Spalone drzewa, zatuszowane emisje

Skrót artykułu Justina Catanoso z 2 maja 2018.

Międzyrządowy Zespół ds. Zmiany Klimatu ONZ (IPCC) uznaje pelety drzewne (granulat, biomasa) za neutralną pod względem emisji gazów cieplarnianych alternatywę paliwową dla węgla kopalnego. W konsekwencji liczne elektrownie w Europie zasilane są drewnem. Badanie opublikowane 21 lutego 2018 w Environmental Research Letters ustaliło, że ta praktyka pozyskiwania energii, promowana przez rządy jako odnawialna i zrównoważona, w rzeczywistości emituje więcej CO2 niż eksploatacja węgla. Spalanie drewna jest po prostu mniej wydajne energetycznie – ażeby wytworzyć taką samą ilość kilowatogodzin, trzeba zużyć mnóstwo surowca i uwolnić większą ilość dwutlenku węgla. Co więcej, luka w wytycznych rachunkowości węglowej IPCC pozwala Unii Europejskiej, Wielkiej Brytanii i Stanom Zjednoczonym na zaniżanie emisji CO2 ze spalania biomasy.

Autorka analizy Mary Booth odkryła, że wbrew oficjalnym zapewnieniom przemysłu granulat nie jest produkowany z drewna odpadowego (np. konarów), tylko z całych drzew. Mimo to podstawą swojego dochodzenia uczyniła fałszywe założenie, iż głównym źródłem paliwa są odpady. Okazało się, że „na przestrzeni dekad nawet 95% dwutlenku węgla emitowanego (przez elektrownie wykorzystujące biomasę) stanowi dodatek netto do całkowitych koncentracji atmosferycznych tego gazu”. Wynik potwierdza, że decyzje IPCC dotyczące rachunkowości węglowej zostały upolitycznione – tworzący je negocjatorzy rozmyślnie pozostawili otwartą furtkę, która pozwala rządom tworzyć pozory redukowania emisji.

Granulat drzewny.

Karolina Północna słynie z obfitości sosen – długoigielnej, białej i taeda. Stan jest wiodącym amerykańskim eksporterem biomasy pochodzącej przede wszystkim z plantacji tych roślin. Statki towarowe wypełnione 45 000 ton peletów drzewnych regularnie wypływają do Wielkiej Brytanii i UE. Ładunki kończą w piecach zakładów wytwarzających energię. Biomasa z Ameryki jest liczona jako emisje dwutlenku węgla wyprodukowane przez USA: modele IPCC zakładają, iż ta materia organiczna ostatecznie obumarłaby, zgniła, uległa rozkładowi i uwolniła przechowywany w niej węgiel. W celu uniknięcia tzw. „podwójnego liczenia” nie uwzględnia się CO2 trafiającego do europejskiej atmosfery podczas spalania granulatu, ponieważ zgodnie z innym założeniem w Karolinie Północnej szybko sadzi się nowe drzewa, które teoretycznie i bezzwłocznie wchłaniają dwutlenek węgla wyemitowany po drugiej stronie Atlantyku. „To kłamstwo! Nie owijajmy w bawełnę – IPCC pozwala na kreatywne rozliczanie emisji ze spalania biomasy, co potencjalnie czyni nas ofiarami myślenia magicznego, ponieważ zgadzamy się kolektywnie, że CO2 z drzew w Karolinie Północnej nie wlewa się do atmosfery w krótkim terminie i nie potęguje zmiany klimatu”, mówi Booth.

Nowo posadzone drzewa potrzebują dekad na absorpcję dwutlenku węgla, który został wprowadzony do atmosfery podczas kilkudniowego spalania biomasy drzewnej. „Założenie o neutralności węglowej w pewnym momencie stanie się faktem”, wyjaśnia Rich Birdsey, który przez 40 lat pracował w Służbie Leśnej USA, a obecnie jest starszym naukowcem w Centrum Badań Woodsa Hole’a w Massachusetts, gdzie analizuje relację biomasa-energia. „Mówimy o dalekiej przyszłości – kiedy w ciągu setek lat dojrzeją hektary nowych drzew. Niestety idea neutralności zdołała uzyskać powszechną akceptację, zanim ludzie zrozumieli, że obliczanie emisji jest zagadnieniem bardziej skomplikowanym, niż przypuszczano. Pomysł pojawił się 20 lat temu i nikt nie chce z niego zrezygnować – zwłaszcza państwa i branże, które robią dobry interes na produkcji drewna i energii”.

