Kryzys koreański: Odrzucona propozycja (aktualizacja: 28.04.2018)

Wypowiedź Noama Chomsky’ego z maja 2017.

Obecna administracja [w Waszyngtonie] jest szalenie nieprzewidywalna. Trump prawdopodobnie nie ma pojęcia, co zrobi za pięć minut, zatem prognozowanie posunięć z dużą dozą pewności jest dosłownie niemożliwe. Niemniej wątpię, by doszło do ataku [na Koreę Północną]. Powód jest bardzo prosty: uderzenie – konwencjonalne czy nawet nuklearne – sprowokowałoby bombardowanie artyleryjskie Seulu. To największe miasto Korei Południowej, położone tuż przy granicy, zniknęłoby z mapy, a wraz z nim wielu amerykańskich żołnierzy. Nie jestem technicznym ekspertem, ale z lektury stosownych materiałów wynika, że nie istnieje w tym wypadku żaden mechanizm obronny.

Ponadto Korea Północna mogłaby w odwecie ostrzelać amerykańskie bazy w tej części świata, w których stacjonują duże kontyngenty amerykańskich sił zbrojnych. Przykładem jest Japonia. Bastiony te ległyby w gruzach. Korea Północna byłaby skończona, podobnie jak większość regionu. Mimo to kraj nie pozostałby dłużny – jego kontratak najprawdopodobniej miałby charakter automatyczny. Generałowie McMaster i Mattis są tego świadomi. Nie wiemy jednak, jak duży mają posłuch.

Najważniejsze pytanie brzmi: czy jest jakiś sposób na rozwiązanie tego problemu? Pojawiło się wiele propozycji: sankcje; nowy system obrony przeciwrakietowej, który stanowi poważne zagrożenie dla Chin i spowoduje wzrost napięć; rozmaite pogróżki militarne; „przypadkowe” wysyłanie lotniskowca The Vinson ku brzegom Korei Północnej – jednostka zmierzała akurat w przeciwnym kierunku, ale to nieistotny szczegół.

Jest jeszcze jedna propozycja, którą zignorowano. Wspomina się o niej sporadycznie. Ma ona względnie nieskomplikowany charakter. Przypomnę, że celem jest nakłonienie Korei Północnej do zawieszenia systemów broni i rakiet. Tak więc jedna z propozycji wiąże się z zaakceptowaniem oferty strony przeciwnej. Otóż Chiny i Korea Północna zaproponowały zastopowanie północnokoreańskich systemów rakietowych i broni jądrowej. USA z miejsca odmówiły. Winą za to nie można obarczyć wyłącznie Trumpa. Obama postąpił tak samo. Złożono mu tę samą ofertę, bodajże w 2015 roku. Powodem natychmiastowego jej odrzucenia był warunek quid pro quo: w zamian Stany Zjednoczone miały zakończyć organizowanie niebezpiecznych manewrów przy granicach Korei Północnej, które za kadencji Trumpa odbywają się z udziałem samolotów B-52 zdolnych do przenoszenia broni jądrowej.

Amerykanie zbyt dobrze tego nie pamiętają, lecz wśród mieszkańców Korei Północnej wciąż żywe są wspomnienia z nieodległej przeszłości, kiedy to ich państwo zostało dosłownie zrównane z ziemią przez amerykańskie pociski. Nie pominięto żadnego celu. Namawiam wszystkich do zapoznania się z oficjalnymi historiami wojskowymi z łamów Air Quarterly Review. Opisują one te zdarzenia bardzo obrazowo, z dbałością o detale. Autorzy piszą: „Wyczerpaliśmy cele. Co możemy zrobić?” Cóż, postanowiliśmy zburzyć ogromne zapory. To poważna zbrodnia wojenna. W Norymberdze skazywano za to sprawców na śmierć przez powieszenie. Relacje z bombardowań tych budowli są wręcz ekstatyczne, pełne egzaltacji i triumfalizmu. Uwolnione rezerwuary wody wdzierały się w doliny niszcząc uprawy ryżu, od których zależy przetrwanie Azjatów. Fakty te opatrzono mnóstwem rasistowskich komentarzy. Ażeby mieć pełne wyobrażenie, trzeba to naprawdę przeczytać.

