ISIS: Uzależniony od ropy Zachód i jego sojusznicy z Zatoki tworzą islamskiego Frankensteina (aktualizacja: 18.05.2015)

Bojownicy ISIS w irackiej prowincji Anbar.

Bojownicy ISIS w irackiej prowincji Anbar.

Autor: Nafeez Ahmed (wersja oryginalna)

16 czerwca 2014

Śledząc większość zachodnich doniesień na temat kryzysu w Iraku, można by pomyśleć, że samozwańcze Islamskie Państwo Iraku i Syrii [od niedawna Państwo Islamskie; przyp. tłum.] pojawiło się znikąd, całkowicie zaskoczyło Zachód, a teraz szaleje na Bliskim Wschodzie niczym losowa klęska żywiołowa.

Rzeczywistość jest o wiele bardziej skomplikowana i mniej strawna. Błyskawiczna kariera ISIS jest przewidywalną konsekwencją wieloletniej geostrategii Stanów Zjednoczonych na Bliskim Wschodzie, która postrzega tyranów i terrorystów jako narzędzia przyspieszające dostęp do regionalnych złóż ropy i gazu.

Od drugiej wojny światowej cele USA i Wielkiej Brytanii koncentrują się na ropie – udokumentował to szeroko brytyjski historyk Mark Curtis w przełomowej pracy „Dwuznaczności władzy” [„The Ambiguities of Power”]. Tajny dokument brytyjski z 1958 wyjaśnił:

„Główne brytyjskie i pozostałe zachodnie interesy w Zatoce Perskiej mają (a) zapewnić Wielkiej Brytanii i innym krajom Zachodu swobodny dostęp do ropy naftowej produkowanej w państwach zlokalizowanych nad Zatoką, (b) zapewnić nieprzerwaną dostępność tej ropy na korzystnych warunkach i za nadwyżkę przychodów Kuwejtu, (c) powstrzymać rozprzestrzenianie się komunizmu i pseudo-komunizmu na tym obszarze, a następnie bronić go przed odmianą arabskiego nacjonalizmu.”

Kiedy Saddam Husajn walczył za granicą z Iranem – nie wspominając o tym, że na własnym podwórku gazował Kurdów i szyitów przy użyciu ogromnych ilości broni chemicznej i biologicznej sprzedanej mu przez m.in. USA, Wielką Brytanię, Francję i Niemcy – był naszym człowiekiem: W 1988, kiedy wojska Saddama atakowały Halabdżę gazem musztardowym i toksynami paralityczno-drgawkowymi masakrując 5.000 cywilów, amerykański import irackiej ropy osiągnął rekordowy poziom 126 milionów baryłek – zasadniczo do USA trafiała jedna na cztery baryłki irackiego eksportu nafty. Była to szczególna relacja. Amerykańskie firmy naftowe otrzymały rabat i płaciły za baryłkę o 1 dolara mniej niż koncerny europejskie.

Ta szczególna relacja uległa zmianie dopiero wówczas, kiedy Saddama poniósł osobisty antyamerykanizm. Na arabskim szczycie w lutym 1990 roku lider Partii Baas oświadczył: „Jeśli ludy Zatoki wraz z resztą Arabów nie będą uważne, regionem Zatoki Perskiej będzie rządzić wola Ameryki.” Skarżył się, że Stany Zjednoczone będą dyktować poziom produkcji, dystrybucji i cen ropy „na podstawie rozmyślnej perspektywy, która ma wyłączny związek z interesami USA i nie uwzględnia interesów innych.”

Zatem zachodni oficjele mogli sądzić, że są zmyślni, kiedy zachęcali Kuwejt, aby prowadził to, co Henry Schuler – ówczesny szef programu bezpieczeństwa energetycznego waszyngtońskiego Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych [Center for Strategic and International Studies – CSIS] – opisał jako „wojnę gospodarczą” z Irakiem.

