Epidemia wirusa Ebola

29 marca 2016 roku Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) ogłosiła, że epidemia wirusa Ebola, która zabiła tysiące ludzi w Afryce Zachodniej, nie stanowi już międzynarodowego zagrożenia zdrowia publicznego. Dr Margaret Chan, dyrektor generalny WHO, zaakceptowała zalecenie komisji nadzwyczajnej. Zgodnie z jej konkluzją kraje dotknięte tragedią posiadają zdolność do poradzenia sobie z mniejszą liczbą nowych przypadków, a „prawdopodobieństwo rozprzestrzenienia wirusa na skalę globalną jest niskie.” Powstrzymanie fali zachorowań było możliwe dzięki zaangażowaniu środków międzynarodowych. Rozkład gospodarczy, konflikty wywołane niedoborami wody i żywności z czasem nie pozwolą na podobne interwencje. Natomiast zanik bioróżnorodności i środowiska życia – wynik industrialnej eksploatacji i nagłej zmiany klimatu – będzie mnożył epidemie chorób zakaźnych.

Wirus ebola

Wirus Ebola.

„W ostatnich 20 latach odkryto w lasach deszczowych Afryki szereg wirusów, z Ebolą i małpią ospą włącznie. HIV także pochodzi z tego obszaru. Mogą tu znajdować się tysiące wirusów i nie mamy pojęcia, czym są, jak się rozprzestrzeniają i w jakich populacjach.” Dr Anne Rimoin, epidemiolog

„Wirus Ebola zabił około jedną trzecią globalnej populacji goryli i szympansów.” Instytut im. Jane Goodall w Kanadzie

„Można stworzyć szczepionkę przeciwko pojedynczemu wirusowi. Ale wirus ten zmieni się i za rok będziemy mieli do czynienia z jego nieznacznie przeobrażoną postacią. W przyszłości możemy konfrontować się już z radykalnie zmienionym wirusem. Zatem zawsze musimy produkować nowe szczepionki, aby zwalczać nowy szczep, który się pojawia.” Prof. Geoffrey Smith, Imperial College w Londynie

„Mamy tyle nauki, tyle technologii. Przyjmuje się zatem założenie, że powinniśmy być zdolni bez problemu kontrolować wirusy. Zakażenie HIV uświadomiło mi, jak dalece nieprawdziwe jest to złudzenie. Żyjemy na krawędzi.” Alice Welbourne, nosicielka wirusa HIV

„Nawet gdyby znalazła się metoda na zniszczenie wirusów, należałoby oprzeć się chęci jej zastosowania. Odgrywają one bardzo istotną rolę w rozwoju każdego z nas. Zagrożenie wirusowe kształtuje nasze mechanizmy immunologiczne. […] Wirusy są głównym, niezastąpionym składnikiem wszystkich ekosystemów Ziemi. Trudno sobie wyobrazić, aby życie mogło wyewoluować i funkcjonować bez ich obecności. […] Faktycznie istnieje wiele wirusów, które nie zabijają swoich nosicieli. Wyewoluowały wspólnie z nimi i żyją we wspaniałej symbiozie, dzięki czemu mogą się replikować. Tylko wyjątkowe wirusy uśmiercają ponad 10% nosicieli.” Dlaczego wirusy zabijają?

Badanie opublikowane 10 marca 2016 w czasopiśmie Ecology ustaliło, że wyższa bioróżnorodność zapewnia większą odporność na choroby zakaźne. Obecne tempo utraty różnorodności biologicznej, za które odpowiada cywilizacja przemysłowa, nie ma precedensu w historii Ziemi.

Ekspansja nowych chorób: Powiązanie z klimatem i wylesianiem

15 października 2009

Kiedy spojrzymy w górę na korony drzew miejskiego tropiku w Azji Południowej, Australii lub Afryki równikowej, nasz wzrok często spotka się z mnóstwem nietoperzy owocowych zwisających z gałęzi niczym futrzane stalaktyty. Jako że ich lasy wycinane są przez buldożery, wypalane przez rolników lub wysuszane przez klimatyczne zaburzenia, nietoperze owocowe coraz częściej nawiedzają wspólnoty ludzkie, dostosowują się do sadów i drzew owocowych w miastach, gospodarstwach rolnych i na przedmieściach, które przejęły ich lasy. Wraz z nietoperzami przybywają choroby, które rozprzestrzeniają się wśród ludzi. Kolejne badana wykazują, że ich mikroby – jak również inne czynniki chorobotwórcze przenoszące się ze zwierząt na ludzi – szerzą się szybciej z powodu zmian klimatycznych i wylesiania. (1)

Na przykład nieprzerwany wyrąb lasów deszczowych Afryki spowodował wzrost liczby takich spotkań, ponieważ przemieszcza ludzi w najbliższe sąsiedztwo zarażonych nietoperzy. Z uwagi na fakt, iż utrata siedlisk niszczy wiele gatunków zwierząt łownych będących źródłem dziczyzny, biedni mieszkańcy wiosek zintensyfikowali swoje polowania na gatunki ocalałe, takie jak nietoperze owocowe.

W 2007 roku lokalni myśliwi z Kongo wybili przy użyciu strzelb tysiące nietoperzy owocowych i według naukowców wsie „dosłownie tonęły” w ociekających krwią zwłokach tych zwierząt. W rezultacie 260 osób zaraziło się śmiertelnym wirusem Ebola, który zdaniem badaczy mieszkał sobie w nietoperzach, a następnie przeniósł się na ludzi poprzez kontakt z krwią i innymi płynami ustrojowymi. W sumie zmarło 186 osób. Naukowcy z Gabonu i Kongo ustalili, że ekspansję Eboli poprzedziła masowa migracja nietoperzy owocowych do miejscowości dotkniętych epidemią.

„Kiedy zakłócasz równowagę, przyspieszasz przejście patogenów z dzikich zwierząt na inwentarz lub ludzi,” mówi epidemiolog weterynaryjny i ekspert do spraw zdrowia publicznego organizacji Wildlife’s Trust, Jonathan Epstein.

Inne związane z nietoperzami epidemie śmiertelnych chorób u ludzi miały miejsce w ostatnich latach w Malezji i Bangladeszu – ich powodem były również zmiany w układach pogodowych i użytkowaniu gruntów, ponieważ osady ludzkie i rolnictwo coraz bardziej wdzierają się na obszary leśne. Ponadto piętrzą się dowody, iż wzrost temperatury i nietypowe cykle opadów rozszerzyły już zagrożenie chorobami przenoszonymi przez owady – oczekuje się, że zjawisko to nasili się w miarę postępującego ocieplenia świata oraz przemieszczania się insektów na wyższe poziomy i szerokości geograficzne.

Od kilku lat naukowcy tropią powiązania między zmianami klimatu i ludzkim zdrowiem. Odkryli, że ataki cholery korelują ze zmianami powierzchniowej temperatury morza, a ogniska biegunki pojawiają się wraz ze wzrostem słupa rtęci. Ustalili również związek między sezonowymi układami pogodowymi i malarią, który jest tak silny, że epidemie można przewidzieć za pomocą prognozy pogody.

Tak zwany pas zapalenia opon mózgowych w Afryce Zachodniej uległ w ostatnim czasie znacznemu rozszerzeniu za sprawą użytkowania gruntów i zmian klimatycznych, poinformował Międzyrządowy Zespół do spraw Zmian Klimatu [IPCC]. Malaria umiejscowiła się na wyżynach Afryki Wschodniej, gdyż region ogrzewa się. Badacze Uniwersytetu Stanforda potwierdzili, że wyniszczenie tysięcy hektarów peruwiańskich lasów tropikalnych stworzyło nowe siedliska komarów i stało się przyczyną setek tysięcy zachorowań – na początku lat 90-tych ubiegłego stulecia odnotowywano mniej niż 150 przypadków rocznie.

Od wieków ludzie przejmują drobnoustroje chorobotwórcze od zwierząt i owadów; odrę dostaliśmy od kóz, a malarią obdarzyły nas komary. Lecz w ciągu ostatnich lat tempo przeskakiwania patogenów ze zwierząt na ludzi – określanych zbiorczym mianem „chorób odzwierzęcych” – znacznie przyspieszyło, mówią eksperci.

Transmisja filowirusa Ebola od nietoperzy do ludzi ilustruje złożoność rozprzestrzeniania się tych chorób i ich związku ze zmianą klimatu i dewastacją gruntów. Pospolity kontakt nietoperz-człowiek nie wystarczy, aby mogła wybuchnąć epidemia Eboli.

„To kaskada zdarzeń,” która zderza ze sobą nietoperze, małpy i ludzi na niezwykłe sposoby i którą potęgują „wyjątkowe warunki klimatyczne,” mówi ekspert chorób odzwierzęcych Światowej Organizacji Zdrowia [WHO], Pierre Formenty. Według przeprowadzonej przez NASA analizy meteorologicznych danych satelitarnych, ogniska Eboli łączą się z ulewnymi deszczami kończącymi okres intensywnej suszy. Bardzo suche warunki wymuszają na niektórych drzewach owocowych opóźnienie procesu kwitnienia. Kiedy przychodzą deszcze i porażone drzewa wydają owoce, spragnione ich liczne gatunki zwierząt – w tym nietoperze pteropusy i małpy – gromadzą się, aby ucztować. Duża liczba stworzeń skupionych pod owocującym drzewem stwarza drobnoustrojom pokroju Eboli doskonałą okazję, aby przemieścić się z jednego gatunku na inny. Ebola zaczyna cyrkulację w nowych gatunkach, takich jak wspomniane małpy lub nietoperze, i może zostać łatwo przeniesiona na ludzi przez zakażoną krew i inne płyny ustrojowe.

Naukowcy udowodnili, że nadejście nowych plag (m.in. wirusa Nipah, który zabija 70% zarażonych; hantawirusowego zespołu płucnego, który zabija 37% zarażonych, Gorączki Zachodniego Nilu, która zabija 8%/10% zarażonych) łączy się bezpośrednio ze zmieniającymi się układami pogodowymi ocieplającego się świata. Rosną obawy, iż pojawiać się będzie coraz więcej podobnych nowych chorób.

Żadna wyrafinowana metoda diagnostyczna, ani opieka medyczna oparta na najnowszych technologiach nie uratuje nas przed nowymi patogenami, które z definicji powodują nieokreślone choroby o niepewnym pochodzeniu.

Problem w tym, że spośród blisko miliona unikalnych wirusów przenoszonych przez kręgowce – czyli potencjalnych zagrożeń odzwierzęcych – opisano zaledwie 2.000. Nadzór zdrowia dzikiej przyrody, który mogłyby zapewnić wczesne ostrzeganie o przemieszczających się odzwierzęcych czynnikach chorobotwórczych, jest minimalny, szczególnie w tych częściach świata, gdzie kontakt między dzikimi gatunkami i ludźmi jest najbliższy.