Koreańczycy z Północy nie muszą tego robić. Oni to przeżyli. Zatem gdy nad ich granicami przelatują fortece B-52, czemu towarzyszą inne ćwiczenia militarne, są tym zaniepokojeni. Dziwni ludzie. I nie zaprzestają prac nad rozbudową potencjału nuklearnego, który uważają za ewentualny środek odstraszania mogący uchronić reżim – i tym samym kraj – przed zniszczeniem. Nie ma to nic wspólnego ze zdaniem, jakie masz na temat samego rządu. Być może jest to najgorsza władza w historii ludzkości. W porządku. Jednakże nie zmienia to istniejących faktów.

Koreańczycy z północy i południa nie chcą wojny, podobnie jak kiedyś nie chcieli jej Wietnamczycy. Na drodze do porozumienia stoją USA. Neokonserwatyści i neoliberałowie nie chcą pokoju na Półwyspie Koreańskim, który byłby wynikiem kompromisu i uczynił zjednoczoną Koreę państwem niezależnym od Waszyngtonu i przyjaznym Chinom. Ażeby doszło do denuklearyzacji Korei Północnej, Amerykanie musieliby uznać suwerenność kraju i przedstawić na piśmie gwarancję o wycofaniu swoich wojsk z Korei Południowej w ten sposób utraciliby pretekst do utrzymania swoich baz i systemów rakiet balistycznych (THAAD), których obecność wymierzona jest przede wszystkim w Chiny. Stany Zjednoczone nie mogą pozwolić na powstanie pęknięcia w regionalnej obręczy zaciskającej azjatyckiego rywala. Warunkiem zachowania hegemonii jest Korea Południowa pełniąca rolę posłusznego kraju-klienta.

Wojna z Koreą Północną jest nieunikniona?

Człowiek imperialnej elity – doradca wywiadu USA i międzynarodowych instytucji finansowych – Jim Rickards opublikował 19 grudnia 2017 swoją prognozę finału kryzysu na Półwyspie Koreańskim. 

Podczas prywatnego spotkania w Waszyngtonie, które odbyło się z moim udziałem 20 października 2017, dyrektor CIA Mike Pompeo poinformował grupkę ekspertów, że Korea Północna potrzebuje nie więcej niż pięciu miesięcy, by wejść w posiadanie jądrowych pocisków balistycznych o zasięgu międzykontynentalnym (ICBM). Rakiety te mogą uderzyć w nasze miasta i zabić miliony Amerykanów. Termin upłynie 20 marca 2018. Wojna najprawdopodobniej wybuchnie wcześniej. (1)

Generał H.R. McMaster, doradca ds. bezpieczeństwa narodowego prezydenta Trumpa, powiedział, że nuklearna Korea Północna jest „nie do zaakceptowania”. Stany Zjednoczone nie zamierzają uczyć się z nią żyć – w pierwszej kolejności powstrzymają kraj przed nabyciem zdolności nuklearnej. Przyczyn tego podejścia jest wiele. Żadne z pozostałych państw dysponujących bronią nuklearną nie zagroziło atakiem na USA; ich potencjalne uderzenie miałoby charakter odwetowy. Korea Północna wielokrotnie groziła zniszczeniem Stanów Zjednoczonych. Pogróżki dyktatorów najlepiej jest traktować poważnie. (2) Perspektywa północnokoreańskich rakiet z głowicami jądrowymi szybko sprawi, iż broń jądrową zechce pozyskać sześć innych krajów (Japonia, Korea Południowa, Iran, Arabia Saudyjska, Egipt i Turcja). Niektóre z nich okazują wrogość sobie nawzajem lub wobec USA. Podobna proliferacja zwiększa wykładniczo niebezpieczeństwo rychłego wybuchu wojny jądrowej między tymi państwami. (3)

Społeczność wywiadowcza USA nie uważa Kim Dzong Una za szaleńca – jest on racjonalnym aktorem o ograniczonym polu widzenia. Kim widział egzekucje Muammara Kadafiego i Saddama Hussajna. Wniosek jest oczywisty: jeśli zrezygnujesz z broni jądrowej, Zachód cię zaatakuje i zabije. Uzbrojenie zapewni ci bezpieczeństwo. Racjonalna postawa oparta na dowodach. Dlatego Kim będzie kontynuował swój program nuklearny, który znajduje się już w fazie „przełomowej”.

