Syria: Kilka niehumanitarnych przyczyn potencjalnej „interwencji” (aktualizacja: 29.10.2016)

Globalna gospodarka w rozsypce

Instytut Badań nad Trendami w zimowej edycji Trends Journal opublikował listę i analizę najważniejszych trendów na rok 2013. Na miejscu pierwszym: Wojna [w tym atak na Syrię]. (1)

Założyciel Instytutu, Gerald Celente, prognozował aktualny bieg wydarzeń od dłuższego już czasu:

„Gospodarcza fasada się sypie. System upada. Podtrzymują go jeszcze rekordowo niskie stopy procentowe i drukowanie pieniędzy. Kiedy ‚pobudzający pakiet finansowy’ się wyczerpie, zabiorą nas na kolejną wojnę. Przyczyna: zamach zaaranżowany lub prawdziwy [odwet za mordercze skutki naszej polityki imperialnej: walizkowa brudna bomba w Nowym Jorku, atak chemiczny w Paryżu, biologiczny w Londynie]. Zatrzepocą flagi, orkiestra zagra hymn. Zapanują strach i histeria. Wykorzystają to, aby w imię ‚obrony kraju, amerykańskiego stylu życia i wolności’ pozbawić nas reszty praw obywatelskich. Tego się obawiam. […] Sięgnijmy do historii. Rok 1929. Krach na giełdach. Z krachu przechodzimy do depresji. Następnie mamy wojny walutowe i handlowe. Potem idziemy na wojnę. Kiedy wszystko zawodzi, zabierają cię na wojnę. Mieliśmy panikę roku 2008. Pogłębia się recesja/depresja gospodarcza. Trwają wojny walutowe. Wojenne bębny rozbrzmiewają coraz głośniej na Bliskim Wschodzie, który upada. Wybierz dowolny kraj. Chaos w Libii [po ‚humanitarnej’ misji USA/NATO], podobnie w Iraku, destabilizacja w Jemenie, Egipt na krawędzi, Bahrajn wkrótce do nich dołączy itd. […] Mamy ten sam kompleks militarno-przemysłowy i politycznych socjopatów, którzy dali nam wojnę w Wietnamie [sfingowali przyczynę konfliktu, wybili 3 miliony Wietnamczyków i zatruli kraj czynnikiem pomarańczowym], potem była już ‚przygoda’ w Afganistanie [12 lat później mamy tysiące zabitych i doszczętnie zniszczony kraj], następnie Irak [wymyślili broń masowego rażenia Saddama Husajna, której nie było; około milion zabitych Irakijczyków, ataki z użyciem broni radiologicznej; codziennie w zamachach bombowych giną tam dziesiątki/setki ludzi] i wreszcie Libia [według Białego Domu siły sprzymierzone przeprowadziły tam ‚ograniczoną w czasie i przestrzeni kinetyczną akcję’], a teraz przygotowują opinię publiczną – od końca ubiegłego roku – na agresję w Syrii. Jeżeli do niej dojdzie, pogłębi to destabilizację Bliskiego Wschodu i będzie początkiem III wojny światowej.”

(1) Amerykański plan koalicyjnego ataku na Syrię zniweczyła tymczasowo kombinacja buntu brytyjskich parlamentarzystów – którzy po raz pierwszy w historii powstrzymali swój rząd przed podjęciem akcji militarnej – i refleksu rosyjskiej dyplomacji.

Strategia Izraela

Autor: Joshua Blakeney

31 sierpnia 2013

(…) Cieszący się dzisiaj złą sławą plan Odeda Yinona, opracowany przez izraelskiego analityka geostrategicznego w 1982 roku, przedstawia najbardziej klarowny manifest izraelskiej destabilizacji Bliskiego Wschodu. Yinon stwierdził, co następuje:

„Całkowity rozpad Libanu na pięć prowincji jest precedensowym przykładem dla całego świata arabskiego – Egiptu, Syrii, Iraku i Półwyspu Arabskiego – który podąża już tą drogą. Późniejszy rozpad Syrii i Iraku na swoiste pod względem etnicznym lub religijnym obszary – takie jak w Libanie – jest głównym długoterminowym celem Izraela na froncie wschodnim, podczas gdy dezintegracja potęgi militarnej tych państw stanowi priorytetowy cel krótkoterminowy. Syria ulegnie rozpadowi zgodnie ze swoją strukturą etniczną i religijną na kilka państw, podobnie jak dzisiejszy Liban: wzdłuż wybrzeża położony będzie kraj szyicko-alawicki, w okolicy Aleppo państwo sunnitów, w Damaszku drugie państwo sunnitów wrogie wobec północnego sąsiada, a druzowie stworzą swój kraj być może nawet na naszych Wzgórzach Golan, z pewnością na Hauranie i w północnej Jordanii. Ten stan rzeczy będzie w dłuższej perspektywie gwarancją pokoju i bezpieczeństwa w regionie, a cel ten już dziś jest w naszym zasięgu.”

