Wojna skończyła się… i trwa nadal

„Wojna w Wietnamie dobiegła końca, kiedy zwróciła się przeciwko niej opinia publiczna, chociaż same walki trwały dłużej. To samo ma miejsce na Ukrainie. Wojna się skończyła. ‚Serca i umysły’ Ukraińców zostały utracone, podobnie jak ich wola walki. Kijów przegrał, nawet przy wsparciu USA. Podżegacze wojenni w Stanach Zjednoczonych i Międzynarodowym Funduszu Walutowym mogą zdecydować, że żadna cena nie jest zbyt wysoka i posunąć się do absurdalnego, bezpośredniego uderzenia w Rosję. Jedno jest pewne: Ukraina nigdy nie będzie zjednoczonym krajem. Takie są konsekwencje, które niesie ze sobą szaleństwo arbitralnego wytyczania granic – bez uwzględnienia różnic kulturowych, politycznych i religijnych.”

Mike Shedlock

„Mówiąc wprost Stany Zjednoczone zaciągnęły nas na nową ‚zimną wojnę’ poprzez podjęcie otwartej próby wdrożenia swojej idei triumfalizmu. Co dalej? Niestety, nie mam pewności, że ‚zimna wojna’ nie przyniesie ‚gorącej.’ Obawiam się, że (USA) mogą podjąć to ryzyko. Z ust przedstawicieli Waszyngtonu i Unii Europejskiej słyszymy tylko nawoływania do kolejnych sankcji wobec Rosji. Czy ludzie ci do końca postradali zmysły? Stany Zjednoczone ‚zgubiły się w dżungli’ i ciągną nas za sobą. Poważna wojna w Europie nieuchronnie doprowadzi do wojny nuklearnej. Jeśli jednej ze stron puszczą w tej rozgrzanej atmosferze nerwy, nie przetrwamy najbliższych lat.”

Michaił Gorbaczow

„Cała wojenna propaganda, cały ten krzyk, kłamstwa i nienawiść niezmiennie płyną z ust ludzi, którzy sami w działaniach wojennych nie uczestniczą.”

George Orwell

Ukraińcy nie chcą umierać na wojnie

„Nie chcemy walczyć, ale nikt nas o to nie pyta. Kiedy moja przyjaciółka wracała ostatnio z pracy, do autobusu weszli członkowie Gwardii Narodowej. Kazali kobietom wyjść z pojazdu, a młodych mężczyzn siłą zatrzymali w środku. Potem odjechali w nieznanym kierunku. Po co nam ta wojna? Zabiją nas i nikogo to nie obchodzi.”

Aleksiej z Ukrainy

CounterPunchAutor: Dmitry Kolesnik

8 lutego 2015

„Wyobraź sobie, że wszyscy ludzie żyją w pokoju.” Ten słynny fragment tekstu piosenki Johna Lennona być może trąci naiwnością, ale jest to wizja dająca nadzieję. Protesty antywojenne, masowe dezercje żołnierzy, odrzucenie służby wojskowej i uczestnictwa w walce wbrew rządowym rozkazom i represjom zapobiegły wielu wojnom, ponieważ ludzie zdecydowali, że w zabijaniu ich współbraci nie ma niczego słusznego.

Obecna sytuacja wojenna we wschodniej Ukrainie i decyzja rządu w Kijowie o zapoczątkowaniu nowej, czwartej fali poboru i mobilizacji wznieciły pożar masowego sprzeciwu i odmowy udziału w walce. Protesty wzbierają we wszystkich regionach kraju. Nadal nie brakuje nacjonalistycznych fanatyków i skrajnie prawicowych militarystów uciekających się do przemocy i zastraszania w obliczu antywojennych wystąpień, ale ich zdolność tłumienia tych porywów słabnie.

Z perspektywy historycznej Ukraina jest pokojowym narodem. Od pewnego czasu unikała konfliktów militarnych, takich jak te, które wybuchały w innych częściach Europy wschodniej (Jugosławii, Gruzji etc.). Okres pokoju dobiegł druzgocącego końca w ubiegłym roku, kiedy rząd w Kijowie rozpoczął „operację antyterrorystyczną” przeciwko ludziom we wschodniej części kraju. Jednakże od samego początku konfliktu wielu ukraińskich żołnierzy nie wykonało rozkazu strzelania do swoich rodaków, wybrało dezercję i ucieczkę przed poborem. Kobiety – matki, żony, siostry i córki poborowych – zorganizowały demonstracje, a nawet wszczęły zamieszki wymierzone w wojnę i przymusową służbę wojskową.

Protesty wywołał przede wszystkim fakt, iż wielu Ukraińców nie przyjmuje interpretacji wojny, którą oferuje rząd. Nie widzą żadnej obcej (tj. rosyjskiej) agresji. Wiedzą tylko, że kiedy ukraiński żołnierz unosi lufę swojego karabinu lub działa, to w celowniku pojawia się rodak, ukraiński współobywatel.