Na szczęście większość „wycieczek” mikroorganizmów do nowych gatunków ma łagodne następstwa, kończy się niepowodzeniem, zniszczeniem przez reakcję immunologiczną nowego nosiciela lub niezdolnością mikroba do prawidłowego rozwoju. „Tylko niewielka część przeobrazi się w ludzkie patogeny,” mówi ekolog medyczny Centrum Kontroli Chorób, James Mills. Nawet przy nowych, pojawiających się coraz częściej patogenach rzeczywista liczba zgonów z powodu wywoływanych przez nie chorób jest nadal śladowa w porównaniu ze starymi zabójcami, takimi jak chociażby malaria.

Jednakże potencjalne zagrożenie związane z przystosowaniem się nowych patogenów do środowiska ludzkiego organizmu jest niepodważalne. A wystarczy tylko jeden. W końcu niewiele było ofiar, kiedy lentiwirus kameruńskich szympansów po raz pierwszy przeniósł się na ludzi około 1930 roku, zdobywając przyczółek w szybko rosnącym kolonialnym mieście Afryki Leopoldville. Następnie przekształcił się w formę, która skutecznie żerowała na ludzkości. W latach 1981-2007 zarażonych zostało 55 milionów osób, a choroba, którą powoduje – AIDS – zabiła do tej pory ponad 25 milionów*.

* Wirus HIV pokonał nasze próby stworzenia szczepionki. Mutuje w oszałamiającym tempie. Każda kolejna kopia przynosi zmianę. Wirus popełnia korzystne dla siebie błędy. Poza tym HIV jest „królem” przebiegłości: zaraża komórki odpowiedzialne za wykrywanie i niszczenie wirusów pojawiających się w organizmie człowieka.

Głosy o epidemii

Anthony Banbury, zastępca koordynatora ONZ ds. epidemii Ebola: „Zgodnie z zaleceniem Światowej Organizacji Zdrowia musimy w ciągu 60 dni – licząc od 1 października – zadbać, aby 70% zakażonych osób znalazło się w ośrodkach opieki medycznej, a 70% pochówków odbyło bez wywoływania dalszych infekcji. Jeżeli nie powstrzymamy Eboli teraz, staniemy w obliczu bezprecedensowej sytuacji, na wypadek której nie mamy planu. Cele te stają się coraz trudniejsze do osiągnięcia, ponieważ nowe zachorowania piętrzą się nieprzerwanie.”

Sorious Samura, dziennikarz z Sierra Leone, który nakręcił dokument Liberia: Żyjąc z Ebolą [premiera TV odbyła się 12 listopada 2014]: „Prawdziwa liczba ofiar epidemii Eboli jest maskowana przez chaotyczne gromadzenie danych i niechęć ludzi do przyznania się, że ich bliscy mieli wirusa. Na miejscu widać wyraźnie, że faktyczna liczba zmarłych jest znacznie wyższa, niż wskazują na to oficjalne statystyki Światowej Organizacji Zdrowia. […] WHO przyznała, że problemy z pozyskiwaniem danych sprawiają, że ewolucja epidemii jest trudna do prześledzenia, a liczba przypadków zachorowań w stolicy [Liberii] jest zaniżona. Wysiłki związane z liczeniem świeżo wykopanych grobów zostały porzucone. […] Rozwiązłość seksualna wśród przyjezdnych z Zachodu może odgrywać ważną rolę w rozprzestrzenianiu się wirusa za granicą. Widziałem ich w klubach nocnych, na plażach, w towarzystwie prostytutek. Ludzie, którzy powinni być świadomi zagrożenia idą do klubów nocnych, imprezują i tańczą. To niewiarygodne i niepokojące.”

Dr Tom Frieden, dyrektor Centrum Zwalczania i Zapobiegania Chorobom: „Jest to pierwsza światowa epidemia wirusa Ebola. Wymyka się spod kontroli. Obecna sytuacja jest zła i ulegnie dalszemu pogorszeniu w najbliższej przyszłości. Czasowe okno możliwości jej opanowania jest wciąż otwarte, ale zamyka się. Musimy podjąć natychmiastowe działania. Poziom epidemii wykracza poza wszystkie nasze doświadczenia i wyobrażenia.”

Dr Joanne Liu, międzynarodowy prezes Lekarzy bez Granic: „Wybuchają zamieszki. Centra chorób zakaźnych są przepełnione. Pracownicy służby zdrowia z pierwszej linii frontu zarażają się i umierają w szokującej liczbie. Nie sposób jest nadążyć za ilością zakażonych osób, które napływają do placówek. W Sierra Leone zwłoki ofiar
rozkładają się na ulicach. […] Tej bitwy nie wygrywamy.”

Międzynarodowa Grupa Kryzysowa [ICG]: „Najbardziej doświadczone [przez epidemię] kraje stoją w obliczu chaosu i potencjalnego upadku.”

David Nabarro, starszy koordynator systemowy ONZ do spraw zachorowań na Ebolę: „Epidemia ta wyprzedza wysiłki zmierzające do jej opanowania.”

Dr Daniel Bausch, profesor na wydziale Medycyny Tropikalnej Uniwersytetu Tulane: „Bez wątpienia jest to najgorsza sytuacja, jaką kiedykolwiek widziałem.”

Oficjalne oświadczenie Światowej Organizacji Zdrowia: „Nasi pracownicy z rejonów epidemii widzą dowody, iż liczba zgłoszonych przypadków zachorowań i zgonów znacznie umniejsza skalę zjawiska. […] Faktyczna liczba ofiar prawdopodobnie nie będzie znana, ponieważ w ogarniętym skrajną biedą, odrażającym i przeludnionym slumsie West Point w stolicy Liberii Monrovii ciała zwyczajnie wyrzucane są do pobliskich rzek.”

Dr Daniel Lucey, ekspert do spraw epidemii wirusowych i adiunkt Centrum Medycznego Uniwersytetu w Georgetown: „Nie mam pewności, czy będziemy w stanie okiełznać Ebolę bez szczepionek lub leków.”

Jonas Schmidt-Chanasit z Instytutu Medycyny Tropikalnej Bernharda Nochta w Hamburgu: „Ebola grozi zniszczeniem Sierra Leone i Liberii. Bez ogromnego wsparcia wirus stanie się w tej części świata zjawiskiem endemicznym.”

Michael Österholm, dyrektor Centrum Badań i Planowania Strategicznego Chorób Zakaźnych na Uniwersytecie w Minnesocie: „Epidemia Eboli w Afryce Zachodniej ma potencjał, aby zmienić historię, tak jak każda z dotychczasowych plag.”

Rada Bezpieczeństwa ONZ: „Epidemia Eboli stanowi zagrożenie dla międzynarodowego pokoju i bezpieczeństwa.”

Sekretarz Generalny ONZ Ban Ki Mun: „Ebola dotyczy nas wszystkich. To jej największa epidemia. Liczba przypadków podwaja się co trzy tygodnie. Wkrótce w samej Liberii będzie więcej przypadków zachorowań niż w dotychczasowej, 40-letniej historii choroby. […] W trzech najbardziej dotkniętych krajach – Gwinei, Liberii i Sierra Leone – choroba niszczy systemy opieki zdrowotnej. Więcej ludzi umiera teraz w Liberii na schorzenia powszechne i uleczalne niż z powodu Eboli. Wirus powoduje również straty gospodarcze. Rośnie inflacja i ceny żywności. Zaburzony został transport i usługi socjalne.”

Bruce Aylward, asystent-dyrektor Światowej Organizacji Zdrowia: „Kryzys zdrowotny, z jakim się konfrontujemy nie ma sobie równych w czasach współczesnych. Trudno jest oddać powagę sytuacji za pomocą kilku liczb. Poczucie szybkiej eskalacji wirusa daje fakt, iż liniowy wzrost przypadków zachorowań staje się wzrostem niemalże wykładniczym. […] Choroba umocniła swoją pozycję w stolicach [dotkniętych krajów], umiera 70% zarażonych nią ludzi. […].”

ABC News: „Brak protokołów dekontaminacji / neutralizacji niebezpiecznych nieczystości po pacjencie, niezapłacone rachunki medyczne, zakażenia pracowników służby zdrowia, potencjalne sprawy sądowe z zakresu postępowania cywilnego. W ten oto sposób patogen poziomu 4, taki jak Ebola, może zniszczyć renomowane amerykańskie szpitale o ugruntowanej pozycji w ciągu kilku tygodni. Placówki te nie są przeznaczone do leczenia podobnych przypadków, a przedstawicieli służby zdrowia nie szkolono w sposobach opiekowania się pacjentami zakażonymi patogenem poziomu 4. [Zmarły na Ebolę] Thomas E. Duncan był pierwszą tego typu ofiarą w Ameryce. Będzie ich o wiele więcej. Upłyną lata zanim Szpital Prezbiteriański w Dallas [w którym zmarł chory] podniesie się po tym pojedynczym przypadku – być może nie nastąpi to wcale. Dzisiaj przypomina miasto-widmo; nikt nie przechadza się nawet w pobliżu jego budynków.”

Operon Labs: „Wirus Ebola z 2014 mutuje w tempie podobnym do grypy sezonowej (Influenza A). Oznacza to, że aktualna epidemia ma bardzo wysokie naturalne tempo mutacji wirusowej. Kwestią zasadniczą jest to, że Ebola zmienia się bardzo szybko i w średniej/dłuższej perspektywie (od 3 do 24 miesięcy) ma potencjał, aby ewoluować.”

Prof. Lisa M. Brosseau i prof. Rachael Jones, narodowi eksperci od transmisji chorób zakaźnych i ochrony układu oddechowego z Wydziału Nauk Zdrowia Środowiskowego i Zawodowego w Szkole Zdrowia Publicznego przy Uniwersytecie stanu Illinois w Chicago: „Według naszych ustaleń istnieją naukowe i epidemiologiczne dowody, że wirus Ebola ma potencjał, aby rozprzestrzeniać się poprzez zakaźne cząstki aerozolu zarówno w pobliżu, jak i w pewnej odległości od zainfekowanych pacjentów, co oznacza, że pracownicy służby zdrowia zamiast masek powinni mieć założone respiratory.” [więcej na temat ustaleń – poniżej]

Perspektywa pandemii i era post-antybiotykowa

Dżuma XIV wieku, przenoszona przez żerujące na szczurach pchły, przemieściła się z Mongolii na Wyspy Brytyjskie, zabijając co najmniej 25 milionów ludzi – być może wielokrotnie więcej, ponieważ nie istnieje żadna wyczerpująca dokumentacja. Rządy zostały obalone, przez Europę przetoczyła się etniczna wojna, handel stanął w miejscu, zwłoki usuwano tak pospiesznie, że często pożerały je psy. Śmierć była tak powszechna, napisał kronikarz Agnolo di Tura, że opłakiwali ją nieliczni, „bowiem czekała na każdego. A zabrała tak wielu, że wszyscy miarkowali, że oto nadszedł koniec świata.”

Mimo wszystkich swoich okropności, dżuma, znana również jako czarna śmierć, uważana jest „jedynie” za drugą największą plagę w historii ludzkości. Najgorsza, pozornie banalna w swoim brzmieniu grypa z 1918 roku, zwana także hiszpańską, zabiła około 50 milionów ludzi na całym świecie (prawdopodobnie o wiele więcej). A eksperci twierdzą, że najgorsze może być jeszcze przed nami.

