Chiny mają plan

Przywrócimy spokój, harmonię i piękno przyrody. Zbudujemy ekologiczną cywilizację, która przyniesie korzyści kolejnym pokoleniom”. Xi Jinping, Sekretarz Generalny Komunistycznej Partii Chin

Tylko w Chinach możliwe jest zainspirowanie tak ogromnego projektu jak Jeden Pas, Jeden Szlak i przystąpienie z wigorem do jego realizacji. […] Chiny istotnie mogą pomóc we współkształtowaniu pożądanego oblicza przyszłości, ograniczając piętrzące się globalne zagrożenia i ryzyko wielkiej katastrofy, daleko wykraczającej poza obszar ekonomiczny”. Prof. Grzegorz Kołodko, „najczęściej cytowany na świecie polski ekonomista”

Prof. William F. Laurance, australijski biolog ochrony środowiska, autor ośmiu książek i ponad 600 prac i artykułów badawczych, podzielił się 28 marca 2017 i 22 maja 2018 swoimi spostrzeżeniami na temat „zielonych” ambicji Chin.

Jedwabny szlak zniszczenia

Pod względem skali chiński „Jeden Pas, Jeden Szlak” (Belt and Road – BRI) miażdży wszystkie dotychczasowe przedsięwzięcia cywilizowanej ludzkości z zakresu „zagospodarowania terenu”. Zgodnie z zatwierdzonym planem jest to komplet 7 000 projektów infrastrukturalnych i wydobywczych o wartości 8 bilionów dolarów, rozproszonych w ponad 70 krajach. Swoim zasięgiem BRI ma objąć połowę planety – od Azji i Afryki po Europę i Południowy Pacyfik – i tym samym wywrzeć dramatyczny wpływ na każdy aspekt człowieczej działalności. Biorąc pod uwagę różnorodność biologiczną i środowisko naturalne, „wyczyn” ten będzie najgorszą rzeczą, jaka spotkała planetę na przestrzeni minionych czterdziestu lat. Wiem, o czym mówię – wraz z koleżankami i kolegami widzieliśmy w tym okresie niejedno przerażające wydarzenie w Amazonii, Afryce, Azji i na Pacyfiku.

BRI spotęguje antropogeniczne zaburzenie klimatu poprzez niewyobrażalne zmiany w sposobie użytkowania gruntów, wylesianie i emisje gazów cieplarnianych w następstwie prac przemysłowych, transportowych i budowlanych. Nowe drogi i pozostałe obiekty zapewnią dostęp do dziewiczych obszarów, które zostaną wykarczowane, przekopane, strawione przez płomienie, poddane spekulacjom rynkowym itd. Nastąpi utrata i degradacja siedlisk rodzimych, w tym lasów. Magazynują one w swojej biomasie miliardy ton węgla i wypompowują duże ilości pary wodnej. Generując opady, niezbędne dla wzrostu roślinności i ograniczania pożarów, i tworząc chmury, odbijające znaczną część energii słonecznej z powrotem w kosmos, redukują wartość globalnego ocieplenia.

Mapa BRI.

Spycharka BRI wyruszy wgłąb wielu najbogatszych w węgiel ekosystemów, szczególnie w regionach tropikalnych i subtropikalnych południowej, centralnej i południowo-wschodniej Azji, na południowym Pacyfiku i w Afryce równikowej. Najpoważniejsze spustoszenie wywołają budowy, które pochłaniają beton, metale, minerały i wiele innych surowców. Beton to jeden z najdroższych w wymiarze energetycznym i węglowym produktów wytwarzanych przez ludzi. Chińczycy szacują, że jego zużycie będzie większe niż w przypadku wszystkich dotychczasowych projektów infrastrukturalnych świata. Poszukiwania piasku zdewastują liczne systemy przybrzeżne i rzeczne.