Po drugie, wiele osób nie chce umierać za obecny rząd, który uważa za złożony ze skrajnych nacjonalistów i neoliberałów. Nie godzą się one na przyjęcie roli armatniego mięsa w imię interesów ukraińskich oligarchów, których jedynym celem jest wyraźne dążenie do wojny domowej, przechwycenie finansowej pomocy Zachodu i tłumienie sprzeciwu wobec ich panowania. Niedawno sentyment ten wyraziła w przejmujący sposób młoda kobieta podczas wiecu, który odbył się w miejscowości zlokalizowanej w południowo-centralnej Ukrainie.

Ostatnim, ale nie mniej istotnym czynnikiem sprzeciwu jest to, że zwykli robotnicy i rolnicy (w odróżnieniu do klasy średniej, mieszkańców miast) kultywują głęboko zakorzenioną, regionalną tożsamość. Za swoją ojczyznę uznają – w równym, a może nawet większym stopniu niż twór o nazwie „Ukraina” – regiony takie jak Donbas, Bukowina, Zakarpacie lub Wołyń. Takim ludziom niełatwo jest sprzedać patriotyczne, pro-ukraińskie i antyrosyjskie przesłanie wojny.

Oszałamiający fakt, iż prawie nikt nie zgłasza się ochotniczo do wojskowych biur rekrutacyjnych w tej czwartej, ostatniej odsłonie poboru wywołuje panikę w kręgach rządowych i w szeregach dowództwa ukraińskiej armii. Włodarze jak zawsze odwołują się do uczuć patriotycznych i nacjonalistycznych, ale ich apele spotykają się z coraz większą obojętnością.

Tysiące mężczyzn w wieku poborowym uciekają przez granice Ukrainy we wszystkich kierunkach lub ukrywają się wewnątrz kraju, aby nie wpaść w szpony oficerów odpowiedzialnych za rekrutację. Prezydent Poroszenko musiał wydać zarządzenie, w myśl którego kraj będą mogli od tej pory opuścić jedynie poborowi zarejestrowani w komendzie wojskowej.

„Każdego dnia wychodzą na jaw nowe fakty o masowym uchylaniu się od poboru,” donosi ukraiński dziennik Korespondent i dodaje: „W trakcie pierwszej fali wojskowej mobilizacji w 2014 tylko 20% osób stawiło się na wezwanie dobrowolnie. Przy drugiej fali, która przetoczyła się w tym samym roku, liczba ta spadła do 10%.”

„W sezonie bieżącym niespełna 6% poborowych to ochotnicy.”

W regionie Zakarpacia w zachodniej Ukrainie całe populacje poszczególnych wsi przekraczają różne granice, aby uchronić swoich mężczyzn przed poborem. Starosta rejonu Kosiw w obwodzie iwanofrankowskim informuje, że ludność wynajmuje autobusy i przenosi się do Rosji, aby przeczekać wojnę.

W miejscowości Kolczino władze zastały tylko trzech spośród 105 zakwalifikowanych mężczyzn, którym mogły wręczyć dokumenty.

Oleg Bojko, główny oficer do spraw rekrutacji na obszarze Zakarpacia, powiedział Korespondentowi, „Może wydawać się to paradoksem, ale z Tarnopola, zachodniego regionu Ukrainy, ludzie uciekają przed poborem do Rosji.” (1)

Liczna grupa uchodźców wybiera na tymczasowe schronienie kraje Europy wschodniej. Jurij Biriukow, doradca prezydenta Ukrainy, przyznał: „W ciągu ostatnich 30 dni 17% ogólnej liczby rezerwistów obwodu czerniowieckiego (zachodnia Ukraina) przekroczyło granice innych państw.”

„Według nieoficjalnych źródeł, schroniska i motele na obszarze przygranicznym sąsiedniej Rumunii przepełnione są poborowymi z Ukrainy.”

W położonym na zachodzie kraju obwodzie wołyńskim mieszkańcy zablokowali podjętą przez władze próbę dostarczenia kart powołania. Reportaż 112.ua wyjaśnił: „W dniu 24 stycznia mieszkańcy wsi Melniki, Zacisze i Piszcza w rejonie szackim obwodu wołyńskiego zablokowali auta urzędników. W pojazdach znajdowali się członkowie lokalnej administracji i komendy wojskowej, którzy przybyli, aby zgodnie z wymogami mobilizacji przekazać karty powołania. Protestujący kazali urzędnikom porwać dokumenty. Następnie ich wypuścili i rozeszli się do domów.”

W tym konkretnym przypadku władze przeprowadziły kontratak. „Wszczęto trzy postępowania karne na podstawie art. 336 kodeksu karnego (uchylanie się od służby wojskowej),” o czym poinformował oficer lokalnej policji.

