Rozdział I: Zrównoważony rozwój i dzikość

unlearnrewildMiles Olson przez ostatnią dekadę przyswajał i praktykował zanikające tradycyjne umiejętności egzystowania poza systemem industrialnym. Doświadczenia, które zebrał pozwoliły mu obrać unikalne spojrzenie na radykalną samowystarczalność i wpływ cywilizacji na dziką przyrodę. Przedstawił je w książce „Unlearn, Rewild” będącej medytacją, dochodzeniem etycznym, przewodnikiem przetrwania. Na zmianę liryczna, pełna humoru, zaskakująca, iluminująca i stymulująca intelektualnie lektura zmusza do zakwestionowania znaczenia słowa ‚ucywilizowany’.

To niezwykły i niekonwencjonalny poradnik przetrwania. Olson przybliża praktyczne sposoby na wyrwanie się z niewoli pracy zarobkowej, rachunków i pułapki cywilizacyjnej, aby odkryć swoją prawdziwą naturę.” Thomas J. Elpel

Oto pierwszy przekład początkowych rozdziałów książki.

Wstęp

Książka ta jest po części traktatem filozoficznym, przewodnikiem przetrwania, instrukcją post-industrialnego życia, zaproszeniem do połączenia się w głęboki, znaczący sposób z ziemią. Zaproszeniem do uzdrowienia nas samych i Ziemi oraz zasypania przepaści między dzikością i ludzką egzystencją. To rezultat wielu lat leśnego życia z grupą przyjaciół, na skraju niewielkiego miasta, w chatkach, które zbudowaliśmy z materiałów zebranych na terenie zamieszkiwanym na dziko. Wielu lat spędzonych na poznawaniu egzystencji bliskiej ziemi, pochodzącej z czasu i miejsca, kiedy musieliśmy zaczynać od podstaw, bez korzeni, bez starszyzny, bez nieskazitelnej kultury czy nauczycieli wskazujących nam drogę. Próbując i błądząc, dostaliśmy wiele trudnych lekcji.

To kwintesencja najbardziej niezbędnych umiejętności i idei – które w rezultacie zakwitły – zapisanych w cieple ogniska i blasku lampy, w przytulnej chatynce, która pozwoliła nam ziścić pewne najbardziej szalone marzenia.

Książka uznaje za oczywiste, że chcemy wieść życie mające znaczenie; że chcemy istnieć w pełni, uczciwie i nie chcemy uśmiercić planety; że zdrowie psychiczne ludzkiego zwierzęcia potrzebuje głębokich więzi z Ziemią. Koncentruje się w całości na działaniu. Będąc czymś więcej niż materiałem do refleksji, przedstawia strategie, umiejętności i pomysły, aby przeobrazić nasze życie.

Książkę podzieliłem na dwie części – pierwszą są „Idee”, drugą „Zagrożone umiejętności”.

Powodem jest to, że bez zdrowego kontekstu ich praktykowania umiejętności te są w najlepszym razie bezcelowe, w najgorszym destrukcyjne. Podobnie jak filozofia – jeżeli nie przekłada się na działanie, jest bezużyteczna. Nie można mieć jednego bez drugiego.

Ta książka stanowi wyzwanie. Prosi, abyśmy spojrzeli na niewygodne prawdy. Abyśmy zobaczyli, jak głębokie są nasze wspólne problemy. Aby nie rozpraszały nas i odwodziły podejmowane przez społeczeństwo przemysłowe żałosne próby udawanego przestawienia na „zieloną” energię i miarowego marszu ku zrównoważonemu rozwojowi. Abyśmy pochwycili korzenie problemu cywilizacji i naszego w nim udziału. Książka jest także zaproszeniem, aby na nowo odkryć swoją dzikość – aby stać się uczestnikiem tańca tętniącego życiem świata. Aby zbudować autonomię i niezależność od systemu, włączając się w sieć wzajemnych powiązań między ludźmi i nie-ludźmi. Aby spojrzeć na siebie, nasze relacje i całokształt życia nieudomowionymi oczyma. Aby uzdrowić sponiewieraną ziemię, umysły i serca.

Kiedy piszę te słowa, gospodarki wszystkich wielkich imperiów świata są pobite i ratowane finansowymi pakietami, toczą się wojny o ropę, lód arktyczny cofa się w bezprecedensowym tempie, opad radioaktywny skaża deszcz, rewolucje i zamieszki wybuchają na całym świecie, bogactwo narodów kurczy się, a podział między bogatymi i biednymi osiąga punkt wrzenia. Z każdej perspektywy przyszłość prezentuje się wyjątkowo niepewnie.

