Brexit, żółte kamizelki i energia

Fragment artykułu Nafeeza Ahmeda.

Wszyscy mówią o brexicie. Niektórzy dyskutują o zamieszkach we Francji. Jednak nikt nie omawia ich faktycznych przyczyn i znaczenia. W swoich dywagacjach komentatorzy rozmijają się z istotą tych zdarzeń.

6 maja 2010 r. po raz pierwszy od 1992 r. ster władzy w Wielkiej Brytanii przejęła Partia Konserwatywna. Kilka godzin przed ogłoszeniem wyników ostrzegłem, że niezależnie od tego, kto zostanie wybrany, będzie to pierwszy etap dramatycznego zwrotu ku rządom skrajnej prawicy, które w ciągu 10 lat rozprzestrzenią się na całym globie.

Nowy rząd, wierny myśleniu konwencjonalnemu, będzie niechętny lub niezdolny, by rozpoznać i zareagować na główne, strukturalne przyczyny zbiegających się kryzysów, z którymi konfrontuje się kraj i świat. Napisałem, że żadna z partii politycznych nie rozumie, dlaczego powrót do dawnego wzrostu gospodarczego nie nastąpi. Za 5-10 lat partyjna konfiguracja polityczna w tym i wielu innych państwach Zachodu doczeka się zupełnej dyskredytacji – kryzysy nasilą się, gdyż rozwiązania polityczne prowadzą do ich pogłębienia. Upadek systemu partyjno-politycznego liberalnych demokracji może przed końcem dekady utorować drogę skrajnej prawicy.

Trend, który trafnie przewidziałem, rozpoczął się w pierwszym pięcioleciu i ciągle przyspiesza. W 2014 r. partie nacjonalistyczne zdobyły jedną czwartą miejsc w Parlamencie Europejskim. Rezultat referendum w sprawie brexitu zaszokował świat. Sześć miesięcy później miliarder Donald Trump zajął fotel prezydenta najpotężniejszego kraju na kuli ziemskiej. Polityczni populiści odnieśli sukcesy wyborcze w każdym zakątku Europy: we Włoszech, Szwecji, Niemczech, Francji, Polsce i na Węgrzech. Ta wzbierająca fala zamieni się w tsunami. Ultraprawica nie okupuje już marginesu sceny politycznej. Nie mamy do czynienia z przypadkowym rozwojem sytuacji. Jest to efekt awarii systemu, jak również wysiłków podejmowanych przez sieć formacji narodowościowych, by powstałe pęknięcia wypełnić elementami nowego porządku.

Swoją proroczą prognozę oparłem na analizie prawdopodobnych następstw schyłku systemowego, objawiającego się niemożnością przywrócenia poziomu wzrostu gospodarek z lat 80. i 90. Stan ten zakorzeniony jest w rachunku ekonomicznym produkcji energii – czynniku warunkującym wzrost gospodarczy: Zupełna i trwała poprawa… najpewniej nie będzie możliwa z powodu ograniczeń obecnego systemu, ponieważ fizyczny fundament wykładniczego „wzrostu” ostatnich dziesięcioleci skurczył się – chodzi o tanią, łatwo dostępną energię węglowodorową, głównie w postaci ropy, gazu i węgla. Przekroczyliśmy punkt krytyczny. Bez obfitej podaży globalnego, przystępnego cenowo źródła energii o wysokiej jakości nasz dalszy wzrost jest wykluczony. Nie zmieni tego żadna inicjatywa zaradcza.

Punkt zwrotny

Kryzys energetyczny tlił się na Starym Kontynencie już w okresie poprzedzającym odrodzenie ruchów nacjonalistycznych, populistycznych i skrajnie prawicowych. Według danych ujętych w Statystycznym Przeglądzie Energetycznym BP na 2018 r. Europa osiągnęła szczyt wydobycia ropy naftowej w latach 1996-2002. Od tego czasu produkcja surowca idzie w dół, zaś import netto rośnie. W dwuczęściowym badaniu, opublikowanym w 2016 r. i 2017 r. w czasopiśmie BioPhysical Economics and Resource Quality, Michael Dittmar, starszy pracownik naukowy w Instytucie Fizyki Cząstek Elementarnych (ETH) i Europejskiej Organizacji Badań Jądrowych (CERN), stworzył nowy empiryczny model produkcji i zużycia ropy. Uczony odkrył, że Europie Zachodniej będzie trudno zastąpić utracony eksport. Przewiduje się, że zbiorcza konsumpcja w 2020 r. zmniejszy się o 20% w stosunku do 2015 r. Gospodarka europejska ucierpi, ponieważ potentaci branży będą zmagać się z niestabilnością cen przy stale rosnących kosztach produkcji.

We wrześniu ubiegłego roku informowałem o ustaleniach analizy eksperckiej, sporządzonej na zlecenie współautorów Raportu ONZ na Temat Zrównoważonego Rozwoju. W dokumencie podkreślano, że przepływy taniej energii są siłą napędową wzrostu gospodarczego, który zwalnia i wygasa w epoce zasobów o marnej jakości. Ten fenomen obejmuje swoim zasięgiem całą planetę – wskaźnik zwrotu energii z inwestycji (EROI) wraca do wartości z XIX w.

