Szara eminencja i marsz ku wojnie (aktualizacja: 9.09.2016)

Zbigniew Brzeziński„Napisałem do prezydenta Cartera: ‚Teraz mamy okazję dać Rosji jej własny Wietnam,’Zbigniew Brzeziński o sprowokowanej przez USA wojnie w Afganistanie, która trwała dziesięć lat i pochłonęła ponad milion ofiar.

Zbigniew Brzeziński m.in. doradca Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych, doradca ds. bezpieczeństwa narodowego prezydenta Jimmy’ego Cartera (1977-81), powiernik i założyciel Komisji Trójstronnej, międzynarodowy doradca kilku najważniejszych amerykańskich / globalnych korporacji, bliski współpracownik Henry’ego Kissingera [odpowiedzialnego m.in. za bombardowania Laosu i Kambodży], w czasie prezydentury Reagana – członek Komisji Departamentu Obrony ds. Zintegrowanej Strategii Długoterminowej.

Podczas swojego przemówienia z 16 czerwca 2014 w Centrum Woodrowa Wilsona, poświęconemu sytuacji na Ukrainie oraz związanej z nią politycznej strategii USA-NATO, Brzeziński nawoływał do uzbrojenia Kijowa i eskalacji miejskich działań wojennych na wschodzie kraju, których konsekwencją będzie zwiększenie liczby ofiar wśród ludności cywilnej, pogłębienie kryzysu humanitarnego i potencjalne sprowokowanie militarnej konfrontacji z Rosją – potęgą nuklearną.

Autor „Wielkiej szachownicy” jest jednym z dwóch najważniejszych ideologów Waszyngtonu. Odgrywa kluczową rolę w wytyczaniu szlaku destrukcji, jakim od kilkunastu lat niezmiennie zdążają Stany Zjednoczone i posłuszne im państwa-klienci.

Fragmenty artykułu pt. „Brzeziński sprawuje nad Obamą ogromną kontrolę” z 23 lipca 2008 autorstwa Erica Walberga. Tekst opublikowany podczas ówczesnej kampanii prezydenckiej w Ameryce.

Głównym promotorem i doradcą w zakresie polityki zagranicznej Baracka Obamy jest Zbigniew Brzeziński. The Economist napisał: „Nowy mózg Baracka Obamy! Ma 78 lat i nadal działa idealnie. Należy on do Zbigniewa Brzezińskiego, krewkiego byłego doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego Jimmy’ego Cartera!” […]

Antyrosyjska, antymuzułmańska marka geopolityki Brzezińskiego zdominuje przyszłą administrację Obamy. […] Udzielając poparcia Obamie, Brzeziński powiedział: „Tym, co z mego punktu widzenia czyni Obamę atrakcyjnym jest to, że rozumie on, iż żyjemy w zupełnie innym świecie, w którym mamy odnosić się do różnych kultur i narodów.” […] Obama jest dosłownie drugą szansą dla Brzezińskiego: po zniszczeniu Związku Radzieckiego i Układu Warszawskiego pragnie teraz rozbić samą Federację Rosyjską i ostatecznie zamienić Afganistan w bazę wojskową Stanów Zjednoczonych wymierzoną w Chiny i Rosję. Lista nie ma końca. […]

Pięcioro potomstwa Brzezińskiego wspiera drużynę Obamy: Mark (dyrektor ds. spraw Rosji i Eurazji w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego za czasów prezydentury Billa Clintona oraz jeden z głównych inicjatorów „kolorowej rewolucji” na Ukrainie w 2004 roku), Ian (obecnie zastępca sekretarza stanu USA ds. europejskich i NATO oraz zwolennik niepodległości Kosowa, przyłączenia Ukrainy i Gruzji do NATO oraz rozmieszczenia amerykańskich rakiet ABM w Polsce), Mika (komentatorka polityczna MSNBC, której wywiad z Michele Obamą przyczynił się do wywołania medialnej Obamomanii), i wreszcie Matthew (przyjaciel Ilyasa Akhmadova, „ministra spraw zagranicznych” i amerykańskiego wysłannika czeczeńskiej opozycji). […]

Mesjańskiego idealizmu kampanii Obamy nie oglądano od czasów innego tworu Brzezińskiego – Jimmy’ego Cartera, który uczynił go doradcą bezpieczeństwa narodowego z katastrofalnymi skutkami. Antyrosyjska obsesja Brzezińskiego w 1976 roku skłoniła go do podsycenia pożaru islamskiego fundamentalizmu, który promował jako największy bastion przeciwko sowieckiemu komunizmowi. […] Brzeziński poszukiwał centrum, z którego islamski fundamentalizm w najbardziej uwstecznionym wydaniu mógłby spenetrować miękkie południowe podbrzusze ZSRR. Przestrzeń pomiędzy południową granicą Rosji i wybrzeżem Oceanu Indyjskiego stała się dla Brzezińskiego „łukiem kryzysu” i możemy mu podziękować za będące jego dziełem okropności, które trwają tam do dnia dzisiejszego. […]

Doktryna Cartera z 1980 roku – mówiąca o tym, że Stany Zjednoczone są zdeterminowane, aby zdominować Zatokę Perską – była przyczyną pierwszej wojny w Zatoce, obecnej wojny z Irakiem i ewentualnej wojny z Iranem. Egzaltowane plany Brzezińskiego zmierzające do transformacji świata spowodowały odnowienie ‚zimnej wojny’, zrodziły Al-Kaidę i bez radzieckiej powściągliwości ich rezultaty mogły być znacznie bardziej tragiczne. W 1980 roku rozczarowanie Carterem doprowadziło do koszmaru reżimu Reagana. […]

grand-chessboardFragmenty artykułu „Wielka szachownica” Mike’a Rupperta z 7 listopada 2001.

Brzeziński nadaje ton swojej strategii opisując Rosję i Chiny jako dwa najważniejsze kraje – jeszcze nie mocarstwa – których interesy mogą zagrozić USA w Azji Środkowej. Za bardziej poważne zagrożenie Brzeziński uznaje Rosję. Oba narody graniczą z Azją Środkową. W drugoplanowym kontekście opisuje Ukrainę, Azerbejdżan, Iran i Kazachstan jako istotne „pomniejsze” państwa, które muszą być zarządzane przez Stany Zjednoczone jako bufory lub przeciwwaga dla ewentualnych posunięć Rosji i Chin zmierzających do kontroli ropy, gazu i minerałów republik Azji Środkowej (Turkmenistanu, Uzbekistanu, Tadżykistanu i Kirgistanu).

