Arktyczny metan: Zignorowane dowody emisji (aktualizacja: 16.04.2017)

Skrót artykułów Nicka Breeze’a z 30 września i 5 października 2014.

Jeśli chodzi o zmiany w światowym klimacie, jeden z najbardziej widocznych i niepokojących trendów ujawniają dane o zmniejszającym się lodzie morskim w rejonie Arktyki. Jest to fakt dramatyczny i symboliczny zarazem, ze znanymi i nieznanymi konsekwencjami. Jako osoba, która od kilku lat śledzi literaturę naukową na ten temat, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że nasze społeczeństwa – a zwłaszcza ludzie dzierżący realną władzę – będą żałować dni, kiedy zignorowały ten dynamiczny i ważny składnik klimatu.

Z tego względu byłem podekscytowany perspektywą uczestnictwa 22 i 23 września br. w konferencji Towarzystwa Królewskiego pod tytułem, „Redukcja lodu morskiego Arktyki: dowody, modele i skutki globalne”. Lista naukowców biorących w niej udział przypominała drużynę marzeń ekspertów od arktycznego lodu.

Jeden z najbardziej zażartych sporów w dyskusji o arktycznym lodzie morskim dotyczy tempa jego utraty i ryzyka sprzężeń zwrotnych, takich jak emisja metanu na dużą skalę. Ta ostatnia stanowi cechę historii Ziemi: ogromne ilości śmiercionośnego gazu są uwalniane w tempie uniemożliwiającym jego rozbicie i [następnie] duszą atmosferę. Ten efekt ogrzania w konsekwencji tworzy wzmocnione ocieplenie, które utrudnia przetrwanie planetarnemu życiu. Szacuje się, że podczas ostatniego dużego wybuchu metanu 250 milionów lat temu wymarło ponad 90% życia na Ziemi, a tempo odrodzenia biologicznej różnorodności wyniosło miliony lat.

Dr Natalia Szakowa i dr Igor Semilitow są rosyjskimi badaczami, którzy od ponad dekady odbywają coroczne wyprawy na Wschodni Syberyjski Szelf Kontynentalny i donoszą o zwiększonej destabilizacji wiecznej zmarzliny na płytkim dnie Oceanu Arktycznego. Utrata lodu oznacza, że nastąpiło znaczące ocieplenie tego wrażliwego obszaru – spowodowało ono wzrost temperatury zamrożonego dna od -7°C do -1°C/+3°C. Przy poziomie powyżej zera dno oczywiście topnieje i uwalnia metan z gnijących organicznych szczątków, które pozostawały zamrożone przez tysiące, miliony lat.

Co ważniejsze, ta warstwa wiecznej zmarzliny działa niczym pokrywa na ogromnym składzie klatratów metanu [inaczej: hydratów metanu, metanowego lodu, wodzianu metanu], którego wielkość szacuje się zachowawczo na około 1.500 gigaton. Dla porównania w atmosferze ziemskiej znajduje się 5.5 gigatony metanu. Za realne ryzyko uznaje się nagłe uwolnienie 50 gigaton. Peter Wadhams, profesor fizyki oceanów oraz dyrektor Grupy ds. Fizyki Oceanu Polarnego Wydziału Matematyki Stosowanej Uniwersytetu Cambridge, wykorzystał wraz z kolegami model Sterna, aby obliczyć ekonomiczny ekwiwalent takiej emisji – otrzymał kwotę ponad 50 bilionów dolarów (mniej więcej równą światowemu PKB). Naturalnie nie byłoby nas na to stać, a świat po emisji wyglądałby zupełnie inaczej niż obecnie, praktycznie pozbawiony ludzi i innych gatunków.

Profesor Wadhams wygłosił wykład koncentrujący się na zachowaniu lodu morskiego; swoje szacunki dotyczące redukcji jego objętości na przestrzeni wielu dekad poparł danymi z łodzi podwodnych. Jako że są to obserwacje, nie sposób ich zakwestionować. Badacz od wielu lat bierze udział w ekspedycjach arktycznych na pokładzie wojskowych okrętów podwodnych, zbiera dane i uwzględnia w modelach, oblicza objętość i uzupełnia ją o powierzchnię lodu z obrazów satelitarnych. Wykazał w ten sposób gwałtowny spadek objętości lodu morskiego o 40% od późnych lat 1970-tych. Implikacje są takie, że uruchamiamy proces sprzężenia zwrotnego w postaci emisji metanu, który znacznie spotęguje globalne ocieplenie. Pogląd ten podzielają ci badacze, którzy prowadzą obserwacje regionu.

Po drugiej stronie debaty znajdują się autorzy modeli. David Archer (nieobecny na spotkaniu) uznawany jest za autorytet w materii arktycznego metanu. W jego mniemaniu nie istnieje ryzyko katastrofalnych emisji tego gazu z szelfów Arktyki, w tym wschodniosyberyjskiego. Pogląd ten zaprezentował przed publicznością Towarzystwa Królewskiego dr Gavin Schmidt, nowy dyrektor należącego do NASA Instytutu Studiów Kosmicznych im. Goddarda. Przedstawił on rezultaty modelowania i stwierdził, że nie ma dowodów pozwalających uznać takie zagrożenie za realne. Jest to wynik analizy zapisu danych z holocenu; to okres stabilności klimatu, w którym rozkwitł nasz i wiele innych gatunków. Natomiast inni naukowcy patrzą na naszą bezprecedensową sytuację klimatyczną i konkludują, że mamy do czynienia z początkiem antropocenu – okresu, w którym zmiany klimatu napędza działalność człowieka.

Dr Schmidt przyznaje, że zapis geologiczny potwierdza ogromne uwolnienie metanu w zamierzchłej przeszłości, ale oświadcza, że świat był wówczas zupełnie innym miejscem i nie możemy formułować na tej podstawie wniosków. Pogląd badacza opiera się na teorii i danych modelowych, co przez niektórych postrzegane jest z rezerwą ze względu na to, że modele nie nadążają za faktycznym, przebiegającym w czasie rzeczywistym zanikaniem arktycznego lodu morskiego. Argument brzmi: jeśli nie jesteś w stanie zbudować modelu, który odwzorowuje to, co dzieje się obecnie, w jaki niby sposób możesz formułować prognozy o tym, co nastąpi za 10, 20 lub 100 lat?

