Badanie: Wymarcie gatunków morskich przed rokiem 2048 (aktualizacja: 13.03.2017)

Analiza z roku 2006. Od tamtego czasu nie wprowadzono żadnych systemowych zmian mitygujących, naprawczych. Nadmierne połowy, zanieczyszczenie, zakwaszenie, skażenie radioaktywne i ocieplenie globalnego oceanu wręcz galopują. Objęty ochroną obszar wód morskich wynosi niecałe 2%. Ustalony przez badaczy, „optymistyczny” termin można uznać za nieaktualny.

Science-Magazine-LogoCBS News, 2 listopada 2006

Zagłada morskiego życia ma swoją datę: 2048.

Właśnie wtedy oceany świata opustoszeją z ryb, przewiduje międzynarodowy zespół ekologów i ekonomistów. Przyczyna: wymarcie gatunków z powodu nadmiernych połowów, zanieczyszczenia, utraty siedlisk i zmiany klimatu.

Badanie przeprowadzone przez dr Borisa Worma z Uniwersytetu Dalhousie w Halifax [Nowa Szkocja] – wraz z kolegami z Wielkiej Brytanii, USA, Szwecji i Panamy – było próbą zrozumienia, co wyniszczenie gatunków morskich może oznaczać dla świata. Badacze zanalizowali kilka rodzajów danych. Nawet dla naukowców zorientowanych ekologicznie wyniki były nieprzyjemnym zaskoczeniem. „Byłem zszokowany i zaniepokojony konsekwencją istniejących trendów – wykroczyła poza nasze najbardziej pesymistyczne podejrzenia,” mówi Worm w komunikacie prasowym. „To nie jest prognoza wydarzeń. To dzieje się teraz,” mówi dr Nicola Beaumont z Laboratorium Morskiego w Plymouth [Wielka Brytania]. „Jeśli różnorodność biologiczna nadal będzie zanikać, środowisko morskie nie tylko nie utrzyma naszego stylu życia, lecz faktycznie nie zdoła utrzymać naszego życia,” dodaje Beaumont.

Już dzisiaj 29% jadalnych gatunków ryb i owoców morza odnotowało 90% spadek – co oznacza załamanie tych łowisk. Ale kwestią kluczową nie jest brak owoców morza na naszych talerzach. Gatunki oceaniczne filtrują wodę z toksyn. Chronią linie brzegowe. Zmniejszają ryzyko eksplozji rozkwitu alg, takich jak czerwona fala. „Znaczny i stale rosnący odsetek ludzkiej populacji zamieszkuje obszary w pobliżu wybrzeża, dlatego utrata usług, takich jak ochrona przeciwpowodziowa i detoksykacja odpadów, może mieć katastrofalne skutki,” mówi Worm.

Naukowcy przeanalizowali dane z 32 eksperymentów przeprowadzonych na różnych środowiskach morskich. Następnie przestudiowali wnikliwie 1000-letnią historię 12 regionów przybrzeżnych na całym świecie, w tym zatoki San Francisco i Chesapeake w Stanach Zjednoczonych, Adriatyku, Bałtyku i Morza Północnego w Europie. Po czym zbadali dane łowisk z 64 dużych ekosystemów morskich. I na koniec przyjrzeli się rekonwalescencji 48 chronionych obszarów morskich. Ich konkluzja: Wszystko, co żyje w oceanie jest bardzo ważne. Różnorodność morskiego życia jest kluczem do jego przetrwania. Obszary oceanu o największym zróżnicowaniu życia są najzdrowsze. Jednakże utrata gatunków nie jest procesem stopniowym. Zachodzi bardzo szybko – i przyspiesza, twierdzą naukowcy. […]

Swoje ustalenia badacze przedstawili na łamach Science.

ZSLRaport: Populacje morskich gatunków okrojone o połowę od roku 1970 [BBC, 16.09.2015]

Badanie stwierdza, że populacje morskich ssaków, ptaków, ryb i gadów spadły od 1970 roku o 49%. Część gatunków będących źródłem pożywienia ludzi znajduje się w jeszcze gorszym położeniu, o czym świadczy 74% redukcja liczebności tuńczyka i makreli.

Poza praktykowanym przez człowieczą cywilizację przełowieniem swój druzgocący wpływ wywiera również zmiana klimatu.

Dokument przygotowały World Wildlife Fund (Światowy Fundusz na rzecz Przyrody) i Zoological Society of London (Towarzystwo Zoologiczne Londynu).

„Działania człowieka poważnie uszkodziły ocean; nasze połowy prowadzimy szybciej od tempa rozmnażania ryb, niszcząc przy tym ich mateczniki,” powiedział Marco Lambertini, dyrektor WWF International.

Raport informuje, że strzykwy – uznawane w całej Azji za luksusowy przysmak – doznały w ciągu ostatnich kilku lat znaczącego zmniejszenia liczebności: o 98% na Galapagos i 94% w Morzu Czerwonym.

Badanie potwierdza upadek habitatów – takich jak obszary trawy morskiej i namorzynowego poszycia – które są ważne pod względem żywieniowym i służą wielu gatunkom za miejsce rozrodu.

Zmiana klimatu również przyczyniła się do ogólnego spadku populacji mieszkańców mórz. Według ustaleń raportu wchłaniany przez wody oceanów dwutlenek węgla powoduje ich zakwaszenie, które wyniszcza gatunki.

Autorzy poddali analizie ponad 1200 gatunków stworzeń morskich na przestrzeni ostatnich 45 lat.

Science-Magazine-LogoLudzie przyczyną bezprecedensowego wymierania dużych zwierząt morskich [The Guardian, 14.09.2016]

Badanie opublikowane 14 września 2016 w Science ustaliło, że ludzkość odpowiada za wymieranie życia morskiego, którego skutki będą wybrzmiewać w ekosystemach oceanicznych przez wiele milionów lat.

Nowa analiza pięciu masowych ekstynkcji planetarnych odkryła, że nie istniał żaden wzór ich przebiegu lub znikały gatunki mniejsze. Ale obecne „szóste wymieranie” jest wyjątkowe, ponieważ gatunki największe, takie jak żarłacze białe, płetwale błękitne i tuńczyki południowe, giną ze względu na preferowane przez ludzi połowy gatunków dużych. Konsekwencje dla ekologii oceanów są druzgocące.

Niebezpieczeństwo jest nieproporcjonalne do odsetka zagrożonych gatunków. Autorzy ostrzegają, że utrata gigantów „zaburzy funkcjonowanie ekosystemów na miliony lat, nawet gdyby poziomy taksonomicznych strat były znacznie niższe w zestawieniu z poprzednimi masowymi wymieraniami”. Może nastąpić efekt domina, powiedział Jonathan Payne, adiunkt i kierownik katedry nauk geologicznych Uniwersytetu Stanforda, czego przykładem jest wyginięcie tritona (dużego ślimaka morskiego) – jest ono jedną z przyczyn gwałtownego wzrostu liczebności korony cierniowej (rozgwiazdy), która pożera koralowce.

Zespół Payne’a porównał dawne wymierania z dzisiejszą utratą gatunków wykorzystując bazę 2.497 grup kręgowców morskich i mięczaków z ostatnich 500 lat. W zapisie kopalnym nie znaleziono żadnego precedensu aktualnej tendencji zabijania gatunków większych. Noel Heim, badacz ze Stanforda i współautor pracy, powiedział: „Obserwujemy to nieustannie. Człowiek wkracza do nowego ekosystemu i w pierwszej kolejności wytrzebia największe zwierzęta. Systemom morskim los ten został do niedawna zaoszczędzony, ponieważ ludzie nie wypuszczali się poza obszary przybrzeżne i nie dysponowali technologią do połowów na skalę przemysłową w głębokim oceanie.”

Plos BiologyPtaki morskie doświadczają ogromnego spadku liczebności populacji [PLoS ONE, 14.07.2015]

Albatros – ptak, który łączy się w pary na całe życie i w poszukiwaniu pożywienia przemierza ponad 10.000 kilometrów – doświadczył na przestrzeni ostatnich dekad dramatycznego spadku liczebności populacji. Jest to zapowiedź jego ostatecznego wymarcia.

Innym przykładem jest petrel z Fidżi, czarny ptak rurkonosy, który spędza całe swoje życie na szybowaniu nad oceanem. Petrele, albatrosy i inne ptaki cierpią, gdy oceany dewastuje kombinacja zanieczyszczeń i przełowienia; opublikowane w PLoS ONE nowe badanie wykazało, iż zwierzęta płacą za to wysoką cenę. Od 1950 roku, czytamy w podsumowaniu pracy, liczba ptaków morskich uległa redukcji o prawie 70 procent.

„Ptaki morskie są szczególnie dobrymi wskaźnikami zdrowia ekosystemów morskich,” powiedziała Michelle Paleczny z Uniwersytetu Kolumbii Brytyjskiej, współautor badania i badacz uczestniczący w projekcie Morze wokół nas. „Kiedy widzimy redukcję liczebności ptaków morskich o tej skali, wiemy, że z ekosystemami morskimi dzieje się coś niedobrego. Daje nam to wyobrażenie o tym, jaki ogólny wpływ wywiera nasz gatunek.”

