Koronawirus i ślepy optymizm

Artykuł Lingling Wei i Chao Denga z 24 stycznia 2020 r.

W niedzielę 14 stycznia 2020 r. ponad 10 000 rodzin zebrało się w mieście Wuhan, by wziąć udział w evencie kulinarnym. Zgodnie z noworoczną tradycją, podtrzymywaną od lat przez władze lokalne, uczestnicy spożywali pikantne szyjki kaczek i duszone krewetki. Lekarze zakwestionowali wybór terminu tej masowej imprezy. Tak wielkie wydarzenie organizowane w czasie epidemii jest równoznaczne z brakiem zdrowego rozsądku, powiedział Li Xinzhou, szanghajski specjalista chorób układu oddechowego.

Wuhan i pobliskie miejscowości Huanggang i Ezhou (łączna populacja: ponad 20 milionów), zostały jako pierwsze objęte blokadą komunikacyjną. Wykorzystanie tak radykalnego środka zaradczego świadczy o tym, że wirus, na który nie znaleziono jeszcze lekarstwa, rozprzestrzenia się szybciej, niż prognozowano. Osoby utrzymujące bliskie kontakty z zarządem miasta, w tym doradcy i dyrektorzy firm, powiedzieli, że funkcjonariusze publiczni z przesadnym optymizmem założyli, iż wybuchowi epidemii uda się zapobiec. Dlatego skoncentrowali się na innych priorytetach, takich jak chociażby coroczne zjazdy Partii Komunistycznej. W rozmowie z dziennikarzem telewizji China Central burmistrz Wuhanu Zhou Xianwang przyznał, że organizując niedzielną uroczystość, urzędnicy „nie wykazali się dostateczną czujnością”.

W dniu wspólnego ucztowania Pekin wysłał do Wuhanu grupę czołowych epidemiologów. Uczeni ustalili, iż wirus – początkowo przenoszony przez zwierzęta – od pewnego czasu przechodził już z człowieka na człowieka. Zarządcy z opóźnieniem nagłośnili ten fakt, co zwiększyło potencjalne niebezpieczeństwo epidemiologiczne. Zhong Nanshan, lider zespołu badawczego, ujawnił w wywiadzie dla telewizji publicznej, że kilkunastu pracowników medycznych z Wuhanu zaraziło się wirusem od jednego pacjenta. Naukowiec nie sprecyzował, kiedy do tego doszło.

Prezydent Republiki Chińskiej Xi Jinping nałożył zakaz wyjazdu z miast, w których wirus rozprzestrzenia się najintensywniej, o czym poinformował urzędnik zaznajomiony z rolą, jaką w powzięciu tej decyzji odegrała głowa państwa. Światowa Organizacja Zdrowia (World Health Organization – WHO) twierdzi, iż skala tej blokady nie ma precedensu. Czas pokaże, czy będzie skuteczna. Chińscy oficjele zapewnili, że Xi jest zdeterminowany, by uniknąć powtórki z SARS. Jednak prywatnie krytykują preferowany przezeń odgórny styl sprawowania rządów, który spowodował, że biurokraci niższego szczebla obawiali się przejęcia inicjatywy.

Wyludnione ulice Wuhanu.

Pierwsze wzmianki o wirusie pojawiły się w chińskich mediach społecznościowych w grudniu 2019 r. Przedstawiciele służby zdrowia w Wuhanie dopiero w ostatnim dniu roku potwierdzili, że zachorowało 27 osób, a targ z dziką zwierzyną – domniemane miejsce pierwszego zarażenia – został zlikwidowany. Następnie Chiny zawiadomiły WHO o trwającej epidemii. Na początku stycznia chińscy badacze zidentyfikowali genom wirusa i ustalili, że należy on do tej samej rodziny patogenów co SARS (to znaczący przełom dla krajowej społeczności naukowej).

Gospodarze Wuhanu nie zwiększyli liczby publicznych ostrzeżeń o wirusie. Zatrzymali osiem osób, które miały rozpowszechniać fałszywe informacje na jego temat. Nikt nie poparł tego zarzutu dowodami. Przez kilka tygodni władze powtarzały, że ryzyko przeniesienia wirusa z człowieka na człowieka jest niskie. Kiedy najwyżsi rangą urzędnicy miasta odbywali trwającą kilka dni serię dorocznych spotkań roboczych – zwoływanych zwykle w celu podsumowania osiągnięć roku mijającego i wyznaczenia celów na rok następny – kwestia wirusa nie znalazła się w programie obrad. Niektórzy działacze nieoficjalnie wyrażali swoje zastrzeżenia wobec reakcji ratusza na potencjalny kryzys. Wszyscy ulegli ślepemu optymizmowi, powiedział jeden z doradców. Uwaga była skupiona na utrzymaniu fasady stabilności, dodał. Właśnie w tym punkcie zawiedli, powiedział Dali Yang, ekspert ds. polityki chińskiej na Uniwersytecie Chicagowskim. Zaprzepaszczono okazję, by wcześniej wyeliminować zagrożenie.