Obama był zbyt wyrozumiały w stosunku do Syrii. Kim to odnotował i postrzega USA jako papierowego tygrysa. Chiny nie pomogą w zlikwidowaniu Kima i jego reżimu. Nie chcą zdestabilizować Korei Północnej, ponieważ obawiają się napływu uchodźców, jak również zjednoczenia półwyspu na warunkach korzystnych dla Ameryki. (4) Chiny też są przekonane, że Stany Zjednoczone blefują. Dowiedziałem się o tym niedawno podczas wspólnego lunchu z jednym z czołowych strategów geopolitycznych Chin, który jest doradcą tamtejszych przywódców.

Groźba zniszczeń i strat wśród ludności cywilnej po stronie Korei Południowej i prawdopodobnie Japonii jest realna. Stany Zjednoczone uznają tę konsekwencję za konieczny koszt definitywnego zneutralizowania północnokoreańskiego zagrożenia. Żaden amerykański oficer flagowy nie zamieni Seattle na Seul. Żyjemy w nowym, twardym świecie, gdzie „Ameryka ma pierwszeństwo”. Południowi Koreańczycy i Japończycy to rozumieją. Współpracują z nami. Jeśli nie podejmiemy żadnych kroków, ich sytuacja bynajmniej nie ulegnie poprawie. Gdy Korea Północna skompletuje oręż nuklearny, szantażowanie Japonii i inwazja na Koreę Południową będą tylko kwestią czasu.

USA mają nadzieję, że zmniejszą liczbę ofiar dzięki przerażającej kombinacji wojny cybernetycznej, wojny psychologicznej, operacji specjalnych, zmasowanych bombardowań, ograniczonej inwazji powietrznej i morskiej. Pentagon posłuży się też tajną technologią, w tym dronem naddźwiękowym o nazwie Waverider (startującym z fortec B-52) i dronem mikrofalowym, który może „usmażyć” północnokoreańskie systemy wystrzeliwania pocisków rakietowych. Kiedy działania wojenne zostaną zainicjowane, Koreańczyków z Północy sparaliżuje uczucie dezorientacji.

Oto moje szacunki odnośnie prawdopodobnego finału rozgrywającego się kryzysu: 10% szansa, że Kim Dzong Un abdykuje i zezwoli na inspekcję arsenału; 20% szansa, że lider zostanie zamordowany i nastąpi zmiana władzy; 0% szansy, że Stany Zjednoczone zaakceptują nuklearną Koreę Północną; 70% szansa, że najpóźniej w połowie marca 2018 wybuchnie wojna.

Przypisy/komentarze autora przekładu:

(1) Koreańska Republika Ludowo-Demokratyczna (KRLD) ogłosiła 21 kwietnia 2018, że pomyślnie zakończyła program testów głowic nuklearnych i rakiet balistycznych. Władze KRLD deklarują, iż są w posiadaniu pocisków balistycznych międzykontynentalnego zasięgu (ICBM). Tym samym kraj dołączył do grona mocarstw dysponujących środkami atomowego odstraszania, po które może sięgnąć, gdy zostanie zaatakowany.

(2) „Tak długo jak Stany Zjednoczone będą prowadzić wrogą politykę wobec mojego kraju i organizować gry wojenne na naszym progu, negocjacje są wykluczone”. Han Tae Song, ambasador Korei Północnej przy ONZ [listopad 2017]