Zauważa również, dość wyraźnie (na stronie 53), że każdy naród, który może stać się dominującym w Azji Środkowej będzie bezpośrednio zagrażać bieżącej amerykańskiej kontroli surowców w Zatoce Perskiej. Podczas lektury książki staje się jasne, dlaczego Stany Zjednoczone miały bezpośredni motyw, aby splądrować w latach 90-tych rosyjskie aktywa warte 300 miliardów dolarów, zdestabilizować tamtejszą walutę (w 1998 roku) i zapewnić, aby osłabiona Rosja zwróciła się na Zachód, ku Europie, w poszukiwaniu gospodarczego i politycznego przetrwania, a nie na południe, ku Azji Środkowej. Uzależniona Rosja pozbawiona byłaby wojskowej, gospodarczej i politycznej siły, aby wywierać wpływ na region.

Oto wybrane cytaty z Wielkiej szachownicy [napisanej w 1997 roku], które w kontekście bieżących wydarzeń ukazują ciemną stronę programu operacji wojskowych zaplanowanych na długo przed zamachami z 11 września 2001 roku.

„W ostatnim dziesięcioleciu dwudziestego wieku w polityce światowej doszło do swego rodzaju trzęsienia ziemi. Po raz pierwszy w dziejach państwo spoza Europy i Azji stało się nie tylko głównym arbitrem w euroazjatyckiej grze mocarstwowej, lecz także najważniejszą potęgą świata. Klęska i rozpad Związku Sowieckiego to ostatni akt dramatu, który doprowadził do błyskawicznego wzrostu wpływów Stanów Zjednoczonych, mocarstwa półkuli zachodniej, jedynego i w gruncie rzeczy pierwszego mocarstwa o charakterze naprawdę ogólnoświatowym.” [strona 25]

A tymczasem najważniejsze zadanie polega na tym, aby w Europie i Azji nie pojawił się żaden współzawodnik zdolny zdominować ten kontynent i rzucić wyzwanie Ameryce. Celem tej książki jest przeto sformułowanie całościowej, zintegrowanej geostrategii amerykańskiej wobec kontynentu euroazjatyckiego.” [strona 26]

„Stosunek amerykańskiej opinii publicznej do angażowania wpływów Stanów Zjednoczonych za granicą jest znacznie bardziej dwuznaczny. Społeczeństwo amerykańskie popierało udział w drugiej wojnie światowej głównie z powodu wstrząsu wywołanego japońskim atakiem na Pearl Harbor. [strona 24]

„Dla Ameryki głównym trofeum geopolitycznym jest Eurazja. […] Światowy prymat Stanów Zjednoczonych bezpośrednio zależy od tego, jak długo i jak skutecznie zachowają one dominującą pozycję na kontynencie euroazjatyckim. [strona 30]

„W tym kontekście podstawowe znaczenie ma to, jak Ameryka ‚radzi sobie’ z Eurazją, największym kontynentem globu mającym kluczowe znaczenie geopolityczne. Mocarstwo dominujące w Eurazji kontrolowałoby dwa spośród trzech najbardziej rozwiniętych i produktywnych ekonomicznie regionów świata. Rzut oka na mapę pokazuje także, iż kontrola nad Eurazją oznaczałaby również prawie automatyczne podporządkowanie Afryki; półkula zachodnia i Oceania stałyby się wówczas geopolitycznym marginesem wobec największego kontynentu świata. W Eurazji mieszka około 75% ludności świata i znajduje się tam również większość fizycznych bogactw globu, zarówno w postaci przedsiębiorstw, jak i bogactw naturalnych. Eurazja wytwarza około 60% PNB świata i dysponuje 75% znanych światowych zasobów surowców energetycznych.” [strona 31]

„Stany Zjednoczone są także krajem zanadto demokratycznym, aby stosować za granicą metody autorytarne. Ogranicza to możliwość stosowania przez nie swojej potęgi, zwłaszcza w postaci bezpośredniego nacisku militarnego. Jeszcze nigdy w dziejach nie zdarzyło się, aby światową supremację zdobyło państwo o ustroju demokratycznym. Jednakże dążenie do władzy nie jest celem, który wzbudza emocje szerokich rzesz społeczeństwa, z wyjątkiem sytuacji, gdy pojawia się nagłe zagrożenie bezpieczeństwa i dobrobytu kraju. Poświęcenia ekonomiczne (czyli wydatki na cele obronne) i ludzkie (nawet ofiary wśród zawodowych żołnierzy) niezbędne do osiągnięcia tego celu nie pasują do instynktów demokratycznych. Ustrój demokratyczny nie sprzyja mobilizacji sił w imię interesów imperialnych. [strony 35-36]

„Aby wyrazić to językiem pochodzącym z bardziej brutalnej epoki starożytnych imperiów, trzy wielkie cele imperialnej geostrategii powinny być następujące: przeciwdziałać spiskom wasali i utrzymywać ich zależność militarną, dbać o bezpieczeństwo lenników i czynić ich uległymi, a także nie dopuszczać, by barbarzyńcy się jednoczyli. [strona 40]

„Niezbędne są do tego dwie podstawowe procedury:

* po pierwsze, należy określić dynamiczne pod względem geostrategicznym państwa euroazjatyckie, które mają dość potęgi, aby doprowadzić do potencjalnie ważnych zmian w międzynarodowym układzie sił, a także rozszyfrować główne cele zagraniczne elit politycznych i przewidzieć prawdopodobne skutki realizacji owych celów

* po drugie, należy sformułować konkretną politykę Stanów Zjednoczonych wobec powyższych państw, aby równoważyć ich oddziaływanie i włączać je w orbitę wpływów amerykańskich i/lub zyskiwać nad nimi kontrolę w celu ochrony żywotnych interesów Stanów Zjednoczonych; trzeba także opracować bardziej całościową geostrategię, która skoordynuje w skali globu poszczególne wycinkowe cele polityki amerykańskiej” [strony 39-40]

„Z tego względu Ameryka może stanąć wobec konieczności określenia, jak przeciwdziałać koalicjom regionalnym, które postanowią wypchnąć ją z Eurazji, zagrażając w ten sposób jej pozycji mocarstwa światowego.” [strona 55]

