Syria: Wojna nie-domowa

W kolejnym odcinku programu ON CONTACT, wyemitowanym 15 kwietnia 2017, gośćmi autora Chrisa Hedgesa Max Blumenthal i Ben Norton – dziennikarze dochodzeniowi piszący o wydarzeniach na Bliskim Wschodzie. Głównym tematem rozmowy jest wojna w Syrii i konsekwencje polityki interwencjonizmu prowadzonej przez USA i NATO.

Kontekst: plan neokonserwatystów [link], wojna z terroryzmem [link], wojna w Syrii [link, link, link], Libii [link] i Jemenie [link], Państwo Islamskie [link, link], sytuacja klimatyczna [link], wodna [link], żywnościowa [link] i energetyczna [link].

Transkrypcja wywiadu:

Chris Hedges: Witam w ON CONTACT. W dzisiejszym programie dyskutujemy o prowadzonej w USA kampanii na rzecz interwencji zbrojnej w Syrii. Moimi gośćmi są dziennikarze Max Blumenthal i Ben Norton.

Ben Norton: Wydarzenia te zdestabilizują region na lata, a ich echa będą wybrzmiewać przez dekady.

Max Blumenthal: Jeżeli dojdzie do całkowitego rozpadu Syrii, będziemy świadkami spuszczenia ze smyczy najgorszego monstrum.

Chris Hedges: Wojna otwiera Puszkę Pandory. Wyzwolone zło nie poddaje się kontroli. Inwazja Afganistanu miała rzekomo rozprawić się z Al-Kaidą. Blisko 16 lat później jesteśmy wplątani w skazaną na porażkę batalię z talibami. Zdawało się nam, że możemy wkroczyć do Iraku, zbudować tam demokrację na wzór zachodni i osłabić regionalną pozycję Iranu. Fragmentacja kraju dokonana przez zwalczające się frakcje uczyniła Iran dominującym muzułmańskim narodem Bliskiego Wschodu, zaś zdewastowany Irak przestał istnieć jako jednolite państwo. Wyruszyliśmy do Syrii, aby pozbawić władzy Baszara al-Asada. Następnie przystąpiliśmy do bombardowania islamskich fanatyków, którzy chcą go obalić. Przenieśliśmy „wojnę z terroryzmem” do Libii, Syrii i Jemenu, aby zdławić regionalny opór. Stworzyliśmy nowe upadłe państwa i enklawy bezprawia. Próżnię wypełniły siły dżihadu, które chcemy pokonać. Roztrwoniliśmy oszałamiającą kwotę 4.9 biliona dolarów na śmierć, zniszczenie i bezmyślność. Tymczasem obywatele USA ubożeją, a zmiana klimatu zagraża przetrwaniu naszego gatunku.

W studiu są ze mną Max Blumenthal i Ben Norton. Max jest autorem bestsellera „New York Timesa” pt. „Republikańska Gomora”, a także „Goliata”, jednego z najlepszych portretów współczesnego Izraela. Pisze dla portalu AlterNet. Ben również publikuje w AlterNet. Wcześniej współpracował z Salon.com. Komentuje politykę zagraniczną USA i wydarzenia na Bliskim Wschodzie. Wspiera ruchy w obronie sprawiedliwości ekonomicznej i społecznej.

Max, zacznijmy od ciebie. Po uderzeniu rakietowym na syryjską bazę wojskową, przeprowadzonym przez administrację Trumpa, nie przedstawiono praktycznie żadnego kontekstu. Tymczasem nasze kampanie domagające się interwencji mają długą historię. Wystarczy wspomnieć atak chemiczny z 2013 roku. Proszę, abyś osadził te zdarzenia we właściwym kontekście.

