Plemię Morskich Cyganów

„Zdarzyło się, że kulisy teatru zajął ogień. Na scenę wyszedł klaun, aby poinformować publikę. Ta pomyślała, że to dowcip i zaklaskała gromko. On powtórzył ostrzeżenie. Widownia krzyczała jeszcze głośniej… Zatem sądzę, że nasz świat spotka koniec pośród ogólnego aplauzu kpiarzy, którzy uznają go za żart.” Søren Kierkegaard

Spokojne morze-skaliste wybrzeże 1860

Autor: Iwan Ajwazowski

Fragmenty eseju Ray’a Jasona.

6 lipca 2013

Malowniczy zachód Słońca zaciąga pastelem niebo. Usadowiony na kabinie Aventury obserwuję czaplę modrą, która stojąc nieruchomo w cieniach zmierzchu, cierpliwie oczekuje swej zdobyczy. Czuję dzisiaj ciężar melancholii. Tak postępują ze mną te dziewicze, wyciszone, bezludne miejsca.

Z moją kochaną, krzepką żaglówką jesteśmy razem od ponad ćwierć wieku. Wałęsając się się bez celu pośród miłych wspomnień naszych wspólnych dekad, poczułem nagle wstrząs nieprzyjemnego uświadomienia. Wszystko wygląda teraz zupełnie inaczej. Kiedy wypłynęliśmy po raz pierwszy, była ona morskim latającym dywanem, który przenosił mnie do odległych krain pełnych egzotycznych stworzeń i kultur. Teraz stała się również kapsułą przetrwania, chroniącą przed możliwym społecznym upadkiem.

Prawdą jest, że już podczas początkowego rozbratu z egzystencją na lądzie świat zakażony był poważną dysfunkcją. Częścią uroku życia Morskiego Cygana było dobrowolnie wygnanie – odwrót od przemocy, niesprawiedliwości, ohydy i trywialności nowoczesnego społeczeństwa techno-przemysłowego.

Zaledwie po upływie 25 lat globalne warunki przeobraziły się z niepokojących w katastrofalne. Bezsprzecznie wiedzieliśmy w owym czasie o szkodach, jakie postępowanie człowieka wyrządza Matce Ziemi, ale nie zdawaliśmy sobie sprawy, że nasze działania mogą faktycznie zdruzgotać kluczowe bio-geofizyczne systemy naszej bujnej planety-ogrodu. Kto by dał wiarę, że możemy unicestwić system podtrzymujący życie?

Mogłem w to nie wierzyć ówcześnie, ale z pewnością wierzę w to dzisiaj. A to dlatego, że wypływanie na szerokie wody intensyfikuje poczucie rzeczywistości – daleko bardziej niż bytowanie na lądzie. Na rozległym oceanie, gdzie trzeba sobie radzić bez pomocy z zewnątrz, urojenia mogą zabić. Zatem wieloletnia morska tułaczka nauczyła mnie widzieć rzeczy takimi, jakie są, wbrew wszelkim życzeniom. Wybiegające poza horyzont spojrzenie Morskiego Cygana spotyka się z realiami, które są ponure i przerażające.

Na szczęście ludzie znacznie ode mnie mądrzejsi dostrzegają nadciągający sztorm i podejmują starania, aby o nim zaalarmować. Niestety, spotykają się z tragiczną obojętnością. Jest ona tak poważna, że ukułem termin opisujący tych życzliwych posłańców, którzy przynoszą te niepożądane wieści. Nazywam ich Chórem Kasandry, bowiem podzielają los wzgardzonych, jaki stał się udziałem mitologicznej postaci. Kasandra potrafiła dokładnie przepowiadać przyszłość i wykorzystywała ten dar, aby ostrzec ludzi przed czekającymi ich nieszczęściami. Lecz oni ignorowali lub wyśmiewali ją.

Prawdo-mówcy współczesnego Chóru Kasandry są bezlitośnie marginalizowani i wyszydzani przez Zabójczych Włodarzy. Ci polityczni, korporacyjni, religijni i medialni odźwierni tak obscenicznie obżerają się bogactwem i władzą w ramach istniejącego systemu, że będą bez skrupułów walczyć w obronie status quo. Potrzebują populacji Uśpionych. Boją się populacji Przebudzonych.

Z tej przyczyny członkom Chóru przypinają etykietkę „pomylonych fatalistów” i twierdzą, że zagrożenia przez nich ujawniane są mocno przesadzone. Zabójczy Włodarze robią, co jest w ich mocy, aby powstrzymać przesłanie Chóru Kasandry, ponieważ obiektywna ocena czyni je niezwykle przekonującym.