Prezentacja dr Schmidta została specjalnie opracowana, aby storpedować ideę emisji metanu i bezpośrednio zdyskredytować pracę Szakowej i innych. Nawet gdy wypowiadał słowo „metan”, zachęcał publiczność do wydawania dźwięków przerażenia. Uważam to za wyjątkowo sztubacki i bezduszny wybryk, zważywszy, że ludzie ryzykują życiem, aby zebrać dane na ten temat. W czerwcu przeprowadziłem wywiad z Natalią Szakową – przytoczyła przykłady innych ekspedycji, które skończyły się śmiercią uczestników. Ponadto na sali obecny był prof. Wadhams i reprezentował odmienny pogląd. W swoim podsumowaniu Schmidt zapewnił, że nie ma ryzyka eksplozji metanowej „bomby” lub innej emisji na skalę wielu gigaton z pokładów wodzianu w Arktyce.

Choć nie wypowiedział tego wprost, Schmidt zasugerował, że praca badaczy mówiących, że „istnieje zagrożenie” to pozbawiony znaczenia nonsens. Za dowód posłużyły mu wspomniane modele Archera. Nie udało mi się wyciągnąć podobnego wniosku, ponieważ naukowcy mówiący nam, że jest to problem są jedynymi, którzy rzeczywiście odwiedzają region i zbierają dane. Podczas naszej czerwcowej rozmowy Natalia Szakowa powiedziała, że dziesięć lat temu nie wznosiły się żadne pęcherzyki gazu, a lód miał postać stałą. Ekipa mogła przemieszczać się po nim ciężkimi pojazdami. Z powodu globalnego ocieplenia lód zniknął – ciemne, otwarte wody absorbują obecnie energię cieplną Słońca, a fale występujące podczas coraz bardziej intensywnych burz (nowe zjawisko na wschodnim szelfie syberyjskim) transportują to ciepło w dół do morskiego dna, gdzie zachodzi proces topnienia. Zatem ich obserwacje ukazują topniejącą wieczną zmarzlinę, z której wydobywają się pióropusze metanu mające ponad kilometr szerokości.

Te przeciwstawne poglądy zapowiadały porywającą dyskusję i potencjalną współpracę naukowców poszukujących sposobu na odkrycie wszystkich aspektów wydarzeń zachodzących w chwiejnym regionie polarnym. Jednakże okazało się, że dr Schmidt nie był zainteresowany poważnym potraktowaniem poglądów spoza kręgu swoich kolegów i przyjechał tu tylko po to, aby podjąć próbę zdeprecjonowania swoich „przeciwników”. Nawet wtedy, gdy prof. Wadhams zadał mu kluczowe pytanie po zakończeniu prezentacji – chciał dowiedzieć się, jakie dane temperatury wody morskiej wykorzystane są w modelu Archera – odparł zdawkowo, że „odpowiedź jest w badaniu”. Natomiast, kiedy na scenie był Wadhams, Schmidt podniósł rękę i zapytał, „Czy prezentowany materiał opiera się na równaniach fizycznych?” Prelegent odparł, że „nie” i nawiązał do faktu, że są to zgromadzone dane obserwacyjne.

Starcie przeciwnych obozów może dodać polemice pikanterii, ale w tym wypadku jedna ze stron pozostawiła niesmak: podczas prezentacji prof. Wadhamsa dr Schmidt wysyłał obraźliwe tweety. Zapewne był świadom, że starszy profesor raczej nie będzie blogował podczas poważnej konferencji poświęconej tematowi, w którym się specjalizuje. Oto ich treść: „Niektórzy w napięciu oczekują Petera Wadhamsa. Publiczność już jest we łzach.” „Wadhams wciąż używa wykresów z niedorzecznymi prognozami z pominięciem obliczeń fizycznych.” „Wadhams prawi teraz o pulsie metanu o wartości 50 gigaton. Uzasadnienie nie lepsze niż w przypadku poprzednich wypowiedzi.” „Wadhams wyraźnie stwierdza, że jego ekstrapolacje nie wykorzystują równań fizycznych.”

Nie ma wątpliwości, że takie „tweety” zapewniły rozrywkę ponad 5.800 osobom, które znajdują się na liście adresatów autora. Niestety, do spotkania nie wniosły niczego. W kwestii wiarygodności należy podkreślić, że Peter Wadhams studiuje lód morski od ponad 40 lat i poświęcił mu ponad 300 prac badawczych opublikowanych w najważniejszych pismach naukowych. (1) Odbył niezliczone rejsy do obu regionów polarnych. Nawet gdyby nie uchodził za autorytet, postawa dr Schmidta naruszyła ramową zasadę poszukiwania odpowiedzi na poważne pytania, w czym od początku celuje nauka. Podważony został główny zamysł spotkania zorganizowanego przez Towarzystwo Królewskie, a także reputacja stanowiska piastowanego przez Schmidta w Goddard (wcześniej należało do jednego z najznakomitszych i najskromniejszych ekspertów do spraw klimatu w historii – Jamesa Hansena, którego miałem szczęście poznać podczas wywiadu w 2012 roku).

Do największych osiągnięć społeczności naukowej należy apolityczna analiza istotnych badań. Wszyscy jesteśmy świadkami geopolitycznych napięć między Rosją i Zachodem. Czy kwestia ta w niepożądany sposób wdziera się na obszar, który stanowi ogromne zagrożenie dla całej społeczności planetarnego życia? Jak w tym kontekście wypada ocenić celowe wykluczenie i ośmieszenie jednej ze stron debaty?

Należy tu nadmienić, że równolegle ze spotkaniem Towarzystwa Królewskiego przebiegała kolejna wyprawa badawcza na Wschodni Syberyjski Szelf Kontynentalny. Wzięło w niej udział ponad 80 rosyjskich i szwedzkich naukowców.

Ryzyko potencjalnej destrukcji ziemskiego środowiska dotyczy nas wszystkich. System Ziemi nie uznaje suwerenności czy nacjonalistycznych interesów. Ziemia nagrzewa się i liczne sprzężenia zwrotne będące wynikiem ocieplenia, takie jak uwalnianie metanu, nie są w pełni wyjaśnione, ale wiemy, że wywołały ogromne, dramatyczne zmiany globalnego klimatu. Czy w tym kontekście podział między obozami modelowania klimatu i naukowcami prowadzącymi badania obserwacyjne ma jakikolwiek sens?