Zakładanie, że system spotka dezintegracja, że w każdej chwili siły zagrażające życiu na Ziemi zatrzymają się ze zgrzytem i pozostawią nas w spokoju, abyśmy mogli wieść prostszą egzystencję nie jest strategicznie rozważne. Podobnie jak zakładanie, że system będzie trwał tak, jak dotychczas, że styl życia bazujący na wiecznym wzroście, ogromnych nierównościach, ekologicznej degradacji, niepewnych technologiach i niedorzecznym marnotrawstwie zdoła się utrzymać.

Niniejsze strony oferują umiejętności, które w czasie zachodzących zmian mogą uratować życie, nakarmić rodziny i zapewnić nam niezależność od coraz bardziej represyjnych reżimów. Umiejętności na okazję, kiedy zechcemy w dowolnym momencie połączyć się z dzikością, którą jest życie. „Ekstremalne” umiejętności przetrwania na zrównoważoną przyszłość, gdzie nie istnieje industrialna technologia i produkcja – świat, który boimy się sobie wyobrazić, ale który jest ostatecznie nieunikniony.

To książka o odzyskaniu naszej przyszłości, naszej normalności, naszej zdolności życia na ziemi, zdolności życia uczciwego.

Naukowcy i autorzy od dziesięcioleci powtarzają, „Jeżeli w ciągu najbliższych kilku lat nie wprowadzimy zmian, będzie za późno!” Czas na te ostrzeżenia dawno już minął. Rzeczywistość każdego związku wygląda tak, że z chwilą, kiedy staje się niezdrowy nadchodzi pora na zmiany. Skoro moment ten minął, ta pora już trwa – od jakiegoś czasu.

Na Bycie Nieskrępowanie Żywym.

Rozdział I:

Zrównoważony rozwój i dzikość

Jedyną wojną, która ma znaczenie

jest wojna przeciwko dzikości.

Odnajdziemy w niej wszystkie pozostałe wojny.

Dzikość

Wszystko na tej Ziemi jest swoiście dzikie. Jeżeli coś żyje i umiera, jest częścią dziczy, którą jest życie. Nasze słowo „wola” [ang. will] zakorzenione jest w słowie „dziki” [ang. wild]; wola każdego stworzenia, wola ziemi – siłą napędową jest w istocie jej dzikość. W kulturze wzniesionej na negowaniu tej prawdy, mamy w zwyczaju myśleć o dzikości jako wyjątku, jako czymś, co istnieje w odizolowanych, rozsianych strefach dziczy. Dzikość jest zasadą, a nie wyjątkiem. Tam, gdzie trwa, żyje w sposób nieujarzmiony w stanie dzikim lub jest ofiarą udomowienia. Klawiatura, na której wystukuję te słowa pochodzi z różnych stron dzikiej Ziemi, udręczonych i zdeformowanych według wizerunku klawiatury. Wszystko ma wolę – pragnie na swój sposób żyć i wyrażać siebie. Wszystko jest samoistnie dzikie.

Udomowienie

Udomowienie jest tym, co często nas otacza. Jest także i tym, co nas spotyka, zatem nie dziwi fakt, że tego nie dostrzegamy. „Udomowienie” to ładne, grzeczne określenie gwałtownego procesu. Lepiej byłoby nazwać go „zabiciem dzikości”, bo to właśnie oznacza. Oswojone zwierzę żyje zgodnie z wolą swojego ludzkiego pana, nie z własną. Im skuteczniej stworzenie to (roślina, ziemia, rzeka, etc.) zostanie zmuszone by zapomnieć o swojej woli, instynktownych pragnieniach, tym łatwiej jego pan utrzyma nad nim kontrolę. Jeżeli krowy zapomną, że kiedykolwiek znały coś innego poza tuczarnią, nie odczują swojego uwięzienia.

Niby jak udomowienie jest gwałtownym procesem? Dzikość tego, co żyje ma ogromny potencjał: jej siła zalega w każdej komórce organizmu. Nic nie narodziło się, aby żyć w niewoli, być ujarzmionym, potulnym i zmuszonym do uległości, nic nie zaakceptuje takiej roli bez przymusu. Warunkiem wyhodowania pola pszenicy jest wytępienie wszystkiego, co na tej przestrzeni żyje. Pole jest obrabiane, gleba spulchniana (do wypłukania), zastosowany zostaje nawóz chemiczny, irygacja, pestycydy, wszystko po to, aby pole nie pamiętało, jak chce żyć. Rok po roku pole jest orane, zasiewane i spryskiwane, konsumuje ogromne ilości energii, ponieważ każdego roku chce zdziczeć, uleczyć się – należy przymusić je do podporządkowania.