Konfrontujemy się z trzema potencjalnymi kataklizmami w sferze energetycznej, gospodarczej i ekologicznej. Jeden z nich może w pojedynkę zdestabilizować świat tak gruntownie, że uznawany za oczywisty, wiedziony przez nas żywot zostałby roztrzaskany. A że sfery te są ze sobą nierozerwalnie splecione, awaria jednej uderzy w pozostałe i przyspieszy Upadek.

Wiele głosów Chóru Kasandry maluje sugestywne obrazy zmierzających ku nam horrorów. Niepokoją one tak dalece, że autorzy czują się zobligowani zwieńczyć je pociągnięciem radosnym i optymistycznym. Zatem wychwalają zalety „odpornych wspólnot”, które zdołają ochronić się przed zgubą, jakiej doświadczy większość ludzi.

Wielkim podziwem darzę podstawowe koncepcje modelu Transition Towns+permakultura+niezaawansowana technologia. Niestety uważam, że podobna reakcja na rozpad znanego nam świata skazana jest na niepowodzenie, podobnie jak podejście „Zostanę w mieście i zobaczę, co się wydarzy.” Powody mojej troski można zamknąć w jednym słowie: szabrownicy. Mój przyjaciel sformułował tragiczną prognozę, „Amisze są ugotowani.” Kiedy ludzie muszą wybierać między głodem i grabieżą, nietrudno przewidzieć ich decyzję. Jest to powracający „mroczek” w przenikliwym spojrzeniu Chóru Kasandry. Jakim sposobem nie zdołał on przewidzieć, że ogrody i spiżarnie zostaną splądrowane przez uzbrojonych po zęby, wygłodniałych ludzi?

Na okoliczność każdego czarnego scenariusza Upadku proponuję rozwiązanie, które swobodnie upora się z problemem łupieżców: od przemocy, chaosu ogarniającego miasta i wsie można po prostu odpłynąć.* Swoje alternatywne podejście określam mianem Plemienia Morskich Cyganów.

Podaj przykład jakiejkolwiek katastrofy o apokaliptycznym wymiarze, a będę argumentował, że najlepszy sposób na ocalenie to pobyt na pokładzie łodzi żaglowej po wyjściu w morze. Pandemia? Niebezpieczeństwo zarażenia stwarzają duże grupy stłoczonych ludzi. Permanentne wyłączenie sieci energetycznej? Żaglówki są samodzielnymi kapsułami przetrwania z systemami generującymi energię wiatrową i słoneczną, odsalaczami wodny i łącznością radiową dalekiego zasięgu. Atak termo-jądrowy? Żaden międzykontynentalny pocisk balistyczny nie jest wymierzony w środek oceanu. Z radioaktywnym opadem łatwiej uporasz się w łodzi, której ¾ powierzchni znajduje się pod wodą. Głód? Na pokładzie bez trudu zmagazynujesz roczny zapas żywności, a morze dostarcza [jeszcze] ryb, mięczaków i wodorostów. Potop w przybrzeżnych miastach? Nie stanowi strapienia w module pływającym.

Plemię Morskich Cyganów to nie tylko koncepcja umożliwiająca przetrwanie. Jestem przekonany, że pozwoli trwać nawet w obliczu masowego wymierania. I ma szansę uczynić to w mądry sposób.

Jaką zmianę paradygmatu wartości pragnąłbym zaobserwować w tej nowej, wodnej społeczności? Chętnie podam kilka przykładów, ale podkreślam, że jestem przeciwny narzucaniu komukolwiek własnej filozofii. Moim celem jest inspirowanie. Wierzę w „sugestie” i gardzę „przykazaniami”. Gdybym należał do Starszyzny Morskich Cyganów, zarekomendowałbym swojemu klanowi poniższe założenia. Wspólny wybór społeczności zadecydowałby o ich akceptacji lub odrzuceniu.

Miejsce ludzkości w porządku rzeczy.

Usiłowaliśmy wznieść się ponad inne stworzenia zamieszkujące Ziemię twierdząc, że jesteśmy ludzkimi „istotami”. Tak naprawdę jesteśmy ludzkimi zwierzętami. Nasze samooszukiwanie posunęliśmy nawet dalej utrzymując, że geometria życia jest piramidą, a my znajdujemy się na jej szczycie. Zatem uprawnia to nas do dominacji i kontrolowania wszystkiego – innych stworzeń, lądu, wody i powietrza. Musimy powrócić do geometrii, którą doskonale rozumieli nasi przodkowie (myśliwi-zbieracze) – życie jest siecią i zerwanie pojedynczej nici prowadzi do uszkodzenia całości.

