Mechaniczny postęp. Całościowa mądrość.

Autor: Eamon Farrelly (wersja oryginalna)

12 stycznia 2014

Rozwiązanie problemu polega na uprzedniej, bezsprzecznej jego identyfikacji. To może być łatwe w przypadku prostych problemów, jak chociażby przebita opona. To może być bardzo trudne przy problemach złożonych, takich jak zmiany klimatyczne czy społeczne bolączki biedy i wyzysku. Powinno być oczywistym, że złożone społeczeństwa tworzą złożone problemy, gdzie każdą kwestię stanowi nie jedno, ale wiele odgałęzień korzenia głównego. Większości analiz propagowanych przez architektów i naganiaczy dominującej kultury zazwyczaj brakuje kompleksowej diagnozy. Podsumował to doskonale H.L. Mencken, gdy powiedział: Na każdy złożony problem istnieje odpowiedź, która jest czytelna, prosta i błędna.

W naszej kulturze nie jest niczym niezwykłym szerokie przypisywanie pozytywnych, systemowych następstw lub rozwiązań kulturze jako całości. Uwidacznia się to za każdym razem, kiedy staram się prowadzić dyskusję na temat zniszczenia powodowanego przez kulturę zależną od industrializmu i technologii. Osoby nigdy nie kwestionujące społeczeństwa, w którym żyją z miejsca wskazują na postęp medycyny, wiedzę o kosmosie, technologie komunikacyjne itp. jako szczyt ludzkiego rozwoju i egzystencji, jak gdyby wynalazki te i odkrycia stanowiły nowe podłoże dla ludzkiego istnienia, poniżej którego nie możemy nigdy upaść. Przeobrażenia te uznaje się za zasługę demokracji i kapitalizmu, a refren brzmi: Kapitalizm przemysłowy być może nie jest doskonały, ale dał nam standard życia dawniej niewyobrażalny i nic nie stoi na przeszkodzie, aby nie tylko zachować te osiągnięcia, ale stale je pomnażać. Wszystko to zawarte jest w jednym słowie: „Postęp”.

Istnieje bardzo celowy paradoks, który staje się użyteczny, kiedy przytacza się problemy stworzone przez „postęp” cywilizacji przemysłowej. Na przykład winą za ubóstwo często obarcza się osobę, która z nim walczy. Zagorzali obrońcy kapitalizmu wynajdą najdrobniejsze szczegóły decyzji i nawyków każdej ubogiej osoby, która kiedykolwiek ośmieli się skojarzyć swój stan z ogólną społeczną i kulturową architekturą. Wierutnym kłamstwem jest to, że każdy może wspiąć się po gospodarczej drabinie, wystarczy tylko na to zapracować. Kłamstwo to jest skuteczne, ponieważ nosi pozory prawdy. Każdy może stać się bogatym. Ale nie każdy może stać się bogatym. Nie każdy może uzyskać status klasy średniej. Kapitalizm wymaga, aby istniała szamocząca się podklasa, którą poprzez warunki społeczne i stosowną legislację można zmusić do podjęcia nisko płatnej pracy. Zatrudnienie o niskim uposażeniu stanowi większość zajęć zarobkowych dostępnych w paradygmacie kapitalistycznym, a zatem większość ludzi musi być uwięziona w społecznej sytuacji, która nie pozostawi im innej opcji oprócz podjęcia tejże pracy.

Arthur Young, angielski pisarz i pamflecista drugiej połowy XVIII wieku, napisał: Każdy za wyjątkiem idioty wie, że klasy niższe muszą pozostać biednymi, w przeciwnym razie nigdy nie będą harować.

Ubóstwo jest niezbędnym warunkiem kapitalizmu. W jaki sposób jednostka odnajduje się w tym ubóstwie częściowo zależy od niej, ale to nie ona tworzy ten stan, to nie ona tworzy inne parametry społeczne, które z niego wynikają.

