Spadek produkcji naftowego giganta i „burza doskonała”

Kapitan AmerykaAutor: Raúl Ilargi Meijer (wersja oryginalna)

1 sierpnia 2014

Ceny ropy idą w dół, Exxon ogłasza spadek produkcji o -5.7%. Tymczasem najlepszym pomysłem Shella na wykorzystanie pozostałych funduszy jest wykup akcji i wypłacenie dywidend. Może akcjonariusze powinni wziąć pieniądze i uciec. Jakiej przyszłości mogą się spodziewać po firmie, która działa w ten sposób?

Zachodnie koncerny naftowe mają zainwestowane dziesiątki miliardów w rosyjskie projekty, do których mogą już nie mieć dostępu ze względu na uruchomione sankcje. Plaga niepewności. Nigdy nie służy branży, nie służy rynkom. Ceny znowu poszybują w górę, i to znacznie, wystarczy zapytać Władimira Putina, ale nie zmienia to niepewności odnośnie szans Wielkiej Nafty na przetrwanie, nawet średnioterminowe.

W świecie finansów będzie mnóstwo ludzi, którzy się sparzą, ponieważ nie uznają tych faktów w ogóle lub czynią to zbyt opieszale.

Klęska – zamierzona czy nie – wielomiliardowego bodźca fiskalnego Rezerwy Federalnej jest widoczna jak na dłoni. Przewodnicząca Janet Yellen nie nabierze nikogo kolejnym bilionem. Jaki byłby z niego pożytek w obliczu braku konkretnej poprawy warunków życia przeciętnego konsumenta podczas ostatnich 5-6 lat, kiedy drukarka pieniędzy pracowała nieprzerwanie na trzy zmiany?

To oczywiście zabawne, komiczne wręcz, że poziom PKB podniósł się w USA o 4.0% (cóż, tylko według wstępnych szacunków) i stopa bezrobocia poszła w górę. Teatr dziwów i niesamowitości.

Politykę finansową Stanów Zjednoczonych od teraz podyktuje w stopniu większym niż kiedykolwiek sytuacja globalna, a nie krajowa. Wrzucenie obywateli amerykańskich pod walec uznane zostało pewnik i „wchłonięte” przez strategię polityczną.

Powab i korzyści płynące ze zmuszania całej planety, aby walczyła o amerykańskiego dolara i poświęciła dlań więcej niż kiedykolwiek, ostatecznie zwyciężyły. Niewątpliwie nie była to decyzja pospieszna, ale podjęta skrycie, gdy wszyscy wciąż byli skupieni na innych rzeczach. Chociażby na „poprawie gospodarczej”, która nigdy nie nadeszła.

Być może łatwiej będzie to zrozumieć, jeśli uważnie przyjrzymy się spadkowi produkcji koncernu Exxon. A także 110 miliardom dolarów strat, jakie przemysł łupkowy ponosi każdego roku. Liczby te wyraźnie zapowiadają koniec ery, koniec naszego sposobu życia, być może koniec społeczeństw w znanej nam formie.

Koniec ów nie nadejdzie jutro rano, ale kombinacja rosnącego popytu i kurczącej się podaży paliw kopalnych wskazuje na jedną i nieuniknioną konkluzję: musimy podzielić ochłapy, co oznacza, że jako [cywilizowani] ludzie podzielimy się walcząc. Jeńców dobijemy.

I chociaż wybuchnie wiele fizycznych wojen zastępczych o naftę i gaz, wystarczy spojrzeć na Ukrainę, pierwsze wielkie bitwy rozegrają się w świecie finansów. Przymuszenie każdego, z jego ulubionym pudelkiem-maskotką włącznie, aby usilnie zabiegał o pozyskanie twojej waluty to nader potężna broń w tych finansowych bataliach.

Z perspektywy ludzi, którzy przejęli faktyczne rządy nad Ameryką obejmuje to szereg prerogatyw: upewnij się, że uzyskasz możliwie najwięcej z tego, co pozostało z paliw kopalnych; zadbaj, aby inni dostali jak najmniej. A także: upewnij się, że w miarę upływu czasu zużycie paliw zmniejszy się; różnicę zachowaj pod swoją ścisłą kontrolą. Dotyczy to zarówno areny międzynarodowej – kraje i ich obywatele ubożeją, zatem kupują mniej paliwa – jak i krajowej – Amerykanie ubożeją, zatem będą spędzać mniej czasu w automobilu, skrócą sobie sezon grzewczy i ograniczą chłodzenie.

