Mordując dyplomację (aktualizacja: 7.04.2018)

Może się okazać, że to rzeczywiście Rosja stoi za atakiem chemicznym (w Salisbury). Jednak na tę chwilę państwo brytyjskie nie ma konkretnych podstaw, aby przyjąć to za pewnik. Co oznacza, że państwo brytyjskie już zdecydowało, że niezależnie od dowodów chce wytyczyć ścieżkę prowadzącą do wzmożenia wrogości wobec Rosji. To źle wróży”. Nafeez Ahmed

Boris Johnson, minister spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii.

Artykuł Dmitra Orlova z 16 marca 2018.

Karol von Clausewitz wypowiedział słynny aforyzm: „Wojna jest jedynie kontynuacją polityki innymi środkami”. W wielu przypadkach bywa to prawdą, ale sporadycznie uchodzi za szczęśliwy rezultat. Nie wszyscy przepadają za polityką, ale gdy możliwy jest wybór między polityką a wojną, większość ludzi przy zdrowych zmysłach bez wahania wskaże politykę, która, choć nierzadko pełna złośliwości i skażona korupcją, zwykle ma mniej zabójczy charakter. W stosunkach między krajami polityka znana jest jako dyplomacja i stanowi sztukę formalną, opartą na konkretnym zestawie instrumentów powstrzymujących wybuch konfliktu zbrojnego. Obejmują one otwarte kanały komunikacji do budowy zaufania i szacunku, praktyki poszukiwania wspólnej płaszczyzny porozumienia, wysiłki zmierzające do zdefiniowania scenariuszy korzystnych dla obu stron, a także narzędzia do egzekwowania porozumień.

Dyplomacja jest przedsięwzięciem profesjonalnym, podobnie jak medycyna, inżynieria czy prawo, i potrzebuje wysokiego poziomu wykształcenia specjalistycznego. W odróżnieniu od innych zawodów pomyślne posługiwanie się dyplomacją wymaga skupienia większej uwagi na kwestiach związanych ze sposobem bycia: dyplomata musi być uprzejmy, ujmujący, przystępny, elegancki, skrupulatny, zrównoważony… jednym słowem, dyplomatyczny. Oczywiście w utrzymaniu dobrych, konstruktywnych relacji z danym państwem istotne jest również biegłe posługiwanie się jego językiem, rozumienie jego kultury i znajomość jego historii. Wyjątkowe znaczenie ma szczegółowa wiedza z zakresu historii stosunków dyplomatycznych obu krajów, ponieważ pozwoli ona zachować ich ciągłość i umożliwi wykorzystanie minionych osiągnięć. Wszechstronnie zgłębiony temat dotychczasowych, wzajemnych traktatów, konwencji i porozumień jest absolutną koniecznością.

Ludzie myślący trzeźwo wybiorą politykę zamiast wojny, a normalne (czyli kompetentnie zarządzane) narody wybiorą dyplomację zamiast wojowniczości i konfrontacji. Wyjątkiem są te państwa, które nie mogą liczyć na wygraną w grze dyplomatycznej z powodu dotkliwego deficytu kompetentnych dyplomatów. Najpewniej zaczną dokazywać wskutek frustracji, podkopując tym samym autorytet międzynarodowych instytucji, które w założeniu miały trzymać je z dala od kłopotów. Wówczas bardziej wykwalifikowani partnerzy mają za zadanie zawrócić delikwentów znad przepaści. Nie zawsze jest to możliwe, zwłaszcza, gdy rzeczeni amatorzy nie są w stanie ocenić ryzyka, które podejmują uderzając na oślep w swoich dyplomatycznych odpowiedników z zagranicy.

Jeśli rozejrzymy się w poszukiwaniu takich partacko zarządzanych narew, bezzwłocznie zauważymy dwa jaskrawe przykłady: Stany Zjednoczone i Wielką Brytanię. Nie lada wyzwaniem byłaby identyfikacja momentu w historii, w którym reprezentantem USA był prawdziwie profesjonalny sekretarz stanu. Przyjmijmy bezpieczną datę 20 stycznia 1977, dzień ustąpienia ze stanowiska Henry’ego Kissingera.

