Tymczasem na Bliskim Wschodzie (aktualizacja: 30.12.2017)

Porcja faktów i spekulacji byłego oficera wywiadu na temat geopolitycznej gry w „najgorętszym” regionie świata. W poniższym artykule próżno szukać nawiązań do takich błahostek, jak zmiana klimatu i szybkie zanikanie środowiska życia ludzi mieszkających na Bliskim Wschodzie (m.in. ONZ ostrzega, że przed rokiem 2025 stu milionom Egipcjan skończy się woda).

19 listopada 2017

Czy to koniec wojny w Syrii?

Krótkie podsumowanie tego, co wydarzyło się w Syrii i na Bliskim Wschodzie w ciągu ostatnich kilku lat.

Pierwotny plan strategów USA i Izraela polegał na obaleniu prezydenta Syrii Baszszara al-Assada i zastąpieniu go fanatykami Takfiri (występują pod różnymi nazwami: Daesh, al-Kaida, al-Nusra, ISIS). Jego zrealizowanie pozwoliłoby osiągnąć następujące cele:

 Zniszczyć silne, świeckie państwo arabskie wraz z jego strukturą polityczną, armią i służbami bezpieczeństwa.

 Spowodować chaos w Syrii, co usprawiedliwiłoby stworzenie przez Izrael „strefy bezpieczeństwa” na Wzgórzach Golan i dalej na północ.

 Wywołać wojnę domową w Libanie poprzez rzucenie fanatyków Takfiri przeciwko Hezbollahowi. Podczas rzezi możliwe byłoby wyznaczenie kolejnej „strefy bezpieczeństwa”, tym razem w Libanie.

Zapobiec powstaniu szyickiej osi Iran-Irak-Syria-Liban.

 Rozczłonkować Syrię wzdłuż linii etnicznych i religijnych.

 Utworzyć Kurdystan – kraj, który posłużyłby za narzędzie w dalszej konfrontacji z Turcją, Syrią, Irakiem i Iranem.

 Uczynić Izrael niekwestionowanym, najważniejszym pośrednikiem/mediatorem na Bliskim Wschodzie – Arabia Saudyjska, Katar, Oman, Kuwejt i inne państwa musiałyby konsultować z Tel Awiwem każdy projekt gazociągu lub rurociągu naftowego.

 Stopniowo odizolować Iran, podjąć próbę obalenia rządu; ostatecznie zaatakować kraj przy pomocy szerokiej regionalnej koalicji sił.

Wyeliminować centrum władzy szyickiej na Bliskim Wschodzie.

Plan był ambitny. Przywódcy Izraela byli przeświadczeni, że Waszyngton zapewni zasoby niezbędne do jego wdrożenia. Został on jednak zniweczony dzięki bardzo wysokiej skuteczności nieformalnego, potężnego sojuszu między Rosją, Iranem, Syrią i Hezbollahem.

Rząd Izraela jest w panice. Państwo syryjskie przetrwało, a jego siły zbrojne i bezpieczeństwa są teraz w znacznie lepszej kondycji niż przed rozpoczęciem wojny (na początku konfliktu były bliskie klęski, lecz po drodze dokonały korekt i usprawnień, zaś w krytycznym momencie z odsieczą przyszedł im Iran i Hezbollah, które dosłownie „łatały dziury” w linii frontu i „gasiły pożary” w lokalnych punktach zapalnych; teraz Syryjczycy wyzwalają po kolei wszystkie swoje miasta).

Nie dość że Syria zdołała się wzmocnić, to jeszcze teren całego kraju znaczony jest obecnością Irańczyków i członków Hezbollahu.

W Libanie panuje porządek i względny spokój – nawet podjęta ostatnio przez Saudyjczyków próba porwania premiera Sada al-Haririego nie przyniosła spodziewanych rezultatów.

Syria nie ulegnie dezintegracji, a Kurdystan nie zmaterializował się. Miliony wysiedlonych uchodźców wracają do swoich domów.

Izrael i USA są wielkimi przegranymi. Istnieje obawa, że w obliczu tej geopolitycznej katastrofy, w obliczu skutecznego oporu, przyjmą typową dla siebie postawę: jeśli nie możesz czegoś kontrolować, zniszcz to.

Pora na spekulację.