„W ciągu następnych dwudziestu czy trzydziestu lat światowe zużycie energii musi ogromnie wzrosnąć. Prognozy amerykańskiego resortu energetyki przewidują, że między rokiem 1993 a 2015 światowy popyt na surowce energetyczne wzrośnie o przeszło 50%, przy czym największy wzrost zużycia nastąpi na Dalekim Wschodzie. Dynamiczny rozwój gospodarczy Azji stwarza ogromny nacisk na poszukiwanie i wykorzystanie nowych źródeł energii, a obszary Azji Środkowej i basenu Morza Kaspijskiego zawierają złoża gazu ziemnego i ropy naftowej, które znacznie przekraczają zasoby Kuwejtu, Zatoki Meksykańskiej czy Morza Północnego. [strona 125-125]

Odrodzenie islamskie – wspomagane z zewnątrz przez Iran, a także Arabię Saudyjską – stanie się prawdopodobnie silnym bodźcem wzmacniającym nowe, coraz powszechniejsze tendencje nacjonalistyczne przeciwstawiające się jakiejkolwiek formie reintegracji pod kontrolą Rosjan, czyli niewiernych. [strona 134]

„Głównym celem Pakistanu jest uzyskanie głębi geostrategicznej, dzięki wpływom politycznym w Afganistanie, a także ograniczenie wpływów Iranu w Afganistanie i Tadżykistanie; ponadto Pakistan chciałby w przyszłości skorzystać na budowie rurociągów naftowych łączących Azję Środkową z wybrzeżem Morza Arabskiego.” [strona 140]

„Na dłuższą metę realia polityki światowej z pewnością będą coraz mniej sprzyjać skupianiu się władzy hegemonistycznej w rękach jednego mocarstwa. Z tego powodu Ameryka jest nie tylko pierwszym i jedynym supermocarstwem, lecz prawdopodobnie także ostatnim.” [strona 213]

Ponadto, stając się krajem coraz bardziej wielokulturowym, Stany Zjednoczone mogą mieć coraz większe trudności z osiąganiem zgody społecznej w kwestiach polityki zagranicznej, z wyjątkiem sytuacji, gdy pojawia się wielkie i powszechnie dostrzegane zagrożenie zewnętrzne. [strona 215]

Książka Brzezińskiego jest niezmiernie arogancka. Wychwala Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Bank Światowy, które terroryzują ekonomicznie narody na wszystkich kontynentach, i całkowicie ignoruje globalne działania terrorystyczne amerykańskiego rządu, które prowadziły i prowadzą do ludobójstwa: zamachów na ludność cywilną przy użyciu bomb kasetowych w Kosowie, Laosie, Iraku i Afganistanie; rozwoju i wykorzystaniu na polach bitew czynników biologicznych i chemicznych, takich jak Sarin; finansowego gwałtu na całych kulturach. Czytelnik może uwierzyć, że działania te służą dobru ludzkości. […]

Oddelegowany z niemieckiego ministerstwa obrony do NATO w latach 70-tych, dr Johannes Koeppl wielokrotnie odwiedzał Waszyngton. Spotkał się wówczas niejednokrotnie z Brzezińskim w Białym Domu. W stolicy USA kontaktował się również ze Stevenem Larabee z Kodeksu Przepisów Federalnych, Johnem J. McCloy’em, byłym dyrektorem CIA, ekonomistą Miltonem Friedmanem oraz urzędnikami z Biura Zarządzania i Budżetu administracji Cartera. Jest moim pierwszym rozmówcą, który był prelegentem na konferencji Grupy Bilderberg i autorem licznych prezentacji podczas spotkań podgrup Komisji Trójstronnej. Miało to miejsce zanim zwrócił się przeciwko nim.

Jego upadek nastąpił szybko po tym, jak zorientował się, że Brzeziński był częścią grupy zamierzającej narzucić globalną dyktaturę. „W 1983 roku ostrzegałem przed przejęciem światowych rządów zorganizowanym przez tych ludzi. Istniał oczywisty plan obalenia prawdziwych demokracji i zainstalowania przywódców, którzy nie są wybierani w oparciu o charakter, ale ich lojalność wobec systemu gospodarczego prowadzonego przez elity i oddanego zachowaniu ich władzy.”

„Zostały nam teraz wyłącznie pseudo-demokracje.”

W 1983 roku Koeppl ostrzegł w swoich komentarzach na łamach Newsweeka i innych publikacji, że Brzeziński i KPF były częścią inicjatywy narzucenia globalnej dyktatury. Swoje łaski i pozycję utracił natychmiast. „Miałem do czynienia ze społecznością kryminalną. Opublikowanie artykułów w tzw. szanowanych mediach stało się niemożliwe. Moja 30-letnia kariera w polityce dobiegła końca.”

Na temat obecnego konfliktu [początek wojny w Afganistanie w 2001 roku, przyp. tłum.] Koeppl wyraził poważne obawy, „To więcej niż wojna z terroryzmem. To wojna przeciwko obywatelom wszystkich krajów. Obecne elity tworzą atmosferę takiego strachu, że ludzie nie wiedzą, jak reagować. Ale muszą pamiętać, że jest to posunięcie zmierzające do wprowadzenia światowej dyktatury.”

the-crisis-of-civilization-filmFragmenty wywiadu z Nafeezem Ahmedem z filmu pt. „Kryzys cywilizacji”:

Dostęp do złóż paliw kopalnych jest kwestią kluczową dla kapitalistycznej cywilizacji przemysłowej. Sęk w tym, że większość z nich znajduje się na określonych obszarach Bliskiego Wschodu i Azji Środkowej. Aby zapewnić sobie do nich łatwy i pewny dostęp, zachodnie rządy współpracowały i współpracują z tamtejszymi niezwykle brutalnymi reżimami. Na przykład z sułtanem Arabii Saudyjskiej. W zamian otrzymywały i otrzymują ropę i gaz na preferencyjnych warunkach. Jednym z elementów współpracy jest także militarne, konsekwentne wspieranie reżimów. Wiemy na pewno, że państwa te sponsorują terrorystów. Pojawia się więc pytanie, czy nadal powinniśmy utrzymywać z nimi kontakty. Problem w tym, że robimy o wiele więcej. Ażeby zagwarantować sobie kontrolę nad złożami surowców i potem jeszcze ją umocnić, sami pośrednio sponsorujemy organizacje terrorystyczne. Świadomie wykorzystujemy je jako najemników destabilizujących sytuację polityczną w strategicznych dla nas regionach – wszędzie tam, gdzie biegną szlaki przesyłowe energii lub znajdują się duże złoża surowców.

