Rozdział III: Wyżywienie

unlearnrewildMiles Olson przez ostatnią dekadę przyswajał i praktykował zanikające tradycyjne umiejętności egzystowania poza systemem industrialnym. Doświadczenia, które zebrał pozwoliły mu obrać unikalne spojrzenie na radykalną samowystarczalność i wpływ cywilizacji na dziką przyrodę. Przedstawił je w książce „Unlearn, Rewild” będącej medytacją, dochodzeniem etycznym, przewodnikiem przetrwania. Na zmianę liryczna, pełna humoru, zaskakująca, iluminująca i stymulująca intelektualnie lektura zmusza do zakwestionowania znaczenia słowa ‚ucywilizowany’.

Rozdział III:

Wyżywienie

Polują tu od dziesięciu tysięcy lat…

Może dłużej. Ich rzeka wolno zmieniła z czasem swój kształt i praprzodkowie nie rozpoznaliby jej obecnego biegu. Meandrowała daleko, wypłukując i budując, wijąc się poprzez ląd. Poznali prawidła jeleni, żołędzi i łososi; z końcem lata jelenie przybierają na wadze, żołędzie dojrzewają, a łososie składają ikrę, zatem jesienią i podczas pozostałych pór roku przybywają tu, aby obozować.

Z żołędzi wyrabiają mąkę i chleb, łososie wędzą lub spożywają na surowo, mięso jeleni suszą, a skórę przerabiają na ubrania, łuki i sidła. Dawno temu nauczyli się spożywać i wykorzystywać płody ziemi, są wobec nich hojne. Raz na wiele lat żołędzi bywa niewiele, a sezon następny przynosi niedostatek jeleni. Ludzie są odzwierciedleniem ziemi, są żołędziami, jeleniami i łososiami. Jeżeli żołędzi i jeleni jest mniej, spożyją więcej łososi. Jeśli brakuje wszystkiego, spłodzą mniej potomstwa, zjedzą więcej roślin, po które zazwyczaj nie sięgają. Zdołają jakoś przetrwać, choć może być ciężko.

Większość zwierząt i roślin nie dostrzega ludzi. Ludzie ich nie zajmują, niewiele mają wspólnego z mnogością gatunków traw, porostów i żab drzewnych. Nawet liczne jelenie widują ich sporadycznie, unikają intensywnej woni obozowisk i osad.

Kiedy późną jesienią nadciągają potężne burze, rzeka często rozlewa. Do tego czasu ludzie przenoszą się na tereny położone wyżej, znają rytm przyrody i przemieszczają się wraz z nim.

Podobnie jak wszystkie wszystkie żywe stworzenia, pozostają na łasce ziemi, separacja nie istnieje.

Egzystują tak od bardzo dawna.

Im dłużej tu żyją, tym więcej przybywa opowieści, tym więcej przekazywanych jest nauk, tym głębiej zanurzają się w mądrości lądu i wiedzy o wdzięcznym życiu.

Zmuszą ziemię, aby wydała plony…

Kiedy dobre nastają lata, jest szczodra i przynosi obfitość; proszą, aby powiedziała „zboże” i jest im posłuszna. Ale przez większość lat spełnia własne zachcianki, sprzeciwia się i nie wykonuje rozkazów. Teraz prawie zawsze – jeżeli jej na to pozwolisz – odmawia. Niczym niesforne dziecko, które nie posłucha, nie zamilknie i nie zacznie się sprawować, dokazującą ziemię należy ukarać i przywołać do porządku.

Dawniej stosowali narzędzia z kamienia i kości, potem narzędzia z metalu, pługi, nawadnianie; teraz mają leki, syntetyzowane w laboratoriach chemikalia, które zmuszą ją do dobrego sprawowania. Odkryli tajemnice nasiona, hodują je, aby było uległe, nawet karmią je chemikaliami. Zmuszą ziemię, aby wydała plony. Może być w połowie martwa i odurzona, mimo to wyprodukuje to, czego chcą.

Wszystko, co tutaj żyje odczuwa obecność ludzi. Myszy polne zabija spryskiwanie. Susły zabija kombajn. Drzew już nie ma. Glyfosat upija i dezorientuje trawę. Czy umiera? Brązowieje, ale jest wiosna – nie jesień?

Zmieniają bieg rzeki, aby gleba była zawsze wilgotna. Wokół rzeki budują wały i tamy, aby kontrolować jej przepływ. Ostatecznie zamykają ją w ścianach z cementu i zbrojenia. Rzeka trzymana jest w ryzach, już nie wije się i nie wylewa, jest pod kontrolą, jest użyteczna.