Saudyjczycy wraz z liderami innych państw Zatoki Perskiej wspominali w przeszłości o rozpętaniu piekła w Syrii i wiemy, że monarchia Saudów interweniowała i interweniuje w Bahrajnie i Jemenie. Jeśli chodzi o Izraelczyków, to lista ich dotychczasowych, całkowicie nielegalnych wypraw militarnych jest tak długa, że możemy bezpiecznie założyć, iż będą oni zamieszani w każdy plan dalszego destabilizowania regionu.

Głównym praktycznym problemem włodarzy Izraela i Arabii Saudujskiej jest to, że dysponują kiepskimi armiami. Czy są one kosztowne? Tak. Czy są zaawansowane technologicznie? Bezsprzecznie. Tym niemniej ich jedyną specjalnością jest masakrowanie bezbronnych cywilów. Zaangażowane w działania wojenne wymierzone w poważnych przeciwników, takich jak Irańczycy czy bojownicy Hezbollahu, nie mają szans. Proszę sobie wyobrazić, jak frustrująca musi być świadomość, że mimo lojalności i wsparcia Waszyngtonu, mimo miliardów dolarów zainwestowanych w wyposażenie i szkolenie żołnierzy, szyici są górą. I za każdym razem, gdy próbujesz „dać im nauczkę”, to właśnie ty wracasz do domu pobity i próbujesz wyciszyć echa swojej porażki. To bardzo bolesne. Szyici muszą więc za to zapłacić.

Po pierwsze celem nie będzie pokonanie Hezbollahu czy Iranu. Izraelczycy wiedzą, że ani oni, ani tym bardziej Saudyjczycy, nie są w stanie im zagrozić. Ich zamysł może być mniej subtelny: wywołać konflikt i wymusić uczestnictwo Stanów Zjednoczonych. Armia USA nie  wygra z Iranem. Jej dowódcy robią wszystko, by wyperswadować neokonserwatystom wojnę (tylko dlatego na razie do niej nie doszło). Z perspektywy Izraela jest to nie do przyjęcia, zatem rozwiązanie jest proste: zmusić Pentagon do udziału w wojnie, której tak naprawdę nie chce. Główną intencją amerykańsko-izraelskiego ataku byłoby „jedynie” wyrządzenie dotkliwych szkód.

Sprawa jest względnie nieskomplikowana: zainspiruj inwazję Arabii Saudyjskiej na Liban i/lub Iran, obserwuj, jak przegrywają, a potem wrzuć machinę propagandową na najwyższy bieg i wyjaśnij przeciętnemu widzowi, że Iran jest zagrożeniem dla regionu, a Saudyjczycy bronią się przed agresją. A jeśli to nie wystarczy, zmobilizuj amerykańskich kongresmenów, by wyjaśnili obywatelom swojego kraju, iż Stany Zjednoczone muszą „poprowadzić Wolny Świat” przeciwko „irańskiej agresji” w „obronie jedynej demokracji w Bliskim Wschodzie” – mają „obowiązek” powstrzymać Irańczyków przed „przejęciem saudyjskich pól naftowych” itd. W międzyczasie Izrael zaoferowałby Arabii dane wywiadowcze (czytaj: dane dotyczące potencjalnych celów).

Czy dojdzie do starcia?

Prawda jest taka, że władze w Izraelu i rezydenci Domu Saudów są przyparci do muru i zdesperowani. Nie udało się im w ostatnim dziesięcioleciu powstrzymać wzrostu znaczenia Iranu. Niedawna nieudana próba podporządkowania sobie maleńkiego Kataru świadczy o erozji wpływów i wiarygodności obu krajów.

Jestem przekonany, że ostatnie podróże premiera Binjamina Netanjahu i saudyjskiego króla do Moskwy są częścią wysiłków zmierzających do wysondowania rosyjskiej reakcji na „interwencję”. Przypuszczam, iż Władimir Putin dał obu panom jasno do zrozumienia, że Rosja nie pozostanie bierna. Oczywiście jej pole manewru jest mocno ograniczone. Dopóki rosyjscy żołnierze nie zostaną zaatakowani bezpośrednio, Rosja nie może włączyć się do wojny w jawny, formalny sposób – byłoby to zbyt niebezpieczne. Dowództwo podjęłoby inne ważne kroki. Rosjanie szybko przekazaliby informacje wywiadowcze i utworzyli zintegrowaną, irańsko-rosyjską sieć obrony powietrznej.