Od tamtego czasu amerykańska dyplomacja była, w mniejszym lub większym stopniu, ciągiem fantastycznych wręcz wpadek. Na przykład już w 1990 roku April Glaspie, ambasador USA w Iraku, powiedziała Saddamowi Husseinowi: „Nie mamy zdania na temat konfliktów arabsko-arabskich takich jak wasz spór graniczny z Kuwejtem”. W efekcie iracka inwazja na Kuwejt dostała zielone światło i zainicjowała kaskadę wydarzeń, która doprowadziła do obecnego smutnego status quo w regionie. Kolejną wybitną postacią była Hillary Clinton, której jedyne referencje sprowadzały się do fałszywej szlacheckości wynikającej z małżeństwa z byłym prezydentem, i która wykorzystywała pozycję sekretarza stanu, by powiększyć swój majątek za pomocą różnych zmyślnych kantów.

Na niższych szczeblach korpusu dyplomatycznego gros ambasadorostw trafiało do osób bez wykształcenia i doświadczenia; osób, które wykazały się umiejętnością zbierania funduszy na rzecz aktualnego rezydenta Białego Domu oraz wprawą we wszelakich rozgrywkach partyjnych. Nieliczni w tym gronie potrafią nawiązać znaczący dialog ze swoimi zagranicznymi odpowiednikami. Niemal każdy ma problem z właściwym odczytaniem programowego oświadczenia z kartki papieru przekazanej przez podwładnych.

W międzyczasie brytyjski establishment stopniowo ulega rozkładowi na swój niepowtarzalny post-imperialny sposób. Jego nadzwyczajny związek z USA oznacza, że nie ma on powodu, by utrzymywać niezależną politykę zagraniczną – zawsze gra drugie skrzypce wobec Waszyngtonu. Od zakończenia II wojny światowej Wielka Brytania – podobnie jak Niemcy – stanowi terytorium okupowane przez Stany Zjednoczone; pozbawiona pełnej suwerenności, pozwoliła, by jej nieużywane organy międzynarodowe stopniowo zanikły. Zaletą tego rozwiązania jest to, iż umożliwiło ono upadek Imperium Brytyjskiego w zwolnionym tempie – najdłuższy rozkład w historii imperiów.

Resztki kompetencji, jakie zostały, spotkał ostateczny uwiąd w trakcie tymczasowego brytyjskiego flirtu z Unią Europejską – rozstanie partnerów ma nastąpić z końcem przyszłego roku – podczas którego ze strzępami suwerenności Wielkiej Brytanii rozprawiło się podpisanie traktatu, a lwią część kwestii dotyczących zarządzania międzynarodowego przejęli biurokraci mianowani przez Brukselę. A teraz, pod koniec tego długotrwałego procesu degeneracji i dekompozycji, w roli ministra spraw zagranicznych mamy błazna o nazwisku Boris Johnson. Jego równie dyletancka szefowa Theresa May niedawno uznała za słuszne, aby bardzo głośno i bardzo publicznie naruszyć wytyczne Konwencji o broni chemicznej, której Wielka Brytania jest sygnatariuszem.

Rekapitulując, Theresa May stwierdziła, iż pewien mieszkający w Wielkiej Brytanii, rosyjsko-brytyjski szpieg został otruty bronią chemiczną wyprodukowaną w Rosji, i następnie dała rosyjskim władzom 24 godziny na wyjaśnienie sytuacji w satysfakcjonujący ją sposób. Rosja także podpisała Konwencję o broni chemicznej (Chemical Weapons Convention – CWC) i w jej ramach zniszczyła do 27 września 2017 cały swój arsenał: 39 967 ton substancji o charakterze bojowym. Przy tej okazji Ahmet Üzümcü, ambasador i Dyrektor Generalny Organizacji ds. Zakazu Broni Chemicznej (Organization for the Prohibition of Chemical Weapons – OPCW), powiedział: „Sfinalizowanie zweryfikowanego zniszczenia rosyjskiego programu broni chemicznej jest kamieniem milowym w realizacji celów Konwencji o zakazie broni chemicznej. Gratuluję Rosji i wyrażam uznanie dla wszystkich jej ekspertów, którzy uczestnicząc w tym procesie wykazali się profesjonalizmem i poświęceniem”. (1) Stany Zjednoczone nie pozbyły się jeszcze swoich zapasów; zamiast dotrzymać zobowiązań narzuconych przez Konwencję, wolą trwonić biliony dolarów na bezużyteczne systemy obrony balistycznej.