Zatem wielu naiwnie zapytuje: „Czy Syrią rządzić będzie powiązana z Al-Kaidą opozycja, czy rząd prezydenta Asada?” Z perspektywy sympatyzującego z Izraelem Zachodu odpowiedź brzmi: ani jedni, ani drudzy. Decydenci o zapatrywaniach pro-izraelskich nie chcą, aby na zakończenie tego rozdziału historii istniała jakakolwiek „Syria”, którą można byłoby rządzić. Długoterminowym celem – jak wyraził to Oded Yinon i jego zwolennicy – jest bałkanizacja Bliskiego Wschodu na mikro-państwa.

Rozgrywki naftowe

Autor: Nafeez Ahmed

30 sierpnia 2013

W dniu 21 sierpnia setki – prawdopodobnie ponad tysiąc – ludzi zginęło w ataku chemicznym w Ghouta (Damaszek), co skłoniło USA, Wielką Brytanię, Izrael i Francję do wskrzeszenia widma wojskowych ataków na siły Baszszara al-Asada.

Ten ostatni epizod stanowi jedynie kolejne przerażające wydarzenie w konflikcie, który coraz bardziej zdradza cechy ludobójstwa [3]. Argumentacja za podjęciem działań na pierwszy rzut oka jest niezaprzeczalna. ONZ potwierdza, że liczba ofiar śmiertelnych przekroczyła 100.000 osób, większość zginęła z rąk Asada. Szacuje się, że wysiedlonych zostało 4,5 mln ludzi. Chociaż bojownicy opozycji zaangażowani są w akty niebywałego okrucieństwa, międzynarodowi obserwatorzy potwierdzają [4], że za zdecydowaną większość zbrodni wojennych oraz zbrodni przeciwko ludzkości popełnionych na Syryjczykach odpowiedzialny jest reżim Baszszara al-Asada. Jego nielegalność i zasadność powstania są oczywiste.

Eksperci są zgodni, że szokujący materiał filmowy ukazujący cywilów, w tym dzieci, dotkniętych skutkami ataku chemicznego jest autentyczny – ale pozostają podzieleni [5] w kwestii, czy wykorzystano w nim wojskową [6] broń chemiczną [7] pochodzącą z arsenału Asada, czy też bardziej amatorski preparat potencjalnie związany z rebeliantami.

Niewielu przypomina sobie, że agitacja USA przeciwko Syrii [8] rozpoczęła się na długo przed ostatnim aktem okrucieństwa, w kontekście szerzej zakrojonych operacji uderzających we wpływy Iranu na Bliskim Wschodzie.

[USA, Izrael i inne zewnętrzne siły nie są uczciwymi mediatorami konfliktu, który szybko przybiera międzynarodowy wymiar – Izrael wspierany przez USA  przeprowadził ataki lotnicze na cele armii syryjskiej. Za fasadą humanitarnej troski stawką są znajome interesy.]

W maju 2007 roku dochodzenie prezydenckie ujawniło [9], że Bush autoryzował działania CIA wobec Iranu. W ramach tego tajnego programu w tym samym czasie prowadzone były pełną parą operacje anty-syryjskie, zgodnie z doniesieniami Seymoura Hersha na łamach New Yorkera [10]. Liczne źródła w rządzie i wywiadzie USA poinformowały go, że administracja Busha „współpracowała z sunnickimi władzami Arabii Saudyjskiej w tajnych operacjach” mających na celu osłabienie szyickiego Hezbollahu w Libanie. „Stany Zjednoczone wzięły też udział w tajnych operacjach wymierzonych w Iran i jego sojusznika Syrię,” pisał Hersh, czego „produktem ubocznym” jest „wzmocnienie grup ekstremistów sunnickich” wrogich Stanom Zjednoczonym i „sympatyzujących z Al-Kaidą.” Zauważył, że „rząd saudyjski za zgodą Waszyngtonu zapewni środki finansowe i wsparcie logistyczne celem osłabienia rządu prezydenta Syrii, Baszszara al-Asada,” co w perspektywie podda go presji, aby był „bardziej ugodowy i otwarty na negocjacje” z Izraelem. Jedną z frakcji otrzymujących tajną amerykańską „pomoc polityczną i finansową” za pośrednictwem Saudyjczyków było zesłane syryjskie Bractwo Muzułmańskie.

