Prezent noworoczny dla ISIS

Nowy rok, nowa desperacka prowokacja „obrońców demokracji i praw człowieka” i nowa porcja medialnej propagandy. A nagła zmiana klimatu pozbawia już mieszkańców Bliskiego Wschodu warunków do życia.

Komentarz Patricka Hennigsena, analityka globalnego i dziennikarza.

Od czasu zamachu na generała Ghasema Solejmaniego i oficerów irackich, w tym dowódcy PMU Abu Mahdiego al-Muhandisa, Biały Dom i media mainstreamowe przekonują opinię publiczną, iż zwierzchnik Sił Ghods był „człowiekiem nikczemnym” i „największym terrorystą świata”, który „miał na rękach krew Amerykanów i Irańczyków”. Donald Trump porównał go nawet do Osamy bin Ladena. Dzisiaj jest już wiadomo, dlaczego propaganda przybrała tak groteskową w swej przesadzie postać.

Wnikliwa analiza harmonogramu wydarzeń z ostatnich 18 miesięcy przeprowadzona przez Garetha Portera pokazuje, w jaki sposób władze USA przygotowywały się do tej ostatniej rundy swoich prowokacji. Wśród przytoczonych faktów jest dowód na to, że prezydent Trump dał zielone światło dla zabójstwa Solejmaniego siedem miesięcy wcześniej. Przed 17 stycznia 2020 r. podawanym przez Waszyngton usprawiedliwieniem egzekucji były informacje o „bezpośrednim zagrożeniu atakiem” przeciwko ambasadom USA i innym placówkom amerykańskim w regionie. Biały Dom usprawiedliwił swoją akcję upoważnieniem udzielonym przez siły zbrojne i tym samym skutecznie ominął nadzór kongresowy i konstytucyjny. Jednak w swoich wystąpieniach Trump, sekretarz stanu Mike Pompeo i sekretarz obrony Mark Esper nie byli w stanie podać żadnych szczegółów na temat zagrożenia, którego byli pewni zaledwie kilka dni wcześniej. Ostateczne załamanie oficjalnej narracji nastąpiło podczas telewizyjnego wywiadu, którego udzielił Esper – wyraźnie spanikował i przyznał, że w rzeczywistości nie widział dowodów, o których istnieniu zapewniał obywateli Biały Dom.

Płonące auto gen. Solejmaniego.

W końcu obudziła się ponura świadomość: nie było żadnych danych wywiadowczych. Wzorem poprzednich nieobliczalnych administracji USA obecny prezydent i jego sekretarz stanu okłamali naród, ryzykując wybuch nowej wojny. Trump, jak na doświadczonego naciągacza z Manhattanu przystało, przeformułował zasady i w klasycznym dla siebie rewizjonistycznym stylu wyjaśnił, że „nie ma znaczenia”, czy amerykańskim aktywom na Bliskim Wschodzie cokolwiek zagrażało. Irański generał „się doigrał”, bo „miał okropną przeszłość”. Ta zmiana uzasadnienia dla zabójstwa, podana do publicznej wiadomości na Twitterze, nie byłaby możliwa, gdyby nie kampania propagandowa przeprowadzona przez rządowych stenografów mieniących się dziennikarzami. Przyczepili generałowi Solejmaniemu etykietkę „terrorysty”, zaś Iranowi nadali tytuł „wiodącego sponsora terroryzmu”. Nikomu w zachodnich mediach głównego nurtu nie przeszkadzało, że twierdzenia te są oczywistym kłamstwem – jaskrawym przykładem fake newsów.

Uzgodnione w Waszyngtonie zabiegi propagandowe były niezbędne do ukrycia bardzo niewygodnego faktu. Otóż Solejmani jako główny strateg militarny dowodził batalią przeciwko ISIS w Iraku i Syrii w latach 2014–2018. Nawet wiodący prowojenni nadawcy tacy jak CNN donosili w 2015 r., że amerykańscy oficerowie uznali kluczową rolę lidera irańskich Sił Ghods w powstrzymaniu fali zabójczego terroryzmu. Martin Dempsey, emerytowany generał armii USA i przewodniczący Kolegium Połączonych Szefów Sztabu, również chwalił Iran i Solejmaniego za wkład w walkę z ISIS w Iraku, który określił mianem „pozytywnego kroku”. Newsweek napisał, że bez pomocy Iranu i przywództwa Solejmaniego ofensywa na Tikrit najprawdopodobniej nie byłaby możliwa.