Powołując się na króla Jordanii i inne informacyjne źródła wysokiego szczebla, nieżyjący już dziennikarz śledczy Michael Emery donosił w owym czasie na łamach Village Voice, że Kuwejt:

„…entuzjastycznie uczestniczył w zakulisowej kampanii gospodarczej inspirowanej przez zachodnie agencje wywiadowcze przeciwko interesom irackim. Kuwejtczycy posunęli się nawet do wyeksportowania ropy po cenie niższej niż uzgodniona przez OPEC… co podkopało dochody naftowe głodnego gotówki Bagdadu. Dowody demonstrują, że prezydent George Bush, premier Wielkiej Brytanii Margaret Thatcher, prezydent Egiptu Hosni Mubarak oraz inni przywódcy arabscy współpracowali skrycie przy wielu okazjach – począwszy od sierpnia 1988 – aby odmówić Saddamowi Husajnowi gospodarczej pomocy, jakiej domagał się, aby odbudować naród.”

Te tajne wysiłki zmierzające do osłabienia regionalnych wpływów Iraku ostatecznie sprowokowały Saddama do przeprowadzenia inwazji na Kuwejt i wywołały wojnę w Zatoce Perskiej w 1991 roku, której celem było utrwalenie hegemonii naftowej OPEC-u pod kuratelą Zachodu.

W okresie poprzedzającym inwazję z 2003 ropa ponownie stała się najważniejsza. Podczas gdy plany najazdu, przejęcia i rewitalizacji słabnącego przemysłu naftowego Iraku w celu udostępnienia go inwestorom zagranicznym były skrupulatnie badane przez Pentagon, Departament Stanu USA i brytyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych – plany odbudowy humanitarnej lub społecznej praktycznie nie istniały lub miały postać śladową.

Otwarcie pokaźnych rezerwy ropy naftowej Iraku pozwoliłoby uniknąć tego, co pewien brytyjski dyplomata z Koalicji Władz Tymczasowych scharakteryzował jako potencjalne „światowe niedobory” zaopatrzenia w ropę; nastąpiłaby stabilizacja globalnych cen i tym samym kryzys przewidywany na rok 2001 w badaniu zleconym przez wiceprezydenta Dicka Cheney’a zostałby zażegnany.

Jednocześnie wpływowi amerykańscy politycy neokonserwatywni dostrzegli okazję, żeby zrealizować obłąkańcze ambicje przeprojektowania regionu poprzez de facto etniczno-sekciarski podział Iraku na trzy autonomiczne regiony: wizja, której nie można osiągnąć bez zastosowania skrytej przemocy na znaczną skalę.

Według prywatnej amerykańskiej firmy wywiadowczej Stratfor, Cheney i zastępca sekretarza obrony Paul Wolfowitz byli współautorami projektu, w ramach którego centralna i największa część Iraku, zamieszkana głównie przez sunnitów (z Bagdadem włącznie), połączyłaby się z Jordanią; region kurdyjski północnego i północno-zachodniego Iraku, w tym Mosul i rozległe pola naftowe Kirkuku, stałyby się osobnym, autonomicznym państwem; a obszar szyicki południowo-zachodniego Iraku, w tym Basra, stanowiłby trzeci region lub przyłączyłby się do Kuwejtu.

Stratfor ostrzegał proroczo, że: „Próby nowego rządu zmierzające do ustanowienia kontroli nad całym Irakiem mogą doprowadzić do wojny domowej między sunnickimi, szyickimi i kurdyjskimi grupami etnicznymi… Można się spodziewać, że najbardziej zaciekłe walki rozgorzeją o kontrolę nad infrastrukturą naftową” – dokładnie taki scenariusz rozgrywa się teraz na naszych oczach. Jednakże rozczłonkowanie kraju wzdłuż linii wyznaniowych „może przynieść Waszyngtonowi kilka strategicznych korzyści”:

„Po wyeliminowaniu Iraku jako suwerennego państwa zniknie obawa, że pewnego dnia władzę w Bagdadzie przejmie antyamerykański rząd, ponieważ stolica kraju będzie zlokalizowana w Ammanie [Jordania]. Obecni i potencjalni geopolityczni wrogowie – Iran, Arabia Saudyjska i Syria – będą od siebie odseparowani dużymi obszarami ziemi kontrolowanymi przez siły proamerykańskie.

Równie istotne jest to, że Waszyngton będzie w stanie usprawiedliwić swoją długotrwałą i potężną obecność wojskową w regionie jako konieczną do obrony nowego, młodego państwa, które prosi o amerykańską ochronę – oraz zapewnić stabilność rynków ropy i dostaw. To z kolei pomogłoby Stanom Zjednoczonym uzyskać bezpośrednią kontrolę nad iracką ropą i zastąpić naftę Arabii Saudyjskiej w przypadku konfliktu z Rijadem.”