W dobie znacznie pogłębionej wiedzy o rozprzestrzenianiu wirusów i bakterii, przy istniejących lepszych metodach leczenia, a nawet okazjonalnych szczepionkach, trudno jest wyobrazić sobie pandemię na skalę zarazy (spowodowanej przez bakterie) lub grypy z 1918 (wywołanej przez wirusy, których nie można zwalczyć antybiotykami). Najbliższym odpowiednikiem zagrożenia globalnego jest AIDS, wirusowa pandemia poruszająca się w zwolnionym tempie, która w ciągu ostatnich trzech dekad zabiła około 30 milionów ludzi na całym świecie.

Istnieje realna możliwość pojawienia się pandemii o podobnej skali; większość ekspertów twierdzi, że to tylko kwestia czasu i mechanizmu przyczynowego. Jak zauważył David Quammen na łamach New York Timesa z 14 października 2013, „Zaraza pozostaje strapieniem, z którym nie uporała się nauka, technologia i inżynieria społeczna.”

Pozostawione same sobie choroby epidemiczne przebiegają zgodnie z tym samym podstawowym procesem: wirus lub bakteria infekuje nosiciela, który zazwyczaj zapada na chorobę i często umiera. Po drodze nosiciel zaraża innych. Istotne zmienne to: po jakim czasie nosiciel zostaje zainfekowany, jak długo trwa cierpienie – przy założeniu, że tak się stanie – oraz jak i kiedy osoba przekazuje chorobę innym. Lecz w prawie każdym przypadku mamy do czynienia ze straszliwą, wyrafinowaną symetrią wirusowego zachowania, w którym jedyna logiczna reakcja człowieka-nosiciela – podjęcie próby ucieczki przed zagrożeniem – jest właśnie tym, czego wirus po nim się spodziewa.

Taki proces rozproszenia trwa obecnie w Afryce Zachodniej – Ebola przemieszcza się z wiosek usytuowanych w dżungli na obszary miejskie i poza nie.

Zgodnie z historycznym wzorcem epidemia przebiegałaby zwyczajnie, aż do pewnego makabrycznego finału. Bez skutecznej interwencji człowieka, epidemie i pandemie kończą się tylko wtedy, gdy wirus lub bakteria zarazi każdego dostępnego nosiciela, wszyscy zarażeni poniosą śmierć lub staną się odporni na chorobę.

Z definicji epidemia wykracza poza zdolność ludzi do zadowalającego powstrzymania jej ekspansji. Jednakże jej przebieg jest wyłącznie kwestią skali. Bez odpowiedniej reakcji epidemia może przeobrazić się w pandemię, co przeważnie oznacza, że rozprzestrzeniła się na więcej niż jednym kontynencie. Ebola nie osiągnęła tego poziomu, ale wirusy mogą mutować, także w odpowiedzi na zastosowane środki leczenia, i dlatego nawet najbardziej kompetentne twierdzenia na temat obecnej epidemii – z wnioskami o jej potencjale rozprzestrzeniania włącznie – opatrzone są zastrzeżeniami.

Jeden z etapów dżumy znany był jako płucny – wirus infekuje wówczas układ oddechowy i patogen ma w tym momencie dostęp do nowego, „lotnego” mechanizmu transmisji. Czy taki mechanizm może pozyskać ebola, znacznie rozszerzając swoją komunikatywność i zasięg? Podobne obawy wyrażano o AIDS w pierwszych latach pandemii, ale wirus nie uzyskał zdolności przenoszenia drogą powietrzną.

Obecna epidemia Eboli jest dużo gorsza niż poprzednie (wirus został zidentyfikowany po raz pierwszy w 1976 roku i pojawiał się wielokrotnie – do niedawna głównie w Afryce Środkowej) także dlatego, że zaczęła się na nowym obszarze, gdzie przecinają się trzy kraje. Transgraniczne podróże pozwoliły przemieścić się wirusowi do miast, co dało mu skoncentrowane możliwości wzrostu.

Dodatkowo sprawy skomplikował fakt, iż miasta te, pozbawione odpowiednich systemów opieki zdrowotnej, miały niewielkie doświadczenie w leczeniu Eboli. W najgorszym scenariuszu epidemii – znanym jako epidemia dziewiczej gleby – populacja uwięziona w jej szponach nie ma żadnego doświadczenia, a zatem nie istnieją fizyczne przeciwciała, zrozumienie przyczyn choroby lub sposoby leczenia. Właśnie w taki sposób społeczności Indian amerykańskich zostały zdziesiątkowane przez europejskie choroby, takie jak ospa.

Grypa z 1918 roku wydaje się przeczyć poglądowi, że narody dysponujące dobrą opieką zdrowotną są mniej podatne na epidemie. Jak zauważył John Barry w swojej książce z 2004 roku pt. „Wielka grypa”, najgorsza pandemia świata rozpoczęła się w obozie wojskowym w Kansas, przenosiła się z bazy do bazy, potem do Europy z amerykańskimi żołnierzami, a następnie eksplodowała zabijając aż 100 milionów ludzi na całym świecie, w tym około 675 tysięcy w Stanach Zjednoczonych

John Barry napisał w styczniu 2004 roku na łamach Journal of Translational Medicine, że Światowa Organizacja Zdrowia i inne organy medycyny publicznej odpowiedziały na niedawne epidemie grypy szczepionkami i lekami, które powstrzymują wirusy „przed dostosowaniem się do człowieka i wznieceniem nowej pandemii.” Jednakże dodał, że tylko 83 kraje świata – mniej niż połowa – uczestniczą w systemie nadzoru WHO, co oznacza, że choroby, które mogłyby się rozprzestrzenić nie są w pełni monitorowane . W ujęciu Barry’ego „nowa pandemia jest nieunikniona, chyba że WHO zmobilizuje więcej środków, a polityczni przywódcy wykonają bardziej agresywne posunięcia dyplomatyczne.”

Wirusy grypy nieustannie zmieniają się i mutują, co pozwala różnym szczepom przechodzić ze zwierząt na populacje ludzkie. Niektóre mutacje zdarzają się na tyle często, że układ odpornościowy człowieka nie jest w stanie rozpoznać ich z roku na rok, dlatego sezonowe grypy wymagają nowych szczepień. Inne pojawiają się nagle i tworzą nowe podtypy wirusa, które mogą wywołać poważną epidemię lub pandemię.

Według rzecznika WHO Dana Epsteina największym niebezpieczeństwem jest dzisiaj możliwość uzyskania przez chorobę odporności na antybiotyki pozwalające ludzkim populacjom kontrolować lub przynajmniej znacząco wpłynąć na rozprzestrzenianie się epidemii.

„Świat jest bardziej przygotowany niż kiedykolwiek, ale choroby są sprytne – mogą przekraczać granice w dowolnym czasie,” powiedział Epstein. „Jesteśmy w stanie bardzo dobrze je śledzić i wykrywać, ale reakcja zależy od dostępnych narzędzi.” W przypadku epidemii Eboli „tak naprawdę nie dostępne są żadne skuteczne leki,” przyznał.

Kwarantanna amerykańskiego marszałka w Houston po ataku nieznanego, uzbrojonego w strzykawkę sprawcy na lotnisku w Lagosie w Nigerii – z niepotwierdzonym podejrzeniem Eboli – unaocznia wtórne zagrożenie związane z epidemią w Afryce Zachodniej: zakaźna choroba może zostać zamieniona w broń w celu wywołania epidemii lub nawet globalnej pandemii. Kwestią dyskusyjną pozostaje ewentualna łatwość sztucznego manipulowania pandemią, ale dyskusja ta wykracza już poza krąg czytelników fikcji naukowej, adeptów sztuki przetrwania i maniaków gier planszowych. Amerykańskie Centrum Zwalczania i Zapobiegania Chorobom na liście potencjalnych czynników bioterrorystycznych o największym potencjale masowego zabijania uwzględniła nieuleczalną formę jadu kiełbasianego, koronawirusy – takie jak SARS – jeden szczep ptasiej grypy, ospę i dżumę płucną; ta ostatnia jest w 100% śmiertelna, jeśli nie zostanie poddana leczeniu w ciągu 48 godzin.

Grypa jest chorobą endemiczną, co oznacza, że jest stale obecna w ludzkiej populacji; na niektórych obszarach podobnie rzecz się ma z dżumą. Obie choroby powstrzymywane są przez zabiegi sanitarne i medyczne. Lecz jak zauważył Epstein, mówiąc o możliwości wybuchu nowej pandemii, „Istnieje ogromne niebezpieczeństwo oporności na antybiotyki. Mamy już do czynienia z bakteriami, które rozwijają tę zdolność – jest to jedno z największych zagrożeń. Jeżeli wszystkie antybiotyki staną się nieskuteczne, wówczas każda, nawet najmniejsza infekcja posiadająca taką odporność może doprowadzić do śmierci.”

Mutacje przyniosły już rezultat w postaci odpornych na antybiotyki szczepów gruźlicy i malarii; podobne tendencje odkryto w pewnych szczepach HIV i grypy. Niepowodzenia w leczeniu spowodowane opornością mogą wkrótce uczynić nieuleczalną rzeżączkę – chorobę przenoszoną drogą płciową – ponieważ nie trwają prace nad nowymi lekami, o czym informuje witryna WHO. W związku z tym Ebola – na którą nie ma lekarstwa i szczepionki – może być znacznie mniejszym problemem, niż znana nam choroba, która rozwinie oporność.

Raport WHO z 2014 roku na temat globalnego nadzoru oporności przeciwdrobnoustrojowej zauważył, że „oporność na antybiotyki nie jest już prognozą na przyszłość; występuje już teraz na całym świecie i zagraża zdolności do leczenia pospolitych infekcji w społecznościach i szpitalach.”

Raport ostrzega, że „bez pilnego, skoordynowanego działania, świat zmierza ku epoce post-antybiotykowej, w której drobne infekcje i urazy – uleczalne przez dziesięciolecia – mogą znowu stać się śmiertelne.”

Ludzie pozostawieni samym sobie

Dzieliły ją kroki od szansy na wybawienie lub chociaż mniej bolesną śmierć. Comfort Zeyemoh szła powoli z centrum leczenia Eboli. Jednego z trzech w mieście zniszczonym przez śmiercionośnego wirusa. Niemalże wszystkie łóżka były zajęte.

22-letnia Zeyemoh nie była na tyle chora, aby zostać przyjętą, mimo że zeszłej nocy zaczęła wymiotować i poczuła osłabienie. To symptomy Eboli.

„Przysłali nas tutaj na badanie kontrolne,” powiedział jej chłopak, Moses Sackie, przed budynkiem ośrodka pomocy prowadzonego przez organizację Lekarze bez Granic. „Teraz mówią, żebyśmy poczekali trzy dni.”

Z każdym dniem niewielka grupa opiekunów, która zmaga się z najgorszą epidemią Eboli w historii, pozostaje coraz dalej w tyle, ponieważ tempo transmisji wirusa gwałtownie przyspiesza. Ośrodki zdrowia są przepełnione – zwiększa się liczba osób zakażonych, które są odsyłane, pozostawiane samym sobie.