Wkrótce potem szpitale w Wuhanie i pobliskich miastach zaczęły zgłaszać kolejne przypadki zachorowań do Narodowej Komisji Zdrowia w Pekinie. Odnotowany wzrost liczby chorych był na tyle poważny, że komitet bezzwłocznie wydelegował do regionu najlepszych specjalistów. Grupa kierowana przez doktora Zhonga – ten wybitny pulmonolog rozpoznał koronawirusa SARS w 2003 r. – doszła do wniosku, iż sytuacja jest bardziej dramatyczna, niż wskazywała na to treść dotychczasowych komunikatów. Zapadła decyzja o bezzwłocznym zamknięciu miasta, jednak urzędnicy szczebla prowincjalnego i miejskiego nie mieli do tego uprawnień. Dopiero po powrocie do Pekinu to pilne zalecenie zamienił w formalną dyrektywę prezydent Xi. Nakazał w niej, by podwładni „podjęli efektywne i stanowcze działania celem ograniczenia zasięgu epidemii”. Poinstruował też rząd centralny, aby ten powołał grupę zadaniową odpowiedzialną za zażegnanie kryzysu.

Blokada komunikacyjna odcięła od świata Wuhan niecały dzień po tym, jak dygnitarze z prowincji Hubei spędzili wieczór w tamtejszej operze na uroczystej gali. Gdyby stosowne procedury zostały uruchomione wcześniej, blokada nie byłaby konieczna, napisał jeden z mieszkańców na portalu Weibo. Jej wprowadzenie akurat w tym momencie pokazuje, że sytuacja wymknęła się spod kontroli.

Aktualizacje: COVID-19

W dniu 26 stycznia 2020 r. chińskie Centrum ds. Kontroli i Zapobiegania Chorobom (CDC China) zakomunikowało, że źródłem koronawirusa o nazwie 2019-nCoV był targ z owocami morza Huanan w Wuhanie.

Według badania przeprowadzonego przez naukowców z Tropikalnego Ogrodu Botanicznego Xishuangbanna (Chińska Akademia Nauk) i Chińskiego Instytutu Badań Mózgu do pierwszego zarażenia nie doszło na targu w Wuhanie. Zespół ekspertów pod przewodnictwem dr. Yu Wenbina przyjrzał się 93 próbkom COVID-19 dostarczonym przez 12 krajów. Celem procedury sekwencjonowania DNA było znalezienie źródła infekcji i zrozumienie mechanizmu rozprzestrzeniania. Udało się potwierdzić, że wirus rzeczywiście szybko zaraził ludzi na giełdzie żywnościowej, ale do jego poważnej ekspansji doszło także w dniach 8 grudnia 2019 r. i 6 stycznia 2020 r. Zatłoczony rynek spotęgował obieg koronawirusa i rozniósł go po całym mieście na początku grudnia 2019 r., stwierdzili 23 lutego 2020 r. autorzy. Wcześniejsze raporty chińskich władz medycznych i Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) informowały, że u pierwszego znanego pacjenta zauważono objawy 8 grudnia i że większość późniejszych przypadków była powiązania z targiem z owocami morza, który zamknięto 1 stycznia. Dane dotyczące genomu wskazują na możliwość, iż COVID-19 zaczął przechodzić z człowieka na człowieka na początku grudnia, a nawet pod koniec listopada 2019 r.

Władze Wuhanu ogłosiły, że prawie połowa ludności miasta opuściła je, gdy dochodziło już do transmisji wirusa między ludźmi. Burmistrz Wuhanu Zhou Xianwang oświadczył 26 stycznia 2020 r., że podczas świątecznej gorączki wyjechało około 5 milionów mieszkańców. Ten exodus trwał przez 24 dni – między 30 grudnia 2019 r., kiedy opublikowano pierwsze doniesienia o infekcjach, a 23 stycznia 2020 r., kiedy wprowadzono kwarantannę. Podróżujący udali się do Hongkongu, Tajlandii, Singapuru i Japonii, a także do innych części Chin.

Gabriel Leung, główny badacz i dziekan wydziału medycyny Uniwersytetu Hongkongu, powiedział 26 stycznia 2020 r. na konferencji prasowej, że oficjalne statystyki zainfekowanych mieszkańców Wuhanu wielokrotnie zaniżają faktyczną ich liczbę (do 21 lutego 2020 r. rząd trzykrotnie zmieniał sposób liczenia osób zarażonych; przyp. tłum.). Według uczonego blokada miasta tak naprawdę nie zapobiegnie dalszemu rozprzestrzenianiu się koronawirusa, który dotarł do innych metropolii Chin. Najgorzej jest w Chongqing, za nią plasuje się Pekin, Szanghaj, Kanton i Shenzhen. Fala zachorowań zaleje te miasta w kwietniu i maju. W Chongqing uderzy tydzień lub dwa wcześniej. Musimy być przygotowani na to, że epidemia krajowa może wkrótce przeobrazić się w epidemię globalną, powiedział naukowiec.