Natalia Szakowa i Igor Semiletow napisali 4 października 2014 roku otwarty list do Paula Nurse’a z Towarzystwa Królewskiego w imieniu ponad 30 naukowców. (2)

Szanowny Panie Nurse,

Cieszymy się, że Towarzystwo Królewskie uznaje wartość badań Arktyki i było w minionym tygodniu gospodarzem ważnego naukowego spotkania zorganizowanego przez dr D. Felthama, dr S. Bacona, dr M. Brandona i emerytowanego prof. J. Hunta.

Wraz z naszymi kolegami studiujemy Wschodni Syberyjski Szelf Kontynentalny [WSSK] od ponad 20 lat i szczegółowo opracowaliśmy obserwacyjną wiedzę o zmianach zachodzących w tym regionie, czego udokumentowaniem są publikacje w najważniejszych pismach naukowych takich jak Nature, Science oraz Nature Geoscience. W okresie tym odbyliśmy 20 sezonowych wypraw, które pozwoliły nam zgromadzić obszerny i kompleksowy zbiór danych hydrologicznych, biogeochemicznych i geofizycznych o jakości, którą trudno jest uzyskać nawet w bardziej dostępnych rejonach Oceanu Światowego.

Do tej pory jesteśmy jedynymi badaczami, którzy dysponują długoterminowymi danymi obserwacyjnymi metanu z WSSK. Pomimo osobliwości w przepisach, które ograniczają dostęp zagranicznych naukowców do Rosyjskiej Strefy Ekonomicznej, gdzie zlokalizowany jest WSSK, na przestrzeni lat zaprosiliśmy do współpracy naukowców ze Szwecji, USA, Holandii, Wielkiej Brytanii i innych krajów. Duża międzynarodowa wyprawa przeprowadzona w 2008 roku (ISSS-2008) została uznana za najlepsze biogeochemiczne badanie Międzynarodowego Roku Polarnego (2007-2008). Wiedza i doświadczenie zgromadzone przez nas podczas dekad pracy posłużyły za podstawę rosyjsko-szwedzkiej ekspedycji na pokładzie I/B ODEN (SWERUS-3), która pozwoliła ponad 80 naukowcom z całego świata zebrać więcej danych z tego wyjątkowego obszaru. Wyprawa zakończyła się pomyślnie zaledwie kilka dni temu.

Ku naszej konsternacji nie zostaliśmy zaproszeni do zaprezentowania danych na posiedzeniu Towarzystwa Królewskiego. Ponadto w tym tygodniu odkryliśmy, za pośrednictwem podsumowania Storify na twitterze (udostępnionego przez dr Brandona), że do dyskusji o metanie zaproszony został w zastępstwie dr G. Schmidt i otwarcie zaatakował naszą pracę wykorzystując model innego badacza opierającego swoje wysiłki na nieprzetestowanych założeniach teoretycznych, które nie mają nic wspólnego z obserwacjami na WSSK. Mimo iż dr Schmidt ma doświadczenie w modelowaniu klimatu, nie jest ekspertem ani w zakresie metanu, ani tego regionu Arktyki. Obaj naukowcy nie posiadają zatem żadnej obserwacyjnej wiedzy o metanie i powiązanych procesach zachodzących na tym obszarze. Przypomnijmy sobie, że motto Nullus in verba zostało wybrane przez założycieli Towarzystwa Królewskiego, aby wyrazić ich sprzeciw wobec dominacji władzy; wyrażona w ten sposób zasada wymaga, aby wszystkie twierdzenia poparte były faktami ustalonymi przez eksperyment. Naszym zdaniem nie tylko słowa, lecz także działania organizatorów rozmyślnie zdradziły zasady Towarzystwa Królewskiego wyrażone słowami Nullus in verba.

Oprócz tego pragniemy wskazać anglo-amerykańską stronniczość w zestawieniu prelegentów. To niepokojące, że zabrakło rosyjskiej wiedzy naukowej, którą tym samym zepchnięto na margines, pomimo długiej historii wybitnego rosyjskiego wkładu w naukę o Arktyce. Jako rosyjscy naukowcy uważamy, że uprzedzenia wobec nauki rosyjskiej wzbierają z powodu politycznych sporów z rządem Rosji. Ogranicza to nasz dostęp do międzynarodowych czasopism naukowych, które stały się wyjątkowo wymagające pod kątem warunków publikacji naszej pracy w porównaniu z pracą innych na podobne tematy. Zdajemy sobie sprawę, że wyniki naszych dociekań mogą kolidować z kluczowymi interesami potężnych agencji i instytucji; wierzymy jednak, że nie było intencją Towarzystwa Królewskiego pozwolenie na to, aby względy polityczne wyparły badawczą uczciwość.

Rozumiemy, że naukowa debata w tej ważnej kwestii może zaistnieć, ponieważ ma związek z klimatem. Jednakże działaniem na wskroś tendencyjnym jest przedstawienie tylko jednej strony – strony odwołującej się do założeń teoretycznych i modelowania. W naszej opinii niesprawiedliwym było powstrzymanie nas przed zaprezentowaniem danych z kilkunastu lat, tym bardziej, że do udziału w dyskusjach zaproszono blisko 200 naukowców. Poza tym jesteśmy zmartwieni, że protokoły ze spotkania Towarzystwa Królewskiego będą niewyważone w stopniu niedopuszczalnym (co miało miejsce w mediach społecznych).

W związku z tym kierujemy formalną prośbę o stworzenie jednakowej możliwości przedstawienia naszych danych zarówno Państwu, jak i pozostałym uczestnikom spotkania Towarzystwa Królewskiego poświęconego Arktyce. Prosimy też, aby jako organizatorzy wstrzymali Państwo przygotowanie jakiegokolwiek sprawozdania przed udzieleniem zgody na nasze wystąpienie.

Z poważaniem,

[W imieniu prawie 30 naukowców]
Natalia Szakowa i Igor Semiletow

Natalia Szakowa

Natalia Szakowa

W wywiadzie z 20 czerwca 2014 roku Natalia Szakowa podzieliła się wynikami zimowej ekspedycji do Arktyki, które potwierdzają uruchomienie dodatnich sprzężeń zwrotnych przyspieszających i intensyfikujących uwalnianie arktycznego metanu. Oto streszczenie ustaleń:

* Celem wyprawy były badania nad aktualnym stanem podwodnej wiecznej zmarzliny. Rozpoznane zostały skuteczne mechanizmy odpowiadające za zwiększenie emisji metanu [m.in. mieszanie wód, nasilające się burze].

