Epidemia, utrata zaufania i łańcuchy dostaw

Koronawirus wyłączył co najmniej dwie trzecie gospodarki Chin [Bloomberg, 30.01.2020]

Z powodu epidemii koronawirusa kilkanaście chińskich prowincji podjęło pod koniec stycznia 2019 r. decyzję o przedłużeniu przerwy noworocznej. Według kalkulacji Bloomberga tamtejsze zakłady stanowiły prawie 69% produktu krajowego brutto Chin w 2019 r. Pauza objęła wszystkie główne centra produkcyjne na wschodzie kraju. Należą do nich Guangdong z graniczącą z Hongkongiem, technologiczną metropolią Shenzhen, Szanghaj z największym portem w Chinach i nowo wybudowanym kompleksem fabrycznym Tesla Inc., a także Jiangsu z fabryką obuwia Nike. Wśród sparaliżowanych prowincji jest także położona w środkowych Chinach Henan – właśnie tam armia pracowników koncernu Foxconn składa iPhone’y. Wydłużenie okresu wolnego od pracy to dodatek do kwarantanny, którą objęto wiele miast. Ekonomiści spodziewają się, że te drastyczne środki zaburzą funkcjonowanie łańcuchów dostaw i logistykę. Ich zdaniem epidemia zaszkodzi chińskiej gospodarce bardziej, niż się spodziewano. Uderzyła już w wymianę handlową. Raport Bloomberga stwierdził, że wyłączyła przedsiębiorstwa, które były źródłem 78% chińskiego eksportu w grudniu 2019 r. Łącznie dotknięte przymusowym urlopem prowincje odpowiadają za 90% wytopu miedzi, co najmniej 60% produkcji stali, 65% rafinacji ropy naftowej i 40% wydobycia węgla.

Powrót do pracy opóźnia się [Financial Times, 10.02.2020]

Na obszarach, które nie przedłużyły terminu powrotu do pracy po 9 lutego 2019 r., wiele fabryk i przedsiębiorstw nadal nie działa z powodu nieobecności siły roboczej. Większość naszych pracowników pochodzi z prowincji Henan. Jeszcze nie wrócili, powiedział przedstawiciel producenta elektroniki z miejscowości Suzou zlokalizowanej w pobliżu Szanghaju. Nawet te zakłady, które są w stanie ruszyć z produkcją, mają trudności z pozyskaniem potrzebnych surowców i komponentów, czego przyczyną jest złożony i rozproszony geograficznie charakter łańcuchów dostaw. Prowincja Hubei, gdzie kwarantannie poddano 59 milionów ludzi, jest liderem chińskiej branży optycznej i laserowej. Według raportu Ping An Securities jej zamknięcie, które może potrwać nawet kilka miesięcy, stwarza poważne problemy m.in. dla wytwórców sprzętu medycznego, samolotów, obrabiarek i samochodów.

Jak w średniowiecznej Europie [New York Times, 10.02.2020]

Ponad dwa tygodnie po tym, jak Chiny zamknęły duże miasta, aby powstrzymać niebezpieczną epidemię, jedna z największych gospodarek świata pozostaje w dużej mierze „nieczynna”. Panują tu warunki przypominające średniowieczną Europę, powiedział Jörg Wuttke, prezes Europejskiej Izby Handlowej w Chinach. W każdym mieście na każdym kroku są kontrole. Coraz wyraźniej widać, iż ponowne uruchomienie Chin – największej fabryki świata i giganta handlu globalnego – będzie trudne, nawet jeśli kraj poczyni w najbliższym czasie znaczne postępy w walce z wirusem.

Na 500 milionów obywateli Chin – około 6,5% populacji świata – nałożono ograniczenia ruchu, które mają pomóc w okiełznaniu koronawirusa COVID-19. ABC News podała, że od 14 lutego 2020 r. co najmniej 48 miast i cztery prowincje kraju wydały oficjalne zawiadomienia dotyczące zakazów opuszczania lub korzystania z określonych miejsc. Powzięte środki obejmują „zarządzanie zamknięte” (zanim przedstawiciele danej społeczności zostaną wpuszczeni lub wypuszczeni, muszą się rejestrować) oraz częściowe lub całkowite wyłączenie z eksploatacji autostrad, kolei i systemów transportu publicznego.

