Przejawy kulturowego lęku przed śmiercią

Druga część rozmowy ze Stephenen Jenkinsonem, nauczycielem, pisarzem, aktywistą duchowym, rzeźbiarzem, muzykiem i rolnikiem.

Tanatofobia przenika naszą kulturę. Istnieją jej liczne wersje. Wiele z nich nie przypomina fobii w najmniejszym stopniu.

Przywołajmy przesłanie „Możesz wszystko!”. To rodzaj manii, której kontury są skrzętnie ukrywane przed dziećmi. Tymczasem mamy tu do czynienia z najbardziej nietolerancyjną manią, jaką można sobie wyobrazić. „Możesz wszystko”. Gdzie mieszka to „możesz”? Gdzie znajduje się to coś, czemu nadaje się miano „mojego potencjału”? Gdzie mam go szukać? Z definicji rezyduje on w przyszłości. A kiedy wydarza się przyszłość? Odpowiedź brzmi: nie wydarza się nigdy. Przyszłość jest zawsze, ale jeszcze nie teraz – pozostaje niezrealizowaną częścią całej reszty. Starsza osoba, która poddaje młodego człowieka torturze zwanej „twój potencjał”, sprawia wrażenie, że ów potencjał dostrzega. Odbiorca nie ma o nim pojęcia, lecz musi sprostać określonemu standardowi. Takie podejście cuchnie nietolerancją wymierzoną we wszystko, co jest zwyczajne, przeciętne i typowe. Tak więc jedynym dozwolonym wariantem ciebie jest superbohater. Właśnie to mieści w sobie strach przed śmiercią, który jest w rzeczywistości awersją wobec granic – w tym wypadku awersją ludzi dobrze poinformowanych.

Mówienie o tanatofobii w tych kategoriach nieuchronnie prowadzi do rozważań o tym, co zrobiliśmy z zakątkiem Ziemi, który przypadł nam w udziale. Prowadzimy je operując niemal identycznym językiem. Wypełnia nas skrajny lęk przed ograniczeniami. Jesteśmy uzależnieni od wzrostu. Jesteśmy uzależnieni od kompetencji. Nietolerancja, którą one w sobie mieszczą, może sprawiać wrażenie afirmacji życia jedynie wówczas, gdy życie postrzegamy jako scenę, po której pląsa nasz geniusz. Wiemy doskonale, iż życie nie pełni funkcji takiej estrady. Życie często bywa przynoszącym udrękę, popsutym miejscem lub – jak ujął to mój niedawno zmarły ziomek – pęknięciem, przez które wpada światło. I tyle. Zatem głęboka nietolerancja wobec ograniczeń w istocie skazuje nas na projekt nieograniczonego i nieskrępowanego wzrostu. Jego inna odmiana, do której chcę się odwołać, nie jest koncepcją, lecz możliwym do zaobserwowania faktem.

Przez wiele lat pracowałem na onkologii. Najlepszą definicją nowotworu jest „wzrost dla niego samego”. Guz rośnie niepohamowanie. Kiedy opisujemy ten proces, z pomocą przychodzi nam mowa ekonomiczna. Spowolnienie tempa wzrostu to dobra wiadomość dla pacjenta, ale zła dla guza. Jego zadaniem jest ciągłe przyspieszanie bez względu na konsekwencje dla nosiciela. Brzmi znajomo, prawda? Katastrofalnie znajomo. Najwyraźniej ucieczka na Marsa jest teraz naszym planem B. Pieniądze Doliny Krzemowej idą na pokonanie chorób, na pokonanie śmierci i na podbój Marsa. To dość zdumiewające. Każdy z zastępu technologicznych miliarderów używa terminologii z zakresu filantropii. Słowo „filantropijny” oznacza „kochający ludzi”. Cóż, przymiotnik „antropocentryczny” lepiej odzwierciedla charakter tych przedsięwzięć. Skoro mamy nie umierać, to co, do cholery, powinniśmy robić? Czy nasza śmierć jest tak straszliwą zniewagą, że musi ją ostatecznie zmazać forsa techno-bogaczy? Czy nie jest to obsesja wzrostu w innym kierunku?

Nowotwór dosłownie uśmierca to, co go żywi. Zakres jego obowiązków obejmuje jedną czynność: rosnąć. Przychodzi na myśl język przemysłu „rozwoju osobistego”, dzięki któremu tak łatwo rozpoznaje się na całym świecie Stany Zjednoczone. Ta sama mania po raz kolejny. Ta sama nietolerancja. Ta sama ślepota i głęboka niechęć do bycia istotą ludzką powściąganą przez żal. Nie chodzi o skrępowanie, tylko o więź z tym, co podtrzymuje twoją egzystencję. Jeżeli wdrażasz projekt braku ograniczeń i nieskrępowania, oszukujesz. Gdy prowadzisz życie oparte na odżywczej wzajemności, wówczas skrępowanie polega na praktykowaniu dyscypliny, aby twoje zdolności służyły czemuś. Postępując w ten sposób uznajesz, jak wiele otrzymałeś jako odbiorca i beneficjent usług. Byłeś nim chociażby w dzieciństwie, którego koniec często następuje poprzez rozpoznanie, jak dużo czerpałeś nawet tego nie dostrzegając. Pewnego dnia być może zwrócisz się do swojego rodzica tymi słowami: Przepraszam, ale przez długi czas nie miałem/miałam o tym pojęcia. W odpowiedzi zapewne usłyszysz: Tak, wiem. Z poziomu rodziny przejdźmy na poziom planetarny. Której ziemskiej istocie możemy teraz wyjawić nasze ubolewanie: Wybacz, ale nie miałem/miałam o tym pojęcia…?

Stephen Jenkinson zrewolucjonizował pojmowanie śmierci w Kanadzie i Ameryce Północnej. Jako dyrektor programu badań w jednym z czołowych kanadyjskich szpitali oraz adiunkt na znanej kanadyjskiej uczelni medycznej, prowadził konsultacje na rzecz opieki paliatywnej i hospicjów. Przez wiele lat pracował z osobami umierającymi i ich rodzinami. Dzisiaj prowadzi Orphan Wisdom School – dom nauczania i uczenia się głębokiego życia i tworzenia kultury zakorzenionej w historii, czerpiącej z mądrości przodków, ludów rdzennych. Stephen ukończył Uniwersytet Harvarda (teologia) i Uniwersytet w Toronto (praca społeczna).

Wpis powiązany tematycznie: Opowieść kultury śmierci”

Tłumaczenie: exignorant

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Poza nadzieją. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.