Podobną politykę prowadzimy na całym świecie. Jednym z najjaskrawszych jej przykładów jest Afganistan w okresie ‚zimnej wojny’. Stany Zjednoczone finansowały Osamę Bin Ladena i jego mudżahedinów, aby ci szkodzili Związkowi Radzieckiemu pod pretekstem walki z komunizmem. Nie wszyscy jednak wiedzą, że Afganistan leży w miejscu o ogromnym znaczeniu geostrategicznym. Stratedzy od dawna to podkreślają. Jednym z najbardziej wpływowych jest Zbigniew Brzeziński, doradca ds. bezpieczeństwa narodowego za prezydentury Cartera, a ostatnio nieoficjalny doradca prezydenta Baracka Obamy. W swojej książce Wielka szachownica Brzeziński tłumaczy znaczenie Afganistanu dla całego regionu. Utrzymanie kontroli nad Eurazją ma z kolei decydujący wpływ na światową hegemonię USA. Brzeziński był współautorem pomysłu wykorzystania mudżahedinów do wypędzenia Rosjan z Afganistanu. Obecność sowietów zagrażała amerykańskiej dominacji w regionie.

Zachód wykorzystywał te grupy w walce o swoje własne geopolityczne interesy. Dlatego między innymi sponsorował Talibów w latach 90-tych. Ich rządy w Afganistanie miały zapewnić spokój potrzebny do zbudowania w kraju wielkiego rurociągu z Azji Środkowej. Instalacja zapewniłaby dostęp do słabo eksploatowanych wówczas złóż gazu i ropy pod Morzem Kaspijskim. Rurociąg biegłby przez Pakistan, pomijał Rosję, Iran i dostarczał surowiec na zachodnie rynki.

Jak się dowiadujemy, pod koniec 2000 roku rząd amerykański zaczął powątpiewać w realność tego planu. Talibowie toczyli wojnę domową z Sojuszem Północnym, a konflikt był daleki od zakończenia. Dlatego w latach 2000-2001 amerykańscy wysłannicy wielokrotnie spotykali się z reprezentantami Talibów. Namawiali ich do zawarcia rozejmu z Sojuszem Północnym, a następnie stworzenia wspólnego rządu. W zamian kraj uzyskałby międzynarodową „pomoc” i poważanie, a Amerykanie dokończyliby budowę rurociągu. Talibowie odmówili. Odparli, że to oni są prawomocnym rządem Afganistanu i nie wejdą w żadną koalicję. Kolejne spotkanie odbyło się trzy miesiące przed zamachami z 11 września 2001. Talibów reprezentował minister spraw zagranicznych Pakistanu Niaz Naik. Według niego Amerykanie zagrozili, iż jeśli Talibowie nie dogadają się z Sojuszem Północnym, to USA podejmą przeciwko nim akcję zbrojną. Uderzenie miało nastąpić w połowie października, czyli dokładnie wtedy, kiedy wybuchła wojna w Afganistanie. Talibom dano wybór: władza i zaszczyty albo wojna i śmierć.

Konflikt nie był więc częścią „wojny z terroryzmem”. Nie jest nawet bezpośrednią konsekwencją zamachów z 11 września 2001. Operację zaplanowano już wcześniej. Terroryści posłużyli jedynie za pretekst. Nie chodziło o walkę z nimi, ale o dostęp do zasobów.

Brytyjczycy i Amerykanie nadal próbują wyprzeć Talibów z południa kraju, czyli z terenów przez które miał przebiegać rurociąg.

Nie ulega wątpliwości, że terroryzm jest produktem naszego systemu polityczno-gospodarczego i jako taki stanowi jego integralną część. Usprawiedliwia militarystyczną politykę Zachodu i uchwalanie coraz bardziej drakońskich praw godzących w wolność obywatelską.

paul-craig-robertsFragmenty artykułu pt. „Dlaczego wojna jest nieunikniona” z 25 maja 2014 autorstwa Paula Craiga Robertsa, byłego sekretarza skarbu administracji Ronalda Reagana.

USA i Izrael są krajami znajdującymi się w uścisku ideologii. Stany Zjednoczone są w szponach ideologii neokonserwatywnej, która ogłosiła Amerykę „wyjątkowym, niezastąpionym krajem” wybranym przez historię, aby sprawować hegemonię nad wszystkimi pozostałymi. Ideologia ta podparta jest doktrynami Brzezińskiego i Wolfowitza stanowiącymi fundament polityki zagranicznej USA.

Izraelski rząd wyznaje ideologię syjonistyczną, która głosi przesłanie o „Wielkim Izraelu”, rozciągającym się od Nilu po Eufrat. Wielu Izraelczyków jej nie akceptuje, ale jest to oficjalna ideologia „osadników” i tych, którzy kontrolują rząd kraju.

Ideologie są ważnymi przyczynami wojen. Podobnie jak hitlerowska ideologia niemieckiej wyższości znajduje swoje odzwierciedlenie w neokonserwatywnej ideologii amerykańskiej wyższości, ideologia komunistyczna mówiąca o wyższości klasy robotniczej nad klasą kapitalistyczną znajduje swoje odbicie w ideologii syjonistycznej obwieszczającej wyższość Izraelczyków nad Palestyńczykami.

Ze szkodą dla swej populacji rząd izraelski stworzył niekończący się zastęp wrogów. Izrael skutecznie odizolował się od świata. Dalsze jego istnienie zależy wyłącznie od chęci i zdolności Waszyngtonu do zapewnienia mu ochrony. Oznacza to, że władza Izraela jest pochodną władzy Waszyngtonu.

Według doktryny Brzezińskiego Waszyngton musi kontrolować ląd euroazjatycki, aby pozostać jedynym supermocarstwem. Brzeziński nie ma nic przeciwko, aby nastąpiło to w sposób pokojowy poprzez podporządkowanie rosyjskiego rządu imperium Waszyngtonu. „Luźno skonfederowana Rosja… zdecentralizowana Rosja będzie mniej podatna na imperialną mobilizację.” Innymi słowy należy rozbić Rosję na związek w połowie autonomicznych państw, których politycy mogą zostać kupieni przez Waszyngton.

Brzeziński postuluje „geostrategię Eurazji”, w której Chiny i „skonfederowana Rosja” są częścią „transkontynentalnej struktury bezpieczeństwa” zarządzanej niepodzielnie przez Waszyngton.