Uwarunkowania społeczne, takie jak dostępność edukacji i zakwaterowania, jakość żywności i opieki medycznej, poziom dozoru policyjnego w okolicy, przynależność rasowa i postrzegana płeć lub orientacja seksualna, stan środowiska naturalnego itp. – wszystkie one wywrą wpływ na rozwój człowieka już od jego narodzin, a nawet na etapie życia płodowego. Dzieci ciemnoskóre wychowywane w biednej społeczności miejskiej z wysokim wskaźnikiem przestępczości, brakiem sklepów spożywczych i niższym poziomem edukacji w sposób ewidentny doświadczą ekonomicznego upośledzenia w porównaniu z dziećmi białymi z wyższej klasy średniej, które uczęszczają do lepszych szkół i mają bardziej zrównoważoną dietę. Powinno to być oczywiste. Kiedy te ujemne strony objawiają się indywidualną niemożnością wyrwania się z ubóstwa, zachowaniami przestępczymi lub narkomanią, wyłączną winę zawsze przypisuje się jednostce.

W artykule dr Bruce K. Aleksandra „Korzenie uzależnienia w społeczeństwie wolnorynkowym” czytamy argumentację, iż dyslokacja spowodowana przez społeczeństwo kapitalistyczne jest głównym czynnikiem wywołującym uzależnienia. Pisze on:

Dyslokacja jest niezbędnym prekursorem uzależnienia. Wolne rynki nieuchronnie wywołują powszechną dyslokację wśród biednych i bogatych. Kiedy wolnorynkowa globalizacja przyspiesza, to samo dzieje się z rozprzestrzenianiem dyslokacji i uzależnień. Aby ‚wolne rynki’ były ‚wolne’ wymiana siły roboczej, ziemi, waluty i towarów konsumpcyjnych nie może być skrępowana elementami integracji psychospołecznej, takimi jak lojalność wobec klanu, zobowiązania wobec wsi, prawa związków i gildii, działalność dobroczynna, obowiązki rodzinne, role społeczne lub wartości wyznaniowe. Tradycje kulturowe ‚zakłócają’ wolną grę prawa popytu i podaży, a zatem muszą zostać stłumione. W gospodarkach wolnorynkowych oczekuje się, że ludzie przeniosą się tam, gdzie można znaleźć pracę oraz dostosują swoje życie zawodowe i kulturowe gusta do potrzeb rynku globalnego.

Alexander nawiązuje dalej do konkretnych plemion tubylczych w Ameryce Północnej, wysiedlonych z tradycyjnych ziem i pozbawionych swoich kultur, i bezpośrednio łączy wysoką częstość przypadków uzależnień z dyslokacją. Praca czytelnie wyjaśnia, że społeczne problemy mają społeczne przyczyny.

Ilekroć obywatel USA wybucha, by w amoku siać zniszczenie bronią palną, społeczeństwo, które osobę tę stworzyło obwiniane jest sporadycznie i nigdy z wymaganym poziomem powagi. Takie oskarżenie miałoby poważne konsekwencje dla ego i tożsamości tych, którzy wspierają dominującą kulturę. Stworzyłoby również stan odpowiedzialności, który społeczeństwo zmuszone byłoby uznać poprzez zmianę swoich parametrów wewnętrznych. Ignorowanie kultury, która tworzy psychozę, nihilizm oraz inne psychiczne i emocjonalne dysfunkcje skłaniające do odwiedzenia szkoły podstawowej z karabinem i morderczymi zamiarami równoznaczne jest ze stwierdzeniem, że przygodna masakra dzieci i kinomanów jest w porządku, zło konieczne naszego skądinąd wspaniałego „stylu życia”. Kultura nie przejmuje odpowiedzialności za monstra, które tworzy, obwinia się broń, jej nadmiar lub brak.

Zakres w jakim krytyka społeczna jest uwzględniana stanowi zmienną, która zależy od pożądanego rezultatu. Widok makro stosuje się, aby ukryć krew wypełniającą pęknięcia [w monolicie], widok mikro powiększa pojedynczego człowieka za każdym razem, kiedy rezultatem kulminacji socjopatycznej kultury jest osoba odgrywająca tę kulturową psychozę w sposób społecznie „nieproduktywny”. Gdyby [masowi mordercy] Adam Lanza lub James Holmes wstąpili do piechoty morskiej i zademonstrowali swoją gwałtowną socjopatię w afgańskiej wiosce lub za sterami samolotów bezzałogowych CIA, atakując weselników w Pakistanie i Jemenie, najprawdopodobniej nigdy nie poznalibyśmy ich imion. Ludzie oklaskiwaliby ich maszerujących przez lotnisko w uniformach khaki.