Analiza zarządzeń władz w prowincjach i głównych miastach Chin dokonana 16 lutego 2020 r. przez New York Timesa ustaliła, iż różne ograniczenia – od punktów kontrolnych przy wejściach do budynków po zakazy wychodzenia na zewnątrz – objęły ∼760 milionów ludzi, czyli ponad połowę ludności Chin.

Epidemia zagraża 5 milionom firm z całego świata [CNBC, 17.02.2020 r.]

Według nowego badania wybuch epidemii koronawirusa i ekonomiczne skutki wprowadzonej przez władze Chin bezprecedensowej w swoim zasięgu kwarantany mogą uderzyć w ponad 5 milionów przedsiębiorstw na całym świecie. Specjalny briefing wydany przez firmę analityczną Dun & Bradstreet przeanalizował chińskie prowincje, w których wirus rozprzestrzenił się najbardziej. Okazało się, że są one ściśle zintegrowane z globalną siecią biznesu. Na obszarach tych znajduje się ponad 90% wszystkich działających na terenie kraju przedsiębiorstw; około 49 000 z nich to oddziały i spółki zależne od zagranicznych koncernów. Prawie połowa filii (49%) ma swoje siedziby w Hongkongu. Dominują interesy amerykańskie (19%), japońskie (12%) i niemieckie (5%). Badacze Dun & Bradstreet ustalili, iż co najmniej 51 000 firm zagranicznych (163 pozycje w rankingu Fortune 1000) ma jednego lub więcej dostawców bezpośrednich („poziom 1”), których zakłady zlokalizowane są w prowincjach dotkniętych epidemią w stopniu największym, a co najmniej 5 milionów (938 pozycji w rankingu Fortune 1000) ma jednego lub więcej dostawców pośrednich („poziom 2”) z tych samych, ciężko doświadczonych przez wirusa regionów. Pojawiają się już dowody na zakłócenia w funkcjonowaniu łańcuchów dostaw w Chinach i poza nimi. Co więcej, przedłużone blokady miałyby konsekwencje globalne, zważywszy na znaczenie Chin i wzajemne powiązania w gospodarcze światowej, napisał w nocie badawczej Madhavi Bokil, wiceprezes Agencji Moody’s. Raport Dun & Bradstreet wykazał, że 80% przedsiębiorstw z objętych kwarantanną prowincji należy do pięciu głównych sektorów gospodarki: usług, handlu hurtowego, produkcji, sprzedaży detalicznej i usług finansowych. Firmy ze sparaliżowanego w ostatnich tygodniach obszaru odpowiadają za znaczną część chińskiego zatrudnienia i sprzedaży. Na przykład Guangdong, Jiangsu, Zhejiang, Pekin i Szantung stanowią 50% całkowitego zatrudnienia i 48% całkowitej wielkości sprzedaży. Z kolei chińska gospodarka stanowi ∼20% światowego PKB.

Kraje, które wyprodukowały najwięcej dóbr w 2018 r. Podaż mierzona w dolarach amerykańskich (wartość dodana). Źródło danych: Komisja Statystyczna ONZ. Wykonanie: statista.

Artykuły Charlesa Hugh Smitha, analityka finansowego.

Utrata zaufania

Jak można było się spodziewać, na porządku dziennym jest negowanie faktu, iż pandemii koronawirusa i jej konsekwencji nie da się powstrzymać. Władze na całym świecie są przerażone, że realia zdołają przedostać się przez ich rozpaczliwe zapory sieciowe i filtry. Dlaczego są przerażone? Ponieważ doskonale wiedzą, że globalna gospodarka, w tym węzłowe gospodarki Chin i Stanów Zjednoczonych, niedomagała zanim pojawiła się pandemia. Czy nie świadczy o tym zaaplikowany w panice bodziec fiskalny Ludowego Banku Chin i interwencja Rezerwy Federalnej na rynku międzybankowym w czwartym kwartale 2019 r.?

Skoro setki miliardów dolarów nie zatuszowały stanu faktycznego, uczyni to strategia rezerwowa: całkowite zaprzeczanie. Globalna liczba przypadków zachorowań jest absurdalnie zaniżona, podobnie jak liczba zgonów w Chinach. Największa kampania negowania ma na celu ukrycie słabości gospodarczej świata, ponieważ jedyną rzeczą, która powstrzymuje bańkę spekulacyjną i niewypłacalną gospodarkę globalną przed implozją, jest wiara i pewność mas, że wszystko idzie jak po maśle. Dlatego można pożyczać, kupować i spekulować bez opamiętania.

