Militaryzacja Tajlandii symptomem przyspieszającego upadku systemu globalnego

Tajlandia

Tajski żołnierz przed Pomnikiem Demokracji w Bangkoku.

Autor: Nafeez Ahmed (wersja oryginalna)

23 maja 2014

Wojskowe zamachy stanu w Tajlandii to nic nowego. Jednakże ostatnie przejęcie władzy przez szefa armii gen. Prayutha Chan-ochę podkreśla, jak dalece zagrożona jest demokracja, kiedy rządy nie radzą sobie ze złożonością zbiegających się kryzysów systemowych.

Mimo iż Chan-ocha twierdzi, że dąży jedynie do „przywrócenia porządku” w reakcji na eskalację protestów – podczas których zginęło 28 osób, a 700 odniosło rany – doinformowani obserwatorzy zwracają uwagę, że wprowadzenie stanu wojennego najwyraźniej było obliczone, aby przynieść korzyść inicjatorom zamachu stanu.

Jakkolwiek by nie było, możliwość narzucenia autorytarnych rządów pojawiła się w kontekście postępującej politycznej destabilizacji. Nieliczni [komentatorzy] dostrzegają, że motorem tej niestabilności nie jest po prostu „wewnętrzna walka polityczna”, ale nieuchronne zderzenie globalnych trendów, które dotyka nas wszystkich.

Trzy lata temu niepospolicie proroczy artykuł redakcyjny z łamów The Nation,  anglojęzycznego dziennika Tajlandii, zaznaczył, że światowy wzrost gospodarczy w sposób trwały powiązany jest z obfitą dostępnością taniej ropy. Wskazując na krajowe niedobory nafty w krajach takich jak Egipt, dręczonych wzbierającymi wstrząsami społecznymi, artykuł zdiagnozował problem w następujący sposób:

„Niedawny gwałtowny wzrost cen żywności wywołał zamieszki w Egipcie i innych mniej rozwiniętych państwach. Wyższe ceny energii spotęgowały naciski inflacyjne. Biedni są warstwą najbardziej narażoną na wahania cen żywności i energii. Rządy muszą więc znaleźć środki na dotowanie żywności i energii.”

Co to oznacza dla Tajlandii? Zdaniem redakcji:

„Tajska stopa inflacji jest bardzo wrażliwa na wyższe ceny nafty, które zwiększą lokalne koszty transportu i produkcji. Jesteśmy importerem energii i rosnące ceny ropy mogą wykoleić tajską gospodarkę i wyczerpać nasze rezerwy, jeśli nie będziemy ostrożni.”

Rzeczywiście, Tajlandia jest importerem energii netto i drugim co do wielkości jej konsumentem w Azji Południowo-Wschodniej, z całkowitym zużyciem krajowym na poziomie 108.7 miliona ton ekwiwalentu naftowego (TOE). Dlatego stopniowa agonia tanich źródeł energii, zaostrzona przez rosnący popyt ze strony Indii i Chin, stwarza coraz większe wyzwanie.

Problem nie umknął całkowicie uwadze Ministerstwa Energii Tajlandii. W 2003 roku rządowy raport przyznał, że „wysoka zależność państwa od importowanej energii narazi Tajlandię na zakłócenia dostaw energii i zmienność jej cen, przy znacznej utracie rezerw walut zagranicznych na rzecz importu energii.”

Musimy nazwać rzeczy po imieniu: marniejącą gospodarkę Tajlandii w znacznie mierze napędza uzależnienie od paliw kopalnych. W 2013 roku Międzynarodowa Agencja Energetyczna (IEA) ostrzegła, że gospodarka Tajlandii jest szczególnie podatna na wstrząsy zewnętrzne, zaburzenia dostaw energii i skoki cen ropy naftowej. Wysokie globalne ceny nafty spowodują wzrost Wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych (CPI).

Właśnie jesteśmy tego świadkami. Ministerstwo Handlu Tajlandii stwierdziło, że CPI wzrósł w marcu o 2.11% z powodu „podwyżki cen żywności i energii”, a w kwietniu do 2.45%. Ceny podtrzymujące inflację w szczególności wpłynęły na „ryż, wieprzowinę, gaz kuchenny i olej roślinny.”

Witajcie w przyszłości. MAE sformułowała również prognozę, iż zużycie energii w Tajlandii zwiększy się o 75% w ciągu następnych dwóch dekad, co koresponduje z dramatycznym wzrostem rachunku za import ropy naftowej, który wyniesie 70 miliardów dolarów – poziom trzykrotnie wyższy od obecnego.

Współwinne bieżącej inflacji są „wyższe ceny energii elektrycznej i słabszy tajski baht”, a także „susza w niektórych regionach kraju”, która może wywołać „niedobory produktów rolnych.”

Nieobliczalny wpływ wydarzeń klimatycznych na Tajlandię już teraz sieje spustoszenie w gospodarce. W latach 1981–2007 średnia roczna temperatura w kraju wzrosła o 1°C. W ciągu ostatnich 50 lat częstość i poziom opadów atmosferycznych uległy redukcji, tymczasem badacze spodziewają się, że będzie temu towarzyszyć wzrost intensywności ekstremalnych zjawisk pogodowych, fal sztormowych i powodzi.