Max Blumenthal: Po pierwsze niezwykle intrygujący był termin ataku. Nastąpił on akurat w chwili, gdy dyplomaci spotkali się w Brukseli, aby omówić odbudowę Syrii. To temat zakazany. Syryjska opozycja bezwarunkowo sprzeciwia się takim dyskusjom, dopóki nie dojdzie do usunięcia władz kraju. Rakiety wystrzelono zaledwie klika dni po tym, jak Biały Dom oficjalnie cofnął wieloletnią politykę nawoływania do zmiany rządu w Syrii. W tym samym czasie armia państwa wygrywały kolejne bitwy z dżihadystami z Tahrir al-Sham, głównej koalicji opozycyjnej, która jest po prostu przemianowaną Al-Kaidą. Przeprowadzenie tak ohydnego ataku przez siły rządowe nie miałoby sensu, ponieważ byłby to powrót do punktu wyjścia, czyli „czerwonej linii” wytyczonej w 2013 roku przez Baracka Obamę, który ostrzegł, że odpowiedzią USA na użycie broni chemicznej będzie interwencja militarna. „Czerwona linia” była tworem syryjskiej opozycji, jej lobbystów w Waszyngtonie oraz aparatu bezpieczeństwa narodowego USA, który wręcz pożąda odsunięcia włodarzy Syrii. Jest to następna po Iraku odsłona planu neokonserwatystów. Nie próbuję przypisać rebeliantom winy za tę tragedię. Zważywszy kontekst, jej okoliczności są zwyczajnie bardzo podejrzane.

Chris Hedges: Należy wyraźnie podkreślić, że nie było w tej sprawie niezależnego śledztwa i żadnych dowodów.

Ben Norton: Organizacja ds. Zakazu Broni Chemicznej (OPCW) nie wskazała winowajców. Zaraz po ataku Staffan de Mistura, wysłannik ONZ ds. Syrii, zorganizował konferencję prasową i powiedział, że nie ma pewności co do przebiegu zdarzenia, a śledztwa jeszcze nie wszczęto. Stany Zjednoczone i sojusznicy pospiesznie wyciągnęli wnioski. Oczywiście historia formułowanych przez nich, ewidentnie fałszywych oskarżeń jest długa. Nie ma żadnego międzynarodowego potwierdzenia tych zarzutów.

Chris Hedges: Pisałeś na temat „Białych Hełmów”. Wyjaśnij, kim są i dlaczego pełnią rolę jednego z najpotężniejszych narzędzi propagandowych, którym posługuje się opozycja, promując „eksmisję” syryjskiego rządu. Jak zauważyłeś w swoich reportażach, „Białe Hełmy” zostały „przygarnięte” przez neokonserwatystów dążących do dalszej ekspansji wojny w Syrii.

Max Blumenthal: Ażeby to zrozumieć, musimy powrócić do roku 2012.

Chris Hedges: Wytłumacz nam, kim są.

Max Blumenthal: Nazywa się ich „obroną cywilną Syrii”, ale nie reprezentują syryjskiego państwa. Działają wyłącznie na terenach zajmowanych przez rebeliantów. Faktycznie są to jednostki służb ratunkowych ekstremistów powiązanych z Al-Kaidą. Obecnie ich działania koncentrują się m.in. na Idlib.

Chris Hedges: Idlib to miasto, w które uderzono.

Max Blumenthal: Idlib jest pod kontrolą Dżabhat al-Nusra, czyli de facto syryjskich oddziałów Al-Kaidy. Opozycyjni dżihadyści panują tam niemal niepodzielnie. Członkowie „Białych Hełmów” zdobyli Oscara, bo liberałowie byli niepocieszeni faktem, iż mimo nominacji, nie dano im Nobla.

Chris Hedges: Oscar za najlepszy dokument.