Na potrzeby analizy naukowcy zebrali informacje na temat ponad 500 populacji ptaków morskich z całego świata, co reprezentuje 19 procent ich globalnej populacji. Okazało się, że populacja ogólna zmniejszyła się aż o 69.6 procent, co odpowiada utracie około 230 milionów osobników w ciągu 60 lat. […]

logo-pnas90% morskich ptaków ma w sobie plastik [The New York Times, 31.08.2015]

Nowe badanie szacuje, że dziewięć z 10 ptaków morskich świata ma w swoich wnętrznościach plastik.

Wcześniejsze analizy wskazywały, iż około 29 procent ptaków połknęło tę substancję. Australijski zespół uczonych, który badał zwierzęta oraz odpady morskie przez dziesiątki lat wykorzystał komputerowe modele do aktualizacji danych; wyliczenia przedstawione na łamach Proceedings of the National Academy of Sciences ujawniły, że dramat jest udziałem znacznie większej liczby ptaków.

„Wynik jest astronomiczny,” powiedziała współautorka pracy Denise Hardesty, starszy badacz w federalnej agencji naukowej Australii. Stwierdziła również, że problem obecności tworzyw sztucznych w oceanie narasta, ponieważ globalna gospodarka generuje ich coraz więcej. „W ciągu najbliższych 11 lat wyprodukujemy tyle plastiku, ile wyprodukowano go od chwili rozpoczęcia produkcji przemysłowej w 1950 roku.”

Ptaki mylą plastik z ikrą, zatem „są przekonane, że spożywają normalny posiłek,” wyjaśniła Hardesty. Zazwyczaj w ptasich organizmach znajdowane są drobne fragmenty plastiku, ale badaczka natrafiła na znacznie większe rzeczy, takie jak świecący kijek i trzy baloniki w żołądku burzyka. „Widziałam wszystko – od zapalniczek po kapsle, samochodziki i inne zabawki,” dodała. […]

UNEPButelki i reklamówki z biodegradowalnego plastiku są fałszywym rozwiązaniem wszechobecnego problemu śmieci w oceanach. Wiele z nich rozkłada się w temperaturze 50°C, a ocean jest chłodniejszy. Nie utrzymują się na powierzchni i toną, zatem nie są wystawione na działanie promieni UV i nie ulegają dezintegracji.” Jacqueline McGlade, główny naukowiec Programu Środowiskowego ONZ, wypowiedź z 23 maja 2016.

marine-pollution-bulletinBadacze z Uniwersytetu Plymouth w Wielkiej Brytanii ustalili, że każdy cykl prania automatycznego może uwolnić do środowiska ponad 700 tysięcy mikroskopijnych, plastikowych włókien. Zespół naukowców przez 12 miesięcy analizował konsekwencje prania materiałów syntetycznych w domowych pralkach. Przetestowane zostały różne temperatury i kombinacje detergentów celem określenia ilościowego zrzutu mikrowłókien. Okazało się, że najgorszy pod tym względem jest akryl: pojedyncze pranie uwalnia 730 tysięcy syntetycznych cząstek, czyli pięć razy więcej niż tkaniny poliestrowo-bawełniane i prawie półtora raza więcej niż poliestrowe. Mikrowłókna przedostają się kanalizacją do oczyszczalni ścieków, gdzie ich niewielka część przechwytywana jest jako osad ściekowy. Reszta trafia do rzek i oceanów. Wyniki pracy badawczej opublikowano we wrześniu 2016 na łamach Marine Pollution Bulletin.

Environmental Science and TechnologyNanoplastik wywiera negatywny wpływ na zwierzęta wodne [Science Daily, 23.05.2016]

Plastik stanowi niemal osiemdziesiąt procent wszystkich oceanicznych odpadów. Ulega stopniowej dezintegracji na coraz mniejsze cząstki. Badacze ze szwedzkiego Uniwersytetu w Lund przyjrzeli się wpływowi nanowymiarowych drobin na zwierzęta wodne z różnych części łańcucha pokarmowego. Wyniki ich dochodzenia opublikowane zostały w Environmental Science and Technology.

Przeprowadzono dotychczas niewiele badań na ten temat. Trudno jest poddać analizie cząstki tworzyw sztucznych o tak małych rozmiarach,” powiedziała Karin Mattsson, współautorka pracy. „Przetestowaliśmy oddziaływanie cząsteczek styropianu o różnych rozmiarach, ładunku i powierzchni na rozwielitka. Okazało się, że wielkością najbardziej toksyczną było 50 nanometrów.”

Ponieważ zooplankton taki jak Dafnia stanowi źródło pokarmu dla wielu innych zwierząt wodnych, naukowcy chcieli zbadać następstwa obecności plastikowych cząstek na wyższych piętrach łańcucha pokarmowego. Odkryli, iż ryby, które żywiły się zawierającymi nanoplastik rozwielitkami zmieniły swoje łowne zachowania i straciły apetyt. Kilka analiz ujawniło również, że nanocząstki posiadają zdolność do przekraczania biologicznych barier, np. mózgu i ścianek jelita.

„Chociaż naszym badaniu wykorzystaliśmy ilości nanoplastiku, które są większe od stężeń występujących obecnie w oceanach, podejrzewamy, że cząstki te są w rybach akumulowane. W konsekwencji nawet małe dawki mogą wywrzeć negatywny wpływ,” przyznała Mattsson. Plastik rozkłada się w przyrodzie bardzo powoli, a kiedy mikroskopijnie cząstki trafią do jezior i oceanów, stają się trudne do usunięcia. Poza tym wiążą środowiskowe toksyny, które trafiają do łańcucha pokarmowego po przypadkowym spożyciu.

logo-pnasMikro-plastik zaburza pracę układu reprodukcyjnego ostryg [MongaBay, 17.02.2016]

Naukowcy są zatrwożeni wpływem mikro-plastiku na ekosystemy morskie. Wytwarzane rokrocznie odpady z tworzyw sztucznych odnotują w ciągu najbliższej dekady wzrost o rząd wielkości.

„Biorąc pod uwagę niewielkie rozmiary i wszędobylski charakter mikroskopijnych cząstek plastiku, ich oddziaływanie na organizmy morskie, zwłaszcza na wchłaniające je filtratory, jest powodem do niepokoju,” stwierdzili autorzy badania opublikowanego 22 grudnia 2015 w Proceedings of the National Academy of Sciences.

Większe kawałki plastiku rozkładają się w oceanie na tzw. mikro-plastik. Procesy przemysłowe i produkty konsumpcyjne – chociażby pasty do zębów i kosmetyki z plastikowymi mikrogranulkami, które za pośrednictwem kanalizacji trafiają ostatecznie do oceanu – są bezpośrednimi źródłami mikro-plastiku przedostającego się do środowisk morskich.

Naukowcy z francuskiego Instytutu Badań nad Eksploatacją Morza zanalizowali wpływ mikro-plastiku na pacyficzne ostrygi (Crassostrea gigas): jedną ich grupę karmili mieszanką mikrokulek polistyrenowych i bardziej typowego posiłku w postaci mikroalg, natomiast grupie kontrolnej podawali wyłącznie mikroalgi.

Najpoważniejszy skutek był taki, że dodatkowy wydatek energetyczny niezbędny do strawienia mikroalg zaburzył pracę układów rozrodczych ostryg. Sperma osobników męskich zwolniła, natomiast osobniki żeńskie produkowały mniejsze i mniej liczne oocyty – komórki, które stają się jajami. Potomstwo było mniejsze o 18 procent, a jego liczebność spadła o 41 procent.

Science-Magazine-LogoMikro-plastik uzależnia młode ryby i powoduje ich śmierć przed osiągnięciem wieku reprodukcyjnego [BBC, The Guardian, 2.06.2016]

Badanie zamieszczone 3 czerwca 2016 w Science ustaliło, iż larwy okonia preferują wysokie koncentracje polistyrenu od pożywienia naturalnego. Po raz pierwszy naukowcy wykazali, że ryby wchodzące w kontakt z takimi materiałami w fazie swojego rozwoju mają ograniczony wzrost, wyższe wskaźniki śmiertelności oraz zmienione zachowanie, które zagraża ich przetrwaniu.

Ażeby przyjrzeć się wpływowi mikro-plastiku – zdefiniowanego jako drobiny mniejsze niż 5 milimetrów – na wczesne stadia życia ryb, szwedzcy naukowcy wystawili larwy okonia na działanie różnych stężeń polistyrenu w zbiornikach wodnych. Pod nieobecność mikro-plastiku z powodzeniem wykluło się około 96% potomstwa. Liczba ta spadła do 81% podczas kontaktu z dużymi ilościami tego polimeru.

Ryby, które się urodziły w wodach o dużej zawartości mikro-plastiku są mniejsze, wolniejsze i głupsze, niż te, które przyszły na świat w wodach czystych,” powiedziała dr Oona Lonnstedt, główny autor badania z Uniwersytetu Uppsala. Blisko połowa młodych okoni z wód czystych przetrwała 24 godziny po zetknięciu z drapieżnikami. Natomiast osobniki, które dorastały pośród najsilniejszych koncentracji plastiku zostały w tym samym okresie skonsumowane całkowicie – ignorowały sygnały chemiczne, które w normalnych warunkach ostrzegają o obecności zagrożenia.

Zespół badawczy był najbardziej zaskoczony sposobem, w jaki plastik zmienił preferencje pokarmowe. „Wszystkie larwy miały dostęp do zooplanktonu, a jednak zdecydowały się na spożywanie plastiku. Wygląda na to, że to chemiczna lub fizyczna cecha plastiku wywołuje określoną reakcję u ryb,” wyjaśniła dr Lonnstedt. „Dają się nabrać, że jest to źródło wysokiej energii, której potrzebują w dużej ilości.”

