Najdłuższa wojna, najdłuższe kłamstwo

Fragment artykułu Dariusa Shahtahmasebi.

Dziennik Washington Post uzyskał dostęp do 2 000 stron notatek z wywiadów przeprowadzonych przez organy rządowe z ponad 400 generałami, żołnierzami, dyplomatami i innymi urzędnikami bezpośrednio zaangażowanymi w trwającą blisko dwie dekady amerykańską wojnę w Afganistanie. Wewnętrzne dokumenty ujwaniły, iż oficjele USA kłamali mówiąc o poczynionych postępach, nie rozumieli okupowanego kraju nawet na podstawowym poziomie i ukrywali niepodważalne dowody na to, że konfliktu nie można wygrać.

« Byliśmy pozbawieni fundamentalnego zrozumienia Afganistanu – nie wiedzieliśmy, co robimy. Nie mieliśmy najmniejszego pojęcia, czego się podejmujemy. Douglas Lute, trzygwiazdkowy generał armii, „car” Afganistanu za prezydentury George’a H. Busha i Baracka Obamy. »

Zafundowany Afgańczykom koszmar kosztował niemal bilion dolarów. Większość pieniędzy trafiła do „kontrahentów” w Stanach Zjednoczonych. Duże sumy przekazano skorumpowanym afgańskim urzędnikom, którzy zainwestowali je m.in. w nieruchomości w Dubaju. Publiczni funkcjonariusze USA zarzekali się, iż nie tolerują łapownictwa. W wywiadach przyznali, że przymykali oko na bezkarny proceder plądrowania, jakim trudnili się lokalni dygnitarze – ich sojusznicy. Przy cichym przyzwoleniu amerykańskich sponsorów gabinet premiera Hamida Karzaia w ciągu kilku lat „przeorganizował się w kleptokrację”. Niewiele środków otrzymali zwykli ludzie. Trwoniono je na projekty, których kraj nigdy nie będzie w stanie utrzymać. W kontekście wszechobecnej przemocy, korupcji i marnotrawstwa nie dziwi fakt, że popularność i wpływy talibów rosną.

« Dlaczego uczyniliśmy talibów swoimi wrogami, skoro zaatakowała nas Al-Kaida? Dlaczego chcieliśmy pokonać właśnie ich? System jako zbiorowość nie jest zdolny do wykonania kroku wstecz i zakwestionowania podstawowych założeń. Jeffrey Eggers, emerytowany oficer Navy SEALs, doradca administracji George’a H. Busha i Baracka Obamy. »

Jedną z wyróżniających się statystyk jest ta, która dotyczy nielegalnego handlu opium. Przed 2001 r. talibowie praktycznie go wyeliminowali. Dzisiaj 80% światowej podaży narkotyku pochodzi z Afganistanu. W tej ekspansji nie przeszkodziły programy zwalczania upraw (rachunek: 9 miliardów dolarów) i całkowita inwigilacja obywateli (Agencja Bezpieczeństwa Narodowego USA [National Security Agency – NSA] przechwytuje niemal każdą ich rozmowę telefoniczną!).

Pogrzeb 30 afgańskich pracowników rolnych – ofiar ataku amerykańskiego drona.

Podobnie jak pozostałe interwencje militarne Departamentu Obrony USA w ramach Globalnej Wojny z Terroryzmem, napaść na Afganistan była oparta na łgarstwach i wypaczeniach. Wypada tu przytoczyć słynną wypowiedź Marjorie Cohn, prezes Narodowej Gildii Prawniczej: Karta ONZ to traktat ratyfikowany przez USA, a zatem jest częścią obowiązującego w Stanach Zjednoczonych prawa. Zgodnie z zapisami ujętymi w karcie dane państwo może użyć siły zbrojnej przeciwko innemu krajowi wyłącznie celem samoobrony lub za zgodą Rady Bezpieczeństwa. Żaden z tych warunków nie został spełniony przed najazdem USA na Afganistan. Talibowie nie zaatakowali nas 11 września 2001 r. Uczyniło to 19 mężczyzn – 15 z nich to obywatele Arabii Saudyjskiej. Ani Stanom Zjednoczonym, ani innemu państwu członkowskiemu ONZ nie zagrażał żaden atak ze strony Afganistanu. Rada nie upoważniła USA lub jakiegokolwiek innego kraju do użycia siły wojskowej przeciwko Afganistanowi. Wojna Stanów Zjednoczonych w Afganistanie jest nielegalna.