Nie ulega wątpliwości, że psychotropowe leki na receptę, które przyjmował zarówno Lanza jaki i Holmes miały wpływ na ich zachowanie. Nie sądzę, że kłóci się to z diagnozą, iż dominująca kultura wywołała ich psychozę. Uważam, że de facto jej dowodzi. Coraz więcej Amerykanów bierze przepisywane antydepresanty i leki przeciwpsychotyczne. Według statystki te zmieniające umysł lekarstwa zażywa jeden na pięciu mężczyzn i jedna na cztery kobiety. Jeżeli cywilizacja przemysłowa i kapitalizm zapewnia taki wspaniały „standard życia”, jeżeli ów styl bytowania jest szczytem ludzkiej egzystencji, to dlaczego blisko jedna czwarta populacji potrzebuje leku, aby poprawić sobie samopoczucie? Dodajmy niemałą liczbę osób pijących alkohol lub palących marihuanę i jest prawdopodobne, że znakomita większość ludzi musi regularnie osiągnąć odmienny stan świadomości tylko po to, aby poradzić sobie z codziennymi wymaganiami, jakie na ich barki zrzuca społeczeństwo.

Ale jeśli spojrzymy z dystansu, zobaczymy szczęśliwych konsumentów i roześmianych dwudziestolatków robiących sobie tysiące telefonicznych foto-autoportretów.

***

Jeśli nie jesteśmy w stanie określić przyczyny problemu, prawdopodobnie go nie rozwiążemy. Jeżeli depresja, uzależnienie i ubóstwo, a nawet nowotwory, zanieczyszczenie i zmiany klimatu postrzegane są przez niewłaściwy pryzmat, problemy te, mające społeczne i kulturowe korzenie, zawsze będą atakowane na poziomie indywidualnym. Jednostki obwinia się za ich nałogi. Jednostki obwinia się za ich ubóstwo. Jednostki obwinia się nawet za nowotwór, a leczenie zawsze dotyczy osoby – nigdy zapobiegania rozprzestrzenianiu się toksyn, które stanowią czynnik sprawczy. Wina nie zawsze w tym wypadku brzmi jak potępienie – surowe i krytyczne, kiedy dotyczy ubóstwa – ponieważ rak przekracza granice demografii klasowej i rasowej. Babcie o karnacji jasnej również chorują na nowotwory, zaniechamy więc złośliwości. Jednakże oferowana profilaktyka zawsze przyjmuje postać indywidualnych diet, indywidualnych ćwiczeń, a nie zmian społecznych, które eliminują elektrownie węglowe, tworzenie i spalanie plastiku lub stosowanie azotynu sodu w mięsie. Oczywiście każdy może zrobić, co w jego mocy, aby zachować zdrowie i kondycję. Ale nie możemy nie wdychać znajdujących się w powietrzu dioksyn lub glifosatu.

Jakie rozwiązania w przypadku zmian klimatu i upadku ekosystemu proponują kapitaliści i aprowizatorzy dominującej kultury? Indywidualną redukcję konsumpcji. Indywidualną jazdę na rowerze. Przy uwadze skupionej na indywidualnych zachowaniach, korporacyjne zyski są bezpieczne i każdy, kto podnosi alarm w związku ekologiczną destrukcją i zmianami klimatu może być atakowany za nieczystość stylu życia, a samo przesłanie tonie w krzykach i zawodzeniach piętnujących ‚alarmistę’ za korzystanie z samochodu lub komputera. Znoszę to szaleństwo regularnie zarówno jako autor publikujący swoje prace w Internecie, jak i aktywista działań bezpośrednich, który używa terenowego auta, by przetransportować materiały i ludzi do lasu, gdzie blokujemy budowę infrastruktury piasków bitumicznych. Kto by tam zaprzątał sobie głowę prostym równaniem: byłbym gotów spalić milion baryłek ropy, gdyby zapobiegło to dostawom i ostatecznie spaleniu kilkuset tysięcy baryłek nafty dziennie przez następną dekadę lub dwie. Kto by tam zaprzątał sobie głowę Paradoksem Jevonsa i faktem, że zachowanie ropy przez jedną osobę powoduje tylko dodatkową jej konsumpcję przez kogoś innego, kto wykorzystuje zwiększoną podaż. Pomysł, że rozwiązanie problemu o globalnym zasięgu oraz społecznym, gospodarczym i kulturowym podłożu zależy wyłącznie od jednostki jest absurdalny i świadczy o intelektualnym lenistwie.