W pracy badawczej autorzy łączą zanikanie gatunków takich jak okoń i szczupak, zaobserwowane w ciągu ostatnich dwóch dekad w Morzu Bałtyckim, ze wzrostem przypadków wymierania narybku. Argumentują, że jeśli plastik oddziałuje na młode ryby różnych gatunków, to wywiera dalekosiężny i długotrwały wpływ na całe ekosystemy.

Wszyscy jesteśmy zakażeni plastikiem. Cząsteczki z plastikowej butelki wyrzuconej do oceanu w Azji kończą w jedzeniu spożywanym przez Amerykanów. Wyprodukowany plastik z pewnością trafi do morza. Nasze niekończące się machinacje prowadzą ku masowemu wymieraniu. Jesteśmy jednymi z wielu zwierząt, które wyginą – ironia polega na tym, że powodem będzie nasza inteligencja.” Dr Curtis Ebbesmeyer, oceanograf, wypowiedź z 13 grudnia 2016

Ludzie cywilizowani emitują ponad 250 miliardów ton substancji chemicznych rocznie. Europejska Agencja Chemikaliów szacuje, że istnieją ponad 144.000 substancji chemicznych, które stworzono w laboratoriach. Amerykański Departament Zdrowia kalkuluje, iż każdego roku wprowadza się do użytku 2.000 nowych związków. Program Środowiskowy ONZ alarmuje, że ich większość nigdy nie jest badana pod kątem bezpieczeństwa dla zdrowia ludzi i pozostałych zwierząt.

NatureBadanie: Zmiana klimatu przeobrazi oceaniczne bakterie kluczowe dla łańcucha pokarmowego [The Guardian, 2.09.2015]

Zdaniem naukowców zmiana klimatu wywrze nieodwracalny i bezprecedensowy wpływ na kluczowe mikroorganizmy morskie, co może zainicjować dramatyczne następstwa w łańcuchu pokarmowym.

Bakteria trichodesmium znana jest ze zdolności przetrwania w ubogich w składniki odżywcze rejonach oceanu, gdzie zajmuje się przetwarzaniem azotu w materiał, którego potrzebują do rozwoju inne formy życia – od planktonu po wieloryby.

Proces „wiązania azotu” sprawia, iż bakteria ta staje się „czynnikiem nawożącym otwarty ocean,” mówi Eric Webb, współautor badania opublikowanego w Nature Communications. I chociaż jest to mikroorganizm, tworzy on kolonie dostrzegalne gołym okiem, stąd jego przydomek – „morskie trociny”.

Gdy naukowcy umieścili bakterie w warunkach symulujących poziom dwutlenku węgla prognozowany na rok 2100, (1) nastąpiła ich reprodukcyjna eksplozja. Badacze twierdzą, że do podobnie niepohamowanego rozmnażania organizmu może dojść w przyszłości, czego konsekwencją byłaby konsumpcja ogromnych ilości składników odżywczych – takich jak żelazo i fosfor – których oceaniczny zapas jest ograniczony.

W takiej sytuacji zależni od tych samych składników mieszkańcy głębin nie mieliby zapewnionej dostatecznej ich ilości, by przetrwać. Mogłoby się również zdarzyć, iż większa liczba trichodesmium zużywałaby zasoby w niezrównoważonym tempie i doprowadziła do własnego wymarcia. Wówczas inne organizmy utraciłby dostęp do produktów przetwarzanych przez bakterie za pośrednictwem „wiązania azotu”, co przyniosłoby katastrofalne skutki dla stworzeń z wyższych pięter morskiego łańcucha pokarmowego – np. ryb. […]

(1) Prognozę poziomu dwutlenku węgla na rok 2100 sformułował Międzyrządowy Zespół do spraw Zmian Klimatu (IPCC), którego modele nie nadążają za tempem antropogenicznego zaburzenia klimatu.

Nature Climate ChangeBadanie przewiduje nagłe, „przerażające” zmiany w zakwaszanym Oceanie Południowym [The Sydney Morning Herald, 3.11.2015]

Tempo zakwaszania Oceanu Południowego przez rosnące emisje dwutlenku węgla jest tak szybkie, że przed rokiem 2030 duże obszary akwenu mogą być niezdolne do zapewnienia warunków przetrwania kluczowym organizmom łańcucha pokarmowego.

Drobne skrzydłonogi (inaczej pteropody) – stworzenia przypominające ślimaki, które odgrywają ważną rolę w łańcuchu pokarmowym – nie będą w stanie tworzyć muszelek, ponieważ oceany pochłaniają więcej atmosferycznego CO2; proces został już zaobserwowany w krótkich przedziałach czasowych u wybrzeży Antarktydy.

Wykorzystując 10 modeli systemu Ziemi oraz scenariusze wysokiego poziomu emisji CO2, naukowcy odkryli, iż względnie zakwaszony Ocean Południowy szybko staje się miejscem, które nie nadaje się do życia dla formujących muszle stworzeń takich jak pteropody; wyniki badania opublikowało 2 listopada 2015 pismo Nature Climate Change.

„Tym, co nas faktycznie zaskoczyło była gwałtowność, z jaką pojawia się niedosycenie [argonitu na bazie węglanu wapnia] na dużych obszarach Oceanu Południowego,” powiedział Axel Timmermann, współautor badania i profesor oceanografii na Uniwersytecie Hawajskim. „Tak naprawdę to dość przerażające.”

Jako że Ocean Południowy znajduje się już w pobliżu granicy uniemożliwiającej wykształcenie muszli, stosunkowo niewielkie zmiany w poziomie kwasowości najprawdopodobniej pojawią się tam jako pierwsze. „Stan tła jest już bardzo bliski korozyjności,” ostrzegł profesor Timmermann.

Poniżej pewnego poziomu pH muszle organizmów stają się bardziej kruche. „Skrzydłonogi nie mogą biegać bez muszli,” wyjaśnił profesor Timmermann. „Nie oznacza to, że ulegają natychmiastowemu rozpuszczeniu, ale uformowanie muszli wiąże się ze znacznie większym zapotrzebowaniem na energię.”

Pteropody nie ewoluują dostatecznie szybko, aby dostosować się do raptownie zmieniających się warunków. Wpływa to bezpośrednio na żywiące się nimi ryby. Biorąc pod uwagę liczebność tych morskich stworzeń, „zanik tej biomasy będzie miał lawinowe skutki dla reszty łańcucha pokarmowego.”

W miarę dalszego wzrostu poziomów dwutlenku węgla można oczekiwać, iż konsekwencje widoczne w Oceanie Południowym – i będących jego odpowiednikami regionach półkuli północnej – rozprzestrzenią się w kierunku równika.

logo-pnasNa całym świecie maleją populacje ryb, przyczyną jest zmiana klimatu [NPR, 14.12.2015]

Analiza opublikowana 14 grudnia 2015 w Proceedings of National Academy of Sciences stwierdza, że zdolność ryb do rozmnażania i odbudowy populacji spada na całym świecie. Najgorsza sytuacja panuje na północnym Atlantyku, gdzie zmniejsza się liczebność większości gatunków. „O ile nam wiadomo jest to pierwsze globalne badanie, które dokumentuje spadek rzeczywistej produktywności ryb,” mówi Gregory L. Britten, główny autor badania, doktorant Uniwersytetu Kalifornijskiego w Irvine.

Britten przejrzał wraz z innymi badaczami dane z globalnej bazy 262 komercyjnych zasobów kilkudziesięciu dużych ekosystemów morskich świata. Wyłonił się z nich wyraźny trend redukcji narybku (młodych ryb, które nie osiągnęły jeszcze wieku reprodukcyjnego) powiązany ściśle ze spadkiem ilości fitoplanktonu, inaczej mikroalg, w wodzie. „Uważamy, że chodzi o brak dostępności pożywienia,” mówi Britten. „Kiedy ryby są młode, ich głównym pokarmem jest fitoplankton i mikroskopijne zwierzęta. Jeśli nie znajdą ich w ciągu kilku dni, mogą zginąć.”

Najgorzej jest na północnym Atlantyku, gdzie zanika zdecydowana większość gatunków, w tym dorsz, gładzica, europejska i amerykańska płastuga. W tym przypadku, mówi Britten, swoją historyczną rolę mogą odgrywać intensywne połowy. Duże ryby, zdolne do wyprodukowania największych, najbardziej wytrzymałych jaj, są wyławiane. Tymczasem udokumentowane ubytki fitoplanktonu utrudniają odtworzenie pierwotnego stanu populacji, pomimo agresywnych działań z zakresu zarządzania łowiskami, wyjaśnia Britten. „Redukcja fitoplanktonu stanowiła czynnik sprawczy w przypadku wszystkich gatunków. Była stałą zmienną,” dodaje. I jest ona bezpośrednim skutkiem zmiany klimatu: wzrost temperatury oceanu wpływa na populację fitoplanktonu, która z kolei oddziałuje na zasoby rybne.

Źródła pożywienia dla ryb w stadium larwalnym były również przedmiotem badania opublikowanego w lecie 2015 przez Rebeccę Asch, współpracownika naukowego Uniwersytetu Princeton. Asch przestudiowała dane z lat 1951–2008 dotyczące 43 gatunków ryb złapanych u wybrzeży południowej Kalifornii i odkryła, że wiele z nich zmieniło sezon składania ikry. Gdy skrzek składany jest zbyt wcześnie lub zbyt późno, ilość dostępnego dla ryb planktonu jest mniejsza, co sprawia, że ich szansa na przeżycie również maleje. Uczona nazywa to „niedopasowaniem” pory składania ikry i sezonowego zakwitu planktonu.