Wykorzystano nowe metody pomiaru bezpośredniego emisji, które pozwoliły na uzyskanie dokładniejszych danych. Nikt wcześniej nie zastosował ich na żadnym obszarze oceanu globalnego. Pod wodą zarejestrowano precyzyjne zapisy hydroakustyczne. Pozyskano większą wiedzę o strumieniach metanu [m.in. o ich zmienności i charakterze].

* Emisje metanu z szelfu są w toku. Różnią się znacznie w zależności od miejsca: w niektórych lokalizacjach odnotowały poważny wzrost.

* Dokonano odwiertów [głębokość: 50-60 metrów] i zanalizowano rdzenie osadowe. Pozwoliło to lepiej zrozumieć, w jaki sposób w naturze zachodzi proces destabilizacji zmarzliny – zwłaszcza na obszarach przybrzeżnych, które zostały zatopione niedawno i pozostają pod wodą najkrócej. Dotychczas istniało przekonanie, że są one najbardziej stabilne. Badacze spodziewali się, że potwierdzą ten fakt. Tymczasem odkryli coś przeciwnego: w rdzeniach osadowych zaobserwowali całkowite lub częściowe stopienie warstwy zmarzliny znajdującej się blisko morskiego dna. To bardzo ważne ustalenie. Nie ma teraz powodu, aby sądzić, że zmarzlina znajduje się w stanie nienaruszonym ze względu na krótki okres zanurzenia. Do chwili obecnej panowało przeświadczenie, że potrzeba tysięcy lat, aby zobaczyć skutki degradacji/redukcji zatopionej zmarzliny. Okazało się, że jest inaczej. Poddane tegorocznemu badaniu miejsca znajdują się pod wodą zaledwie od 150-200 lat i powinny być absolutnie stabilne. Niestety, nie są.

* Kolejne bardzo istotne odkrycie: emisje metanu z obszaru przybrzeżnego są porównywalne ze strumieniami na szelfie zewnętrznym, który uznaje się za najbardziej niestabilny, ponieważ był zatopiony przez dziesiątki tysięcy lat.

Występują dwa typy hydratów metanu: pierwszy znajduje się w zmarzlinie, drugi – pod nią. Warunki ciśnienia i temperatury tworzą strefę stabilności hydratów w pobliżu spodu zmarzliny. Jednakże jej wierzch może zmienić pozycję w zależności od panującego cyklu klimatycznego. W epoce klimatu zimnego górna część tej strefy stabilności znajduje się nieco wyżej, podczas epoki klimatu ciepłego – trochę niżej.

Stabilność depozytów wodzianu jest determinowana przez stabilność zmarzliny. Zmarzlina traci stabilność, kiedy robi się cieplej. Powstaje wówczas coraz więcej ścieżek migracji gazu. Właśnie one pozwalają gazowi uwolnionemu z hydratów przedostać się do płytkiej wody i następnie do atmosfery.

* Im większe ocieplenie, tym intensywniejszy jest proces uwalniania metanu.

Arktyka ogrzewa się co najmniej dwa razy szybciej niż reszta świata. Najbardziej narażonym na konsekwencje ogrzania atmosfery jest tamtejszy szelf [wschodniosyberyjski szczególnie], ponieważ jego naturalne ocieplenie rozpoczęło się dużo wcześniej, kiedy zatopiła go woda morska. Zanim pojawiło się antropogeniczne ocieplenie klimatu, obszar ten doświadczył już wzrostu średniej temperatury o 10°C: od -17°C do -7°C. Różnica ta zdążyła już ogrzać i zdestabilizować zmarzlinę zanim zaczęliśmy pompować do atmosfery gazy cieplarniane. Teraz globalne ocieplenie znacznie przyspiesza ten proces [ogrzaniu ulegają wody oceanu].

W rdzeniach lodowych nie odnotowano temperatury -7°C. Miały one temperaturę około 0°C: w niektórych miejscach nieco poniżej, w innych – powyżej tego poziomu. Właśnie dlatego osady zmarzliny są roztopione.

* W związku z ociepleniem klimatu zwiększyła się ilość i intensywność arktycznych burz. Powodują one mieszanie wód na większych głębokościach. Zatem ogrzane wody powierzchniowe miksują się z głębszymi wodami zimnymi. W konsekwencji ogrzewa się cała kolumna wody i powstaje bardzo skuteczny mechanizm emisji metanu – im głębsze zmiksowanie warstw wody, tym bardziej skuteczna jest wymiana gazów między granicami wody i atmosfery.

W taki oto sposób formują się związane ze zmianą klimatu dodatnie sprzężenia zwrotne na Wschodnim Syberyjskim Szelfie Kontynentalnym. Wzrost temperatury wody, burze, redukcja pokrywy lodowej razem zwiększają efektywność emisji metanu.

Zapytana o ewentualne zastosowanie geoinżynierii w Arktyce – którą zaleca coraz więcej zaniepokojonych badaczy – dr Szakowa odpowiedziała:

„Kwestia ‚interwencji’ w Arktyce przy zastosowaniu geoinżynierii jest bardzo skomplikowana. Myśl o interwencji pojawia się wówczas, kiedy zdasz sobie sprawę, że musisz coś zrobić, musisz działać, ponieważ kategorycznie domaga się tego sytuacja. Ale kiedy nie rozumiesz wszystkich powiązań przyczynowych, nie jesteś w stanie przewidzieć konsekwencji ewentualnej ingerencji. Przypomina to leczenie nowotworu przy pomocy tabletek na zatwardzenie. Nie masz zielonego pojęcia, co robisz. Nie znasz wszystkich powiązań między czynnikami sprawczymi. Kiedyś pewien rosyjski naukowiec zaproponował odwrócenie kierunku arktycznych rzek, aby nawodnić rośliny uprawne na pustyni. Zastosowanie geoinżynierii w Arktyce uważam za podobną niedorzeczność. Nasza wiedza jest po prostu niewystarczająca. Orędownicy geoinżynierii mówią, że schłodzenie Arktyki o 3 stopnie Celsjusza może pomóc. Co oznacza ‚schłodzenie’ Arktyki? Oznacza to zmianę klimatu Arktyki. Na Ziemi istnieje tylko jeden obszar chłodniejszy od Arktyki – to oczywiście Antarktyda. Mamy zatem odwrócić bieguny? Aby schłodzić ten ogromny teren, musisz odtworzyć klimat. Nie jest to lokalna drobnostka. Nie możesz tak po prostu nalać czegoś do oceanicznej wody, aby ją schłodzić. Nie wolno ci tego zrobić, ponieważ tym, co odpowiada za średnią roczną temperaturę jest klimat. Niby jak mamy odtworzyć klimat nad którąkolwiek częścią świata – zwłaszcza nad Arktyką, która jest zimniejsza niż wiele innych miejsc planety? Ocieplenie Arktyki jest rzeczą o wiele prostszą, o czym właśnie się przekonujemy.”