Mimo że tak przedstawiała się sytuacja w 2001 r., wojna była kontynuowana bez przeszkód przez dwie dekady. W tym czasie Afgańczykom zgotowano piekło. W lutym 2010 r., podczas nocnej akcji żołnierzy NATO w wiosce zlokalizowanej w prowincji Paktia zginęło siedmiu cywilów, w tym dwie kobiety w ciąży. Propagandyści sojuszu usiłowali przedstawić tę zbrodnię jako ofensywę na kompleks budynków będący „siedliskiem bojowników”. Brytyjski reporter Jerome Starkey udowodnił, że narracja ta od początku była fałszem. Posiadłość będąca celem operacji należała do antytalibskiego policjanta przeszkolonego przez armię/wywiad USA. Jego rodzina celebrowała nadanie imienia nowonarodzonemu synowi. Zacierając ślady egzekucji na bezbronnych ludziach, żołnierze amerykańscy nożami wydłubali kule z ciał ciężarnych kobiet. Podobne mordy są na porządku dziennym.

Spośród 775 000 żołnierzy USA, którzy do tej pory służyli w Afganistanie, 2 300 powróciło do domu w metalowych trumnach. Swoimi kontyngentami wsparli Amerykanów nie tylko sojusznicy natowscy, lecz także tzw. państwa nastawione pokojowo takie jak Nowa Zelandia – jej wiarusi również są oskarżeni o popełnienie zbrodni wojennych.

« Każda wartość danych została zmieniona, aby przedstawić możliwie najlepszy obraz sytuacji. Na przykład ankiety, które były całkowicie niewiarygodne, miały wzmacniać przekonanie, że wszystko, co robiliśmy, było właściwe. Przypominaliśmy rożek lodów liżący sam siebie. Bob Crowley, pułkownik armii, starszy doradca ds. przeciwdziałania powstaniu okupowanej ludności w latach 2013–2014. »

W odpowiedzi na rewelacje o najdłuższej wojnie w dziejach Ameryki Kongres USA nagrodził „osiągnięcia” Pentagonu podwyższeniem jego rekordowego budżetu o 22 miliardy dolarów. Głosowanie miało miejsce kilka godzin po demaskatorskiej publikacji Washington Post. Wojna była i jest przekrętem. Jej główny cel stanowi transfer pieniędzy podatników na konta grup interesów. Aby usprawiedliwić tę kradzież, politycy, dowódcy wojskowi (i posłuszne im media) rozmyślnie wprowadzają opinię publiczną w błąd.

Lojalni stenografowie

Komentarz Teda Ralla karykaturzysty, satyryka politycznego, dziennikarza i pisarza.

Dokumenty o Afganistanie” są jaskrawym przykładem wierutnego kłamstwa mającego postać przemilczenia. Tak, nasi przywódcy wojskowi i cywilni okłamali nas w sprawie Afganistanu. Ale nie byliby w stanie rozpowszechniać swoich morderczych konfabulacji bez wsparcia organizacji medialnych – lojalnych stenografów. Pracownicy prasowych potentatów takich jak Washington Post i New York Times nie są użytecznymi idiotami szerzącymi prowojenną propagandę. Ludzie ci skwapliwie cenzurowali osoby, które usiłowały powiedzieć wyborcom prawdę o naszym nielegalnym wkroczeniu do Afganistanu. Wszystkie głosy przeciwne wojnie usunięto z amerykańskich mediów korporacyjnych.

Kwestia Afganistanu nie była dla mnie przelotnym kaprysem. Napisałem setki esejów i narysowałem setki karykatur wzywających do położenia kresu temu szaleństwu. Nie opuszczało mnie poczucie osamotnienia. Nawet Demokraci entuzjastycznie popierali wojnę w Afganistanie, nazywając ją wojną słuszną; „głupotą” była według nich tylko inwazja na Irak.

Afganistan odwiedziłem kilkakrotnie. Podróżowałem samodzielnie jako niezależny reporter. Napisałem pierwszą książkę o inwazji USA na Afganistan, jedyną książkę o afgańskiej polityce rurociągów naftowych, jedną z książek analizujących kraj w szerszym kontekście Azji Środkowej, a także książkę porównującą kondycję Afganistanu w chwili zapowiadanego przez Obamę wycofania wojsk – kolejne kłamstwo – z sytuacją, jaka panowała na początku wojny. Co było moją nagrodą za to, że miałem rację, a inni byli w błędzie? Setki gróźb śmierci. Zerwanie kontraktów przez redakcje gazet i magazynów, które ze mną współpracowały. Trudno dzisiaj uwierzyć, że w 2004 r. George W. Bush był popularny i porównywany do Winstona Churchilla. Był to rok, w którym „liberalne” dzienniki New York Times i Washington Post zaprzestały zamieszczania moich prac.