Nagłówki prasowe donoszą o toczonej w realnym świecie walce o ograniczenie ekspansji wirusa w Chinach, ale batalia o utrzymanie zaufania do systemu, jaka rozgrywa się w naszych umysłach, jest nie mniej istotna. Ekonomiści mówią o recesji i depresji w kategoriach ilościowych: deflacja, sprzedaż, zyski, zatrudnienie itd. Tymczasem kluczową dynamiką w recesjach i depresjach jest zaufanie: zaufanie, że zakupiona dzisiaj kawalerka będzie więcej warta jutro; że dokonana dzisiaj inwestycja przyniesie większe zyski jutro; że wzrosną wszelkie świadczenia i wartość nieruchomości.

Gdy pewność co do rosnących wynagrodzeń, świadczeń, sprzedaży, zysków i profitów ze spekulacji ulotni się, sytuacja zmieni się diametralnie i nieprzewidywanie. Utrata zaufania przypomina utratę wiary lub wiarygodności: żadnej z nich nie można przywrócić z dnia na dzień. Gdy zniknie nasze niezachwiane przekonanie o tym, iż spekulacyjne ryzyko się opłaci, nazajutrz nie będziemy skłonni podjąć go znowu. Gdy nasze zaufanie do władzy zostanie zniszczone przez rażącą niekompetencję, autorytarne represje i tsunami żałosnych, wierutnych kłamstw, nie obudzimy się nazajutrz z przemożną ochotą, by na powrót zawierzyć fałszywym statystykom i oficjalnym zapewnieniom. Gdy wiarygodność zostanie rozdeptana przez niekończącą się paradę oczywistych konfabulacji, żadna magia nie przekona nas, byśmy za źródło prawdy uznali całodobowy przekaz informacyjny.

Utrata zaufania, utrata wiary i utrata wiarygodności wzmacniają się nawzajem. Gdy zdamy sobie sprawę, że nasze spekulacje ciągną nas w dół, ruszymy co sił w stronę wyjścia awaryjnego. Gdy dowiemy się o bankructwie sąsiadów, bezzwłocznie zwiniemy nasz interes, by nie pójść w ich ślady. Zaufanie nie tylko wyparowuje – zastępuje je niepewność, niepokój i strach. „Lepiej dmuchać na zimne” staje się kontekstem domyślnym. Lepiej teraz zrezygnować, niż liczyć na wyimaginowany powrót do normalności. Lepiej teraz wrócić do rodzinnej wioski, niż ryzykować powrót do pracy i zarażenie „kolejną grypą”. Ewentualna śmierć byłaby rezultatem ufania rządzącym i artykułowanym przez nich gwarancjom.

Tragiczna ironia polega na tym, że chińskie władze ukryły epidemię, aby zachować polityczną twarz. Lecz ich coraz bardziej ewidentne kłamstwa i desperacja rozprawiły się ze strzępami międzynarodowej wiarygodności, jakie pozostały po tym, jak próba zachowania politycznej twarzy zakończyła się fiaskiem. U obywateli Chin budzi się świadomość, że optyka polityczna jest ważniejsza od ich zdrowia i dobrostanu.

Poza 400 milionami ludzi, których objęto kwarantanną, istnieje rezerwuar około miliarda mieszkańców tysięcy miast, miasteczek i wiosek. Osoby te mogą zarazić się od swoich krewnych i znajomych, którzy opuścili wyludnione metropolie jeszcze przed ich zamknięciem.

Oto jak rozprzestrzeniają się wirusy: zarażony podróżnik, który nie zdradza żadnych symptomów choroby, drapie nos pod maską, sięga do kieszeni po bilet autobusowy i wręcza go kierowcy. Następnie chwyta się poręczy, na której pozostawia cząstki patogenu. Kilkadziesiąt minut później odchyla maskę, bo w łazience dworca autobusowego jest duszno. Nagle kicha. W ciągu kolejnych kilku godzin setki innych podróżnych korzystają z tej samej łazienki. Właśnie dlatego osoby zaznajomione z epidemiami i pandemiami twierdzą, iż próba poddania kontroli procesu rozprzestrzeniania się wyjątkowo zaraźliwego wirusa przypomina próbę kontrolowania wiatru.