Max Blumenthal: Film wyprodukowany przez Netflix, który posłużył „Białym Hełmom” za instrument propagandowy. Wielu z nich należy do paramilitarnych grup dżihadystów, takich jak Dżabhat al-Nusra, lub salafitów, przykładem jest Ahrar al-Sham. Zostało to udokumentowane. „Białe Hełmy” pojawiły się nawet w propagandowych klipach Państwa Islamskiego (ISIS) z porwanymi dziennikarzami, m.in. Johnem Cantile. Skąd się wzięły „Białe Hełmy”? Wszystko zaczęło się w 2012 roku. Amerykańska brać ekspercka i aparat bezpieczeństwa narodowego byli przekonani, że Asada można usunąć, tak jak podczas Arabskiej wiosny wyeliminowano Kadafiego i innych liderów. Za pośrednictwem Agencji Rozwoju Międzynarodowego (US AID) zaczęli na terytorium rebeliantów budować cywilną infrastrukturę. Wschodnie Aleppo było pierwsze. Islamiści zajęli je siłą, a nie na drodze protestów. Waszyngton zaczął pompować tam pieniądze, aby stworzyć służby cywilne rebeliantom. Sądzono, że zastąpią gabinet Asada. Miała to być wyłącznie sunnicka technokracja w stylu Bractwa Muzułmańskiego. Sprawy potoczyły się inaczej. Asad odpowiedział na ciosy, a „czerwona linia” nie spowodowała interwencji, ponieważ Obama był przerażony widmem destabilizacji, która ogarnęłaby Syrię po wyeliminowaniu rządu. Potem byliśmy świadkami wzmocnienia aparatu propagandy. Departament Stanu przyznał 25 milionów dolarów na kamery we wschodnim Aleppo. Zasilił budżet brytyjskich organizacji informacyjnych, m.in. „Syria Deeply” i „Radio Fresh”. Uhonorowano „dziennikarzy”, którzy faktycznie nimi nie są. Przykładem jest Hadi Abdullah nagrodzony przez Reporterów bez Granic. To propagandysta Al-Kaidy, który drwił z pojmanych żołnierzy syryjskich i brał udział w atakach dżihadystów na osiedla mieszkaniowe. Nikt się nie przejmował i nie sprawdzał, kim są odbiorcy finansowego wsparcia. „Białe Hełmy” dostały od US AID co najmniej 23 miliony dolarów. Wyposażeni w kamery filmowali pokłosie nalotów. Bez jakiegokolwiek kontekstu. Nie było sposobu na ustalenie szczegółów danego zdarzenia. Chodzi o to, że relacje CNN lub innych korporacyjnych nadawców z terytorium rebelii są materiałem dostarczonym przez „Białe Hełmy”. W Idlib ściśle współpracują z Al-Kaidą. Zatem USA, Ministerstwo spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii, które przekazało 15 milionów funtów „Białym Hełmom”, oraz Katar zapewniają administrację cywilną Al–Kadzie. Bezdyskusyjnie. To ogromny skandal. W przekazywaniu pieniędzy pośredniczy waszyngtońska korporacja Chemonics. Pomoc dostarczana jest przez Turcję. Całą operację nadzoruje brytyjski najemnik James Le Mercier, który na tym krwawym konflikcie zbije fortunę.

Chris Hedges: Porozmawiajmy o interwencji. Zrzucenie 59 rakiet Tomahawk nie jest  bynajmniej jej początkiem. Powiedz nam też, dlaczego wspomniane przez Maxa zasoby są rozdawane radykalnym grupom dżihadzkim.

Ben Norton: Wszyscy zadają pytanie, czy dojdzie do interwencji USA w Syrii. Ważne jest, byśmy sobie uświadomili, że Waszyngton interweniuje tam od dawna, nie tylko przez 6 minionych lat – od początku wojny. Dokumenty ujawnione przez Wikileaks pokazują, że już w połowie ubiegłej dekady USA destabilizowały kraj, potęgując napięcia na tle etnicznym, podgrzewając nastroje sekciarsko-religijne. Widzieliśmy ich eksplozję w trakcie wojny. Naturalnie USA i ich sojusznicy kontynuują ten proces. Należy zdać sobie sprawę, że sprzymierzeńcy Stanów Zjednoczonych w tym konflikcie to Arabia Saudyjska – ekstremistyczna, teokratyczna monarchia absolutna, która postrzega szyitów jako niewiernych – Turcja, kolejne państwo z coraz bardziej represyjnym ustrojem, i Katar, następna monarchia o charakterze sekciarskim. Według oficjalnych dokumentów i zapisów najpóźniej w 2012 roku USA wspierały już w Syrii rebeliantów dążących do zlikwidowania rządu. Można przeczytać ówczesne raporty, doniesienia Reutera i innych agencji. Z dostępnych materiałów rządowych wynika, że przed 2013 rokiem, możliwe że wcześniej, CIA przesyłała broń rebeliantom, głównie w Turcji i Jordanii.

