Uciszając głosy sprzeciwu

Życzę Drogim Czytelniczkom i Czytelnikom spokojnego, radosnego świętowania.

Esej Chrisa Hedgesa z 17 września 2017.

„Drzewo wiedzy”, autor: Mr Fisk

Elity władzy, które rozumieją, że panująca ideologia globalnego kapitalizmu korporacyjnego i ekspansji imperialnej utraciła moralną i intelektualną wiarygodność, zorganizowały kampanię, by zlikwidować medialne platformy goszczące ich krytyków. Przeprowadzane w jej ramach ataki obejmują umieszczanie na czarnej liście, cenzurę i oczernianie dysydentów jako agentów Rosji i szerzycieli „fałszywych wiadomości” (ang. fake news).

Żadna dominująca klasa społeczna nie zdoła długo utrzymać kontroli, gdy zwietrzeje wiarygodność idei uzasadniających jej istnienie. W tym momencie zmuszona jest uciekać się do niewyrafinowanych form przymusu, zastraszania i cenzury. Ten ideologiczny upadek Stanów Zjednoczonych uczynił nas, przeciwników korporacyjnego państwa, potężnym zagrożeniem. Stało się tak nie dlatego, że docieramy do dużej liczby ludzi czy rozpowszechniamy rosyjską propagandę. Przyczyna jest inna: włodarze nie posiadają już uzasadnionego kontrargumentu.

Elity stają w obliczu nieprzyjemnego wyboru. Mogą narzucić surowe kontrole w ochronie status quo lub zwrócić się w stronę socjalizmu, aby złagodzić efekty rosnącej niesprawiedliwości ekonomicznej i politycznej, która dotyka większość społeczeństwa. Jednakże zwrot w lewo, czyli przywrócenie i rozszerzenie zniszczonego programu Nowy Ład, ograniczyłby korporacyjną władzę i korporacyjne zyski. Zamiast tego elity, w tym przywódcy Partii Demokratycznej, postanowiły przerwać debatę publiczną. Taktyka, której używają, jest tak stara, jak państwo – napiętnowanie krytyków jako zdrajców w służbie wrogiego, obcego mocarstwa. W ten sposób oczerniono dziesiątki tysięcy ludzi sumienia podczas Czerwonej paniki lat dwudziestych i pięćdziesiątych [minionego stulecia]. Obecna, hiperboliczna i nieustająca fiksacja na Rosji, przyjęta z entuzjazmem przez „liberalne” media, przykładowo New York Timesa i MSNBC, spuściła ze smyczy coś, co niektórzy określają mianem zaraźliwego „nowego Makkartyzmu”.

Korporacyjne elity nie truchleją przed Rosją. Nie upubliczniono żadnych dowodów na to, iż kraj ten przechylił szalę zwycięstwa w wyborach prezydenckich na korzyść Donalda Trumpa. Rosja najwyraźniej nie zamierza też konfrontować się militarnie ze Stanami Zjednoczonymi. Jestem pewien, że usiłuje mieszać się w sprawy USA, tak jak robił i robi to Waszyngton, chociażby finansując potajemnie Borysa Jelcyna, którego zakończona sukcesem kampania prezydencka z 1996 roku kosztowała 2.5 miliarda dolarów – znaczna część tej kwoty pochodziła pośrednio z kasy amerykańskiego rządu. W dzisiejszym środowisku medialnym Rosja służy za pretekst. Państwo korporacyjne wyprowadzane jest z równowagi przez media udzielające głosu oponentom korporacyjnego kapitalizmu, aparatu bezpieczeństwa i inwigilacji oraz imperializmu – należy do nich RT America.