Granice wzrostu.

Tylko bufon uważa, że na sferycznym globie można utrzymać niekończący się wzrost, który wymaga niekończącego się wydobycia i eksploatacji zasobów naturalnych. Poza absurdem tego równania, istnieje również okrucieństwo tej perspektywy. Kilkadziesiąt rdzennych plemion egzystujących na naszej rujnowanej, techno-industrialnej planecie postrzega rzeki, lasy i góry jako swoich żywych sąsiadów. Nie widzą w nich towaru – hydro-energii, metrów sześciennych drewna lub kopalni odkrywkowych. Matką Ziemią należy się delektować, należy ją szanować i chronić – a my odzieramy ją ze skóry.

Świata z nadmiarem technologii nie można naprawić dokładając więcej technologii.

Angielscy Luddyci i ostatni Samurajowie Japonii mieli słuszność – uwodzicielskie korzyści cywilizacji techno-industrialnej będą krótkotrwałe. Ale horror, który zrodzą będzie trwał wiecznie. 443 reaktory jądrowe w USA są tego świadectwem. Trzeba co najmniej 10-20 lat, aby zlikwidować każdy z nich. Co się stanie, jeżeli dojdzie do nagłego upadku sieci energetycznej i swoje chłodzenie utracą wszystkie przechowalniki prętów paliwowych? Musimy porzucić nasze uzależnienie od „najnowszego gadżetu” i zaadoptować rudymentarną lub adekwatną technologię. Doskonałym tego przykładem jest oceaniczna żaglówka w swojej podstawowej formie. To pomost łączący nas ze Starymi Sposobami. „Droga do przyszłości prowadzi ku przeszłości!”

Zanurzenie w przyrodzie jest koniecznością, a nie luksusem.

Żadne z ostatnich 80-90 rdzennych plemion bytujących w swoim naturalnym środowisku nie cierpi na choroby psychiczne, potrzebuje psychiatrycznej opieki lub psychotropowych lekarstw. Nasz paleolityczny system operacyjny przeznaczony jest do życia w „dziczy”, a nie w „środowiskach zbudowanych przez człowieka”. Długie okresy czasu spędzam samotnie wśród stworzeń morza i nieba. Nie traktuję tych wypraw jako urlopu – to niezbędne „centrowanie” psychiczne. Musimy powrócić do naszego naturalnego domu.

Społeczeństwa hierarchiczne stają się społeczeństwami koszmarnymi.

Społeczności plemienne są niewielkie, wszyscy ich członkowie znają się i współpracują dla dobra klanu. Nie ma rządzących i rządzonych, nie ma bogatych i biednych, nie ma nierówności między płciami, nie ma wodzów żyjących w przepychu i nędzarzy. Społeczeństw hierarchicznych dotykają wszystkie te niesprawiedliwości. Mimo fałszywej propagandy, osoby dochodzące do władzy w hierarchicznym systemie nie są zazwyczaj „najlepsze i najzdolniejsze”. Należą za to do osobników najbardziej ambitnych, bezwzględnych i niegodziwych [socjopaci/psychopaci], czego rezultatem są kultury „dominatorów” siejące spustoszenie planetarne i śmierć. Hierarchie powinny być równie pożądane, jak dżuma.

Kapitalizm musi szybko pójść na dno.

Za oczywisty powinien uchodzić fakt, iż każdy system, który stawia zysk przed ludźmi i planetą ostatecznie doprowadzi do samozagłady. Każdy gospodarczy model oparty na kulcie chciwości nie może służyć dobru wspólnemu. Model plemienny zapewniał satysfakcjonujące życie bez destrukcji habitatu przez bez mała 2 miliony lat. Pora zdemontować paradygmat wzbogacający nieliczną elitę kosztem ekosystemu, od którego zależy nasze przetrwanie.

Zorganizowane religie i państwa nie powinny powstać z popiołów cywilizacyjnej pożogi.