Chris Hedges: Część arsenału pochodziła z Libii. Przerzucano ją przez Turcję.

Ben Norton: Bezsprzecznie. Po natowskiej kampanii destabilizacji i zmiany rządów w Libii w 2011 roku region pogrążył się w chaosie i gros tamtejszej broni trafiło do rąk dżihadystów w Syrii i innych krajach.

Max Blumenthal: Na przykład do Boko Haram [w Nigerii].

Ben Norton: Właśnie. Do ludobójczych grup, z Państwem Islamskim na czele. Państwo Islamskie jest w posiadaniu dużej liczby wyprodukowanych na Zachodzie środków bojowych przejętych od rebeliantów. Proszę zrozumieć, że USA od lat zbroją i szkolą rebeliantów mających pozbyć się syryjskich władz. W pewnym momencie CIA wydawała na nich miliard dolarów, czyli każdy z piętnastu dolarów swojego budżetu.

Chris Hedges: Zapewnia się nas, że są to tzw. „umiarkowani” rebelianci.

Ben Norton: We wrześniu 2015 roku podczas przesłuchań Komisji Senackiej ds. Sił Zbrojnych zastępca Szefa Sztabu Naczelnego Dowództwa Armii USA przyznał, że Stany Zjednoczone wydały 500 milionów dolarów na wyszkolenie setek tysięcy umiarkowanych rebeliantów do walki z Państwem Islamskim w Syrii. Okazało się, że było ich 60. Po wylądowaniu na miejscu uciekli i dołączyli m.in. do Dżabhat al-Nusry, syryjskiej Al-Kaidy. Ostatecznie rezultatem tego projektu za 500 milionów było 4 lub 5 umiarkowanych rebeliantów. Pół miliarda z podatkowej kasy zafundowało 4 lub 5 umiarkowanych bojowników.

Chris Hedges: Skoro projekt jest tak oczywistą porażką, dlaczego jest kontynuowany?

Ben Norton: Z kilku powodów. Pamiętajmy, że wiele z tych działań wymierzonych jest w Iran. Kraj ten wspiera syryjski rząd od lat. Jeżeli chodzi o „zmianę reżimu”, to Iran jest celem numer jeden. Wystarczy zapoznać się z oświadczeniem gen. Wesley’a Clarka o planie obalenia włodarzy 7 krajów w 5 lat. Iran zawsze stanowił „wisienkę na torcie”. Irak był częścią tej strategii. Zniszczono Libię i teraz Syrię. Na szczycie tej listy jest Iran. Bill Kristal i jego neokonserwatywni towarzysze mówią o tym otwarcie. Po ataku Trumpa na rząd Syrii napisał na Twitterze, że to Iran jest główną nagrodą i musimy ją zdobyć. Poza Iranem jest też Hezbollah. Wróg numer jeden Izraela – pokonał go w dwóch wojnach – wspiera rząd Syrii.

Chris Hedges: Podejmiemy ten wątek za chwilę. Po przerwie powrócimy do rozmowy z Maxem Blumenthalem i Benem Nortonem.

Witam ponownie w ON CONTACT. Oto ciąg dalszy wywiadu z Maxem Blumenthalem i Benem Nortonem, którzy piszą dla portalu AlterNet. Jaki jest cel, Max? Ben przedstawił obraz marnotrawstwa zasobów, katastrofalnej klęski, która mimo wszystko trwa nieprzerwanie.