Szybkość z jaką atakuje i rozprzestrzeniania się wirus określana jest tzw. liczbą reprodukcyjną, inaczej R0. Reprezentuje ona średnią liczbę osób, które zarażą się od pojedynczego chorego. Według wstępnych wyliczeń z 23/24/25 stycznia 2020 r. R0 koronawirusa 2019-nCoV mieściło się w przedziale 1,5–3,5. Dane WHO z 23 stycznia 2020 r. wskazały zakres 1,4–2,5. Późniejsze kalkulacje opublikowane 30 stycznia 2020 r. ujawniły spektrum 2,24–3,58 i 3,6–4,0. Natomiast analiza z 27 stycznia 2020 r., którą przeprowadzili uczeni z Uniwersytetu Chińskiej Akademii Nauk, Instytutu Automatyzacji Chińskiej Akademii Nauk, Uniwersytetu Hongkongu, Narodowego Uniwersytetu Technologii Obronnej Chin, Uniwersytetu Pekinu, Chińskiego Centrum ds. Kontroli i Zapobiegania Chorobom, podała R0 o wartości 4,1. Liczbę tę oparto na dziennych raportach Chińskiego Centrum Kontroli i Zapobiegania Chorobom (CDC). Zgodnie z powyższym zestawieniem każdy chory zainfekuje od 3 do 4 osób. Epidemia, której R0 znajdowałoby się poniżej 1,0, uległaby stopniowemu wygaśnięciu. Pospolitej grypie pozwala przetrwać R0 równe 1,3. SARS utrzymał się przez jakiś czas dzięki R0 wynoszącym przeciętnie 2,0. Gdy zestawimy praktyczne konsekwencje tych różnic, otrzymamy następujący rezultat: po 10 cyklach zarażania grypa 〈R0→1,3〉 zaatakuje 9 osób, z kolei nowy koronawirus 〈R0→4,1〉 aż 262,144 osoby. 2019-nCoV może być bardziej zaraźliwy, niż początkowo zakładano. Należy podkreślić, iż dotychczasowych szacunków nie zdążono poddać recenzji naukowej. Mogą one ulec zmianie.

Cytat z badania przeprowadzonego przez naukowców Narodowego Laboratorium w Los Alamos (USA) i opublikowanego 7 lutego 2020 r.: W niniejszej pracy przedstawiamy nową kalkulację liczby reprodukcyjnej (R0). Zebraliśmy obszerne opisy pojedynczych przypadków zachorowań i obliczyliśmy kluczowe parametry epidemiologiczne, w tym okres inkubacji. Łącząc te szacunki i dane dotyczące podróży ludzi i infekcji – miały one wysoką rozdzielczość i były zbierane w czasie rzeczywistym – z modelami matematycznymi, ustaliliśmy, że liczba osób zarażonych na początkowym etapie epidemii podwaja się co 2,4 dnia, a wartość R0 może wynosić od 4,7 do 6,6. Ponadto wykazujemy, iż sama kwarantanna i śledzenie kontaktów ludzi mających objawy mogą nie być skuteczne, dlatego na początku potrzebne są intensywne środki kontrolne, aby zastopować przenoszenie wirusa. Oszacowaliśmy, że kwarantanna w Wuhanie zmniejszyła R0 do przedziału 2,3–3,0. Jest to zgodne z wcześniejszymi szacunkami dotyczącymi wpływu skutecznego ograniczania kontaktów towarzyskich podczas pandemii grypy z 1918 r. Tak więc obniżenie tempa wzrostu może odzwierciedlać efekt wprowadzonych przez Chiny energicznych środków kontroli oraz zmian zachowań na poziomie indywidualnym.

Komentarz New York Timesa z 2 lutego 2020 r.: Według wielu światowej sławy ekspertów ds. chorób zakaźnych koronawirus z Chin zapewne stanie się pandemią, która okrąży planetę. To deprymująca perspektywa. Pandemia – epidemia obejmująca swoim zasięgiem dwa lub więcej kontynentów – może mieć globalne konsekwencje mimo nadzwyczajnych ograniczeń i kwarantanny wprowadzonej przez Chiny i inne kraje, w tym Stany Zjednoczone. W gronie wspomnianych specjalistów jest dr Thomas Frieden, były dyrektor amerykańskiego Centrum ds. Kontroli i Zapobiegania Chorobom (CDC USA). Powstrzymanie koronawirusa jest coraz mniej prawdpodobne, powiedział naukowiec. Rozprzestrzeni się tak jak grypa i inne organizmy. Nadal nie wiemy, jaki będzie miał zasięg i ile osób uśmierci.

Fragment raportu Bloomberga z 5 lutego 2020 r.: Zaledwie kilka tygodni temu (na początku stycznia 2019 r.) uczeni mieli nadzieję, iż nowy koronawirus zostanie powstrzymany na terenie Chin. Teraz już wiedzą, że jego ekspansję można w najlepszym razie zminimalizować. Rządy przygotowują się na najgorsze. To tylko kwestia czasu. Nie ma wątpliwości, że wirus ostatecznie dotrze do większości krajów, powiedział Amesh Adalja, starszy pracownik naukowy Centrum Ochrony Zdrowia (Uniwersytet Johnsa Hopkinsa) i rzecznik Amerykańskiego Towarzystwa Chorób Zakaźnych. SARS był prostszy do opanowania. Całkowite powstrzymanie tego wirusa nie wchodzi w rachubę. Biorąc pod uwagę jego charakter i sposób, w jaki się rozprzestrzenia, to po prostu niemożliwe. Sytuacja w Chinach jest okropna, stwierdziła Nancy Messonnier, dyrektor Narodowego Centrum ds. Szczepień i Chorób Układu Oddechowego. Brak testów wykrywających chorobę, zarażanie bezobjawowe lub przy objawach łagodnych, przytłoczona służba zdrowia. W epicentrum epidemii początkowo unosi się ‚mgła wojny’ i niezwykle trudno jest we wszystkim się rozeznać. Tak wielu ludzi choruje, że ciężko jest oszacować ich liczbę, przyznał Thomas Frieden, były dyrektor Centrum ds. Kontroli i Zapobiegania Chorobom. Szpitale w USA są w stanie podwyższonej gotowości. Gdy nastąpi nagły przypływ pacjentów, bo wirus się rozpowszechni, nie będzie wystarczającej liczby izolatek. Żaden szpital nie dysponuje nimi w wystarczającej liczbie, przyznał Mark Jarrett, dyrektor ds. jakości i zastępca dyrektora medycznego systemu opieki szpitalnej Nowego Jorku, na który składa się 800 placówek ambulatoryjnych.