Wydawany w Odessie Timer podał, że w dniu 23 stycznia w miejscowości Kułewcza w rejonie sarackim obwodu odeskiego miejscowa ludność zbuntowała się przeciwko wojskowej mobilizacji i wyrzuciła urzędników z lokalnego biura wydziału rekrutacji komendy wojskowej.

Obywatele dowiedzieli się, że w drodze do wsi jest 240 kart powołania. W ciągu kilku minut, napisał Timer, plac główny wyszło około 500 osób. Wkrótce dotarło tam sześciu funkcjonariuszy wydziału rekrutacji. Mieszkańcy zgotowali im powitanie dalekie od serdecznego. Kiedy urzędnicy zakomunikowali, że odmowa służby wojskowej uruchamia postępowanie karne, ludzie zaczęli skandować „Precz z wojną” i „Chcemy pokoju.” Przypomnieli funkcjonariuszom, że Ukraina nie ogłosiła stanu wojennego (2) i formalnie nie odrzuciła zawartego we wrześniu minionego roku w Mińsku porozumienia o zawieszeniu broni. Nową falę mobilizacji wojskowej określili mianem nielegalnej i zmusili urzędników do opuszczenia miasteczka.

Portal informacyjny O1.ua z Odessy zakomunikował: „Przedstawiciel wojskowego wydziału rekrutacji przybył z kartami powołania do wsi Limański (rejon Reni) w towarzystwie dwóch uzbrojonych ochroniarzy. Wyczyn ten cała trójka mogła przypłacić życiem. Chłopi byli bliscy ich zlinczowania.” Przed wyjazdem komisarz rejonowy Igor Skrypnik miał świadomość wrogiego nastawienia ludności cywilnej wobec procesu mobilizacji. Poprosił więc o zapewnienie ochrony podczas rozdawania dokumentów. Przydzielono mu dwóch uzbrojonych policjantów. Zabieg ten przyniósł odwrotny skutek.

„Kiedy w okolicy pojawili się dwaj uzbrojeni, zamaskowani mężczyźni, natychmiast przyciągnęli uwagę ludzi, co wywołało spontaniczne zamieszki,” powiedział przewodniczący organu administracji lokalnej Siergiej Barinow. „Około 200 osób otoczyło przedstawiciela armii oraz uzbrojonych policjantów i zagroziło ich ukaraniem. Iwan Stadnikow, deputowany administracji państwowej rejonu Reni, oraz Igor Skrypnik, komisarz wojskowy, przybyli niezwłocznie na miejsce. Po trudnych negocjacjach osiągnięto kompromis. Mieszkańcy odebrali wówczas karty powołań, oblali je benzyną i podpalili – na oczach urzędników.”

W niektórych wsiach obwodu tarnopolskiego przewodniczący rad nawet nie uczestniczyli w dystrybucji kart powołań. Kiedy wysłannicy wydziałów rekrutacji byli już w drodze, niektórzy lokalni oficjele ostrzegli mieszkańców, aby dać im szansę na uniknięcie poboru.

Cytując ukraińską agencję informacyjną Vesti, rosyjska ITAR-TASS napisała 27 stycznia: „Natalia z Zaporoża (w południowo-wschodniej Ukrainie) kilka miesięcy temu wyprawiła swego syna do Rosji. Pod warunkiem zachowania anonimowości wyjawiła agencji Vesti, że tydzień wcześniej wysłała tam swego męża. Poborowi z zachodnich regionów wyjeżdżają do Polski i na Węgry. Komisja wojskowa w Kijowie również skarży się, że mężczyźni uchylają się od poboru.”

Antywojenne protesty trwają na obszarach Donbasu kontrolowanych przez oddziały ukraińskie. W mieście Kramatorsk kobiety zorganizowały pod koniec stycznia spontaniczną demonstrację i wołały „Nie chcemy wojny!” W sfilmowanym proteście uzyskujemy wgląd w desperacką taktykę rekrutacyjną władz. We fragmencie rozpoczynającym się od 1 min. 45 sek. kobieta pyta oficera armii: „Dlaczego walicie w drzwi nocą i zabieracie naszych mężczyzn do wojska?”

W ostatnich tygodniach sąsiednie miasteczko Debalcewo stało się epicentrum zbrojnego starcia między siłami samoobrony Donbasu oraz ukraińskiej armii i milicji. Tysiącom ukraińskich żołnierzy grozi otoczenie i pojmanie. (3) Większość mieszkańców miasta zdołało się ewakuować. Rezydenci, którzy pozostali w liczbie 6.000-8.000, żyją bez elektryczności, ogrzewania i zaopatrzenia w wodę. Posiłki muszą przygotowywać na otwartym ogniu.