Raport Stratforu odnotował, że plan ten był zaledwie jednym z kilku ówcześnie rozważanych i czekających na sfinalizowanie.

W tym kontekście sprzeczne posunięcia strategiczne USA wydają się mieć sens. Na początku 2005 roku pakistańskie źródła obrony ujawniły, że Pentagon „postanowił uzbroić małe oddziały milicyjne wspierane przez amerykańskich żołnierzy i zakorzenione pośród populacji”, składające się z „byłych członków partii Baas”powiązanych z rebeliantami Al-Kaidy – aby „odeprzeć” zagrożenie ze strony „szyickiego, kierowanego przez kleryków ruchu religijnego.” Niemal równocześnie Pentagon rozpoczął przygotowania do swojej ‚opcji salwadorskiej’ – sponsorowania szyickich szwadronów śmierci – aby „atakowały sunnickich powstańców i ich sympatyków.”

O myśleniu strategicznym, które stało za zbrojeniem obu stron wspomniał jeden z raportów Uniwersytetu Amerykańskich Połączonych Operacji Specjalnych [US Joint Special Operations University], który stwierdził: „Elitarne siły USA w Iraku zwróciły się ku podsycaniu wewnętrznych walk wśród irackich przeciwników na poziomie taktycznym i operacyjnym.” Obejmowało to rozpowszechnianie i propagowanie działań dżihadu Al-Kaidy przy wsparciu „amerykańskich specjalistów od wojny psychologicznej (PSYOP)”, aby wzniecać pożar „frakcyjnych konfliktów” i „zwrócić powstańców przeciwko powstańcom.”

Ta krótkowzroczna strategia ‚dziel i rządź’ nie przyniosła na terenie Iraku żadnego rezultatu poza podsyceniem sekciarstwa, ale rozlewa się po całym regionie. Jak już pisałem wcześniej, administracje Busha i Obamy wspierały – poprzez Arabię Saudyjską, Katar i inne państwa Zatoki Perskiej – grupy sunnickich ekstremistów powiązanych z Al-Kaidą na całym Bliskim Wschodzie w celu przeciwdziałania wpływom Iranu.

W ramach tego wsparcia intensywnie finansowano grupy dżihadystów w Syrii na kwotę miliarda dolarów – strategia rozpoczęta już w 2009 roku kontynuowana jest nadal w kontekście geopolityki rurociągów. Stany Zjednoczone i Wielka Brytania najwyraźniej uznały, że proponowany rurociąg Iran-Irak-Syria naruszyłby interesy ich uprzywilejowanych przyjaciół – Arabii Saudyjskiej, Kataru, Turcji i Jordanii.

Obecne wydarzenia w oszałamiający sposób przypominają scenariusze opisane w sfinansowanym przez Armię USA raporcie RAND Corp z 2008 roku, który instruował, jak wygrać ‚długą wojnę’:

„Obszar geograficzny potwierdzonych zasobów ropy pokrywa się z zapleczem siatki salafi-dżihadu… W przewidywalnej przyszłości wzrost światowej produkcji nafty i całkowita podaż będzie zdominowana przez złoża Zatoki Perskiej.”

Jedną z analizowanych przez raport strategii ochrony dostępu Stanów Zjednoczonych do ropy w Zatoce była „Dziel i rządź, która obejmowała „wykorzystanie podziałów między różnymi grupami salafi-dżihadu, aby zwrócić je przeciwko sobie i rozproszyć ich energię w konfliktach wewnętrznych.” USA mogły również skoncentrować się na „połączeniu tradycyjnych sunnickich reżimów w Arabii Saudyjskiej, Egipcie i Pakistanie jako sposobie powstrzymania władzy i wpływów Iranu na Bliskim Wschodzie i w Zatoce Perskiej.”

Raport przyznał, że może to doprowadzić do wzmocnienia islamskich terrorystów – ale postrzegał to jako pozytyw, ponieważ „może to faktycznie zmniejszyć krótkoterminowe zagrożenie interesów amerykańskich ze strony Al-Kaidy” (zagrożenie długoterminowe najwyraźniej jest bez znaczenia), ponieważ za swój cel obiorą „interesy irańskie na całym Bliskim Wschodzie i w Zatoce Perskiej, ograniczając jednocześnie operacje antyamerykańskie i antyzachodnie.”