Zbyt szerokie lub zbyt szczegółowe spojrzenie jest gmatwaniem stosowanym regularnie przez media, polityków i innych – mają oni żywotny interes w nierozwiązywaniu problemów, ale ich utrwalaniu, czerpaniu profitów z fałszywych rozwiązań. Niedawne badania wykazały, że dwie trzecie emisji odpowiedzialnych za zmiany klimatyczne generuje dziewięćdziesiąt firm na całym świecie. Zdaniem autora pracy, „Istnieją na świecie tysiące producentów ropy, gazu i węgla, ale jeśli zawęzisz stawkę do jednej osoby, decydenci, prezesi lub ministrowie węgla i ropy naftowej zmieściliby się w jednym lub dwóch autobusach.”

Implikacje badania są fascynujące i przejmują prasowe nagłówki, ale obawiam się, że w reakcjach na te badania kryje się redukcjonizm, ponieważ złożony i globalny problem – posiadający nie jeden, ale wiele korzeni, które rozwijają się i meandrują w różnych kierunkach – opisywany jest jako coś, co można powstrzymać poprzez zogniskowanie uwagi na pasażerach jednego autobusu. Z pewnością władza tych osób jest wielka i w żadnym razie nie usiłuję umniejszać negatywnego wpływu decyzji podejmowanych codziennie przez tych ludzi. Finansowanie sceptycyzmu w kwestii zmian klimatycznych, wypaczanie treści przekazu medialnego poprzez reklamę i wpływy oraz regularne poszukiwanie okazji do zainwestowania w nowe projekty węglowe, naftowe, gazowe, bitumiczne i kerogeniczne to zachowanie o globalnie szkodliwych konsekwencjach, godne absolutnej pogardy. Te osoby i przedsiębiorstwa powinny być poddane stałej presji i odpowiednio ukarane. Ale pod nieobecność kulturowego i społecznego odejścia od panującego paradygmatu, przestarzałych, opartych na zysku i dominacji definicjach „postępu” taka presja i kara ostatecznie okaże się nieskuteczna w rozwiązaniu naszego problemu.

***

Patrzymy na nasze organizmy i widzimy ciało. Jeśli spojrzymy na nie pod mikroskopem, zaobserwujemy, że nasze tkanki składają się z komórek. Odrobina powiększenia i naszym oczom ukażą się organelle w komórce. Ich budulcem są związki składające się z molekuł, które z kolei tworzone są przez atomy, a one są zlepkiem różnie naładowanych cząstek zawierających kwarki – i tak dalej, prawdopodobnie do nieskończoności. Jeśli obrócimy ten instrument i spojrzymy w zewnętrzną dal, dostrzeżemy, że nasza planeta istnieje w Układzie Słonecznym, dryfującym spiralnie wokoło galaktyki, a ta jest maleństwem mieszczącym się w obrębie wszechświata miliardów galaktyk, który sam może być zawarty w większym wszechświecie, a ten z kolei może być niczym innym, jak kwarkiem w tyłku boskiego kota. Wszystko to ma wykazać, że skala i zakres dają perspektywę, ale sama perspektywa traci znaczenie bez kontekstu jej lokalizacji w [większej] całości.

Myślenie mechanistyczne i redukcjonizm były produktem okresu Oświecenia. W tamtym czasie konceptualizacja Ziemi jako bytu ożywionego została umniejszona. Powszechnie wiadomo, że rdzenne kultury postrzegały Ziemię jako żywą istotę z duchem, ciałem i świadomością. Nawet starożytni Grecy i renesansowi Europejczycy utrzymywali takie poglądy, jakkolwiek zaskakującym może się to wydawać. Oczywiście kultury różniły się w swoich interpretacjach jak miało to wpływać na ich zachowanie, ale dominowała odpowiedź, że Ziemię jako żyjącą Matkę należy szanować, a jej zasoby zbierać i użytkować świadomie i z rozwagą.