Moje programy na RT America z cyklu On Contact, podobnie jak moje felietony na portalu Truthdig, wzmacniają przekaz dysydentów takich jak Tariq Ali, Kshama Sawant, Mumia Abu-Jamal, Medea Benjamin, Ajamu Baraka, Noam Chomsky, Dr. Margaret Flowers, Rania Khalek, Amira Hass, Miko Peled, Abby Martin, Glen Ford, Max Blumenthal, Pam Africa, Linh Dinh, Ben Norton, Eugene Puryear, Allan Nairn, Jill Stein, Kevin Zeese i innych. Gdyby media publiczne funkcjonowały prawidłowo, a prasa komercyjna była wolna od korporacyjnej kontroli, ludzie ci byliby częścią dyskursu toczącego się w nurcie głównym. Nie można ich kupić. Odznaczają się prawością, odwagą i często geniuszem. Są uczciwi. Z tych właśnie powodów korporacyjne państwo traktuje ich jako bardzo niebezpiecznych.

Pierwsza i najbardziej zabójcza kanonada w wojnie z opozycją zagrzmiała w 1971 roku, kiedy Lewis Powell, prawnik korporacyjny, a później sędzia Sądu Najwyższego, napisał i rozprowadził wśród liderów biznesu notatkę zatytułowaną „Atak na amerykański system Wolnej Przedsiębiorczości”. Posłużyła ona za strategiczną podstawę korporacyjnego zamachu stanu. Zgodnie z rekomendacją Powella koncerny zainwestowały setki milionów dolarów w zmasowane natarcie, opłacając pro-biznesowych kandydatów politycznych, realizując kampanie przeciwko liberalnemu skrzydłu Partii Demokratycznej i prasie oraz tworząc instytucje takie jak Okrągły Stół Biznesu (Business Roundtable), Fundacja Dziedzictwo (The Heritage Foundation), Instytut Manhattan (Manhattan Institute), Instytut Cato (Cato Institute), Obywatele na rzecz Zdrowej Gospodarki (Citizens for a Sound Economy), Towarzystwo Federalistyczne (Federalist Society) i Poprawność w Środowisku Akademickim (Accuracy in Academia). Autor argumentował, iż korporacje muszą finansować działania mające na celu marginalizację lub uciszenie tych, którzy na „kampusach uczelni, ambonach, w mediach oraz czasopismach intelektualnych i literackich” promują wrogość wobec interesów korporacyjnych.

Powell zaatakował Ralpha Nadera. Lobbyści podbili Waszyngton i stolice wszystkich stanów. Zaprzestano kontroli regulacyjnych. Dokonane zostały cięcia podatków dla korporacji i bogaczy, czego kulminacją był de facto bojkot podatkowy. Zniesiono bariery handlowe, zniszczono bazę produkcyjną kraju. Programy socjalne zostały okrojone, podobnie jak fundusze na infrastrukturę, od dróg i mostów po biblioteki publiczne i szkoły. Ochronę dla robotników zwyczajnie wypatroszono. Płace spadły lub uległy stagnacji. Budżet wojskowy i organów bezpieczeństwa wewnętrznego nadmuchano do granic absurdu. Faktyczna czarna lista została wykorzystana – szczególnie na uniwersytetach i w prasie – do zdyskredytowania intelektualistów, radykałów i aktywistów, którzy potępili zarówno ideę narodu klęczącego przed dyktatem rynku, jak i zbrodnie imperializmu. Jedne z najbardziej znanych postaci – m.in. Howard Zinn, Noam Chomsky, Sheldon Wolin, Ward Churchill, Ralph Nader, Angela Davis i Edward Said – mogły egzystować jedynie na marginesie społeczeństwa, często poza instytucjami, a wiele z nich z trudem wiązało koniec z końcem.