Oto dokładny zestaw uchybień Theresy May. Zgodnie z artykułem CWC Wielka Brytania zobowiązana była przekazać Rosji próbkę substancji wykorzystanej w zamachu wraz ze wszystkimi dowodami ujawnionymi podczas dochodzenia. Następnie traktat daje Rosji 10 dni na udzielenie odpowiedzi. Tymczasem May nie dostarczyła żadnych dowodów i nakazała złożyć wyjaśnienia najpóźniej po upływie doby. Kiedy Rosja formalnie zażądała wglądu w materiał dowodowy, wniosek odrzucono. Możemy tylko zgadywać, dlaczego tak się stało, ale rozsądnym jest przypuszczenie, że dowodów po prostu nie ma, ponieważ:

Według May środkiem paralityczno-drgawkowym był „nowiczok”, opracowany w ZSRR. Ażeby go zidentyfikować, eksperci brytyjscy musieli być w posiadaniu jego próbki. Skoro ani Związek Radziecki, ani Rosja nigdy go nie eksportowały, należy założyć, iż został on zsyntetyzowany w Wielkiej Brytanii. Formuła substancji i lista prekursorów są własnością publiczną, jako że opisał je w swojej książce autor „nowiczoka” – naukowiec, który wyemigrował z Rosji do Stanów Zjednoczonych. W związku z tym brytyjscy specjaliści pracujący w laboratorium Porton Down (2) byli w stanie stworzyć próbkę samodzielnie. Tak czy inaczej, nie można ustalić, w jakim kraju zsyntetyzowano zabójczy środek; jego rosyjskiego pochodzenia nie da się udowodnić. (3)

Oznajmiono, że ofiary – pan Skripal i jego córka (4) – zostały otrute „nowiczokiem” w restauracji. Niby w jaki sposób? Śmiercionośny potencjał tego czynnika jest tak ogromny, że jego litr uwolniony do atmosfery nad Londynem zabiłby większość mieszkańców metropolii. Rozbicie fiolki i wlanie jej zawartości do talerza z obiadem uśmierciłoby zamachowca, pozostałych gości i personel restauracji. Na wszystkim, z czym substancja weszłaby w kontakt, pojawiłyby się żółte plamy, zaś ludzie przechadzający się po najbliższej okolicy narzekaliby na osobliwy, gryzący zapach. Osoby otrute natychmiast doświadczyłyby paraliżu, a zgon nastąpiłby w ciągu kilku minut – nikt nie znalazłby ich na ławce w pobliskim parku. (5) Potem przyszłaby kolej na ewakuację całej miejscowości. Ekipa przebrana w kosmiczne skafandry zamieniłaby lokal gastronomiczny w betonowy sarkofag, który zostałby późnej potraktowany – i zniszczony – wysoką temperaturą. Nic podobnego nie miało miejsca. (6)

Z uwagi na powyższe wiadome i niewiadome wydaje się mało prawdopodobne, aby opis zdarzeń prezentowany przez brytyjskie media i rząd Theresy May pokrywał się ze stanem faktycznym. Powinniśmy więc być gotowi na przetestowanie zakresu, w jakim jest on fikcją literacką. Nie dostarczono żadnych fotografii ofiar. Jedna z nich – córka pana Skripala Julia – jest obywatelką Federacji Rosyjskiej, niemniej Brytyjczycy odmówili konsulatowi dostępu do poszkodowanej. A teraz okazuje się, iż scenariusz zdarzenia, z gazowym atakiem z udziałem „nowiczoka” włącznie, spopularyzował telewizyjny serial produkcji amerykańsko-brytyjskiej pt. „Strike Back”. (7) Jeśli posłużył on za inspirację, to z pewnością zabieg ten był nader wydajny; po cóż się głowić, kiedy wystarczy pospolity plagiat.