Max Blumenthal: Media próbują sprowadzić wszystko do jednej, demonizowanej osoby. Syria to nie tylko Asad, to rząd państwa. Na obszarach Syrii przezeń administrowanych mieszka 18 milionów ludzi. Na terenach kontrolowanych przez rebeliantów znajdują się tylko dwa miliony obywateli. Tę mozaikę różnych grup etnicznych spaja aparat rządowy, który zapewnia środki publiczne. Bezspornie jest to państwo skrajnie totalitarne. Chodzi to, by rozbić to państwo bez względu na konsekwencje. Zostało już rozbite pod wieloma względami. Skąd wziął się kryzys uchodźców? Kryzys uchodźców jest rezultatem tej wojny. Konflikt jest podtrzymywany poprzez dostawy rakiet przeciwczołgowych TOW. Są one najważniejszą bronią wykorzystywaną przez rebeliantów w atakach na syryjskie kolumny pancerne. Pociski te pozwoliły im zająć i utrzymać terytoria. Broń tę dostarcza Raytheon. Spójrzmy na akcje koncernu: od dnia pierwszych dostaw w 2011 roku ich wartość stale rośnie. Raytheon to także największy producent rakiet Cruise. Wojna w Syrii to świetny interes dla przemysłu zbrojeniowego. Administracja Trumpa jest kolekcją generałów i bankierów z Goldman Sachs. Elementy anty-interwencyjne odsunięto na bok. Obowiązuje strategia przedłużania kaźni, dezintegracji kraju, w którym nie ma bazy wojskowej USA; którego stosunki gospodarcze ze Stanami i Europą są marginalne; który jest sprzymierzony z Iranem i Rosją. Jest to część planu zniszczenia postkolonialnych państw arabskich, który w swoim dokumencie „Zerwanie stosunków” wysunęli neokonserwatyści. Gen. Wesley Clark skarżył się przed inwazją na Irak, że jest to składowa szerszego planu obalenia rządów 7 krajów w 5 lat. Mamy do czynienia z jego kontynuacją. Liberałowie, a nawet niektórzy przedstawiciele lewicy, przyklaskują temu projektowi, nazywając go „interwencją humanitarną”. To zatrważające. Spójrzmy na Libię. Kraj roztrzaskano. Jego zasoby zostały zagrabione. Najbardziej skorzystali na tym Francuzi. USA wzięły broń z państwowych składów i przesłały ją do Syrii, co nasiliło kryzys uchodźców. Libia stała się głównym punktem przerzutowym uchodźców do Europy. Kryzys zwiększył popularność skrajnej prawicy i jest bezpośrednio odpowiedzialny za Brexit. I nikt o tych konsekwencjach nie mówi. Orędownicy wojny w Libii nawet nie wspomną, że zdestabilizowali cały region i Afrykę. W wyniku napływu libijskiej broni w samej Nigerii wysiedlony został milion ludzi. Jeżeli dojdzie do całkowitego rozpadu Syrii, będziemy świadkami spuszczenia ze smyczy najgorszego monstrum – ideologia, która dominuje w Idlib, rozprzestrzeni się. Właśnie dlatego o tym mówimy. Jesteśmy jednym z nielicznych progresywnych portali, który porusza tę kwestię. Przyjrzeliśmy się dokładnie konsekwencjom i katastrofalnemu rezultatowi kontrrewolucji krajów Zatoki Perskiej wymierzonej w Arabską wiosnę. I jesteśmy przerażeni tym, co może się wydarzyć.

Chris Hedges: Kontrrewolucji propagowanej też przez Izrael.

Max Blumenthal: Pora sprzeciwić się najgorszym elementom naszego aparatu bezpieczeństwa narodowego, które odpowiadają za każdą porażkę polityki zagranicznej USA co najmniej od czasu zamachów z 11 września 2001. To one po zniszczeniu Iraku umożliwiły utworzenie Państwa Islamskiego. Reszta progresywnych mediów milczy, a ludzie muszą wiedzieć, co ich czeka.

