Od Czerwonych Khmerów do ISIS

Sicherheitskonferenz - Munich Security Conference

Zbrodniarze wojenni: Tony Blair i Henry Kissinger.

Autor: John Pilger (wersja oryginalna)

8 października 2014

Przekazując rozkazy prezydenta Richarda Nixona o „rozległym” bombardowaniu Kambodży w 1969 roku, Henry Kissinger powiedział: „Wszystko, co lata, we wszystko, co się rusza.” Teraz, kiedy Barack Obama wznieca swoją siódmą od chwili otrzymania Pokojowej Nagrody Nobla wojnę przeciwko muzułmańskiemu światu, zaaranżowana histeria i kłamstwa sprawiają, że morderczą szczerość Kissingera wspomina się niemalże z nostalgią.

Jako świadek ludzkich konsekwencji lotniczego barbarzyństwa – widziałem pozbawione głów ofiary, fragmenty ich ciał zdobiące drzewa i pola – po raz kolejny nie jestem zaskoczony lekceważeniem pamięci i historii. Znamiennym przykładem jest dojście do władzy Pol Pota i jego Czerwonych Khmerów, którzy mieli wiele wspólnego z dzisiejszym Islamskim Państwem w Iraku i Syrii (ISIS). Oni także byli okrutnikami w średniowiecznym wydaniu, którzy zaczynali jako mała sekta. Oni także byli produktem zgotowanej przez Amerykę apokalipsy, tym razem w Azji.

Według Pol Pota jego ruch składał się z „mniej niż 5.000 słabo uzbrojonych partyzantów niepewnych swojej strategii, taktyki, lojalności i przywódców”. Po tym, jak bombowce B-52 Nixona i Kissingera zabrały się do pracy w ramach Operacji Menu, arcy-demon Zachodu nie mógł wręcz uwierzyć w swoje szczęście.

Amerykanie zrzucili ekwiwalent pięciu hiroszimskich bomb atomowych na pozamiejskie obszary Kambodży w latach 1969/73. Równali z ziemią kolejne wsie; powracali, aby zbombardować gruzy i zwłoki. Kratery pozostawiły potworne naszyjniki destrukcji życia, wciąż widoczne z powietrza. Terror był niewyobrażalny. Były urzędnik Czerwonych Khmerów opisał, jak osoby, które przeżyły, „odrętwiałe i nieme snuły się przez trzy lub cztery dni. Przerażeni i na wpół obłąkani ludzie gotowi byli uwierzyć we wszystko, co im powiedziano… Właśnie to ułatwiło Czerwonym Khmerom zdobyć ich poparcie.”

Komisja Śledcza Rządu Finlandii oszacowała, że w wynikłej wojnie domowej zginęło 600 tysięcy Kambodżan, a bombardowania opisała jako „pierwszy etap dekady ludobójstwa”. To, co zapoczątkowali Nixon i Kissinger, zakończył ich beneficjent Pol Pot. Dzięki ich pociskom Czerwoni Khmerowie stali się straszliwą, 200-tysięczną armią.

ISIS ma podobną przeszłość i teraźniejszość. Zgodnie z najbardziej uczoną z miar inwazja Busha i Blaira na Irak w 2003 roku doprowadziła do śmierci około 700 tysięcy osób – w kraju, który nie miał historii dżihadu. Kurdowie zawarli terytorialne i polityczne umowy; sunnitów i szyitów dzieliły różnice klasowe i wyznaniowe, ale panował między nimi pokój; małżeństwa mieszane były powszechne. Trzy lata przed inwazją przejechałem cały Irak bez lęku. Po drodze spotkałem ludzi przede wszystkim dumnych, że są Irakijczykami, spadkobiercami cywilizacji, która w ich odczuciu wciąż była obecną.