Ukraiński portal informacyjny Expres.ua doniósł, że prezydent Debalcewa został niedawno zaaresztowany przez ukraińskie tajne służby i oskarżony o sympatyzowanie z siłami opowiadającymi się za autonomią Donbasu. W obliczu tych wydarzeń ludność zorganizowała pod koniec stycznia wiec, wskazując ukraińskich żołnierzy jako winnych tej sytuacji i domagając się ich odejścia.

W ostatnim czasie doszło do protestu matek i żon poborowych w miejscowości Biełowodsk przynależącej do kontrolowanej przez rząd Ukrainy części obwodu ługańskiego. Władze przybyły w towarzystwie ochrony uzbrojonej w karabiny maszynowe, aby wyjaśnić politykę poboru. Mieszkańcy odpowiedzieli, że nie głosowali na prezydenta Petro Poroszenkę i nie są zainteresowani oddaniem swego życia za interesy oligarchy Igora Kołomojskiego (dobrze znanego ukraińskiego miliardera i zwolennika wojny).

Sieci społecznościowe odpowiadają na mobilizację tworząc memy przy wykorzystaniu nazw typu „Batalion nieuchwytnych.” Przekaz brzmi: tylko w zmyślonym świecie dzieci wysokich rangą urzędników, parlamentarzystów, polityków i biznesmenów służą w wojsku.

Dziennikarz Roman Lyubar, piszący dla internetowej edycji czasopisma Liva, wyjaśnił: „Za sprawą poboru władzom Ukrainy udało się zjednoczyć obywateli kraju, którzy wszędzie dołączają do bojkotu rekrutacji i organizują otwarte protesty. Dzieje się to pomimo militarystycznej propagandy i groźby wszczęcia postępowania karnego.”

„Teraz Ukraińcy widzą wyraźniej niż kiedykolwiek, że to najbiedniejsi stają się mięsem armatnim i umierają na wojnie, podczas gdy urzędnicy państwowi i bogaci kapitaliści unikają tego losu.”

Jewgienij Kopatko, ukraiński analityk i założyciel grupy zajmującej się badaniami rynku i brandingiem, powiedział TASS: „Słyszy się coraz więcej deklaracji ukraińskiego społeczeństwa, że zwykli ludzie gotowi są pójść za kratki i zbojkotować walkę na froncie. W tym kontekście decyzja o kontynuowaniu wojskowych mobilizacji jest kolejnym testem dla władz ukraińskich.”

Siergiej Kiriczuk, lider ukraińskiej organizacji lewicowej Borotba, w swoim komentarzu z 29 stycznia napisał: „Nawet prorządowi politycy i analitycy mówią, że obecna mobilizacja jest klęską. Niektórzy ludzie nie stawią się przed komisją poborową, inni zdezerterują po rejestracji. Do czary społecznego niezadowolenia trafiają w ten sposób kolejne krople.”

W takich okolicznościach rząd w Kijowie może uciec się do polityki masowego terroru, zmuszając ludzi do udziału w wojnie z lufą przystawioną do skroni (4) lub mordując antywojennych aktywistów. Z doświadczeń europejskich buntów i rewolucji w latach 1917/18 – podczas I wojny światowej – wiemy, do czego prowadzi taka strategia.
Kiedy daje się ludziom broń i zmusza do walki wbrew ich woli, kiedy są oni wzburzeni, kiedy konfrontują się z katastrofalnymi warunkami gospodarczymi, kiedy domagają się pokoju, a ich wołania są ignorowane, wówczas przed rządami i grupami interesów odpowiedzialnymi za zamęt rysuje się ponura perspektywa.

(1) Według Federalnej Służby Migracyjnej w Rosji przebywa obecnie 2 miliony 430 tysięcy obywateli Ukrainy, w tym 1 milion 172 tysiące mężczyzn w wieku poborowym.

(2) Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko zapowiedział, że jeśli rozejm nie utrzyma się, władze wprowadzą stan wojenny.

(3) Mimo iż rząd Ukrainy nie uznaje realiów klęski w miejscowości Debalcewe i mówi o kolejnym „zorganizowanym wycofaniu” swoich żołnierzy, „będzie ona miała duże znaczenie operacyjne, a nawet strategiczne” – zaostrzy również walkę wewnętrzną w kręgach władzy. 

„Przekazaliśmy prezydentowi nasze ‚podziękowania.’ Podziękowaliśmy za to, że wypierał się oblężenia w Debalcewe. Podziękowaliśmy za to, że tak wspaniale nas wyposażył. Podziękowaliśmy za zawieszenie broni i za to, że wrzucił nas do maszynki do mielenia mięsa,” powiedział szeregowy Sania ze 128. Brygady armii Ukrainy; jej ocaleni żołnierze usłyszeli z ust Petro Poroszenki, że operacja, w której uczestniczyli była „miażdżącym sukcesem” i „zademonstrowała siłę ukraińskiej armii.”