Global Change BiologyOcieplenie klimatu zmniejszy produkcję długołańcuchowych, wielonienasyconych kwasów omega-3 w fitoplanktonie,” brzmi tytuł badania opublikowanego 12 kwietnia 2016 w internetowym wydaniu Global Change Biology. Te niezastąpione kwasy tłuszczowe są podstawą zdrowia wszystkich kręgowców – mają bezpośredni związek z kondycją układu krążenia i układu odpornościowego, a także funkcjami neurologicznymi, wzrokiem i reprodukcją.

Frontiers in MicrobiologyZmiana klimatu sprawi, że koralowce zostaną zdeformowane i zaatakowane przez wirusy [The Guardian, 19.02.2016]

Nowe badania, opublikowane 19 lutego 2016 w Science Advances i 22 lutego 2016 we Frontiers of Microbiology, ustaliły, iż koralowce zostaną zdeformowane i doświadczą coraz częstszych epidemii wirusów podobnych do opryszczki, ponieważ ludzie pompują do atmosfery dwutlenek węgla. Te powiązane skutki sugerują, że rafy koralowe będą miały trudności z odzyskaniem zdrowia po atakach tzw. bielenia (wybielania) – właśnie jesteśmy świadkami najdłuższego w historii zjawiska tego rodzaju.

Oceany wchłaniają 30% dwutlenku węgla uwalnianego przez fabryki, samochody i elektrownie. Ich kwasowość wzrasta, co sprawia, iż koralowcom trudniej jest budować swoje alkaliczne szkielety.

Kiedy badacze zwiększyli zakwaszenie do wartości prognozowanej na XXI wiek przy braku drastycznych redukcji emisji, część szkieletów nie wykształciła w pełni kręgosłupów lub stała się zbyt długa. Niektóre fragmenty szkieletu nie wyrosły w ogóle. Kształt korali charakteryzowała asymetria, ścianki były dziurawe i porowate, a połowa zdeformowanych szkieletów miała pęknięcia. „Pomyślałam, ‚O mój boże, tylko na nie popatrz.’ Bardzo dramatyczny widok,” powiedziała Peta Clode z Uniwersytetu Australii Zachodniej. „Można było się spodziewać, że nie urosną zbyt dobrze. Ale takie deformacje są zaskakujące.”

Naukowcy przyjrzeli się wiremiom tych koralowców, które uległy trzydniowemu bieleniu w 2011 roku na Wielkiej Rafie Barierowej w Australii. Proces następuje, gdy korale poddane są działaniu wysokich temperatur, mają kontakt z powietrzem lub niższym zasoleniem wody wskutek obfitych opadów deszczu. Ocieplenie zwiększy częstotliwość bielenia koralowców, ponieważ zbliży je do granic tolerowanych temperatur. Odkryto, że podczas bielenia nastąpił wybuch wirusowej epidemii. Wśród wielu mnożących się wirusów wielki skok odnotował ten, który przypomina infekującą ludzi opryszczkę. Wiremia były nawet czterokrotnie wyższe od rekordowych ilości wirusów, jakie zaobserwowano wcześniej w koralach.

To zła wiadomość, bo koralowce mogą sobie nie poradzić z częstszym bieleniem. „Kiedy korale są pod wpływem presji, muszą pokonać nie tylko bielenie,” wyjaśniła Tracy Ainsworth z Uniwersytetu Jamesa Cooka w Australii. „Jest ono połączone ze zmianą środowisk mikrobiologicznych.

Science AdvancesPopulacja koralowca odpowiadającego za budowę raf gwałtownie spada [Science Daily, 22.04.2016]

Szybko rosnące, rozgałęziające się korale o nazwie acropora odpowiadają za większość współczesnego wzrostu raf. Mimo że istnieją od co najmniej 50 milionów lat, doświadczają obecnie znacznego spadku liczebności na całym świecie. „Koralowce acropora stały się dominującym budowniczym raf około 1.8 miliona lat temu,” powiedział profesor John Pandolfi z Centrum Doskonałości w Badaniach nad Rafami (Coral COE) na Uniwersytecie w Queensland. „Od tamtej pory rafy odniosły sukces częściowo ze względu na jego wszechobecność – faktycznie rosną najszybciej, gdy ich budową zajmuje się głównie ten gatunek.”

Badanie opublikowane 22 kwietnia 2016 w Science Advances zanalizowało globalne dane historyczne – w tym zapisy kopalne – poziomu morza i występowania koralowców, które sięgają ponad 60 milionów lat wstecz. Naukowcy odkryli, że w przeszłości acropora znakomicie poradziły sobie w warunkach nagłych przeobrażeń środowiskowych, ale pierwszy spadek ich populacji w Australii zbiegł się ze zmianami użytkowania gruntów podczas europejskiej kolonizacji kontynentu. Wzór ten powtarza się w innych miejscach, na przykład w Morzu Karaibskim. Ostatnio korale te doświadczyły redukcji liczebności wskutek bielenia i chorób, a w wielu światowych rafach wymarły całkowicie.

Pomimo tego nadal pozostają jednym z najbardziej płodnych budowniczych raf – dominują w wielu rafowych siedliskach: równinach, grzbietach i zboczach, rafach zanurzonych i głębszych. Powiodło im się, ponieważ ich kolonie mają najwyższy wskaźnik wzrostu spośród wszystkich korali połączony ze zdolnością do regeneracji po uszkodzeniu. Ich obecność jest także ważnym czynnikiem pozwalającym rafom nadążyć za wzrostem poziomu morza – choć acropora są wrażliwe na inne naciski środowiskowe, przy nagłych zmianach poziomu morza przeżywały bujny rozkwit.

Główny autor pracy, dr Willem Renema z Centrum Bioróżnorodności Naturalis w Holandii, podkreślił, iż acropora zapewniają jeszcze większe korzyści. „Przyczyniają się w dużym stopniu do złożoności strukturalnej i trójwymiarowości raf. Dlatego odgrywają ważną rolę w dostarczanych przez te ekosystemy usługach. Obejmują one ochronę wybrzeży i utrzymanie siedlisk uzależnionej od raf różnorodności biologicznej.”

Rafy koralowe są domem większej liczby gatunków niż inne środowiska morskie. To od nich zależy zdrowie populacji ryb, bezpieczeństwo wybrzeży – pomagają rozproszyć aż 97% energii fal. Jednak w ciągu ostatnich 20 lat koralowa pokrywa zmniejszyła się w niektórych rejonach, takich jak Karaiby, aż o 95%. Zdrowiu koralowców zagraża zmiana klimatu i szkodliwe czynniki lokalne – zanieczyszczenie i nadmierne połowy.

The Royal SocietyZakwaszenie oceanów przyspiesza erozję koralowców [Phys.org, 22.11.2016]

Naukowcy badający rafy koralowe w Papui Nowej Gwinei – których środowisko zawiera naturalnie wysokie koncentracje dwutlenku węgla – ustalili, że w silnie zakwaszonych wodach erozja habitatu przyspiesza, zaś wzrost organizmów zwalnia. Wyniki analizy przeprowadzonej przez Instytut Badań Morskich i Atmosferycznych przy Uniwersytecie Miami (Cooperative Institute for Marine and Atmospheric Studies – CIMAS), Narodową Służbę Oceaniczną i Atmosferyczną (National Oceanic and Atmospheric Administration – NOAA) oraz australijski Instytut Nauk Morskich (Institute of Marine Science) zostały opublikowane 16 listopada 2016 przez Proceedings of the Royal Society B. Mają one fundamentalne implikacje dla raf na całym świecie, ponieważ w wyniku zmiany globalnej zakwaszenie oceanów przyspiesza. „Jest to pierwsza praca badawcza, która pokazuje, iż rosnący poziom zakwaszenia atakuje koralowce na dwa fronty: spowalnia rozwój szkieletu i jednocześnie przyspiesza proces erozji starych siedlisk rafowych,” powiedział Ian Enochs, główny autor badania, ekspert ds. koralowców w CIMAS oraz Laboratorium Oceanograficznym i Meteorologicznym Atlantyku (Atlantic Oceanographic and Meteorological Laboratory).

ARCTrwa globalne wymieranie koralowców [materiały z kwietnia 2016]

Około 25% morskiej bioróżnorodności zależy od raf koralowych, trójwymiarowego wapiennego szkieletu, jaki wznoszą koralowe zwierzęta i ich glonowe symbionty. Zmiana klimatu, a konkretnie spowodowany przez nią wzrost temperatur oceanów, zaburza funkcjonowanie tej produktywnej współpracy, czego potencjalnie destrukcyjnym skutkiem będzie efekt domina, który obejmie usługi świadczone przez ekosystemy raf koralowych (m.in. zaopatrzenie żywnościowe i ochronę wybrzeża).

Śmierć raf koralowych wskaźnikiem nagłej zmiany klimatu

Pacyficzna wyspa Kiritimati należy do najbardziej odległych miejsc na świecie – zlokalizowana ponad tysiąc sześćset kilometrów na południe od Hawajów jest jednym z kilkudziesięciu atoli zamieszkałych przez naród Kiribati. Jednak mimo tego odosobnienia, wiadomość o jej wyniszczonych koralowcach odbija się echem na całym świecie. Niedawna wyprawa ujawniła, że rafy wokół Kiritimati doświadczyły katastrofalnego masowego wymierania.