Mamy tu do czynienia zaledwie z jednym (i z pewnością nie ostatnim) z serii morderstw oraz przyjętych za pewnik – acz wątpliwych – samobójstw popełnionych przez byłych i aktualnych obywateli rosyjskich na terenie Wielkiej Brytanii. Te makabryczne zdarzenia mają wspólne, charakterystyczne wyróżniki: użycie egzotycznej substancji jako środka, brak dostrzegalnych motywów, absencja wiarygodnego śledztwa i błyskawiczny, skoordynowany wysiłek, aby winę przypisać Rosji. (8) Będziemy na bezpiecznym gruncie, jeśli założymy, iż każdy, kto udaje, że wie, co dokładnie zaszło, kłamie. Znalezieniem odpowiedzi na pytanie o motyw takich łgarstw powinni zająć się psychiatrzy.

W obliczu niedorzecznych twierdzeń pożądany jest zdrowy sceptycyzm. Jak dotąd mamy jedynie domniemane podwójne morderstwo, nieznany motyw, (9) „problematyczną” metodę, ponad 140 milionów podejrzanych (każdy, kto jest Rosjaninem?) i publiczne oświadczenia, które są niczym więcej, jak teatrem politycznym. Jeżeli chodzi o reperkusje, to rząd Wielkiej Brytanii niewiele może Rosji zrobić. Wydalono kilkudziesięciu rosyjskich dyplomatów (Rosja pewnikiem się zrewanżuje); tego lata rodzina królewska nie uświetni swoją obecnością Pucharu Świata w piłce nożnej (co nie jest wielką stratą); poza tym wygłaszane są pozbawione znaczenia, mętne groźby.

Jednakże wszystko to jest nieistotne. Dla dobra całego świata (dawne) wielkie mocarstwa, zwłaszcza te nuklearne – USA i Wielka Brytania – powinny być zawiadywane z odrobiną profesjonalizmu. Demonstracja ich niekompetencji niepokoi najbardziej. Proces niszczenia instytucji publicznych w obu krajach trwa już od dawna i prawdopodobnie jest on nieodwracalny. Ale my możemy przynajmniej odmówić dawania wiary temu, co nosi znamiona prowokacji i konfabulacji, domagać się postępowania zgodnego z prawem międzynarodowym i nie ustawać w zadawaniu pytań, dopóki nie otrzymamy odpowiedzi. (10)

Przypisy tłumacza:

(1) Fragment artykułu Nafeeza Ahmeda [Insurge Intelligence, 13.03.2018]:

Raporty Organizacji ds. Zakazu Broni Chemicznej (OPCW) na temat Rosji potwierdzają, że agencja nie znalazła żadnych dowodów na istnienie aktywnego rosyjskiego programu „nowiczok”. OPCW nie zgadza się z niejasnymi amerykańskimi i brytyjskimi zarzutami, że Federacja Rosyjska nie wykazała wszystkich swoich zapasów broni chemicznej i zakładów produkcyjnych. Brak wiarygodności anglo-amerykańskiej krytyki procesu unieszkodliwienia rosyjskiej broni chemicznej szczegółowo opisał Instytut Stosunków Międzynarodowych Clingandaela. Raport tego cieszącego się nieposzlakowaną opinią ośrodka badawczego, współfinansowany zresztą przez Unię Europejską, oskarżył USA o przyjęcie mało pomocnego, upolitycznionego stanowiska wobec kwestii rosyjskiej broni chemicznej, a także o hipokryzję, ponieważ kraj opóźnia wywiązanie się z własnych obowiązków i pomija mechanizmy OPCW. Innymi słowy, Waszyngton nie zgłosił swoich obaw za pośrednictwem OPCW. Dlaczego? Jednym z możliwych wyjaśnień jest to, że obszedł tym sposobem międzynarodowy proces weryfikacji, dzięki któremu sprawa „nowiczoków” mogła być właściwie zbadana i oceniona. Pozwoliło to Stanom Zjednoczonym i Wielkiej Brytanii utrzymywać bez jakichkolwiek dowodów, że Rosja nie przestrzega Konwencji o broni chemicznej i że nadal dysponuje nieujawnionymi zapasami „nowiczoków” oraz zdolnością ich użycia. Jednak to właśnie amerykańska odmowa poruszenia problemu za pośrednictwem OPCW oznacza, iż podobne sprawy mogą być bezterminowo uznawane za nierozstrzygnięte. W skrócie, ani USA, ani Wielka Brytania nie przedstawiły faktów podważających proces weryfikacji OPCW dotyczący zlikwidowania arsenału rosyjskiej broni chemicznej.