„Jako system Siły Zbrojne Ukrainy znajdują się w klasycznej sytuacji przedrewolucyjnej; niżsi rangą żołnierze, którzy doświadczyli już realiów działań wojennych i życia na froncie, nie mogą i nie chcą walczyć podlegając obecnemu przywództwu, natomiast najwyżsi rangą oficerowie są niezdolni do fundamentalnego zreformowania swoich szeregów. […] Jeśli proces ten przyjmie rewolucyjną formę, skutki mogą być nieprzewidywalne. Masa zmobilizowanych żołnierzy skłonna jest wbić swoje bagnety w ziemię i wrócić do domu, podczas gdy masa ideologicznie zmotywowanych ochotników gotowa jest wbić swoje bagnety w aparat polityczny państwa, który jest przecież odpowiedzialny za wszystko, co dzieje się w kraju, z armią włącznie.” Fragment listu otwartego do prezydenta, premiera i parlamentu z dn. 11.03. 2015, którego autorem jest wspierający wojnę na wschodzie kraju płk. Pokusa z 20. Batalionu Piechoty 93. Zmotoryzowanej Brygady Piechoty.

„Debalcewe było druzgocącą klęską generałów Poroszenki. Nie wiem, ile strat zdoła jeszcze znieść nasze społeczeństwo. Pojawił się nowy problem: całkowita kontrola myśli sprawowana przez media. Mieliśmy na Ukrainie wolność słowa, ale to już przeszłość. Propaganda wojenna jest wszechobecna. Nikomu nie wolno poddawać pod wątpliwość oficjalnego przekazu. Dziennikarz, który to zrobi zostanie zwolniony lub trafi do więzienia. Jest gorzej niż za rządów Janukowycza. Panuje atmosfera strachu. Dzisiaj uchwalono nową ustawę, zgodnie z którą prezydent może zamknąć dowolną stację TV lub gazetę. Trwa ogólnokrajowa mobilizacja. Każdy, kto nie zgodzi się na wcielenie do armii zostanie osadzony. Wzbiera gniew społeczeństwa. Możliwe, że wkrótce wyleje się na ulice,” napisała Ellena z Ukrainy.

9 kwietnia 2015 niezależna gazeta kijowska Wieści podała, że „Służba Bezpieczeństwa Ukrainy zablokowała ponad 10.000 witryn internetowych. […] Stróże prawa przejęli serwery.” Dwa dni wcześniej, 7 kwietnia 2015, SBU aresztowała dwóch blogerów portalu politycznego Głos Odessy, którzy usiłowali wszcząć niezależne śledztwo w sprawie masowego mordu dokonanego 2 maja 2014 w odeskim Budynku Związków Zawodowych na bezbronnych oponentach nowych władz kraju. Od początku roku w tajemniczych okolicznościach życie straciło dziewięciu polityków opozycji i dwóch dziennikarzy, którzy krytycznie oceniali poczynania obecnych włodarzy.

(4) Ukraiński parlament zatwierdził wniosek, który pozwoli dowódcom sił zbrojnych strzelać do dezerterów i żołnierzy wykazujących się niesubordynacją.

Lekcje i bombardowanie wykuwają nową tożsamość na wschodzie Ukrainy

Financial TimesFinancial Times zdobył się na opublikowanie pierwszego reportażu z Doniecka, który ociera się o dziennikarską uczciwość.

Autor: Courtney Weaver

12 lutego 2015

W chwili, gdy światowi przywódcy zebrali się w Mińsku, aby decydować o losie wschodniej Ukrainy, Tatiana Prussowa, nauczyciel w szkole nr 23 w Charcyźku, stała przed swoją klasą. Za nią znajdowała się zawieszona na ścianie mapa.

Przez 10 minut wyjaśniała grupie 15 i 16-letnich uczniów temat dzisiejszej lekcji: przegląd ostatnich wydarzeń w samozwańczej Donieckiej Republice Ludowej (DRL). Wyjaśniła nowe lokalne święto – 8 lutego: Dzień Młodych Antyfaszystowskich Bohaterów – i zrelacjonowała wypadki decydującego tygodnia, w którym USA rozważa uzbrojenie Kijowa, natomiast armia republiki otoczyła kluczowy węzeł kolejowy w Debalcewe.

„Dzięki przewadze naszych rebeliantów Donieckiej Republiki Ludowej droga do Debalcewe została zamknięta, a miasto otoczone,” powiedziała uczniom pani Prussowa, gestykulując przy mapie tak, jak inni nauczyciele historii wskazują linie frontu we Flandrii lub podczas wojen napoleońskich.

To jedna z kilkudziesięciu lekcji w ramach zajęć z informacji politycznych, które prowadzi się obecnie w szkołach na kontrolowanej przez rebeliantów wschodniej Ukrainie. Tę radziecką tradycję zniesiono po upadku ZSRR, ale przywróciło ją ministerstwo edukacji DRL.