Zgoda, aby Amerykanów zapoznać z ubóstwem może wydawać się odrobinę nierozsądna w kraju, który z nazwy wciąż jest demokracją – jak zapewnić sobie ich głosy? – ale kiedy uświadomisz sobie, że kurczące się zaopatrzenie energetyczne automatycznie oznacza kurczącą się gospodarkę i koniec modelu wzrostu – który jest fundamentem kraju i w którym wszystko musi zostać pożyczone, ponieważ produkuje się niewiele – wówczas całość nabiera większego sensu.

Zachodzi poważna zmiana, a właściwie jest już za nami, a liczba bezrobotnych to jedynie nieistotny, marginalny spektakl na użytek mediów. I bez względu na to, jak wiele 4.0% wskaźników wzrostu PKB zobaczysz, nie miej złudzeń: od teraz najważniejsza jest ujemna wartość produkcji Exxonu. To ona będzie wyznaczać kierunek amerykańskiej polityki.

Redukcja rozluźnienia ilościowego nie zostanie zatrzymana, znacznie mniej dolarów będzie dostępnych globalnie i lokalnie, stopy procentowe wzrosną, podobnie jak bezrobocie i przejmowanie zadłużonych nieruchomości. Ceny ropy początkowo ucierpią wskutek spadku popytu międzynarodowego, lecz przy podaży spadającej równie wartko ujrzymy baryłkę w cenie 200 dolarów. Co najmniej.

Im więcej porażek spotka Amerykę na własnej posesji, tym częściej będzie szczerzyć kły za granicą. Jako że dzierży walutę rezerwową i zdecydowanie największe arsenały broni, ma co szczerzyć.

Kilka faktów:

95% tego, co w gospodarce globalnej przemieszcza się z punktu A do punktu B czyni to dzięki nafcie.

W latach 1987–2004 baryłka ropy kosztowała 23 dolary. Aktualna cena to około 100 dolarów.

Świat przemysłowy funkcjonuje dzięki nadwyżce energetycznej. Wysoka cena nafty oznacza, że jej współczynnik EROI spada i nie ma dość nadwyżki, aby gospodarka mogła rosnąć w wymaganym tempie.

Tymczasem globalny dług zwiększany jest przy założeniu, że utrzymany zostanie wykładniczy wzrost gospodarki dzięki mnóstwie taniej ropy o wysokim EROI.

Obecnie odkrywamy rocznie ponad 6 razy mniej nowych złóż ropy niż na początku lat 60-tych minionego wieku. A nowo odkryta nafta jest słabej jakości [niski EROI] .

W latach 2005–2012 roczne koszty produkcji ropy uległy podwojeniu z 300 do 600 miliardów dolarów. Tymczasem sama produkcja nie zwiększa się – pozostaje na poziomie z 2005 roku.

David Stockman: Upadek imperium amerykańskiego

Autor: Adam Taggart (wersja oryginalna)

4 sierpnia 2014

David Stockman, były dyrektor Biura Zarządzania i Budżetu USA za prezydentury Reagana, członek Izby Reprezentantów, autor bestselleru Wielka deformacja, doświadczony finansista wtajemniczony wtajemniczonych. Niewiele osób rozumie lepiej niż on pracę mechanizmów łączących Waszyngton, Rezerwę Federalną i Wall Street.

Stockman jest bardzo zaniepokojony „burzą doskonałą” równoczesnych klęsk Waszyngtonu na frontach polityki zagranicznej, monetarnej, gospodarczej i fiskalnej:

Kiedy spojrzymy na ekran radaru śledzącego wydarzenia zarówno w kraju jak i za granicą, zobaczymy, że zanurzamy się gwałtownie w „burzy doskonałej” strategii politycznej. Imperium amerykańskie upada. Pokłosie widać wszędzie. Potykamy się o zgliszcza wcześniejszych błędów naszej polityki zagranicznej; Ukraina jest jednym z obszarów strefy zero.

Po drugie, nasze centralne planowanie monetarne utknęło w martwym punkcie. Nadmuchuje trzecią bańkę finansową stulecia i Rezerwa Federalna nie ma pojęcia, jak zdoła teraz odkręcić ogromne powiększenie swego bilansu.

I po trzecie, fiskalna machina zagłady nie zatrzymuje się. Waszyngton ignoruje fakt, że mamy już szósty sezon ekspansji cyklu koniunkturalnego i nadal powiększamy ogromne deficyty – nie istnieje żadne zabezpieczenie na wypadek kolejnego tąpnięcia w gospodarce.

Dlaczego uważam to za istotne? Otóż niepowodzenia w polityce zagranicznej – nazywam to Upadkiem imperium amerykańskiego – są główną przyczyną, która prowadzi wszystko w złym kierunku.