Chris Hedges: Pomówmy o Idlib. Wspólnie napisaliście artykuł o tamtejszych warunkach. Co tam się dzieje?

Ben Norton: W Idlib nie ma reporterów. Nie możemy uzyskać bezpośredniego wglądu w wydarzenia. Informacje przekazywane są przez rebeliantów zdominowanych przez ekstremistów z Al-Kaidy, czy kolaborujących z nią salafi-dżihadystów z Ahrar alSham. Na miejscu jest garstka zachodnich korespondentów. Niektórych uprowadziły wymienione grupy terrorystyczne, a nawet Państwo Islamskie. W Idlib prym wiedzie Dżabhat al-Nusra, bo tylko ona jest w stanie nawiązać walkę z syryjską armią. Jej członkowie przeprowadzają ataki samobójcze. To ekstremiści, których motywacją jest ideologia dżihadu. Są tam grupy salafickie narzucające zasady państwowe wzorowane na talibach. Joshua Landis – jeden z najwybitniejszych badaczy Syrii, który w odróżnieniu od medialnych „gadających głów” mieszkał tam przez lata i analizę syryjskiego konfliktu rozpoczął przed 2011 rokiem, kiedy nagle na antenie TV pojawili się „eksperci” od „zmiany reżimu” – określił system rządów rebelii w Idlib mianem talibanizacji. W szkołach obowiązuje segregacja płciowa, a na ścianach wiszą portrety Osamy bin Ladena. Nikt nie przyznaje, że religijne i etniczne mniejszości zostały w Idlib wytrzebione. Druidom, chrześcijanom i przedstawicielom innych mniejszości, którzy nie uciekli, przystawiono do skroni pistolet i zmuszono do przejścia na salafizm. Tę odmianę islamskiego fundamentalizmu wyznają państwa Zatoki Perskiej, zwłaszcza Arabia Saudyjska. Rola Saudów w krzewieniu tej ideologii na całym świecie od wielu dekad, przy niezachwianym wsparciu USA, jest przemilczana. W Indonezji finansowane przez Arabię szkoły masowo produkują zwolenników Państwa Islamskiego. Jak prezentuje się ideologia obywateli Państwa Islamskiego w syryjskiej Ar-Rakce? Drukują państwowe podręczniki saudyjskie i dają je swoim dzieciom. Wszyscy powtarzają, że Idlib to kontrolowany przez rebeliantów „obszar wolności”. Nikt nie zauważa faktu, że skonstruowano tam reżim, który przypomina wspierany przez USA w latach 80. afgański odpowiednik. Przeżywamy to ponownie. Stany Zjednoczone pomogły stworzyć talibów i Al-Kaidę poprzez pomoc udzieloną mudżahedinom w latach 80. w Afganistanie. Od lat robimy to samo w Syrii wespół z partnerami takimi jak Arabia Saudyjska, której rządy już teraz wyglądają identycznie – teokratyczna monarchia absolutna, która ścina głowy na ulicy. Wszyscy to ignorują. Powtarza się w kółko frazesy o „wspieraniu dążenia do wolności i demokracji”. Ale oficjalną rebelię trapi indolencja, nie radzi sobie bez asysty Turków na północy. Faktyczni, niezależni rebelianci w Syrii środkowej są fanatycznymi wyznawcami salfi-dżihadu, a nie „bojownikami o wolność”.

Chris Hedges: Jak wykazaliście, media, z CNN na czele, wyniosły propagandystów tych grup do statusu rzeczników.