Po przekopaniu mnóstwa „zielonej propagandy” nie dostrzegam w BRI niczego, co pozwoliłoby na osiągnięcie deklarowanych celów klimatycznych. Z pewnością Chińczycy nie poniosą żadnej odpowiedzialności za emisje uwolnione wskutek działań innych państw – nawet gdy to ich dłoń będzie uderzać siekierą lub włączać betoniarkę. Główne, szerokie korytarze BRI przebiegną przez 1739 „Ważnych obszarów ptactwa” lub „Kluczowych obszarów bioróżnorodności”, a także przez 46 z „200 najważniejszych globalnych ekoregionów”. Dla biologa jest to oszałamiająca lista – przedstawia najbogatszą biologicznie strefę na Ziemi. Jest na niej zbyt wiele godnych wyliczenia miejsc, ale nazwę tylko kilka z nich – zagrożone lasy równikowe Półwyspu Malajskiego, lasy Mjanmy, ekosystemy Himalajów, zanikające lasy tropikalne na Borneo i Sumatrze, megafauna Kotliny Konga.

Dwie dekady „ekspansji globalnej”

Przez ostatnie 35 lat pracowałem w Amazonii, Afryce oraz regionie Azji i Pacyfiku. Zajmowałem się głównie lasami tropikalnymi, bioróżnorodnością i czynnikami sprawczymi użytkowania gruntów i zmiany klimatu.

Na całym świecie, praktycznie na każdym kontynencie, Chiny wydobywają surowce naturalne, spalają zasoby energetyczne, realizują operacje rolnicze i infrastrukturalne – budują drogi, linie kolejowe, zapory wodne, kopalnie. Przedsięwzięcia o niewiarygodnym rozmachu powodują bezprecedensową destrukcję ekosystemów i różnorodności biologicznej. Ich szybkie tempo nie spada, mimo niedawnego spowolnienia chińskiej gospodarki. W krajach rozwijających się powstają plany kolejnych gigantycznych inicjatyw.

Międzynarodowa pogoń za surowcami naturalnymi rozpoczęła się na dobre w 1999 r., kiedy chińska „Strategia ekspansji globalnej” zliberalizowała politykę inwestycyjną i wprowadziła odpowiednie bodźce finansowe, by zapewnić zagraniczne inwestycje i kontrakty. Imponujące rezerwy walutowe oraz oficjalne błogosławieństwo przewodniczącego Denga Xiaopinga, zawarte w słowach „uzyskanie bogactwa przynosi chlubę”, sprawiły, że międzynarodowe inwestycje Chin – oraz ich oddziaływanie na świat przyrody – odnotowały gwałtowny wzrost.

W latach 2004-2014 chiński Bank Eksportowo-Importowy przeznaczył blisko 10 miliardów dolarów na wschodnioafrykańskie koleje, w których budowę zaangażowane były chińskie korporacje. Chińczycy partycypują w kosztach i wykonaniu sieci kolejowych w Kenii i Ugandzie, których odnoga ma przebiegać przez Park Narodowy Nairobi. Nawet w odległym wnętrzu Kotliny Kongo chińskie koncerny są mocno zaangażowane w operacje komunikacyjne, górnicze i wycinkę lasów – byłem tego świadkiem w Kamerunie i Demokratycznej Republice Konga. Chiny proponują również położenie 5 000 kilometrów torów, które przecięłyby na wskroś Amerykę Południową – penetracja terenów zalesionych i sawann umożliwiłaby transportowanie soi, drewna i innych towarów na wybrzeże Pacyfiku, skąd trafiłyby one do Azji.

Wielka Tama Odrodzenia w Etiopii.

Chiny są dominującym inwestorem i budowniczym zapór wodnych. Wiele z nich powstaje w biologicznie zróżnicowanych regionach, gdzie budowle hydrotechniczne i obsługujące je dojazdy i linie energetyczne otwierają dostęp do nowych terenów pod „zagospodarowanie”. Chiny planują, sponsorują lub konstruują główne zapory w Afryce. Należy do nich Wielka Etiopska Tama Odrodzenia, której uruchomienie nastąpi w niebawem. Konsorcjum chińskich firm uczestniczy w przetargu na zaporę Grand Inga na rzece Kongo – będzie to seria tam tworząca największą hydroelektrownię na Ziemi. Chociaż prace inżynieryjne mogą zostać zainaugurowane jeszcze w tym roku, DRK jak dotąd nie przeprowadziła żadnych badań szacujących skutki ekologiczne. Na własnym podwórku Chińczycy wznoszą 20 kolosalnych zapór na Mekongu, które zredukują bioróżnorodność i łowiska w Laosie, Kambodży i Wietnamie – krajach położonych w dole rzeki.

