Niszczycielski mit: „Samolubny gen”

Fragmenty eseju Jeremy’ego Lenta.

W mojej książce The Patterning Instinct zgłębiłem mylne mniemania, które doprowadziły do naszego obecnego kryzysu cywilizacji, popularyzując dwa spośród najbardziej szkodliwych. Pierwsze stanowi idea, iż nad wszystkimi żywymi organizmami kontrolę sprawują samolubne geny, zaś ludzie są w związku z tym egoistami. Innym nieporozumieniem jest stanowisko, iż przyroda jest jedynie bardzo skomplikowaną maszyną. Niezliczeni naukowcy wykazali fundamentalny fałsz obu tych przekonań. Pomimo to są one powszechnie przyjmowane jako zasada wiary przez tę samą inteligencję, która odrzuca absurdy monoteizmu – i służą za usprawiedliwienie najbardziej destrukcyjnych działań naszej cywilizacji.

Samolubny gen” to lipna nauka i fatalna ekonomia

Od czasu opublikowania Samolubnego genu Richarda Dawkinsa w 1976 roku miliony ludzi rozumieją ewolucję jako wynik wzajemnej rywalizacji genów, które dążą zawzięcie do własnej replikacji. Bezlitosna konkurencja postrzegana jest jako siła oddzielająca ewolucyjnych zwycięzców od przegranych. Nawet altruizm interpretuje się jako wyrafinowaną formę sobkowskiego zachowania, której używają organizmy, by skuteczniej propagować swoje geny. „Starajmy się uczyć hojności i altruizmu”, sugeruje Dawkins, „ponieważ rodzimy się egoistami”.

Ta brutalna opowieść stała się podwaliną współczesnej ekonomii, która argumentuje, że istoty ludzkie są motywowane własnym interesem, a ich zbiorowe, wyrachowane poczynania przynoszą społeczeństwu najlepsze rezultaty. Doprowadziło to do ogólnie akceptowanej, pseudo-naukowej racjonalizacji kapitalistycznego leseferyzmu wykorzystującej sprzeniewierzone pojęcie „przetrwania najsilniejszych”, ażeby uzasadnić eksploatację ubogich przez bogate korporacje.

Jednak w ostatnich dziesięcioleciach błędność tej historyjki udowodniono na każdym poziomie narracji. Idea Dawkinsa o „samolubnym genie”, choć uchodząca za fakt w popularnej wyobraźni, została wyczerpująco zdyskredytowana jako uproszczone wyjaśnienie ewolucji. W jej miejsce biolodzy rozwinęli o wiele bardziej wyrafinowany pogląd na ewolucję jako serię złożonych, wzajemnie powiązanych systemów, w których gen, organizm, wspólnota, gatunek i środowisko oddziałują na siebie przez różne okresy czasu.

Współczesna biologia oferuje nowe spojrzenie na przyrodę – nie widzi w niej pola bitwy „samolubnych genów”, rywalizujących o prymat, lecz splot sieciowych systemów dynamicznie optymalizujących na rozmaitych poziomach ewolucyjnej selekcji. Zdrowie ekosystemów zależy od precyzyjnie zsynchronizowanej interakcji wielu odmiennych gatunków. Wykryto, że leśne drzewa komunikują się ze pośrednictwem złożonej sieci, która utrzymuje ich kondycję zdrowotną. Natomiast w kwestii przyrodzonej natury ludzkiej nowe pokolenie naukowców wskazuje zdolność do współpracy, a nie do konkurowania, jako definiującą nas cechę.

Jak ujęła to wybitna biolożka Lynn Margulis: „Życie nie podbiło świata walką, lecz za sprawą sieci powiązań”. W przeciwieństwie do racjonalizowania leseferyzmu za pomocą „samolubnego genu” uznanie sieciowej kooperacji jako kluczowego komponentu długowiecznych ekosystemów może zainspirować nowe sposoby konstruowania technologii i organizacji społecznej z myślą o ludzkim rozwoju.

Urojenie: „Przyroda jest maszyną”

Od czasów Rewolucji naukowej w XVII w. spojrzenie na przyrodę jako skomplikowaną maszynę, zaproponowane po raz pierwszy przez Hobbesa i Kartezjusza, rozprzestrzeniło się na całym świecie, sprawiając, że ludzie przestali traktować je w kategoriach metafory i nabrali błędnego przeświadczenia, iż przyroda rzeczywiście jest maszyną.

Richard Dawkins był odpowiedzialny za popularyzację zaktualizowanej wersji tego kartezjańskiego mitu pisząc, że „życie to tylko bajty cyfrowych informacji. To nie jest metafora, to szczera prawda. Deszcz dyskietek nie uczyniłby jej bardziej oczywistą”. Otwórz dowolny magazyn popularnonaukowy, a ujrzysz geny opisywane jako programiści „kodujący” pewne cechy, zaś umysł omawiany jako „oprogramowanie” dla „sprzętu”, czyli ciała, które jest „uzwojone” w określony sposób. Dzięki Dawkinsowi i jego zwolennikom ten wypaczony obraz przyrody–maszyny stał się wszechobecny, dał korporacjom moralne prawo do traktowania Ziemi jako źródła surowców do plądrowania, skłonił techno-wizjonerów do szukania nieśmiertelności w umyśle załadowanym do pamięci komputera i zainspirował technokratów, by ze zmianą klimatu uporać się poprzez zastosowanie geoinżynierii.

Biolodzy identyfikują immanentne reguły życia, które kategorycznie odróżniają je od nawet najbardziej skomplikowanej maszyny. Żywych organizmów nie można podzielić, tak jak komputera, na „sprzęt” i „oprogramowanie”. Biofizyczny skład neuronu jest nieodłącznie związany z jego obliczeniami: informacja nie istnieje poza swoją materialną konstrukcją.