I dodała:

„Na temat emisji metanu z Arktyki jest mnóstwo dezinformacji. Piszą o nim ludzie pozbawieni nowo zdobytej wiedzy. Prowadzone dyskusje są więc bezużyteczne. Wprowadzają ludzi w błąd. Bardzo to nas frustruje. Dlatego apelujemy do naukowców, dziennikarzy, którzy chcą o tym pisać, aby czerpali informacje ze źródła, z pierwszej ręki. Proszę ich, aby wzięli udział w naszych warsztatach i ekspedycjach. W ten sposób zanim zasiądą do napisania artykułu lub analizy, zdobędą aktualną wiedzę. Arktyczne emisje metanu są bardzo złożonym problem interdyscyplinarnym. […] Nie chciałabym przecenić naszej zdolności do komunikowania, przekazania tej wiedzy, ale władze [polityczne/gospodarcze] w ogóle nie przejawiają zainteresowania tą kwestią. Swoje decyzje podejmują w oparciu o opinie tzw. ‚zaufanych naukowców’. Dla mnie przymiotnik ten identyfikuje badaczy przynależących do określonej grupy, społeczności służącej władzom od dłuższego czasu, która nie chce ingerować w działania tych władz i agencji. Kiedy nie należysz do tej społeczności, twoje ustalenia mogą zostać zignorowane.”

Peter Wadhams

Peter Wadhams

(1) Wypowiedzi profesora Petera Wadhamsa:

12 lipca 2015:

„W ubiegłym roku podczas letniej wyprawy lodołamaczem tradycyjnie dokonaliśmy pomiaru temperatury Oceanu Arktycznego na północ od cieśniny Beringa. Wynosiła 10°C. Nigdy wcześniej nie odnotowaliśmy tak wysokiej wartości. Na przestrzeni ostatnich lat arktyczny lód stał się dużo cieńszy i młodszy. W przeszłości był on wieloletni, ciężki i gruby. Statki przełamywały go z trudem. Teraz mamy lód jednoroczny. Tworzy się w ciągu sezonu i ponownie topnieje.

Zasięg lodu letniego ulega gwałtownej redukcji. Wkrótce wody Arktyki będą we wrześniu całkowicie od niego wolne; jest to miesiąc, w którym następuje największy stopień wycofania morskiej pokrywy lodowej. Obserwowany trend pozwala prognozować, iż sytuacja ta nastanie najpóźniej za trzy lata. Możliwość zaistnienia tej okoliczności odrzucają nie tylko osoby negujące zmianę klimatu, lecz także klimatolodzy, którzy budują modele klimatyczne. Smutne jest to, że pomiędzy badaczami prowadzącymi obserwacje w Arktyce oraz naukowcami, którzy nigdy tam nie bywają i zajmują się wyłącznie modelowaniem komputerowym wytworzyła się ogromna, niedorzeczna przepaść. Ci ostatni nigdy nie uwzględniają w swoich modelach wszystkich procesów, a rezultaty ich pracy cechuje samozadowolenie. Według nich letni lód Oceanu Arktycznego zginie dopiero w drugiej połowie stulecia. A wystarczy udać się na miejsce, by zobaczyć, że znika już teraz. […]”

28 grudnia 2016:

Problem polega na tym, że badania terenowe stają się bardzo kosztowne. Aby wykonać niezbędną pracę plenerową, trzeba opłacić statek lub samolot. Nawet wykorzystanie systemów automatycznych, chociażby dryfujących boi, które transmitują dane za pośrednictwem satelitów, jest bardzo drogie, ponieważ nie tylko musisz skonstruować lub kupić je w bardzo dużej liczbie, lecz także rozmieścić. Tymczasem praca na komputerze jest tania. Dlatego liczne jest grono badaczy Arktyki, którzy nigdy nie odwiedzili bieguna północnego. Pracują z wirtualnymi modelami. Są one właściwie identyczne, ponieważ nie uwzględniają nowych ustaleń fizycznych z obserwacji terenowych. Kolejne modele powielają więc te same błędy, które zaniżają tempo wycofywania się lodu. To praktycznie wspólny mianownik wszystkich znanych modeli. Szybka redukcja zasięgu, objętości i grubości morskiej pokrywy lodowej jasno pokazuje, że modele są błędne. Wówczas modelarze próbują dostroić ich zgodność. W tym celu dopasowują swoje modele do realiów poprzez nieznaczne przesunięcie trybu prognozowania do punktu dzisiejszej zmiany i ponowne jego uruchomienie. Oczywiście model zacznie znowu rozmijać się z rzeczywistością zaniżając tempo i zasięg wycofywania się lodu. […]”

12 lipca 2015:

„Prowadzący arktyczne badania zespół Natalii Szakowej i Igora Semiletowa informuje, że topnienie przybrzeżnych hydratów metanu przebiega w bardzo szybkim tempie. Cofający się lód odsłania coraz większe obszary powierzchni wód, które w związku z tym wchłaniają coraz więcej promieni słonecznych. Ich intensywne ogrzewanie rozpuszcza zamarznięte osady metanu. Liczba unoszących się pióropuszy tego gazu stale rośnie. Są ich tysiące. Zdaniem rosyjskich badaczy proces ten w ciągu kilku lat wprowadzi do atmosfery 50 gigaton metanu, co wywrze natychmiastowy wpływ na światowy klimat. Emisje te będą trwały nadal. Powinniśmy potraktować to ostrzeżenie poważnie. Niestety, nie robimy tego. U wybrzeży Japonii czy Nowej Zelandii osady metanu znajdują się na głębokości kilkuset metrów i po uwolnieniu gaz nie dociera do powierzchni morza – rozpuszcza się w wodzie. Szelfy arktyczne są płytkie. Mają 50-70 metrów. Dlatego metan swobodnie przedostaje się do atmosfery. Według moich szacunków emisja 7% metanu z pokładów Wschodniego Syberyjskiego Szelfu Kontynentalnego, czyli wspomnianych 50 gigaton, na przestrzeni dekady ogrzałoby Ziemię aż o 1.6°C.