„Zdecydowaliśmy się informować dzieci z obiektywnego punktu widzenia o aktualnych wydarzeniach wewnątrz Donieckiej Republiki Ludowej,” powiedziała Lidia Aksjonowa, dyrektor placówki. „Przekonania, które formujemy w szkole, w ciągu 10 lat staną się poglądami politycznymi naszego rządu.”

Chociaż niektórzy mogą postrzegać opracowane w bieżącym tygodniu w Mińsku memorandum – które wzywa do zawieszenia broni we wschodniej Ukrainie i ostatecznego przywrócenia granic państwowych – jako pierwszy krok ku rozwiązaniu DRL, nieliczne są w regionie oznaki, że przywódcy rebeliantów przygotowują się do rezygnacji z kontroli; społeczeństwo też tego nie chce. (1)

Po kilkumiesięcznym oblężeniu, które zniszczyło lokalną infrastrukturę i poddało ludność niemal nieprzerwanej kanonadzie artylerii, w Doniecku zakorzeniło się nowe poczucie regionalnej tożsamości. W niewielkim stopniu przekazują je odgórne inicjatywy pokroju zajęć pani Prussowej; w większym zakresie odpowiada za nie ostrzał ukraińskiej armii, który zwrócił wielu pro-ukraińskich mieszkańców przeciwko władzom w Kijowie.

Innym źródłem gniewu było październikowe przemówienie prezydenta Ukrainy Petro Poroszenki, który oświadczył, że mieszkańcy tego regionu poniosą karę za działania rebeliantów. „Nasze dzieci będą chodzić do szkoły i przedszkola, a ich dzieci będą siedzieć w piwnicy!” zadeklarował grożąc palcem.

„Jako uczennica, przedstawicielka przyszłego pokolenia, byłam za zjednoczoną Ukrainą. Naprawdę wierzyłam w Poroszenkę,” powiedziała Jekaterina, 20-letnia studentka Uniwersytetu Narodowego w Doniecku. Jej rodzina uciekła latem na stronę ukraińską, ale we wrześniu, gdy skończyły się pieniądze, została zmuszona do powrotu do Doniecka. Właśnie wtedy uczucia Jakateriny uległy zmianie.

„Myśleliśmy, że [pan Poroszenko] odwiedzi Donieck, ale nie przyjechał ani razu,” powiedziała. Odrzuciła twierdzenia, że mieszkańcy republiki zostali rzekomo poddani praniu mózgów przez dowództwo rebeliantów i rosyjską telewizję. „Nie musisz być żołnierzem, aby zrozumieć kierunek, z jakiego nadchodzi artyleryjski ogień. Mamy dostęp do internetu. Nie jesteśmy w epoce kamienia. Nie jesteśmy żywymi trupami,” odparła.

W dzielnicy Kijowskiej Doniecka, jednej z najintensywniej zbombardowanych części miasta, kobieta w średnim wieku o imieniu Swietłana powiedziała, że od maja, kiedy to zapoczątkowano ataki artyleryjskie, mieszka wraz z 50 sąsiadami w schronie z czasów zimnej wojny. Mimo iż odmówiła wzięcia udziału w majowym referendum separatystów i apelu o przyłączenie do Rosji, wiedziała, że „coś tu brzydko pachnie” – jej poglądy zmieniły się podczas miesięcy spędzonych pod ziemią.

„Jak mogę być za zjednoczoną Ukrainą, skoro Kijów bombarduje nas od sześciu miesięcy?” zapytała. „Doszli do władzy i zniszczyli całą infrastrukturę południowo-wschodniej Ukrainy.”

Enrique Menendez, urodzony na Ukrainie biznesmen z hiszpańskimi korzeniami, powiedział, że jednym z największych błędów władz w Kijowie było to, że zamiast otworzyć dialog, oczerniły i poniżyły populację południowo-wschodniej części kraju.

„Na początku wielu dziennikarzy, blogerów, liderów opinii publicznej – większość z nich o nastawieniu pro-ukraińskim – opuściło Donieck. Lecz kiedy dotarli do Kijowa, retoryka na (temat południowo-wschodniej Ukrainy) była bardzo negatywna,” powiedział Menendez. „Agresja i brak zrozumienia tego, co się tutaj dzieje naprawdę upokorzyły ludzi, którzy tu pozostali.”

Jako jeden z kilkunastu organizatorów marcowych wieców na rzecz zjednoczonej Ukrainy Menendez zdecydował się pozostać w Doniecku i założyć organizację, która zapewnia humanitarną pomoc.

W sierpniu w jego kamienicy pozostało tylko pięć osób. Najgorszy ostrzał przeżywały wspólnie na korytarzu. Obecnie zdążyli już tu powrócić niemal wszyscy spośród 80 lokatorów.

