Nowe śmiertelne choroby i zmiana klimatu

Epidemia koronawirusa, która zmusiła władze Chin do odcięcia komunikacyjnego dostępu do kilkudziesięciu milionów ludzi, wstrząsnęła już rynkami finansowymi na całym świecie. Jak doniósł 23 stycznia 2020 r. Guardian, wśród inwestorów wzbierają obawy, że może ona być „czarnym łabędziem” – niespodziewanym zdarzeniem, które wykolei „zwalniającą” globalną gospodarkę. Mamy do czynienia z jeszcze jednym potencjalnym czynnikiem sprawczym dezintegracji systemowej. Szanghaj (populacja: 24 miliony) i Suzhou (populacja: 10,7 miliona) zostały niemal całkowicie zamknięte co najmniej do 8-9 lutego 2020 r. Szanghaj to chiński odpowiednik Nowego Jorku. Mieszczą się tutaj główne giełdy papierów wartościowych i złota. Suzhou jest ważnym ośrodkiem produkcyjnym. Obie metropolie zamieniły się w miasta widma. Puste 8-pasmowe drogi. Puste wagony metra. Puste dworce. Puste chodniki. To potężny cios dla gospodarki Chin. W naszym hiperpołącznym świecie niebawem zamieni się w cios dla gospodarki globalnej. Większość ludzi i rynki jeszcze sobie tego w pełni nie uświadamiają, napisał 28 stycznia 2020 r. analityk Chris Martenson.

Według oficjalnych informacji miejscem pierwszego zarażenia był miejski targ żywnościowy w Wuhan. Na tego rodzaju rynkach ludzie mają kontakt z żywymi i martwymi zwierzętami – psami, kurami, świniami, wężami, cywetami czy nietoperzami. Ponieważ kwitnie na nich nielegalny handel dziką zwierzyną, wirusy mają wyjątkową okazję, by przenieść się z fauny na populację ludzką.

Nowe śmiertelne choroby i zmiana klimatu

Poprawiony przekład artykułu Sonii Shah opublikowanego na blogu po raz pierwszy w 2014 r.

Mamy tyle nauki, tyle technologii. Przyjmuje się zatem założenie, że powinniśmy być zdolni bez problemu kontrolować wirusy. Zakażenie HIV uświadomiło mi, jak dalece nieprawdziwe jest to złudzenie. Żyjemy na krawędzi. Słowa Alice Welbourne, nosicielki wirusa HIV.

Kiedy spoglądamy w górę na korony drzew miejskiego tropiku w Azji Południowej, Australii lub Afryki równikowej, nasz wzrok często spotka się z miriadami nietoperzy owocowych zwisających z gałęzi niczym futrzane stalaktyty. Jako że ich lasy są równane z ziemią przez buldożery, wypalane przez rolników lub degradowane przez ekstremalną suszę, stworzenia te coraz częściej nawiedzają wspólnoty ludzkie – przystosowują się do życia w sadach i pośród drzew owocowych w miastach, gospodarstwach rolnych i na przedmieściach, które zastąpiły ich naturalne siedliska. Wraz z nietoperzami przybywają choroby rozprzestrzeniające się wśród ludzi. Kolejne badana wykazują, iż ich mikroby – czynniki chorobotwórcze przenoszące się ze zwierząt na ludzi – szerzą się szybciej z powodu zmiany klimatu i wylesiania.

Nieprzerwana deforestacja lasów deszczowych Afryki odpowiada za wzrost liczby takich spotkań, ponieważ zmusza ona ludzi do przeprowadzki w najbliższe sąsiedztwo zarażonych nietoperzy. Z uwagi na fakt, iż utrata habitatów niszczy wiele gatunków zwierząt łownych będących źródłem dziczyzny, biedni mieszkańcy wiosek zintensyfikowali swoje polowania na gatunki ocalałe. W 2007 r. lokalni myśliwi z Kongo wybili przy użyciu strzelb tysiące nietoperzy owocowych. Wsie „dosłownie tonęły” w ociekających krwią zwłokach tych ssaków. W rezultacie 260 mieszkańców zaraziło się zabójczym wirusem Ebola, który przedostał się do organizmów ludzi za pośrednictwem krwi i płynów ustrojowych. W sumie zmarło 186 osób. Badacze z Gabonu i Kongo ustalili, że ofensywę Eboli poprzedziła masowa migracja nietoperzy owocowych do miejscowości dotkniętych późniejszą epidemią. Kiedy zaburzasz równowagę, przyspieszasz przejście patogenów z dzikich zwierząt na inwentarz lub ludzi, mówi Jonathan Epstein, epidemiolog weterynaryjny i ekspert ds. zdrowia publicznego organizacji Wildlife’s Trust.

Inne związane z nietoperzami epidemie śmiertelnych chorób ogarnęły przed 2009 r. regiony Malezji i Bangladeszu. Ich powodem były zmiany wzorców pogodowych i sposobów użytkowania gruntów. Osady ludzkie i rolnictwo pochłaniają coraz więcej obszarów leśnych. Wzrost temperatury i nietypowe cykle opadów zwiększyły zasięg zagrożenia ze strony chorób przenoszonych przez owady – zjawisko to nasila się ze względu na postępujące ocieplenie Ziemi oraz wędrówki insektów na wyższe poziomy i szerokości geograficzne. Naukowcy podążający śladem wpływu zmiany klimatu na ludzkie zdrowie odkryli, że ataki cholery korelują z wahaniami powierzchniowej temperatury morza, a ogniska biegunki pojawiają się wtedy, gdy słupek rtęci wskazuje wysokie wartości. Potwierdzono też związek między pogodą a malarią, który jest tak silny, iż epidemie można przewidzieć za pomocą prognoz meteorologicznych.

