W imię cywilizacji i zbawienia

Leopold II, król Belgii.

Skalę kolonialnych zbrodni cywilizacji zachodniej i spowodowanego przez nią cierpienia oddaje słowo „bezmiar”. Tylko w Ameryce Północnej europejska inwazja pozbawiła życia kilkadziesiąt milionów rdzennych mieszkańców kontynentu.

Nieliczni przedstawiciele Zachodu mają świadomość tych faktów: „Większa część historii rasowej przemocy została wymazana z pamięci publicznej. Kontroluje ją biały człowiek – zwycięzca. Dopóki tak pozostanie, mit o moralnej wyższości białej rasy będzie utrzymywany, a historyczne fakty nie zostaną ujawnione w pełni i wpisane do narodowego sumienia Ameryki, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Belgii, Portugalii, Francji, Niemiec i innych krajów”.

W latach 1885-1908 belgijski król Leopold II podporządkował Kongo. Swoją domenę nazwał Wolnym Państwem Kongo. Kiedy ją ustanawiał, zapewnił sobie ratyfikację ze strony Ameryki i najważniejszych narodów Europy. Był błyskotliwy i ambitny. Stworzył doskonały aparat propagandy, który przekonał wszystkich, że jest szalonym filantropem gotowym poświęcić fortunę w imię edukowania „dzikusów”. Tymczasem „wykorzystał ich silne dłonie i szerokie barki, aby wypełnić swoje statki skarbami Afryki”. Zniewalając cały naród uczynił zeń maszynę do generowania zysków. Na kości słoniowej i kauczuku zbudował prywatne imperium.

Rządy terroru Leopolda II zabiły około 10 milionów Kongijczyków. Monarcha ostatecznie został zmuszony do przekazania kontroli nad Kongo rządowi belgijskiemu. Oczywiście okrucieństwo trwało nadal. System przymusowej pracy pozostał bez mian. Był zbyt dochodowy. Dopiero na początku lat 20. XX wieku urzędnicy belgijscy zorientowali się, że populacja autochtonów kurczy się w zawrotnym tempie. Ażeby nie zabrakło rąk do pracy, zabójczy model wymagał skorygowania. „Pamiątką” ludobójczej eksploatacji są podziwiane dzisiaj przez turystów architektoniczne atrakcje Brukseli.

Realizację morderczego planu ułatwiło Leopoldowi II zaangażowanie misjonarzy. Oto list, jaki do nich wystosował w 1883 roku:

Wielebni, Ojcowie i Drodzy Rodacy.

Zadanie, które daję Wam do wypełnienia, jest bardzo delikatne i wymaga wiele taktu. Z pewnością udajecie się [do Afryki], aby ewangelizować, ale Wasza ewangelizacja musi przede wszystkim inspirować interesy Belgii. Głównym celem naszej misji w Kongo nie jest uczyć czarnuchów, aby poznali Boga – tę wiedzę już posiadają. Posłuszni są Mungu, Nzambi, Nzakombie; nie mam pojęcia komu jeszcze.

Wiedzą, że zabijanie, sypianie z cudzą żoną, kłamanie i obrażanie jest złe. Miejcie odwagę to przyznać – nie będziemy uczyć ich tego, co już wiedzą. Waszą kluczową rolą jest ułatwienie pracy administratorom i fabrykantom, co oznacza, że będziecie interpretować Ewangelię w taki sposób, w jaki najlepiej będzie chronić Wasze interesy w tej części świata. Mając na względzie ów cel, należy dopilnować, aby nasze dzikusy czuły niechęć do bogactwa, które zalega w ich ziemi. Nie mogą nim się zainteresować – staną się wówczas morderczą konkurencją, która pewnego dnia zapragnie Was obalić.

Znajomość Ewangelii pozwoli Wam odnaleźć treści, które nakażą i zachęcą Wasze owieczki do umiłowania ubóstwa: „Szczęśliwi ubodzy, bowiem to oni posiądą niebo” lub „Trudno bogatemu wejść do królestwa Bożego”. Musicie zachować dystans i sprawić, aby nie darzyli szacunkiem niczego, co ośmieliłoby ich do okazania nam lekceważenia. Odnoszę się tu do ich systemu mistycznego oraz skłonności do samoobrony, których rzekomo nie chcą porzucić – zrobicie wszystko, co w Waszej mocy, by zniknęły.

Wasze działania będą skoncentrowane głównie do młodszych, bowiem zaniechają rewolty, kiedy rekomendacja kapłana będzie sprzeczna z naukami ich rodziców. Dzieci muszą nauczyć się słuchać tego, co zaleca misjonarz, który jest ojcem ich duszy. Musicie bezwzględnie domagać się całkowitego ich podporządkowania i posłuszeństwa, unikać w szkołach rozwoju ducha, uczyć dzieci czytania, a nie rozumowania.

Oto, moi Drodzy Patrioci, tylko część zasad, które należy zastosować. W książkach, które będą Wam przekazane na zakończenie konferencji, odnajdziecie wiele innych. Ewangelizujcie czarnuchów tak, aby na zawsze pozostali poddanymi Białych kolonizatorów – aby nigdy nie powstali przeciwko narzuconym ograniczeniom. Każdego dnia recytujcie: „Błogosławieni, którzy płaczą, ponieważ królestwo Boże do nich należy”.

Fragment odezwy władcy:

Nauczcie czarnuchów, aby zapomnieli o swoich bohaterach i wielbili wyłącznie naszych. Wprowadźcie system spowiedzi, który uczyni Was dobrymi detektywami piętnującymi każdego czarnego o świadomości odmiennej od tej reprezentowanej przez decydenta.

Przez dziewięć miesięcy trzymajcie kobiety czarnuchów pod kluczem, aby pracowali dla nas za darmo. Za każdym razem, kiedy składacie wizytę w ich wioskach, zmuście ich, aby na znak uznania płacili Wam kozami, drobiem lub jajami. Zmuście ich do płacenia podatku na każdej niedzielnej mszy. Pieniądze na rzecz ubogich wykorzystajcie do budowy centrów wymiany handlowej.

Działalność misyjna – cywilizowanie przez chrystianizację – była kluczowym instrumentem kolonialnych podbojów. W społeczności zakonników nie brakowało młodych idealistów, których umysły poddano indoktrynacji w klasztorach. Byli elitom Zachodu bardzo potrzebni. Wykonywali swoją misję z pasją, przekonaniem, poświęceniem. Nie mieli wątpliwości, że robią coś autentycznie szlachetnego. Ratują pogan. Szerzą „dobrą nowinę”. Tymczasem stanowili szpicę armii bezwzględnych zdobywców.

Voltaire napisał: „Ci, którzy potrafią sprawić, że uwierzysz w rzeczy absurdalne, mogą cię nakłonić, abyś dopuścił się rzeczy potwornych”.

Opracował: exignorant

Ten wpis został opublikowany w kategorii Imperializm, militaryzm i [neo]kolonializm. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.