Na przestrzeni ostatnich dekad analitycy systemów przeobrazili nasze rozumienie życia pokazując, iż jest ono zorganizowanym, samoregenerującym się kompleksem, który niczym fraktal rozbudowuje się i stale zwiększa swoją skalę – od pojedynczej komórki do systemu globalnego. Każda składowa świata przyrody jest dynamiczna, a nie statyczna, zaś zjawiska biologiczne opierają się precyzyjnym prognozom.

Ta nowa koncepcja życia prowadzi nas do rozpoznania wewnętrznej współzależności wszystkich żywych systemów, w tym ludzi. Podsuwa podbudowę zrównoważonej przyszłości, w której technologia jest wykorzystywana nie po to, by grabić lub modyfikować przyrodę, tylko by się do niej dostroić i tym samym nadać życiu większe znaczenie, stymulować jego rozkwit.

Mit redukcjonizmu i fałszywy wybór, który nam oferuje

Richard Dawkins i jego wyznawcy ponoszą odpowiedzialność za wciśnięcie ludziom myślącym okrutnego mitu: po odrzuceniu urojeń monoteizmu jedyną poważną alternatywą pozostaje wiara w świat bezwzględny, samolubny i ostatecznie bez znaczenia. Ich idee zrodziła szczególna forma myśli naukowej znana jako redukcjonizm, która utrzymuje, iż każdy aspekt naszego świata, nawet najbardziej oszałamiający, jest „niczym innym” jak wyłącznie mechanicznym ruchem cząstek działających przewidywalnie na siebie nawzajem.

Ostatnie odkrycia z zakresu teorii złożoności i biologii systemów wytyczają drogę ku nowej koncepcji połączonego Wszechświata, który charakteryzuje zarówno naukowa ścisłość, jak i głębokie znaczenie. W tym rozumieniu związki między rzeczami są często ważniejsze niż same rzeczy. Poprzez akcentowanie elementarnych zasad, które odnoszą się do wszystkich żywych istot, zrozumienie to pomaga nam urzeczywistniać wewnętrzną współzależność z całą przyrodą i służy za filozoficzną podstawę zrównoważonego rozwoju. Nie prowadzimy niekończącej się walki pod dyktando samolubnych genów, jesteśmy faktycznie częścią sieci znaczenia łączącej ludzkość ze światem przyrody.

Wpis powiązany tematycznie: „Z kart ideowego skryptu gatunkowych samobójców” 

Australian National UinversityNiszczone przez cywilizację planetarne życie stabilizuje ziemską atmosferę [Discovery News, 22.01.2016]

W nowej pracy badawczej opublikowanej w czasopiśmie Astrobiology astronomowie z Australijskiego Uniwersytetu Narodowego (ANU) rozważali kwestię braku oznak pozaziemskiego życia i zrozumieli, że młode, nadające się do zamieszkania planety mogą bardzo szybko utracić swą stabilność. To, co kiedyś było życiodajną oazą, w okamgnieniu przeobraża się w piekielną cieplarnię lub zamrożone pustkowie.

„Większość wczesnych środowisk planetarnych jest niestabilna. Ażeby wyprodukować możliwą do zamieszkania planetę, formy życia muszą regulować emisje gazów cieplarnianych, takich jak woda i dwutlenek węgla, celem utrzymania stabilnej temperatury powierzchni,” powiedział Aditya Chopra, główny autor badania.

W przeciwieństwie do Ziemi większość światów najprawdopodobniej nie odnajdzie tej równowagi i ostatecznie zostanie ugotowana przez gwałtowny efekt cieplarniany (wzorem Wenus) lub zamrożona przez zanikającą atmosferę (wzorem Marsa). Życie często nie będzie miało dość szczęścia, by wygrać wyścig z fluktuacjami środowiska i stać się czynnikiem stabilizującym.

Ziemia, która miała szczęście zaistnieć w odpowiedniej odległości od stabilnej gwiazdy, zrodziła życie, a ono pomogło ustabilizować jej atmosferę podczas trwającej 4 miliardy lat planetarnej ewolucji.

„Życie na Ziemi prawdopodobnie odegrało główną rolę w stabilizacji klimatu planety,” stwierdził Charley Lineweavera, współautor z ANU.

„Odpowiedź na pytanie, dlaczego nie znaleźliśmy jeszcze oznak istnienia pozaziemskich organizmów może mieć mniej wspólnego z prawdopodobieństwem powstania życia lub inteligencji, a więcej ze sporadycznymi przypadkami szybkiego powstawania biologicznej regulacji sprzężeń zwrotnych na powierzchniach planet,” wyjaśnił Chopra.

Jeśli życie nie dostaje szansy na ustabilizowanie swojej biosfery, skazane jest na zagładę.

Ziemia wraz ze złożonymi, wzajemnymi oddziaływaniami i zależnościami cykli sprzężeń zwrotnych stworzyła swoisty superorganizm. Całość zawartego w biosferze życia ma do odegrania ważną rolę w jej ewolucji.

Obecnie pojedyncza, inteligentna forma życia wyłoniła się jako siła dominująca, zaburzając i eksploatując naturalne cykle planety. Ludzka cywilizacja przemysłowa spowodowała nieodwracalne zmiany w naszej delikatnej biosferze – poprzez nieubłagane emisje gazów cieplarnianych, będące wynikiem procesów industrialnych i zapotrzebowania energetycznego, wytrąciła z równowagi systemy Ziemi.

Tłumaczenie: exignorant

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Kluczowe badania, Upadek biosfery. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.