Kiedyś zapytałem mojego kolegę Brzezińskiego: Jeśli wszyscy byliby sprzymierzeni z nami, to przeciwko komu mielibyśmy się organizować? Moje pytanie go zaskoczyło. Sądzę, że Brzeziński tkwi w strategii ‚zimnej wojny’, nawet po upadku Związku Radzieckiego. Zgodnie z rozumowaniem zimnowojennym istotne jest, abyś miał przewagę, w przeciwnym razie grozi ci wyeliminowanie z gry. Ta waga dominacji absorbuje bez reszty i ten impuls przetrwał upadek Związku Radzieckiego. Dominacja nad innymi jest jedyną strategią polityki zagranicznej, jaką zna Waszyngton.

Mentalność o dominacji Ameryki przygotowała grunt neokonserwatystom i ich wojnom XXI wieku. Obalenie demokratycznie wybranego rządu Ukrainy przez Waszyngton wywołało kryzys, który przyniósł bezpośredni konflikt z Rosją.

Strategiczne instytucje, które służą Waszyngtonowi, są mi doskonale znane. Byłem przez kilkanaście lat członkiem Katedry Ekonomii Politycznej Williama E. Simona i Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych. Powszechne panuje w nich przekonanie, że Waszyngton musi wygrać z Rosją na Ukrainie, w przeciwnym razie straci prestiż i status supermocarstwa.

Idea triumfu zawsze prowadzi do wojny, gdy jedna z potęg uważa, że zatriumfuje.

Drogę do wojny wzmacnia doktryna Wolfowitza. Paul Wolfowitz, neokonserwatywny intelektualista, który sformułował amerykańską doktrynę działań wojskowych i polityki zagranicznej, napisał wiele podobnych ustępów:

„Naszym pierwszym celem jest zapobiec ponownemu pojawieniu się nowego konkurenta na terytorium byłego Związku Radzieckiego lub gdzie indziej [Chiny], który stanowi zagrożenie na skalę ZSRR. Jest to dominujący aspekt leżący u podstaw nowej regionalnej strategii obronnej i wymaga, abyśmy podjęli wysiłek powstrzymania jakiejkolwiek wrogiej potęgi przed dominacją nad regionem, którego zasoby – poddane skonsolidowanej kontroli – byłyby wystarczające do wygenerowania potęgi globalnej.”

W myśl doktryny Wolfowitza każdy silny kraj zdefiniowany jest jako wroga potęga stanowiąca zagrożenie dla USA bez względu na to, czy dane państwo skłonne jest szukać porozumienia z Ameryką dla obopólnych korzyści.

Różnica między Brzezińskim i neokonserwatystami sprowadza się do tego, że Brzeziński chce kupić Rosję i Chiny przyłączając je do imperium jako ważne elementy, których głos zostanie wysłuchany, nawet jeśli tylko ze względów dyplomatycznych. Neokonserwatyści gotowi są bazować na sile militarnej połączonej z wewnętrznymi działaniami wywrotowymi, które przeprowadzają finansowane przez USA organizacje pozarządowe, a nawet terrorystyczne.

Ani Stany Zjednoczone, ani Izrael nie zdradzają zażenowana z powodu światowej reputacji krajów, które stanowią największe zagrożenie. W rzeczywistości oba państwa są dumne, że uznaje się je za największe zagrożenie. Ich polityka zagraniczna pozbawiona jest dyplomacji. Polityka zagraniczna USA i Izraela spoczywa wyłącznie na przemocy. Waszyngton mówi krajom, aby podporządkowały się jego dyktatom, w przeciwnym razie zostaną „zbombardowane i wrócą do epoki kamienia”. Wszystkich Palestyńczyków, nawet kobiety i dzieci, Izrael uznaje za „terrorystów” i przystępuje do ich zabijania na ulicach, twierdząc, że jedynie broni się przed terrorystami. Izrael, który nie uznaje istnienia Palestyny jako państwa, tłumaczy swoje zbrodnie twierdzeniem, że Palestyńczycy nie akceptują istnienia Izraela.

„Nie potrzebujemy żadnej zafajdanej dyplomacji. Mamy władzę.”

Jest to postawa, która gwarantuje wojnę i na nią Stany Zjednoczone zabiorą świat. Premier Wielkiej Brytanii, kanclerz Niemiec i prezydent Francji ułatwiają realizację dążeń Waszyngtonu. Osłaniają Waszyngton. Zamiast zbrodni wojennych, Waszyngton ma „koalicję dobrej woli” i wojskowe inwazje, które przynoszą „demokrację i prawa kobiet” nieposłusznym krajom.

Chiny traktowane są podobnie. Kraj z ludnością czterokrotnie liczniejszą niż amerykańska, ale znacznie mniejszą populacją więzienną, krytykowany jest przez Waszyngton jako „państwo autorytarne”. Chiny oskarża się o łamanie praw człowieka, tymczasem policja w USA brutalizuje obywateli. „Wojna z terrorem”, oszustwo wykorzystywane do odarcia przestraszonego, nieświadomego społeczeństwa ze swobód obywatelskich, uwalnia Waszyngton od odpowiedzialności prawnej i pozwala wznieść militarne państwo policyjne.

Problemem z perspektywy ludzkości jest to, że Rosja i Chiny nie są Irakiem i Libią. Oba kraje posiadają strategiczną broń nuklearną. Ich lądowa powierzchnia znacznie przewyższa obszar Stanów Zjednoczonych. Waszyngton, który nie był w stanie z powodzeniem okupować Bagdadu czy Afganistanu, nie ma szans na zwycięstwo w konwencjonalnym starciu militarnym z Rosją i Chinami. Waszyngton będzie zmuszony użyć broni nuklearnej.

Od czasu II wojny światowej Waszyngton wykorzystuje swoją hegemonię finansową i „sowieckie zagrożenie”, teraz przemianowane na „zagrożenie rosyjskie”, aby przyłączyć Europę do swego imperium.

Stolice europejskie będą musiały zdecydować, czy Waszyngton wymusza na nich konflikt z Rosją, który szkodzi europejskim interesom. Dlatego Putin testuje polityków Starego Kontynentu, aby ustalić, czy istnieje tu wystarczająca inteligencja i suwerenność warunkujące pojednanie. Ma nadzieję, że interesy państw europejskich wezmą górę nad uległością wobec Waszyngtonu. Właśnie na to stawia. I dlatego nie ulega prowokacjom Waszyngtonu na Ukrainie.

Jeśli Europa zawiedzie Rosję i jeśli Waszyngton w swojej apodyktycznej arogancji i pysze zmusi Putina, aby ten odciął się od Zachodu, wówczas rosyjsko-chiński sojusz strategiczny, który zawiązuje się jako przeciwdziałanie wrogiej polityce otaczania obu krajów bazami wojskowymi USA, okrzepnie w przygotowaniu do nieuniknionej wojny.