Krach finansowy roku 2008 nie tylko spustoszył globalną gospodarkę, lecz także obnażył kłamstwa propagowane przez zwolenników globalizacji. Do najczęściej powtarzanych należały: pensje robotników wzrosną, demokracja rozprzestrzeni się po całym świecie, przemysł technologiczny zastąpi sektor produkcyjny jako główne źródło dochodu pracowników, klasa średnia przeżyje rozkwit, a społeczności globalne będą prosperować szczęśliwie. Po 2008 stało się jasne, że „wolny rynek” jest blagą, ideologią zombie, za pośrednictwem której drapieżni kapitaliści niszczą robotników i społeczności, zaś strumień aktywów odprowadzany jest do górnego 1% najzamożniejszych. Niekończące się wojny, toczone głównie po to, by wzbogacać przemysł zbrojeniowy i zwiększać potęgę armii, są daremne i nie służą narodowym interesom. Deindustrializacja i programy oszczędności fiskalnych zubożyły klasę robotniczą i wyrządziły nieodwracalne szkody gospodarce.

Politycy establishmentu z dwóch dominujących partii – każdy z nich w służbie korporacyjnej władzy, każdy z nich odpowiedzialny za erozję swobód obywatelskich i finansową zapaść kraju – nie są już w stanie użyć polityki tożsamości i wojen kulturowych, aby zyskać poparcie. Doprowadziło to w ostatniej kampanii prezydenckiej do buntu zwolenników Berniego Sandersa, który został zdławiony przez Partię Demokratyczną, i zwycięstwa Donalda Trumpa.

W 2008 roku fala niechęci do obu partii zaniosła Baracka Obamę do Białego Domu, gdzie spędził osiem lat dokonując aktu zdrady zaufania, jakim obdarzyła go opinia publiczna. Uderzenie Obamy w swobody obywatelskie, włącznie z wykorzystaniem ustawy o szpiegostwie do ścigania informatorów, było jeszcze bardziej destrukcyjne niż w przypadku George’a W. Busha. Przyspieszył napaść na edukację publiczną poprzez prywatyzuję szkół, zwiększył skalę wojen na Bliskim Wschodzie, w tym naloty z udziałem dronów, wprowadził mało znaczące reformy w zakresie ochrony środowiska, zignorował trudną sytuację klasy robotniczej, deportował więcej ludzi niż inni prezydenci, narzucił sponsorowany przez korporacje program opieki zdrowotnej, który był pomysłem prawicowej Fundacji Dziedzictwo, i zabronił Departamentowi Sprawiedliwości ścigania bankierów i graczy instytucjonalnych, którzy zafundowali przekręt z derywatami i napompowali rynek nieruchomości, co uwarunkowało krach finansowy w 2008. Wzorem Billa Clintona Obama uosabiał bankructwo Partii Demokratycznej. Clinton prześcignął późniejsze „osiągnięcia” Obamy – dał nam Północnoamerykański Układ o Wolnym Handlu (NAFTA), demontaż systemu opieki społecznej, deregulację branży usług finansowych i ekspansję więziennictwa. Osłabił też rolę nadzorczą Federalnej Komisji ds. Komunikacji – zmiana ta pozwoliła garstce korporacji kupić informacyjny mainstream.

Pod koniec prezydentury Obamy państwo korporacyjne tonęło w głębokim kryzysie. Powszechnie znienawidzone, stawało się podatne na ataki osób, które zepchnęło na pobocze. Najbardziej odsłonięty był establishment Partii Demokratycznej, który twierdzi, iż broni praw pracowniczych kobiet i mężczyzn oraz stoi na straży wolności obywatelskich. Stąd gorliwość Partii Demokratycznej w dyskredytowaniu krytyków jako marionetek Moskwy i formułowaniu zarzutu, że to rosyjska ingerencja spowodowała jej wyborczą porażkę.

W styczniu pojawił się raport o Rosji opracowany przez Biuro Dyrektora Wywiadu Narodowego. Siedem z 25 stron poświęcono stacji RT America i jej wpływowi na rezultat wyścigu o fotel prezydenta. Według autorów „Podczas kampanii prezydenckich poprzedzających amerykańskie prawybory i wybory powszechne w 2017 rosyjskie media opiniowały przychylnie o prezydencie-elekcie Trumpie, wypowiadając przy tym konsekwentnie negatywne sondy na temat sekretarz [Hillary] Clinton”. Takiego wrażenia nie odniósłby nikt po obejrzeniu moich wywiadów na RT, w których bezkompromisowo rozprawialiśmy się z Trumpem i Clinton, czy programów Eda Schultza, byłego gospodarza cyklu komentarzy na MSNBC, który teraz ma własną serię na RT. Raport próbuje też przedstawić RT America jako kanał o ogromnej medialnej randze i zasięgu, jakimi nie dysponuje.

