Lekcja z nuklearnej przeszłości: „wypadek” coraz bliżej

Postęp technologiczny przypomina siekierę w rękach psychopatycznego kryminalisty.”

„Uwolnienie potęgi atomu zmieniło wszystko, oprócz naszego sposobu myślenia. Tak oto dryfujemy w stronę bezprecedensowej katastrofy.”

Albert Einstein

Zanim postępujący rozkład cywilizacji przemysłowej i katastrofa klimatyczna doprowadzą do upadku globalnej sieci energetycznej, naszym priorytetem powinno być jak najszybsze wyłączenie elektrowni jądrowych i likwidacja broni nuklearnej.

guardianAutor: Rupert Myers (wersja oryginalna artykułu)

1 lutego 2014

Grzyb pierwszego testu bomby wodorowej, Ivy Mike, 1952 rok.

Jak to się stało, że ominęła nas dotychczas nuklearna wojna? Trudno jest zachować wiarę w długoterminowe bezpieczeństwo naszego atomowego straszaka, kiedy przyjrzymy się bardzo ludzkim wadom osób, których palce spoczywają na guziku [startowym]. Trzydziestu czterech oficerów Sił Powietrznych odpowiedzialnych za odpalanie rakiet jądrowych zawieszono w związku z oskarżeniami, iż oszukują podczas testów sprawnościowych z zakresu obsługi broni. Praktyka oszukiwania, odkryta przy okazji dochodzenia w sprawie przyjmowania leków przez oficerów obsługujących wyrzutnie jądrowe, zdradza samozadowolenie i znużenie mężczyzn i kobiet mających za zadanie zaniechać zrobienia jedynej rzeczy, do której zostali wyszkoleni.

Urzędnicy szybko zapewnili opinię publiczną, że zastosowanie procedury dyscyplinarnej nie stwarza ryzyka nuklearnego wypadku, ale trudno jest pozostać przekonanym. Rozważmy charakter zdarzeń, o których wiemy, że miały miejsce podczas „zimnej wojny”: powstrzymane w ostatniej chwili przypadkowe detonacje bomb i manewry wojskowe zinterpretowane niewłaściwie przez roztrzęsionych oficerów strony przeciwnej. Powielany wzór jest następujący: władze w uspokajającym tonie informują opinię publiczną o braku niebezpieczeństwa, a prywatnie potwierdzają zasadność obaw, iż ludzki i techniczny błąd może przynieść katastrofalne skutki. Utajnienie wojskowych dokumentów ukryje aktualne rumieńce na najbliższe dziesięciolecia.

W roku 1961 B-52 Stratofortress rozpadł się powietrzu w wypadku nad Karoliną Północną. Katastrofa spowodowała uwolnienie dwóch bomb atomowych, opisanych wówczas przez rzecznika Departamentu Obrony USA jako nieuzbrojone i niezdolne do eksplozji. W 2013 roku odtajnione dokumenty ujawniły, że zadziałał tylko jeden z czterech mechanizmów bezpieczeństwa pocisków.

W sprawozdaniu z odtajnionego ostatnio spotkania z 1963 roku, sekretarz obrony Robert McNamara skarży się, iż była to jedna z dwóch katastrof lotniczych – druga zdarzyła się w Teksasie – w których „najdrobniejszy przypadek nieskrzyżowania dwóch przewodów zapobiegł eksplozji nuklearnej.” McNamara domagał się położenia kresu procedurze przekazywania odpowiedzialności za wystrzelenie broni nuklearnej komukolwiek poza prezydentem, i podkreślił, że „mimo naszych najlepszych starań, nadal istnieje możliwość przypadkowej eksplozji nuklearnej.” Wojsko nie miało wyjścia i publicznie uspokoiło społeczeństwo, prywatnie uznając realne ryzyko stworzone przez prawdopodobieństwo zaistnienia awarii technicznych i błędu człowieka.

Trudność związana z rolą oficerów obsługujących wyrzutnie broni jądrowej polega na tym, że ich praca jest monotonna. Nietrudno dostrzec, dlaczego prowadzi to do zawodowej frustracji. Od czasu zakończeniu „zimnej wojny” nie jest to ścieżka kariery, która przyciąga najzdolniejszych i najlepszych, a 99.9% tej roli po prostu nie wymaga angażowania nieprzeciętnych talentów Sił Powietrznych.