Sytuacja na Kiritimati wyszła na jaw podczas marcowej ekspedycji Julii Baum z Uniwersytetu Victorii i Kim Cobb z Instytutu Technologicznego Georgii. Badaczki spodziewały się złych wiadomości. Jednakże Baum, która od lat bada okoliczne koralowce, nie była w pełni przygotowana na skalę zastanej dewastacji. Jej zespół szacuje, że około 80 procent otaczającej wyspę rafy jest już martwe, kolejne 15 procent doświadcza bielenia, zaś zdrowie zachowało zaledwie 5 procent. Nieżywe korale pokryte są czerwonymi algami.

To był horror,” wspomina Baum. „Pod względem racjonalnym wiem, co się stało, ale pod względem emocjonalnym jest mi bardzo trudno z tym się pogodzić. Nieprawdziwym zdaje się fakt, że tętniąca życiem, zdrowa rafa, którą od lat tak intensywnie studiuję – właśnie ze względu na jej wyjątkową w skali globu kondycję zdrowotną – może tak po prostu przeobrazić się w ciągu kilku miesięcy w cmentarzysko.” Naukowcy uważają, iż wymieranie wokół Kiritimati – znanej również jako Wyspa Bożego Narodzenia – to jeden z najgorszych przejawów trwającego na całym świecie, bezprecedensowego bielenia koralowców. Niektórzy eksperci twierdzą, że wydarzenie to może sygnalizować jeszcze bardziej niepokojące odkrycie: osiągamy punkt, w którym wiele ekosystemów raf koralowych może nie być w stanie dostosować się do przyspieszającego tempa zmiany klimatu.

Nagłe przeobrażenia zachodzące w tropikalnych rafach koralowych pokazują, że znajdujemy się poza punktem naturalnego przystosowania ekosystemów do zmiany klimatu,” powiedział Thomas Lovejoy, badacz ochrony przyrody i profesor Uniwersytetu George’a Masona. „Uważaliśmy, że rafy koralowe będą pierwszym globalnym wskaźnikiem nadejścia niebezpiecznego ocieplenia i wydarzenia potwierdzają te oczekiwania,” powiedział Michael Oppenheimer, profesor nauk o Ziemi na Uniwersytecie Princeton. „Bielenia występują coraz częściej [w 1998, 2010 i 2015 roku], przybierają na intensywności, dlatego wiele raf koralowych po prostu nie ma dość czasu, by w przerwach między tymi zdarzeniami odzyskać pełnię zdrowia,” powiedział Mark Eakin, specjalista od raf koralowych z Narodowej Służby Oceanicznej i Atmosferycznej USA (NOAA).

Krytyczny stan Wielkiej Rafy Koralowej

Wielka Rafa Koralowa zalicza się do Światowego Dziedzictwa UNESCO. Istnieje od 600.000 lat. Pokrywa obszar 348.000 kilometrów kwadratowych. Składa się na nią 400 gatunków koralowców, które pozwalają przetrwać wielu tysiącom gatunków organizmów morskich.

W marcu 2016 przeprowadzony został z powietrza przegląd północnej Wielkiej Rafy Koralowej. Spośród 520 raf tylko cztery nie zdradzały oznak bielenia. Profesor Terry Hughes – przedstawiciel Narodowej Grupy Zadaniowej ds. Bielenia Koralowców i ekspert od raf koralowych z Uniwersytetu Jamesa Cooka w Townsville, który dowodzi zespołem prowadzącym obserwacje – ostrzegł, że sytuacja jest krytyczna. „Była to najsmutniejsza wyprawa badawcza mojego życia,” dodał. Pokazałem studentom rezultaty naszych oględzin, a potem płakaliśmy.” Od australijskiego miasta Cairns po Cieśninę Torresa kolorowe niegdyś wstążki rafy świecą upiorną bielą.

W kwietniu 2016 naukowcy sformułowali swoją najbardziej ponurą ocenę zdrowia największego żyjącego ekosystemu Ziemi: połowa Wielkiej Rafy Koralowej jest „martwa lub umiera” i prawie cała znajduje się na krawędzi wymarcia. Tylko siedem procent rafy uniknęło bielenia, które następuje, gdy ogrzana woda zmusza korale do wydalenia mieszkających w nich glonów. Jeśli temperatura nie spadnie, rafy nie zdołają odzyskać swego pierwotnego stanu i obumrą.

Nigdy wcześniej nie byliśmy świadkami bielenia na podobną skalę. Północna część Wielkiej Rafy Koralowej wygląda tak, jakby na brzegu pojawiło się 10 cyklonów jednocześnie,” powiedział profesor Hughes.

Badanie opublikowane 15 kwietnia 2016 w Science wykazało, iż koralowce Wielkiej Rafy Koralowej były w stanie przetrwać dotychczasowe bielenia, ponieważ każdy epizod poprzedzał wzór stopniowego ocieplania się wód oceanu. Przebieg obecnej i prognozowanej zmiany klimatu zapowiada utratę tego ochronnego wzoru – zniknie on, gdy temperatura wody morskiej wzrośnie zaledwie o 0.5°C. Autorzy z Centrum Doskonałości w Badaniach nad Rafami Koralowymi przy Uniwersytecie Jamesa Cooka, Uniwersytetu Queensland i Narodowej Służby Oceanicznej i Atmosferycznej zanalizowali dane satelitarne temperatur powierzchniowych z ostatnich 27 lat.

W 2014 rosnące temperatury oceanów znalazły się w zakresach, jakich nigdy wcześniej nie zarejestrowano. Ocieplenie to zainicjowało zjawisko bielenia, które pogorszyło się w 2015 wraz z nadejściem naturalnego cyklu zmienności klimatycznej El Niño. W pierwszych miesiącach 2016 globalne temperatury powierzchniowe wzrosły o 1.5°C powyżej średniej z lat 80. XIX wieku.

Koralowce zabija wydłużony okres ekstremalnego skoku temperatury.

Ministerstwo Środowiska Japonii poinformowało 10 stycznia 2017, że Sekiseishoko, największa rafa koralowa kraju, jest martwa w blisko 75%. Pozostałe koralowce obumierają.

CSIROWedług wstępnych ustaleń z przełomu kwietnia i maja 2016 wysokie temperatury wody odpowiadające za bielanie Wielkiej Rafy Koralowej były 175 razy bardziej prawdopodobne ze względu na wywołaną przez cywilizację przemysłową zmianę klimatu i mogą stać się normą w ciągu zaledwie 18 lat. „Nigdy nie przypuszczaliśmy, że Wielka Rafa Koralowa może umrzeć przed rokiem 2030. Jeśli to prawda, to dojdzie do tego o wiele szybciej, niż zakładano,” powiedział Wenju Cai, wiodący klimatolog z Organizacji ds. Badań Naukowych i Przemysłowych Wspólnoty Narodów (Commonwealth Scientific and Industrial Research Organisation – CSIRO). Natomiast Terry Hughes, biolog raf koralowych z Uniwersytetu Jamesa Cooka i dyrektor Narodowej Grupy Zadaniowej ds. Bielenia Koralowców, przyznał, że niepokojące wyniki nie są zaskoczeniem, ponieważ podobne rezultaty przewidział 17 lat temu badacz Ove Hoegh-Guldberg.

Coral Reef Watch20 czerwca 2016 naukowcy ogłosili, że świat przez trzeci rok z rzędu doświadcza bezprecedensowego bielenia koralowców. Informację przekazało Obserwatorium Raf Koralowych NOAA (Coral Reef Watch). Monitoruje ono czynniki klimatyczne mogące wywierać na rafy ogromną presję. Należy do nich wzrost temperatury oceanu, który w ostatnich latach bezwzględnie uderzył w rafowe społeczności i wiele z nich ugotował na śmierć. Ten atak ulegnie wzmożeniu, ponieważ planeta ociepla się coraz szybciej. „Mamy do czynienia z najbardziej rozległym i najdłuższym w dziejach globalnym bieleniem raf,” stwierdził Mark Eakin, dyrektor obserwatorium NOAA. „Jeśli pomyślimy o rafach jako systemie alarmowym [zmiany klimatu], to dzwoni on teraz jak szalony,” ostrzegła Jennifer Koss, dyrektor Programu Ochrony Raf Koralowych NOAA (Coral Reef Conservation Program).

Obecne, najgorsze globalne bielenie koralowców może być po prostu nową normalnością. Mam nadzieję, że dobiegnie końca w 2017, ale jest prawdopodobne, że najzwyczajniej nie ustąpi i wraz ze zmieniającymi się porami roku pojawiać się będzie naprzemiennie na półkuli północnej i południowej. Spodziewam się, że od teraz będę świadkiem bielenia każdego roku. W pewnym momencie przekroczymy poziom [globalnego ocieplenia], w którym przerwy między kolejnymi jego epizodami zanikną. Modele klimatyczne od dziesięciu lat prognozują, iż po 2020 globalne bielenie stanie się normą. Problem polega na tym, że globalne modele klimatyczne mają tendencję do zaniżania tempa zmian.” Mark Eakin, szef programu Coral Reef Watch w Obserwatorium Raf Koralowych NOAA [wypowiedź z 22 sierpnia 2016]

Rok 2017: katastrofa koralowców trwa. Ze względu na wysokie temperatury powierzchni morza w tropikalnych regionach świata wiele raf doświadcza bielenia przez czwarty rok z rzędu. Doniesienia z Australii potwierdzają nowe przypadki tego wyniszczającego procesu w północnej części Wielkiej Rafy Koralowej, gdzie w ubiegłym sezonie obumarła połowa najdotkliwiej zaatakowanych korali. Nigdy wcześniej masowe bielenie nie trwało tak długo i nie utrzymało się w okresie naturalnego ochłodzenia powierzchni oceanu (La Niña). Najbardziej niepokoi fakt, iż może ono już być stałą cechą oceanu w zdestabilizowanym systemie klimatycznym Ziemi. „Prognozy są przerażające,” powiedział Gareth Williams z Uniwersytetu Bangor w Wielkiej Brytanii.