Centrum Lekarzy bez Granic w Paynesville na obrzeżach Monrovii [w Liberii] dysponuje 160 łóżkami; w najbliższych dniach otrzyma 25 dodatkowych. Potrzebuje 1.200 – i korespondującą liczbę personelu – aby zmagać się z epidemią, powiedziała rzeczniczka organizacji, Sophie-Jane Madden. Jako że Ebola zaczyna swój szalony galop przez miasto, liczba ta z pewnością wzrośnie.

„Wirus zostawia nas w tyle, prawda?” powiedziała Madden. „Bierzemy najbardziej chorych, ponieważ nie mamy możliwości” zajęcia się pozostałymi. W piątek przyjęto 23 osoby, zawrócono 25, dziewięcioro zmarło, a siedmioro zwolniono po wyzdrowieniu, powiedziała.

Chorzy przychodzą codziennie w nadziei, że moment ich przybycia i objawy pozwolą im przekroczyć próg. Nawet jeśli tak się stanie, 7 na 10 umrze w środku – nieco większa szansa niż 9 na 10 – proporcja wśród osób umierających w społecznościach, powiedziała Madden.

W sobotę rano szczęście opuściło Josha Tugbeha. Miał nudności, był osłabiony, odczuwał ból w stawach, który utrudniał chodzenie. „Przyszedłem tu, a oni mówią, że nie przyjmują pacjentów,” powiedział przed siedzibą centrum ELWA 3, ośrodka Lekarzy bez Granic o tej nazwie. „Chcę wrócić do domu, ale nie jestem w stanie tam dojść.”

Podobna scena miała miejsce w JFK – centrum leczenia prowadzonym przez rząd Liberii w innej dzielnicy Monrovii, gdzie Jatu Zombo tuliła swojego 5-letniego synka Fodaya pod blokującą słońce plandeką. Kilka metrów dalej jej 10-letni chłopczyk Zennah siedział na puszce po farbie. Dzieci były apatyczne i wyraźnie chore. Było im zimno i wcześniej wymiotowały. Ich ojciec zmarł cztery dni temu, a 36-letnia Zombo cały dzień dzwoniła po karetkę, która nigdy nie nadjechała. W końcu jej brat zapłacił komuś 20 dolarów w walucie USA, aby przywiózł ich do JFK.

Ale dzieci nie mogą dostać się do środka. „Nikt z nami nie rozmawiał,” powiedział brat Zombo, Abraham Sesky. „Zatem po prostu siedzimy. Nic nie wiemy.”

Przed głównym wejściem dawnego Szpitala „Zbawienie” – pełniącego teraz rolę centrum dla chorych i zmarłych, gdzie nie oferuje się leczenia – zatrzymała się karetka i pozostawiła parę dorosłych i dziewczynkę. Kierowca karetki powiedział, że dziecko nazywa się Cynthia i ma 10 lat.

Chwiejąc się dziewczynka podeszła kilka kroków i położyła się na betonie. Nikt nie mógł wnieść jej do środka, innych także, ponieważ pracownicy ładowali na tył pickupa ciała owinięte w białe plastikowe worki. Teren wymagał najpierw dezynfekcji.

Kiedy na ulicy osiedla slumsów New Kru Town zebrał się mały tłum, Cynthia krzyknęła do oddalonego nieznacznie kierowcy karetki. Powiedziała mu, że chce wrócić do domu. Mężczyzna odpowiedział jej, żeby się nie ruszała i poczekała aż przyjdą po nią ludzie będący wewnątrz gmachu szpitala. Kobieta zaczęła zawodzić, pracownicy ochrony wkrótce rozproszyli tłum.

Za rogiem, o przecznicę lub dwie stąd, kolejny mały tłum nie krył wzbierającego gniewu z powodu opóźniającego się odbioru ciała mężczyzny, które leżało pod drzewem w pobliżu domów. Mieszkańcy powiedzieli, że trup był tam od piątku i że przedstawiciele szpitala nie odpowiedzieli na wielokrotne wezwania. Ebola, choroba krwotoczna, jest najbardziej zabójcza w płynach ustrojowych, które wyciekają ze zwłok.

„Nie przyszli, aby rozpylić środek dezynfekujący” wokół ciała, powiedział poddenerwowany kaznodzieja Powell Johns. „Tak nie można. Muszą wykonać swoją pracę.”

Grupa osób zaprowadziła na miejsce porzuconego ciała amerykańskich i francuskich dziennikarzy. Taktyka odniosła skutek. Wkrótce przed „Zbawieniem” pojawili się pracownicy w odzieży ochronnej i udali się, aby zabrać zwłoki.

Podobne załamanie podstawowych usług jest powszechne w całej Monrovii. Szkoły są zamknięte. Poza pomocą przy porodach praktycznie niemożliwe jest uzyskanie jakiejkolwiek pomocy medycznej, która wymaga hospitalizacji, ponieważ Ebola przytłoczyła system.

Niewiele osób pracuje. Powiedziano im, aby pozostały w domu w celu spowolnienia transmisji wirusa, co oznacza, że nie ma pieniędzy na podstawowe rzeczy, takie jak żywność. Ludzie mówią, że funkcjonują dzięki datkom rodziny i przyjaciół, wyłudzeniu kilku dolarów.

Mohamed Conteh, krawiec, którego mały sklep znajduje się tuż za rogiem przy centrum JFK, powiedział, że od chwili otwarcia centrum opieki nad chorymi na Ebolę ruch właściwie zamarł. „Ludzie boją się przyjść,” powiedział. „W niektóre dni wracam do domu bez pieniędzy. Muszę prosić innych, aby wyżywili moją rodzinę,” dodał.

Francis Sampson, który mieszka w małym domku obok bramy JFK, powiedział, że kiedyś, zarabiał 120 dolarów miesięcznie w firmie telekomunikacyjnej. Obecnie nie ma nic.

Mieszkający niedaleko 38-letni Boimah zwierzył się, że odbierał paliwo z rafinerii ropy naftowej i sprzedawał na pobliskim poboczu. Teraz on i jego pięciu braci utrzymuje przy życiu ryż i jałmużna.

***

Pierre Trbovic, członek personelu Lekarzy bez Granic z Centrum Leczenia Eboli ELWA-3 w Monrovii:

„Pierwszą osobą, jaką zmuszony byłem zawrócić był ojciec, który przywiózł swoje chore dziecko w bagażniku samochodu. Błagał mnie, abym zajął się jego nastoletnią córką – wiedział, że nie możemy uratować jej życia, ale liczył, że przynajmniej zdołamy uratować przed nią resztę jego bliskich.

Inne rodziny po prostu podjeżdżały swoimi autami, wysadzały chorą osobę, a następnie porzucały ją. Pewna matka próbowała zostawić swoje dziecko na własnym krześle w nadziei, że nie będziemy mieli wyboru i zajmiemy się nim.

Musiałem odmówić przyjęcia jednej pary, która przybyła ze swoją młodą córką. Dwie godziny później dziewczyna zmarła przed naszą bramą – jej ciało pozostało tam, aż zabrał je zespół odpowiedzialny za usuwanie zwłok.”

***

Ebola - dramat dzieciTysiące dzieci w Gwinei, Liberii i Sierra Leone, które straciły jedno lub oboje rodziców wskutek zarażenia Ebolą, stoi w obliczu porzucenia, poinformował UNICEF.

Podstawowa ludzka reakcja, taka jak przytulenie i pocieszenie chorego dziecka, zmieniła się w „potencjalny wyrok śmierci”, dodał przedstawiciel organizacji.

Choroba osierociła maluchy w wieku trzech, czterech lat.

Opuszczone dzieci znaleziono w szpitalach, gdzie umarli ich rodzice, lub w społecznościach, gdzie – jeśli miały szczęście – karmili je sąsiedzi. Innych form kontaktu unikano.

„Dzieci te pilnie potrzebują szczególnej uwagi i wsparcia; jednak wiele z nich czuje się niechciana, a nawet porzucona. Sieroty zazwyczaj zabiera członek dalszej rodziny, ale w niektórych społecznościach strach przed Ebolą jest silniejszy niż rodzinne więzi.”

***

Dr Richard Besser, redaktor zajmujący się kwestiami zdrowia i medycyny w ABC News: „Izby przyjęć są zamknięte, wiele oddziałów szpitalnych porzuca ludzi, którzy cierpią na choroby serca, urazy, powikłania ciąży, zapalenie płuc, malarię i pozostałe codzienne sytuacje zagrożenia zdrowia. Nie mają dokąd się udać.”

10 przykazań Eboli

W slumsach Monrowii, gdzie wirus Ebola wymknął się spod kontroli, przedstawiciele służby zdrowia udostępnili obywatelom nową wersję 10 przykazań. Ten alarmujący protokół mówi wiele o śmiertelnym tempie rozwijającej się epidemii, która zdestabilizowała Afrykę Zachodnią i wywoła konsekwencje globalne, jeśli wirus dotrze do slumsów w Indiach lub Chinach.

Biorąc pod uwagę fakt, że zaledwie 18 procent zakażonych pacjentów dociera do szpitala, większość Liberyjczyków walczy lub umiera w domu. Chorzy konają w kałużach fekaliów, wymiocin i krwi.

Przykazania odzwierciedlają elementarny charakter transmisji: śmiertelny wirus rozprzestrzenia się przez kontakt z płynami ustrojowymi, z krwią i nasieniem włącznie.

Do tej pory epidemia i strach zmieniły wszystkie wzorce codziennego życia. Szkoły i firmy są zamknięte, ludzie pozostają w domach. Obywatele nie podają sobie rąk, nie korzystają z transportu publicznego, nie gromadzą się. Wzrosła liczba napadów z bronią, a głód stał się kolejną epidemią, która prześladuje region.

10 przykazań Eboli można znaleźć na tablicach rozmieszczonych w biednych społecznościach, takich jak West Point w Monrovii. Mają średniowieczny ton:

1. Nie będziesz UKRYWAŁ CHOREJ osoby, nawet członka rodziny lub przyjaciela;

2. Nie będziesz PODAWAŁ RĘKI lub DOTYKAŁ osoby z wysoką gorączką, która jest bardzo chora;

3. Nie będziesz DOTYKAŁ MARTWEGO CIAŁA, nawet jeśli jest to zmarły członek rodziny lub przyjaciel;

4. Nie będziesz KŁADŁ MATY dla zmarłych, nawet dla członka rodziny;

5. Nie będziesz JADŁ lub PIŁ z tego samego naczynia, miejsca lub kubka, co członek twojej rodziny, przyjaciel lub ktokolwiek inny;

6. Nie pozwolisz nikomu, nawet przyjacielowi rodziny spędzać czasu (z osobami zarażonymi);

7. Nie będziesz UPRAWIAŁ SEKSU z nieznajomymi; bardzo uważaj z kim uprawiasz seks, osoby te mogą mieć wirusa Ebola – nie oddawaj się rozpuście. Trzymaj się osoby, którą bardzo dobrze znasz;

8. Nie będziesz SIUSIAŁ NA ZEWNĄTRZ, użyjesz plastikowej butelki i umyjesz ręce;

9. Nie będziesz ZAŁATWIAŁ SIĘ NA ZEWNĄTRZ; użyjesz plastikowej torby i umyjesz ręce;

10. Natychmiast zadzwonisz pod numer 4455 do Centrum Reagowania #1, kiedy w twoim domu pojawi się osoba chora lub jej zwłoki.