(2) Miejscowość Salisbury, gdzie doszło do incydentu, znajduje się w odległości zaledwie 12 kilometrów od Porton Down – rządowego laboratorium, gdzie nadal produkowana jest i testowana broń chemiczna (m.in. VX i gaz musztardowy).

W 2016 roku dziennik The Independent opisał nowe badania historyczne, które odkryły, że podczas „zimnej wojny” brytyjski rząd „wykorzystał nieświadomych obywateli jako króliki doświadczalne do testów broni biologicznej i chemicznej, czyniąc to na większą skalę, niż wcześniej sądzono”. „Setki tysięcy zwykłych Brytyjczyków” stało się celem 750 tajnych operacji – „biologicznych i chemicznych ataków z samolotów, statków i pojazdów drogowych”.

Amerykański rejestr kontraktów federalnych ujawnił, że agencja Pentagonu ds. redukcji zagrożenia obronnego (Defense Threat Reduction Agency – DTRA) wydała w ostatnim dziesięcioleciu co najmniej 70 milionów dolarów na eksperymenty wojskowe w Porton Down, w tym testy śmiercionośnych wirusów i środków chemicznych.

(3) Prace nad środkami bojowymi z rodziny „nowiczoków” prowadził Związek Radziecki, głównie w Uzbekistanie. W 1999 roku eksperci wojskowi USA pomogli w zlikwidowaniu tamtejszego laboratorium, zabezpieczeniu próbek etc. Informowała o tym BBC, która w swoich aktualnych relacjach nie kwestionuje twierdzenia szefowej rządu – wygłoszonego w parlamencie i ONZ – że jedynie Rosjanie mieli kontakt z „nowiczokami”.

Pod rządami Borysa Jelcyna, który wygrał swoją drugą kadencję dzięki bezpośredniej tajnej interwencji Zachodu, rosyjski rząd oświadczył, że nie gromadzi „nowiczoków”. Właśnie dlatego Jelcyn nie zgłosił wówczas ich istnienia na mocy Konwencji o broni chemicznej – zapasy już nie istniały, zauważa Nafeez Ahmed.

Nie jest też prawdą, iż tylko Rosja potrafi wyprodukować „nowiczoki”. Pod koniec 2016 roku irańscy naukowcy we współpracy z Organizacją ds. Zakazu Broni Chemicznej postanowili zbadać, czy możliwe jest stworzenie „nowiczoków” z dostępnych na rynku składników. Próba zakończyła się „sukcesem” – zsyntetyzowano całą serię środków. Wyniki włączono do bazy danych o broni chemicznej.

Dyrektor generalny ośrodka Porton Down poinformował 4 marca 2018, że analiza gazu bojowego z rodziny „nowiczoków” nie ustaliła jego pochodzenia. Natomiast David Collum, profesor chemii organicznej na Uniwersytecie Cornella, uświadomił opinię publiczną, iż substancję, o której mowa, są w stanie stworzyć jego studenci. „Wyzwaniem byłoby nie zrobić sobie krzywdy w trakcie procesu syntetyzacji, ale zdolność tę posiada wiele laboratoriów państwowych, uczelnianych i korporacyjnych. Jeżeli ktoś mówi, że substancja musi pochodzić z Rosji, jest skończonym łgarzem”, ostrzegł badacz i dodał: „Gdyby zapytano innych chemików organicznych, potwierdziliby oni prostotę tych związków i absurdalność rozpowszechnianych twierdzeń”. Niestety, media państwowe i korporacyjne bezkrytycznie opublikowały artykułowane przez rząd zarzuty – nie uznały za właściwe zapytać o zdanie żadnego z profesorów chemii organicznej w Wielkiej Brytanii.