To osłabia pozycję Tajlandii jako jednego z największych światowych eksporterów ryżu. Byt ponad 40% tajskich obywateli uzależniony jest od rolnictwa. Rozległe powodzie w październiku 2010 roku, które dotknęły blisko trzech milionów ludzi, doprowadziły do utraty 0.7 miliona ton ryżu. W tym samym okresie susze obniżyły całkowitą objętość wody o 15%, co także upośledziło produkcję ryżu.

Zniszczenia spowodowane przez powódź w 2011 roku wstrzymały planowane wydatki rządowe, co zmniejszyło konsumpcję krajową, która stanowi około połowę produkcji gospodarczej. Powódź zdewastowała również 14% pól ryżowych. To wywarło na rząd zwiększoną gospodarczą presję, aby wynagrodzić pokrzywdzonych rolników i wesprzeć niemożliwy do utrzymania ‚program skupu ryżu’ gwarantujący ceny eksportowe wyższe od oferowanych przez rynek. W połączeniu z konkurencją ze strony innych poważnych eksporterów ryżu, przyniosło to rezultat w postaci spadku eksportu ryżu i dochodów budżetowych.

Jako że na programie skorzystali głównie bogaci rolnicy – kosztem rządu, który tymczasem zanurzył się w rosnącym zadłużeniu – nie widzący innego wyboru i pozbawieni wsparcia ubodzy chłopi wyszli na ulice.

W obliczu tych narastających wyzwań gospodarczych, zarówno biedni rolnicy, jak i nisko opłacani robotnicy pogrążyli się w długach. Od początku kryzysu finansowego w 2008 roku trwa eksplozja prywatnego zaciągania pożyczek; w Tajlandii stosunek zadłużenia gospodarstw domowych do PKB wzrósł od 2009 roku z 55% do 80%. Nieokiełznany dług, napędzany przez wzrost kosztów życia (podparty z kolei inflacją energii), podsycił polityczne spory i gospodarczą niepewność; bezrobocie wzrośnie do 600.000 – najwyższy poziom od dziesięciu lat.

Ostatnio przeprowadzona analiza wykazała, że kraje o znacznym zadłużeniu cierpią na niższy wzrost gospodarczy. Jego wyhamowanie powodowane jest w szczególności wysokim wskaźnikiem zadłużenia gospodarstw domowych.

Piętrzące się w szybkim tempie długi pogłębiają nierówność społeczną w Tajlandii. Górne 10% właścicieli ziemskich kraju jest w posiadaniu 61% wszystkich praw do gruntów. Udział w dochodzie najbogatszych 20% populacji to około 54%, wśród najbiedniejszych 20% wynosi zaledwie 5%.

Od przewrotu wojskowego w 2006 roku wszelkie gospodarcze postępy, poczynione dzięki odrzuceniu nieudanych reform Międzynarodowego Funduszu Walutowego przez poprzednią administrację Thaksina, zostały utracone.

Zwieńczmy to wzajemnie przeplatającymi się wyzwaniami krajowych niedoborów energii i nasileniem klimatycznych nieszczęść Tajlandii i otrzymamy wszystkie składowe „doskonałego sztormu” kryzysów systemowych. Każdy rząd funkcjonujący w ramach konwencjonalnej mądrości neoliberalnej – na domiar złego trapiony korupcją – miałoby trudności z poradzeniem sobie w podobnej sytuacji.

Działając w konwencjonalnych ramach – gdzie każdy problem postrzegany jest jako osobny, a reakcja na polityczne zawirowania następuje z opóźnieniem na płytkiej powierzchni spraw bieżących – nie potrafimy zobaczyć tego, co mamy tuż przed sobą. Kryzys Tajlandii dotyczy czegoś więcej niż wewnętrznej korupcji, politycznych represji i gospodarczej nieudolności – choć każdy z tych czynników w znacznym stopniu w nim występuje. Ma on związek z upadającym globalnym paradygmatem zależności od paliw kopalnych i niekończącego się [gospodarczego] wzrostu, traktowanego jako cel sam w sobie.

Najnowszy zwrot Tajlandii w stronę autorytaryzmu jest ostrzeżeniem dla nas wszystkich. Dopóki nie będziemy gotowi podjąć współpracy, aby zmierzyć się ze strukturalnym i systemowym kontekstem połączonych kryzysów, dopóty zagrażać nam będzie reakcyjne odwołanie do państwowej militaryzacji – nieuniknionego „ostatecznego rozwiązania” mającego powstrzymać nową epokę niepokojów społecznych.

Tłumaczenie: exignorant

earthInsightBlog_620Dr Nafeez Ahmed jest dyrektorem Instytutu Badań i Rozwoju Strategii Politycznej i m.in. autorem książki Przewodnik po kryzysie cywilizacji. Inne artykuły autora: “Pentagon przygotowuje się na społeczne niepokoje wywołane wstrząsami klimatycznymi i energetycznymi”, “Geneza wojny w Syrii: Peak Oil, zmiany klimatyczne i polityka naftowa”, „Globalna epidemia zamieszek wywołana agonią tanich paliw kopalnych”, „Badanie na zlecenie NASA: Cywilizacja przemysłowa zmierza w stronę upadku”, „Porwanie w Afryce: mechanizm przyczynowy terroru”.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Gospodarka, finanse, surowce i energia, Imperialne wojny, militaryzm i terror państwowy i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.