W swoim orędziu z 1 stycznia 2017 północnokoreański lider Kim Dzong Un przyjął pojednawczy ton i wyraził życzenie „pokojowego rozwiązania konfliktu z naszym południowym sąsiadem”. „Północ i Południe muszą złagodzić napięcia i współpracować jako ludzie o tym samym dziedzictwie, aby znaleźć pokój i stabilizację”, zaapelował. „Jeżeli nikt nas nie zaatakuje, nie zamierzamy użyć broni nuklearnej”, zapewnił i ostrzegł, że jest ona w stanie dosięgnąć cele na całym terytorium Stanów Zjednoczonych. Przywódca powiedział też, że rozważy udział swoich sportowców w zimowych igrzyskach olimpijskich w Korei Południowej. W odpowiedzi prezydent Południa Mun Dze Mun poprosił ministerstwo ds. zjednoczenia, a także ministerstwo kultury, sportu i turystyki, by w trybie pilnym przygotowały finansową pomoc olimpijczykom z Północy. Władze północnokoreańskie zrewanżowały się aktywacją zawieszonej dotychczas linii komunikacyjnej Pjongjang – Seul.

(3) Kiedy Barack Obama wkroczył do Białego Domu w 2009 roku, obiecał, że będzie pracował na rzecz uwolnienia świata od broni nuklearnej. Kilka lat później laureat Pokojowej Nagrody Nobla zatwierdził program modernizacji arsenału jądrowego USA i tym samym rozpoczął nowy nuklearny wyścig zbrojeń. Jak napisał w swoim raporcie z 21 listopada 2017 Reuters, ryzyko nuklearnego Armageddonu zwiększyło się: broń nuklearna będzie dokładniejsza i bardziej śmiercionośna, przez co jej użycie stanie się bardziej prawdopodobne. Grupa wysokich rangą urzędników, ustawodawców i specjalistów od kontroli zbrojeń Stanów Zjednoczonych – wielu z nich popierało kiedyś ideę silnego bojowego zaplecza nuklearnego – ostrzega, iż modernizacja jest poważnym niebezpieczeństwem. Trzydziestoletni program będzie kosztował co najmniej 1.25 tryliona dolarów.

W dniu 7 lipca 2017 na zgromadzeniu ogólnym ONZ ponad 120 państw podpisało pierwszy w historii traktat zakazujący posiadania broni jądrowej. Wyniki głosowania: 122 kraje były „za”, Holandia była „przeciw”, a Singapur wstrzymał się od głosu. Państwa, które posiadają arsenały nuklearne – Stany Zjednoczone, Rosja, Wielka Brytania, Chiny, Francja, Indie, Pakistan, Korea Północna i Izrael – nie poparły prawnie wiążącego dokumentu, natomiast wielu ich sojuszników zbojkotowało spotkanie.

(4) Przejęcie kontroli nad Koreą Północną jest marzeniem zachodnich korporacji wydobywczych. Według szacunków południowokoreańskiego instytutu badawczego z 2012 roku tamtejsze niewykorzystane w pełni złoża żelaza, złota, magnezytu, cynku, miedzi, wapnia, molibdenu i grafitu warte są 10 bilionów dolarów, czyli 20 razy więcej niż bogactwa naturalne Korei Południowej.

Przebieg obecnej konfrontacji Stanów Zjednoczonych z Koreą Północną przypomina ciąg wydarzeń/podejmowanych decyzji, które doprowadziły do kryzysu kubańskiego („najniebezpieczniejszego momentu w historii”). Wystarczy przywołać mało znany fakt. Otóż po przejęciu steru władzy w ZSRR Nikita Chruszczow zrozumiał, że kraj jest zbyt ubogi, by konkurować gospodarczo z USA. Wyścig zbrojeń stanowił ogromne obciążenie, które hamowało rozwój ekonomiczny. Zaproponował więc administracji Johna F. Kennedy’ego obustronną redukcję arseanłu broni ofensywnej. W geście dobrej woli wykonał pierwszy krok – zmniejszył ofensywny potencjał swojego uzbrojenia. Waszyngton odrzucił propozycję i w odpowiedzi uruchomił największy w historii przyrost militarnych środków masowego rażenia. Późniejsza decyzja Chruszczowa o rozmieszczeniu rakiet na Kubie była częściowo podyktowana potrzebą zniwelowania powstałej zbrojeniowej dysproporcji.

Tłumaczenie: exignorant

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Imperialne wojny, militaryzm i terror państwowy. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.