Szczegółowy raport przygotowany przez Global Canopy Program, brytyjską grupę badawczą, ujawnił, że chińskie firmy i organizacje finansowe są w czołówce sprawców wylesiania tropików. Chiny konsumują ogromne ilości drewna z nielegalnych wyrębów i podejmują spóźnione kroki zmierzające do zatrzymania jego napływu na rynki lokalne. W zachodniej Afryce trwa przestępczy wyrąb drzew palisandrowych, napędzany wysokim popytem w Chinach. Jeszcze gorzej jest w całym regionie Azji i Pacyfiku, gdzie nadmierna eksploatacja lasów rodzimych, obejmująca obszar od Syberii po Wyspy Salomona, karmi chińskich klientów.

Żadne państwo nigdy nie zmieniło planety na równie dużą skalę, w tak krótkim terminie i z taką determinacją. Trudno jest znaleźć zakątek rozwijającego się świata, w którym Chiny nie odpowiadają za dramatyczne przeobrażenie miejscowego środowiska. Według przeprowadzonej przez Bank Światowy analizy chińscy inwestorzy zagraniczni i przedsiębiorstwa biorą na cel biedniejsze kraje, ponieważ nie obowiązują w nich restrykcyjne przepisy ochrony przyrody, dzięki czemu mogą one pełnić funkcję „rajów dla zanieczyszczeń”.

Chińskie ministerstwa opublikowały w bieżącym dziesięcioleciu serię „zielonych dokumentów” opisujących wzniosłe wytyczne środowiskowe i społeczne dla korporacji narodowych. Rząd przyznaje, że z ich wdrażaniem jest kiepsko, ale nie dostrzega w tym własnej winy. Zamiast tego podkreśla, iż firmy posiadają dużą autonomię, zatem odpowiedzialność za stan rzeczy spoczywa na krajach, które nie kontrolują ich z należytą skrupulatnością. Rażące wykroczenia środowiskowe są tolerowane, ponieważ chińskie koncerny działające za granicą są szalenie dochodowe.

Krajowa sytuacja ekologiczna jest nie mniej krytyczna. Stopień zatrucia powietrza, wody i gleby w aglomeracjach takich jak Pekin, Szanghaj czy Xingtai należy do najgorszych na planecie. Rozległe tereny wschodnich i centralnych Chin stały się terytoriami tak toksycznymi, że panujące warunki zagrażają wszystkim żywym organizmom. Chińscy przywódcy i naukowcy przyznają, iż tamtejsza różnorodność biologiczna doznała wielkich strat.

W ostatnim czasie nastąpiła zmiana lidera w światowej klasyfikacji krajów wprowadzających do atmosfery rekordowe ilości węgla: Chiny wyprzedziły Stany Zjednoczone [z wyjątkiem Pentagonu; przyp. tłum.] i aktualnie wytwarzają dwa razy więcej gazów cieplarnianych niż USA. Przodują też w emisjach niebezpiecznych zanieczyszczeń powietrza takich jak dwutlenek siarki i tlenek azotu. Prawdą jest, że Chiny inwestują w nowe technologie wiatrowe i słoneczne, ale nieporównanie więcej funduszy przeznaczają na pozyskiwanie ropy i węgla, generowanie energii wodnej i jądrowej.

Fragment artykułu z International Viewpoint.

Niereformowalny system gospodarczy

Chińskie miasto-widmo.

Richard Smith, historyk ekonomiczny, napisał: „Polityczno-gospodarczy system Chin charakteryzują czynniki wzrostu – potrzeba maksymalizacji wzrostu gospodarczego, wykraczającego poza jakąkolwiek racjonalność rynkową, a także potrzeba maksymalizacji zatrudnienia i konsumpcjonizmu – które są bardziej potężne i samobójcze ekologicznie niż ‚normalny’ kapitalizm w wydaniu zachodnim. Czynniki te są odpowiedzialne za irracjonalny ‚ślepy wzrost’, ‚ślepą produkcję’ i niekontrolowane zanieczyszczenie. I chociaż przewodniczący Xi opisał je jako ‚bezsensowny rozwój kosztem środowiska’, to nie jest on w stanie ich zmienić”.