Max Blumenthal: Ben napisał znakomity artykuł o Bilalu Abdulu Karemie. Ten Amerykanin z Dubaju jakimś sposobem znalazł się na syryjskim polu bitwy u boku rebeliantów. To bodaj jedyny Amerykanin, który pracuje na życzenie syryjskiej franczyzy Al-Kaidy. Bardzo osobliwa postać. W swoich filmowych relacjach, zamieszczanych na podejrzanej witrynie informacyjnej, konsekwentnie przedstawia konflikt w Syrii jako wojnę religijną. Lansuje kleryków. Wielu z nich pochodzi z Arabii Saudyjskiej. W wywiadach mających format programu CBS „60 minutes” złorzeczą na szyitów. Nawołują do ludobójstwa. Potem Bilal staje przed kamerą i jest tym przyjaznym równiachą, który oprowadza cię po strefie rebeliantów i opowiada o ucisku, jakiego doświadczali. CNN nie tylko zaprosiła go jako „niezależnego” dziennikarza – podpisała z nim kontrakt na współpracę! To niesamowite. Jedna z największych mistyfikacji i operacji psychologicznych, jakie widziałem. Inną sprawą, którą się pomija, jest ideologia rebeliantów. Ben już nadmienił, że pochodzi ona z Arabii Saudyjskiej. Personel ideologiczny indoktrynuje młodych ludzi, którzy są wysiedleńcami lub uchodźcami, w ekstremistycznym, wahabickim kontekście. Zapewniają go tacy jegomoście jak Abdallah al-Muhaysini. Prawie w ogóle o nim się nie słyszy. Jest to Abu Bakr al-Baghdadi rebeliantów. Urodził się w prowincji Al-Kasim w Arabii Saudyjskiej, uczęszczał do tej samej szkoły, co Abdulaziz al-Omari, jeden z egzekutorów zamachu z 11 września 2001. Komisja badająca atak na WTC nazwała tę uczelnię „fabryką terroru”. Proszę obejrzeć jego filmy. W jednym z nich – wyprodukowanym przez „Jihad’s Callers”, sieć, której używa do pozyskiwania funduszy od prywatnych ofiarodawców w Katarze, Kuwejcie i Arabii Saudyjskiej – pojawia się w obozie dla uchodźców w północnej Syrii. Obóz podlega Turcji, zatem władze kraju wiedziały o jego obecności. Stoi przed kilkoma setkami młodych mężczyzn, których zniszczyła wojna, i mówi: „Kto chce zabijać szyitów?”. Zabiera wszystkich do namiotu, gdzie wspólnie się modlą, po czym daje im broń, za chwilę wsiadają do autobusu, który zabiera ich do Idlib. To odrażające.

Chris Hedges: Zanim skończymy rozmowę, powiedzcie mi, jakie są szersze geopolityczne konsekwencje tego konfliktu.

Ben Norton: Katastrofalne. Wydarzenia te zdestabilizują region na lata, a ich echa będą wybrzmiewać przez dekady. Podobnie jak wojna w Afganistanie. Naprawdę powinniśmy studiować konflikty z historii lub inwazję na Libię. W 2011 roku państwo libijskie zostało zniszczone i wiele osób, które temu kibicowały, teraz nawołuje do powtórki w Syrii. Nie przestają wspierać ekstremistów, którzy rosną w siłę.

Chris Hedges: Istnieje różnica, ponieważ w przeciwieństwie do Libii Syria ma sojuszników: Rosję i Iran. Jakie będą skutki podtrzymywania tej polityki?

Ben Norton: Może ona doprowadzić do III wojny światowej. Od lat jest to bardzo poważny problem. Hillary Clinton domagała się wprowadzenia strefy zakazu lotów nad Syrią. Podczas przemówienia sponsorowanego przez bankierów Goldman Sachs w 2013 roku przyznała, że posunięcie to „zabije wielu Syryjczyków i doprowadzi do bezpośredniego zaangażowania sił USA i NATO”. Zaraz po objęciu prezydentury Trump rozmawiał z królem Arabii Saudyjskiej Salamanem i zgodził się na wprowadzenie „bezpiecznych stref”. Teraz zbombardował syryjski rząd. Może to potencjalnie doprowadzić do „gorącej” wojny z Rosją i Iranem, która byłaby katastrofą.