Bush i Blair rozerwali to wszystko na strzępy. Irak jest teraz gniazdem dżihadu. Al-Kaida – podobnie jak „dżihadyści” Pol Pota – skorzystała z okazji zapewnionej przez kampanię Szoku i przerażenia oraz późniejszą wojnę domową. Syryjska „rebelia” oferowała nawet większe korzyści, z napływającą przez Turcję bronią, logistyką i funduszami CIA oraz państw Zatoki Perskiej. Przyjazd zagranicznych rekrutów był nieunikniony. Były ambasador brytyjski Oliver Miles napisał niedawno: „Rząd [Camerona] zdaje się podążać za przykładem Tony’ego Blaira, który zignorował zgodne zalecenia Ministerstwa Spraw Zagranicznych, MI5 i MI6, że nasza bliskowschodnia polityka – a zwłaszcza nasze wojny na Bliskim Wschodzie – była głównym motorem rekrutacji muzułmanów w Wielkiej Brytanii do tutejszej siatki terroru.”

ISIS jest potomstwem tych z Waszyngtonu i Londynu, którzy – poprzez zniszczenie Iraku jako państwa i społeczeństwa – spiskowali, aby popełnić epicką zbrodnię przeciwko ludzkości. Wzorem Pol Pota i Czerwonych Khmerów ISIS jest mutacją zachodniego terroru państwowego stosowanego przez skorumpowaną imperialną elitę, która nie zraża się konsekwencjami działań podejmowanych w wielkim oddaleniu fizycznym i kulturowym. O ich winie nie wspomina się w „naszych” społeczeństwach.

Minęły 23 lata odkąd Irak ogarnął holokaust – zaraz po pierwszej wojnie w Zatoce Perskiej, kiedy to USA i Wielka Brytania uprowadziły Radę Bezpieczeństwa Organizacji Narodów Zjednoczonych i nałożyły „sankcje” na iracką ludność, jak na ironię wzmacniając krajową władzę Saddama Husajna. Przypominało to średniowieczne oblężenie. Prawie wszystko, co podtrzymywało nowoczesne państwo zostało, zgodnie z żargonem oficjeli, „zablokowane” – od chloru zapewniającego bezpieczną wodę, po szkolne kredki, części aparatów rentgenowskich, zwyczajne środki przeciwbólowe oraz leki zwalczające nieznane wcześniej nowotwory, które przenosił kurz z południowych pól bitewnych skażonych zubożonym uranem.

Tuż przed Bożym Narodzeniem 1999 roku Departament Handlu i Przemysłu w Londynie ograniczył eksport szczepionek mających chronić irackie dzieci przed dyfterytem i żółtą febrą. Kim Howells, parlamentarny podsekretarz stanu w rządzie Blaira, wyjaśnił dlaczego. „Szczepionki dla dzieci,” powiedział, „mogły być wykorzystane w broni masowego rażenia.” Brytyjskiemu rządowi mógł ujść bezkarnie taki skandal, ponieważ medialne doniesienia z Iraku – ich większość zmanipulowana przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych – winę za wszystko przypisywały Saddamowi Husajnowi.

W ramach udawanego „humanitarnego” programu Ropa za Żywność każdemu Irakijczykowi przyznano 100 dolarów na przeżycie roku. Suma ta musiała opłacić infrastrukturę i podstawowe usługi całego społeczeństwa, takie jak energia i woda. „Wyobraź sobie,” powiedział mi Hans von Sponeck, zastępca sekretarza generalnego ONZ, „przeciwstawienie tych groszy brakowi czystej wody; temu, że większość chorych nie stać było na leczenie; samej traumie życia z dnia na dzień – uzyskasz wgląd w koszmar. Nie zwódźmy się – było to posunięcie celowe. W przeszłości nie chciałem używać słowa ludobójstwo, ale teraz jest ono nieuniknione.”

Oburzony Von Sponeck porzucił funkcję koordynatora humanitarnego ONZ w Iraku. Jego poprzednik Denis Halliday, równie wybitny, wysoki rangą urzędnik ONZ, także zrezygnował. „Zostałem poinstruowany,” powiedział Halliday, „aby wdrożyć strategię, która spełnia definicję ludobójstwa; rozmyślną strategię, która skutecznie zabiła ponad milion osób, dzieci i dorosłych.”