Dlaczego IPCC najwyraźniej akceptuje niewłaściwe rozliczanie emisji? Bo jego naukowcy są technokratami”, tłumaczy prof. Doreen Stabinsky. „Ten organ nie jest neutralny. Na ekspertów IPCC ma wpływ polityka. Na ich spotkaniach często mówi się o niej wprost”. Stabinsky przytacza wiedzę, którą uzyskała z pierwszej ręki – jako naukowiec Koledżu Atlantyckiego (College of the Atlantic) studiuje związek między strategiami ochrony środowiska a polityką. Przedstawiciele branży bioenergetycznej, tłumaczy badaczka, są członkami IPCC i pomagają formułować wytyczne ONZ odnośnie bilansu gazów cieplarnianych. Poza tym kraje dysponujące dużymi obszarami lasów – chociażby USA i Brazylia – agresywnie lobbują, aby zapewnić sobie korzystne warunki liczenia leśnych emisji węgla, w tym ze spalania biomasy.

Prawdą jest, że przestawiając się na drewno Wielka Brytania i UE zmniejszają emisje z konsumowania paliw kopalnych. Nie zmniejszają jednak swoich całkowitych emisji gazów cieplarnianych. Kraje obliczają swoje emisje tak, jakby były neutralne pod względem węglowym”, dodaje Birdsey. W nadchodzących latach przewidywana jest ekspansja bioenergii o 1000%. Spalanie drewna wzrośnie o 9 miliardów ton rocznie. Booth ostrzega, że cele paryskiego porozumienia klimatycznego są nieosiągalne. „Przechwytywanie i magazynowanie węgla jest fantazją”, przyznaje. Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Unia Europejska, a także Chiny i Indie mogą bawić się w iluzjonistów – ich emisje mogą „znikać” w magicznym worku kalkulacji IPCC. Ale przyrody oszukać się nie da.

W swoim raporcie z 10 listopada 2017 Global Carbon Project podał, że cywilizacyjne emisje dwutlenku węgla wzrosły w 2017 o 2%. Tym samym ustanowiony został nowy rekord. Świat miał nadzieję, że ilość CO2 uwalnianego przez przemysł węglowy, naftowy i gazowy już nigdy nie wzrośnie. W komentarzu organizacja stwierdziła, że dla ludzkości oznacza to „gigantyczny krok wstecz”.

Naukowcy z Uniwersytetu Kalifornijskiego w San Diego potwierdzili 2 maja 2018, że średnie miesięczne koncentracje dwutlenku węgla przekroczyły w kwietniu 2018 wartość 410 ppm. Stało się to po raz pierwszy w historii naszego gatunku. W dniu 23 kwietnia 2018 średni godzinny poziom atmosferycznego CO2 zarejestrowany w laboratorium Mauna Loa na Hawajach wyniósł 413.37 ppm. Pięć dni wcześniej we wschodniej Syberii – gdzie wybuchły pożary – odnotowano stężenie dwutlenku węgla na poziomie 973 ppm.

Wkraczamy w okres, w którym atmosfera zaczyna przypominać stan, jaki panował 15-17 milionów lat temu podczas optimum klimatycznego pierwszej połowy miocenu, kiedy to po raz ostatni stężenia CO2 przekroczyły próg 405 ppm. Ówczesne warunki planetarne radykalnie odbiegały od obecnych. Stężenia atmosferycznego dwutlenku węgla ulegały skrajnym wahaniom od 300 do 500 ppm. Temperatury przekraczały wartości odnotowane w XIX w. o 3-5 stopni Celsjusza. Poziom morza był wyższy o 36-58 metrów. Należy pamiętać, że aktualne koncentracje atmosferycznego metanu wynoszą >2 000 ppb (części na miliard). Skoro w perspektywie krótkoterminowej gaz ten ma co najmniej 100 razy większy potencjał ocieplenia niż dwutlenek węgla, to generuje on ciepło równe >200 ppm CO2. Zatem atmosferyczny ekwiwalent koncentracji dwutlenku węgla przekroczył już 600 ppm.

Klimatolodzy z NASA obliczyli, że maksymalnym, pozwalającym przetrwać rasie ludzkiej pułapem koncentracji CO2 jest przedział od 300 do 350 ppm.

Wpisy powiązane tematycznie: „Krótka historia bezpiecznego limitu”, „Brudne sekrety ‚czystej energii’”.

Opracowanie: exignorant

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Klimat. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.