(4) Siergiej Skripal, cel ataku, był pułkownikiem rosyjskiego wywiadu wojskowego. Na początku lat 90. zwerbował go agent brytyjskiego wywiadu wojskowego (MI6). Swoją działalność szpiegowską na rzecz Wielkiej Brytanii kontynuował po przejściu na emeryturę w 1999 roku. Rosjanie zdemaskowali go dopiero w 2004 roku. Dwa lata później usłyszał wyrok: 18 lat więzienia. W 2010 roku razem z innymi agentami został włączony do wymiany szpiegów między Stanami Zjednoczonymi a Rosją. Schronienia udzieliła mu Wielka Brytania. Zameldował się pod własnym nazwiskiem w Salisbury. Po śmierci żony i syna (oboje zmarli z przyczyn naturalnych) jedyną bliską krewną, z którą utrzymuje kontakt, jest córka Julia mieszkająca w Rosji.

(5) Amerykańskie Centrum Kontroli i Zapobiegania Chorobom (Center for Disease Control and Prevention – CDC) nazywało gaz bojowy VX „najsilniejszym ze wszystkich chemicznych środków bojowych”. „Nowiczok” jest 5-8 razy bardziej zabójczy niż VX. Symptomy otrucia pojawiają się po upływie od 30 sekund do 2 minut. Zgon następuje nawet po kontakcie z nieskończenie małą ilością. W przypadku VX śmiertelna dawka to już 25-30 miligramów (10 miligramów, jeśli substancja znajdzie się na skórze). Gdyby napastnik był w rękawiczkach, to i tak zabiłyby go opary. Specjaliści z rządowego laboratorium Porton Down w Wielkiej Brytanii potwierdzili, że działania „nowiczoków” nie powstrzyma żadne znane antidotum. 

Agencja Reutersa podała 6 marca 2018, że stan zdrowia Siergieja i Julii Skripal zaatakowanych najbardziej śmiercionośnym gazem bojowym świata  uległ raptownej poprawie”, co zwiastuje ich rychły powrót do zdrowia.

(6) Lekarka, która przez 30 minut udzielała pomocy nieprzytomnej Julii Skripal – o czym opowiedziała BBCnie padła ofiarą zatrucia chemicznym środkiem bojowym. „Tylko troje pacjentów ma symptomy poważnego zatrucia. U żadnej innej osoby z Salisbury ich nie wykryto”, potwierdził na łamach The Daily Times Steven Davies, specjalista w zakresie ratownictwa medycznego zatrudniony w szpitalu rejonowym w Salisbury.

(7) Emisja szóstego sezonu serialu „Strike Back: Retribution”, w którym przewija się wątek rosyjskiego naukowca uśmiercającego wrogów „nowiczokiem”, zakończyła się na Wyspach Brytyjskich 28 lutego 2018; widzowie amerykańscy obejrzą ostatni odcinek 6 kwietnia 2018.

(
8) Alexander Mercouris przypomina:

W 2006 roku w Wielkiej Brytanii huczało od twierdzeń, że polon, którym otruto Aleksandra Litwinienkę, to związek szalenie drogi, mógł być wyprodukowany jedynie w Rosji i właśnie tam został on namierzony. Tezy te, głoszone przez blisko dekadę, powszechnie traktowano jako dowód winy rosyjskich władz. Publiczne śledztwo wykazało, iż każda z nich jest nieprawdziwa: liczni, powołani przez sąd eksperci potwierdzili, że polon nie jest aż tak kosztowny, nie wytwarza się go wyłącznie w Rosji, a ustalenie miejsca pochodzenia jego próbki jest naukowo niemożliwe.