Wizja żyjącego wszechświata została usunięta. Carolyn Merchant w elokwentny sposób opisuje tę transformację koncepcji kulturowej i jej katastrofalne skutki dla ekologii:

Podczas gdy gospodarka wieków średnich opierała się na organicznych i odnawialnych źródłach energii – drewnie, wodzie, wietrze i sile zwierząt – wyłaniająca się gospodarka kapitalistyczna bazowała na energii nieodnawialnej – węglu – i nieorganicznych metalach – żelazie, miedzi, srebrze, złocie, cynie i rtęci, których rafinacja i przetwarzanie ostatecznie zależały od postępującego wylesiania. W ciągu XVI wieku liczba operacji górniczych wzrosła czterokrotnie wraz z ekspansją handlu metalami, co miało ogromne wręcz reperkusje – lasy wycięto na węgiel drzewny, a ziemie przekształcono po oczyszczeniu w pastwiska owiec należące do przemysłu włókienniczego. Budowa statków, niezbędna dla kapitalistycznego handlu i narodowej supremacji, wraz z produkcją szkła i mydła również przyczyniły się do zdewastowania pokrywy starodrzewia. Nowe działania bezpośrednio zmieniły planetę. Nie tylko wycięto jej lasy, ale osuszono jej bagna i zatopiono szyby górnicze.

Rodząca się metoda naukowa Francisa Bacona szła w parze z nowym rozumieniem kulturowym. Ziemia była martwa, bezwładna, bez życia i odczuwania. Ziemia i przyroda były przeszkodami na drodze wzrostu ludzkiego „standardu życia”. Systemy wierzeń, które traktowały Ziemię jako żywą i świętą Matkę blokowały postęp i akumulację bogactwa.

Merchant kontynuuje:

Usunięcie animistycznych, organicznych założeń dotyczących kosmosu stanowiło śmierć przyrody – najbardziej dalekosiężny rezultat rewolucji naukowej. Ponieważ natura była teraz traktowana jako układ bezwładnych cząstek poruszanych przez zewnętrzne, a nie przyrodzone siły, mechaniczne ramy koncepcyjne mogły uzasadnić manipulowanie przyrodą. Ponadto stanowiący koncepcyjne ramy mechaniczny porządek powiązał ze sobą strukturę wartości opartych na władzy/sile, w pełni kompatybilnych z kierunkami obranymi przez kapitalizm handlowy.

Wyłaniający się światopogląd mechaniczny oparto na założeniach dotyczących natury, zgodnych z pewnością praw fizycznych i symbolicznej siły maszyn. Mimo iż dostępne były liczne filozofie alternatywne (arystotelesowska, stoicka, gnostyczna, hermetyczna, magiczna, naturalistyczna i animiczna), dominującą ideologią europejską zaczęły rządzić właściwości i empiryczna siła maszyny. Wartości społeczne i realia subtelnie kierowały wyborami, ścieżkami do prawdy i pewności obieranymi przez filozofów europejskich. Zegary i inne nowoczesne maszyny XVII wieku stały się bazowymi modelami zachodniej filozofii i nauki.

Chociaż cywilizacje oparte na wyzysku i ekspansji istniały na długo przed myślową szkołą Bacona, Decartesa i innych, myśliciele „oświecenia” powołali nihilizm, który stał się kulturową podstawą wykładniczego wzrostu drapieżnej destrukcji żyjącej Ziemi, jak również wyniszczenia ludzi i kultur, które odmówiły przyjęcia podobnych metod myślenia i zachowania.

Ten mechanistyczny punkt widzenia, to selektywne kadrowanie ubóstwa, uzależnień, chorób i psychozy sprawia, że elity finansów i przywilejów wysławiają dominującą kulturę i manewrując dźwigniami władzy potęgują zachowania i strategie, które powodują te przypadłości, nigdy im nie zaradzają. Jednostkom postrzeganym jedynie jako trybiki w wielkiej społecznej maszynie, cierpiącym na biedę i uzależnienia, każe się brać w garść lub usuwa do klatki, gdzie wadliwe trybiki są izolowane.