Dynamika kapitalistyczna jest już silnie zakorzeniona w chińskiej gospodarce i przybiera na intensywności z każdym rokiem. Kierownictwo partii komunistycznej zmieniło rolę rynku z „podstawowej” na „decydującą” w trakcie kluczowego plenum Komitetu Centralnego w 2013 r. Ciągłość obranego kursu została ustalona na kongresie partii w październiku 2017 r., na którym ponownie zaakcentowano „rozstrzygającą rolę” rynku.

Chiny pożerają najwięcej surowców przemysłowych na świecie, co jest funkcją obłąkańczego tempa inwestycji kraju. Marnotrawstwo obejmuje też artykuły konsumpcyjne. Planowane ograniczenie trwałości produktów wymknęło się spod kontroli, produkcji nie determinuje rozsądne zapotrzebowanie: wznoszona jest bezużyteczna infrastruktura, która przybiera postać „miast-widm”; budynki są wyburzane po kilku dekadach; duże urządzenia (lodówki, pralki etc.) psują się i rozpadają po upływie paru sezonów.

Reformy rynkowe zachęcają do zbędnych inwestycji, które będą kontynuowane w zawrotnym tempie. Do 2030 r. Chiny mają zamiar oddać do użytku powierzchnię mieszkalną dla 3,4 miliarda ludzi. Dziennik Shanghaist podał, że „samorządy lokalne planują 3 500 nowych obszarów miejskich”, i uznał tę strategię za „lekką przesadę”. Pojedynczy projekt o nazwie „Nowy Obszar Xionganu” po ukończeniu będzie trzy razy większy od Nowego Jorku.

Taki system nie uczyni swoim priorytetem ochrony przyrody. Chińska gospodarka sweatshopowa opiera się na montowaniu / składaniu produktów z części tworzonych gdzie indziej – komponenty są nadsyłane z całego świata, a produkt końcowy jest eksportowany. Transport warunkujący funkcjonowanie globalnych łańcuchów produkcyjnych / dostawczych generuje zanieczyszczenia i potęguje globalne ocieplenie. Wszystkie bodźce rynkowe skłaniają Chiny do zwiększania udziału w zaburzaniu klimatu, dlatego Pekin nie przyczyni się do odwrócenia trendów prowadzących ku nieuchronnemu upadkowi ekosystemów planety.

Oczywiście winni są nie tylko Chińczycy. Zachodnie korporacje międzynarodowe z entuzjazmem przeniosły swoje fabryki do Azji, z kolei zachodni kapitał ułatwił realizację zatrzęsienia chińskich projektów. Bank Światowy udzielił pożyczek na Zaporę Trzech Przełomów, która przesiedliła 1,3 miliona ludzi. Budowę wsparły również fundusze z Kanady, Francji, Niemiec, Szwajcarii, Szwecji i Brazylii.

Wynik badania opublikowanego 14 maja 2018 w Nature.

Przenoszenie emisji CO2

Chiny – podobnie jak wcześniej Europa i Ameryka Północna – przenoszą swoje emisje dwutlenku węgla. Kraj w coraz większym zakresie żywi i ubiera swoją coraz liczniejszą klasę średnią produktami importowanymi z Bangladeszu, Wietnamu i innych państw, których gospodarki zasilane są paliwami kopalnymi. Stabilizacja poziomu lokalnej produkcji CO2 może zostać osiągnięta jedynie kosztem innych narodów – ich emisje odnotują znaczny wzrost, co będzie konsekwencją zaspokojenia apetytów 1,4 miliarda chińskich konsumentów. Na przykład Bangladesz musiałby zwiększyć swoje emisje nawet trzykrotnie w latach 2015-2030.