Według byłego ministra spraw zagranicznych Francji Rolanda Dumasa [11], Wielka Brytania zaplanowała tajną akcję w Syrii już w 2009 roku: „Dwa lata przed wybuchem wojny domowej w Syrii odwiedziłem Wielką Brytanię w innej sprawie,” powiedział francuskiej telewizji:

„Spotkałem się z wysokimi rangą brytyjskimi oficjelami, którzy zwierzyli się, że przygotowują coś w Syrii. Zdarzyło się to w Wielkiej Brytanii, a nie w Ameryce. Brytyjczycy przygotowywali bojowników do najazdu na Syrię.”

Jak się wydaje powstania (arabskie) roku 2011 – zapoczątkowane przez krajowe niedobory energii i klimatyczne susze, co doprowadziło do gwałtownych skoków cen żywności – nadeszły w dogodnym momencie, który został skrzętnie wykorzystany. Ujawnione e-maile z prywatnej firmy wywiadowczej Stratfor [13] zawierające notatki ze spotkania z urzędnikami Pentagonu [14] potwierdziły wdrażany od 2011 roku amerykańsko-brytyjski program szkolenia syryjskich sił opozycyjnych zmierzający do sprowokowania „upadku” reżimu Asada „od wewnątrz.”

O co zatem chodziło w rozwijanej strategii zdestabilizowania Syrii i Iranu? Według emerytowanego Sekretarza Generalnego NATO Wesley’a Clarka [15] nota z biura Sekretarza Obrony USA ujawniła – zaledwie kilka tygodni po zamachu z 11 września 2001 – plany „zaatakowania i zniszczenia rządów w 7 krajach w ciągu pięciu lat,” począwszy od Iraku, a następnie w „Syrii, Libanie, Libii, Somalii, Sudanie i Iranie.” W późniejszym wywiadzie Clark argumentuje, że strategia ta zasadniczo ma zapewnić kontrolę nad regionalnymi zasobami ropy naftowej i gazu [16].

Większa część realizowanej aktualnie strategii została otwarcie opisana w sfinansowanym przez Armię USA raporcie RAND [17] z 2008 roku: Odsłaniając przyszłość długiej wojny (pdf). Raport podkreśla, że „gospodarki uprzemysłowionych państw nadal będą opierać się głównie na ropie naftowej [18], tym samym czyniąc ją strategicznie ważnym zasobem.” Jako że większość nafty produkowana będzie na Bliskim Wschodzie, USA posiada „motyw, aby utrzymać stabilne, dobre stosunki z państwami Bliskiego Wschodu”:

„Obszar geograficzny potwierdzonych rezerw ropy pokrywa się z zapleczem politycznym sieci salafi-dżihadu. Tworzy to ogniwo między zaopatrzeniem w ropę i długą wojną, którego nie da się łatwo zerwać lub scharakteryzować… W najbliższej przyszłości wzrost światowej produkcji ropy naftowej i jej wydobycie zdominowane będą przez zasoby w Zatoce Perskiej… Dlatego region nadal pozostanie strategicznym priorytetem i będzie on silnie oddziaływać na długą wojnę.”

W tym kontekście raport zidentyfikował kilka potencjalnych trajektorii polityki regionalnej, zogniskowanej na ochronie dostępu do zasobów ropy naftowej w Zatoce; najistotniejsze z nich to:

„‚Dziel i rządź’ koncentruje się na wykorzystaniu linii podziałów między różnymi grupami salafi-dżihadu, aby zwrócić je przeciwko sobie i rozproszyć ich energię w konfliktach wewnętrznych. Strategia ta opiera się głównie na tajnych akcjach, działaniach informacyjnych (Information Operations), wojnie niekonwencjonalnej oraz wspieraniu miejscowych sił bezpieczeństwa… Stany Zjednoczone i ich lokalni sojusznicy mogą wykorzystać nacjonalistycznych dżihadystów do rozpoczęcia zastępczych kampanii informacyjnych, aby zdyskredytować międzynarodowych dżihadystów w oczach miejscowej ludności… Przywódcy USA mogą także skorzystać z trajektorii ‚nieprzerwanego konfliktu sunnitów z szyitami’ opowiadając się po stronie konserwatywnych reżimów sunnickich przeciwko szyickim ruchom rewolucyjnym w świecie muzułmańskim… ewentualnie wspierając autorytarne rządy sunnickie w konfrontacji z nieustannie wrogim Iranem.”