W czasie zbiorów pola zostają ogołocone. Plon jest ich dziełem – ziemia była jedynie nośnikiem ich kreacji.

Ziemia jest sługą, bez nich – ignoranckim marnotrawstwem. Sprawiają, że wydaje plon.

Ich liczebność wzrasta.

Kiedy ziemia jest tak nieposłuszna, że ich starania nie przynoszą żadnych rezultatów, a zbiory są mizerne, bogaci pozostają syci – zmagazynowali żywność z lat minionych i zatrzymają sobie płody nieurodzaju. Biedni będą głodować. Podobnie jak pola, są tylko sługami.

Pewnego dnia ziemia zostanie wyczerpana doszczętnie, jej ciało jałowe i spękane. Ludzie porzucą ją i ruszą dalej.

Żywność i kultura

Konsumpcja to najbardziej intymny sposób umożliwiający człowiekowi interakcję z ziemią. Właśnie tak gleba miesza się z ciałem, właśnie tak jesteśmy ze sobą nierozerwalnie połączeni. Zatem zrozumiałe jest, że ludzkie kultury w dużej mierze kształtuje to, co spożywają i jak zdobywają swoje pożywienie. Określa to charakter naszego współczesnego obcowania z ziemią, sobą nawzajem i innymi kulturami.

Sposób, w jaki kultura traktuje podłoże swojego bytowania, jej relacja z nie-ludźmi, niczym lustro odzwierciedla sposób, w jaki traktuje samych ludzi. Ci, którzy źle traktują ziemię, robią to samo z innymi; ci, którzy dominują i podporządkowują ziemię, postępują tak samo ze współbratymcami. Separacja nie istnieje.

Powszechną wśród antropologów jest wiedza, że społeczeństwa definiowane jako myśliwi-zbieracze nie niszczą swojej ziemi, są wolne od zhierarchizowanych struktur klasowych (władczy bogacze i bezsilni biedacy), niewolnictwa, zorganizowanej religii i wielu innych chorób cywilizacji. Im bardziej rolnicze staje się społeczeństwo, tym większe są podziały klasowe i inne elementy ucisku: zinstytucjonalizowana religia, sztywny podział ról między obojgiem płci, niewolnictwo, okaleczanie genitaliów, imperializm, sztuka itd. Urbanizacja, wylesianie i upustynnienie to także synonimy rolnictwa. Jedną z najlepszych tego ilustracji jest klasyk Marshalla Sahlinsa „Ekonomia Epoki Kamienia”.

Pamiętam, jak dobitnie wniosek ten utrwaliła lata temu lektura książki zatytułowanej „Ludy i kultury Ugandy”. Publikacja prezentowała szczegóły wzorów wyżywienia i struktur społecznych kilkudziesięciu kultur współczesnej Ugandy. Większość mieszkańców była rolnikami, niektórzy pasterzami, jeszcze inni łączyli polowanie z niewielką uprawą roli, a nieliczni byli myśliwymi-zbieraczami żyjącymi w ocalałych lasach. Istniała szokująca korelacja między zachowaniami opresyjnymi a poziomem kultywacji i praktykowanym przez te kultury rolnictwem.

Zamieszkujący lasy Pigmeje nie mieli żadnej religii, sztuki czy skłonności do wojowania. Byli egalitarni, a ślad jaki po sobie pozostawiali był niezwykle delikatny – budowali proste szałasy w porze deszczowej, które dla obserwatora z zewnątrz były praktycznie niedostrzegalne. Społeczności pasterskie i te, które polegały na uprawie roli i wybranej żywności rosnącej dziko miały bardziej złożone religie – tradycja lękania się i zabijania „czarownic” była jej częścią – luźną strukturę klasową (mam na myśli podział bogactwa i władzy między elitami i pospólstwem), sztukę, wyniszczającą relację z ziemią i działania wojenne na małą skalę. Społeczeństwa w pełni rolnicze miały to wszystko, co ostatnia grupa, tylko w bardziej zintensyfikowanej formie. Były imperialistyczne i ekologicznie destrukcyjne, okaleczanie kobiecych genitaliów było (jest) powszechne, a zinstytucjonalizowana religia przymusowa; borykały się (i borykają nadal) z poważnymi problemami przeludnienia, ubóstwa i chorób.