***

W ramach wysiłków powstrzymania ekspansji wirusa Ebola rząd Liberii wprowadził zakaz pochówków na rzecz kremacji. Ofiara wirusa jest najbardziej zaraźliwa w pierwszych dniach po śmierci, gdy niezabezpieczony kontakt z zakażonymi płynami ustrojowymi niesie bardzo wysokie ryzyko transmisji. Tradycyjne praktyki pogrzebowe Liberii – żałobnicy kąpią, ubierają, a nawet całują zwłoki – powszechnie uznaje się za powód początkowej eksplozji zachorowań na Ebolę.

Korzystając z międzynarodowej pomocy i doradztwa, rząd uruchomił Program Zarządzania Zwłokami, aby odbierał ofiary Eboli i usuwał je w bezpieczny sposób. Niestety, przeprowadzanie testów na obecność choroby jest trudne i czasochłonne. „Przeznaczone na ten cel środki są znikome i zarezerwowane dla żyjących,” powiedział asystent ministra zdrowia, Tolbert Nyenswah. Dlatego, kiedy ktoś umiera, zakłada się, że przyczyną zgonu jest wirus. Nikt nie przeprowadza badań, nie zadaje pytań. Ciało jest zabierane. Dyrektywa rządu, chociaż logiczna ze względów epidemiologicznych, odcisnęła piętno na ludności sponiewieranej przez traumatyczną falę epidemii. Odebrała społecznościom prawo do ostatniego pożegnania i doprowadziła do konfrontacji obywateli z ekipami Zarządzania Zwłokami, których członkowie muszą przejąć szczątki, nawet gdy rodzina denata twierdzi, że przyczyną śmierci była odra, wylew lub malaria, a nie Ebola. „Zabieramy każdego trupa i spalamy go,” powiedział pracownik jednego z zespołów, Nelson Sayon. Kontakt z żywymi jest jednym z najtrudniejszych aspektów jego pracy. „Wiem, jak ważna jest żałoba. Ciała nie są zwracane nikomu, nawet popiół, zatem nie ma żadnej fizycznej pozostałości, którą można opłakiwać,” dodał.

Masowe kremacje w Monrovii odbywają się nocą na obszarze wiejskim, daleko na obrzeżach miasta, aby zminimalizować wpływ na sąsiednie społeczności. Przez pewien czas zwłoki spalano na stosach; teraz są one umieszczone w piecach do spopielania ofiarowanych przez międzynarodową organizację pozarządową. „Jest ich tak wiele, że niekiedy trwa to całą noc,” powiedział Sayon. „W kraju, gdzie istnieje głęboka nieufność ludzi wobec rządu, masowe kremacje tylko pogłębiły tę przepaść,” podkreślił Kenneth Martu, działacz społeczny z Westpoint w Monrovii. Liberyjczykom nie są obce masowe ofiary: dwie wojny domowe w latach 1989/1996 oraz 1999/2003 uśmierciły prawie pół miliona osób. „Nawet w przypadku zbiorowych grobów ludzie mogą przynieść kwiaty. Wiedzą, gdzie znajdą zmarłych. Teraz nie mamy pojęcia o lokalizacji prochów.” Od dyrektywy kremacji są wyjątki. Jeśli rodzina zdoła uzyskać świadectwo zgonu podpisane przez ministerstwo zdrowia – które stwierdza, że przyczyną śmierci nie była Ebola – może zabrać ciało do zakładu pogrzebowego, poddać je zabalsamowaniu i pochować. Ofiarom Eboli również wydawane są zwolnienia. W pewnych okolicznościach szczątki zmarłych wolno zakopać na cmentarzu; zespół Zarządzania Zwłokami przed złożeniem ciała na głębokości około dwóch metrów podejmuje wstępne kroki zabezpieczające i nasącza kolejne półtora metra gruntu roztworem chloru.

„Ludziom nie podoba się to spalanie ciał. Grzebią więc swoich ukochanych zanim zdążą do nich dotrzeć urzędnicy,” powiedział dziennikarz, Sorious Samura.

Panika i załamanie gospodarcze

Najwięcej przypadków zarażenia Ebolą odnotowano na najbardziej produktywnych terenach rolniczych regionu. W wywiadzie zamieszczonym na witrynie Organizacji Narodów Zjednoczonych do spraw Wyżywienia i Rolnictwa [FAO] jej ekonomista Jonathan Pound powiedział, że utworzenie stref kwarantanny i wprowadzenie ograniczeń podróżowania nie pozwala wielu handlowcom na odebranie towaru od rolników i zabranie ich z powrotem do ośrodków miejskich – natomiast rolnicy nie są w stanie dostarczyć swoich produktów na mniejsze rynki lokalne.

Połączenie spowolnienia handlowego z falami panicznego wykupowania produktów wywołało wzrost cen i teraz „ludzi albo nie stać na zakup żywności, albo jej pozyskanie uniemożliwia brak dostępności,” powiedział agencji Reuters inny urzędnik FAO, Vincent Martin. „Jeszcze przed wybuchem epidemii,” poinformował w komunikacie prasowym, „gospodarstwa domowe z niektórych dotkniętych nią obszarów wydawały do 80% swoich dochodów na jedzenie. Ostatnie podwyżki cen faktycznie sprawiły, że znalazło się ono całkowicie poza ich zasięgiem.” Na jednym z rynków w stolicy Liberii Monrowii cena korzenia manioku, podstawy wielu diet Afryki Zachodniej, podskoczyła aż o 150%.

Wprowadzono też zakaz sprzedaży i konsumpcji mięsa dzikich zwierząt – kolejny niezbędny środek tamujący rozprzestrzenianie się wirusa, który dodatkowo utrudnia rodzinom zaspokojenie potrzeb żywnościowych.

Lokalne zbiory ryżu i kukurydzy mają rozpocząć się za kilka tygodni. Przed wybuchem epidemii prognozy produkcji tych roślin były bardzo pozytywne. Ale oczekuje się, że środki bezpieczeństwa powzięte celem powstrzymania wirusa Ebola spowodują niedobory siły roboczej na farmach, co znacznie zmniejszy plony. Spodziewane jest także zmniejszenie produkcji upraw rynkowych oleju palmowego, kakao i kauczuku.

Wzrost cen zarówno importowanej, jak i krajowej żywności może mieć poważne konsekwencje społeczne, które z kolei wywrą negatywny wpływ na powstrzymanie choroby.

ONZ poinformowała, że w najbliższych miesiącach 1.3 mln osób w Gwinei, Liberii i Sierra Leone będzie potrzebować pomocy w zakresie wyżywienia. Światowy Program Żywnościowy ONZ próbuje zwiększyć swoje ratunkowe dostawy do regionu do 65.000 ton.

***

Aby powstrzymać Ebolę, władze otoczyły kordonem całe miasta.

Sąsiednie państwa zamknęły granice lądowe, wiele linii lotniczych zawiesiło połączenia w obie strony z krajami dotkniętymi epidemią, a porty morskie odnotowują mniejszy ruch – posunięcia te zredukowały zaopatrzenie w Gwinei, Liberii i Sierra Leone – wszystkie państwa są importerami netto zbóż.

Sytuacja wywrze długotrwałe skutki na warunkach życia rolników i gospodarkach wiejskich. Są one szczególnie dotkliwe w Monrowii, mieście najbardziej doświadczonym przez epidemię. Na domiar złego jego dzielnicę West Point, która od tygodni poddawana jest kwarantannie, nawiedziła gwałtowna burza, który zniszczyła kilkadziesiąt budynków mieszkalnych pozbawiając schronienia wielu mieszkańców.

Klęska rynku

Wybuch epidemii Eboli w Afryce Zachodniej mógł zostać „zduszony w zarodku”, gdyby wcześniej opracowano i zmagazynowano odpowiednią ilość szczepionek – wyczyn, który prawdopodobnie byłby „wykonalny”, powiedział profesor Adrian Hill z Uniwersytetu Oksfordzkiego.

Zespół kierowany przez prof. Hilla rozpoczął testy eksperymentalnej szczepionki przeciwko Eboli; przyspieszony tryb jej wyprodukowania jest desperacką próbą spowolnienia ekspansji wirusa w Gwinei, Sierra Leone i Liberii.

Profesor Hill powiedział, że fakt, iż szczepionka nie była dostępna, aby powstrzymać chorobę – kiedy pojawiła się w Gwinei sześć miesięcy temu – demonstruje „rynkową klęskę” handlowego systemu produkcji szczepionek, który jest zdominowany przez farmaceutycznych gigantów.

Skala epidemii Eboli i spustoszenie, jakie powoduje pod względem straconego życia i załamania społecznego skłoniły Światową Organizację Zdrowia do podjęcia decyzji o bezprecedensowym przyspieszeniu normalnych procesów opracowywania lekarstw. Procesy regulacyjne, które zazwyczaj trwają do 15 lat zostały porzucone.

Przedstawiciele WHO spotkali się w Genewie w celu oszacowania dostępnych opcji, ale doszli do wniosku, że pomimo podjęcia nadzwyczajnych środków „nowe leki lub szczepionki nie zostaną wprowadzone do powszechnego użytku przed końcem 2014 roku.”

Zapytany, dlaczego nie opracowano w pełni przetestowanych i licencjonowanych szczepionek, profesor Hill powiedział: „Kto produkuje szczepionki? Dzisiejsze handlowe zaopatrzenie w szczepionki jest zmonopolizowane przez cztery lub pięć potężnych koncernów – GSK, Sanofi, Merck, Pfizer. Należą one do największych firm świata.”

„Problem w tym, że nawet jeśli masz sposób na wyprodukowanie szczepionki, koncerny zwyczajnie nie uznają go za wart zachodu, kiedy nie będzie istniał duży rynek zbytu. Nikt nie miał w tym interesu, aby opracować szczepionkę przeciwko Eboli z myślą o ludziach, którzy potrzebowali jej najbardziej. Po pierwsze, zdecydował o tym charakter epidemii; po drugie, sądzono dotychczas, że liczba osób, które mogą zachorować będzie niewielka; i po trzecie, osoby dotknięte pochodzą z najbiedniejszych krajów na świecie i nie stać ich na zakup nowej szczepionki. To klęska rynku.”

„Tej straszliwej epidemii można było zapobiec poprzez skuteczną reakcję mechanizmów zdrowia publicznego na początku kryzysu,” powiedział Lawrence Gostin, dyrektor Instytutu O’Neilla na rzecz Krajowego i Globalnego Prawa Ochrony Zdrowia przy Uniwersytecie w Georgetown. Niestety, słabe systemy opieki zdrowotnej w krajach dotkniętych były nieprzygotowane na jej wybuch.

Społeczność międzynarodowa powinna była okazać większą szczodrość we wspieraniu biedniejszych krajów, aby mogły rozwijać zdolności reagowania niezbędne do opanowania epidemii, napisał w swoim niedawnym briefingu zespół Gostina.