Doktryna wojenna Stanów Zjednoczonych została zmieniona. Waszyngton wycofał się z traktatu Rakiet Anty-Balistycznych z Rosją i aktualnie rozbudowuje i rozmieszcza tarczę ABM.

Waszyngton został przekonany przez neokonserwatystów, że rosyjskie strategiczne siły nuklearne są w stanie zaniedbania i braku gotowości, zatem proszą się wręcz o atak. To fałszywe przekonanie oparte jest na nieaktualnych informacjach sprzed dziesięciu lat, takich jak np. argumentacja przedstawiona w artykule Wzejście nuklearnego prymatu USA autorstwa Keira A. Liebera i Daryla G. Pressa opublikowanym w kwietniowym wydaniu Foreign Affairs, wydawnictwa Rady Stosunków Zagranicznych – organizacji amerykańskich elit.

Faktem jest, że autorzy strategii politycznej Waszyngtonu trwają w błędnym przekonaniu, że wojnę nuklearną można wygrać.

Całkowite lub częściowe zniszczenie przez Zachód siedmiu krajów w XXI wieku, przy wsparciu „zachodniej cywilizacji” i zachodnich mediów, stanowi niepodważalny dowód, że przywódcy świata Zachodu pozbawieni są sumienia i współczucia. Teraz, kiedy Waszyngton uzbrojony jest w fałszywą doktrynę o „prymacie nuklearnym”, przed ludzkością ponura perspektywa.

WSWSPrzesłuchania Kongresu USA: Waszyngton przygotowuje się do III wojny światowej [World Socialist Web Site, 5.11.2015]

Kompleks wojskowo-wywiadowczy USA zaangażowany jest w systematyczne przygotowania do III wojny światowej. Pentagon uznaje konflikt zbrojny z Chinami i/lub Rosją za nieunikniony i perspektywa ta stała się siłą napędową jego taktycznego i strategicznego planowania.

Realia te przedstawiono w trakcie trzech kongresowych przesłuchań z 3 listopada 2015. W godzinach porannych senacka Komisja Sił Zbrojnych długo dyskutowała na temat wojny cybernetycznej. W godzinach popołudniowych podkomisja Komitetu ds. Sił Zbrojnych Izby Reprezentantów omawiała obecną wielkość i rozmieszczenie amerykańskiej floty lotniskowców, podczas gdy inna podkomisja tego samego panelu radziła nad modernizacją amerykańskiej broni jądrowej.

Żadne z przesłuchań nie wspomniało ani o szerszych implikacjach przygotowań USA do wojny, ani o znaczeniu, jakie konfrontacja zbrojna między mocarstwami jądrowymi miałaby dla przetrwania gatunku ludzkiego i życia na Ziemi. Wręcz przeciwnie, przesłuchania były przykładem tego, co można nazwać rutynizacją III wojny światowej. Wojnę Stanów Zjednoczonych z Chinami i/lub Rosją uznano za pewnik, zaś zeznania świadków, pytania senatorów i reprezentantów – zarówno Demokratów, jak i Republikanów – dotyczyły najlepszych metod zapewnienia sobie zwycięstwa.

Przesłuchania były składowymi toczącego się procesu. Świadkowie odwoływali się do swoich minionych prac i oświadczeń. Senatorowie i reprezentanci nawiązywali do poprzednich zeznań świadków. Innymi słowy, przygotowania do wojny światowej, prowadzonej przy użyciu broni cybernetycznej, lotniskowców, bombowców, rakiet i całej reszty dostępnego arsenału, trwają od dłuższego czasu. Nie są one odpowiedzią na ostatnie wydarzenia m.in. na Morzu Południowochińskim, Ukrainie czy w Syrii.

Każde z przesłuchań zakładało wybuch poważnego konfliktu między USA i inną potęgą (nie wymienianą z nazwy lub identyfikowaną otwarcie jako Chiny lub Rosja) w stosunkowo krótkim czasie – na przestrzeni lat, a nie dekad. Zagrożenie terroryzmem, nagłaśniane nieustannie, aby wywołać masową histerię, zbagatelizowano i w pewnym zakresie pominięto. W trakcie przesłuchania na temat wojny cybernetycznej świadkowie panelu zgodnie oświadczyli, że ich największym zmartwieniem są państwa narodowe, a nie terroryści.

Żadne z przesłuchań nie przeobraziło się w debatę o prawdopodobieństwie wielkiej wojny lub konieczności jej wygrania. Nikt nie zakwestionował założenia, że koncepcja „zwycięstwa” w światowej wojnie toczonej przez mocarstwa nuklearne ma znaczenie. Dyskusja koncentrowała się wyłącznie na zapleczu technologicznym, surowcowym i ludzkim, jakiego potrzebuje armia USA, by zatriumfować.

Demokratyczni senatorzy i reprezentanci wtórowali swoim republikańskim odpowiednikom. Zgodnie z przyjętym zwyczajem obie partie były usadowione po przeciwnych stronach przewodniczących komitetów i podkomitetów. Bez tego porządku nie sposób byłoby określić, na podstawie zadawanych pytań i wyrażanych opinii, do której partii należą.

W przeciwieństwie do medialnego wizerunku Waszyngtonu – podzielonego na partie o nieprzejednanie odmiennych poglądach politycznych – istniało ponadpartyjne porozumienie w tej najbardziej fundamentalnej kwestii: przygotowaniach do nowej imperialistycznej wojny światowej.

Jednomyślność politycznych przedstawicieli wielkiego biznesu nie oznacza bynajmniej, iż na drodze do wojny nie ma żadnych przeszkód. Każde z przesłuchań zmagało się na różne sposoby z głębokim kryzysem amerykańskiego imperializmu. Kryzys ten ma dwa główne składniki: schyłek ekonomicznej potęgi Stanów Zjednoczonych oraz wewnętrzne sprzeczności społeczeństwa amerykańskiego, z pogłębiającą się alienacją klasy robotniczej, a zwłaszcza młodzieży. […]

WSWSArmia i wywiad USA analizują scenariusze wojny z Chinami [WSWS, 5.08.2016]

Badanie Korporacji RAND pt. „Wojna z Chinami: Przemyślenia o tym, co jest nie do pomyślenia” to najnowszy dokument zespołu eksperckiego, który na zlecenie armii analizuje wojnę USA przeciwko Chinom. Jest to kolejny dowód, że zbrojna konfrontacja z Chinami jest planowana i przygotowywana na wysokich szczeblach amerykańskiego aparatu wojskowo-wywiadowczego.