W 2013-2015 r. w Chinach nastąpił spadek udziału węgla w generowaniu prądu, ale w tym samym okresie azjatyckie państwa rozwijające się odnotowały wzrost jego spalania o 10%. Ilość CO2 uwolnionego przez Bangladesz i Wietnam podczas produkcji tekstyliów i ubrań importowanych przez Chiny zwiększyła się odpowiednio o 175% i 236% w ciągu zaledwie siedmiu lat. Koncentracje dwutlenku węgla zawarte w artykułach wytwarzanych i eksportowanych przez Chiny zmniejszyły się w tym czasie jedynie o około 30%. Analiza wykazała, iż przenoszenie emisji nie ma związku z polityką klimatyczną. Chińskie gałęzie przemysłu po prostu redukują w ten sposób wydatki związane z wynagradzaniem siły roboczej, nieruchomościami lub przestrzeganiem przepisów dotyczących ochrony środowiska.

Według oficjalnych danych Ministerstwa Środowiska i Ekologii (sic) Chin w 2018 r. kraj wrzucił do wód przybrzeżnych rekordową w tym dziesięcioleciu ilość odpadów: 200,7 miliona metrów sześciennych. W 2017 r. było ich mniej o 27%. Resort dodał, że większość śmieci trafiła do delt Jangcy i Rzeki Perłowej, gdzie znajdują się główne strefy przemysłowe wschodniego wybrzeża Chin.

Węgiel ponownie priorytetem Chin [Financial Times, 25.11.2019]

Vincent Yu, zastępca dyrektora generalnego chińskiego koncernu Yingli Solar, skarży się, że interesy idą kiepsko. Od dwóch lat odczuwamy ogromną presję. Subsydia na projekty związane z energią słoneczną zostały zmniejszone, powiedział Yu. Według jego szacunków wartość mocy dodanej przez energetykę słoneczną w 2019 r. będzie w Chinach niższa o 40% w porównaniu z 2017 r. – osiągnęła wówczas swój szczyt (53 gigawatów). Yingli był największym na świecie producentem paneli słonecznych w 2012 i 2013 r. Od 2016 r. firma zalega ze spłatą zobowiązań. Mimo że nadal wytwarza panele słoneczne, jej fabryki generują straty, a najcenniejszym majątkiem jest posiadana ziemia. Yingli to najbardziej znana ofiara zmiany strategii rządowej, której skutki odczuwa cały sektor energii odnawialnej kraju – niegdyś światowy lider branży. Chińskie inwestycje w tzw. czystą energię gwałtownie maleją – z 76 miliardów dolarów w pierwszej połowie 2017 r. do 29 miliardów dolarów w pierwszej połowie 2019 r. Chiny są też największym na świecie budowniczym nowych elektrowni węglowych. Międzynarodowa Agencja Energetyczna (IEA) podała, że w 2018 r. chińskie emisje dwutlenku węgla osiągnęły rekordowo wysoki poziom – odpowiadały za ponad połowę globalnego ich wzrostu związanego z wytwarzaniem elektryczności.

Bloomberg New Energy Finance poinformował, iż chińskie emisje CO2 będą w 2019 r. wyższe o około 3% niż w 2018 r. Inwestycje kraju w odnawialne źródła energii spadły w pierwszej połowie 2019 r. o 39%. Pięć lat temu, kiedy gospodarka rosła w szybkim tempie, Pekin uznawał politykę ochrony środowiska za podstawę transformacji gospodarczej, polegającej na stopniowym odchodzeniu od energochłonnego przemysłu ciężkiego. Dzisiaj gospodarka rośnie najwolniej od 30 lat. W ramach inicjatywy „Jeden Pas, Jeden Szlak” banki państwowe przeznaczyły ponad 30 miliardów dolarów na uruchomienie zagranicznych elektrowni opalanych węglem. Li Keqiang, premier Chin, w zeszłym miesiącu potwierdził, że węgiel znowu jest priorytetem. Kraj pozostaje największym jego producentem. Wielu analityków uważa, iż decydują o tym z jednej strony względy bezpieczeństwa energetycznego, a z drugiej konieczność pobudzania aktywności  gospodarczej tańszą energią.

Oprac. exignorant

Ten wpis został opublikowany w kategorii Gospodarka, finanse, surowce i energia. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.