Międzyrządowy Zespół do spraw Zmiany Klimatu (IPCC) poinformował, że rejon Afryki Zachodniej, w którym jest najwięcej przypadków zapalenia opon mózgowych, uległ znacznemu powiększeniu wskutek zmiany klimatu i ekspansji upraw. Malaria zadomowiła się na wyżynach coraz cieplejszej Afryki Wschodniej. Uczeni z Uniwersytetu Stanforda zaobserwowali, że wyniszczenie tysięcy hektarów peruwiańskich lasów tropikalnych stworzyło nowe siedliska komarów i stało się przyczyną setek tysięcy zarażeń – na początku lat 90. XX w. odnotowywano ich mniej niż 150 rocznie. Od stuleci ludzie „łapią” drobnoustroje chorobotwórcze od zwierząt i owadów; odrę dostaliśmy od kóz, a malarię od komarów. Jednak w ostatnim czasie tempo tego przeskakiwania patogenów – inaczej „chorób odzwierzęcych” – znacznie przyspieszyło. Transmisja filowirusa (czy koronawirusa) z nietoperzy na ludzi ilustruje złożoność fenomenu rozprzestrzeniania się tych chorób i jego ścisłego związku z antropogenicznym zaburzeniem klimatu i dewastacją przyrody.

Nietoperz owocowy.

Pospolity kontakt nietoperza z człowiekiem nie wystarczy, by mogła wybuchnąć epidemia. Mamy do czynienia z kaskadą zdarzeń z udziałem nietoperzy, małp i ludzi. Napędza je nienormalny klimat, tłumaczy Pierre Formenty, specjalista ze Światowej Organizacji Zdrowia (WHO). Według przeprowadzonej przez NASA analizy satelitarnych danych meteorologicznych ogniska Eboli mają związek z ulewami występującymi po okresie intensywnej suszy. Bardzo suche warunki spowalniają kwitnienie niektórych drzew owocowych. Po obfitych opadach porażone drzewa w końcu wydają owoce, a liczne gatunki zwierząt – w tym nietoperze pteropusy i małpy – przystępują do wspólnej uczty. Mnóstwo gatunków skupionych pod owocującym drzewem stwarza drobnoustrojom doskonałą okazję, by zmienić nosiciela. Ostatecznie wirus może stosunkowo łatwo „wprowadzić się” do człowieka.

Naukowcy udowodnili, że przybycie nowych plag (m.in. wirusa Nipah, który zabija 70% zarażonych; hantawirusowego zespołu płucnego, który zabija 37% zarażonych, gorączki Zachodniego Nilu, która zabija 8%/10% zarażonych) jest determinowane przez nowe realia pogodowe ocieplającego się świata. Należy spodziewać się narodzin kolejnych chorób. Żadna wyrafinowana metoda diagnostyczna ani opieka medyczna oparta na najnowszych technologiach nie uratuje nas przed patogenami, które z definicji powodują choroby o nieznanym pochodzeniu. Problem polega na tym, iż spośród blisko miliona wirusów przenoszonych przez kręgowce – czyli potencjalnych zagrożeń odzwierzęcych – opisano dotychczas zaledwie 2 000. Nadzór zdrowia dzikiej przyrody, który mogłyby zapewnić wczesne ostrzeganie o „podróżujących” odzwierzęcych czynnikach chorobotwórczych, jest minimalny, zwłaszcza tam, gdzie kontakt między dzikimi gatunkami i ludźmi jest najczęstszy.

Na szczęście większość „wtargnięć” mikroorganizmów do nowych gatunków ma łagodne następstwa – kończy się niepowodzeniem, zniszczeniem przez reakcję immunologiczną lub niezdolnością mikroba do prawidłowego rozwoju. Nieliczne zmienią się w ludzkie patogeny, stwierdza James Mills, ekolog medyczny z Centrum Kontroli Chorób. Rzeczywista liczba zgonów spowodowanych przez takie czynniki chorobotwórcze jest śladowa. Starzy, dobrze znani zabójcy, tacy jak chociażby malaria, nie mają konkurencji. Mimo to potencjalne zagrożenie związane z przystosowaniem się nowych wirusów do egzystowania w nowym środowisku – ludzkim organizmie – jest niepodważalne. Wystarczy, że sztuka ta uda się tylko jednemu z nich. Kiedy w 1930 r. kameruńskie szympansy po raz pierwszy zaraziły ludzi lentiwirusem w Leopoldville, szybko rozwijającym się kolonialnym mieście Afryki, ofiar było niewiele. Patogen przeobraził się wkrótce w formę skutecznie żerującą na ludzkości. Wywoływana przezeń choroba AIDS zabiła do tej pory około 32 miliony osób.

Wpisy powiązane tematycznie: Koronawirus i ślepy optymizm, Epidemia, utrata zaufania i łańcuchy dostaw

Jeśli jest Pani/Pan subskrybentem/stałym czytelnikiem bloga i uznaje moją pracę za wartościową i zasługującą na symboliczne wsparcie, proszę rozważyć możliwość zostania moim Patronem już za 5 zł miesięcznie. Dziękuję.

Tłum. exignorant

Ten wpis został opublikowany w kategorii Klimat. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.