Fragment artykułu Los Angeles Daily News z 4 lutego 2020 r.: Naukowcy z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles (UCLA) wstępnie ustalili, iż kontrole na lotniskach przeprowadzane pod kątem koronawirusa mają ograniczoną skuteczność – identyfikują średnio mniej niż połowę nosicieli. Większość zarażonych podróżnych nie ma symptomów choroby i nie zdaje sobie sprawy ze swojego stanu. Znaczna część światowych specjalistów ds. zdrowia publicznego jest bardzo zaniepokojona tym, że wirus może przedostać się do Afryki lub Indii, gdzie rzesze ludzi nie mają dostępu do zaawansowanej opieki medycznej, powiedział James Lloyd-Smith, profesor ekologii i biologii ewolucyjnej z UCLA.

Fragment artykułu Kyodo News z 8 lutego 2020 r.: Według szacunków japońskich badaczy przynajmniej jeden z dwóch przypadków przejścia nowego koronawirusa z człowieka na człowieka ma miejsce wówczas, gdy pierwszy pacjent nie ma żadnych symptomów zarażenia. W związku z tym odkryciem zespół badawczy kierowany przez Hiroshiego Nishiurę, profesora z Uniwersytetu Hokkaido, wezwał do podjęcia następującego środka zaradczego: zamiast koncentrować się na izolacji jako głównym sposobie zapobiegania rozprzestrzenianiu wirusa, należy wzmocnić system opieki zdrowotnej na okoliczność potencjalnego gwałtownego wzrostu liczby chorych. Kalkulacje oparte na 26 przypadkach infekcji, do których doszło w sześciu krajach, m.in. w Chinach, Tajlandii i Stanach Zjednoczonych, pokazały, iż do wtórnego zarażenia dochodziło w krótszym czasie, niż sądzono dotychczas. Nasze ustalenia sugerują, że trudno jest powstrzymać ekspansję wirusa poprzez izolację, powiedział Nishiura. Musimy położyć większy nacisk na zapobieganie infekcjom u osób z wysokim ryzykiem – należą do nich chociażby seniorzy. Ważne jest również przygotowanie systemu opieki medycznej, aby nie doszło do zamieszania nawet w przypadku większej liczby pacjentów z zapaleniem płuc, dodał profesor.

Analiza opublikowana 16 marca 2020 r. w Science stwierdziła, że w największym stopniu za ekspansję SARS-CoV-2 odpowiadają nieświadomi jego nosiciele. Korzystając z danych, jakie udostępnili lekarze z Chin, epidemiologowie oszacowali, iż prawie 80% potwierdzonych przypadków choroby COVID-19 pojawiło się wskutek kontaktu z osobami „nieudokumentowanymi” lub tymi, które doświadczały objawów łagodnych lub nie miały ich w ogóle. Odkrycie pomaga wyjaśnić, dlaczego epidemia lokalna tak szybko zamieniła się w pandemię. We wtorek 10 marca 2020 r. dr Sandra Ciesek, dyrektor Instytutu Wirusologii Medycznej we Frankfurcie, przetestowała wydzielinę oddechową objawowych i bezobjawowych nosicieli SARS-CoV-2. Okazało się, że próbki pacjentów należących do tej drugiej kategorii miały wyższy poziom koncentracji wirusa.

Większość nosicieli SARS-CoV-2, od 50 do 75%, nie ma żadnych objawów choroby, ale stanowi ogromne źródło infekcji, powiedział 16 marca 2020 r. Sergio Romagnani, profesor immunologii klinicznej na Uniwersytecie we Florencji. Taki wynik dało badanie przeprowadzone na 3 000 mieszkańców miejscowości Vo Euganeo. Uczony spodziewa się wzrostu liczby przypadków w swoim regionie (Toskania).

Fragment artykułu The Epoch Times z 8 lutego 2020 r.: Dnia 8 lutego 2020 r. podczas konferencji prasowej w Szanghaju przedstawiciele chińskiej służby zdrowia potwierdzili, że SARS-CoV-2 może rozprzestrzeniać się drogą aerozolową, czyli poprzez wdychanie bardzo małych kropelek z wirusem, które unoszą się w powietrzu przez dłuższy czas. Zespół ciężkiej ostrej niewydolności oddechowej (SARS), odra i ptasia grypa H5N1 także posiadają taką zdolność. Rząd Wielkiej Brytanii podobnie sklasyfikował koronawirusa jako „chorobę zakaźną wysokiego ryzyka, przenoszoną drogą powietrzną”. Pozostałe dwie główne drogi transmisji wirusa to: wdychanie większych kropelek w bliskiej odległości od osoby zainfekowanej, która kicha lub kaszle; dotykanie najpierw przedmiotów skażonych kroplami przenoszącymi wirusa, a potem ust, nosa lub oczu przed umyciem rąk. Aktualne dane pokazują, że w zależności od środowiska koronawirus może przetrwać na powierzchniach od kilku godzin do pięciu dni, powiedział Jiang Rongmeng, ekspert Narodowej Komisji Zdrowia (NHC). Władze Guangdong odkryły kwas nukleinowy SARS-CoV-2 na klamce w domu pacjenta. Wiele chińskich miast, w tym epicentrum epidemii Wuhan w prowincji Hubei; Xi’an w Shaanxi; Nanyang, Xuchang i Kaifeng w Henan; Xingtai w Hebei; a także Jiujiang w Guangdong, wysłały na ulice ciężarówki z działkami rozpylającymi środki dezynfekujące, które mają wyeliminować wirusa z przestrzeni publicznej. W Shenzhen i Kunming – wielomilionowych miastach zlokalizowanych w południowych Chinach – w operacji dezynfekowania wykorzystano drony. Zeng Qun, wiceprezes Szanghajskiego Biura Spraw Obywatelskich, poprosił społeczeństwo o odwołanie spotkań towarzyskich, otwieranie okien w celu zapewnienia wentylacji i regularne dezynfekowanie domów. Zeng wskazał klamki, krzesła i sedesy jako rzeczy szczególnie podatne na zanieczyszczenie i zasugerował, by do ich odkażania stosować 75% roztwór etanolu lub chloru. Według NHC objawy infekcji obejmują gorączkę, zmęczenie, suchy kaszel i trudności w oddychaniu, które mogą prowadzić do zapalenia płuc, niewydolności nerek i śmierci. Niektórzy pacjenci zgłaszali nietypowe symptomy, takie jak biegunka, ból głowy, kołatanie serca, ból w klatce piersiowej, zapalenie oka i ból mięśni.