Wirus ekonomiczny i niedostateczna reakcja świata

Rob Wallace, biolog ewolucyjny i filogeograf zdrowia publicznego:

„Patogeny rutynowo podążają śladem nierówności społecznej i plądrowania społeczeństw, tak jak woda podąża śladem pęknięć w lodzie. Ebola reprezentuje taki właśnie przypadek. Zmiany w użytkowaniu gruntów w regionie Gwinei, gdzie najwyraźniej pojawił się nowy szczep wirusa, związane są z wszelkimi neoliberalnymi ‚dostosowaniami strukturalnymi’, które poza demontażem infrastruktury zdrowia publicznego udostępniają krajową produkcję żywności globalnemu obiegowi kapitału. [Przejęcia gruntów w Afryce przez korporacyjny agrobiznes] są znacznikami kompleksowej, napędzanej strategią polityczną zmiany stosunku zaufania do agroekologii, która dopomogła pojawieniu się Eboli. […] Traktowanie lasu jako towaru oraz neoliberalne wywłaszczenie mogły obniżyć ekosystemowy próg regionu do tego stopnia, że interwencja kryzysowa nie zredukuje populacji patogenu do dostatecznie niskiego poziomu, aby wypalił się samodzielnie. Patogen będzie krążyć nieustannie w oczekiwaniu na możliwą ekspansję. Krótko mówiąc, zmiany neoliberalizmu nie są tylko tłem zachodzących katastrof. To sam neoliberalizm jest katastrofą, tak jak wirus. Mamy liczne tego przykłady z historii. Zmiana stosunku zaufania i organizacja społeczeństwa przeobrażają epidemiologie z różnym skutkiem. Udomowienie zwierząt hodowlanych posłużyło za źródło ludzkiej błonicy, grypy, odry, świnki, zarazy, krztuśca, rotawirusa, gruźlicy, śpiączki itp. Ekologiczne zmiany krajobrazu wywołane interwencją człowieka doprowadziły do przelania cholery z alg, malarii z ptaków, gorączki denga i żółtej gorączki z dzikich ssaków naczelnych. Chroniąc racje instytucji i strategii politycznych, które najpewniej wywołują takie epidemie – niejako produkty uboczne większej gospodarki – niewątpliwie spotęgujemy problem. Jeśli nie przez wirusa Ebolę w tym roku, to przez coś innego w roku przyszłym.”

***

Profesor Peter Piot należał do zespołu, który w 1976 roku odkrył w Afryce wirus Ebola. Zapytany o to, dlaczego WHO zareagowała tak późno odpowiedział:

„Z jednej strony powodem było to, że ich regionalne biuro w Afryce nie jest obsadzone najbardziej kompetentnymi ludźmi, tylko politycznymi nominatami. Natomiast siedziba główna w Genewie doświadczyła bardzo poważnych cięć budżetowych, które uzgodniły państwa członkowskie. Szczególnie ucierpiał departament gorączki krwotocznej i zarządzania nagłymi kryzysami epidemicznymi.”

***

Bitwę z Ebolą można wygrać, mówią przedstawiciele służby zdrowia, ale rośnie liczba instytucji i ekspertów, którzy ostrzegają, że niedostateczna globalna reakcja na epidemię w Afryce Zachodniej może sprawić, że rozwiązanie kryzysu stanie się nieosiągalne.

Choroba rozprzestrzenia się w sposób niekontrolowany w Liberii i Sierra Leone, a teraz przedostała się poza Lagos w Nigerii i właśnie została wykryta w Senegalu – piątym kraju Afryki Zachodniej.

Problem w zasadzie sprowadza się do braku przeszkolonych wolontariuszy, powiedzieli urzędnicy.

„Bez wsparcia zagranicznych zespołów medycznych będzie bardzo trudno zorganizować przeciwdziałania odpowiadające skali problemu,” powiedziała Margaret Chan, dyrektor generalna WHO. Dodała, że zagranicznych zespołów medycznych jest „niewiele”.

„Potrzeba od 200 do 250 pracowników ochrony zdrowia, aby objęli opieką 80 chorych na Ebolę w jednym centrum medycznym,” powiedział Keiji Fukuda, zastępca dyrektora generalnego WHO ds. bezpieczeństwa zdrowotnego. Niezbędne są dodatkowe osoby, które dowiozą pacjentów do centrów medycznych, pochowają zmarłych, odnajdą znajomych z otoczenia ludzi zarażonych w celu powstrzymania ekspansji choroby.

„Wraz z rozprzestrzenianiem się choroby pojawi się zapotrzebowanie szacowane na kilka tysięcy osób, które zaopiekują się pacjentami w wielu różnych krajach,” powiedział Fukuda. „Nie jest to liczba statyczna i uzależniona będzie od rozmiarów epidemii.”

Joanne Liu, międzynarodowy prezes Lekarzy bez Granic powiedziała przedstawicielom ONZ, że świat przegrywa bitwę z Ebolą z powodu bezczynności.

„Przywódcy nie rozumieją w pełni i nie mierzą się z tym ponadnarodowym zagrożeniem,” stwierdziła. „Nie możemy tak po prostu odciąć krajów dotkniętych i trzymać kciuki, żeby epidemia zwyczajnie się wypaliła. Ażeby zgasić ten pożar, musimy wbiec do płonącego budynku.”

„Szczegółowy plan Światowej Organizacji Zdrowia do walki z Ebolą, opublikowany w minionym tygodniu, doskonale prezentuje się na papierze,” powiedziała Liu, „ale rzeczywista sytuacja terenowa nie zmieni się bez podjęcia działań. Potrzebujemy więcej dobrze wyszkolonego, dobrze wyposażonego personelu do opieki nad pacjentami oraz śledczej epidemiologii, aby namierzyć i odizolować potencjalne nowe przypadki zachorowań.”

Przedstawiciele Lekarzy bez Granic wezwali niedawno rządy dysponujące wojskowymi szpitalami polowymi do rozmieszczenia ich w strefie ognisk Eboli. Reakcja przyniosła w najlepszym razie bardzo skromny rezultat. „Złożone do dzisiaj zobowiązania o wysłaniu szpitali polowych – ze zdolnością do izolacji pacjentów – od rosnących potrzeb dzielą lata świetlne,” oświadczyła grupa.

„Jeśli dodamy wszystkie usłyszane deklaracje, uzyskamy 100 dodatkowych łóżek, podczas gdy w samej Liberii i Sierra Leone potrzeba ich ponad tysiąc. Na przykład w Monrowii niezbędnych jest około 1.200 łóżek w wydzielonych oddziałach, lecz dostępnych jest zaledwie 240.”

Na początku tygodnia Pentagon poinformował, że wysyła do Liberii szpital polowy na 25 łóżek – do opieki nad pracownikami służby zdrowia, którzy zarazili się wirusem Ebola.

Lekarze bez Granic powiedzieli, że przy braku miejsc dla chorych nie ma sposobu na to, aby powstrzymać nosicieli przed zarażeniem rodziny lub znajomych, którzy nimi się zajmują.

Dyrektor Amerykańskiego Centrum Zwalczania i Zapobiegania Chorobom [CDC] Tom Frieden właśnie powrócił z wizyty w najbardziej dotkniętych krajach Afryki Zachodniej. Chwalił pracowników miejscowej opieki zdrowotnej i poprosił swoich kolegów ze służby zdrowia na całym świecie o większą pomoc.

„Chciałbym, aby każdy światowy lider zobaczył to, co ja,” powiedział w swoim oświadczeniu. „Powstrzymanie tej epidemii wykracza poza możliwości pojedynczego państwa. Im prędzej świat zjednoczy się, aby wesprzeć Afrykę Zachodnią, tym bezpieczniej poczujemy się wszyscy.”

Problem globalny

Paul Ehrlich, prezes Centrum Biologii Ochrony Środowiska oraz profesor Studiów Demograficznych na Uniwersytecie Stanforda:

„Prawdopodobieństwo rozprzestrzenienia zwiększa liczba ludzi z osłabionym systemem immunologicznym. Dziś może ona wynosić miliardy w skali świata ze względu na głód, niedobór mikroelementów i powszechną obecność HIV/AIDS. Ponadto wielkość ludzkiej populacji niezbędna do utrzymania samo-wygasającej choroby jest kolejnym wyznacznikiem potencjału generowania pandemii. Oczywiście istnienie globalnych systemów szybkiego transportu (zwłaszcza linii lotniczych) z pewnością czyni każdą chorobę zakaźną problemem globalnym, niezależnie od tego, gdzie pojawiła się po raz pierwszy.

Obecna epidemia Eboli objęła już 10 razy więcej ludzi niż wybuchy poprzednie; uderzyła w Nigerię, przemieszcza się na obszary miejskie, rozprzestrzenia się szybko. Im więcej jest osób zakażonych, tym większa szansa, że tryb jej transmisji ulegnie przeobrażeniu. Jeśli wirus ewoluuje – a wirusy mają to w swoim przykrym zwyczaju – i zacznie przenosić się drogą kropelkową, wówczas Homo sapiens znajdzie się w poważnych tarapatach.

Inne zagrożenie przedstawia sobą możliwość, iż Ebola zacznie egzystować w nowych rezerwuarach lub same rezerwuary ewoluują w odpowiedzi na zaburzenia klimatu. Co więcej, ewolucji może ulec sama wirulencja, zwłaszcza w reakcji na ewolucję w sposobie transmisji. Jeśli Ebola rozwinie zdolność przenoszenia za pośrednictwem chociażby komarów, może stać się jeszcze bardziej wirulentna, ponieważ pacjenci unieruchomieni mogą wówczas łatwo posłużyć za źródło rozprzestrzeniania się wirusa.”

Zagrożone są kolejne kraje

Zabójczy wirus Ebola może przekroczyć granice 15 nowych krajów – wskazują na to obliczenia dokonane przez naukowców Uniwersytetu Oksfordzkiego. Istnieją gatunki nietoperzy owocowych, które są nosicielami choroby i nie zdradzają jej symptomów. Są one zdolne do migracji i przeniesienia wirusa na inne zwierzęta np. małpy i gryzonie.

Nowe analizy zostały opublikowane na łamach eLife i badają drogę choroby poprzez królestwo zwierząt do ludzi.

„Od chwili odkrycia choroby literatura naukowa zidentyfikowała łącznie 51 lokalizacji, gdzie odnotowano infekcje u zwierząt. Obejmowały one 17 przypadków zakażeń u goryli zachodnich, 9 u szympansów, 18 u nietoperzy owocowych i 2 u antylop afrykańskich,” stwierdza badanie.

Małpy mogą być stosowane jako odmiana dziczyzny – mięsa dzikich ssaków. Podczas gdy sama konsumpcja niekoniecznie musi zainfekować Ebolą, to przygotowanie surowego, zakażonego mięsa zwiększa ryzyko zachorowania.

Badanie wymienia kraje zagrożone za sprawą Zaire – jednego z pięciu znanych szczepów wirusa Ebola charakteryzującego się największą zaraźliwością. „Są to Nigeria, Kamerun, Republika Środkowoafrykańska [CAR], Ghana, Liberia, Sierra Leone, Angola, Tanzania, Togo, Etiopia, Mozambik, Burundi, Gwinea Równikowa, Madagaskar i Malawi.”