Energia netto Zjednoczonego Królestwa

Przykład Zjednoczonego Królestwa doskonale ilustruje rozgrywający się kryzys energetyczno-gospodarczy. W styczniu 2017 r. Centrum Ekonomii i Polityki Zmiany Klimatu, zarządzane przez Uniwersytet w Leeds i Londyńską Szkołę Ekonomii, przygotowało oszałamiającą wiwisekcję brytyjskiego problemu energii netto. W badaniu podjęto próbę opracowania metodologii, która pozwoliłaby precyzyjnie obliczyć krajowy EROI – ilość energii wykorzystanej do pozyskania danej porcji energii.

Koncepcja EROI wzmacnia świadomość, iż działalność gospodarczą zasila znaczna nadwyżka energetyczna, która pozostaje po odliczeniu energii pochłoniętej przez proces produkowania energii. Im mniej energii spalamy zaopatrując system w nową energię, tym więcej możemy jej zainwestować w towary i usługi. Jeśli na samo wydobycie i wygenerowanie energii przeznaczamy coraz większe nakłady energetyczne, wówczas wartość energii netto maleje, a silnik gospodarki wytraca prędkość.

Werdykt w sprawie wydolności energetycznej Zjednoczonego Królestwa jest ponury. W pierwszej dekadzie XXI w. doszło do redukcji EROI z 9,6 w 2000 r. do 6,2 w 2012 r. Oznacza to, że gospodarka i społeczeństwa odczuwają już energetyczny głód. Francuscy ekonomiści Florian Fizaine i Vincent Court oszacowali, iż minimalny próg EROI, jakiego wymaga nieustający wzrost gospodarczy, wynosi 11. Zjednoczone Królestwo znajduje się poniżej tego poziomu, napisali w podsumowaniu analizy jej autorzy. Innymi słowy, od ponad dwudziestu lat hamulcem wzrostu gospodarczego Zjednoczonego Królestwa jest spadek energii netto. Ta dramatyczna wiadomość nie trafiła na pierwsze strony gazet.

Rozpad

Skoro nikt nie pochylił się nad systemowymi przyczynami krachu z 2008 r. i nie uznał ich za symptom upadku systemowego, polityka musiała przybrać bardziej autorytarną formę. Integralność struktur transnarodowych, takich jak UE, zależy od przepływów taniej energii. Kiedy jej koszt rośnie, a jakość pogarsza się, struktury te słabną i mogą ulec dezintegracji. Nie dysponujemy dostateczną nadwyżką, by inwestować energię w podstawowe dobra społeczne. Dlatego mimo tzw. poprawy gospodarczej – mizernej, bazującej na ekspansji zadłużenia (w sensie biofizycznym jest to pożyczka udzielana dzisiaj przez Ziemię, którą mamy spłacić z tego, co zostało już wyeksploatowane) – siła nabywcza ludzi zmniejsza się.

Decydenci polityczni skupiają się jedynie na objawach. Ich interwencje są doraźne i reakcyjne. W obliczu zaburzenia klimatu Emmanuel Macron postanowił chronić sektor energetyczny i podniósł podatki paliwowe. Nie chciał zmierzyć się z koszmarnymi łańcuchami dostaw francuskich korporacji. Nie chciał karać potężnego lobby naftowego, gazowego i nuklearnego, bo liczy, że pomogą mu w reelekcji. Obciążając finansowo wyłącznie robotników i konsumentów, prezydent sprowokował furię i zamieszki. Demonstranci domagają się zakończenia korporacyjnego pasożytnictwa, wyjścia Francji z Unii Europejskiej i powstrzymania napływu migrantów. Choć żądania nie są pozbawione zasadności, próżno w nich szukać śladów zrozumienia kryzysu planetarnego – nie wykraczają poza banalne narzekania na Duże Banki. Państwo odpowiedziało własnym językiem przemocy – w tłum uderzyły armatki wodne i gaz łzawiący, zaaresztowano ponad tysiąc osób i zagrożono użyciem wojska.

Oto mikrokosmos tego, co może się wydarzyć, gdy zarówno kraje, jak i ich obywatele nie potrafią zrozumieć głębszej dynamiki systemu, który niedomaga. Francuskie protesty nie pojawiły się znikąd. Stanowią one nieodłączną część spadkowego trendu EROI – społeczeństwo uzyskuje coraz mniej z działalności gospodarczej, ponieważ koszty energetyczne rosną, a wydajność starzejącej się, scentralizowanej infrastruktury i technologii epoki przemysłowej maleje. Przeciętny człowiek odczuwa te braki w swoim codziennym życiu. Podwyżki podatków nie były przyczyną protestów, tylko ich katalizatorem.

Świat Zachodu nie uchroni się przed konsekwencjami niezrównoważonego systemu, którego strzeże od zakończenia II wojny światowej: strukturalna zależność od paliw kopalnych i mozaiki sojuszy z despotycznymi reżimami położyła podwaliny pod zmianę klimatu, wyczerpanie ropy konwencjonalnej, kryzys żywnościowy i gospodarczy.

Dr Nafeez Ahmed jest dziennikarzem śledczym, wykładowcą, analitykiem bezpieczeństwa międzynarodowego i ekspertem ds. kryzysu systemowego.

Wpisy powiązane tematycznie: Termodynamiczny upadek nafty, Przed nami upadek deflacyjny?, Quo vadis, Brytanio?, Brudne sekrety czystej energii

Tłum. exignorant

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Gospodarka, finanse, surowce i energia, Upadek cywilizacji. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.