Szczególnego i złowieszczego znaczenia nabiera fakt, iż praca wypłynęła z Korporacji RAND. Przez cały okres ‚zimnej wojny’ RAND była grupą analityków od „myślenia o tym, co jest nie do pomyślenia” – wyrażenie to uczynił (nie)sławnym Herman Kahn, główny strateg RAND w latach 50. minionego stulecia. Swoją makabryczną książkę o wojnie termojądrowej Kahn poświęcił opracowaniu strategii na rzecz „możliwego do wygrania” nuklearnego starcia ze Związkiem Radzieckim.

We wstępie czytamy: „Niniejsze badanie było sponsorowane przez Urząd Podsekretarza Armii i przeprowadzone w ramach Programu Strategii, Doktryny i Zasobów należącego do Centrum Arroyo w RAND. Centrum Arroyo, część Korporacji RAND, jest założonym przez rząd federalny ośrodkiem badawczo-rozwojowym finansowanym przez Armię Stanów Zjednoczonych.”

Badanie jest ćwiczeniem z zakresu gier wojennych wpisującym się w tradycję Kahna: waży możliwe konsekwencje wojny pomiędzy dwoma mocarstwami jądrowymi, okazując przy tym zupełną obojętność wobec katastrofalnych jej skutków dla populacji Stanów Zjednoczonych, Chin i reszty świata.

Praca opiera się na serii bardzo wątpliwych założeń: w wojnę pomiędzy Stanami Zjednoczonymi i Chinami nie zaangażowałyby się inne państwa; konflikt ograniczyłby się do regionu Azji Wschodniej; żadna ze stron nie sięgnęłaby po broń jądrową. W rzeczywistości wojna z Chinami od początku wciągnęłaby amerykańskich sojuszników; według wszelkiego prawdopodobieństwa szybko wymknęłaby się spod kontroli i rozprzestrzeniwszy się poza Azję Wschodnią, zwiększyłaby niebezpieczeństwo użycia broni nuklearnej.

W ramach realizowanego przez administrację Obamy „zwrotu ku Azji”[ang. pivot to Asia] Stany Zjednoczone wzmacniają regionalne sojusze, przygotowują nowe bazy i konsolidują wojskową „interoperacyjność”. Armia USA nie mogłaby prowadzić działań wojennych przeciwko Chinom bez wsparcia wywiadowczego, militarnego i surowcowego Japonii, Australii, Korei Południowej, Filipin, Singapuru i Tajlandii.

Badanie RAND rozważa cztery uproszczone scenariusze konfliktu definiowanego dwiema zmiennymi: intensywnością (mała i duża) i czasem trwania (od kilku dni do jednego roku lub dłużej). Autorzy zwracają również uwagę, że przy uwzględnieniu postępu w zakresie technologii wojskowych – w ramach trwającego już nieoficjalnego wyścigu zbrojeń – rezultaty zmieniają się wraz z upływem czasu. W związku tym sformułowano prognozę obustronnych strat i kosztów wojny toczonej w 2015 i 2025.

Podsumowanie ustaleń koncentruje się przede wszystkim na wynikach poważnych konfliktów. W obu przypadkach – krótka, ciężka wojna lub długa, ciężka wojna – szacowane straty gospodarcze i wojskowe byłyby znacznie większe po stronie Chin. Jednocześnie zaznaczono, iż Stany Zjednoczone poniosłyby wyższe straty i koszty w 2025.

Artykuł stwierdza: „Wraz z malejącą przewagą militarną zmniejszy się pewność USA, że wojna z Chinami przebiegnie zgodne z planem. Zwiększony potencjał wojskowy Chin, zwłaszcza w zakresie A2 i AD, oznacza, że gdyby do wojny doszło, Stany Zjednoczone nie mogą liczyć na uzyskanie kontroli operacyjnej, zniszczenie obrony Chin i osiągnięcie decydującego zwycięstwa.”

Niewypowiedziany wniosek, który leży u podstaw planowania i przygotowań Pentagonu, brzmi: wojna z Chinami musi być toczona wcześniej niż później. Do roku 2020 przewiduje się koncentrację 60 procent wszystkich jednostek powietrznych i morskich armii USA w regionie Indo-Pacyfiku. Co więcej, rozmyślne zaognianie przez Waszyngton niebezpiecznej sytuacji w Azji, zwłaszcza na Morzu Południowochińskim, ma na celu sportretować Pekin jako reżim „agresywny” i „ekspansyjny”, zapewniając tym samym niezbędny casus belli.

Już same przesłanki badania akcentują drapieżny, neokolonialny charakter wojny zamkniętej w regionie oddalonym od USA o tysiące kilometrów. Zamierzeniem Waszyngtonu jest całkowite podporządkowanie Chin strategicznym i ekonomicznym interesom amerykańskiego imperializmu.

Analiza Korporacji RAND wzywa Pentagon i Biały Dom do „roztropnych przygotowań, aby móc stoczyć długą i intensywną wojnę z Chinami.” I kontynuuje: „Nie mniej istotna jest zdolność Stanów Zjednoczonych do ograniczenia zasięgu, intensywności i czasu trwania wojny z Chinami poprzez jej planowanie, system kontroli cywilnej i komunikowanie się z Chinami.”

Nawiązanie do „systemu kontroli cywilnej” w USA jest szczególnie zatrważające. Za plecami społeczeństwa amerykańskiego zespoły eksperckie takie jak Korporacja RAND, wojsko/siły policja i szerszy aparat państwa opracowują plany użycia środków policyjnych do stłumienia antywojennej opozycji – wykraczają one daleko poza rozwiązania wykorzystane II wojny światowej.

Dokument Korporacji RAND potwierdza ostrzeżenie sformułowane przez Międzynarodowy Komitet Czwartej Międzynarodówki (ICFI) w oświadczeniu z 18 lutego 2016 pt. „Socjalizm i walka przeciwko wojnie”. Jego autorzy stwierdzili, że w pewnym momencie militarny fatalizm staje się istotnym czynnikiem prowadzącym do wybuchu wojny. Specjalista od stosunków międzynarodowych napisał: „Kiedy pojawia się założenie, iż wojna jest nieunikniona, następuje zmiana kalkulacji przywódców i armii. Pytanie już nie brzmi, czy wojna będzie lub powinna być toczona, tylko kiedy można ją stoczyć najkorzystniej.”