Podporucznik armii amerykańskiej Robert Maginnis podobnie nie szczędził pochwał Solejmaniemu w listopadzie 2014 r.: Walkom toczonym teraz w Iraku [przeciwko Państwu Islamskiemu] tak naprawdę przewodzi generał Solejmani, stojący na czele Sił Ghods z Teheranu. Żal z powodu śmierci irańskiego dowódcy wyraził też wielebny Ibrahim Nseir z arabskiego ewangelickiego kościoła prezbiteriańskiego w Aleppo, pastor i najważniejszy chrześcijański głos na Bliskim Wschodzie: Ghasem Solejmani stanął w obronie chrześcijan i przeciwstawił się ISIS i Al-Kaidzie. Być może najważniejszym potwierdzeniem tego, jak śmiertelnym wrogiem dżihadystów był Solejmani, jest komunikat opublikowany na łamach Al Naby, oficjalnej gazety ISIS, w którym terroryści dziękują Amerykanom za zabicie generała, a Bogu za to, że Waszyngton i Teheran walczą ze sobą, dzięki czemu oni mogą się teraz przegrupować. Przekwalifikowanie człowieka, który odegrał kluczową rolę w zwalczaniu terroryzmu, na „terrorystę” można uznać za jeden z większych sukcesów propagandowych Waszyngtonu ostatnich lat. Uśmiercenie Solejmaniego jest prezentem dla globalnego terroryzmu wahabickiego.

Najniebezpieczniejszym aspektem najnowszego wybryku Trumpa jest to, że władze Stanów Zjednoczonych próbują ustanowić groźny precedens, na podstawie którego „bezpośrednie zagrożenie” nie będzie już wymagane do uzasadnienia działań militarnych przeciwko komukolwiek, kto widnieje na wydłużającej się liście przeciwników. Po dokonaniu zabójstwa po prostu ogłosi się, że ofiara była „naprawdę złym gościem”.

Fragment artykułu Jeffa Macklera, dziennikarza i analityka geopolitycznego.

Kiedy na rozkaz administracji Donalda Trumpa wystrzelone z dronów pociski uderzyły 3 stycznia 2020 r. w kolumnę aut na drodze prowadzącej z lotniska w Bagdadzie, świat znalazł się na krawędzi kolejnej katastrofalnej wojny. Odwet rządu Iranu za zadaną w ten sposób Ghasemowi Sulejmaniemu śmierć był tylko kwestią czasu.

Miliony Irańczyków na pogrzebie generała.

Jednak reakcja Irańczyków zaskoczyła świat swoją powściągliwością i potęgą społecznego poparcia. Miliony Irańczyków wyszły 6 stycznia 2020 r. na ulice Teheranu, by poprzez udział w największej w dziejach procesji pogrzebowej złożyć hołd drugiej najbardziej szanowanej osobie w państwie. Generał Sulejmani cieszył się zaufaniem 82% społeczeństwa i uchodził za bohatera narodowego. Przewodził Siłom Ghods wchodzącym w skład irańskiego Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej. Ta formacja wojskowa – uznawana przez USA za „organizację terrorystyczną” – działa na terytorium Iraku w kontekście i za formalną zgodą armii tego kraju.

Dzień po uroczystości pogrzebowej rząd Iranu zasypał gradem rakiet dwie amerykańskie bazy wojskowe w Iraku. O swoim zamiarze poinformował wcześniej oficjeli USA, wykorzystując do tego celu szwajcarskich dyplomatów. Dzięki temu nikt nie zginął. Irańskie władze oświadczyły, że na tym zakończą akcję odwetową.

W wywiadzie udzielonym 8 stycznia 2020 r. Democracy Now emerytowany pułkownik armii USA Lawrence Wilkersonem podał prawdziwe intencje stojące za tym ewidentnym aktem wojny. Zabójstwo [generała Ghasema Sulejmaniego] miało na celu przypomnieć o amerykańskiej obecności w Iraku i wesprzeć wahabickie wojska (ISIS, Al-Kaidę w Iraku, Dżabhat an-Nusrę w Syrii i innych), które zapewniają kontrolę Waszyngtonu nad bliskowschodnią ropą – podporą dolara amerykańskiego. Oto klucz do zrozumienia obserwowanej strategii eskalacji, wyjaśnił Wilkerson, który był szefem sztabu sekretarza stanu Colina Powella podczas inwazji Stanów Zjednoczonych na Irak w 2003 r.

Komentarz prof. Mohammada Marandiego z Uniwersytetu w Teheranie, analityka spraw globalnych.

Wielu Irakijczyków obawiało się, że Trump odpowie na nasz atak. W końcu grozi nam nieustannie. Mówił o całkowitym zniszczeniu kraju i jego kulturowego dziedzictwa. Prowadzi wojnę gospodarczą przeciwko zwykłym Irańczykom – nałożył 800 sankcji, blokuje nawet dostawy leków. Kontruderzenie było prawdopodobne. Właśnie dlatego doszło do zestrzelenia ukraińskiego samolotu pasażerskiego. [Na pokładzie było 176 osób, w tym 82 Irańczyków; przyp. tłum.] Oficer za nie odpowiedzialny był przekonany, że widzi nadlatującą rakietę Cruise. Popełnił katastrofalny błąd. Choć opinia publiczna w Iranie jest nim oburzona i krytykuje sposób, w jaki rząd poinformował o tej tragedii, to wie doskonale, że za wszystkie straszliwe zdarzenia, problemy gospodarcze i panujący w regionie stan wojny odpowiadają USA.

