Klimat 2014: Szokujące rekordy

„Jeśli masz mniej niż 30 lat, to nie przeżyłeś miesiąca, który był chłodniejszy od średniej temperatury XX wieku.” Dr Marshall Shepherd, były prezes Amerykańskiego Towarzystwa Meteorologicznego [Ostatnim miesiącem, którego średnia globalna temperatura uplasowała się poniżej średniej XX wieku był luty 1985 roku.]

W roku 2012 analiza przeprowadzona przez oceanografa Johna Churcha wykazała, że w ostatnich dziesięcioleciach zmiany klimatyczne dodawały do oceanów średnio 125 bilionów dżuli energii cieplnej na sekundę. To mniej więcej taka sama ilość energii, jaką uwolniłaby detonacja dwóch bomb atomowych o mocy ładunku zrzuconego na Hiroszimę. W międzyczasie doszły kolejne dane, które ujawniły bardziej dramatyczny obraz sytuacji: w 2013 ocieplenie Wszechoceanu wynosiło już 12 hiroszimskich bomb na sekundę.

Ten stan nie mógł trwać w nieskończoność: wody oceanu światowego przestają absorbować atmosferyczne ciepło.

22 stycznia 2015

NOAA_logo_color_fourinches2014 był najcieplejszym rokiem w historii zapisów klimatycznych.

Klimatolog Michael E. Mann podkreślił, że wydarzenie to „jest szczególnie istotne, ponieważ w odróżnieniu do ostatnich rekordzistów miniony sezon nie miał ‚wsparcia’ ze strony dużego zjawiska El Niño. W 2014 pojawiła się jedynie jego namiastka, a ciepło tropikalnego Pacyfiku wywarło tylko umiarkowany wpływ na globalne temperatury. W tym kontekście nowe rekordy podkreślają niezaprzeczalny fakt, że jesteśmy świadkami konsekwencji antropogenicznej zmiany klimatu.”

Najnowsze dane NASA wyraźnie pokazują, że w ostatnich piętnastu latach nie nastąpiła żadna przerwa, a nawet spowolnienie wzrostu temperatur powierzchniowych.

Naukowcy zwracają uwagę, że media wciąż ignorują ewidentny trend, ponieważ skupiają się na bardzo wąskim zestawie danych i popełniają błędy w ich interpretacji. Wynikiem tego jest często powtarzany mit rzekomego wyhamowania globalnego ocieplenia.

„Globalne ocieplenie” nie oznacza wyłącznie temperatur powietrza, które przekraczają średnią sezonową – de facto odnosi się do wzrostu całkowitej ilości energii cieplnej zawartej w systemach Ziemi. Choć temperatury powietrza mogą w danym roku ulegać wahaniom, koresponduje z nimi wzrost lub spadek ilości ciepła magazynowanego w oceanach. Aby dowiedzieć się, czy system jako całość doświadcza ocieplenia, badacze muszą brać pod uwagę temperatury atmosfery, lądu i oceanów.

Na szczęście NOAA [Narodowa Służba Oceaniczna i Meteorologiczna USA] od dziesięcioleci śledzi dane energii oceanu i co kilka miesięcy aktualizuje swoje wykresy. Niestety, najnowsze zapisy wskazują, że w 2014 nastąpił oszałamiający wzrost temperatur oceanu. Skok jest tak duży, że NOAA będzie zmuszona przeskalować swoje wykresy.

To najważniejszy ubiegłoroczny rekord klimatyczny.

Należy pamiętać, że ponad 90 procent wywołanego przez ludzi planetarnego ocieplenia trafia do Wszechoceanu, a tylko 2 procent do atmosfery. Dlatego niewielkie zmiany w poborze ciepła przez oceany mają ogromny wpływ na temperatury powierzchni i z tego powodu tempo ich wzrostu w ostatniej dekadzie zdawało się nie pokrywać z oczekiwaniami.

Za absorpcję ciepła przez Ocean światowy odpowiada w dużym stopniu negatywna faza Pacyficznej Oscylacji Dekadowej (POD). To przypominające El Niño zjawisko może trwać od 15 do 30 lat. W swojej poprzedniej fazie pozytywnej, która obejmowała okres od około 1977 do 1998 roku, POD sprawił, że oceany wchłaniały mniej ciepła – był zatem akceleratorem temperatur atmosferycznych. Pojawiły się oznaki, że stan ten powraca: w ciągu pięciu miesięcy poprzedzających listopad 2014 pomiary różnic temperatur powierzchniowych Pacyfiku wykazały najdłuższy od 12 lat zwrot w stronę fazy pozytywnej.

Aktualne bezprecedensowe temperatury Wszechoceanu – i nieprzewidziane w swej intensywności ocieplenie warstwy jego wód powierzchniowych – gwarantują, że utrata arktycznego lodu morskiego, śródlądowej pokrywy lodowej Grenlandii i Antarktydy, a także wzrost poziomu morza będą przebiegać szybciej, niż zakładają to modele.

Globalna analiza NOAA zawiera również niemal niekończącą się listę rekordowych, nieprzerwanych powodzi i susz, które wystąpiły w roku 2014. Napisany suchym językiem raport zaszokuje nawet te osoby, które na bieżąco obserwują przebieg tych zdarzeń.