„Wojenna mentalność nas odmieniła,” wyjaśnił. „Przestaliśmy cenić w życiu to, co jest trywialne, powierzchowne. Straciliśmy wszystko: nasze oszczędności, nasze perspektywy, nasze firmy. Niektórzy stracili swoich bliskich. Ale staliśmy się bardziej autentyczni.”

Chociaż nadal można było w tym tygodniu usłyszeć w Doniecku huk artyleryjskiego ognia, życie w mieście zdawało się biec normalnie. Miasto widmo z ubiegłego roku zaludniają powracający tu w swej większości mieszkańcy. Restauracje i sklepy ponownie otwierają swe podwoje, w prawie wszystkich lokalnych szkołach prowadzone są lekcje.

Igor Kostenok, minister edukacji DRL, wydaje się być zdeterminowany, aby przyczynić się do utrwalenia tożsamości regionalnej. Pan Kostenok powiedział, że oprócz zajęć z informacji politycznych, szkoły również nauczać będą o doświadczeniach młodych ludzi, którzy latem walczyli u boku rebeliantów.

„Nasza historia Wielkiej Wojny Ojczyźnianej (II wojny światowej) mówi nam, że wiele dzieci musiało wcześnie dorosnąć, ponieważ stanęły w obronie swoich domów. Historia skazana jest na to, by się powtarzać,” powiedział.

Jednym z tych chłopców jest Aleksander Wasin, 16-letni uczeń z przedmieścia Doniecka, który wbrew woli rodziców walczył podczas wakacyjnych miesięcy na donieckim lotnisku w batalionie o nazwie 15. Brygada Międzynarodowa. Stawił się we wrześniu na inaugurację roku szkolnego, ale zamierza powrócić do batalionu jeszcze w tym roku, jeśli wojna nie dobiegnie końca. O walkach powiedział: „Na początku jest ciężko, ale można się przyzwyczaić.”

Materiał filmowy, jaki nakręcił podczas starć swoim telefonem komórkowym zdobył nagrodę ministerstwa edukacji DRL i pokazywany jest teraz w szkołach w całym regionie.

(1) Posłuszne Waszyngtonowi władze w Kijowie nie miały zamiaru w pełni respektować zawartego w Mińsku, obowiązującego od 15 lutego 2015 porozumienia. Jest ono „listą oczekiwań, które nie miały szans na realizację”:

* Generał Frederick Ben Hodges, dowódca sił lądowych USA w Europie, powiedział 11 lutego 2015, że w marcu 2015 roku amerykańscy żołnierze rozpoczną we Lwowie szkolenie trzech batalionów Ukraińców z ministerstwa spraw wewnętrznych. Z kolei dowódca sił NATO w Europie, amerykański generał Philip Breedlove, oświadczył 7 lutego 2015, że „Zachód nie powinien wykluczać opcji militarnej na Ukrainie.” („Zaangażowanie się w konflikt Ukrainie jest dla NATO sposobem, aby uzasadnić swoje istnienie. Zdominowany przez Stany Zjednoczone sojusz potrzebuje wrogów, którzy zagwarantują wydatki rzędu setek miliardów dolarów.” W lutym 2013 Sekretarz Generalny NATO ostrzegał przed negatywnymi konsekwencjami cięć w wydatkach na „obronność” i domagał się „zapewnienia odpowiedniego poziomu inwestycji [militarnych].” Apel o tej treści od lat powtarza Pentagon.)

* Podczas swego przemówienia w dniu 13 lutego 2015 na posiedzeniu Rady Najwyższej minister spraw zagranicznych Ukrainy Pawło Klimkin odrzucił możliwość wypełnienia dwóch postanowień ujętych w porozumieniu. Powiedział, że oczekiwana amnestia nie obejmie separatystycznych przywódców i dodał, że Ukraina nie jest zobligowana do wprowadzenia wyszczególnionych zmian konstytucyjnych. W myśl ustaleń z Mińska władze kraju miały do końca 2015 roku przeprowadzić – przy udziale przedstawicieli drugiej strony konfliktu – kompleksową reformę konstytucyjną, która doprowadziłaby do decentralizacji ukraińskiego systemu politycznego i zapewniła przywileje autonomii regionom Doniecka i Ługańska. Spełniwszy ten warunek, Kijów odzyskałby kontrolę nad granicą.

* Andrij Parubij, współzałożyciel Narodowosocjalistycznej Partii Ukrainy – którą na życzenie CIA przemianowano w 2004 roku na Partię Wolność (Swoboda) w celu „zmiękczenia”  jej nazistowskiego charakteru – ogłosił w dniu 15 lutego 2015, że „w przyszłym tygodniu udaje się do Stanów Zjednoczonych, aby pomówić na temat dozbrojenia.”