Fragment artykułu The Independent z 11 lutego 2020 r.: Chińscy badacze stwierdzili, że okres inkubacji SARS-CoV-2 może wynosić nawet 24 dni – 10 dni dłużej, niż wskazywały na to wcześniejsze analizy ekspertów (np. czasopismo naukowe Eurosurveillence podało 6 lutego 2020 r., że inkubacja u podróżnych z Wuhanu, których zbadano w dniach 20–28 stycznia 2020 r., trwała od 2,4 do 15,5 dnia; przyp. tłum.). Współautorem badania jest dr Zhong Nanshan, który w 2003 r. odkrył koronawirusa SARS i pełni funkcję głównego doradcy ds. zarządzania obecnym kryzysem. Odkrycie, którego nie poddano jeszcze recenzji naukowej, zostało opublikowane 9 lutego 2020 r. Aktualne zalecenia organizacji i ministerstw zdrowia, które oparto na cechach poprzednich wirusów MERS (Bliskowschodni zespół niewydolności oddechowej), mówią, że okres inkubacji koronawirusa wynosi 14 dni. Tymczasem lekarze z chińskiej prowincji Hubei poinformowali 23 lutego 2020 r., że u 70-letniego pacjenta symptomy pojawiły się dopiero po upływie 27 dni.

Analiza przeprowadzona przez Imperial College London – opublikowana 21 lutego 2020 r. – ostrzegła, że epidemia koronawirusa jest znacznie gorsza, niż się spodziewano. Z naszych wyliczeń wynika, iż około dwie trzecie przypadków COVID-19, które znajdują się już poza kontynentalnymi Chinami, pozostają niewykryte, czego potencjalnym skutkiem liczne łańcuchy zarażeń na całym świecie, napisali autorzy. Najprawdopodobniej wiele krajów będzie niebawem miało do czynienia z epidemią COVID-19, skomentował nowe ustalenia Tom Inglesby, dyrektor Centrum Ochrony Zdrowia Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa w Baltimore.

Fragment depeszy Associated Press z 22 lutego 2020 r.: W Korei Południowej, Włoszech i Iranie nowe skupiska infekcji prowadzą do gwałtownego wzrostu liczby zarażeń koronawirusem poza Chinami. Eksperci są zaniepokojeni, bo coraz częściej nie są w stanie ustalić, kto odpowiadał za ich powstanie. Na całym świecie pojawiają się ogniska choroby, zatem problemy ze znalezieniem ich źródła – pierwszego pacjenta – sygnalizują, iż COVID-19 zaczął rozprzestrzeniać się zbyt szybko i rozlegle, by zadziałały stare i sprawdzone metody jego eliminowania. Wygląda na to, że będziemy mieli do czynienia z pandemią, powiedział Ian Mackay, wirusolog z Uniwersytetu Queenslandu.

W dniu 24 lutego 2020 r. dr Theresa Tam, naczelny lekarz Kanady, odeszła od treści swoich dotychczasowych komunikatów i przyznała, że kanadyjska służba zdrowia może nie być w stanie powstrzymać i ograniczyć rozprzestrzeniania się koronawirusa. Urzędniczka wezwała samorządy, firmy i osoby prywatne, by rozpoczęły przygotowania z myślą o wybuchu epidemii. Dochodzimy do podobnych wniosków, zgodziła się dr Vera Etches, główny inspektor sanitarny Ottawy. Ludzie mogą podjąć odpowiednie kroki w domu i zakładach pracy. Zalecamy, by zaopatrzyli się w niezbędne recepty i niepsującą się żywność, dodała.

Według przedstawicieli Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) szpitale na całym świecie nie są przygotowane, by poradzić sobie z epidemią koronawirusa migrującą z Azji na pozostałe kontynenty. Systemy opieki zdrowotnej – nawet w bardziej rozwiniętych krajach – „po prostu nie są gotowe” na epidemię COVID-19, powiedział 28 lutego 2020 r. dr Mike Ryan, dyrektor wykonawczy programu ratownictwa medycznego WHO. Zaobserwowaliśmy, że dość wyrafinowane państwa, które w ostatnim tygodniu odnotowały gwałtowny wzrost zachorowań, mają problemy z udźwignięciem ciężaru mnożących się przypadków klinicznych, stwierdził podczas briefingu prasowego Ryan. Urzędnicy WHO podnieśli swoją (spóźnioną) ocenę ryzyka związanego z epidemią do najwyższego poziomu globalnego.