To ogólny wzorzec i zaryzykuję być może zbędne powtórzenie tego, co powiedziałem wcześniej: kultury, które egzystują poprzez polowanie, zbieractwo, ostrożną opiekę nad ziemią tradycyjnie pozostają w stanie równowagi. Te, które praktykują rolnictwo nigdy i nigdzie nie były do tego zdolne. Rolnictwo jest siłą napędową stojącą za ludzkim przeludnieniem i degradacją środowiska – katastrofy nuklearne, globalne ocieplenie, inne podobne zjawiska stanowią problem tylko dlatego, że tworzy je społeczeństwo wsparte na rolnictwie przemysłowym. Żadna inna metoda wyżywienia nie wytworzyła niczego, co nawet w części byłoby równie destrukcyjne.

Rolnictwo zdefiniowane

Stwierdza się często, że „rolnictwo jest kulturą” lub „nie ma kultury bez agrokultury”. Uprawa to po prostu sposób, w jaki ludzie pozyskują żywność; podobnie jak pszczoły i ich kwiaty jest częścią naturalnego porządku. Tego musimy się oduczyć.

Rolnictwo dosłownie oznacza „kultywowanie pola”. Obejmuje to karczowanie ziemi, aby przygotować podłoże (żadna połać ziemi nie leży sobie odłogiem i czeka, aż zaopiekuje się nią człowiek) i eliminację niepożądanych gatunków, aby zasadzić pożądane rośliny sezonowe. Oznacza to także obróbkę gleby. I chociaż ludzie praktykują to przez około 5% swojej egzystencji, owo 5% mgnienie oka zdominowało niemal wszystkie pozostałe metody wyżywienia. Podczas tego 5% epizodu wycięto prawie wszystkie starodrzewia i zapoczątkowano masowe wymieranie gatunków. Uprawa roli wyparła pozostałe style życia bynajmniej nie dlatego, że jest lepsza; zrobiła to, ponieważ kultury rolnicze są nieodmiennie ekspansywne i imperialistyczne. Rolnictwo jest chorobą zakaźną.

Niektórzy są przeświadczeni, że rolnictwo i cywilizacja Zachodu są skutkiem uzależniających, pokrewnych opium związków zawartych w ziarnach zbóż, a farmerzy są arcy-narkomanami opętanymi przez pszenicę, karczującymi coraz więcej ziemi, aby zasiać monokultury – wcielając monokulturę stają się nią sami. W przeliczeniu na kalorie uprawa roli jest przecież o wiele bardziej intensywna pod względem zużycia energii niż polowanie i zbieractwo, co oznacza, że nigdy nie miała logicznego sensu.

Zamiast po prostu zbierać i przetwarzać żywność, musisz orać, zasiewać, pielęgnować, nawadniać, chronić, zbierać i przetwarzać ją. Pod względem ekonomicznym lub ekologicznym nie jest to w żadnym razie poprawa w porównaniu z polowaniem i zbieraniem, w rzeczywistości jest to degeneracja.

Zanim zderzyła się z cywilizacją, kultura Irokezów bazowała na uprawie kukurydzy, kabaczków i fasoli. Kiedy badacze zanalizowali koprolity (próbki stolca) Irokezów z tego okresu, odkryli, że typowa dieta zawierała mniej niż 10% dzikiego pożywienia. Pomimo że jego źródła – chociażby jelenie, ryby, żołędzie – z pewnością były dostępne, ludzie prawie wyłącznie jedli żywność wyhodowaną na roli. Istnieją nawet relacje myśliwych, którzy polowali na ciężarne łanie, aby zredukować populację jeleni i kontrolować w ten sposób szkody wyrządzane uprawom kukurydzy.

Skąd te preferencje wobec żywności rolnej? Sądząc po wzorcach innych kultur agrarnych (z tą, która nas otacza włącznie), uprawa roli tworzy zawężoną percepcję tego, co uznaje się za „żywność”; praktykujących ją czyni ślepymi na żywność, której się nie uprawia. Wiele odmian dzikiej żywności ma w istocie niszczący wpływ na rośliny uprawne (jelenie, „chwasty”), co czyni je wrogiem, chociaż są w takim samym stopniu żywnością, co rośliny za taką uznawane. Żywność jest oczywiście konstruktem kulturowym, co oznacza, że nasza kultura uczy nas, że niektóre rzeczy są żywnością, a inne nie. Koniki polne są bardziej odżywcze, trwałe i faktycznie smaczniejsze od soi, ale nasza kultura uczy, że tylko jedno z tych dwojga jest żywnością – i tak się składa, że jest nią to, co powoduje nowotwory piersi i bezpłodność, co udokumentowali m.in. badacze Uniwersytetu Stanowego w Michigan („Estrogeniczny wpływ genisteiny na wzrost estrogenicznych komórek nowotworu piersi z dodatnimi receptorami u ludzi [MCF-7] w warunkach laboratoryjnych i żywym organizmie,” C.Y. Hsieh i inni).