Narzędziem mobilizującym do popełnienia najohydniejszych zbrodni w historii ludzkości była miłość do boga lub ojczyzny. Nie ma nic zdrożnego w dążeniu do duchowej radości, ale zorganizowane religie, które demonizują inne grupy i nawołują do ich unicestwienia nie powinny odrodzić się po Upadku. Jeśli chodzi o państwa, to ludzkość istniała bez nich w spokoju przez miliony lat. W zaledwie 10.000 lat od chwili ich powstania zmasakrowaliśmy setki milionów członków naszego gatunku, a teraz skutecznie przetrzebiamy system podtrzymujący planetarne życie. Kościoły i państwa powinny spędzić swoją wieczność w największych składowiskach toksycznych odpadów.

Takie oto głębokie zmiany zarekomendowałbym swoim współplemieńcom. Mogą wydawać się radykalne, ale osobiście uważam je za „radykalnie rozsądne”.

Pora wymienić niektóre spośród wielu nagród, jakich doświadczam od dziesięcioleci wiodąc żywot Morskiego Cygana:

Jesteś Obywatelem Świata, w żaden sposób nie wspierasz imperialistycznych perwersji jakiegokolwiek rządu.

Kąpiesz się w Żółtym Świetle, a nie w Niebieskim Świetle. Źródłem iluminacji jest Słońce, a nie akcesoria elektronicznego uzależnienia.

Możesz uciec przed nieustającą profanacją codziennego życia ze strony światowych rządów, które przeobrażają się w państwa nadzoru policyjnego.

Możesz połączyć się na nowo ze swoim dzikim, zwierzęcym „ja”.

Możesz prowadzić powolne i proste życie – będąc zanurzonym w Przyrodzie – z dala od bezsensownej gorączki tzw. prawdziwego świata.

Masz okazję odkryć na nowo poczucie więzi poprzez obcowanie z plemieniem Pokrewnych Dusz.

Żywię nadzieję, że wizja ta sprawi, że niektórzy z Was wezmą pod uwagę Plemię Morskich Cyganów jako realną alternatywę wobec prawdopodobnej katastrofalnej przyszłości. Pragnąłem w tych kilku paragrafach przedstawić potencjalnie udaną strategię przetrwania i – w bardziej poetyckim ujęciu – zwodować flotę tysiąca żaglowców sterowanych duchem Thoreau.

Tłumaczenie: exignorant

* Jeszcze jeden argument przemawiający za tym, że społeczności mobilne będą miały większe szanse na dłuższe trwanie [przyp. tłum.]:

„Mark Cochrane jest starszym badaczem i profesorem Centrum Nauk Geoprzestrzennych Uniwersytetu Dakoty Południowej, który specjalizuje się w wykorzystaniu teledetekcji do badania zmiany klimatu. W swoim wystąpieniu [na konferencji ‚Era ograniczeń’ w maju 2014 roku] zdemolował wręcz techno-utopijne ‚rozwiązania,’ takie jak zasiewanie oceanów, zasiewanie chmur, zwierciadła w kosmosie etc. W swojej krytyce nie odwołał się do modeli wyjaśniając, że są skomplikowane i można je zakwestionować. Oparł się w związku z tym na teoriach klimatycznych, których kwestionować się nie da, ponieważ są zgodne z obserwacjami, oraz na pomiarach historycznych zmiany klimatu – jej znanych przyczynach i oczywistych konsekwencjach.

W podsumowaniu Mark uwzględnił wiele niuansów: podczas gdy globalne skutki zmiany klimatu można w pewnym stopniu prognozować, skutki lokalne są nieprzewidywalne; będą jednak dostatecznie dramatyczne, aby mocno utrudnić lub uniemożliwić życie dla znacznej większości ludzi. Najwyraźniej nie ma na Ziemi lokalizacji, która posłuży za schronienie przed zmianą klimatu.

Bez względu na to, czy mówimy o tajgach Syberii, czy tropikach Borneo, destrukcyjnego wpływu zmiany klimatu na lokalne ekosystemy przewidzieć nie sposób. Poza tym zmiana zachodzi bardzo szybko i gatunki nie mają czasu na adaptację. Niektóre kwestie są nam znane: ryby, koralowce i skorupiaki nie przetrwają; trawy morskie i meduzy poradzą sobie znakomicie. Istotna będzie zdolność przemieszczania się: żadne miejsce na planecie nie zapewni długoterminowej, niezawodnej produkcji żywności.”

Wszyscy zainteresowani sugestią Morskiego Cygana mogą uznać za pomocną lekturę bloga Quidnon – poświęcony jest budowie samowystarczalnego „domu pod żaglami.”

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Poza nadzieją. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.