W służbie megamaszyny

Kilka paragrafów ze wstępu do dzieła Lewisa Mumforda pt. „Mit maszyny” w przekładzie Michała Szczubiałka.

Badania nad epoką piramid, jakie przeprowadziłem przygotowując się do pisania „The City in History”, nieoczekiwanie uzmysłowiły mi bliskie pokrewieństwo między pierwszymi cywilizacjami autorytarnymi na Bliskim Wschodzie i naszą cywilizacją, chociaż większość współczesnych nadal uważa technikę nowoczesną nie tylko za ukoronowanie intelektualnego rozwoju człowieka, lecz również za zjawisko całkiem nowe. Wbrew temu odkryłem, że źródłem epoki, którą ekonomiści nazwali ostatnio epoką maszyny lub epoką energii, bynajmniej nie była tak zwana rewolucja przemysłowa, lecz owo wydarzenie z samego zarania cywilizacji polegające na stworzeniu archetypowej maszyny złożonej z ludzi.

Musimy uwypuklić dwa aspekty tego nowego mechanizmu, ponieważ pozwalają one identyfikować go w całym biegu jego dziejów aż do dzisiaj. Aspekt pierwszy polega na tym, że organizatorzy tej maszyny czerpali władzę i autorytet ze źródła pozaziemskiego. Podstawą nowego porządku ludzkiego był ład kosmiczny. Ścisła mierzalność, abstrakcyjny system mechaniczny, przymusowa regularność tej „megamaszyny”, jak ją będę nazywał, wynikały bezpośrednio z obserwacji astronomicznych i obliczeń naukowych. Ten nieugięty, przewidywalny porządek, ucieleśniony potem w kalendarzu, przeniesiono na reżim organizacyjny części ludzkich. W przeciwieństwie do wcześniejszych form ładu zrytualizowanego porządek zmechanizowany był zewnętrzny wobec człowieka. Za pomocą łączenia przykazań boskich z bezwzględnym przymusem zbrojnym wielką masę ludzi sprowadzono do stanu nędzarzy i robotników przymusowych wykonujących w kółko te same otępiające prace w imię umacniania „życia, pomyślności i zdrowia” boskiego lub półboskiego władcy i jego świty.

Aspekt drugi polega na tym, że przeciwwagą dla srogich wad społecznych tej ludzkiej maszyny były jej wielkie osiągnięcia w produkcji zboża i zapobieganiu powodziom, co umożliwiło rozkwit wszystkich dziedzin kultury ludzkiej, a więc dokonania, takie jak sztuka monumentalna, skodyfikowane prawo, metodycznie rozwijana i stale utrwalana wiedza, wzmożenie wszystkich mocy umysłu poprzez gromadzenie w ceremonialnych ośrodkach miejskich mieszanych społeczności, złożonych z ludzi o najróżniejszym pochodzeniu i zróżnicowanych powołaniach i umiejętnościach. Taki porządek, zasobność, bezpieczeństwo zbiorowe i takie płodne mieszanki kulturowe wytworzono najpierw w Mezopotamii oraz Egipcie, później w Indiach, Chinach, Persji, następnie w kulturach Azteków i Majów – i osiągnięć tych nie przewyższono aż do odtworzenia megamaszyny w nowej formie w naszych czasach. Niestety te zdobycze kulturowe były na ogół okupione równie wielkim regresem społecznym.

Pojęciowe instrumenty mechanizacji już pięć tysięcy lat temu były oderwane od wszelkich innych funkcji i celów człowieka prócz stałego zwiększania porządku, mocy, przewidywalności i – nade wszystko – władzy. Z tą ideologią protonaukową wiązało się odpowiednie podporządkowywanie i degradowanie niegdyś autonomicznych form aktywności człowieka – po raz pierwszy ujawniły się twory, takie jak „kultura masowa” i „sterowanie masami”. Zjadliwie ironiczną wymowę ma fakt, że najwyższym wytworem megamaszyny egipskiej były kolosalne grobowce, zamieszkane przez zmumifikowane trupy, a później w Asyrii, tak samo jak w każdym innym rozszerzającym się imperium, głównym świadectwem sprawności technicznej były pustkowia zniszczonych osad i miast oraz zatrutych gleb – pierwowzór dzisiejszych potworności „rozwoju cywilizacyjnego”. A czy wielkie piramidy egipskie były czymkolwiek więcej niż ścisłymi, chociaż statycznymi odpowiednikami naszych rakiet kosmicznych? I jedne, i drugie są wytwarzanymi skandalicznie wielkim kosztem wehikułami, dzięki którym garstka uprzywilejowanych może dosięgnąć nieba.

Te kolosalne poronione wyczyny zdehumanizowanej kultury skupionej na mocy ustawicznie plamią stronice dziejów, poczynając od gwałtu na Sumerach po spopielenie Warszawy i Rotterdamu, Tokio i Hiroszimy. Jak wskazuje nasza analiza, wcześniej czy później musimy zdobyć się na odwagę, by zadać samym sobie pytanie, czy ów mariaż rozpasanej mocy i wydajności z równie rozpasaną przemocą i niszczycielstwem jest czysto przypadkowy.

Wydobywszy na jaw wspomniane pokrewieństwo, a także udział archetypowej megamaszyny w nowszej historii Zachodu, odkryłem, że dzięki temu osobliwie jasne staje się wiele tajemniczych przejawów irracjonalności w naszej wysoce zmechanizowanej i rzekomo racjonalnej kulturze. Albowiem i wtedy, i teraz bezgraniczne zdobycze w obszarze wartościowej wiedzy i niesłychane wzmożenie pożytecznych sił wytwórczych zostały przekreślone przez równie wielkie spotęgowanie ostentacyjnego marnotrawstwa, obłędnej wojowniczości, tępego niszczycielstwa, ohydnego, ślepego ludobójstwa.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Imperialne wojny, militaryzm i terror państwowy, Pułapka technologiczna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.