Kiedy ludzkie społeczeństwa zaczynają udomawiać siebie nawzajem i naturalne podłoże swojego bytowania, czyli gwałcić i tłumić ich wolę, proces zdaje się przyjmować postać obsesji; karmi się sobą. Wystarczy rozejrzeć się wokoło, aby potwierdzić ten wniosek. Być może ludzie zaczęli udomawiać i rozwijać rolnicze społeczeństwa zainspirowani pięknymi intencjami, ale w chwili, kiedy zainicjowany zostaje proces przejęcia dzikiej przestrzeni i zamiany jej w zaprojektowaną przez człowieka „produkcję”, sprawy wymykają się spod kontroli. Ludzie zdolni są wziąć lasy – dom niezliczonych gatunków roślin, zwierząt, ptaków, insektów, grzybni – i po unicestwieniu ich dzikości (usunięciu drzew, przeobrażeniu gleby) zamienić to wszystko w przestrzeń do wytwarzania ludzkiej żywności. Możliwości ekspansji są ograniczone tylko ilością ziemi nadającej się do eksploatacji.

Ostatecznym marzeniem cywilizacji jest kontrola, organizacja, kategoryzacja wszystkiego; wykorzenienie wszelkiej dzikości i spontaniczności. Ryby będą żyły w fermach rybnych. Drzewa będą rosły w fermach drzewnych. Zwierzęta przeznaczone na żywność będą hodowane w tuczarniach. Ludzie będą egzystować w miastach całkowicie odseparowani od innych stworzeń (z wyjątkiem milutkich pupilów), oddzieleni od wszystkiego, co może im przypomnieć o prawdziwej, dzikiej naturze. „Podrzędne rasy” będą marnieć w biedzie aż wymrą. Ziemia zostanie przemodelowana w imię produkcji. Każdy spontaniczny, niekontrolowany przejaw życia będzie zdławiony.

Oczywiście, nie jest to przyszłość jaką rzeczywiście opisuję.

Zrównoważony rozwój

Jak to się ma do utrzymania status quo? Czy udomowienie można utrzymać bezterminowo? Odpowiedziałbym, że nie, ale nie o tym chcę mówić. W społeczeństwie nurtu głównego dużo jest obecnie szumu wokół tego, kto „przestawia się na zieloną egzystencję”, panuje wrzawa o tym, jak społeczeństwo przemysłowe dobrowolnie przestawia się na zieloną energię i tym samym na zrównoważony rozwój.

Przyjrzyjmy się jednemu z przykładów. Brazylijski las deszczowy poddawany jest wylesianiu w alarmującym tempie, aby mogły w tym miejscu powstać rozległe plantacje soi. Setki tysięcy akrów modyfikowanej genetycznie monokultury. A gdyby tak traktory były zasilane biopaliwem? A gdyby tak były zasilane metanem przechwyconym z kompostu z ludzkich ekskrementów, który zostałby później użyty do nawożenia pola? Wyobraź sobie ten obrazek jako przykład zrównoważonego rozwoju – wegańską żywność uprawianą przy wykorzystaniu zielonego paliwa i ludzkiego kompostu.

Ale niby po co ktoś chciałby utrzymać taki stan rzeczy?

Popularna koncepcja zrównoważonego rozwoju maluje mniej więcej taki obrazek: Ludzie spalają zbyt wiele paliw kopalnych. Nasz styl życia i nasza interakcja z Ziemią generalnie są w porządku, mamy jedynie kilka systemowych zgrzytów. Zakwaszenie oceanów, dziury ozonowe i przede wszystkim zmiany klimatyczne. Jeżeli tylko zdobędziemy się na wprowadzenie paru prostych zmian – przerzucimy się na zieloną energię, organiczne rolnictwo, torby z tkaniny zamiast plastiku, wyeliminujemy paliwa kopalne – Ziemia nie spłonie, a cywilizacja przemysłowa będzie trwać w nieskończoność. Nie chcę tu argumentować, czy bezterminowy, zrównoważony rozwój kultury jest w ogóle możliwy. Sądzę, że o wiele istotniejsze jest, abyśmy rozważyli, czy jest on w ogóle pożądany. W ruchu na rzecz zrównoważonego rozwoju nie roztrząsa się w dyskusji, co takiego chcemy utrzymać lub co sprawdziło się w przeszłości. Kultura myśliwych-zbieraczy żyła w zrównoważony, trwały sposób przez tysiące lat we wspomnianym brazylijskim lesie deszczowym, który teraz jest likwidowany i podporządkowany produkcji soi dla Amerykanów z obudzoną świadomością ekologiczną. Czy udomowiony, współczesny człowiek może mieć jakiekolwiek pojęcie o tym, co można utrzymać, będąc tak dalece oderwanym od autentycznego punktu odniesienia? Przypominam, że jednym z najważniejszych aspektów bycia udomowionym jest niepamięć o swojej dzikiej naturze lub wymazanie wspomnień o tym, kim jesteś i czego potrzebujesz na najbardziej pierwotnym poziomie.