Jestem zdania, że dojdzie do globalnej pandemii. To prawie nieuniknione. Jeżeli tak się stanie, w nadchodzącym roku zarażeniu ulegnie 40%-70% światowej populacji, powiedział 2 marca 2020 r. Marc Lipsitch, profesor epidemiologii z harvardzkiej Szkoły Zdrowia Publicznego. W miarę upływu czasu przekonamy się, na ile dokładna jest moja projekcja. To najlepszy szacunek, jaki udało mi się uzyskać przy użyciu modeli matematycznych służących do śledzenia i przewidywania epidemii. U niektórych zarażonych osób nie ma objawów lub są one łagodne, ale nie wiemy, ile jest takich przypadków. Myślę, że ludzie mają powody do niepokoju. Uważam też, że możemy przekształcić tę troskę w działania, które poprawią sytuację, dodał uczony.

Chiński ekspert ds. chorób układu oddechowego, który toczy walkę z koronawirusem na pierwszej linii frontu, ostrzegł, że część wyleczonych pacjentów może nadal zarażać. Zhao Jianping, szef zespołu usiłującego powstrzymać epidemię COVID-19 w chińskiej prowincji Hubei, powiedział, że w niektórych przypadkach testy na obecność wirusa, jakim ponownie poddaje się zdrowe już osoby, mają wynik dodatni. To bardzo niebezpieczne. Gdzie umieścimy tych ludzi? Nie wolno wysłać ich do domu, bo mogą zainfekować innych. Nie możemy zatrzymać ich w szpitalu, bo środki, jakimi dysponujemy, wyczerpują się, powiedział 20 lutego 2020 r. lekarz. Dwa dni później władze Wuhanu wprowadziły dla nich obowiązkową, dwutygodniową kwarantannę.

Badanie przeprowadzone przez niemieckich naukowców, opublikowane 3 marca 2020 r. w medRxiv, potwierdziło, że nosiciele SARS-CoV-2 emitują duże ilości wirusa na wczesnym etapie infekcji. Osoby, u których choroba COVID-19 przebiega łagodnie, zarażają jeszcze przez 10 dni od chwili pojawienia się pierwszych symptomów.

U zainfekowanych osób SARS-CoV-2 pozostaje w drogach oddechowych nawet przez 37 dni, co sugeruje, że mogą one zarażać przez wiele tygodni. Tak brzmi konkluzja badania opublikowanego 12 marca 2020 r. w The Lancet. Chińscy lekarze wykrywali RNA wirusa w próbkach oddechowych pacjentów przez średnio 20 dni po zarażeniu. Obecnie zalecany okres izolacji chorych wynosi 14 dni. Nosiciele mogą nieświadomie rozprzestrzeniać patogen po powrocie z kwarantanny.

Rząd prefektury Osaka poinformował, że u czterdziestoparoletniej kobiety, którą już wyleczono, ponownie wykryto koronawirusa. To pierwszy taki przypadek w Japonii. Chora zgłosiła się do szpitala 26 lutego 2020 r., skarżąc się na ból gardła i bóle w klatce piersiowej. Test na obecność COVID-19 dał wynik dodatni. Pacjentka zachorowała pod koniec stycznia i po wyzdrowieniu opuściła placówkę służby zdrowia 1 lutego br. Jeśli sytuacja nie ulegnie zmianie, olimpiada powinna zostać przełożona. Mnóstwo osób nadal nie rozumie, jak łatwo infekcja ta rozprzestrzenia się między ludźmi, powiedział Philip Tierno Jr., profesor mikrobiologii i patologii w Szkole Medycyny Uniwersytetu Nowojorskiego.

Chińscy naukowcy zaobserwowali, że nie wszyscy pacjenci z SARS-CoV-2 opuszczają szpitale z naturalną odpornością. W przypadku osób, które zostały wyleczone, istnieje prawdopodobieństwo, że doświadczą one nawrotu choroby. Ich przeciwciała nie są w stanie utrzymać się długo, powiedział 31 stycznia 2020 r. Zhan Qingyuan, ordynator oddziału zapobiegania i leczenia zapalenia płuc w chińsko-japońskim Szpitalu Przyjaźń.

Raport South China Morning Post z 7 kwietnia 2020 r.: Zespół uczonych z Uniwersytetu Fudan przeanalizował próbki krwi 175 pacjentów zwolnionych z Klinicznego Centrum Zdrowia Publicznego w Szanghaju po przebyciu COVID-119. Uzyskany wynik był zaskakujący: prawie jedna trzecia rekonwalescentów miała nieoczekiwanie niski poziom przeciwciał. W niektórych przypadkach nie wykryto ich w ogóle. To, czy ci pacjenci są narażeni na nawrót choroby lub ponowne zakażenie, powinno zostać przetestowane w kolejnych analizach, napisali autorzy. Badanie, które miało charakter wstępny i nie zostało poddane recenzji naukowej, jako pierwsze na świecie sprawdziło w sposób systematyczny poziom przeciwciał u pacjentów wyleczonych z COVID-19, choroby wywołanej przez SARS-CoV-2. Jej przebieg był u tych osób łagodny. Większość pacjentów z niskim poziomem przeciwciał była młoda.