Fragment artykułu Mary Dayevski [The Independent, 7.03.2018], w którym autorka porównuje sprawy Aleksandra Litwinienki i Siergieja Skripala:

W Rosji Litwinienko walczył ze zorganizowaną przestępczością; był raczej oficerem wywiadu kryminalnego niż szpiegiem w konwencjonalnym sensie. Uciekł z kraju po zadenuncjowaniu swoich skorumpowanych szefów i wystąpił o azyl w Wielkiej Brytanii. Pierwszym krajem, do którego się zwrócił, były Stany Zjednoczone – informacji, jakie zaoferował, Amerykanie nie uznali za wystarczająco cenne. W przeciwieństwie do Skripala zaczął pracować dla MI5/6 dopiero po przyjeździe na Wyspy Brytyjskie i nawet wtedy miał trudności z dostaniem się na listę płac. Wdowa Marina wciąż walczy o to, by agencje wywiadowcze wypłacały emeryturę lub uznały obowiązek objęcia jej jako żony agenta opieką. Zabrzmi to okrutnie, ale wydaje się, iż po śmierci Litwinienko był dla Wielkiej Brytanii bardziej użyteczny – jako totem nikczemności Rosji – niż za życia. […] Dochodzenie przeprowadzono osiem lat po śmierci Litwinienki – skandaliczne opóźnienie w kraju, który promuje się jako modelowy przykład rządów prawa. Do tego czasu (nie poparty dowodami) konsensus już dawno zdążył się skrystalizować dzięki potężnej kampanii propagandowej. W rzeczywistości śledztwo ujawniło, że sformułowane przez Litwinienkę na łożu śmierci oskarżenie wymierzone w Putina było wymysłem innych osób, ale ten „nieistotny” szczegół utonął w informacyjnym szumie. Największym defektem przebiegu śledztwa było jednak to, że najważniejszych dowodów nie przedstawiono na jawnym posiedzeniu sądu, nie usłyszeli ich także prawnicy – tylko sędzia. Były to dowody brytyjskich służb wywiadowczych. W ten sposób dochodzimy do wspólnego mianownika spraw Litwinienki i Skripala – i kilku innych niewyjaśnionych zgonów rosyjskich zesłańców: udziału wywiadu Wielkiej Brytanii. […] Jeśli chcesz poznać fakty, trudność polega na tym, że w chwili, gdy w sprawę angażują się agencje wywiadowcze, temat maskowany jest pewnego rodzaju zasłoną, która może go zniekształcać lub ukrywać. Praktycznie każda konkluzja tego dochodzenia jest do pewnego stopnia przesłonięta. Jednak w kolejnych, powtarzanych wersjach opowieści o śmierci Litwinienki w ogóle się o to nie dba. Nie wtajemniczeni w to, co wiedział wywiad, znamy dużo mniej niż całą prawdę. Wiele „jak” i „dlaczego” pozostaje bez wyraźnego odzewu. Pocieszającym byłoby sądzić, iż sprawy Litwinienki i Skripala będą się różnić także pod tym względem i że zatryumfuje nowa otwartość. Ale nie mogę powiedzieć, że na to liczę.

Śmierć Aleksandra Litwinienki pozostaje jedną z nierozwiązanych spraw brytyjskiego wymiaru sprawiedliwości.

(9) Wypowiedź Annie Machon, byłej agentki brytyjskiego kontrwywiadu (MI5):