W wywiadzie dla Radia CBC – udzielonym 21 lutego 2015 – wiceminister spraw zagranicznych Ukrainy Wadim Pristajko powiedział, „Nie chcemy nikogo straszyć, ale przygotowujemy się do wojny na pełną skalę. Chcemy, aby Kanada przesłała nam śmiercionośną broń.”

Emerytowany generał ukraiński Władimir Ruban, który uczestniczył w wymianie jeńców i popiera wojnę, powiedział: „Ukraińskim artylerzystom, którzy bombardują miasto (Donieck) i domy ludności cywilnej należą się medale za dokładność i niedokładność. Poza destrukcją celem prowadzonego przez armię Ukrainy chaotycznego ostrzału artyleryjskiego jest zastraszenie ludności cywilnej.”

Ciągłe bombardowanie wymaga amunicji, a zbankrutowanej Ukrainie kończą się pociski.

„Gdyby nie finansowe wsparcie przekazane rządowi Ukrainy przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy, USA i UE, obie strony ukraińskiego konfliktu już dzisiaj uczestniczyłyby w konferencji pokojowej. Dlaczego (my Amerykanie) spychamy świat na krawędź wojny, skoro problem można łatwo rozwiązać?” powiedział David A. Stockman.  

* Dmytro Jarosz, lider ultra-nacjonalistycznego Prawego Sektora, poinformował w dniu 13 lutego 2015 na Facebooku, że jego ruch odrzuca porozumienie pokojowe podpisane w Mińsku przez tzw. ‚grupę kontaktową.’ Zapowiedział, iż podległe mu jednostki paramilitarne będą nadal prowadzić na wschodzie Ukrainy ‚aktywną walkę’ według ‚własnych planów.’ W swoim oświadczeniu Jarosz stwierdził, że postanowienia z Mińska są sprzeczne z konstytucją Ukrainy, zatem obywatele kraju nie są zobowiązani do ich przestrzegania.

Prawy Sektor nie uznaje władz w Kijowie. We wrześniu 2014 roku Jarosz zagroził, że może postąpić z Poroszenką „tak samo, jak z Janukowyczem,” natomiast jego stronnicy zorganizowali demonstrację przed siedzibą prezydenta w Kijowie, którą zakończyły starcia z policją.

W styczniu bieżącego roku doradca prezydenta Ukrainy Jurij Biriukow powiedział na antenie telewizyjnej, że paramilitarne bataliony Prawego Sektora nie podporządkują się zwierzchnictwu dowództwa ministerstwa obrony. Biriukow dodał, że „osobiście zaproponował Prawemu Sektorowi plan legalizacji,” ale „został on odrzucony,” ponieważ władze ugrupowania wolą zachować autonomię i nie chcą odpowiadać przed nikim.

Informacja ministerstwa obrony Ukrainy z dnia 5 kwietnia 2015: „Dmytro Jarosz, lider partii politycznej Prawy Sektor powołany na stanowisko doradcy Szefa Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych. Wczoraj generał Wiktor Mużenko, Szef Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych, i Dmytro Jarosz porozumieli się co do formatu współpracy Prawego Sektora i Sił Zbrojnych Ukrainy. Prawy Sektor gotowy jest podporządkować się dowódcom wojskowym w sprawach związanych z obroną państwa przed wrogiem zewnętrznym.”

„Obie strony zgodziły się przyjąć za wzór model współdziałania między rządem w Tallinie i Unią Obronną Estonii, który wdrożono ćwierć wieku temu. ‚Będziemy mieli jednostki rezerwistów, jednostki bojowe. To system kompromisowy, złoty środek, który zadowoli zarówno nas, jak i instytucje rządowe,’ powiedział na spotkaniu z dziennikarzami Jarosz.’”

„Armia docenia dotychczasowy ‚wkład’ ochotniczych batalionów (‚szwadronów śmierci’). Dmytro Jarosz będzie zabiegał o legalizację tych prywatnych oddziałów wojskowych. Ich zadaniem będzie atakowanie każdego, kto sprzeciwi się rządom nacjonalistów.”

„W ten oto sposób ekstremiści uzyskają dostęp do zachodniej broni, finansowanej przez podatników w USA i Europie. Od 20 kwietnia 2015 będą szkoleni przez amerykańskich instruktorów. […] Porozumienie z faszystowskim Prawym Sektorem i wzmocnienie pozycji jego lidera – poszukiwanego przez Interpol – nie mogłoby mieć miejsca bez zgody Waszyngtonu, który umożliwił obecnemu rządowi w Kijowie przejęcie władzy i nadzoruje jego poczynania.”

„W dniu 10 kwietnia 2015 Rada Najwyższa Ukrainy podjęła decyzję o uznaniu członków Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej Armii za ‚bojowników o wolność.’ […] Neonazizm staje się nową ideologią państwa.” 

Opracował: exignorant

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.