Odpowiedzialność za rozpoczęcie totalnej wojny nuklearnej nie pozbawiona jest presji; zdarzają się chwile, kiedy świat musi zaufać, że osoba podejmująca decyzję nie jest jednym z tych znudzonych, połykających środki psychotropowe oficerów, którzy oszukiwali na egzaminach. Przykładem jest Wasilij Arkipow, wysoki rangą rosyjski oficer na pokładzie łodzi podwodnej B-59 u wybrzeży Kuby podczas kryzysu kubańskiego. Napięta sytuacja zmusiła B-59 do głębokiego zanurzenia, co spowodowało utratę kontaktu radiowego z dowództwem. Kapitan obawiając się, że wojna nuklearna już się zaczęła, poprosił Arkipowa i oficera politycznego, aby zagłosowali za ewentualnym odpaleniem torpedy jądrowej. Zasady dyktowały, że podczas głosowania oficerowie muszą być jednomyślni – Arkipow zawetował atak i zapobiegł wojnie nuklearnej.

Amerykańskie łodzie podwodne dysponują dziś taką samą zdolnością wystrzelenia broni nuklearnej, choć nie jest jasne, czy mają do tego prawo. W tych sporadycznych przypadkach ważne jest, aby osoba podejmująca decyzję była przeszkolona, trzeźwa i godna zaufania. Błędy podczas selekcji i sprawdzianów kontrolnych oznaczają, że na stanowiska o wysokim poziomie odpowiedzialności mogą wślizgnąć się kandydaci dalecy od ideału. Zdrowie psychiczne oficerów obsługujących broń jądrową – o których mówi się, że ich morale jest poważnie nadszarpnięte – nigdy nie może być zagwarantowane w pełni. Gdyby na terytorium Stanów Zjednoczonych miało dojść do przypadkowej eksplozji nuklearnej, nie dodaje specjalnie otuchy świadomość, iż mężczyzn i kobiety odpowiedzialne za reakcję militarną należy, według sekretarza obrony Chucka Hagela, poddać natychmiastowej kontroli.

Tak długo, jak posiadać będziemy broń nuklearną, odpowiedzialność za jej odpalenie z konieczności spoczywać będzie w rękach zwykłych śmiertelników. Ryzykując wiele, stawiamy na ludzką naturę. Utajnianie informacji oznacza, że o prawdziwie zatrważających momentach dowiadujemy się długo po fakcie, kiedy zdążą już zatracić swą zdolność przerażania. Odosobnionym wyjątkiem jest rok 1995, kiedy to Rosjanie pomylili norweską rakietę badawczą z amerykańskim pociskiem balistycznym zmierzającym w stronę Rosji. Mimo zakończenia „zimnej wojny”, przywódca kraju posiadającego broń jądrową po raz pierwszy zmuszony został otworzyć „nuklearną walizkę”. Borys Jelcyn wprowadził nuklearny klucz i za dwie minuty miał wystrzelić własne pociski jądrowe, kiedy wykryty przez rosyjskie radary obiekt wpadł do morza.

Im więcej informacji o ledwo unikniętych katastrofach i uchybieniach naszej ostatniej linii obrony wychodzi na światło dzienne, tym trudniej jest uwierzyć, że rozprzestrzenianie broni jądrowej ostatecznie nie doprowadzi do wypadku. Nie ma sposobu na pozyskanie wiedzy o stopniu profesjonalizmu oficerów innych państw nuklearnych, lub o tym, jak zareagują w obliczu jądrowego wypadku. Im więcej krajów rozbudowuje swe arsenały nuklearne, tym większa grupa osób musi uzyskać władzę wywołania atomowej katastrofy. Im większa liczba kobiet i mężczyzn obdarzana jest odpowiedzialnością za niewystrzelenie broni jądrowej, tym większe prawdopodobieństwo, że w tej śmiertelnej międzynarodowej konfrontacji zawiedzie najsłabsze ogniwo. Spowitych tajemnicą niebezpieczeństw oszacować niepodobna. Największe zagrożenie może kryć się nie w bunkrze w pobliżu Teheranu, ale w podziemnej wyrzutni rakiet w Montanie.

Tłumaczenie: exignorant

„Threads” – najbardziej realistyczny film fabularny, który przedstawia konsekwencje nuklearnego ataku na jedno z przemysłowych miast Wielkiej Brytanii.  Mimo reputacji wybitnej produkcji TV – liczne prestiżowe nagrody i uznanie krytyki – BBC [producent] nie jest skłonna wznowić tego bezkompromisowego dramatu. Powody są oczywiste.    

Lista instytucji finansujących wybranych producentów broni nuklearnej [pdf]: DivestmentReport

Ten wpis został opublikowany w kategorii Pułapka technologiczna i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.