Eskalacja emisji gazów cieplarnianych i uruchomione dodatnie sprzężenia zwrotne przyniosą kolejne rekordy pod względem częstotliwości i skali ekstremalnych zjawisk pogodowych.

Niebawem będziemy też świadkami nagłego ocieplenia atmosfery. Główny autor badania z 2014 stwierdził:

„Naukowcy od dawna podejrzewali, że dodatkowy pobór ciepła przez ocean spowolnił wzrost średniej globalnej temperatury, ale mechanizm pozostawał niejasny. […] Pobór ciepła nie jest bynajmniej procesem permanentnym: gdy siła pasatów powróci do normy – co nieuchronnie nastąpi – według naszych ustaleń dojdzie do raptownej akumulacji ciepła w atmosferze. Zatem globalne temperatury powierzchniowe gwałtownie wzrosną.”

Według naukowców z narodowego serwisu meteorologicznego Wielkiej Brytanii (Met Office) ocieplenie będzie skoncentrowane w regionie Arktyki, który jest barometrem zdrowia globalnego klimatu.

Ślepota uprzywilejowanych

Autor: Cory Morningstar

Trudno jest oddychać w oparach absurdu. Ustalona przez polityków „bezpieczna” granica wzrostu globalnej temperatury o 2°C to absurd. Tak zwana bańka węglowa to absurd. Budżet węglowy to absurd.

Wszystkie mają wspólny mianownik. Ich wykoncypowany przez elity język rozpowszechniają niestrudzenie korporacyjne i progresywne media, które trzymają się za ręce z kompleksem przemysłowym non-profit i aparatem państwa. Służy to złudzeniu, że możemy nadal konsumować, spalać, rosnąć i zabijać. 1% populacji, który odpowiada za 50% światowych emisji gazów cieplarnianych – 1% czyli każdy, kogo stać na zakup lotniczego biletu – chciwie połyka te złudzenia i prosi o dokładkę.

Kłamstwa, które negują, a nawet maskują niewygodną prawdę potrafią stratować zdolność logicznego myślenia większości ludzi. Zwłaszcza tych uprzywilejowanych, którzy rezydują na szczycie gospodarczego systemu komodyfikacji i czerpią największe korzyści z bezwzględnego ucisku innych i bezprecedensowej destrukcji ziemskiego życia.

Ku mojemu rozczarowaniu najnowszym tego przykładem jest oświadczenie Grupy Szybkiego Reagowania na Arktyczny Metan (Arctic Methane Emergency Group – AMEG) przedstawione podczas konferencji klimatycznej COP20 w Limie. Jej członkowie zalecają poddanie Ziemi zabiegom geoinżynieryjnym. W podsumowaniu deklaracji czytamy: „Cele powinny być osiągalne bez rewolucji lub radykalnych zmian w naszym sposobie życia. W rzeczywistości rozwiązania problemów są nie tylko realne pod względem finansowym, ale i bardzo korzystne dla gospodarki w perspektywie długoterminowej.”

Zgadza się. Żadnych radykalnych zmian w sposobie naszego życia, żadnej zmiany w obecnych strukturach władzy. Z pewnością przyniesie to ulgę wszystkim zniewolonym, okupującym dno kapitalistycznego systemu.

Geoinżynieria nas nie uratuje chociażby z tego prostego powodu, że kolektywnie demonstrujemy brak jakiegokolwiek zamiaru wprowadzenia dramatycznych, niezbędnych zmian. Wystarczy spojrzeć na Czarny piątek – dzień największych zakupów w USA, który niczym wirus rozprzestrzenia się na całym świecie. Jego wersja internetowa to Cyber-poniedziałek – pozwala klientom obżerać się konsumeryzmem bez opuszczania domu. A najnowszym „świętem” jest Wtorek podarunków – dzień przekazania datków na rzecz organizacji pozarządowych. Za pięć dolców możesz zadośćuczynić swojemu łakomstwu z piątku i poniedziałku. Zupełnie jak w kościele.

Chociaż AMEG ma pewnie rację, że „same redukcje nie zdołają zapobiec katastrofom wywołanym przez topniejącą Arktykę,” wciąż się zastanawiam: Za kogo my się, kurwa, uważamy? Poczucie uprzywilejowana i jasna karnacja skóry skutecznie wywołują ślepotę. Wszyscy uciskani przez globalny system stają się niewidzialni. Brutalnie gwałcona i plądrowana Ziemia jest niedostrzegalna.

Nie planujemy przestać. Chcemy więcej. Więcej infrastruktury. Więcej wzrostu. Więcej rzeczy. Więcej wszystkiego.

Trwa wyścig, aby ocalić uprzywilejowanych ludzi. Bez uprzedniego rozprawienia się z koszmarem militaryzmu. Bez przerwania naszej apatii wobec wzgardzonych (wyrażanej w zbiorowej akceptacji samobójczego systemu gospodarczego). Bez odrzucenia śmiertelnego dogmatu niekończącego się wzrostu. Bez zakończenia ohydnego traktowania czujących istot. Bez niezbędnego przejścia na dietę roślinną. Bez zmniejszenia naszej konsumpcji o połowę.

Skoro nie zamierzamy w pierwszej kolejności uznać i skonfrontować się z tymi fundamentalnymi kwestiami, to czy naprawdę jesteśmy gatunkiem zasługującym na ocalenie?

Tłumaczenie: exignorant

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.