Ironia panującej sytuacji jak ostra niczym brzytwa: im usilniej władze starają się przesłaniać rzeczywistość zasłoną półprawd i łgarstw, by ocalić zaufanie, tym bardziej podkopują wiarygodność, pewność i wiarę. Utrata tych wartości przyspiesza utratę zaufania.

Depresja gospodarcza to coś więcej niż tylko statystyka ekonomiczna. To samonapędzająca się utrata zaufania. Czy naprawdę sądzisz, że poddanie ponad 400 milionów ludzi kwarantannie powstrzyma pandemię? Na czym opierasz swoje przekonanie? Na czymś więcej niż na myśleniu życzeniowym i zapewnieniach niewiarygodnych władz? Czy naprawdę uważasz, że wyłączenie chińskiej gospodarki nie wpłynie negatywnie na gospodarkę światową? Na czym opierasz to przekonanie? Na czymś więcej niż na myśleniu życzeniowym i zapewnieniach niewiarygodnych władz?

Wraz z utratą zaufania i wiary przychodzi zaburzenie porządku. Kłamstwo oznacza zdradę. Zdrada ma poważne następstwa.

Port w Szanghaju.

Zerwane łańcuchy dostaw i efekt domina

Wielu komentatorów mówi o chińskich łańcuchach dostaw, ale ilu z nich faktycznie widziało z bliska fabryki w Chinach? Starannie zaplanowane przez specjalistów od public relations wizyty w zaawansowanych technologicznie obiektach się nie liczą. Odwiedziłem wiele tamtejszych zakładów. Niektóre z nich należały do kategorii „pokazowych”. Reszta była wyposażona w sprzęt niskiej jakości. To właśnie takie fabryki składają się w głównej mierze na łańcuch dostaw. Podczas obchodu nie towarzyszyli mi opiekunowie snujący opowieść o szczęśliwej krainie techno-czarów. Zazwyczaj oprowadzał nas znudzony urzędnik samorządowy. Z tej perspektywy obraz łańcucha dostaw jest dużo mniej zniekształcony.

Ponieważ nie byliśmy oficjalnymi wizytatorami, niczego nie inscenizowano. Ludzie obsługujący maszyny przyglądali się nam uważnie. Ich miny świadczyły o tym, że próbowali odgadnąć intencję, jaka przyświecała naszej obecności. A my bez przeszkód obserwowaliśmy rutynę ich pracy. Marże zysku zdecydowanej większości tych firm są znikome. Najczęściej wymienia się 1%. Wypaczony sposób rejestrowania importu i eksportu sprawia, iż z każdego „sprowadzanego” iPhone’a, który kosztuje 400 dolarów, w Chinach zostaje jedynie 10 dolarów w postaci wynagrodzeń, kosztów pośrednich i zysku. Szacujemy, że Chińczycy zarabiają na każdym aparacie tylko 8,46 dolara. Większość komponentów o wysokiej wartości jest wytwarzana w innych częściach świata, a cały zysk i koszty pośrednie trafiają do centrali koncernu Apple w Cupertino w Kalifornii.

Rzeczywistość wygląda tak, że dużej części łańcucha dostaw zagraża upadek finansowy. Wiele spośród tysięcy spontanicznych protestów, jakie wybuchły w ostatnich latach w Chinach, nie ma charakteru politycznego; organizują je pracownicy domagający się zaległych wypłat lub obiecanych premii od zlikwidowanych przedsiębiorstw łańcucha dostaw. Oto reakcja właścicieli upadłych fabryk na bankructwo: ucieczka pod osłoną nocy. Oszukani ludzie nie mają do kogo i czego się odwołać.