Potencjalne rezultaty były oczekiwane. W lutym dyrektor Agencji Wywiadu Obronnego USA [US Defense Intelligence Agency – DIA] generał broni Michael T. Flynn zeznał w Kongresie, że ISIS „prawdopodobnie podejmie próbę przejęcia terytorium Iraku i Syrii, aby zademonstrować swoją siłę w 2014 roku.”

Teraz Irakijczycy raz jeszcze płacą cenę za naszą nieprzemyślaną imperialną pychę, a Stany Zjednoczone rozpaczliwie rozważają sojusz ze swoim arcy-wrogiem Iranem, aby powstrzymać ISIS, którego krwawy marsz po Iraku grozi zakłóceniem produkcji tamtejszej nafty. Konflikt wywołał już skoki cen i może ulec pogorszeniu, jeśli ISIS zwiększy swoją kontrolę nad kolejnymi kluczowymi miastami kraju.

Nowa interwencja mająca powstrzymać skoki cen ropy stanowi posunięcie wyraźnie kuszące dla rządów USA i Wielkiej Brytanii, tylko że byłaby ciosem wymierzonym jedynie w głowę hydry – symptom – a nie w przyczynę. To właśnie dotychczasowe, egoistyczne wojny o ropę przywiodły nas do tego punktu. Powstanie ISIS – ruchu tak bezwzględnego, że wyrzekła się go nawet macierzysta siatka Al-Kaidy – jest katastrofalną konsekwencją tajnych operacji Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii, które są determinowane uzależnieniem od nafty i prowadzone od dziesięcioleci.

Gdybyśmy naprawdę chcieli pozbyć się ISIS i podobnych mu tworów na dobre, moglibyśmy zacząć od zdemontowania i wyplątania się z geopolitycznej i finansowej infrastruktury naftowej hegemonii, która inkubuje terror. W obecnej sytuacji bombardowania mogą obiecać jedno – drogę ku eskalacji.

Jak ujął to Einstein: „Definicja szaleństwa to robienie w kółko tego samego i spodziewanie się odmiennych rezultatów.”

Aktualizacja: 18.05.2015

US Defense Intelligence AgencyPozew zmusił amerykańską Agencję Wywiadu Obronnego [US Defense Intelligence Agency – DIA] do upublicznienia 18 maja 2015 oceny wywiadowczej z 2012 roku, która stwierdziła, iż wsparcie udzielane przez USA (oraz państwa Zatoki Perskiej i Turcję) syryjskim rebeliantom doprowadzi do zwycięstwa Państwa Islamskiego w Syrii i Ramadi (Irak): „Istnieje możliwość powstania salafickiego księstwa, proklamowanego lub nie, we wschodniej Syrii i dokładnie tego chcą państwa wspierające opozycję, aby odizolować syryjski reżim. […] Salafici, Bractwo Muzułmańskie i Al-Kaida w Iraku są główną siłą napędową powstania w Syrii.” Kiedy w tym samym roku Amerykanie koordynowali dostawy broni do „umiarkowanych” opozycjonistów, wiedzieli doskonale, że arsenał ten trafi w ręce ekstremistów. Pentagon zignorował analizę DIA w imię nadrzędnego interesu geopolitycznego – obalenia reżimu Asada.

Tłumaczenie: exignorant

Nafeez AhmedDr Nafeez Ahmed jest dyrektorem Instytutu Badań i Rozwoju Strategii Politycznej i m.in. autorem książki Przewodnik po kryzysie cywilizacji. Pozostałe artykuły autora: “Pentagon przygotowuje się na społeczne niepokoje wywołane wstrząsami klimatycznymi i energetycznymi”, “Geneza wojny w Syrii: Peak Oil, zmiany klimatyczne i polityka naftowa”, „Globalna epidemia zamieszek wywołana agonią tanich paliw kopalnych”, „Badanie na zlecenie NASA: Cywilizacja przemysłowa zmierza w stronę upadku”, „Porwanie w Afryce: mechanizm przyczynowy terroru”, „Militaryzacja Tajlandii symptomem przyspieszającego upadku systemu globalnego”, Departamenty obrony przygotowują się na walkę z biednymi, aktywistami i mniejszościami”

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Gospodarka, finanse, surowce i energia, Imperialne wojny, militaryzm i terror państwowy i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.