W celu zaakcentowania rzekomego ‚braku demokracji’ w Stanach Zjednoczonych RT nadawała, była gospodarzem i reklamowała debaty kandydatów mniejszych partii oraz emitowała reportaże wspierające ich agendę polityczną”, czytamy w raporcie, który trafnie podsumowanie problematykę poruszaną w moim programie. „Prowadzący RT twierdzili, iż amerykański system dwupartyjny nie reprezentuje poglądów co najmniej jednej trzeciej populacji kraju i jest ‚hucpą’”.

W dalszej części dokumentu napisano: „W raportach RT często charakteryzuje się Stany Zjednoczone jako ‚państwo inwigilacji’ i domniemanego, powszechnego naruszania wolności obywatelskich, brutalności policji i wykorzystywania dronów. RT koncentruje się również na krytyce amerykańskiego systemu gospodarczego, amerykańskiej polityki walutowej, rzekomej chciwości Wall Street i długu publicznego USA. Niektórzy dziennikarze RT porównali Stany Zjednoczone do Imperium Rzymskiego i prognozowali, że korupcja w rządzie i ‚korporacyjna chciwość’ skończą się finansowym upadkiem USA”.

Czy korporacyjne państwo jest aż tak tępe, by sądzić, iż amerykańska opinia publiczna nie doszła do tych oczywistych wniosków o kondycji narodu samodzielnie? Czy właśnie to definiuje ono jako „fałszywe wiadomości”? Najważniejsze pytanie brzmi: Czy nie jest to przypadkiem prawda, której nie chcą prezentować nadworni stenografowie w mainstreamowej prasie i nadawcy publiczni, zależni od takich źródeł finansowania jak bracia Koch? I czy faktycznie nie ta prawda przeraża ich najbardziej? Abby Martin i Ben Norton rozszarpali na strzępy zakłamanie twórców raportu i mediów korporacyjnych w odcinku On Contact pt. „Goście Abby Martin i Ben Norton mówią o rzeczywistych intencjach raportu wywiadu na temat rosyjskiego hakowania”.

W listopadzie 2016 roku Washington Post doniósł o czarnej liście opublikowanej przez szemrany i anonimowy portal PropOrNot. Składała się z 199 witryn internetowych, które PropOrNot bez żadnych dowodów oskarżył o „skrupulatne powtarzanie rosyjskiej propagandy”. Ponad połowę zestawienia tworzyły strony spiskowe o sympatiach skrajnie prawicowych. Ale około 20 pozycji okupowali głowni nadawcy lewicowi, w tym AlterNet, Black Agenda Report, Democracy Now!, Naked Capitalism, Truthdig, Truthout, CounterPunch i World Socialist Web Site. Czarną listę i kłamliwe zarzuty o dystrybucję „fałszywych wiadomości” w imieniu Rosji powielił Washington Post w tekście pt. „Rosyjskie wysiłki propagandowe pomogły rozpowszechnić ‚fałszywe wiadomości’ podczas wyborów, mówią eksperci”. Reporter Craig Timberg podkreślił, że według „niezależnych badaczy, którzy śledzili te operację” rosyjska propaganda miała „ukarać demokratkę Hillary Clinton, pomóc republikaninowi Donaldowi Trumpowi i podkopać wiarę w amerykańską demokrację”. W grudniu zeszłego roku felietonista Truthdig Bill Boyarsky napisał dobry artykuł o tajnej organizacji PropOrNot.