Finansowy fundament łańcucha dostaw od lat ulega erozji. Zjawisko przybliża szczery raport chińskiego ekonomisty z grudnia 2018 r.: Wielka niewidoczna zmiana z ostatnich czterdziestu lat: Przyjrzyjmy się naszej strukturze zysków. Mówiąc wprost, chińskie spółki giełdowe tak naprawdę nie zarabiają pieniędzy. Kto zatem zgarnął niewielkie zyski ponad 3 000 chińskich spółek giełdowych? Dwie trzecie przejęła branża bankowa i nieruchomości. Z kolei zyski wypracowane przez 1 444 spółki sektora małych i średnich przedsiębiorstw oraz sektora przedsiębiorczości rozwojowej nie są nawet równe 150% zysku Chińskiego Banku Przemysłowo-Handlowego (ICBC). Schyłek gospodarczy Chin wskazuje na to, iż nacisk na ekspansję i wzrost stanowi poważny problem: nastąpiło odejście od ekonomicznych fundamentów na rzecz spekulacji. Alarmował o tym Zhou Xiaochuan, były prezes chińskiego banku centralnego. Jakie są nasze obecne zagrożenia finansowe? Ukryte, złożone, poważne, zaraźliwe i złośliwe. Brak równowagi strukturalnej przybrał ogromne rozmiary, a naruszenia prawa i przepisów są powszechne. Szalone spekulacje zaraziły zbyt wiele aspektów. Krótko mówiąc, mamy do czynienia z arbitrażem.

Innymi słowy, duży procent przedsiębiorstw chińskiego łańcucha dostaw jest rentowny tylko dzięki rosnącemu zadłużeniu i spekulacjom. Każde zaburzenie kruchej równowagi między niedochodową produkcją/montażem a pokrywaniem strat niepewnymi profitami ze spekulacji pogrąży przedsiębiorstwa: drzwi zostaną zamknięte na klucz, a właściciele znikną, by nie konfrontować się z konsekwencjami. Nieopłacani pracownicy nie mają większego wyboru: gdy nie znajdują pracy w ciągu kilku dni, muszą wrócić do swoich rodzinnych wiosek i miasteczek. Szanse na zajęcie zarobkowe są tam znikome, ale przetrwanie nie kosztuje wiele. Tymczasem koszt życia w wielkich metropoliach Chin rośnie od lat. Płace robotników za nim nie nadążają. Jeśli miejsca pracy znikną lub pracodawcy nie wypłacą uposażeń i premii, osoby bezrobotne opuszczą drogie miasta. Niektórzy ludzie mogą zdecydować się na powrót do domu, aby uniknąć zarażenia wirusem w zatłoczonych akademikach i fabrykach.

Korporacje amerykańskie, które zakładają, iż ich łańcuchy dostaw powrócą do normalnego trybu funkcjonowania po tygodniu lub dwóch, będą niemile zaskoczone: kluczowe ogniwa tych łańcuchów, na które wcześniej nie zwracały szczególnej uwagi, rozpadną się. Fabryki pozostaną zamknięte, a ich personel nie wróci na swoje stanowiska. Tak czy inaczej, koszty wzrosną, niezależnie od tego, czy korporacyjnej Ameryce uda się znaleźć dostawców alternatywnych w Chinach lub w innych krajach. Przy globalnej stagnacji płac, która utrzymuje się od około dwóch dekad, zwyżka cen nie wchodzi w rachubę. Zyski netto spadną, nawet jeśli sprzedaż utrzyma się na wysokim poziomie. A jest to mało prawdopodobne, ponieważ wyhamowuje największa gospodarka i największe centrum produkcyjne świata.

Gdy w korporacyjną Amerykę uderzy załamanie łańcucha dostaw, zbiorowe złudzenie o niezniszczalnej gospodarce USA pierzchnie. Czy zatrzymanie chińskiej gospodarki, którego jesteśmy świadkami, może nie doprowadzić do efektu domina i zerwania wszystkich słabych ogniw jej łańcucha dostaw? Nie. Wystarczyło delikatne pchnięcie, by firmy żyjące z zadłużenia i spekulacji spadły w przepaść niewypłacalności. Tym pchnięciem jest koronawirus.

Czy istniało prawdopodobieństwo, że wyłączenie gospodarki chińskiej nie wpłynie w żaden sposób na gospodarkę amerykańską? Nie. Niestety, zbiorowe złudzenia zawsze mają smutny finał.