Badając różne scenariusze tej trajektorii, raport spekulował, że Stany Zjednoczone mogą skoncentrować się „na zjednaniu tradycyjnych reżimów sunnickich w Arabii Saudyjskiej, Egipcie i Pakistanie, jako sposobie na powstrzymanie władzy i wpływów Iranu na Bliskim Wschodzie i w Zatoce Perskiej.” Autorzy raportu nadmienili, że może to w istocie wzmocnić dżihadystów Al-Kaidy, ale sformułowali konkluzję, że takie postępowanie może sprzyjać interesom zachodnim poprzez wyhamowanie aktywności dżihadu wewnętrzną rywalizacją sekciarską; USA przestanie być celem:

„Jedną z osobliwości tej długiej trajektorii wojny jest to, że może faktycznie zmniejszyć okresowo zagrożenie ze strony Al-Kaidy dla interesów USA. Nagły wzrost tożsamości i pewności siebie szyitów jaki tutaj obserwujemy z pewnością spowodowałby poważne zaniepokojenie w społecznościach salafi-dżihadu w świecie muzułmańskim, z kierownictwem wysokiego szczebla Al-Kaidy włącznie. W rezultacie za wysoce prawdopodobne uznajemy, że Al-Kaida może skoncentrować swoje wysiłki na szkodzeniu interesom irańskim na całym Bliskim Wschodzie i w Zatoce Perskiej, przy jednoczesnym ograniczeniu operacji anty-amerykańskich i anty-zachodnich.”

Dokument RAND umieszcza tę niepokojącą strategię w szerszym kontekście z zaskakująco proroczym uznaniem kruszejącej potęgi kluczowych sojuszników i wrogów USA – Arabii Saudyjskiej, państw Zatoki Perskiej, Egiptu, Syrii, Iranu – w obliczu szeregu zbiegających się kryzysów: gwałtownie rosnących populacji, frustracji młodzieży, wewnętrznych nierówności ekonomicznych, politycznego fiaska, napięć na tle religijnym i związanych z degradacją środowiska niedoborów wody; wszystkie one mogą zdestabilizować te kraje od wewnątrz lub nasilić międzypaństwowe konflikty.

Raport stwierdza, że zwłaszcza Syria jest jednym z kilku „państw, których zasoby wodne stają się coraz bardziej skąpe z uwagi na przyrost populacji,” co zwiększa ryzyko konfliktu. Chociaż opracowanie RAND dalekie było od uznania perspektywy „Arabskiej wiosny,” pokazało ono, że na trzy lata przed powstaniami roku 2011 amerykańscy przedstawiciele obrony byli świadomi przybierających na sile czynników destabilizujących region i okazywali zaniepokojenie potencjalnymi tego konsekwencjami dla stabilnej eksploatacji nafty w Zatoce Perskiej.

Te strategiczne niepokoje, motywowane strachem przez rosnącą pozycją Iranu, wywarły wpływ na Syrię, głównie w odniesieniu do geopolityki naftowej. W 2009 roku – kiedy to zdaniem byłego francuskiego ministra spraw zagranicznych Dumasa Brytyjczycy rozpoczęli planowanie operacji w Syrii – Asad odmówił podpisania [19] proponowanego porozumienia z Katarem, w myśl którego z północnego pola roponośnego kraju [20], sąsiadującego z irańskim polem Południowego Parsu, poprowadzony zostałby rurociąg przez Arabię Saudyjską, Jordanię, Syrię i Turcję, z zamiarem zaopatrzenia rynków europejskich – z ostentacyjnym pominięciem Rosji. Uzasadnieniem Asada była „ochrona interesów rosyjskiego sojusznika, który jest głównym dostawcą gazu ziemnego w Europie.”

[Katar, Arabia Saudyjska i Turcja otrzymują tajne wsparcie od Waszyngtonu przy dostawach broni do najbardziej bezwzględnych islamskich elementów rebelii, podczas gdy Rosja i Iran dostarczają broń Asadowi.]