Jeff Bezos, właściciel Washington Post, a także założyciel i dyrektor generalny Amazonu, zawarł z CIA kontrakt o wartości 600 milionów dolarów. Google ma równie głęboką relację z państwem bezpieczeństwa i inwigilacji – sprzymierzony jest z elitami. Amazon usunął niedawno ponad 1 000 negatywnych recenzji nowej książki Hillary Clinton pt. „What Happened”. Skutek był taki, iż widniejąca na Amazonie ocena publikacji skoczyła z 2 1/2 do pięciu gwiazdek. Czy korporacje pokroju Google’a i Amazonu stosują cenzurę na życzenie rządu USA? A może stanowi ona ich niezależny wkład w ochronę korporacyjnego państwa?

W imię zwalczania inspirowanych przez Rosję „fałszywych wiadomości” Google, Facebook, Twitter, New York Times, Washington Post, BuzzFeed News, Agence France-Presse i CNN wprowadziły w kwietniu nadzorowane przez „recenzentów” algorytmy/filtry, które polują na kluczowe słowa i frazy, m.in. „armia USA”, „nierówność” i „socjalizm”, wraz z nazwiskami takimi jak Julian Assange i Laura Poitras, dokumentalistka. Ben Gomes, wiceprezes Google ds. inżynierii wyszukiwania, twierdzi, że Google zgromadził około 10 000 „recenzentów”, aby ustalić „jakość” i wiarygodność stron internetowych. Od chwili wprowadzenia algorytmów internauci posługujący się Google’m są przekierowywani z witryn takich jak Truthdig do publikacji mainstreamowych, np. New York Timesa. Organizacje i korporacje informacyjne, które narzucają tę cenzurę, mają silne powiązania z Partią Demokratyczną. Kibicują one amerykańskim projektom imperialnym i globalnemu kapitalizmowi. Jako że walczą o byt w nowym środowisku medialnym, mają ekonomiczną motywację, by uczestniczyć w polowaniu na czarownice.

World Socialist Web Site (WSWS) podała w lipcu, że jej łączna liczba „wyświetleń” – linków eksponowanych przez Google w odpowiedzi na wyszukiwanie – zmniejszyła się dramatycznie zaraz po aktywacji algorytmów. W tym samym raporcie ujawniono, iż witryny „uznane za ‚fałszywe wiadomości’ przez zdyskredytowaną czarną listę [PropOrNot], przedrukowaną przez Washington Post … odnotowały spadek w rankingu globalnym. Średnia redukcja zasięgu wszystkich tych stron wynosi 25 procent”.

Kolejny artykuł WSWS z tego samego miesiąca – „Google manipuluje wyszukiwaniami, aby zablokować dostęp do World Socialist Web Site” – stwierdził:

W maju wyszukiwania w Google’u, które zawierały słowo ‚wojna’, wygenerowały 61 795 wyświetleń WSWS. W lipcu liczba ta spadła o około 90 procent – do 6 613.

Hasło ‚wojna koreańska’ dało w maju wynik 20 392 wyświetleń. W lipcu wyszukiwanie identycznych słów nie przyniosło nawet pojedynczego wyświetlenia WSWS. Hasło ‚wojna z Koreą Północną’ dało w maju 4 626 wyświetleń. W lipcu wynik tego samego wyszukiwania nie wygenerował żadnych wyświetleń WSWS. ‚Wojna Indie Pakistan’ przyniosła w maju 4 394 wyświetlenia. W lipcu rezultat ponownie wynosił zero. Natomiast ‚wojna nuklearna 2017’ miała w maju 2 331 wyświetleń, zaś w lipcu żadnego.

Przytoczmy kilka innych wyszukiwań: ‚WikiLeaks’ spadło z 6 576 wyświetleń do zera, ‚Julian Assange’ z 3701 do zera, ‚Laura Poitras’ z 4 499 do zera. Słowa ‚Michael Hastings’ – reporter, który zginął w 2013 roku w podejrzanych okolicznościach – dało w maju 33 464 wyświetlenia, natomiast w lipcu było ich tylko 5 227.