Liczba pacjentów, którzy po wyzdrowieniu wciąż mają w sobie koronawirusa lub zarażają się nim powtórnie po kilku tygodniach, rośnie zarówno w Chinach, jak i innych krajach. Fakt ten utrudni zwalczenie epidemii. Eksperci wskazują dwie prawdopodobne przyczyny. Pacjenci rekonwalescencyjni mogą nie wytworzyć wystarczającej ilości przeciwciał, aby rozwinąć odporność na COVID-19. Z kolei sam wirus może należeć do kategorii „dwufazowych”, co oznacza, że przed wywołaniem nowych symptomów pozostaje w uśpieniu. Badanie opublikowane przez Journal of the American Medical Association, które zanalizowało przypadek czterech zainfekowanych pracowników medycznych z Wuhanu, potwierdziło, iż niektórzy chorzy będą nosicielami nawet po spełnieniu kryteriów wypisu. Song Tie, wicedyrektor lokalnego centrum kontroli chorób w prowincji Guangdong w południowych Chinach, powiedział 26 lutego 2020 r., że wynik dodatni testu na obecność koronawirusa odnotowano u 14% zwolnionych ze szpitali osób.

Dr Owen Tsang Tak-yin, dyrektor medyczny Centrum Chorób Zakaźnych w Szpitalu Księżniczki Małgorzaty w Kwai Chung, poinformował 12 marca 2020 r. media, że kilkunastu wypisanych pacjentów odbyło już wizyty kontrolne. Dwie trzecie z nich nie jest w stanie wykonywać tych samych czynności, co dawniej. Gdy idą szybciej, dostają zadyszki. Niektórzy chorzy po wyzdrowieniu mogą pozostać z 20–30% spadkiem wydolności płuc, powiedział lekarz.

Raport Los Angeles Times z 10 kwietnia 2020 r.: Staje się jasne, że nawet oficjalne zakończenie pandemii SARS-CoV-2 nie będzie de facto oznaczać jej końca. Wywołany koronawirusem COVID-19 potrafi atakować cały organizm. Lekarze informują, że poważne skutki infekcji utrzymują się u hospitalizowanych pacjentów nawet po wyzdrowieniu. Uczeni z Chin upublicznili analizę wyników badań krwi pobranej u 34 chorych z ciężkimi i łagodnymi objawami COVID-19. Okazało się, że wiele wskaźników biologicznych „nie wróciło u nich do normy”. Do najbardziej niepokojących odczytów należą te, które pokazują, iż wyleczeni mają upośledzoną czynność wątroby. Według wcześniejszych obserwacji u 12% chińskich pacjentów, którzy przetrwali infekcję, stwierdzono niewydolność serca, mimo braku oznak niewydolności oddechowej. COVID-19 to nie tylko zaburzenie układu oddechowego, powiedział dr Harlan Krumholtz, kardiolog z Uniwersytetu Yale. Przypadłość ta może wpłynąć negatywnie na serce, wątrobę, nerki, mózg, układ hormonalny i krwionośny. W środowisku medycznym wzbiera niepokój, że organy, których funkcjonowanie zostało zakłócone, mogą regenerować się bardzo długo lub nie zregenerują się wcale. Choroba jest tak przytłaczająca, iż wielu ozdrowieńców będzie nadal zmagać się z problemami medycznymi, dodał dr Krumholtz. Poza tym nie jest wykluczone, że SARS-CoV-2 potrafi pozostawać w organizmie w stanie uśpienia i uaktywniać się po latach w innej postaci. Nie byłby to pierwszy wirus, który zachowuje się w ten sposób.

Raport South China Morning Post z 9 kwietnia 2020 r.: Naukowcy ostrzegają, że koronawirus, który wywołuje COVID-19, może zabić komórki odpornościowe (limfocyty T), które powinny niszczyć wirusa. Zaskakujące odkrycie uczonych z Szanghaju i Nowego Jorku, opublikowane w poddanym recenzji naukowej czasopiśmie Cellular & Molecular Immunology, jest zbieżne z obserwacjami lekarzy znajdujących się na pierwszej linii walki z epidemią. Otóż donoszą oni, że COVID-19 może atakować ludzki układ immunologiczny podobnie jak HIV. Coraz więcej osób porównuje SARS-CoV-2 z HIV, powiedział doktor zajmujący się chorymi na COVID-19 w szpitalu publicznym w Pekinie. Chcący zachować anonimowość specjalista dodał, że nowe badanie stanowi kolejny dowód na to, iż obawy, jakie rosną w związku z tym w kręgach medycznych, są uzasadnione. Patolodzy, którzy widzieli ciała zmarłych na COVID-19, stwierdzili, że uszkodzenie narządów wewnętrznych nosiło znamiona działania SARS i AIDS. Przeprowadzony przez autorów analizy eksperyment zidentyfikował też fakt różniący SARS-CoV-2 od HIV. HIV może replikować się w limfocytach T i przekształcać je w fabryki generujące więcej kopii wirusa celem zainfekowania innych komórek. Wzrostu liczebności koronawirusa po penetracji komórek odpornościowych nie odnotowano, co sugeruje, że wirus i limfocyty T giną razem.