Badania Arktyki prowadzę od 40 lat. Nigdy wcześniej nie doświadczyłem tak wielu ataków ad hominem ze strony przedstawicieli środowiska naukowego. Dawniej normalny tryb aktywności zawodowej wyglądał tak: odkryłeś coś, mierzyłeś i obliczałeś, pisałeś na ten temat pracę i publikowałeś ją. Związana z profesjonalizmem kurtuazja polegała na tym, iż wszyscy zakładali, że wiesz, co robisz. Twoje wyniki oceniano. Próbowali je powtórzyć inni. Jako autor musiałeś cierpliwie czekać. Tej przyzwoitości w nauce już nie ma. I nie mówię tu o naukowcach, którym przemysł paliwowy płaci za negowanie lub poddawanie w wątpliwość faktu globalnego ocieplenia. Mam na myśli badaczy, których kariera zależy od sformułowania poważnej prognozy na podstawie modelu. Ludzie ci nie znoszą danych. I tych, którzy ich dostarczają.

Utraciłem wszelkie złudzenia związane z istnieniem etyki w nauce. Dominuje złośliwość. Jestem adresatem wyjątkowo nieprzyjemnych, obraźliwych epitetów, nawet podczas spotkań w miejscach, które zwykłem bardzo szanować, jak chociażby Towarzystwo Królewskie. Sposób, w jaki potraktowano Natalię Szakową był wręcz szokujący. Jej ekipa odbywa rokroczne ekspedycje arktyczne, prowadzi prace pomiarowe. Nikt inny tego nie robi. Swoje ustalenia opisała na łamach pisma Nature i innych prestiżowych publikacji. Wagi tych rezultatów nie sposób przecenić, a ich implikacje są szalenie poważne. I zamiast usłyszeć, ‚To bardzo istotne wyniki. Musimy kontynuować badania,’ Natalia i Igor są znieważani. Ludzie piastujący eksponowane stanowiska w świecie nauki zarzucają im kłamstwa i niekompetencję, bo są Rosjanami; bo Natalia jest kobietą…”

(2) 7 września 2015 Towarzystwo Królewskie opublikowało pracę badawczą zespołu Natalii Szakowej i Igora Semiletowa pt. „Wschodni Syberyjski Szelf Kontynentalny: w stronę dalszej oceny strumieni metanu związanych ze zmarzliną oraz roli lodu morskiego”.

Oto fragment wstępu:

Zaobserwowaliśmy emisje CH4 z dwóch rejonów Wschodniego Syberyjskiego Szelfu Kontynentalnego (WSSK), które badano dotychczas w niedostatecznym zakresie: szelfu zewnętrznego, gdzie według prognoz podwodna zmarzlina jest nieciągła lub w większości zdegradowana ze względu na długoterminowe zanurzenie w wodzie morskiej, oraz obszaru usytuowanego w pobliżu brzegu, gdzie przypuszczalnie tworzą się głębokie/otwarte taliki wskutek powiązanych skutków ogrzewania wody morskiej, wpływów rzecznych, strumienia geotermalnego i istniejącego już termokrasu. Emisje CH4 z tych obszarów wyłaniają się z niemal całkowicie rozmrożonych osadów za pośrednictwem rozbłyskowych, silnych wyrzutów wywołujących strumienie, które są wielokrotnie większe od strumieni obserwowanych w tle na terenach z przeważnie zamrożonym podkładem osadowym. Sugerujemy, że to postępujące rozmrażanie podwodnej zmarzliny oraz spadek zasięgu lodu mogą spowodować znaczny wzrost emisji CH4 z WSSK. […]

UCSBGwałtowne ocieplenie powierzchni morza u schyłku ostatniej epoki lodowcowej wywołał uwolniony z hydratów metan [UCSB, 2.12.2015]

Naukowcy z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Santa Barbara (UCSB) dokonali analizy przeobrażenia klimatu lodowcowego na międzylodowcowy, które rozpoczęło się około 630.000 lat temu. Ich badanie ujawniło, że początkowa zmiana potrzebowała zaledwie 50 lat. Określany mianem epizodu de-glacjalnego, z uwagi na jego związek z topnieniem rozległych pokryw lodowych na półkuli północnej, okres ten ilustruje niebywałą wrażliwość systemu klimatycznego Ziemi na zmiany. Ustalenia badaczy zostały opublikowane 31 października 2015 w czasopiśmie Paleoceanography.

Jednym z najbardziej oszałamiających rezultatów naszego dochodzenia jest natychmiastowe ocieplenie powierzchni morza,” wyjaśnił James Kennett, współautor pracy i emerytowany profesor Wydziału Nauk o Ziemi UCSB. „Podczas całkowitej zmiany o wartości ponad 7°C wzrost o 4-5°C nastąpił na samym początku.” Kennett zwraca uwagę, że ten niezwykły zapis paleoklimatycznych zmian rodzi ważne pytanie: Jaki proces może tak szybko przenieść klimat Ziemi ze stanu lodowcowego do międzylodowcowego? Możliwe, że naukowcy znaleźli odpowiedź, bazując na geochemicznym zapisie badanego przez siebie rdzenia lodowego: ociepleniu związanemu z poważną zmianą klimatu towarzyszyło jednoczesne uwolnienie metanu – potężnego gazu cieplarnianego.

Ten konkretny epizod zmiany klimatu jest ściśle związany z niestabilnością, która spowodowała emisje metanu z hydratów gazowych na dnie oceanu,” powiedział Kennett. „Te zamrożone formy metanu topnieją, gdy rośnie temperatura lub maleje ciśnienie wody. Zmiany poziomu morza wpływają na stabilność gazowych hydratów, a temperatura wody nawet bardziej. Wyraźna synchroniczność tego gwałtownego ocieplenia i destabilizacji hydratów gazowych jest niesłychanie ważna,” podkreślił profesor. „Sugeruje ona, że niestabilność hydratów metanu jest w jakiś sposób powiązana z ociepleniem. Piękno tych paleoklimatycznych zapisów z Dorzecza Santa Barbary polega na tym, że w istocie pozwalają na wyjątkowo wierne określenie tych zależności.”