Oprócz geopolityki WSWS regularnie porusza w swoich komentarzach szeroki zakres zagadnień społecznych, których znaczna część odnotowała strome spadki w wynikach wyszukiwania. Liczba wyświetleń hasła ‚kartki żywnościowe’, ‚zwolnienia Forda’, ‚magazyn Amazonu’ i ‚sekretarz edukacji’ zmniejszyła się z ponad 5 000 wyświetleń w maju do zera w lipcu”.

Insynuowanie lewicowym platformom nadawczym zmowy z Rosją sprawiło, iż teoretycznie podpadają one – wraz z piszącymi dla nich dziennikarzami – pod ustawę o szpiegostwie oraz ustawę o rejestracji obcych agentów, która wymaga, aby Amerykanie pracujący na rzecz podmiotu zagranicznego zgłosili się jako obcy agenci.

Ostatnią salwę oddano w zeszłym tygodniu. Miała najbardziej złowieszczy charakter. Departament Sprawiedliwości wezwał RT America i jej „współpracowników” – co najpewniej obejmuje mnie i moich kolegów – do zarejestowania się na mocy ustawy o obcych agentach. Bez wątpienia korporacyjne państwo wie, że większość z nas zignoruje wydaną dyspozycję. Oznacza to naszą eksmisję z anteny. Takiego zamiaru się spodziewam. Rząd nie poprzestanie na RT. FBI zostało upoważnione do wskazania, kto jest „prawowitym” dziennikarzem, a kto nie. Pozwoli to agencji zdziesiątkować lewicę.

Mamy tu do czynienia z wojną idei. Państwo korporacyjne nie może w tej rywalizacji konkurować uczciwie. Zrobi więc to, co robią wszystkie despotyczne reżimy – wykorzysta masową inwigilację, kłamstwa, czarne listy, bezpodstawne oskarżenia o zdradę, ostrą cenzurę i ostatecznie przemoc.

Chris_hedgesChris Hedges: krytyk społeczny, ekspert z zakresu polityki i społeczeństw obu Ameryk i Bliskiego Wschodu. Jako dziennikarz, pisarz i korespondent wojenny (spędził 20 lat w 50 krajach Ameryki Centralnej, Afryki, Bliskiego Wschodu i Bałkanów) otrzymał wiele nagród m.in. Pulitzer Prize (Nagroda Pulitzera) oraz Global Award for Human Rights Journalism (Globalna Nagroda za Dziennikarstwo w Obronie Praw Człowieka) przyznawaną przez Amnesty International. Wybrane książki: „What Every Person Should Know About War” („Co każda osoba powinna wiedzieć o wojnie”), „War Is A Force That Gives Us Meaning” („Wojna jest siłą, która nadaje nam znaczenie”), „American Fascists: The Christian Right and the War on America” („Amerykańscy faszyści: chrześcijańska prawica i wojna z Ameryką”), „Empire of Illusion: The End of Literacy and the Triumph of Spectacle” („Imperium iluzji: koniec piśmienności i triumf widowiska”).

Inne przekłady tekstów autora: Nowa wspaniała dystopia”, “Odnajdując wolność w kajdankach”, “Na wojnie morderstwo nie jest anomalią”, “Karierowicze”, “Wojna w cieniu”, “Mit ludzkiego postępu”, “Dni zniszczenia, dni rewolty”, “Rozpad systemowy: zmierzch kultury, upadek imperium, neofeudalizm, Orwell i społeczna nieświadomość”, „Co miał na myśli Obama”, „Witajcie w domu wariatów”, „Złamane serca mieszkańców gazy”, „Niekończąca się wojna”, „O psychologii pozytywnej”, „Zabij wszystko, co się rusza”, „Wszystkie formy życia są święte”, „Jeśli nie są wolni wszyscy, to nie jest wolny nikt”, „Konfrontując się z rzeczywistością”.

Tłumaczenie: exignorant

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Imperialne wojny, militaryzm i terror państwowy. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.