Jedynymi sprawdzonymi modelami zrównoważonej egzystencji ludzi (jedyny rzeczywiście zrównoważony sposób naszego bytowania) są społeczności myśliwych-zbieraczy. Kultury te kultywowały i kultywują ziemię na wiele subtelnych sposobów, od społeczeństwa rolniczego odróżnia je to, że zależą bezpośrednio od zdrowia ziemi, a nie od zwalczania i niszczenia jej. Jeden sposób zachowuje ziemię, drugi szybko ją niszczy. Myśliwi-zbieracze związani są z ograniczoną bazą surowcową; kultura, która zabija zbyt wiele bizonów wkrótce umrze z głodu. Mają bodziec, aby nie powiększać przesadnie swoich szeregów i chciwości. Jeżeli społeczeństwo agrarne staje się zbyt liczne lub zachłanne, po prostu karczuje większe połacie ziemi, aby zasiać więcej zbóż i tak dalej, i dalej… aż stanie się zrównoważone?

Co chcemy utrzymać?

To bardzo ważne pytanie. Czy chcemy nadal eksploatować wszystko, co żyje na tej planecie, podporządkować siłą do wynaturzonych wizji własnych potrzeb? Chcemy uzyskać trwałą zmajstrowaną przez człowieka Ziemię, całkowicie podporządkowaną i kontrolowaną celem zmaksymalizowania wydajności? Zrównoważony świat, gdzie wszyscy i wszystko jest oznakowane, odurzone, podporządkowane, uporządkowane i uległe? Czy może chcemy zrezygnować z projektu kontrolowania całego ziemskiego życia? Zrównoważony rozwój nie jest równoznaczny z dopuszczeniem, aby dzika natura żywego świata nieskrępowanie kwitła, aby jeżyny i mlecze przebiły się przez beton, zamieniając chodnik w glebę (i żywność!).

Nie oznacza on też uzdrowienia naszej relacji z ziemią, sobą nawzajem. W rzeczywistości popularna koncepcja zrównoważonego rozwoju, o ile zostanie wdrożona, oznaczałaby permanentną wojnę z dzikością. Udomowienie jest fundamentem gigantycznego muru pomiędzy ludźmi i światem nie-ludzi, to silnik, który popycha nas do zamordowania planety. Mimo to przedostało się ukradkiem do toczącej się dyskusji o „zielonej transformacji,” prawdopodobnie dlatego, że jest to znacznie starszy i mocniej zakorzeniony problem niż spalanie paliw kopalnych. Czyni on rozwiązanie tym bardziej złożonym.

Pradawna cywilizacja z obszaru zwanego obecnie Irakiem skutecznie wykarczowała lasy deszczowe gigantycznych cedrów, zasiała w ich miejsce zboże i zamieniła je w pustynię zaledwie w kilka stuleci, wykorzystując prymitywne narzędzia z kamienia, kości i drewna, a także uprawę organiczną. Wyeliminowanie paliw kopalnych nie wystarczy. Serce tej kultury toczy choroba, potężna i destrukcyjna, którą musimy dostrzec. Musimy rozpocząć rozmowę z lądem, z którego czerpiemy by przeżyć; usłyszeć jego krzyk. Potrzebujemy relacji wolnych od manipulowania i eksploatowania, ze sobą nawzajem i Ziemią. „Zrównoważony rozwój” nie jest priorytetem – może być celem destrukcyjnym. Liczy się to kwitnące, dzikie życie.

Jedyną wojną, która ma znaczenie

jest wojna przeciwko dzikości.

Odnajdziemy w niej wszystkie pozostałe wojny.

Tłumaczenie: exignorant

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Poza nadzieją. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.