Kennett ostrzegł, że z obecnym ociepleniem planety wiąże się obawa, iż wzrost temperatury morza zdestabilizuje hydraty metanu zlokalizowane na stosunkowo niewielkich głębokościach obrzeży oceanu, co z kolei uruchomi dodatnie sprzężenia zwrotne, które wzmocnią globalne ocieplenie. Wygląda na to, że procesy te faktycznie już trwają.

iucnNajbardziej wszechstronny raport na temat ocieplenia oceanu, opublikowany we wrześniu 2016 przez Międzynarodową Unię Ochrony Przyrody (IUCN), ustalił, że ocieplające się wody mogą uwolnić z dna morskiego miliardy ton zamrożonego metanu, który ugotowałby powierzchnię planety. Może to nastąpić nawet jeśli emisje gazów cieplarnianych zostaną drastyczne zredukowane, gdyż widoczne ich skutki pojawiają się z około 10-letnim opóźnieniem. „Skala ocieplenia oceanu jest naprawdę oszałamiająca – liczby są tak duże, że większość ludzi ma trudność z ich zrozumieniem,” napisali badacze. „To, czego jesteśmy świadkami, wyprzedza naszą zdolność do poradzenia sobie z zachodzącą zmianą,” ostrzegł Dan Laffoley, doradca morski IUCN i jeden z głównych autorów analizy.

Dramatyczny apel

Malcolm Light

Malcolm Light

Dr Malcolm Light ukończył geologię (i oceanografię) na Uniwersytecie Kapsztadzkim, uzyskał doktorat z geologii na Uniwersytecie Londyńskim, gdzie w 2002 roku rozpoczął trwające do dziś szczegółowe badania Arktyki w Centrum Polarnej Obserwacji i Monitoringu (CPOM) [którym kierował prof. Duncan Wingham, wynalazca satelity CryoSat]; przez 20 lat pracował przy międzynarodowych projektach poszukiwawczych ropy naftowej, gazu ziemnego i diamentów. 4 września 2014 roku wystosował apel do administracji Baracka Obamy.

Stoimy dzisiaj w obliczu ostatecznego pojedynku z Matką Naturą, który przyspiesza ohydna eksploatacja paliw kopalnych w USA i Kanadzie poprzez szczelinowanie horyzontalne łupków, wydobywanie węgla i piasków roponośnych oraz oplatający cały kontynent transport bitumenu. Ogromna ilość paliw kopalnych musi być dostarczona i sprzedana, co powoduje rozległe wycieki, eksplozje i spory amerykańskich obywateli z władzami o szczelinowanie i rurociąg Keystone XL. Pozyskiwanie gazu i ropy z łupków powoduje dewastację całych systemów wód podziemnych w Stanach Zjednoczonych i rozległe trzęsienia ziemi. Wycieki nafty robią to samo z rzekami.

Stany Zjednoczone i inne kraje rozwinięte popełniły fatalny błąd odmawiając podpisania protokołów z Kioto. Teraz muszą zaprzestać wydobycia paliw kopalnych i przestawić się całkowicie na energię alternatywną w ciągu najbliższych 10-15 lat. W przeciwnym wypadku będą winne planetarnej eko-eksterminacji i ludobójstwa.

Objętość transportu ciepłych wód Prądu Zatokowego [Golfsztrom] zwiększyła się trzykrotnie od 1940 roku z powodu rosnącej różnicy ciśnienia atmosferycznego utworzonej między zanieczyszczonym, bogatym w gazy cieplarniane powietrzem nad Ameryką Północną i morskim powietrzem Atlantyku. Ostatnie badania pokazują, że na Północnym Atlantyku zgromadziły się gigantyczne ilości ciepła.

Coraz bardziej ogrzany Golfsztrom, z towarzyszącymi mu silnymi wiatrami i zasobnymi w energię systemami pogodowymi, wpływa do Europy, gdzie niedawno sponiewierał Wielką Brytanię katastrofalnymi burzami. Inne odnogi Prądu Zatokowego wkraczają do Arktyki i powodują rozpad arktycznych, izolujących warstw hydratów [metanu] na podwodnych, głębokich, wysoko-ciśnieniowych pokładach metanu pod przejściem między Basenem Euroazjatyckim i Morzem Łaptiewów. Uwalnia to coraz większe ilości tego gazu do atmosfery wywołując anomalne temperatury przekraczające średnią o 20°C. W ciągu bardzo krótkich okresów czasu – od kilku dni do kilku miesięcy – atmosferyczny metan posiada potencjał globalnego ocieplenia od 1.000 do 100 razy większy niż dwutlenek węgla.

W podmorskich hydratach Arktyki zalegają tak ogromne rezerwy metanu, że nawet ich kilkuprocentowa dysocjacja przyniesie skok średniej temperatury atmosfery Ziemi o 10°C i wywoła masowe wymieranie na skalę permskiego, które zabije nas wszystkich. Cała półkula północna pokryta jest gęstniejącą powłoką atmosferycznego metanu, który rozprzestrzenia się na południe w tempie około 1 km dziennie i obejmuje już całkowicie Stany Zjednoczone. Odkryto gigantyczną dziurę w równikowej warstwie ozonowej na zachodzie Pacyfiku, która działa jak winda przenosząca metan z niższych wysokości do stratosfery, gdzie już teraz tworzy on gęstą, równikową obręcz globalnego ocieplenia rozszerzającą się w stronę regionów polarnych.

Rok temu wysokie temperatury i wartości atmosferycznego ciśnienia arktycznej zimy przeniosły mroźne powietrze Arktyki na południe do Kanady i USA powodując nigdy wcześniej nie odnotowane śnieżne burze i rozległe awarie sieci energetycznej. Kiedy letnia pokrywa lodowa Arktyki roztopi się pod koniec przyszłego roku, Morze Arktyczne doświadczy agresywnego ogrzania przez Słońce i Prąd Zatokowy. Zimne powietrze arktyczne zostanie zamknięte w obrębie pokrywy lodowej Grenlandii, a gorące popłynie wraz z metanem na południe do Stanów Zjednoczonych, aby dodatkowo ogrzać Prąd Zatokowy, wywołując przeciwną do ruchu wskazówek zegara cyrkulację wokół Grenlandii. W tych okolicznościach Wielka Brytania i Europa muszą spodziewać się jeszcze bardziej katastrofalnych systemów burzowych, huraganowych wiatrów i rozległych powodzi będących wynikiem dalszego przyspieszenia transportu energii Prądu Zatokowego.

Jeżeli proces ten nie zostanie powstrzymany, ludzkość czeka całkowite wymarcie w ogniowej burzy arktycznego metanu między 2040 i 2050 rokiem.

Ostrzeżenie o naszym wyginięciu jest porażające. Zadziwia fakt, iż naukowcy świata nie spodziewali się gigantycznego nagromadzenia metanu w atmosferze, chociaż przewidziano je tak wyraźnie 10, 20 lat temu i wykazano jego krytyczny związek z masowymi wymieraniami w zapisie geologicznym.