Chris Hedges: Czego chcą neokonserwatyści?

Max Blumenthal: Chcą „gorącej” wojny. Bill Kristol powiedział: „Nagrodą jest Iran”. Jeśli przyjrzymy się atmosferze panującej w Stanach, przekonamy się, że liberałowie przeciwni Trumpowi używają języka neokonserwatystów. Histerię wymierzoną w Rosję wzniecili ludzie pokroju Kristola. Do czego to wszystko prowadzi? Do wojny. Ciągle słyszymy mantrę o rosyjskim hakowaniu jako „akcie wojny”, na który musimy odpowiedzieć. Uważam, że rozkaz zbombardowania syryjskiej bazy wydany przez Trumpa jest fazą wstępną tej odpowiedzi. W konsekwencji destrukcja Libii i Syrii zwiększyła na Zachodzie poparcie dla skrajnej prawicy, która była przeciwna tym interwencjom, podczas gdy liberałowie nabrali wody w usta. To jej przedstawiciele są przeciwni kryzysowi uchodźców, który pomogły stworzyć centro-lewicowe rządy udzielające poparcia tym „wojnom zastępczym”. Interwencjonizm jest pożywką dla skrajnej prawicy.

Ben Norton: Skrajna prawica winę za to wszystko przypisuje niewłaściwym zbiorowościom-kozłom ofiarnym. Wskazuje islam reprezentowany przez 1.6 miliarda muzułmanów. Wskazuje samych uchodźców. Problemem są wojny finansowane przez Zachód i jego sojuszników, m.in Arabię Saudyjską, która wspiera grupy salafitów. Stany Zjednoczone podsycają te konflikty w pełni świadomie. Mamy opublikowane przez Wikileaks oficjalne dokumenty, które pokazują, że Arabia Saudyjska i Katar, oddani sojusznicy USA, pomagali na starcie Państwu Islamskiemu. Mamy dokumentację Departamentu Stanu z 2009 roku, która potwierdza, że Arabia Saudyjska i przedstawiciele jej elit są największymi stronnikami Al-Kaidy, talibów i innych grup ekstremistycznych na całym świecie. USA pozostają z nimi w nieprzerwanej relacji sojuszniczej. Jest to część strategii zimnowojennej, w myśl której niszczy się jakikolwiek przejaw sprzeciwu na Bliskim Wschodzie. Dzisiaj obserwujemy jej destrukcyjne skutki.

Chris Hedges: I jest to również bardzo intratny biznes. Dziękuję wam. Moimi gośćmi byli Max Blumenthal i Ben Norton.

Powstanie Państwa Islamskiego zaszczepiło dumę i dało poczucie siły wielu sunnitom upokorzonym przez okupację USA. Zdemaskowało niedołężne i skorumpowane elity władzy, które sprzedały się Waszyngtonowi. Jest ono dowodem, że wojska Zachodu nie są niezwyciężone. Grupy te będą zmuszone do odwrotu, ale nie znikną. Buntownicy nie złożą dobrowolnie broni, dopóki Stany Zjednoczone nie zakończą swojej okupacji Bliskiego Wschodu. Konflikty, które rozpoczęliśmy, są skomplikowane, pod ich powierzchnią toczone są liczne „wojny zastępcze”: w tym nasza wojna z Rosją, Turcji z Kurdami czy Arabii Saudyjskiej z Iranem. Cywile w Afganistanie, Iraku, Syrii, Libii i Jemenie są ludzkimi „stratami towarzyszącymi”. Rzeź trwa od blisko 16 lat i ustanie dopiero wtedy, gdy wyczerpana machina wojenna USA wycofa się regionu. Zanim to nastąpi, swoje życie straci wielu niewinnych.

Dziękuję za uwagę. Znajdą nas państwo na rt.com/oncontact. Do zobaczenia w przyszłym tygodniu.

Tłumaczenie: exignorant

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Imperialne wojny, militaryzm i terror państwowy. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.