Nie mam wątpliwości, że przygotowania do uderzenia na Iran są w toku. Na szczęście nie jest kwestią przesądzoną, czy do niego dojdzie. Izraelczycy i Saudyjczycy mają w zwyczaju formułować groźby, przybierać złowrogie pozy, z których nic nie wynika. Pod tą buńczucznością kryje się zrozumienie, iż Iran jest potężnym i wyrafinowanym przeciwnikiem. Nikt nie zapomniał, co się stało, gdy Irańczycy stali się celem napaści wspieranej przez Stany Zjednoczone, Związek Radziecki, Francję, Wielką Brytanię i innych. Iran był wówczas dużo słabszy, ale długa i straszliwa wojna nie doprowadziła do jego kapitulacji. Wręcz przeciwnie. Saddam nie żyje, Irańczycy w mniejszym lub większym stopniu kontrolują Irak. Konflikt z Iranem nie jest dobrym pomysłem, zwłaszcza w sytuacji, gdy nie istnieje zdefiniowana wizja „zwycięstwa”. Atak byłby po prostu szaleństwem. Miejmy nadzieję, że Izraelczycy i Saudyjczycy nie są na tyle obłąkani, by go przeprowadzić.

 Czy dojdzie do powtórnej inwazji na Syrię?

Zgodnie z danymi Centrum Pojednania Syryjskiego z 22 grudnia 2017 amerykańscy instruktorzy jednostek specjalnych tworzą nowe oddziały wojskowe z udziałem członków rozproszonych grup terrorystycznych. Lokalni rezydenci donoszą, iż zachodnia koalicja od sześciu miesięcy używa do tego celu byłego obozu dla uchodźców El Khaseq, gdzie sprowadzono blisko 750 terrorystów z miejscowości Rakka, Dajr az-Zaur, Abu Kamal i terenów na wschód od Eufratu. Trzon nowych sił stanowią bojownicy z Jabhat al-Nusra i ISIS. Mogą oni podjąć kolejną próbę obalenia syryjskiego rządu i prezydenta Baszszara al-Asada.

Inicjatywa pozostaje w sprzeczności z deklarowanym przez Waszyngton wycofaniem wojsk amerykańskich z Syrii. Najwyraźniej Pentagon chce wykorzystać próżnię bezpieczeństwa, jaka powstaje w związku z redukcją rosyjskiej obecności. Co więcej, Arabia Saudyjska i Izrael nie ukrywają swoich planów ofensywy przeciwko formacjom irańskim i Hezbollahu na południu kraju, jak również rozpoczęcia operacji militarnej w południowym Libanie. Armia USA gotowa jest udzielić im wsparcia lotniczego.

Ataki mogą być inicjowane z obszaru Wzgórz Golan okupowanego przez Izrael, a także rzez granicę libańską i jordańską. Od granicy jordańsko-syryjskiej do Damaszku jest niespełna 100 kilometrów – ponad połowę tego terytorium zajmują oddziały opozycji. Nie można wykluczyć, że ze wschodu na stolicę Syrii uderzą Kurdowie (SDF), chociaż krok ten sprowokowałby reakcję Turcji.

Jeżeli wydarzenia potoczą się zgodnie z prognozowanym scenariuszem, Damaszek znajdzie się w pułapce przeciwników. Liczebność Wolnej Armii Syrii przekroczyła ostatnio 30 000. Około 25 000 terrorystów ISIS* jest rozrzuconych wzdłuż Eufratu lub ukrywa się w Idlib. Na południowym zachodzie przebywa 10 000 antyrządowych bojowników – są oni w pełnej gotowości do walki. Rząd dysponuje nie więcej niż 40 000 żołnierzy, których wspiera 40 000 sojuszników szyickich z Iraku, Iranu, Afganistanu i Pakistanu.

Syryjskie Siły Powietrzne zostały poważnie uszczuplone podczas trwającego konfliktu. USA, Izrael i Arabia Saudyjska niezmiennie mają do dyspozycji potężną flotę odrzutowców. Poza tym Rijad buduje koalicję przeciwko Syrii korzystając z długiej listy krajów arabskich, na której są m.in. Zjednoczone Emiraty Arabskie, Jordania i Egipt.

* Tajne porozumienie zawarte z USA pozwoliło terrorystom z ISIS bezpiecznie opuścić Rakkę.

Tłumaczenie: exignorant

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Imperialne wojny, militaryzm i terror państwowy. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.