Za to w roku następnym Asad negocjował już z Iranem nad alternatywnym planem rurociągu za 10 miliardów dolarów [21], przecinającego Irak i Syrię, który potencjalnie pozwoliłby Iranowi dostarczać Europie gaz z pola w Południowym Parsie. Umowa handlowa projektu została podpisana w lipcu 2012 r. – w czasie, kiedy wojna domowa w Syrii rozprzestrzeniała się do Damaszku i Aleppo – a na początku tego samego roku Irak podpisał ramową umowę na budowę gazociągów. [22]

Plan rurociągu Iran-Irak-Syria był „bezpośrednim policzkiem” wymierzonym [23] w plany Kataru. Nic dziwnego, że saudyjski książę Bandar bin Sultan – po nieudanej próbie przekupienia Rosji, aby przeszła na drugą stronę – powiedział prezydentowi Władimirowi Putinowi, że „niezależnie od tego, jaki reżim nastanie po odejściu” Asada, będziecałkowicie” w rękach Arabii Saudyjskiej [19] i „nie podpisze żadnej umowy pozwalającej dowolnemu państwu Zatoki na transport gazu przez Syrię do Europy i konkurowanie z eksportem rosyjskiego gazu,” donoszą źródła dyplomatyczne. Kiedy Putin odmówił, książę przyrzekł zainicjowanie działań militarnych.

[Izrael ma także bezpośredni interes w zwalczeniu promowanego przez Iran rurociągu. W 2003 roku, zaledwie miesiąc po rozpoczęciu wojny w Iraku, amerykańskie i izraelskie źródła rządowe poinformowały Guardiana o planie „budowy rurociągu, który będzie przesyłał naftę z nowo podbitego Iraku do Izraela” z pominięciem Syrii.

Podstawa tego planu, zwanego projektem Hajfa, sięga porozumienia z 1975 roku podpisanego przez ówczesnego Sekretarza Stanu Henry’ego Kissingera, „w myśl którego Stany Zjednoczone zagwarantowałoby Izraelowi zaopatrzenie w ropę naftową i energię w czasach kryzysu.” Pod koniec 2007 roku przedstawiciele rządu USA i Izraela dyskutowali na temat kosztów i zobowiązań dotyczących rurociągu Irak-Izrael.]

Wydaje się, że sprzeczne, egoistyczne grupy interesów naftowych Kataru i Arabii pociągają za sznurki równie egoistycznej, ukierunkowanej na naftę polityki USA w Syrii, jeśli nie w całym regionie. Właśnie to – problem uformowania elastycznej opozycji, która zapewni Stany Zjednoczone i jej sojuszników o swojej gotowości do współpracy [24] w pozbawionej Asda Syrii – zdeterminuje charakter potencjalnej interwencji, a nie kwestia umierających Syryjczyków.

Nie ma wątpliwości, że Asad jest zbrodniarzem wojennym, którego rząd zasługuje na obalenie. Pytanie brzmi: przez kogo i w czyim interesie?

Aktualizacja: 16.09.2015

Zachód odrzucił w 2012 ofertę pokojową obejmującą ustąpienie prezydenta Syrii

15 września 2015 na łamach dzienników The Guardian, Washington Post i Haaretz pojawiła się informacja, iż były prezydent Finlandii i laureat Pokojowej Nagrody Nobla Martti Ahtisaari powiedział, że w lutym 2012 – kiedy konflikt syryjski pochłonął blisko 7.000 ludzkich istnień – Rosja zaproponowała zawarcie pokojowego porozumienia między rządem Syrii i jego przeciwnikami. Obejmowało ono dymisję prezydenta Baszszara al-Asada. Stany Zjednoczone odrzuciły tę propozycję. Zdaniem Ahtisaariego były przekonane o rychłym, brutalnym obaleniu przywódcy.

OffGuardian przypomina, że już 6 czerwca 2012 Bloomberg napisał: „Rosja sygnalizuje, iż nie uznaje już pozycji prezydenta Baszara al-Asada za możliwą do utrzymania i pracuje z USA nad uporządkowanym przekazaniem władzy.” Sam The Guardian donosił 9 czerwca 2012 o elastyczności Kremla wobec losu syryjskiego prezydenta. Nie uwzględniał jej przekaz oficjalnej narracji Zachodu prowadzonej od 2011 roku przez anglo-amerykańskie media. Narracja ta właśnie legła w gruzach. Administracje Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii niepotrzebnie przedłużyły rzeź, która pozbawiła dotychczas życia ponad 230 tysięcy Syryjczyków (w tym 20 tysięcy dzieci), przesiedliła 7.600.000 obywateli i stworzyła blisko 4 miliony uchodźców.

Aktualizacja: 29.10.2016

Uczestnicy konfliktu w Syrii – ich cele i interesy (wersja PDF)

Tłumaczenie: exignorant

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Gospodarka, finanse, surowce i energia, Imperialne wojny, militaryzm i terror państwowy. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.