Aktualizacja z 10 marca 2015:

Piszę do Was o nowej, średniej zawartości atmosferycznego metanu w roku 2014.

Niestety, jest ona znacznie wyższa niż w 2013 i wskazuje na to, iż tempo uwalniania metanu z podmorskich hydratów Arktyki wzrosło od 2.5 do 5 razy.

Nastąpiło w związku z tym znaczne przyspieszenie tempa globalnego ocieplenia i możemy spodziewać się, że [przy dalszym wykładniczym wzroście poziomu emisji metanu] planetarne wymieranie nastąpi w latach 2023–2031.

Wpis zwieńczony jest prośbą o zaalarmowanie naukowców i przedstawicieli rządowej administracji, aby w obliczu rozgrywającej się katastrofy zainicjowali natychmiastową reakcję na wszystkich poziomach społeczeństwa.

Aktualizacja z 23.10.2015:

Globalne wymieranie nastąpi 6 lat wcześniej

Niniejsze uwagi dotyczą zamieszczonego poniżej wykresu nr 224. Do września 2015 cały historyczny lód dryfujący Arktyki został utracony, zatem możemy założyć, iż do tego czasu nie było już całego ponad 5-letniego paku lodowego. Prognozowano, że ponad 5-letni pak stopi się w 2021.7. W konsekwencji przewidywana na ów rok objętość stopionego lodu pojawiła się 6 lat wcześniej. Poprzedni szacunek ostatecznej utraty jednorocznego lodu dryfującego, oparty na danych wielomianowych, wskazywał na 2037.7, który ulega właśnie skorygowaniu na 2031.7.

Wcześniejsze szacunki wskazywały, że wzrost średniej globalnej temperatury atmosfery osiągnie 6°C w 2034.7; do tego czasu trwałoby już masowe wymieranie planetarne. Nowy, poprawiony termin tego wydarzenia to 2034.7 – 6 = 2028.7, czyli za 13 lat. Podczas wielkiego wymierania permskiego, które spowodowane zostało przez nagromadzenie metanu w atmosferze, średnia powierzchniowa temperatura Ziemi wzrosła o 5°C w ciągu 13 lat. Jako że aktualna uśredniona temperatura powierzchni przekroczyła już poziom bazowy o ponad 1°C, będziemy świadkami jej wzrostu o co najmniej 6°C przed rokiem 2028, czemu towarzyszyć będzie globalne wymieranie. Korelacja między nowym prognozowanym wzrostem średniej globalnej temperatury powierzchni planety o 6°C i tym, co według zdobytej wiedzy wydarzyło się w permie jest zatrważające. Wyraźnie czeka nas w następnym dziesięcioleciu bardzo nieprzyjemnie gorąca droga ku zbliżającemu się wymarciu.

Malcolm Light (Dr)
Badacz planetarny

Według interpretacyjnego przeglądu literatury badawczej, opublikowanego 8 lutego 2017 przez Amerykańską Służbę Geologiczną i Uniwersytet Rochester, spowodowany ociepleniem klimatu rozkład hydratów nie powinien doprowadzić do uwolnienia ogromnej ilości metanu do atmosfery.

the-siberian-timesTymczasem podczas rozpoczętej we wrześniu 2016, 40-dniowej ekspedycji na arktyczne Morze Łaptiewów zespół badaczy pod wodzą profesora Igora Semiletowa odkrył, że rozkład tamtejszej podwodnej zmarzliny mocno przyspieszył. Z dna wydobywają się coraz większe ilości metanu. „Obszar rozprzestrzeniania się potężnych emisji metanu odnotował znaczny wzrost w porównaniu z danymi, jakie zebrano w latach 2011-2014,” powiedział badacz. „Obserwacje mogą wskazywać na szybsze tempo degradacji podwodnej zmarzliny.”

Raport analityków Arctic News z 13 marca 2017 wyjaśnił, iż trwające erupcje dużych ilości metanu z dna Oceanu Arktycznego pozostają w znacznym stopniu niewykryte przez lądowe stacje pomiarowe. Dane rejestruje się zazwyczaj na małych wysokościach, zatem unoszące się nad oceanicznymi wodami pióropusze gazu pozostają niezauważone. Zanim metan dotrze do wybrzeża, znajduje się już na dużych wysokościach, będących poza zasięgiem czujników.

Międzynarodowe badanie zamieszczone w grudniu 2016 w prestiżowym dzienniku Palaeoworld zawarło groźne – i prawdopodobnie prorocze – ostrzeżenie, które zostało zignorowane przez media. „Globalne ocieplenie wywołane uwalnianiem dwutlenku węgla może być katastrofalne,” napisali w streszczeniu autorzy. „Jednakże uwalnianie metanu z hydratów może być apokaliptyczne.” Praca zatytułowana „Hydrat metanu: Zabójcza przyczyna największego masowego wymierania” podkreśla fakt, iż najważniejszą zmienną wielkiego wymierania permskiego, które miało miejsce 250 milionów lat temu i wyniszczyło ponad 90% wszystkich gatunków Ziemi, były hydraty metanu.

Ocieplenie klimatu w kredzie doprowadziło do potężnych emisji metanu z zalegających na dnie morskich hydratów. Fakt ten jest tym bardziej niepokojący, że obecne ocieplenie przebiega znacznie szybciej. Wyprawa badawcza na wyspę Ellefa Ringnesa w kanadyjskiej Arktyce odkryła zdumiewającą liczbę ujść metanu w osadach z okresu kredowego. Są to zwały węglanowe, które tworzą się w miejscach podmorskiego wycieku C4. Na 10.000 kilometrów kwadratowych oceanicznego dna zlokalizowano ich ponad 130. Powstały one w bardzo krótkim odstępie czasowym na początku globalnego ocieplenia w kredzie. Zdestabilizowane hydraty uwolniły nagle dużą ilość metanu, co przyspieszyło wzrost temperatur Ziemi. Ustalenia z ekspedycji, opisane 7 kwietnia 2017 w Biuletynie Amerykańskiego Towarzystwa Geologicznego, potwierdzają, iż dzisiejsze obawy dotyczące podobnej emisji są w pełni uzasadnione. 

Komplet aktualizowanych informacji na temat emisji arktycznego metanu – dodatniego sprzężenia zwrotnego klimatu – znajduje się tutaj [wersja PDF]. Pozostałe sprzężenia opisane są w zestawieniu zmian klimatycznych.

Opracował: exignorant

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Klimat. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.