Nowe badanie jest sygnałem, że właśnie taka zmiana w sposobie myślenia ma obecnie miejsce w Waszyngtonie. I chociaż Korporacja RAND odrzuca możliwość wybuchu wojny nuklearnej, inni imperialistyczni stratedzy snują już plany na taką ewentualność.

Zaledwie dwa tygodnie temu Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych (CSIS), które odegrało kluczową rolę w zaplanowaniu „zwrotu ku Azji”, opublikowało raport oceniający chiński arsenał nuklearny pt. „Chińskie siły jądrowe i broń masowego rażenia”. CSI również zbagatelizowało prawdopodobieństwo wybuchu wojny nuklearnej, ale nie odrzuciło go z miejsca: „Historia jest ponurym ostrzeżeniem, że środek odstraszania czasem zawodzi i dochodzi do eskalacji, której przebieg nigdy nie doczekał się odpowiedniego planowania i kontroli.”

Ze względu na postępujące załamanie gospodarcze i polityczne kapitalizmu kolejna katastrofalna wojna na skalę światową jest nie tylko możliwa, ale nieunikniona bez interwencji międzynarodowej klasy robotniczej. […]

CounterPunchPołamana szachownica: Brzeziński rezygnuje z imperium [CounterPunch, 25.08.2016]

Główny architekt projektu mającego zapewnić Stanom Zjednoczonym niepodzielne rządy nad światem porzucił swoje ambicje i wezwał do wzmocnienia więzi z Rosją i Chinami. Chociaż artykuł Zbigniewa Brzezińskiego pt. „Ku globalnej reorganizacji” w The American Interest został w dużej mierze przez media zignorowany, pokazuje on, iż potężni członkowie establishmentu politycznego nie wierzą już, że Waszyngton zdoła rozszerzyć i utrzymać swoją hegemonię na Bliskim Wschodzie i w Azji. Brzeziński, który nakreślił plan dotyczący imperialnej ekspansji w książce z 1997 roku pt. „Wielka Szachownica”, wezwał do dramatycznego zrewidowania tej strategii.

Oto fragment artykułu: Jako że epoka ich globalnej dominacji kończy się, Stany Zjednoczone muszą przejąć inicjatywę w przebudowie światowej architektury wpływów. Pięć podstawowych prawd, które dotyczą wyłaniającej się redystrybucji władzy politycznej i gwałtownego przebudzenia politycznego na Bliskim Wschodzie, sygnalizuje nadejście nowej globalnej reorganizacji. Pierwsza z tych prawd mówi, że Stany Zjednoczone nadal są najpotężniejszym podmiotem pod względem politycznym, gospodarczym i militarnym, jednakże zważywszy na złożone geopolityczne zmiany w układzie sił regionalnych, nie stanowią już imperium globalnego. […] Faktem jest, że nigdy nie było prawdziwie ‚dominującej’ globalnej potęgi, dopóki na arenie międzynarodowej nie pojawiła się Ameryka. […] Rozstrzygająca, nowa globalna rzeczywistość nastała, gdy na światową scenę wkroczyły Stany Zjednoczone jako najbogatszy i najsilniejszy pod względem militarnym aktor. W drugiej połowie XX w. żadne inne mocarstwo nawet nie zdołało się doń zbliżyć. Era ta dobiega końca.”

Dlaczego „era ta dobiega końca”? Co się zmieniło od 1997 roku, kiedy to autor mówił o USA jako „najważniejszym mocarstwie świata”? Brzeziński wskazuje odrodzenie Rosji i Chin, słabość Europy i „brutalne przebudzenie polityczne pośród postkolonialnych muzułmanów” jako bezpośrednie przyczyny nagłego, radykalnego zwrotu. Jego wypowiedzi na temat islamu są szczególnie pouczające z uwagi na to, że prezentują racjonalne uzasadnienie terroryzmu, a nie dyżurną rządową deklamację: „nienawidzą naszej wolności”. Trzeba Brzezińskiemu oddać, iż wybuch terroru postrzega jako „wezbranie historycznych krzywd” (z „głęboko odczuwanego poczucia niesprawiedliwości”), a nie jako bezmyślną przemoc praktykowaną wyłącznie przez fanatycznych psychopatów.

Oczywiście w składającym się z 1.500 słów artykule Brzeziński nie zdołał opisać wszystkich wyzwań (lub zagrożeń), z jakimi może konfrontować się w przyszłości Ameryka. Wyraźnie martwi go pogłębiająca się współpraca gospodarcza, polityczna i wojskowa między Rosją, Chinami, Iranem, Turcją i innymi państwami Azji Środkowej. Lekkomyślna polityka zagraniczna administracji Obamy, szczególnie obalenie rządów w Libii i Ukrainie, znacznie przyspieszyła tempo, w jakim utworzono te antyamerykańskie koalicje. Niestety, bardziej ostrożne podejście Brzezińskiego raczej nie będzie podzielane przez Hillary Clinton– prezydencką faworytkę, która niezachwianie wierzy w imperialną ekspansję przy użyciu wojskowej siły. To Clinton jako pierwsza wprowadziła termin „pivot” (ang. sworznia) do strategicznego leksykonu w przemówieniu z 2010 pt. „Pacyficzne stulecie Ameryki”.

Cele strategiczne (tych dwojga) są tożsame, z tą tylko różnicą, że Brzeziński dokonał korekty kursu w oparciu o zmieniające się okoliczności i zwiększający się opór wobec zastraszania, dominacji i sankcji Waszyngtonu. Amerykański prymat nie osiągnął jeszcze punktu krytycznego, ale dzień ten zbliża się wielkimi krokami i Brzeziński ma tego świadomość. Tymczasem Clinton jest w pełni zaangażowana w rozszerzanie hegemonii USA w Azji. Nie rozumie niebezpieczeństw, jakie stwarza to dla kraju i świata. Będzie upierać się przy interwencjach do momentu, kiedy wywołująca wojny amerykańska maszyneria zatrzyma się ze zgrzytem. Brzeziński przedstawia racjonalny, aczkolwiek egoistyczny plan wycofania, minimalizowania przyszłych konfliktów, uniknięcia jądrowej pożogi i zachowania globalnego porządku (tzn. „systemu dolara”).

Wpisy uzupełniające: „Przed nami upadek deflacyjny?”, „Autor ‚Granic wzrostu’: Nic już nie poradzimy”, „Militaryzacja Tajlandii symptomem przyspieszającego upadku systemu globalnego”

Opracował: exignorant

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Imperialne wojny, militaryzm i terror państwowy i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.