeniu. Członkowie tej „kultury” mieli 6 000 lat na to, żeby zauważyć, że podbijane przez nich ofiary często wiodły i wiodą egzystencję zrównoważoną. Mimo to wymyślili nazwę przypisującą ich nikczemne zachowanie całej ludzkości.

Ten narcyzm wykracza poza negowanie istnienia innych kultur. Obejmuje też przekonanie, że nic innego nie istnieje na tej planecie w pełni. Przypomina o nim treść naklejki na samochodowy zderzak: Nie jesteśmy jedynym gatunkiem na Ziemi: po prostu tak się zachowujemy. Astronomowie szukają odpowiedzi na „najważniejsze ze wszystkich pytań”: Czy jesteśmy sami? Zadając je wśród otaczających zewsząd, oszałamiających swą różnorodnością (wymierających) form życia, ci poszukiwacze nie są świadomi jego narcystycznego i socjopatycznego wydźwięku. Nic dziwnego, że członkowie tej „kultury”, którzy bez cienia ironii i pokory uznali się za Homo sapiens, nadają okresowi realizowanego przez siebie projektu unicestwienia żyjącej planety miano „epoki człowieka”.

„Antropocen” przesłania rozmiary rozgrywającego się horroru. „Epoka człowieka”? Jakie to miłe dla ucha. Jesteśmy na pierwszym miejscu, prawda? Ci z nas, którzy nie identyfikują się z tym potwornym światopoglądem, a także determinowanym przezeń systemem „wartości” i postępowaniem, powinni posługiwać się szczerym i precyzyjnym określeniem. Proponuję „socjopatocen” – „epoka socjopaty”.

Jeśli jest Pani/Pan subskrybentem/stałym czytelnikiem bloga i uznaje moją pracę za wartościową i zasługującą na symboliczne wsparcie, proszę rozważyć możliwość zostania moim Patronem już za 5 zł miesięcznie. Dziękuję.

Tłum. exignorant

Ten wpis został opublikowany w kategorii Cywilizacja, Imperializm, militaryzm i [neo]kolonializm. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.