Badanie przeprowadzone przez Fundusz Organizacji Narodów Zjednoczonych na rzecz Dzieci (UNICEF) ustaliło, że w latach 1991-1998, kiedy blokada była najbardziej intensywna, doszło do 500.000 „dodatkowych” zgonów irackich dzieci w wieku poniżej pięciu lat. Reporterka amerykańskiej stacji TV skonfrontowała z tą kwestią Madeleine Albright, ambasadora USA przy ONZ, pytając ją, „Czy warto było zapłacić tę cenę?” Albright odpowiedziała, „Uważamy, że cena była tego warta.”

W 2007 roku Carne Ross, brytyjski urzędnik wysokiego szczebla odpowiedzialny za sankcje, znany jako „Pan Irak”, powiedział parlamentarnej komisji kwalifikacyjnej, „[Rządy USA i Wielkiej Brytanii] faktycznie odmówiły całej populacji środków do życia.” Kiedy trzy lata później przeprowadzałem z nim wywiad, trawiły go żal i skrucha. „Wstyd mi,” powiedział Ross. Jest on dzisiaj jednym z nielicznych stronników prawdy o tym, jak rządy oszukują, a posłuszne im media odgrywają kluczową rolę w rozpowszechnianiu i utrzymaniu oszustwa. „Karmiliśmy [dziennikarzy] faktoidami odfiltrowanego materiału wywiadowczego,” powiedział, „lub odcinaliśmy ich całkowicie.”

W dniu 25 września 2014 na szpalcie Guardiana widniał nagłówek: „W obliczu grozy ISIS musimy działać.” To „musimy działać” jest przywołanym duchem, ostrzeżeniem o tłumieniu świadomej pamięci, faktów, doświadczeń, żalu czy wstydu. Autorem artykułu był Peter Hain, były minister spraw zagranicznych w rządzie Blaira odpowiadający za Irak. W 1998 roku, kiedy Denis Halliday ujawnił ogrom cierpienia w Iraku – za które główną współodpowiedzialność ponosił gabinet Blaira – Hain zelżył go w programie BBC Newsnight jako „apologetę Saddama”. W roku 2003 Hain opowiedział się za inwazją Blaira na sponiewierany Irak w oparciu o oczywiste kłamstwa. Na późniejszej konferencji Partii Pracy zbagatelizował tę agresję jako „kwestię marginalną”.

Teraz Hain domaga się „nalotów, bezzałogowych samolotów, sprzętu wojskowego i innego wsparcia” dla tych, którzy „stoją w obliczu ludobójstwa” w Iraku i Syrii. Posunie to naprzód „imperatyw rozwiązania politycznego”. Obama myśli o tym samym, kiedy uchyla to, co określa mianem „ograniczeń” na amerykańskie bombardowania i ataki dronów. Oznacza to, że pociski i ponad 200-kilogramowe bomby mogą rozrywać chłopskie domy, tak jak dzieje się to bez przeszkód w Jemenie, Pakistanie, Afganistanie i Somalii – tak jak działo się to w Kambodży, Wietnamie i Laosie. W dniu 23 września 2014 pocisk Tomahawk uderzył w wioskę w prowincji Idlib w Syrii, zabijając kilkunastu cywilów, w tym kobiety i dzieci. Żadna z ofiar nie wymachiwała czarnym sztandarem.

W dniu opublikowania artykułu Haina złożyli mi wizytę goszczący akurat w Londynie Denis Halliday i Hans von Sponeck. Nie byli zaszokowani zabójczą hipokryzją polityka, ale ubolewali nad niewzruszonym, niemal niewytłumaczalnym brakiem inteligentnej dyplomacji w negocjacjach nad namiastką rozejmu. Na całym świecie, od Irlandii Północnej po Nepal, skonfliktowane strony uznające oponentów za terrorystów i heretyków siadały naprzeciw siebie przy stole. Mogą zrobić to teraz w Iraku i Syrii.