Nawet gdyby świat mógł natychmiast powstrzymać globalne ocieplenie, naukowcy prognozują, że do roku 2050 wymarłoby ponad 90 procent koralowców. „Tracimy je błyskawicznie. Proces przebiega o wiele szybciej, niż byliśmy w stanie to sobie wyobrazić.” Julia Brown, biolożka morska z Uniwersytetu Wiktorii w Kanadzie. „Niezależnie od tego, czy mieszkasz w Ameryce Północnej, Europie czy Australii, powinieneś być zaniepokojonym. Rafy nie są jedynie odległą, turystyczną atrakcją dla nurków, miejscem wakacyjnego wypoczynku. Stanowią tkankę ekosystemu, który nas podtrzymuje. Nie można być bardziej głupim – wyniszczać to, od czego zależy życie i mieć nadzieję, że ujdzie nam to na sucho.” Ove Hoegh-Guldberg, biolog i dyrektor Instytutu Zmiany Globalnej (Global Change Institute) w Australii. [wypowiedzi z 13 marca 2017]

UNEPWedług Programu Środowiskowego ONZ aktualne trendy wskazują na to, że prawie wszystkie rafy koralowe świata będą wkrótce doświadczać bielenia w każdym sezonie. Odkrycie jest częścią analizy nowych prognoz, które miały ustalić kolejność i tempo wpływu zmiany klimatu na koralowce. Raport został opublikowany 21 grudnia 2016 w Nature Scientific Reports.

National GeographicToksyczne glony rozprzestrzeniają się szybko na całym świecie [National Geographic, sierpień 2016]

Gdy w ubiegłym roku na wybrzeżu Kalifornii populacje lwów morskich dostały ataków drgawek, a ptaki i morświny zaczęły umierać, naukowcy nie byli całkowicie zaskoczeni. Toksyczne algi znane są ze szkodliwego wpływu na ssaki morskie. Ale kiedy badacze odkryli ogromne ilości toksyn w pelikanie, który spożył sardele, postanowili przyjrzeć się próbkom świeżo złowionych ryb. Ku ich zaskoczeniu okazało się, iż poziom trujących związków w mięsie sardeli był tak niebezpieczny, że władze stanowe wezwały ludzi do natychmiastowego zaprzestania ich konsumpcji. Rozkwit glonów, który pokrył Zachodnie Wybrzeże w 2015, był najbardziej trującym w dziejach regionu. Podobne wyniszczające zakwity, przyspieszone najprawdopodobniej przez ocieplenie oceanu i inne konsekwencje zmiany klimatu, sieją spustoszenie w oceanie i egzystencji ludzi od fiordów Ameryki Południowej po wody Morza Arabskiego. Wielu badaczy prognozuje, że zjawisko ulegnie pogorszeniu. „Zeszłoroczne zdarzenie uświadomiło nam, jak mało tak naprawdę wiemy o tym, do czego zdolne są te organizmy,” powiedział Raphael Kudela, ekspert od toksycznych glonów z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Santa Cruz.

Od dziesięcioleci mamy świadomość, że nawozy sztuczne i zwierzęce odchody, które spływają z pól uprawnych i pastwisk do rzeki Mississippi, karmią zabójcze zakwity w oceanie. One z kolei przyczyniają się do powstawania stref wód martwych, czego przykładem jest chociażby Zatoka Meksykańska. Podobne zdarzenia są coraz częstsze na całym świecie, ponieważ postępuje rozrost centrów populacyjnych i do morza trafia więcej azotu i innych odpadów. Niektórzy naukowcy podejrzewają, iż wywołane globalnym ociepleniem topnienie lodu w Himalajach zmienia układ opadów atmosferycznych, a to skutkuje zmniejszaniem się poziomu tlenu w Morzu Arabskim i prowadzi do rozległych zielonych zakwitów noctiluca scintillans – alg, które mogą przeobrazić morską sieć pokarmową regionu. „Nie ma wątpliwości, że nowe gatunki glonów pojawiają się w różnych miejscach, ich szkodliwe zakwity są częstsze i trwają dłużej,” wyjaśnił Pat Glibert, ekspert od fitoplanktonu na Uniwersytecie Maryland. „Trendy te są rzeczywiste.”

Badacze znajdują już niepokojące dowody na występowanie glonów na obszarach praktycznie pozbawionych obecności człowieka. Długotrwałe zakwity obejmują coraz większe przestrzenie, a ich toksyczność wzrasta wraz z temperaturą wody. W lokalizacjach, gdzie odbywa się niewłaściwe gospodarowanie odpadami, problem potęgują następstwa zmiany klimatu. Zakwity masowo zabijają ryby u wybrzeży Omanu. Na początku 2016 udusiły miliony łososi w Ameryce Południowej. Inny zakwit spowodował w ubiegłym roku śmierć 300 sejwali w Chile. Algi zaczynają mnożyć się na dalekiej północy u wybrzeży Grenlandii. Zdaniem niektórych uczonych powodują tam topnienie lodu. Tylko w bieżącym sezonie testy wykazały, iż kwas domoikowy z toksycznych glonów znajduje się już w morsach, wielorybach grenlandzkich, bieługach i fokach z arktycznej Alaski. Panowało przekonanie, że akurat ten gatunek nawiedza region polarny sporadycznie.

Spodziewamy się, że warunki sprzyjające powstawaniu szkodliwych zakwitów alg będą pojawiać się coraz częściej,” ostrzegł Mark Wells z Uniwersytetu Maine. „Mamy wyobrażenie na temat tego, co się stanie, ale niespodzianki, które nastąpią, mogą być dość radykalne.”

PrintBezprecedensowe obumieranie lasów namorzynowych [ABC, 10.07.2016]

Wzdłuż wybrzeży północnej Australii obumarło blisko 10.000 hektarów lasów namorzynowych. Dr Norm Duke, wykładowca Uniwersytetu Jamesa Cooka, międzynarodowy ekspert w dziedzinie klasyfikacji mangrowi i ekosystemów, stwierdził: „Pod względem skali jest to pierwszy tego typu przypadek na świecie; najbardziej ekstremalne obumieranie, jakie kiedykolwiek widziałem.” W maju naukowiec otrzymał fotografie przedstawiające rozległe połacie martwych lasów namorzynowych w północnej części Zatoki Carpentaria. Do tego czasu on i inni specjaliści koncentrowali się na obumieraniu namorzyn wokół Karmuby w stanie Queensland, na przeciwległym krańcu Zatoki. „Obrazy robiły ogromne wrażenie. Były naprawdę dramatyczne; ujawniały śmierć przybrzeżnej mangrowi na obszarze rozciągającym się w nieskończoność,” powiedział dr Duke. „Pracuję na całym świecie i oglądam uszkodzone namorzyny. Żadne z moich wcześniejszych doświadczeń nie przygotowało mnie na tak szokujący widok,” przyznał.

Dr Duke chciał ustalić, czy obumieranie zaobserwowane w dwóch stanach było ze sobą powiązane. „Mówimy o odległości 700 kilometrów dzielącej obie lokalizacje,” powiedział. Zasięg i porę zdarzenia, do którego doszło na odległym Terytorium Północnym można było potwierdzić jedynie dzięki specjalistycznym zdjęciom satelitarnym. Staranna analiza obrazów potwierdziła, iż obumieranie nastąpiło w obu stanach w ubiegłym sezonie na przestrzeni miesiąca i przebiegało równolegle z bieleniem Wielkiej Rafy Koralowej. Ten ostatni fakt skłonił badaczy do przyjrzenia się czynnikom klimatycznym. „Usłyszałem, że w tamtym okresie na Terytorium Północnym nie pojawiła się pora deszczowa,” wspomina dr Duke. „Natomiast w roku poprzednim trwała zaledwie miesiąc. W normalnych warunkach utrzymuje się przez trzy lub cztery miesiące.” Fakt ten przekonał go, że przyczyną masowego obumierania namorzyn były niskie opady i wysokie temperatury. Zabójczy brak wody słodkiej i rekordowo ciepła woda morska wywarły presję wykraczającą poza granice tolerancji roślin.

Mangrowia nie są tak malownicze, jak rafy koralowe, dlatego nie budzą zainteresowania,” powiedział dr Duke. Tymczasem służą za matecznik wielu gatunkom ryb, krewetek i krabów. Badanie Wielkiej Mezoamerykańskiej Rafy Koralowej wykazało, iż w rafach sąsiadujących z namorzynami liczebność niektórych ryb jest nawet 25 razy większa niż tam, gdzie lasy wycięto. Ich gęste systemy korzeni przechwytują osady spływające z lądu, bądź nanoszone przez rzeki. Chronią w ten sposób rafy koralowe, pomagają stabilizować linię brzegową i zapobiegają erozji; łagodzą w znacznym stopniu wyniszczające skutki huraganów i tajfunów.

