„Czarnym łabędziem” jest dron

Zgodnie z definicją Nicholasa Taleba, eksperta ds. rynków finansowych, „czarny łabędź” to zdarzenie o niskiej przewidywalności i krańcowych skutkach.

Artykuł Charlesa Hugh Smitha, analityka finansowego.

Jak można było się spodziewać, media głównego nurtu prześcigają się w zapewnieniach, że ataki dronów na saudyjskie instalacje naftowe to tylko incydent, a produkcja ropy niebawem odzyska swój pierwotny poziom. Oczywistą intencją jest uspokojenie rynków, ponieważ zaburzenie dostaw energii może spowodować finansowy krach i globalną depresję gospodarczą.

Jednak rzeczywiste konsekwencje tego zdarzenia wykraczają poza kwestię krótkoterminowych cen ropy naftowej. Dotyczą one wojny asymetrycznej: skoordynowane uderzenie dronów w rafinerie Arabii Saudyjskiej to Czarny Łabędź. Trzepot jego skrzydeł odbija się echem na całym świecie, budzi potencjalnych naśladowców i ujawnia, że obrona przed tanimi dronami o dużej zwrotności jest niemożliwa.

Według niektórych opublikowanych szacunków całkowita wartość 10 wykorzystanych w ataku maszyn to 15 000 dolarów amerykańskich. Powszechnie dostępny, komercyjny dron kosztuje około 1 200 dolarów.

Sukces operacji powinien być sygnałem alarmowym dla wszystkich, którzy sprawują nadzór nad łatwopalną infrastrukturą krytyczną: nie istnieje niezawodna ochrona przed takim skoordynowanym bombardowaniem. Nie ma też pewnego sposobu na odróżnienie drona dostarczającego paczkę od drona transportującego ładunek wybuchowy.

Każdy protokół uwierzytelniania – sygnał identyfikacyjny – można sfałszować. Na przykład wystarczy przechwycić drona, zamienić plan lotu i ładunek. Gotowe. Innym wariantem jest wykradnięcie sygnału identyfikacyjnego dostawcy lub zhakowanie drona w locie, sprowadzenie go na ziemię i zainstalowanie nowej „przesyłki”. Lista dostępnych opcji jest długa.

Mamy do czynienia z bezprecedensową wojną asymetryczną: drony za 20 000 dolarów są w stanie wyrządzić szkody i straty finansowe idące w dziesiątki, setki a nawet miliardy dolarów, jeśli zdołają wysadzić bezpieczniki światowych giełd papierów wartościowych. Jedynym niezawodnym środkiem zaradczym zdaje się być całkowity zakaz używania tych maszyn nad danym terytorium. Epizod regulowanej w nieznacznym zakresie komercjalizacji dronów dobiega końca.

Jakie pomysły kiełkują w głowach zainspirowanych naśladowców? Niewiele potrzeba wyobraźni, by dostrzec potencjał wywołania chaosu bez narażania własnego zdrowia i życia. Możliwości są oczywiste.

Zasięg i ładowność tanich dronów jest ograniczona. Duży egzemplarz pokonuje setki kilometrów i przenosi setki kilogramów broni, ale wykryje go radar i strąci konwencjonalny pocisk ziemia-powietrze. Urządzenia klasy „hobby” – unoszące się tuż nad dachami, powierzchnią pustyń lub koronami drzew – są trudne do zestrzelenia, szczególnie w warunkach ataku przeprowadzonego z wielu kierunków.

Mały dron udźwignie 3 kilogramy. Jakie straty spowodują 3 kilogramy materiałów wybuchowych? Odpowiedź brzmi „znaczące”, o ile celem jest coś łatwopalnego lub niedostatecznie zabezpieczona elektronika. Większy dron uniesie 10 lub 20 kilogramów, a taka siła rażenia zniszczy dowolną liczbę celów.

Agencje obrony i wywiadu bez wątpienia symulują w trakcie gier wojennych taki rodzaj agresji, z kolei armie świata badają skuteczność nalotów setek i tysięcy samoorganizujących się dronów na systemy obronne przeciwników. Udany nalot na saudyjskie rafinerie potwierdził efektywność maszyn użytych na nieporównanie mniejszą skalę.