Ludzie na całym świecie znajdują się obecnie na krawędzi katastrofy. Mechaniczne podejście do produkcji żywności zwiększyło krótkoterminowe plony kosztem długoterminowego zdrowia gleby i płodności. Mimo tego, że woda skażona jest teraz glifosatem i fosforem, a gleba pozbawiona materiału organicznego, który zapewnia płodność, naukowcy modyfikują genetycznie rośliny i drzewa, aby nadal zwiększać produkcyjną wydajność, chociaż zdrowy rozsądek krzyczy, że dominująca kultura jest krótkowzroczna i przygotowuje społeczeństwo na nieuchronny upadek rolnictwa. Podejmowane przez człowieka próby manipulowania przyrodą zgodnie z mechanistycznym poglądem, że można zniszczyć jeden element bez wpływu na całość, nieprzerwanie napędzają zmiany klimatu nawet w chwili, kiedy burze o rekordowych rozmiarach i gwałtowności pustoszą ląd na całym globie, a wytrącony z równowagi prąd strumieniowy przynosi ekstrema zimna i ciepła na obszary leżące daleko poza południowymi i północnymi jego granicami.

***

Umiejętność patrzenia na świat w sposób całościowy jest nie tylko umiejętnością wielkiego naukowca czy matematyka, który potrafi zestawić i obliczyć wszystkie zmienne w systemie i opracować dokładną prognozę danego zagadnienia lub problemu. Kiedy nasze problemy ekologiczne i społeczne błagają o podejście całościowe, społeczeństwo poszukuje coraz bardziej odseparowanych „ekspertów”, którzy okupują głębokie groty swoich niszowych specjalności. Stąd mamy ekonomistów, którzy nie rozumieją Peak Oil, ludzi biznesu, którzy nie rozumieją zmian klimatycznych oraz lekarzy, którzy leczą objawy, nigdy nie szukają przyczyn chorób i dolegliwości.

Umiejętnością całościową, której łaknie ta epoka jest mądrość, produkt cierpliwych i troskliwych osób, słuchaczy i obserwatorów, którzy rozumieją, gdzie zaczyna się i kończy wartość nauki i logiki. Mądrość jest rzadkością, jest cicha, jest skromna, dlatego dominująca kultura prawie nigdy o nią nie prosi, prawie nigdy jej nie szanuje.

„Postęp” uchodzi obecnie za wielką wartość. Ma być niekwestionowany. Żaden zagrożony gatunek czy kultura ludzka nie może stanąć na drodze postępu – nawet jeśli zagrożonym gatunkiem jest samo zwierzę ludzkie. Tę wychwalaną definicję postępu napisała kultura obłąkana, niezdolna do głębokiego namysłu i jeśli istnieje dla ludzkości jakakolwiek nadzieja, nie sądzę, aby przesadą była sugestia, że przynajmniej częściowo rezyduje ona w zmianie definicji „postępu”. Nowe gadżety, gromadzenie bogactwa i deformowanie przyrody pod dyktando rozkapryszonych możnowładców biznesu nie powinny przez zaniedbanie uchodzić za postęp. […]

Skala działalności przemysłowej człowieka jest tak duża, a tempo procesu tak szybkie, że rewolucja świadomości wydaje się mało prawdopodobna, chyba że kataklizm jakowyś zatrzyma wściekłe tempo przepływu kapitału. Możemy być pewni, że kataklizm czeka za kulisami. Czas pokaże, czy wyzwania, jakie przyniesie spotkają się z prawdziwym postępem umysłu i życia.

Tłumaczenie: exignorant

Ten wpis został opublikowany w kategorii Gospodarka, finanse, surowce i energia, Imperialne wojny, militaryzm i terror państwowy, Poza nadzieją. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Mechaniczny postęp. Całościowa mądrość.

  1. Pingback: Ubóstwo a kapitalizm | notatki na mankietach

Możliwość komentowania jest wyłączona.