Śladem Eboli z Afryki Zachodniej bakteria zwana „niekończącą się wojną” przekroczyła Atlantyk. Lord Richards, do niedawna szef brytyjskiej armii, żąda natychmiastowego „lądowania trepów”. Puste, rozwlekłe i prawie socjopatyczne wypowiedzi Camerona, Obamy oraz ich „koalicji dobrej woli” – zwłaszcza agresywnie osobliwego Tony’ego Abbotta z Australii – zalecają więcej przemocy dostarczanej z wysokości tysięcy metrów do miejsc, gdzie krew poprzednich przygód nie zdołała zaschnąć. Nigdy nie byli świadkami bombardowania i najwyraźniej wielbią je tak bardzo, że dzięki niemu pragną obalić jedynego potencjalnie cennego sojusznika – Syrię. Żadna to nowość, czego ilustracją jest ujawniony tajny dokument wywiadów USA i Wielkiej Brytanii:

„W celu ułatwienia działań sił wyzwoleńczych [sic]… należy podjąć szczególny wysiłek, aby wyeliminować pewne kluczowe osoby [i] kontynuować niepokoje wewnętrzne w Syrii. CIA jest przygotowana, natomiast SIS (MI6) spróbuje wywołać pomniejszy sabotaż oraz incydenty spod znaku coup de main [sic] wewnątrz Syrii, działając poprzez kontakty indywidualne… konieczna doza strachu… [zainscenizowane] starcia graniczne posłużą za pretekst do interwencji… CIA i SIS powinny wykorzystać… możliwości zarówno na polu psychologii, jak i działań, aby spotęgować napięcia.”

Paragraf ten napisano w 1957 roku, choć mógł zostać napisany wczoraj. W świecie imperialnym zasadniczo nic się nie zmienia. W ubiegłym roku były francuski minister spraw zagranicznych Roland Dumas ujawnił, że „dwa lata przed Arabską wiosną” powiedziano mu w Londynie, że planowana jest wojna z Syrią. „Zamierzam coś wyznać,” powiedział w wywiadzie dla francuskiego kanału TV LPC. „Dwa lata przed wybuchem przemocy w Syrii przebywałem w Anglii w związku z inną sprawą. Spotkałem brytyjskich urzędników najwyższego szczebla, którzy ujawnili mi, że szykują coś w Syrii… Wielka Brytania organizowała inwazję rebeliantów w Syrii. Zapytali mnie nawet, choć nie byłem już ministrem spraw zagranicznych, czy chciałbym w tym uczestniczyć… Ta operacja rozpoczęła się dużo wcześniej. Została przygotowana, dopracowana i zaplanowana.”

Jedynymi skutecznymi przeciwnikami ISIS są akredytowane demony Zachodu – Syria, Iran, Hezbollah. Przeszkodą jest Turcja, „sojusznik” i członek NATO, który spiskował z CIA, MI6 i średniowiecznymi okrutnikami z Zatoki Perskiej, aby przesyłać pomoc syryjskim „rebeliantom”, włącznie z tymi, którzy zwą się teraz ISIS. Wspieranie Turcji w jej pielęgnowanym od dawna dążeniu do regionalnej dominacji poprzez obalenie rządu Assada przyzywa poważną wojnę konwencjonalną i przerażające rozczłonkowanie najbardziej zróżnicowanego etnicznie państwa Bliskiego Wschodu.

Rozejm – jakkolwiek trudny do osiągnięcia – jest jedynym wyjściem z tego imperialnego labiryntu; w przeciwnym razie dekapitacje nie ustaną. Komentarz Guardiana, że prawdziwe negocjacje z Syrią należy postrzegać jako „moralnie wątpliwe” sugeruje, iż założenia o wyższości moralnej tych, którzy popierali zbrodniarza wojennego Blaira, nie tylko są absurdalne, ale i niebezpieczne.