Płonące rafinerie Aramco

Postawmy się w sytuacji osób, które mają za zadanie bronić setek kilometrów rurociągów przesyłających ropę i gaz ziemny. (Za ich pośrednictwem Saudyjczycy dodatkowo pompują na pustynię wodę morską, która jest wtryskiwana do szybów podczas wydobycia.) Jakimi instrumentami się posłużą? Wieżami strzelniczymi kontrolowanymi przez sztuczną inteligencję lub sterowanymi zdalnie, rozstawionymi co kilkaset metrów na odcinku tysiąca kilometrów? Patrolami obserwującymi rurociąg 24 godziny na dobę? Niebotyczny koszt takiej ochrony nie zagwarantowałby 100% bezpieczeństwa. Strażników można przekupić, a działka nie poradziłyby sobie po wstępnym nalocie nieuzbrojonych dronów typu „hobby”.

Nic nie wyeliminuje całkowicie widma ataków na odległe obiekty, nawet ustanowienie polityki natychmiastowego strącania dronów nad wyznaczonymi obszarami.

Czarnym Łabędziem jest dron. To, co wczoraj było „prawdopodobne”, dzisiaj jest sprawdzoną, niedrogą zdolnością, a jej następstwa są dalekie od przewidywalnych. Właśnie ta nieprzewidywalność powinna wstrząsnąć rynkami, ponieważ ryzyko przyszłych, asymetrycznych działań bojowych z wykorzystaniem dronów wzrosło niepomiernie.

W sobotę 14 września 2019 r. Huti, rebelianci z Jemenu, ogłosili, że za pomocą 10 dronów zdruzgotali część ważnej infrastruktury koncernu Aramco w Arabii Saudyjskiej, w tym największą na świecie rafinerię ropy naftowej w Bukajk. Ruch ten jest odwetem za ludobójstwo, jakiego od czterech lat dopuszczają się Saudowie, których aktywnie wspierają m.in. rządy Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Francji i Niemiec. Sytuację w Jemenie, jednym z najbiedniejszych państw na Ziemi, ONZ określa mianem „największego kryzysu humanitarnego od czasu II wojny światowej”. Do końca 2019 r. wojna uśmierci ponad 230 000 cywilów.

W ostatnich miesiącach Huti kilkadziesiąt razy trafili w cele zlokalizowane na terytorium Arabii Saudyjskiej przy użyciu różnych środków rażenia (scenariusz ten trafnie przewidział w 2015 r. korespondent Pepe Escobar). Po ostatniej udanej akcji bojownicy zaapelowali o zakończenie konfliktu. Propozycję z zadowoleniem przyjął Martin Griffiths, specjalny wysłannik ONZ ds. Jemenu, który przyznał, że inicjatywa Huti świadczy o woli zakończenia wojny. Jest bardzo ważne, by skorzystać z tej okazji i podjąć niezbędne kroki zmierzające do ograniczenia przemocy, eskalacji działań wojennych i niepomocnej retoryki, powiedział dyplomata. Jak zareagowali lojalni sojusznicy „rzeźników z Rijadu”? Przywódcy USA, Wielkiej Brytanii, Francji i Niemiec – beneficjenci systemu saudyjskiego – oświadczyli, że „w ich przekonaniu” za atakiem stoi Iran. Tak oto przesłonięto przełomowy charakter asymetrycznej operacji z udziałem dronów i po raz kolejny odwrócono uwagę zachodniej opinii publicznej od zbrodniczej kampanii w Jemenie i cierpienia kilkunastu milionów obywateli tego kraju.

Jeśli jest Pani/Pan subskrybentem/stałym czytelnikiem bloga i uznaje moją pracę za wartościową i zasługującą na symboliczne wsparcie, proszę rozważyć możliwość zostania moim Patronem już za 5 zł miesięcznie. Dziękuję.

Tłum. exignorant

Ten wpis został opublikowany w kategorii Gospodarka, finanse, surowce i energia, Pułapka technologiczna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.