(Siergiej Skripal) zdradzał swój kraj przez 10 lat. Jako człowiek MI6 miał przekazać nazwiska innych agentów rosyjskich działających w Europie. Zdemaskowano go, osądzono i skazano na więzienie. Potem został ułaskawiony przez Federację Rosyjską. Puszczono go wolno w ramach wymiany szpiegów z USA w 2010 roku (była wśród nich Anna Chapman). Rosjanie wiedzieli doskonale, jakimi informacjami dysponował. Z pewnością poddano go wyczerpującym przesłuchaniom. Gdyby stanowił dalsze zagrożenie, nie opuściłby aresztu i nie cieszyłby się wolnością przez długie lata. Oczywiście po przybyciu na Wyspy przez wiele dni odpowiadał na pytania oficerów wywiadu brytyjskiego. Dopiero wówczas mógł powrócić do normalnego życia. Wiódł je otwarcie, pozostając pod ochroną naszego wywiadu, która najwyraźniej zawiodła. Kluczowe pytanie brzmi: Z kim pracował, z kim utrzymywał kontakty przez 8 lat? Odpowiedź może naprowadzić na ślad sprawcy ataku. Motyw zemsty państwa rosyjskiego po prostu nie ma sensu.

(10) Fragment artykułu Nafeeza Ahmeda [Insurge Intelligence, 13.03.2018]:

Rząd brytyjski zdaje się być nie zainteresowany agencjami innych państw posiadającymi zaplecze i umiejętność wykorzystania środków bojowych o działaniu paralityczno-dragwkowym. Podobnie postępują Stany Zjednoczone. Według Craiga Murray’a, byłego brytyjskiego ambasadora USA w Uzbekistanie – a wcześniej długoletniego dyplomaty Ministerstwa Spraw Zagranicznych, który pracował w Afryce, Europie Wschodniej i Azji Środkowej – sama Wielka Brytania ma własny, zaawansowany program „nowiczoków”: „Grupa środków paralityczno-drgawkowych o nazwie ‚nowiczok’ – luźna nazwa zbioru czynników bojowych, które opracował Związek Sowiecki 50 lat temu – prawie na pewno została przeanalizowana i odtworzona przez laboratorium Porton Down. Takie jest jego przeznaczenie. Produkowano tam broń chemiczną i biologiczną z intencją jej wykorzystania. Dzisiaj tworzona jest w niewielkich ilościach w celu zapewnienia skutecznej obrony i antidotum. Po upadku ZSRR rosyjscy chemicy upublicznili wiele informacji na temat tych substancji. Jedynym państwem, które zawsze produkuje bardzo podobną broń, jest Izrael”. Gabinet Theresy May nie chce objąć dochodzeniem Porton Down, nawet po to, by wykluczyć możliwość, że ‚stracił kontrolę’ nad częścią swoich rezerw. Amerykanie także mieli okazję, by zapoznać się z „nowiczokami” – i potencjalnie odtworzyć je w celach obronnych – gdy demontowali sowieckie laboratorium w Uzbekistanie w 1999 roku. Zdaniem Murray’a rozsądnie byłoby kręgiem podejrzeń objąć także Izrael – z powodów przytoczonych przez rząd: „Izrael jest w posiadaniu środków paralityczno-drgawkowych. Izrael ma Mosad, którego umiejętności w przeprowadzaniu zagranicznych zamachów są nieprzeciętne. Premier twierdziła, że reprezentowana przez Rosję skłonność do zabijania za granicą stanowi szczególny powód, by z góry założyć jej winę. Cóż, Mossad ma jeszcze większą skłonność do zabójstw zagranicznych. I podczas gdy mam poważny problem z identyfikacją przyczyny, która skłoniłaby Rosję do poważnego pogorszenia własnej reputacji na arenie międzynarodowej, to w przypadku Izraela widzę wyraźną motywację, by jak najdotkliwiej zaszkodzić reputacji Rosji. Rosyjskie działania w Syrii w zasadniczy sposób podważyły pozycję Izraela w Syrii i Libanie”. (Zamach na Siergieja Skripala zbiega się z wyzwalaniem wschodniej Ghuty przez wojska syryjsko-arabskie i rosyjskie spod sześcioletniej okupacji dżihadystów – kontrola frakcji terrorystycznych nad tym dystryktem Damaszku miała kluczowe znaczenie dla strategicznych planów Izraela, ponieważ znajduje się tam punkt obrony przeciwlotniczej Syrii; przyp.tłum.)

Opracowanie: exignorant

Ten wpis został opublikowany w kategorii Imperializm, militaryzm i [neo]kolonializm. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.