W artykule opublikowanym 17 kwietnia 2020 r. w Science lekarze stwierdzili, że SARS-CoV-2 zachowuje się tak, jak żaden inny znany ludzkości patogen, a COVID-19, choroba, którą wywołuje, zabija szalejąc po całym ciele. Klinicyści, którzy opiekują się pacjentami na intensywnej terapii, i patolodzy formułują szybko ewoluujące zrozumienie tego, w jaki sposób przypadłość wpływa na różnych pacjentów. Konsekwencje są niszczycielskie i mogą dotknąć niemal każdą część organizmu, powiedział Harlan Krumholz, kardiolog z Uniwersytetu Yale. Zaciekłość ataku zapiera dech i wywołuje pokorę, przyznał specjalista. Chociaż ogniskuje się on na płucach, jego zasięg może objąć wiele narządów, w tym mózg (udary, drgawki, splątanie i zapalenie), serce (klasyczne objawy zawału, obrzęk i bliznowacenie), naczynia krwionośne (skrzepy, zwężenie lub niedokrwienie palców rąk i stóp), nerki (niewydolność, uszkodzenie), wątroby (uszkodzenie) i jelit (zaburzenia).

Fragment wywiadu z 6 marca 2020 r., którego brytyjskiemu Channel 4 udzielił dr Richard Hatchett, dyrektor zarządzający Koalicji na rzecz Innowacji i Przygotowania do Epidemii (Coalition for Epidemic Preparedness Innovations – CEPI) i były doradca administracji George’a W. Busha i Baracka Obamy; w agencjach rządowych (BARDA i NIH) projektował i kierował programami rozwoju medycznych środków przeciwdziałania pandemiom i atakom biologicznym – obejmowały one m.in. planowanie reakcji na epidemie H5N1, H1N1, Eboli, MERS i Ziki; rząd Wielkiej Brytanii przekazał mu ostatnio środki na opracowanie szczepionki przeciwko koronawirusowi.

COVID-19 jest najbardziej przerażającą chorobą, z jaką zetknąłem się w swojej karierze. Mówiąc to, uwzględniam też Ebolę, MERS i SARS. Przerażenie budzi jej zaraźliwość i zdolność do wywoływania poważnych powikłań i śmierci. Śmiertelność jest wielokrotnie wyższa niż w przypadku grypy. Od czasu pandemii „hiszpanki” w latach 1918-1919 nie mieliśmy do czynienia z wirusem, który łączyłby obie te cechy. Konfrontujemy się z Ebolą, Nipah i innymi patogenami zabijającymi duży procent pacjentów (Ebola uśmierca nawet 80% chorych). Jednak nie są one tak zaraźliwe, jak ten wirus. Jego pandemia może pod względem skali dorównać tej sprzed 100 lat. Niesłychana efektywność COVID-19 ujawniła się już w Chinach, we Włoszech i w Iranie. Dwa tygodnie temu we Włoszech było troje zarażonych – wczoraj ich liczba przekroczyła 3 000. Musimy uznać, że wirus rozprzestrzenia się i ma niesłychany potencjał, by zaburzyć porządek, zainfekować i uśmiercić mnóstwo ludzi. Taka przyszłość nie jest nieunikniona. Bardzo istotne jest śledzenie kontaktów (zidentyfikowanych nosicieli), dobrowolna kwarantanna i izolacja. Być może mamy jeszcze czas na zamknięcie szkół. Wiemy, że służą one za ośrodki rozpowszechniania choroby w społeczeństwie – wskaźniki zarażania są znacznie wyższe u dzieci i seniorów. COVID-19 wywiera minimalny wpływ na najmłodszych; nie wiadomo jednak, czy ich organizmy dobrze sobie radzą z infekcją, czy w ogóle do niej nie dochodzi. To, co stanie się z koronawirusem, zależy od nas. Musimy zacząć myśleć o ryzyku społecznym i wzajemnej odpowiedzialności. Nie możemy postrzegać epidemii w kategoriach zagrożenia indywidualnego. Musimy podjąć działania wspólnie.

SARS-CoV-2 może rozprzestrzenić się w krajach o klimacie gorącym, wilgotnym, zimnym i suchym. Gdziekolwiek mieszkasz, zachowywanie środków ostrożności jest kwestią priorytetową, poinformował 15 marca 2020 r. filipiński oddział Światowej Organizacji Zdrowia (WHO).

Instytut Technologiczny Massachusetts (Massachusetts Institute of Technology – MIT) opracował model rozprzestrzeniania się infekcji COVID-19 w oparciu o publicznie dostępne informacje, równania dotyczące wybuchów epidemii i wnioskowanie bazujące na sieci neuronowej. Model opisany w raporcie z 6 kwietnia 2020 r. dokładnie przewidział ekspansję choroby do 1 kwietnia w różnych regionach świata, wykorzystując dane z okresu koniec stycznia–początek marca. Konkluzja dotycząca kwarantanny jest jednoznaczna: wprowadzone w krótkim terminie zniesienie lub złagodzenie ograniczeń w ramach dystansowania społecznego doprowadziłoby do „wykładniczej eksplozji” liczby zakażeń. Konsekwencje byłyby znacznie bardziej katastrofalne niż dotychczas, ostrzegł George Barbastathis, autor modelu, który wykłada inżynierię mechaniczną w MIT.

Wpis powiązany tematycznie: Nowe śmiertelne choroby i zmiana klimatu, Epidemia, utrata zaufania i łańcuchy dostaw

Jeśli jest Pani/Pan subskrybentem/stałym czytelnikiem bloga i uznaje moją pracę za wartościową i zasługującą na symboliczne wsparcie, proszę rozważyć możliwość zostania moim Patronem już za 5 zł miesięcznie. Dziękuję.

Oprac. exignorant

Ten wpis został opublikowany w kategorii Gospodarka, finanse, surowce i energia. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.