Dr Duke powiedział, że napływają już pierwsze doniesienia o niższych niż zwykle połowach ryb w rejonie Terytorium Północnego.

Royal SocietyOcieplające się oceany zabijają rozgwiazdy i homary [The Washington Post, 17.02.2016]

Dwa nowe badania stwierdziły, iż ocieplające się wody Atlantyku i Pacyfiku zwiększyły częstość występowania chorób; zamieniają one rozgwiazdy w papkę i uśmiercają homary wdzierając się pod skorupy i powodując rany. Według biologów epidemie są tak zabójcze, że co najmniej jeden gatunek rozgwiazd zniknął u wybrzeży Waszyngtonu i Kolumbii Brytyjskiej, zaś łowiska homara, zdziesiątkowane już w południowej Nowej Anglii, są zagrożone.

Na Pacyfiku tzw. chroniczna choroba wyniszczająca wskazywana jest jako przyczyna zniknięcia rozgwiazdy słonecznikowej. Zabija również rozgwiazdę ochrową, którą w swojej ostatniej analizie studiowali naukowcy z Uniwersytetu Cornella, Uniwersytetu Puget Sound, Uniwersytetu Północno-wschodniego i innych instytucji.

Badaniu rozgwiazd przewodził Morgan E. Eisenlord, biolog ewolucyjny z Cornella; opublikowano je w Proceedings of Royal Society B. Zarówno w laboratorium, jak i w 16 lokalizacjach na Wyspach San Juan u wybrzeża Waszyngtonu, naukowcy stwierdzili, iż wraz z nieznacznym wzrostem temperatury wody rozgwiazdy ochrowe stawały się coraz bardziej chore. Warunki symulowane w laboratorium zostały potwierdzone przez wyniki obserwacji terenowych. Choroba rozpowszechniła się przy rosnącej wartości temperatury, a dorosłe osobniki umarły w ciągu kilku dni. Choroba i śmierć były bardziej zauważalne w przedziale 12.2-18.8 stopnia Celsjusza. W przypadku organizmów dorosłych ryzyko śmierci było o 18 procent wyższe przy 18.8 stopnia.

„Małe zdawały się być bardziej odporne,” powiedział Drew Harvell, profesor ekologii i biologii ewolucyjnej na Uniwersytecie Cornella, który bada choroby morskie i był współautorem obu raportów. „Dłużej opierają się chorobie, ale kiedy ulegną, śmierć następuje szybko.”

Badanie homarów również odkryło, że przyczyną rozpowszechnienia epizootycznej choroby skorupy są cieplejsze wody. Głównym autorem pracy zamieszczonej przez Proceedings of Royal Society B był Jeffrey Maynard, habilitowany współpracownik Laboratorium Harvella. Syndrom – zaobserwowany po raz pierwszy u amerykańskich wybrzeży w latach 90. XX wieku – charakteryzuje szybkie pogorszenie kondycji skorup. Rozprzestrzenia się szybko, zwłaszcza u samic, które zrzucają skorupy rzadziej niż samce; nosząc je dłużej, są bardziej narażone na atak choroby.

Jeden z laboratoryjnych eksperymentów zanalizował wpływ bakterii. W temperaturze 10 stopni Celsjusza choroba postępowała wolno. Lecz w przedziale 10-20 stopni przyspieszyła. Nawet po zrzuceniu starej skorupy, natychmiast doszło do zainfekowania nowej.

Simon Fraser UniversityEkolodzy morscy z Uniwersytetu Simona Frasera odkryli, że wysoka śmiertelność rozgwiazd spowodowała efekt domina w środowisku morskim Howe Sound na Zachodnim Wybrzeżu USA. Latem 2013 obszar Howe Sound utracił w ciągu kilku tygodni blisko 90 proc. swoich rozgwiazd. Powtarzając podwodny monitoring przeprowadzony przed tym zdarzeniem, naukowcy byli w stanie zmierzyć zmiany w społecznościach morskich zwierząt i roślin. Okazało się, że zielone jeżowce, ulubiony pokarm rozgwiazd, zwiększyły swoją liczebność czterokrotnie, natomiast populacje krasnorostów, przysmaku jeżowców, zmniejszyły się o 80 proc. „To bardzo jaskrawy przykład troficznej kaskady, która jest ekologicznym efektem domina wywołanym przez zmiany, jakie zaszły na końcu łańcucha pokarmowego,” powiedziała Isabelle Côté, współautorka badania opublikowanego 26 kwietnia 2016. „To złowieszcze przypomnienie, że wszystko jest ze sobą połączone. W tym konkretnym przypadku konsekwencje były przewidywalne, ale bywa, że takimi nie są,” dodała. Minęły dwa lata, a oznak odbudowy populacji rozgwiazd wciąż brak.

Ocieplenie głębokiego oceanu oznacza głód i wymieranie gatunków [Phys.org, 23.02.2017]

Naukowcy z 20 wiodących ośrodków oceanograficznych świata ostrzegają, że największe na świecie środowisko życia – głębokie dno oceanu – stoi w obliczu głodu i radykalnej ekologicznej zmiany o daleko idących konsekwencjach. Rosnące temperatury Wszechoceanu, zakwaszenie i rozprzestrzenianie się wód martwych o niskiej zawartości tlenu prowadzą do drastycznych przeobrażeń różnorodności biologicznej na głębokościach od 200 do 6.000 metrów pod powierzchnią. Wyniki badania zamieszczono 23 lutego 2017 w czasopiśmie Elementa. Temperatury w strefie batialnej (sięgającej od 200 do 3.000 metrów) odnotują dramatyczny wzrost – fragmenty głębokiego dna ocieplą się o blisko 4°C w Atlantyku, Pacyfiku i Morzu Arktycznym. Będzie to dodatkowy czynnik, który pogorszy w tym stuleciu powszechny brak pożywienia. „Skok temperatury przyspieszy metabolizm organizmów, które żyją na dnie oceanu, co oznacza, że będą one potrzebować więcej żywności w sytuacji, gdy jej dostępność zmaleje,” napisali autorzy.

Większość morskich głębin już teraz doświadcza poważnych niedoborów pokarmowych, ale stan ten przeobrazi się w głód. „Abisalne środowiska morskie, które mają ponad 3.000 metrów głębokości, należą do najbardziej ubogich w pożywienie regionów planety. Siedliska te każdego roku zależne są od ilości węgla na metr kwadratowy, która jest mniejsza niż w pojedynczej kostce cukru. Na dużych obszarach głębi ta niewielka dawka zostanie okrojona o 50%, co wywrze ogromny wpływ na habitaty obejmujące swoim zasięgiem połowę Ziemi,” powiedział Andrew Sweetman, badacz z Uniwersytetu Heriot-Watt w Edynburgu i główny autora badania.

WCAAMarynarka wojenna USA wyniszcza morskie życie [TruthOut, 16.05.2016]

Marynarka wojenna Stanów Zjednoczonych ma prawną zgodę na to, by dręczyć, zranić lub zabić około 12 milionów wielorybów, delfinów, morświnów, lwów morskich i fok na całym północnym Pacyfiku.

Międzystanowa grupa obywatelska Sojusz na rzecz Działania na Zachodnim Wybrzeżu (West Coast Action Alliance – WCAA) zestawiła dane pochodzące bezpośrednio z orzeczenia wpływu środowiskowego Ćwiczeń i Testów Marynarki Wojennej na Północnym Zachodzie USA, a także z Listów Autoryzacji o przypadkowych „przejęciach” ssaków morskich, które wydawane są przez Krajową Służbę Rybołówstwa Morskiego Narodowej Służby Oceanicznej i Atmosferycznej (National Oceanic and Atmospheric Administration – NOAA).

„Przejęcie” (ang. take) jest formą szkody wyrządzonej zwierzęciu. Obejmuje dręczenie, obrażenia, a niekiedy śmierć. Wielu biologów ochrony środowiska ocenia, że bardzo szkodliwe są nawet te „przejęcia”, które prowadzą do zmian w zachowaniu, ponieważ przewlekłe nękanie zwierząt w okresie żerowania lub rozmnażania może przyczynić się do ich śmierci, jeżeli zostaną zmuszone do opuszczenia siedlisk kluczowych dla ich przetrwania.

Liczby są oszałamiające,” powiedziała Karen Sullivan, rzecznik WCAA, emerytowana biolożka gatunków zagrożonych i zastępca dyrektora regionalnego Służb ds. Ryb i Dzikiej Przyrody USA. „Kiedy uświadomisz sobie, że te same osobniki mogą być bez przerwy dręczone podczas migracji na inne obszary, to staje się jasne, że nie istnieje żaden środek zaradczy, który uzupełni straty, z wyjątkiem ograniczeń w stosowaniu sonaru i materiałów wybuchowych tam, gdzie usiłują żyć zwierzęta.”

Jednak ta oszałamiająca statystyka jest szacunkiem zaniżonym, ponieważ nie uwzględnia dziesiątków innych projektów wojskowych z tych samych obszarów, takich jak np. prace budowlane z wykorzystaniem podwodnego palowania, i odnosi się wyłącznie do ssaków morskich, ignorując inne gatunki.