Kraje te są uzupełnieniem siedmiu państw, w których wykryto już ogniska choroby.

„Nasza mapa pokazuje prawdopodobny ‚rezerwuar’ wirusa Ebola wśród populacji zwierząt i jest on większy od wcześniejszych szacunków,” powiedział Wall Street Journal autor badania Nick Golding, naukowiec z Wydziału Zoologii Uniwersytetu Oksfordzkiego. „Nie oznacza to, że transmisja do ludzi jest na tych obszarach nieunikniona; po prostu występują tam wszystkie środowiskowe i epidemiologiczne warunki sprzyjające wybuchowi epidemii.”

Inne szczepy Eboli – Sudan, Tai lasem i Bundibugyo – znaleziono wcześniej na Wybrzeżu Kości Słoniowej, w Sudanie i Ugandzie. Według Światowej Organizacji Zdrowia tylko jeden szczep – Reston – nie wywołał żadnych epidemii.

Wskaźnik umieralności

„Wskaźnik umieralności przypadków zachorowań – lub CFR [Case Fatality Rate] – to termin często ostatnio używany w kontekście tegorocznej epidemii Eboli w Afryce Zachodniej. Ale co tak naprawdę oznacza?

CFR – który oblicza się dzieląc liczbę zgonów spowodowanych określonym stanem [chorobowym] przez całkowitą liczbę przypadków zachorowań – jest w rzeczywistości miarą ryzyka. W odniesieniu do choroby zakaźnej CFR jest bardzo ważną epidemiologiczną miarą do oszacowania, ponieważ mówi nam o prawdopodobieństwie zgonu po zakażeniu. Jeśli zostanie prawidłowo oszacowany w trakcie epidemii, może nawet pomóc w zbadaniu skuteczności podejmowanych interwencji.

Z uwagi na to, że różne epidemie tej samej choroby mogą demonstrować odmienne CFR, istnieje zazwyczaj zakres CFR możliwych dla danej choroby. W przeszłości epidemie wywołane przez szczep Zaire ujawniły na zakończenie epidemii średni CFR o wartości 80%. Lecz z najnowszego raportu WHO wynika, że od początku tegorocznej epidemii „tylko” około 53% zgłoszonych dotychczas przypadków Eboli zakończyło się śmiercią.

Jeśli zależy nam jednak na precyzji, musimy przyznać, że 53% to nie CFR; faktycznie jest to odsetek śmiertelnych przypadków – inaczej PFC [Proportion of Fatal Cases]. To krytyczna różnica. Jako że epidemia w Afryce Zachodniej nadal trwa, nie możemy jeszcze obliczyć końcowego CFR. Nie wiemy, ile osób umrze na ebolę w najbliższych tygodniach lub ile wyniesie całkowita liczba przypadków odnotowanych przed zakończeniem epidemii. Zatem na chwilę obecną musi nam wystarczyć PFC, który jest w istocie liczbą dotychczasowych zgonów podzieloną przez liczbę dotychczasowych przypadków zachorowań.

Kiedy WHO publikuje raport na temat aktualnej sytuacji w Afryce Zachodniej, informuje nas o dwóch rzeczach: liczbie ludzi, którzy ponieśli śmierć oraz liczbie odnotowanych przypadków w określonym momencie czasowym. Na przykład w swoim najnowszym raporcie WHO cytuje 4.293 przypadki zachorowań i 2.296 zgonów na dzień 8 września 2014. Dzieląc 2.296 przez 4.293 otrzymujemy stwierdzony wcześniej PFC o wartości 53%.

Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że „jedynie” 53% spośród dotychczasowych przypadków Eboli zakończyło się śmiercią – znacznie mniej, niż określone uprzednio 80%. Lecz tak naprawdę oznacza to, że do 8 września 53% przypadków zachorowań zwieńczył zgon. Nie mamy sposobu, aby ustalić, czy wszyscy ludzie, którzy poddawani byli hospitalizacji 8 września wyjdą z choroby. W związku z tym przypadający na połowę epidemii PFC – zgodny z dotychczasową definicją – nie mówi nam wiele o prawdopodobieństwie umierania.

Pomimo przerażającej reputacji Eboli, nie wszystkie zejścia następują szybko. Bez drobnej korekty PFC nie uwzględnia opóźnienia między chwilą zgłoszenia zachorowania i dniem śmierci pacjenta – podczas obecnej epidemii wynosi ono około 16 dni. Oznacza to, że 2.296 zgony zgłoszone do 8 września 2014 dotyczyły najpewniej osób zarażonych, które zarejestrowano przed 23 sierpnia 2014. Uzupełnienie PFC o ten czasowy odstęp daje nam znacznie lepszy przybliżony CFR na długo przed zakończeniem epidemii.

Oto tabela epidemii Eboli w Afryce Zachodniej, która pokazuje zarówno PFC bez korekty, jak i z korektą. Skorygowany PFC – około 80-85% – jest znacznie wyższy niż nieskorygowany, ale pokrywa się z najnowszymi szacunkami śmiertelności sporządzonymi przez Lekarzy bez Granic. Ustalenie to potwierdza ogrom epidemii – nie tylko pod względem skali, ale także umieralności.

W świetle tych nowych szacunków niezbędne jest podjęcie bardziej zdecydowanego globalnego wysiłku.

Dwie oceny prawdopodobieństwa mutacji

Mutacja [umożliwiająca przenoszenie Eboli drogą kropelkową] – lub raczej seria mutacji – jest fizycznie możliwa, ale bardzo mało prawdopodobna. W rzeczywistości nie ma prawie żadnego historycznego precedensu, aby wirus tak radykalnie zmienił podstawowy sposób przenoszenia. „Mamy z Ebolą tak wiele problemów. Nie stwarzajmy zatem kolejnego, który w teorii jest możliwy, ale okupuje dół listy problemów prawdopodobnych,” mówi William Schaffner, ekspert od chorób zakaźnych z Uniwersytetu Vanderbilt. „Wszystko, co dzieje się obecnie można łatwo i wyczerpująco wytłumaczyć przenoszeniem choroby z osoby na osobę poprzez kontakt fizyczny. Nie musimy przywoływać niczego innego.”

Oto okoliczności warunkujące niebezpieczeństwo dystrybucji wirusa drogą powietrzną: po pierwsze, znaczna ilość wirusa Ebola musiałaby rozpocząć replikację w komórkach znajdujących się w gardle, oskrzelach i prawdopodobnie w płucach. Po drugie, metoda powietrzna musiałby być znacznie bardziej wydajna niż obecny, wyjątkowo skuteczny sposób przenoszenia, aby przezwyciężyć wszelkie koszty genetyczne wynikające z samej mutacji. Poważne przeszkody naturalne czynią takie zdarzenie mało prawdopodobnym.

Aktualnie Ebola zwyczajowo wkracza do organizmu poprzez pęknięcia skóry, wodnisty płyn wokół oka lub wilgotne tkanki nosa lub ust. Następnie infekuje różne komórki układu odpornościowego i podstępnie skłania go do stworzenia własnych kopii w większej liczbie. Wynik końcowy: zmasowany atak na naczynia krwionośne, nie zaś na drogi oddechowe.

***

Bezprecedensowe rozprzestrzenianie się wirusa Ebola w Afryce Zachodniej może prowadzić świat ku wirusowej katastrofie, sugeruje komentarz opublikowany przez New York Timesa. Artykuł ujawnia, iż eksperci obawiają się, że trwająca transmisja wirusa wśród ludzi grozi pojawieniem się mutacji, które mogą umożliwić Eboli przenoszenie drogą powietrzną – sposób właściwy najbardziej zakaźnym wirusom świata.

Artykuł opatrzony jest nagłówkiem: „Czego boimy się powiedzieć na temat Eboli”. Jego autorem jest Michael Österholm z Centrum Badań i Strategii ds. Chorób Zakaźnych Uniwersytetu w Minnesocie.

Jest to jedna z pierwszych oznak, że eksperci, którzy obserwują epidemię Eboli ze wzbierającym zaniepokojeniem gotowi są publicznie wyrażać swoje obawy.

Światowa Organizacja Zdrowia wielokrotnie ostrzegała, że statystyki są prawdopodobnie zaniżone. Kilka tygodni temu poinformowała, że zanim epidemia dobiegnie końca, infekcja może dotknąć 20.000 osób. To prawie 50 razy więcej niż w przypadku największej dotychczasowej epidemii Eboli.

Przed obecnym wybuchem choroby mniej niż 3.000 osób zaraziło się Ebolą w około 19 epidemiach sięgających 1976 roku. Wspomniana liczba 20.000 uchodziła za niewyobrażalną.

Teraz niektórzy eksperci uważają, że jest zbyt optymistyczna. Analiza modelowa, opublikowana właśnie w internetowym piśmie Eurosurveillance, stwierdza, że przy utrzymującym się tempie nowych zachorowań, do końca 2014 roku może pojawić się od 77.000 do 277.000 dodatkowych przypadków Eboli.

Autorzy tego badania powiedzieli, że na dzień 26 sierpnia 2014 nie było żadnych oznak, aby podejmowane wysiłki odwróciły bieg wydarzeń.

Wirusy stale mutują. Za każdym razem, kiedy odzwierzęca Ebola zakaża osobę, uzyskuje szansę rozwoju mutacji, które poprawią jej zdolność adaptacyjną do rozprzestrzeniania się wśród ludzi.

Nikt nie wie, co przepływ eboli przez tak wiele osób oznacza dla ewolucji tych wirusów.

Österholm dodał, że każda infekcja daje mutującemu wirusowi „tryliony rzutów genetyczną kostką.” „Obecna hiper-ewolucja wirusa Ebola jest bezprecedensowa; w ostatnich czterech miesiącach doszło do większej liczby transmisji z człowieka na człowieka niż w ciągu ostatnich 500 do 1000 lat,” napisał w komentarzu Timesa.

Ebola rozprzestrzenia się teraz poprzez kontakt z płynami ustrojowymi, takimi jak krew, wymiociny, ekskrementy.

„Jeżeli nastąpią pewne mutacje, może dojść do sytuacji, w której samo oddychanie groziłoby zarażeniem. Infekcje mogłyby rozprzestrzeniać się szybko w każdej części świata, podobnie jak wirus grypy H1N1 w 2009 roku po swoich narodzinach w Meksyku,” napisał Österholm.

Jego zdaniem ludzie mogą ulec pokusie zbagatelizowania sytuacji powtarzając sobie, że wydarzenia w Afryce Zachodniej nie mają wpływu na ich własne życie. „Gdyby w tym kraju [USA] nagle pojawiła się oddechowa transmisja wirusa Ebola,” ostrzegł, „to umieraliby pracownicy służby zdrowia, zapanowałaby panika i strach, doświadczylibyśmy nagle dotkliwych niedoborów wielu artykułów codziennego użytku, w tym najważniejszych produktów medycznych.”

Österholm zauważył, że badanie przeprowadzone w 2012 roku przez naukowców z Narodowego Laboratorium Mikrobiologii w Winnipeg wykazało, że w pewnych okolicznościach podtyp wirusa o nazwie Zaire – będący przyczyną obecnej epidemii – może rozprzestrzeniać się za pośrednictwem dróg oddechowych między świniami i małpami.