Media popularne i recenzenci zignorowali moje książki. Redaktorzy odesłali mnie z kwitkiem. Producenci nie zaprosili mnie do telewizji. Każdy, kto przeciwstawiał się wojnie, został wykluczony. Samego Afganistanu nie przemilczano. Stał się przedmiotem niezliczonych analiz i artykułów opiniotwórczych w prasie amerykańskiej – wszystkie były prowojenną propagandą. Na antenie radiowej i na wizji regularnie rozbrzmiewały opowieści o wojnie. Snuli je dyżurni emerytowani generałowie, byli oficerowie CIA i podżegacze wojenni. Krytyków ani przeciwników amerykańskiego interwencjonizmu nie poproszono, by podzielili się swoimi przemyśleniami z czytelnikami, słuchaczami i widzami.

Nie zmieniło się nic. Ilekroć pojawia się „kryzys” w polityce zagranicznej, nigdy nie przeczytasz, nie usłyszysz ani nie zobaczysz kogoś, kto jest całkowicie przeciwny udziałowi USA. Jego/jej głos na pewno nie pojawi się na stronach Washington Post. Zatem 18 lat za późno, dziesiątki tysięcy unicestwionych istnień ludzkich za późno i bilion dolarów za późno media w końcu zawstydzają zastęp szumowin w garniturach i mundurach. Dużą część winy powinny jednak zarezerwować dla siebie.

Komentarz FAIR.org, organizacji analizującej przekaz medialny nadawców korporacyjnych.

Gazety takie jak Washington Post potrzebują „dostępu” do oficjalnych źródeł, z kolei amerykańscy urzędnicy potrzebują korporacyjnych mediów, by propagować preferowaną interpretację polityki zagranicznej USA w celu manipulowania opinią publiczną. Ta wzajemna relacja wyjaśnia, dlaczego „Dokumenty o Afganistanie” potwierdzają, jak ważną rolę w oszukiwaniu obywateli odegrał sam Washington Post. Nawet w swoich relacjach o ujawnionych materiałach redakcja dziennika mimo wszystko argumentuje, że administracja Donalda Trumpa „nie powinna porzucać Afganistanu w pośpiechu”. Jednym słowem zaleca kontynuowanie okupacji. Nikt z dziennikarzy nie skorzystał z doskonałej okazji, by wyciągnąć merytoryczny wniosek, iż podstęp jest stałym aspektem polityki zagranicznej USA, który nie dotyczy jedynie najazdów militarnych, jakie zdewastowały Wietnam, Irak czy Afganistan. Nikt nie podważył też światopoglądu, który „obiecującym” nazywa prognozowany wzrost liczby zabitych („wrogich”) ludzi w „zwycięskich” wojnach.

Jeff Bezos – właściciel Washington Post i Amazonu, najbogatszy człowiek świata™ i jedna z twarzy cywilizacji śmierci, ma kontrakt z Pentagonem. Multimiliarder zamierza tę współpracę zacieśnić i rozszerzyć.

W latach 2002–2014 w operacji o kabaretowej nazwie Enduring Freedom (pol. Niezłomna wolność) Międzynarodowych Sił Wsparcia Bezpieczeństwa w Afganistanie uczestniczyło ponad 28 tysięcy polskich żołnierzy i pracowników armii. Ogólny koszt tej najemniczej misji sztab generalny szacuje na nieco ponad 6 miliardów złotych. Zginęło w niej 44 wojskowych.

Wpisy powiązane tematycznie: Jak przegrać wojnę (z terroryzmem), której nie było, Wojna zachodnich koncernów zbrojeniowych przeciwko dzieciom, Nieznana statystyka ofiar bez wartości, Kronika techno-wojny

Jeśli jest Pani/Pan subskrybentem/stałym czytelnikiem bloga i uznaje moją pracę za wartościową i zasługującą na symboliczne wsparcie, proszę rozważyć możliwość zostania moim Patronem już za 5 zł miesięcznie. Dziękuję.

Oprac. i tłum. exignorant

Ten wpis został opublikowany w kategorii Imperializm, militaryzm i [neo]kolonializm. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.