Beznadziejny dylemat

Chiny stoją przed nieuniknionym i beznadziejnym dylematem: ażeby uchronić swoją gospodarkę przed upadkiem, przywódcy muszą wkrótce zakończyć kwarantannę i ogłosić, iż kraj jest „bezpieczny dla podróżnych i biznesmenów z zagranicy”. Lecz od chwili, gdy ponad 5 milionów ludzi opuściło Wuhan, by spotkać się ze swoimi krewnymi i znajomymi podczas przerwy świątecznej, wirus zapewne został rozproszony po całych Chinach – dotarł do miasteczek i odległych wiosek, gdzie nie ma dość zestawów do wykrywania koronawirusa ani placówek medycznych zdolnych do wielokrotnego przetestowania pacjentów celem potwierdzenia diagnozy. (Dwa pierwsze testy mogą dać sprzeczne wyniki.) W rezultacie rząd nie jest w stanie ustalić, ilu mieszkańców poszczególnych prowincji zaraziło się wirusem oraz ilu nosicieli bezobjawowych złapało go od rezydentów Wuhanu. Nie może też wiedzieć, ilu chorych ukrywa się w domach. Brak danych nie oznacza braku ofiar.

Jeżeli nieświadomi swojego stanu nosiciele bezobjawowi roznieśli koronawirusa po całych Chinach, to niezależnie od oficjalnych zapewnień, które usłyszymy w nadchodzących dniach/tygodniach, cudzoziemcy nie będą mogli bezpiecznie przemieszczać się po kraju, a pracownicy nie będą mogli bezpiecznie wrócić do fabryk, sklepów itd. Ale jeśli Chiny wkrótce nie „otworzą swoich podwojów”, znosząc ograniczenia komunikacyjne, ich gospodarka doświadczy katastrofalnych spadków, ponieważ góry zadłużenia i kruche dźwignie finansowe rozsypią się, a zerwanie łańcuchów dostaw zmusi globalne korporacje do znalezienia stałych dostawców zastępczych w innych państwach. Oto beznadziejny dylemat: utrzymanie ogólnokrajowej kwarantanny wystarczająco długo, by przyniosła pożądany efekt, będzie miało fatalne skutki dla gospodarki. Natomiast zakończenie ograniczonej kwarantanny i ogłoszenie kraju bezpiecznym dla gości i osób podróżujących w interesach wprowadzi patogen do zakładów pracy i zarazi nim cudzoziemców, którzy powrócą potem w rodzinne strony jako nosiciele bezobjawowi.

Fałszywe uznanie Chin za bezpieczne zagrozi każdemu, kto jest na tyle łatwowierny, by zaufać urzędnikom. Z kolei utrata wiarygodności wywoła lawinę, która zniszczy chińską gospodarkę równie niezawodnie, jak trzymiesięczna kwarantanna całego kraju. Kto będzie na tyle głupi, by ponownie zaakceptować wyjaśnienia oficjeli po tym, jak naiwni cudzoziemcy przyjadą do domów z koronawirusem?

Praca badawcza zamieszczona 20 maja 2013 r. w Journal of Geophysical Research: Atmospheres poinformowała, że obniżenie cywilizacyjnych emisji aerozoli przemysłowych o 35% – wskutek awarii jednego z silników globalizacji (USA, Europy lub Chin) – podniosłoby średnią temperaturę lądową Ziemi o dodatkowy 1°C po upływie zaledwie kilkudziesięciu dni. W świetle najnowszych odkryć tak dramatyczny skok może nastąpić przy około 20% redukcji związków i substancji wprowadzanych do atmosfery przez cywilizację industrialną. Na tym etapie nie jest wiadomo, jaką część gospodarki świata – i na jak długo – zgasi pandemia koronawirusa. Klimatolodzy są zgodni, iż aerozole utrzymują się w powietrzu nie dłużej niż sześć tygodni. Zgodnie z ostatnimi kalkulacjami nawet 10% spadek ich koncentracji wyprowadziłby antropogeniczne ocieplenie planety poza granicę 2°C.

Wpisy powiązane tematycznie: Nowe śmiertelne choroby i zmiana klimatu, Koronawirus i ślepy optymizm

Jeśli jest Pani/Pan subskrybentem/stałym czytelnikiem bloga i uznaje moją pracę za wartościową i zasługującą na symboliczne wsparcie, proszę rozważyć możliwość zostania moim Patronem już za 5 zł miesięcznie. Dziękuję.

Oprac. exignorant

Ten wpis został opublikowany w kategorii Gospodarka, finanse, surowce i energia. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.