Napisał, że zagrożenie należy zminimalizować poprzez znacznie zwiększenie wysiłków, aby powstrzymać ekspansję wirusa – kontrolę nad globalną odpowiedzią powinna przejąć ONZ. „Jeśli zamiast podjęcia natychmiastowych, zdecydowanych działań będziemy czekać na nowe leki i szczepionki mające zakończyć epidemię Eboli, narażamy się na niebezpieczeństwo, iż choroba dotrze z Afryki Zachodniej na nasze własne podwórka.”

Narodowi eksperci: Zarażenie drogą kropelkową jest możliwe

Para narodowych ekspertów od transmisji chorób zakaźnych i ochrony układu oddechowego podważyła panujące przekonanie, że w swojej aktualnej postaci Ebola rozprzestrzenia się wyłącznie poprzez fizyczny kontakt z osobą zdradzającą objawy zarażenia. Lisa M. Brosseau i Rachael Jones są profesorami Wydziału Nauk Zdrowia Środowiskowego i Zawodowego w Szkole Zdrowia Publicznego przy Uniwersytecie stanu Illinois w Chicago. Oto fragmenty sformułowanych przez nie wyjaśnień i zaleceń:

Według naszych ustaleń istnieją naukowe i epidemiologiczne dowody, że wirus Ebola ma potencjał, aby rozprzestrzeniać się poprzez zakaźne cząstki aerozolu zarówno w pobliżu, jak i w pewnej odległości od zainfekowanych pacjentów, co oznacza, że pracownicy służby zdrowia zamiast masek powinni mieć założone respiratory. [Aerozole są cieczami lub cząstkami zawieszonymi w powietrzu. Przykładem są morskie rozbryzgi/mgiełki: woda morska zawieszona w pęcherzykach powietrza stworzonych przez siłę przyboju mieszającego wodę z powietrzem.]

Punkty o kluczowym znaczeniu: a) zawierające wirus płyny ustrojowe mogą zostać rozpylone i następnie wchłonięte przy wdechu, kiedy osoba znajduje się w pobliżu zarażającego nosiciela, b) w układzie oddechowym mogą po wchłonięciu osadzić się cząstki o zróżnicowanej wielkości.

Początkowo ze sceptycyzmem odnosiłyśmy się do obaw, że wirus Ebola może być chorobą przenoszoną drogą kropelkową, ale teraz po przeanalizowaniu danych doświadczalnych i epidemiologicznych jesteśmy przekonane, że stanowi to prawdopodobnie ważną cechę transmisji choroby, zwłaszcza w otoczeniu placówek opieki zdrowotnej.

Wiele płynów ustrojowych, takich jak wymiociny, biegunka, krew i ślina, ma zdolność tworzenia wdychanych cząstek aerozolu w bezpośrednim sąsiedztwie osoby zarażonej. W niektórych przypadkach odnotowanych podczas epidemii w Kikwicie (Demokratyczna Republika Kongo) z 1995 stwierdzono kaszel, o którym wiadomo, że emituje wirusy w postaci wdychanych cząstek. Torsje wytwarzają aerozol i były odpowiedzialne za kropelkowe przenoszenie wirusów układu pokarmowego. Jeżeli chodzi o biegunkę, to nawet w przypadku użycia toalety czynność spłukiwania wyzwala rozpraszany w powietrzu, zawierający liczne patogeny aerozol.

Istnieją również dowody eksperymentalne, że Ebola i inne filowirusy mogą być przenoszone drogą kropelkową. Donosząc o niespodziewanej śmierci dwóch małp rezus umieszczonych w odległości około 3 metrów od innych małp zarażonych wirusem Ebola, Jaax et al stwierdziła, że jedynym możliwym wyjaśnieniem było wystawienie dróg oddechowych i oczu na działanie aerozoli.

Zairski szczep wirusa Ebola także doczekał się transmisji mimo braku bezpośredniego kontaktu między świniami i nie-ludzkimi naczelnymi, które zaraziły się przy udziale płuc. Infekcji doświadczyły osoby nie mające bezpośredniego kontaktu z pacjentami-nosicielami wirusa Ebola lub ich płynami ustrojowymi.

Badania doświadczalne wykazały, że możliwe jest zarażenie nie-ludzkich naczelnych i innych ssaków aerozolami filowirusa. [Ebola jest typem filowyrusa.]

Reasumując, wszystkie przedstawione dane epidemiologiczne i eksperymentalne stanowią dostateczny dowód, który sugeruje, że pod względem przenoszenia drogą kropelkową Ebola i inne filowirusy wykazują się oportunizmem. Oznacza to, że inne drogi wejścia mogą być ważniejsze i bardziej prawdopodobne, ale w sprzyjających warunkach możliwe jest pojawienie się transmisji przy wykorzystaniu aerozoli.

Wybrane wiadomości o innych zagrożeniach epidemicznych

Centrum Zwalczania i Zapobiegania Chorobom [USA]: Wybuch nowej epidemii wirusa Ebola w Demokratycznej Republice Konga [5.10.2014]

Do dnia 5 października 2014 w Demokratycznej Republice Konga odnotowano 70 przypadków zarażenia wirusem Ebola. W sumie zmarły 43 osoby. Wybuch ten nie ma związku z obecną epidemią w Afryce Zachodniej.

Odporne na antybiotyki superbakterie są już epidemią globalną [30.04.2014]

Bakterie odporne na antybiotyki rozpowszechniły się na całym świecie, stwierdza pierwszy globalny przegląd oporności na antybiotyki.

Na domiar złego Światowa Organizacja Zdrowia, która opracowała raport, ujawniła, że nie istnieje ujednolicony globalny sposób oceny i wymiany informacji na temat infekcji lekoopornych.

Superbakteria atakuje. Nie ma na nią lekarstwa [19.09.2014]

Dwa lata temu wykryto ją u pacjenta, który wrócił z Afryki. Dziś mamy w Poznaniu setki nosicieli groźnej dla życia bakterii, odpornej na wszystkie dostępne antybiotyki. Równie szybko patogen rozprzestrzenia się w Warszawie.

Klebsiella pneumoniae NDM – zwana też superbakterią lub potocznie „New Delhi” – spędza sen z oczu epidemiologom na całym świecie. Jest oporna na wszystkie antybiotyki, wszędobylska, łatwo się przenosi z człowieka na człowieka i może przekazywać geny oporności innym bakteriom, w tym powszechnie występującej Escherichia coli. Jest nieobliczalna.

Zabójcza superbakteria rozprzestrzenia się w amerykańskich szpitalach [24.07.2014]

Według nowego badania przypadki zakaźnej i zabójczej „superbakterii” znanej jako CRE, odnotowane w szpitalach rejonowych w południowo-wschodnich USA, wzrosły pięciokrotnie w latach 2008-2012. Podczas gdy faktyczna liczba pacjentów była niska – 305 – obawy budzi fakt, iż nie wszystkie infekcje CRE są zgłaszane i stanowią zagrożenie dla zakładów opieki zdrowotnej w całym kraju, powiedział jeden z autorów raportu. CRE jest bakterią odporną na antybiotyki, która zazwyczaj atakuje ludzi w szpitalach, domach opieki i innych placówkach służby zdrowia. Problem jest bardzo poważny ze względu na wysoki wskaźnik śmiertelności (50%) CRE. Wzrost zachorowań jest wysoce niepokojący.

Ministerstwo zdrowia Ugandy potwierdziło, że jest osiem potencjalnych przypadków [podobnej do Eboli] choroby marburskiej w Ugandzie w okręgach Kasese, Mpigi i Kampala [10.09.2014]

W Kanadzie rośnie liczba zarażonych wirusem, który powoduje paraliż podobny do objawów polio [3.10.2014]

Tej jesieni przedstawiciele służby zdrowia ostrzegli lekarzy, aby byli czujni i wypatrywali enterowirusa D68 -D68; ten przypominający przeziębienie zarazek pojawia się w niespotykanej liczbie i wywołuje poważne powikłania oddechowe u stanowiących mniejszość małych pacjentów. Szpitale zaczęły zgłaszać jeszcze bardziej niepokojące objawy. Pewna grupa chorych – u części z nich testy dały pozytywny wynik na obecność wirusa – doświadczyła przypominającego symptomy polio paraliżu lub osłabienia jednej z kończyn.

Przenoszony przez komary wirus, który uderzył w Karaiby rozprzestrzenia się w USA [10.01.2014]

Przenoszony przez komary wirus, który może powodować wieloletnie, wyniszczające bóle stawów, rozprzestrzenia się na kontynentalnych Stanach Zjednoczonych po zainfekowaniu setek tysięcy ludzi w Ameryce Środkowej i Karaibach. Choroba nosi nazwę chikungunya; to afrykańskie słowo oznacza „stać się powykrzywianym”. Choroba, zidentyfikowana po raz pierwszy w Tanzanii w 1952 roku, od dawna prześladuje Afrykę i Azję. Dotychczasowe  zachorowania w USA, zarejestrowane do lipca bieżącego roku, dotyczyły pacjentów zarażonych za granicą. W tych dniach potwierdzono 11 przypadków pochodzących z Florydy. Rodzi to niepokój, że możemy być świadkami początku gwałtownego, zaobserwowanego w innych krajach rozwoju choroby, na którą nie ma żadnej szczepionki i lekarstwa.

Salwador informuje, że prawie 30.000 ludzi zarażonych zostało wirusem chikungunya  [25.09.2014]

„Trzecia fala” odpornej na leki malarii czai się na granicy między Tajlandią i Kambodżą [29.08.2014]

Eksperci zdrowia publicznego i naukowcy ostrzegają, że trzecia historyczna fala lekoopornej malarii może rozprzestrzenić się z Azji do Afryki, jeżeli nie podjęte zostaną „radykalne działania”. Szczepy odporne na artemizyninę, które znajdują się na granicy Tajlandia-Kambodża, zagrażają skuteczności leczenia i stanowią wyzwanie związane z powstrzymaniem ekspansji choroby.

„Najgorsze jest to, że odporne na leki pasożyty w rzeczywistości występują na szerszym obszarze niż dotychczas sądzono,” powiedział Nicholas Biały, profesor Medycyny Tropikalnej na Uniwersytecie Oksfordzkim, autor badania z lipca 2014, które ujawniło, że lekooporne pasożyty malarii rozprzestrzeniły się w kluczowych rejonach przygranicznych Azji Południowo-Wschodniej (w tym na granicach Tajlandii i Kambodży, Birmy i Tajlandii), natomiast odporność na artemizyninę, najbardziej efektywny lek przeciwmalaryczny na świecie, jest obecnie szeroko rozpowszechniona w całym regionie.

Malaria powraca do Grecji – program „oszczędności fiskalnych” sieje spustoszenie w służbie zdrowia [21.02.2014]

Programy zapobiegania chorobom zakaźnym zostały praktycznie wycofane, co doprowadziło do odrodzenia rzadkich chorób, w tym malarii, która powróciła do Grecji po raz pierwszy od 40 lat, ponieważ rządu nie stać na kontynuację akcji spryskiwania komarów.

Opracował: exignorant

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Klimat, Upadek biosfery i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.