Wojna zachodnich koncernów zbrojeniowych przeciwko dzieciom

Ofiary wojny w Jemenie.

Artykuł Vijay’a Prashada z 27 grudnia 2017.

Wojnę definiuje hałas. Porażający hałas. Dźwięki zdetonowanych bomb i wystrzałów, krzyków i bólu: są to współrzędne słuchowe pól bitewnych. Współczesnego frontu nie określa daleki dystans. Często znajduje się on w sercu miasta, gdzie wszelkiej maści kombatanci przemieszczają się do kolejnych zrujnowanych domów, aby zdobyć ulice i utrzymać kontrolę nad danym obszarem. Rodziny, które nie mogą uciec przed działaniami bojowymi, pozostają uwięzione w ich centrum. Straszliwe dźwięki stają się czymś normalnym, drgania ziemi zamieniają się w jeden z faktów codzienności. Nadano im zimne nazwy. Uwalniana gwałtownie energia dźwiękowa znana jest jako hałas impulsowy, zaś ofiara cierpi wskutek urazu akustycznego.

Gorsze są druzgocące odgłosy i siła ataków z powietrza. W oddali słychać ryk odrzutowców, gwizd spadających na ziemię bomb, huk niespodziewanej eksplozji, do której doszło tak blisko, że pomyślałeś o rychłej śmierci. Przerwa między gwizdem i gromem eksplozji przypomina opóźnienie między błyskawicą i grzmotem. Ta chwila to czas zaciśniętych zębów i modlitwy. Nikt, nawet najbardziej zacietrzewiony ateista, nie może poradzić sobie bez jakiegoś ‚boga’ w otoczeniu odgłosów wojny.

Rozsądek nie jest odruchem rządzącym w strefie walk. Podczas I wojny światowej w Europie kot o imieniu Felix był posłańcem, który biegał między niemieckimi i brytyjskimi okopami z przesłaniem nadziei – zapisanym na skrawku papieru, nadanym przez jednego żołnierza z klasy robotniczej do drugiego. Usłyszeli o tym oficerowie i zamiast uśmiechnąć się na widok uroczego stworzenia, wydali rozkaz jego rozstrzelania za zdradę. Angielski poeta Heathcote Williams napisał o tym „kocie pokoju” – jednej z piętnastu milionów unicestwionych w tej pożodze dusz – „o którym prawie się nie wspomina / ale którego krwawe ślady łap / są samotnym, kocim świadectwem / absurdu wojny”. To zaledwie jeden rodzaj absurdu, bo wojna sama w sobie – jak sugeruje Williams – jest absurdem.

Wojna wkrada się z porzuconych, polnych okopów do miast, gdzie niszczy światy cywilów. Bomby spadają z nieba, podczas gdy walczący ukrywają się w ruinach. Pomiędzy Dreznem, gdzie zrzucone przez aliantów ładunki zapalające pozbawiły życia dziesiątki tysięcy niemieckich cywilów w 1945 roku, a operacją Feniks w Wietnamie, gdzie wojska amerykańskie i ich sojusznicy z południa uśmiercili setki tysięcy cywilów w latach 1968–1972, idea masowego mordowania poprzez naloty lub egzekucje została znormalizowana. Obecnie za naturalną uznaje się sytuację, w której armie przekraczają granice kraju i bombardują go zaciekle lub wjeżdżają do miast i wiosek, aby likwidować domniemanych sympatyków wroga. Tak wygląda dzień powszedni w Afganistanie.

Wojna przeciwko dzieciom

Pośród tej normalności trwają dzieci – wiele z nich nie tylko dorasta z okrutną kakofonią detonowanych bomb, lecz także z okrutnymi obrazami śmierci, które oglądają zanim ich życie zdąży rozpocząć się tak naprawdę. Całe generacje Afgańczyków przyszły na świat w towarzystwie wszechobecnej śmierci. Pokolenie w Iraku, w Syrii, w Libii, w zdewastowanych częściach regionu Wielkich Jezior Afrykańskich, czy na okaleczonych obszarach Birmy, aż za dobrze zna jazgot broni maszynowej i woń zmasakrowanych zwłok. Dzieci często doświadczają nieznośnie głośnych dni i nocy. Tę traumę odzwierciedlają rysunki wykonane przez małoletnich mieszkańców obozów dla uchodźców. Wybuchy i ich rozbłyski przedstawiane są zawsze w dużej skali. Niemożność odwzorowania na papierze hałasów staje się dla małych artystów oczywista. Ale to właśnie one są główną składową ich gehenny.

UNICEF (Fundusz Narodów Zjednoczonych na Rzecz Dzieci) poinformował, że rozprzestrzenianie śmiercionośnej broni – z minami przeciwpiechotnymi włącznie – wywiera wpływ na egzystencję ponad 220.000 dzieci we wschodniej Ukrainie. „Jest niedopuszczalne, że miejsca, w których dzieci mogły bawić się bezpiecznie niecałe cztery lata temu, są teraz pełne zabójczych materiałów wybuchowych”, powiedziała Giovanna Barberis, szef UNICEF-u na Ukrainie. W każdym tygodniu zabijają one jedno ukraińskie dziecko. Parę dni po tym, jak UNICEF podał te liczby do publicznej wiadomości, rząd Stanów Zjednoczonych postanowił ‚wesprzeć’ środkami bojowymi rząd Ukrainy. Amerykańscy handlarze bronią zarobią na tej transakcji blisko 42 miliony dolarów. Najprawdopodobniej podsyci ona konflikt, który wymaga negocjowanego porozumienia, a nie dalszej walki.