Kiedy Trump zobaczył, iż każda z irańskich rakiet bez problemu ominęła systemy obronne i precyzyjnie uderzyła w wyznaczone cele, nie spełnił gróźb i wycofał się. Prezydent zrozumiał przekaz. Wszystkie amerykańskie bazy w Zatoce Perskiej są narażone na atak. Co ważniejsze, państwa sojusznicze, które są ich gospodarzami – Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Bahrajn czy Kuwejt – nie zdołają uchronić się przed siłą rażenia irańskiego arsenału, gdy wybuchnie konflikt regionalny. Nastąpiłby ich szybki upadek.

Władze Iranu nie chciały zabić żadnego Amerykanina. Nie dostarczyły Trumpowi pretekstu do zmobilizowania naiwnych obywateli, którzy oburzeni śmiercią rodaków, bez zastanowienia poparliby kolejną agresję Pentagonu. Fakt, że stacjonujący w Iraku żołnierze amerykańscy są siłą okupacyjną nie miałby dla nich znaczenia.

Biały Dom nie dostanie tego, czego chce. Stany Zjednoczone otoczyły Iran militarnie. Kraj nie zrezygnuje ze swoich zdolności obronnych. To one powstrzymują ludzi pokroju Trumpa przed inwazją. Biały Dom może trwać w przeświadczeniu, że podobne zamachy podzielą społeczeństwo, że jego większość znienawidzi i obali tzw. reżim – termin upodobany przez zachodnie media i zespoły eksperckie. Mogą tak myśleć, ale nie zmieni to realiów, które panują od 40 lat. Ludzie nie ustąpią i będą opierać się hegemonii Waszyngtonu.

Stany Zjednoczone porzuciły porozumienie nuklearne z Iranem (Joint Comprehensive Plan of Action – JCPOA), a Europejczycy je naruszyli. Iran ma w związku z tym pełne prawo przyspieszyć rozwój swojego pokojowego programu energetyki jądrowej. Tych, którzy nadal wierzą, że mój kraj dąży do pozyskania broni jądrowej, odsyłam do lektury książki pt. Zmyślony kryzys (ang. Manufactured Crisis). Jej autor Gareth Porter przeprowadził dochodzenie i odkrył, że zarzut ten jest zwyczajnym mitem.

Nigdy nie będę przepraszać za Stany Zjednoczone – fakty mnie nie obchodzą. Nie jestem typem faceta, który przeprasza za Amerykę. Słowa te wygłosił 2 sierpnia 1988 r. wiceprezydent Stanów Zjednoczonych George Bush po tym, jak krążownik marynarki wojennej Stanów Zjednoczonych USS Vincennes zestrzelił irański samolot cywilny z 290 pasażerami na pokładzie. Zginęli wszyscy, w tym 66 dzieci. W chwili zniszczenia maszyna znajdowała się w przestrzeni powietrznej Iranu. Do dzisiaj Irańczycy nie usłyszeli z ust urzędników USA słowa „przepraszamy”. Do dzisiaj trwa tuszowanie okoliczności zdarzenia.

Premier Iraku Adel Abdul Mahdi ujawnił 5 stycznia 2020 r. podczas swojego wystąpienia w parlamencie, że generał Ghasem Solejmani przybył na jego prośbę do Bagdadu z pokojową misją dyplomatyczną: w dniu, w którym zginął, miał przedstawić odpowiedź Teheranu na złożoną w ramach trójstronnych rozmów propozycję deeskalacji napięć między Iranem i Arabią Saudyjską. Szef rządu Iraku ujawnił, iż przed zamachem Waszyngton i Rijad dziękowały mu za rolę mediatora. Fakt ten wskazuje na cynizm sprawców. Dopuszczając się mordu na dyplomacie przebywającym na terytorium ich „sojusznika”, Amerykanie po raz kolejny złamali międzynarodowe prawo. W odpowiedzi na to „wykroczenie” oburzeni iraccy parlamentarzyści zagłosowali za wydaleniem wojsk USA ze swojego kraju.

Raport NBC potwierdził, że w zamordowaniu irańskiego generała pomógł Amerykanom izraelski wywiad. Establishment militarno-wywiadowczy Izraela wyznaczył wcześniej Ghasema Solejmaniego do likwidacji jako wroga nr 1. Tytuł ten zawdzięczał swojej antyterrorystycznej kampanii w Syrii, która zapobiegła upadkowi rządu w Damaszku oraz koszmarowi dezintegracji kraju. Dowódca Sił Ghods pokrzyżował plan Telawiwu opracowany m.in. przez Centrum Studiów Strategicznych Begin-Sadat (BESA) – grupę doradczą rządu Izraela i NATO – która w 2016 r. zaleciła, by Zachód nie dążył do zniszczenia ISIS, gdyż pozwoli to przedłużyć wojnę w Syrii i osłabić Iran.

Wpisy powiązane tematycznie: Iran na celowniku, Kontra Iranu

Jeśli jest Pani/Pan subskrybentem/stałym czytelnikiem bloga i uznaje moją pracę za wartościową i zasługującą na symboliczne wsparcie, proszę rozważyć możliwość zostania moim Patronem już za 5 zł miesięcznie. Dziękuję.

Oprac. exignorant

Ten wpis został opublikowany w kategorii Imperializm, militaryzm i [neo]kolonializm. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.