Istnieją oczywiście różnice we wzorach niewolnictwa, ekobójstwa i scentralizowanej władzy, które zbiegają się z agrokulturą.

Tradycyjne kultury żyjące wzdłuż wybrzeża Północnego Zachodu [USA] nie były rolnicze pod żadnym względem, ale miały tak obfite, łatwe do zebrania źródło pożywienia – poza inną rzeczną i lądową żywnością były to liczne gatunki łososia, które każdego roku powracały do ich rzek – że rozwinęły cechy przypisywane zazwyczaj w pełni rozwiniętym cywilizacjom. Niewolnictwo, elita rządząca, rytualne wiązanie głów w wybranych grupach i kultura wojenna to kilka z posiadanych przez nie atrybutów, zarezerwowanych najczęściej dla kultur bardziej „rozwiniętych”. Jednakże kultury Północnego Zachodu posiadały kilka ważnych cech, które odróżniały je od cywilizacji.

Po pierwsze, nigdy nie niszczyły ziemi. Może to być związane z faktem, że ich podstawowe jedzenie – łosoś – było dzikie, niekultywowane. Oznacza to, że obfitość źródła ich pożywienia była bezpośrednio związana ze zdrowiem bogatego, złożonego ekosystemu, a nie karczowaniem ziemi pod uprawę.

Po drugie, nie byli w stanie rozprzestrzeniać się. Raz jeszcze odnosi się to do źródła pokarmu powiązanego z rzekami i brzegami. Nie możesz podbić swoich słabszych sąsiadów żyjących wgłębi lądu (bez dostępności łososi, która uczyniłaby ich tak licznymi i silnymi, jak ty), ściąć tamtejszych lasów i poprowadzić w porębach rzekę, która zrodzi łososie. W odróżnieniu od wielkich, ekspansywnych, imperialistycznych cywilizacji wzniesionych na roślinach uprawnych (pszenica, kukurydza, ryż etc.), główne źródło ich pożywienia było nieruchome, oni także. Fakt, że łosoś jest pożywieniem dzikim, które wymaga zdrowych rzek i lasów temperował zapędy tych kultur.

Kultura zależna od zdrowia dzikiej ziemi będzie ją pielęgnować. Kultura zależna od wyrządzania szkód ziemi zrujnuje ją.

Ostatecznie wszyscy jesteśmy uzależnieni od zdrowia ziemi.

A co z innymi, niewidzialnymi siłami, które pozwoliły długotrwałym kulturom pozostać w stanie równowagi? Praktyki duchowe, kulturowe tabu i niezmiernie istotny fakt, że nie-ludzi szanowano, uznawano za świętych i potężnych, komunikowano się z nimi – to atrybuty tak samo, o ile nie bardziej, ważne niż sytuacja uniemożliwiająca kulturom fizyczną ich ekspansję. Można się tu wiele nauczyć, zważywszy, że dysponujemy narzędziami i wiedzą, aby wieść egzystencję destrukcyjną.

Ażeby wyewoluował zdrowy sposób wyżywienia, będziemy musieli stworzyć kultury, które wzmacniają zdrowe, trzymające je w ryzach granice.

Z pewnością nie sugeruję, że możemy stworzyć pokojowy świat zwyczajnie poprzez zmianę przyzwyczajeń żywieniowych. Obecne mechanizmy destrukcji są zbyt głęboko okopane, aby do tego doszło. Jeżeli mamy zamiar udać się w stronę zrównoważonej przyszłości – a musimy to zrobić – krytyczną częścią procesu będzie przedefiniowanie naszej interakcji z ziemią, nawyków żywieniowych i sposobu pozyskiwania pokarmu.

Dopóki nie uświadomimy sobie, że nasze przetrwanie zależy od zdrowia dzikiej ziemi, dopóki raz jeszcze nie staniemy się jej intymną częścią, dopóty będziemy uśmiercać planetę.

Tłumaczenie: exignorant

Ten wpis został opublikowany w kategorii Woda i żywność. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.