Stajemy się znacznie bardziej agresywni w naszej polityce zagranicznej. Nie możemy sobie na to pozwolić pod żadnym pozorem. Może to wywołać nieprzewidziane, katastrofalne incydenty, które zaburzą bardzo kruche rynki stworzone przez potężne powiększenie bilansu banku centralnego – wszystko to sprawia, że wydarzenia na Ukrainie, Bliskim Wschodzie, w Strefie Gazy lub upadającym Iraku stają się jeszcze bardziej niebezpieczne z punktu widzenia tego, co mogą wywołać. Jesteśmy w kropce i sytuacja pogarsza się z każdym dniem.

Zdolność Ameryki do utrzymania statusu dominującego mocarstwa słabnie.

Na przykład w obecnej gorączce demonizowania Rosji Stockman widzi kompleks wojskowo-przemysłowy (przed którym ostrzegał prezydent Eisenhower) niszczący jakąkolwiek niezbędną debatę, dyplomację lub rozwagę, które powinny wyprzeć pęd ku wojnie:

Machina wojenna w Waszyngtonie – określam to mianem Państwa Wojny – tego nie uznaje. Zbyt wiele osób obsługuje „diabelski warsztat”; to znaczy, że dysponujemy całą tą zdolnością militarną, mamy całą tę maszynerię wojny, interwencji i globalnego imperium, która jest zbędnym przeżytkiem – ale doglądają jej ludzie, którzy chcą mieć zajęcie. Muszą usprawiedliwić budżet. Muszą realizować misje. Uważam, że właśnie to obserwujemy.

Maszyneria Państwa Wojny wprawiła się w ruch i drastycznie upraszcza rzeczywiste fakty, z jakimi się konfrontujemy i tworzy narrację, która jest absolutnie niedorzeczna w kontekście naszego bezpieczeństwa narodowego, bezpieczeństwa Amerykanów.

Na arenie krajowej Stockman przewiduje bardzo trudne czasy, które przyniesie próba stopniowego odstawienia bodźca fiskalnego, od którego w ciągu ostatnich sześciu lat uzależniła się gospodarka amerykańska:

Podczas pompowania bańki „mądry pieniądz” przyłączył się i antycypował działania Rezerwy Federalnej. Kiedy inwestorzy ci upewnili się, że miesięczny zakup obligacji na kwotę 85 miliardów dolarów [przez FED] co najmniej ustabilizuje ich ceny i będą mogli je nabyć przy stopie repo 98% i zerowym koszcie posiadania, zaangażowali się bezzwłocznie i całkowicie. Zatem Rezerwa Federalna miała tę współpracującą magnetyczną siłę, którą był „szybki pieniądz” i rynek sprzężony z kierunkiem jej polityki.

Ale pomyśl: Co się stanie, jeśli FED rzeczywiście pozwoli na wzrost stóp procentowych lub spróbuje, za pośrednictwem tego lub innego mechanizmu, zmniejszyć swój bilans?

„Mądry pieniądz” przejdzie na drugą stronę wymiany tak szybko, jak w przypadku pompowania bańki. Inwestorzy będą sprzedawać to, co w ich mniemaniu sprzedaje Rezerwa Federalna. Spowoduje to ujście powietrza z największej przeszacowanej bańki giełdowej świata, którą jest rynek obligacji skarbowych.

W wywiadzie z 8 sierpnia 2014 David Stockman ostrzega przed finansową destrukcją o globalnym zasięgu:

Nie sądzę, aby banki centralne były w stanie kontynuować swój „cyrkowy numer”. Mamy do czynienia z tak ogromną ekspansją ich bilansów, że sami bankierzy centralni zaczynają teraz mieć wątpliwości – w ich szeregach tworzą się podziały – i są zaniepokojeni, czy zdołają znaleźć sposób, aby wydostać się z przysłowiowego koziego rogu, w jaki zapędzili się na własne życzenie.

Katastrofa to bardzo dobre określenie tego, co nadchodzi. Ale pociąg ten nie uderzy w ścianę znienacka. Warunki formowały się, akumulowały i rozprzestrzeniały przez wiele lat, a mimo to najzwyczajniej je ignorowano, szczególnie na rynkach finansowych, które napompowały tę bańkę do ekstremalnych, bezprecedensowych w historii rozmiarów.

Kiedy zwiększasz bilans Rezerwy Federalnej z 900 miliardów dolarów do 4.5 biliona dolarów w mniej niż 70 miesięcy i kiedy wzór ten zostaje powielony na całym świecie – masz do czynienia z katastrofą w zwolnionym tempie. Pozostaje pytanie o termin zderzenia ze ścianą. Odpowiadam, że nie jest to odległa perspektywa i zapewniam, że wówczas rozpęta się piekło.

Tłumaczenie: exignorant

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Gospodarka, finanse, surowce i energia i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.