Przedstawiciel UNICEF-u w Jemenie Merritz Rilano powiedział, że panujące w tym kraju warunki są okropne – milion dzieci zaraziło się cholerą. Uderzające jest to, iż 80% ludności jemeńskiej potrzebuje natychmiastowej pomocy humanitarnej. Położenie najmłodszych jest szczególnie dramatyczne. Geert Cappelaere, dyrektor regionalny UNICEF-u, alarmował w listopadzie 2017: „Dla dzieci Jemen jest jednym z najbardziej koszmarnych miejsc na Ziemi”. Głód, cholera i naloty: nie ma gorszego losu. Mimo to Zachód nadal zbroi Arabię Saudyjską i Zjednoczone Emiraty Arabskie – kraje prowadzące jemeńską wojnę. Wielka Brytania i Stany Zjednoczone są kluczowymi militarnymi zaopatrzeniowcami państw Zatoki, które kontynuują ten ludobójczy konflikt.

Handlarze śmiercią

Wszystkie te informacje martwią i konsternują. Przytoczone wojny są tak odległe od prozy życia ludzi na Zachodzie – zagubionych w obliczu złożoności polityki w Jemenie i na Ukrainie, żądnych prostych rozwiązań, zdeprymowanych skalą problemów. „Co to ma wspólnego ze mną?”, pyta niewinny człowiek z Zachodu? „Przecież nie jestem ani autorem tych konfliktów, ani ich beneficjentem”. Przeciętny obywatel ma rację. Odpowiedzialność za te okrucieństwa z pewnością nie spoczywa bezpośrednio na nim. Winę ponoszą liderzy sektora  zbrojeniowego, których większość ma swoje siedziby na Zachodzie, którzy w ciągu ostatnich dekad wycisnęli z wojen biliony dolarów zysku.

Najnowszy raport Międzynarodowego Instytutu Badań nad Pokojem w Sztokholmie (SIPRI) pokazuje – niezaprzeczalnie – że powszechnie szanowani producenci broni zbijają fortunę na krwawych konfliktach. Koncern Lockheed Martin, czołowy diler na świecie, osiągnął w 2016 sprzedaż w wysokości 40.8 miliarda dolarów – o 10.7% większą niż w 2015. Na kolejnych miejscach uplasował się Boeing, do którego kasy wpłynęło 29.5 miliarda dolarów, oraz Raytheon, który zgarnął 23 miliardów dolarów. Centrala każdej z tych firm znajduje się w Stanach Zjednoczonych.

Wytwórcy amerykańscy odnotowali w 2016 wzrost o 4% – to dodatkowe 217.2 miliarda dolarów. Ich udział w całkowitej sprzedaży globalnej 100 najlepszych korporacji ‚obronnych’ to aż 58%. Inni rekordziści to BAE z Wielkiej Brytanii (23 miliardy dolarów) i Northrup Grumman z USA (21.4 miliarda dolarów).

Zachodnie firmy są zdecydowanie największymi dostawcami przemocy na świecie. Przekazują arsenały krajom, których nie stać na ich zakup, które pogrążone są w bratobójczych wojnach. Siedmiu z dziesięciu absolutnych potentatów na rynku zbrojeniowym to gospodarcze filary Stanów Zjednoczonych, pozostałe płacą podatki w Wielkiej Brytanii, Włoszech, Francji lub mają status konsorcjum wielonarodowego (Airbus). Państwa te prawią w ONZ kazania o amoralności wojennej agresji i potrzebie jej uniknięcia – tymczasem dostarczają amunicję każdej ze stron konfliktu i zarabiają na niewyobrażalnym cierpieniu.

Bezsilność

Afgańskie maluchy grają w grę o nazwie orzeł (aaqab). Dzieci są ptaszkami, być może gołębiami. Jedno z nich jest orłem, który poluje na resztę. Nad rozbrykaną gromadką przeleciał Predator – dron zbudowany przez firmę General Atomics z San Diego (46. na liście zbrojeniowych gigantów). Prawdziwy drapieżca. Prawdziwe gołębie. Dzieci mówią, że znają dźwięk bezzałogowego samolotu, brzęczenie jego śmigieł, zapach niebezpieczeństwa w powietrzu.

Słychać piosenkę. Nazia Iqbal śpiewa: „Moja miłości, jesteś daleko ode mnie. Drony biorą cię na cel. Jestem bezradny. Nie mogę ich powstrzymać. Łzy kapią z oczu mych, niczym źródlane krople”.

Amerykańska kampania w Afganistanie trwa już ponad szesnaście lat. Kraj został zdewastowany przez ogromną ilość broni. Wojna wniknęła w system nerwowy Afgańczyków, stała się czymś normalnym i wiecznym. Kilka pokoleń nie wyobraża sobie bez niej życia. Zadomowiła się w piosenkach i zabawach. Oto cena, jaką płacą na całym świecie zwykli ludzie za profity handlarzy śmiercią.

Tłumaczenie: exignorant

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Imperialne wojny, militaryzm i terror państwowy. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.