Według WCAA liczby „nie obejmują zagrożonych wymarciem ptaków morskich, ryb, żółwi morskich i zwierząt lądowych doświadczających ataków marynarki: detonacji, podwodnych i powierzchniowych dronów, boi sonarowych, statków, łodzi podwodnych, samolotów lub oddziałów prowadzących ćwiczenia na 68 plażach i w parkach stanowych zachodniego Waszyngtonu.”

WCAA określiła tę statystykę mianem „bezprecedensowej” i przedstawiła dodatkową analizę operacji morskich oraz przyszłych upoważnień, które są równie szokujące.

Nastąpił 778-proc. wzrost liczby torped, 400-proc. wzrost liczby ćwiczeń z użyciem rakiet ziemia-powietrze (w tym na terenie Narodowego Rezerwatu Morskiego na Wybrzeżu Olimpijskim), 1.150-proc. wzrost liczby dronów latających, 1.150-proc. wzrost liczby dronów terenowych, 1.450-proc. wzrost liczby urządzeń przeznaczonych do zniszczenia, 72-proc. wzrost liczby operacji bojowych o charakterze elektronicznym, 50-proc. wzrost wykorzystania materiałów wybuchowych na Crescent Harbor i Hood Canal, 244-proc. wzrost liczby manewrów powietrznych (walki), 400-proc. wzrost liczby ćwiczeń śmigłowców śledzących, 3.500-proc. wzrost liczby boi sonarowych, od zera od 284 wzrosła liczba sonarowych testów na wodach śródlądowych.

Myśliwiec Growler, stosowany podczas manewrów marynarki z zakresu wojny elektromagnetycznej, jest najgłośniejszym samolotem w dziejach lotnictwa. Warto zwrócić uwagę, że u ludzi próg uszkodzenia słuchu wynosi 85 decybeli. Podobnie jak w przypadku skali Richtera mierzącej siłę trzęsień ziemi, pomiary akustyczne nie są liniowe. Każdy wzrost o 10 decybeli zwiększa natężenie hałasu dziesięciokrotnie.

„Dlatego wartość 115 decybeli, jaką generuje Growler przelatując na wysokości 300 metrów, jest tysiąc razy głośniejsza niż próg 85 decybeli, który uszkadza słuch,” wyjaśnia witryna WCAA. Podczas startu Growler wytwarza 150 decybeli. Szkodliwe właściwości wysokiego poziomu hałasu potęguje woda. „U źródła sonar marynarki jest zdolny do emisji co najmniej 235 decybeli. Wartość ta jest ponad 10 bilionów razy bardziej intensywna niż próg 85 decybeli.” Oznacza to, że nawet w odległości 500 kilometrów od źródła, podwodny hałas może mieć 140 decybeli.

Poziom ten wystarczy, by spowodować wibracje i rozerwanie narządów wewnętrznych. Rząd francuski w swojej ocenie uznał go za „broń do zabijania ludzi”.

Z tego względu wiele ssaków morskich mających w głowach duże, wypełnione cieczą przestrzenie do echolokacji jest szczególnie wrażliwych na każde zastosowanie sonaru podczas ćwiczeń wojskowych. Środowisko naukowe jest świadome od dłuższego już czasu, że sonar może uszkodzić i zabić życie morskie.

Marynarce udzielono już zgody na przeprowadzenie w każdym sezonie dwóch ćwiczeń zatopienia statku z wykorzystaniem 24 bomb, 22 rakiet, 80 pocisków „dużego kalibru” i dwóch torped „wagi ciężkiej”, które niszczą życie morskie w wyznaczonych do ataku lokalizacjach. Wojsku wolno również przeprowadzać w ciągu roku 30 bombardowań powietrze-ziemia i 160 ćwiczeń artyleryjskich. Pewien będący w służbie czynnej pilot wyznał, że incydenty „zrzucania paliwa” zdarzają się mniej więcej raz na miesiąc.

Każdy zestaw dostępnych danych na temat wpływu poczynań marynarki wojennej na przyrodę należy traktować z przymrużeniem oka. Zdaniem Emily Stolarcyk, kierownika programowego Rady Ochrony Eyak z siedzibą w Cordovie na Alasce, realia z pewnością są dużo gorsze. Rada jest organizacją środowiskową, zorientowaną na sprawiedliwość społeczną, której głównym zadaniem jest ochrona siedlisk dzikiego łososia. Stolarcyk usiłuje minimalizować destrukcyjne konsekwencje ćwiczeń marynarki w Zatoce Alaski.

Oburza twierdzenie, że ludzie oszacowali wszystkie skutki, jakie ich działania wywierają na środowisko morskie,” powiedziała Stolarcyk. „Przy ograniczonych obserwacjach operacje marynarki wojennej okazały się śmiertelne dla dużych gatunków morskich. A co z następstwami nieznanymi? Rybami? Dolnymi ogniwami łańcucha pokarmowego? Znaczeniem długoterminowym?” Wyjaśniła, że prawie 12 milionów „przejęć”, do których upoważniona jest marynarka nie zawiera proponowanych „przejęć” w Zatoce Alaski. Według Stolarcyk ma ich być 36.522 rocznie, czyli 182.610 przez pięć lat. List Autoryzacji NOAA określa łączną liczbę na ponad 2 miliony.

To szokujące podsumowanie w połączeniu z brakiem zainteresowania losem dotkniętych zwierząt nie wróży dobrze na przyszłość, uważa Connie Gallant, prezes Koalicji na rzecz Lasu Olimpijskiego, grupy zajmującej się ochroną i przywróceniem pierwotnego stanu lasów w Waszyngtonie. „Jestem zbulwersowana i przerażona tymi liczbami. Gdzie są agencje ‚zatroskane środowiskiem naturalnym’, którym powierzono ochronę przyrody i ssaków morskich?”

Stolarcyk wymienia wybrane gatunki, które cierpią z powodu manewrów w Zatoce Alaski:

Waleń japoński (gatunek zagrożony), humbak (gatunek zagrożony), płetwal błękitny (gatunek zagrożony), płetwal zwyczajny (gatunek zagrożony), sejwal (gatunek zagrożony), pływacz szary (gatunek zagrożony), płetwal karłowaty, kaszalot (gatunek zagrożony), orka, delfin pacyficzny, morświn portowy, morświn białopłetwy, uchatek grzywiasty (gatunek zagrożony), uszanka kalifornijska, kotik zwyczajny, słoń morski północny, foka pospolita, wydra morska (gatunek zagrożony).

Zastanawiam się, dlaczego społeczeństwo musi kopać tak głęboko, by odnaleźć te liczby,” powiedziała Gallant. „Dlaczego nie są na pierwszych stronach gazet na całym świecie? Wygląda na to, że jeśli chodzi o niszczenie morskiego życia sonarem i materiałami wybuchowymi, wojsko ma wolną rękę.”

Warto zauważyć, że „technologia”, po którą sięga wojsko, by upewnić się, czy ssaki morskie są w pobliżu miejsca manewrów, pochodzi z XVII wieku – dwukrotne spojrzenie z dziobu statku. Podczas ćwiczeń marynarka nie wpuszcza na pokład obserwatorów cywilnych ze Służb ds. Ryb i Dzikiej Przyrody (eksperci) i nie pozwala, by szkolili oni marynarzy w identyfikowaniu ptaków morskich. „Jak można uzyskać dokładną liczbę ofiar, gdy marynarka nie zgadza się na obecność neutralnych obserwatorów?” zapytała Gallant. „Biorąc pod uwagę brak szacunku, z jakim odnoszą się do mieszkańców zachodniego Waszyngtonu, na jakiej podstawie możemy wierzyć w rzetelność ich raportów?”

Zważywszy na wysokie szacunki „przejęć” udostępnione ogółowi społeczeństwa, Stolarcyk niepokoi fakt, iż marynarce wolno jest utrzymywać wiele szczegółów planowanych manewrów w tajemnicy. „Jeżeli takie informacje podawane są do publicznej wiadomości po cichu, to nie wiadomo, jak przerażające mogą być szczegóły tych ćwiczeń,” zauważyła. „Poza tym mimo wielu sprzeciwów ze strony społeczności lokalnych i grup plemiennych, marynarka kontynuuje manewry, a nawet zwiększa ich częstotliwość bez zgody opinii publicznej czy uprzedniej konsultacji.”

Jill Silver, członek zarządu Koalicji na rzecz Lasu Olimpijskiego, powiedziała, że Sojusz na rzecz Zachodniego Wybrzeża Olimpijskiego, organizacja ochrony środowiska, z którą współpracuje, próbował zająć się tą kwestią, „ale ustaliliśmy, że nie istnieje żadne prawo, które ogranicza marynarkę wojenną USA lub przewyższa ‚bezpieczeństwo narodowe’ i nie byliśmy w stanie zaangażować społeczeństwa w skuteczną i nieprzerwaną kampanię, która przyniosłaby rezultaty na poziomie kongresu.”

Sullivan jest zmartwiona tym, że rządy mają już w posiadaniu technologię i broń umożliwiającą wielokrotne unicestwienie ludzkości i niezliczonych innych gatunków, w tym morskiego życia, oraz poczynaniami marynarki, które potęgują ryzyko. „Potężna skala testów i manewrów wojennych pomaga zamienić oceany w pustynię,” stwierdziła.

Wpisy powiązane tematycznie: „Dziennik pokładowy: Ocean umiera”, „Dramatyczny raport o stanie oceanów”

Tłumaczenie: exignorant

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Oceany, Wymieranie gatunków i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.