Wraz z zawieszeniem broni powinno nastąpić natychmiastowe wstrzymanie wszystkich dostaw sprzętu wojskowego do Izraela oraz uznanie państwa palestyńskiego. Kwestia Palestyny jest najbardziej jątrzącą otwartą raną w regionie oraz często powtarzanym usprawiedliwieniem wzejścia islamskiego ekstremizmu. Osama bin Laden zademonstrował to w bardzo czytelny sposób. Palestyna oferuje również nadzieję. Dając sprawiedliwość Palestyńczykom zaczniesz zmieniać świat wokół nich.

Ponad 40 lat temu bombardowanie Kambodży autorstwa Nixona i Kissingera wywołało potop cierpienia, z którego kraj ten nigdy się nie wynurzył. Tym samym jest zbrodnia Blaira i Busha w Iraku. Z nienagannym wyczuciem czasu na rynku księgarskim pojawił się ostatni egotyczny tom Henry’ego Kissingera opatrzony satyrycznym tytułem „Porządek świata”. W jednej z czołobitnych recenzji Kissinger opisany jest jako „kluczowy architekt porządku świata, który pozostał stabilny przez ćwierć wieku”. Powiedz to ludziom w Kambodży, Wietnamie, Laosie, Chile, Timorze Wschodnim i wszystkim innych ofiarom jego „rzemiosła państwowych rządów”. Krew zacznie zasychać dopiero wówczas, kiedy „my” wskażemy zbrodniarzy wojennych pośród nas.

Tłumaczenie: exignorant

John-PilgerJohn Pilger, australijski dziennikarz.

Na początku lat 60-tych XX wieku wyjechał do Wielkiej Brytanii i rozpoczął tam karierę czołowego korespondenta zagranicznego. Realizował reportaże w każdym zakątku globu, relacjonował liczne wojny, w tym konflikt w Wietnamie.

W wieku dwudziestu lat został najmłodszym reporterem, który otrzymał tytuł Dziennikarza roku, najwyższe branżowe wyróżnienie w Wielkiej Brytanii, i jako pierwszy zdobył go dwukrotnie.

Kiedy przeniósł się do Stanów Zjednoczonych, stał się autorem doniesień ze społecznych wstrząsów lat 60-tych i 70-tych. Maszerował u boku biednych z Alabamy do Waszyngtonu po zabójstwie Martina Luthera Kinga.

Jego praca w Azji Południowo-Wschodniej stworzyła historyczną edycję londyńskiego Mirrora, poświęconą prawie w całości depeszom z Kambodży po upadku reżimu Pol Pota. Połączone efekty tego raportu i późniejszego filmu dokumentalnego Rok zerowy: Cicha śmierć Kambodży pozwoliły zebrać 50 milionów dolarów dla mieszkańców tego kraju. Podobnie stało się w przypadku dokumentu i doniesień z Timoru Wschodniego w 1994 roku, gdzie podróżował incognito – pomogły one zainspirować wsparcie dla kraju okupowanego wówczas przez władze Indonezji.

W Wielkiej Brytanii jego czteroletnie dochodzenie w imieniu grupy dzieci, które urodziły się zdeformowane w następstwie działania talidomidu, przyniosło specjalną ugodę z koncernem farmaceutycznym.

Liczne filmy dokumentalne autora na temat Australii, zwłaszcza Ukryty kraj (1983) oraz trylogia Ostatni sen (1988), Witajcie w Australii (1999) oraz Utopia (2013) celebrują i ujawniają „zapomnianą przeszłość” jego ojczyzny, zwłaszcza przeszłość i teraźniejszość rdzennych ludów kontynentu.

Produkcje te zdobyły uznanie i nagrody w USA i Europie (w tym Emmy i BAFTA).

Artykuły Johna Pilgera publikowane są na łamach gazet całego świata.

Dostępny przekład poprzedniego eseju autora: „Świat, który stworzyliśmy, wykracza poza koszmar George’a Orwella”

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Imperialne wojny, militaryzm i terror państwowy. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.